Kolacja we dwoje

Czasami zdarza się nam święto. Nasze święto. Czy to będąc w związku małżeńskim, partnerskim, świeżym związku, czy zasiedziałym, a może pierwsze spotkanie, czy takie raz na miesiąc, bo mieszkacie daleko od siebie. Zawsze warto wtedy postarać się. Przygotować.

Teraz kiedy ludzie wpadają w wir randek za pomocą portali, tym bardziej warto uzmysłowić sobie, czego ona/ on oczekuje ode mnie i co chcemy ofiarować sobie na takich spotkaniach. Zapewne w nowym związku ważne są także rozmowy, próba poznawania siebie nawzajem, a w tych starych układach, może małżeństwach od lat, pragniemy ekscytacji i złamania rutyny.

Wchodzisz do mieszkania, czy pokoju hotelowego i widzisz, świeże kwiaty w wazonie. Na stole, jeśli nie przygotowana kolacja, to chociaż wino, schłodzona cola, czy herbatka zaparzona. Panowie podpowiem Wam, że serce kobiety niezwykle jednają płatki róż. Wystarczy z jednej rozsypać na pościeli. Oczywiście jesteście starannie ogoleni, a z ust waszych nie wydobywa się smród piwa, czy wódki. Jeśli ona to poczuje, to najczęściej jest już „pozamiatane”.  Natomiast chcemy poczuć, że to dla obojga ważna chwila.

Nastrojowa muzyka, płomyki świec i czekoladki. Co jeszcze, to zapewne inwencja niejednemu podpowie. Może perfumy, majteczki lub dobra książka, płyta, wizyta w hotelowym spa. Wszystko zależy jakie to spotkanie. Może wasza rocznica, może próba przeprosin, czyli wyciągnięcia dłoni na pojednanie. 

Temat ten przyszedł mi do głowy, na podstawie opowieści koleżanki, która próbuje w gąszczu samotnych, znaleźć kogoś odpowiedniego dla siebie. Raz opowiadała, jak mężczyzna przyjął ją na umówionym spotkaniu w swoim mieszkaniu, otwierając drzwi w samych kusych majtkach, a bałagan z rozrzuconymi skarpetami, skotłoszoną pościelą i nim śmierdzącym potem z pod pach zniechęcił do czegokolwiek.

Nasza blogerka, Jola, a dokładnie jej przepis był moją inspiracją w tworzeniu trochę innego dania. Na kolacje we dwoje. @kulinarnyblogsamanthy .

  Na podstawie jej ostatniego przepisu – DZIĘKUJĘ JOLU, zrobiłam fajne danie,  zmodyfikowane tym, co miałam w domu. Wprawdzie nie postawiłam na kolację we dwoje, bo takiej nie miałam. Za to zaniosłam mojej ulubionej pani krawcowej. Ta kobieta ma złote ręce. Wszystko poprawi, naprawi.  Pracownia krawiecka „Iga” ul. T. Kościuszki w Gdańsku.  Teraz przyjęła do naprawy moją znoszoną czarną haleczkę, z którą jeszcze żal mi się było rozstać i nową kurteczkę w kwiaty, która po prostu za dużą jest. Wy możecie upichcić tego kurczaka ze szparagami i orzechami na Wasze święto, kolację we dwoje.

„Kurczak ze szparagami i orzechami tudzież”

Zawsze marnie wychodzi mi gotowanie szparagów. Chyba byle jakie trafiam, bo najczęściej łykowate. Wtedy wspieram się gotowymi, takimi w słoiczku, już ugotowanymi, np. firmy Rolnik. Ale załóżmy, że same to zrobimy. Odcinamy końcówki, bo mogą być trochę zdrewniałe i gotujemy al dente w osolonej i lekko posłodzonej wodzie, zwłaszcza jak mamy zielone szparagi (ja wole białe). Odcedzamy  i zalewamy zimną wodą, ponownie odcedzamy. I tym razem znowu wyszły marne, ugryźć nie było jak, bo otoczka łykowata, a środek miękki do wysysania, no ale kto chce na randce coś wysysać!! Na pewno nie szparagi. Z szafki wyciągnęłam Rolnika, najczęściej takiego trzymam, a nóż się przyda.

