Samotność

Słowo samotność ma taki gorzki posmak. Ale z nią, to różnie bywa. I źle i dobrze.

Samotną poczułabym się wtedy, gdybym miała ok.80 lat, dzieci daleko wyjechały i rzadko szukały kontaktu z mamą. Moje koleżanki, rodzina i znajomi przenieśliby się do św. Piotra i nawet kot zdechłby. Wtedy dopiero poczułabym się samotna, jak pies.

A teraz!! Nie mając partnera u boku, ja za grosz nie jestem samotna i nic takiego nie doskwiera mi. Jak mówię o tym otwarcie, niejednemu i niejednej, to pomrukują i nie wierzą, pukając się w głowę, że jak można nie chcieć związku, nie pragnąć zakochiwania i kochania. Myślą, że jestem pokonana i wiem, że nic takiego mnie nie spotka, to bronie się mówiąc, że to ja tak chcę. 

A przecież pragnienia człowieka są różne w różnym wieku i sytuacji życiowej. Człowiek, który przeżył małżeństwo, związek jeden i drugi. Zaznał macierzyństwa, czy tacierzyństwa. Przeorał po drodze miłostki, czasem chwytając się ich, jak tonący brzytwy. Wreszcie posiadł swoje maleńkie, miłe miejsce na ziemi, tak jak ja swój spokojny pokoik i czas do dyspozycji. Mając pełno pasji, które wciągają emocjonalnie i czasowo. Pracę, która pochłania i wciąż ekscytuje. Wianuszek przyjaciół, dla których czasem brak już czasu, to gdzie tu wsadzić poczucie samotności?

U mnie potrzeba bycia z mężczyzną na stałe nikła, aż znikła. I stało się tak wraz z poczuciem dobrodziejstwa tego stanu, czyli plusów z maszerowania przez życie bez chłopa u boku. Widzę teraz, że moje ciało dobrze mi podpowiadało. Ja już nie chcę, nie umiem i nie potrzebuję męża, czy partnera pod jednym dachem. Komfort wyłazi mi bokami i poczucie egoizmu, że nic nie muszę, nie mam obowiązków wraz z brakiem chłopa w domu.

Gdybym była młoda, co dopiero buduje zamki, to co innego. I nie zaznała smaków, co to małżeństwo, rodzenie i wychowywanie dzieci.. . To teraz w takiej sytuacji czułaby, że przegrałam życie, nie wychyliłam się, nie walczyłam, nie starałam się, tylko od początku skupiłam się na tym, co mniej wartościowe. Ale moja sytuacja jest inna. Budowałam.. , i zaznałam!!

Ja i kocur Kleofas, dobra z nas para. Może kiedyś coś się zmieni w mojej głowie. Może. Może wtedy będzie za późno. Może.

Nie chcę się bać

Budujemy się na lata, zamartwiamy o wszystko, dzielimy włos na czworo przed podjęciem jakiekolwiek decyzji, a życie kruche. Może warto pożyć dniem dzisiejszym. Bardziej cieszyć się z niego, jak jest z czego.
Opiszę Wam pewne zdarzenie.
Wracałam pieszo do domu. Chciałam przejść na drugą stronę ulicy, ale samochodów pełno, cały sznur. Stanęłam i czekam. Zatrzymał się uprzejmy kierowca, a inni obowiązkowo za nim. Weszłam na czarno białe pasy i idę raźnym krokiem, coby nie opóźniać sytuacji. Jeden niecierpliwy kierowca z kolumny czekających dodał gazu, wpadł na tramwajowy pas obok i mało mnie nie przejechał.  Na szczęście zdążył wyhamować. Nogi mi zmiękły, stanęłam jak wryta i ruszyć dalej trudno było. Kierowca szalony chyba też się przestraszył i stał tam jeszcze jakiś czas zanim ruszył. To były ułamki sekundy i mogłam nie żyć.
Wróciłam do domu i postanowiłam
PRZESTAĆ BAĆ  się O WSZYSTKO!!
No może bez przesady, ale nie zamartwiać na zapas, jak to mam w zwyczaju.
Chcę żyć tu i teraz. Cieszyć z sukcesów dzieci choćby dyskusyjnymi były. Z pracy w jakimkolwiek byłaby salonie. Poznawać ludzi i nowe miejsca. Mieć radość z wyjazdów, wakacji, zwiedzania świata. Chcę cieszyć się seksem. Pozwolić sobie – mówić -kocham, kiedy tak poczuję. Chcę być mile zaskakiwana i umieć doceniać te niespodzianki. Chcę bez wyrzutów cieszyć się dobrym jedzenie na mieście z moją koleżanką Martą. Mamy takie swoje miejsca – Stacja Food we Wrzeszczu i Słony Spichlerz nad Motławą (i nie myśleć ile piersi z kurczaka za te pieniądze bym kupiła, ile obiadów ugotowała i że jestem rozrzutna). Chcę cieszyć się z pisania do Was na blogu. Uczyć nowych rzeczy, języka i szkolić szkolić w tym, co mnie ciekawi.. Dreptać do opery, bo to sprawia radość. Tulić dzieci i kota. Nie chcę martwić się co będzie dalej, bo wiem, że życie kruchym jest i często niespodziewanie ulotnym.