To niełatwe. Ksiądz Twardowski „Dłużej niż na zawsze”.

To był niezwykle dobrotliwy człowiek, poeta liryki religijnej. Teksty napisane często na miarę dziecka, zawierają wielka mądrość życiową i cieszą się niesłabnącą popularnością.  W jego wierszach,  prozie odnajdziemy prosty, zwięzły język,  formułujący zacne myśli i czyste patrzenie. To ten maksymalnie prosty i oszczędny język, tak ujmuje czytelników. Kochał przyrodę, zwierzęta. Tak pięknie pisał o wierności psa,  posłuszeństwie ptaków i niewierzących drzewach, a miłość postrzegał wciąż za dużą, aby ją całą widzieć.

Potrafił reanimować uśmiech na twarzach tych, co czekali na radę i pocieszenie. Wciąż wracam do jego tekstów i ponawiam próby zrozumienia tego, co niepojęte!

Nadzieja

 „Ufający Bogu, to ktoś więcej niż optymista. Nadzieja, to jest czas”. Jeśli człowiek coś robi – ma czas, ma jeszcze nadzieję”. „Nadzieja –  to czas bez pożegnań”. Póki jest nadzieja, to i  szansa. Wiara, że będzie lepiej, że jeszcze będzie dobrze. Nadzieja patrzy przez różowe okulary i cierpliwie czeka. Mówi się, że człowiek ufny, łatwowierny, cierpliwy dłużej ma nadzieję, nie traci jej. Czekamy na zmianę w naszym życiu, na ukończenie, spełnienie, na odnowę, na poznanie, znalezienie, na powrót.. Brak nadziei spowoduje zwrócenie się całkowite ku sobie  z jednocześnie mocnym odczuciem własnej słabości.

Miłość

„Kochamy albo za dużo, albo za mało, nigdy w sam raz”. ” Gdy miłość zdenerwujesz, każdy grzech jest ciężki”. Zastanowiłam się dłużej.  Innym razem zwróciłam uwagę na jedno z wielu zdań o wierze.

Wiara 

„Wierzyć – to znaczy nawet się nie pytać, jak długo jeszcze mamy iść po ciemku”. „Wierzyć, to znaczy ufać kiedy cudów nie ma”.

Moja koleżanka, osoba wierząca, praktykująca, singielka i zarazem mama uroczej córeczki,  często odwiedza panią z czarnym kotem i rzędem świec, aby usłyszeć, co tarot jej szykuje na najbliższą przyszłość. Mówię jej, – dziecko zaufaj Bogu, nie martw się kiedy i czy przyjdzie miłość do mężczyzny. Żyj spokojnie, a ON wie, czego Ci potrzeba. Zaufaj mu! Bogu. Jesteś w jego rękach. Jeśli liczymy tylko na siebie jesteśmy stale zmartwieni. Przecież wierzysz w Boga, licz  na niego. Ale ona niecierpliwa  i nie do końca identyfikuje się z moimi słowami.

Dla mnie największym problemem są  słowa księdza Jana o cierpieniu.

Cierpienie

Ksiądz Twardowski pisze, ” Jeśli kochamy kogoś i cierpimy dla niego, to krzyż wcale nie jest taki ciężki. Widzi się miłość, a nie ciężar krzyża”. Zaraz nasunął się przykład, kobiety cierpiącej z powodu alkoholizmu swojego kochanego męża, jak długo będzie widziała w tym dar? W książce pt. „Dłużej niż na zawsze” znajduję takie zdanie, ” Jeżeli kochamy kogoś i cierpimy dla niego, to krzyż wcale nie jest taki ciężki”. Trudno mi  zobaczyć łaskę Boga, kiedy zsyła nam krzyże i cierpienia. A ludzki ból przeszywa na wskroś i krzyczy rozpaczą.  Powiedz matce, która straciła dziecko, że w życiu wszystko jest po coś, ten krzyż też. Myśli może tak jest, ale ja tego nie chcę.

Może za mało we mnie pokory. Kiedyś byłam zdecydowanie bardziej pokorna, nawet nie śmiałam zastanawiać się nad chrześcijańskimi maksymami, czy dogmatami. Po prostu przyjmowałam je. Boże a teraz zastanawiam się, ileż okrucieństwa (na ludzką miarę i rozum) było w stosunku do Abrahama, który miał złożyć z umiłowanego syna Izaaka ofiarę. Czy w imię dobra można czynić zło? Nadgorliwość nie jest cnotą, ona zaślepia nas?  Jedyne wytłumaczenie widzę w tym, iż pewnie Bóg wiedział, że może pozwolić sobie na takie żądanie, bo Abraham je wypełni, a Najwyższy powstrzyma dłoń z nożem. Bóg to wiedział, a Abraham nie. Nie wiedział na ile go stać dla miłości Boga. Ale czy nie może to być prostsze? Konieczne było wystawianie go na próbę? Jednak jestem za malutka na to.

Opiszę Wam zdarzenie, tylko z kotkiem, ale jakże również bolesne. Była zima, późnym wieczorem po pracy zmierzałam do samochodu. Dochodzę do rozstaju dróg i myśl w ułamek sekundy – „idź tym razem w lewo, tam nie ma świątecznego zgiełku”. To, co zobaczyłam, czego przyszło mi doświadczyć, było takim bólem, a zginął można powiedzieć, tylko kotek pod kołami czyjegoś samochodu. Jego ból umierania, tryskająca krew dokoła i  podskoki w górę z opadaniem, w wielkim szale i szoku umierania było przerażające. Pobiegłam na ulicę z uniesioną ręką, zabrałam go. Wyciszył lejące się przez ręce ciałko w agonii, w momencie objęcia go. Zaniosłam na trawę opodal, głaskałam i płakałam. Odszedł. Wiem, że są gorsze rzeczy na tym świeci. Długo nie umiałam mówić o tym. Po jakimś czasie opowiedziałam córeczce. A dziś piszę Wam. Godzenie się na cierpienie jest trudne. A wartość z niego płynąca, najczęściej niechciana przez człowieka. Boimy się cierpienia i kiedy Jan Twardowski pisał z takim przekonaniem i pewnością, że to łaska, z automatu stawałam okoniem, bo jakoś nie mieściło się w głowie i sercu. Jezus też bał się cierpienia i prosił o zabranie tego kielicha goryczy.., jeśli to możliwe, a co dopiero człowiek. Ale skoro ksiądz Jan o tym pisał i wierzył, to co mi maleńkiej wątpić. Tak po prostu jest, bo musi w tym być jakiś sens.