Na patelnie wlewam chlust oleju i wrzucam pokrojonego w kostkę podwójnego fileta z piersi kurczaka. Solę, posypuję przyprawą gruzińską. Takową przywiozła mi córka z autostopa po Gruzji i szczyptą szafranu  (też stamtąd). Dajcie swoją ulubioną, jaką macie. Pokroiłam jeszcze 2 ząbki czosnku. I wrzuciłam po garści orzechów włoskich i nerkowca. Przesmażyłam. Dodałam  300 ml śmietany 18%, kto chce nich zaszaleje z 30 tką! Jeszcze natkę pietruszki drobno pokrojoną i  gałązkę rozmarynu (nie za dużo, bo zdominuje smak). Przesmażyłam krótko.

Osobno ugotowałam makaron, ja dałam taki wyglądający, jak ziarenka z dojrzałego ogórka, ale to obojętne, jaki lubicie lub macie w domu.  A możecie zrobić  swój własny. Na 2 szklanki mąki (35 dag) daje 4 jaja i szczyptę soli. Ugotowany makaron i szparagi wrzucam do mięska w sosie, mieszam delikatnie. Na talerzu posypuję startym żółtym serem (lub parmezanem, jak wolicie).

Smacznego kochani. Bez tej ukochanej osoby smakuje równie dobrze, no zgoda, trochę mniej. Ja ugotowałam też dla córeczki kochanej mojej. Jutro zawiozę jej do pracy. Spokojnej nocy życzę.

 

Teściowie

Temat wdzięczny i niewdzięczny, tak jak człowiek potrafi. Teściowie najczęściej chcą dobrze, tylko po swojemu. Coś w tym musi być, te niewybredne kawały o odlatującej mamusi na miotle, nie wzięły się znikąd. Sami mamy swoje doświadczenia w sprawie życia z teściami. Napiszcie proszę kilka słów, jak Wy to widzicie. Przecież bywają dobrzy, normalni, zwyczajni, bardzo pomocni, życzliwi teściowie.

Ja nią jeszcze nie zostałam i póki co, nie zapowiada się na to. Tak jak nie jestem jeszcze babcią, ale życie płynie i wszystko szybko może się zmienić. Choć każde z moich pociech zapiera się, że nie. Mają swoje powody.

Teściowa to dla jednych – druga mama. Troskliwa, wyrozumiała, choć czasem postąpiłaby inaczej niż młodzi, ale nie mówi, nie będąc pytaną o zdanie w tej kwestii. Dla innych, postać spędzająca sen z powiek, która zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze, zatruć życie, zepsuć dzień i niejednokrotnie doprowadzić do kłótni między małżonkami,  a czasem nawet rozwodu.

Jestem w salonie i słyszę, jak młody człowiek rozmawia z naszą fryzjerką.

– „Nigdy więcej nie ożenię się” – stwierdza z przekonaniem.

–”Dlaczego”? Pyta Agusia

– „Miałem już jedną teściową i wystarczy. Oj wystarczy”!

Dziecinne podejście. W grę wchodzi nasze szczęście, a o nie też trzeba umieć zawalczyć. Nie mamy wyjścia musimy nauczyć się żyć z teściami. A do tego trzeba mądrości życiowej. Sposób na dobre relacje z teściami jest tylko jeden – jasne wyznaczenie granic, a następnie ich respektowanie. Oczywiście przez obie strony.  Mama może mieć swoje zajęcia i rozliczne pasje, trzeba jej czas też uszanować. I nie sądzić, że zawsze o każdej porze można podrzucić ukochane wnuki. Takie panie mają ustalony rytm, a to rehabilitacja, joga, śpiew w chórze, zajęcia na uniwersytecie trzeciego wieku, czy spotkania z przyjaciółmi, wychodne do kina.

Naszła mnie refleksja o teściach, bo spotkałam się na prośbę koleżanki, aby razem coś uradzić w sprawie teściowej, która chce sprzedać swoje mieszkanie i sprowadzić się do miasta, gdzie zamieszkał jej syn. Młoda dziewczyna boi się, że straci spokojne małżeństwo, bo kiedy teraz mama przyjeżdża do nich na tydzień nacieszyć się wnusią codziennie dochodzi do fochów, pouczeń, spięć. Po tygodniu jest u kresu wytrzymałości, a mąż – jedynak teściowej mówi, że muszą to wytrzymać, bo nie chce pokłócić się z mamą.

Inna teściowa mojej starszej koleżanki dzwoniła, pouczała, instruowała, robiła naloty, wizytacje, nie wizyty. Zaglądała do szafy, lodówki. Krytykowała opiekę nad wnukami,  gotowanie, ubieranie, sposób bycia, pielęgnowane wartości, podejście do jej synka, finansów, wiary, czystości w domu.. . Nieustannie przypominała co i jak lubi, synek. Winiła nawet za jego katar i przeziębienie. Aż w końcu prawie rozbiła  małżeństwo, a właściwie to młodzi pozwolili swoją bezsilnością.

Dobrze znamy skargi wielu kobiet, że teściowa jest wścibska i wszędzie zagląda. Czasem komentuje bałagan, czasem zaczyna sprzątać po swojemu. Wyciąga z szafy ubrania które mamy założyć, bo w tym, co mamy na sobie, podobno źle wyglądamy. Wytyka każdy kilogram i bez ogródek mówi, że nogi mamy jak grube kłody.  I co my na to? – Najczęściej nic, po prostu to znosimy. I to wcale nie dzielnie. Płaczemy po kątach, złościmy się, rzucamy niecenzurowanymi słowami, kiedy teściowa wyjdzie.  Czy na pewno wszystko trzeba znosić? A gdyby tak powiedzieć, że nie chcemy, żeby wszędzie zaglądała, że nie będziemy przychodzić w każdą niedzielę na obiad, że w tym roku na święta wyjeżdżamy nad morze (może nawet mama ucieszyłaby się, bo ma dość stania nocami nad garami) i że będziemy nosiły dżinsy (nawet do kościoła), bo lubimy je i są wygodne.

Teściowie też bywają niełatwi, choć w dowcipach obrywa się tylko teściowym.

Czasem jesteśmy nastawieni na walkę, bo sytuacja nam się z nią kojarzy, zwykle walczymy, choć dużo więcej można wygrać przez współpracę. Moglibyśmy to łatwo zobaczyć, gdyby nie nasze nastawienie.

Jeśli coś w zachowaniu teściów nam przeszkadza, warto razem ze swoim mężczyzną  przeciwstawić się temu, doprowadzić do wspólnej rozmowy. Zwykle myślimy, że to niemożliwe, no bo mąż nie potrafi, nie umie przy mamie wyrazić własnego zdania. Mówi – „Przecież wiesz, jaka ona jest” i na tym się kończy. Albo żona w obecności mamy zmienia się w nieporadną, ustępliwą dziewczynkę i nie umie powiedzieć „nie”. To z pewnością świadczy o tym, że teściowa jest silną osobowością, ale przecież nie ona odpowiada za reakcję twoją czy męża.

Małżonkowie powinni ze sobą porozmawiać, obrać wspólny front, dla dobra swojego małżeństwa. Inaczej kobieta zaczyna gardzić, że jej facet, to „de” wołowa niepotrafiąca stanąć w obronie żony, czy poprzeć jej zdania, wyboru. Ona musi czuć, że jej mężczyzna, to jej rycerz, a nie fajtłapa, milczek, niezguła, który boi się mamusi. Mamę ma szanować, ale też umieć stanąć po stronie żony ukochanej. To samo tyczy się młodego mężczyzny. On musi widzieć i czuć, że u teściowej nie stanie się zwierzyną na pożarcie przez mamę i żonkę. Nie mogą obie wsiąść na chłopaka i zadziobać. To nie buduje dobrej relacji w małżeństwie. Przecież staliście się jednym ciałem i jedną duszą. Zostawiliście mamę i tatę, aby być ze swoją miłością. Dbajcie o nią, bo na co dzień, to z nią będziemy żyć.

My dojrzałe kobiety powiemy –  no ale jak nie wtrącać się, kiedy mieszkamy razem, a ona źle wychowuje dziecko, daje zły przykład, wielu rzeczy nie umie. Ja chcę im tylko pomóc. Pomóż teściowo, kiedy Cię o to poproszą. Tu jest chyba pies pogrzebany, że teściowa najczęściej mądruje się, kiedy nikt o tę mądrość nie prosi. A później obraża, bo synowa unika spotkań z nią.

To ich życie. Pozwólmy im budować je po swojemu. I służmy radą, kiedy młodzi od nas jej potrzebują. Ja nie byłam asertywną osobą, więc pozwalałam na każde traktowanie. Z pierwszego małżeństwa na zawsze zostawię piękne wspomnienie teścia, człowieka z klasą, a z drugiego miłe chwile z życzliwą mi teściową.  Przyjemną jest myśl, że już nie muszę prężyć się, jak ten koń na wystawie, aby zaakceptowały mnie te pozostałe osoby.

Obym umiała być dobrą, niewtrącającą się teściową. Bardzo wierzę, że będę.

Ta pani młoda ma dobrych teściów. W ich relacjach zapewne pomagają im osobne mieszkania.

Kochani z blogowej przestrzeni, na ten świąteczny czas życzę Wam słonka w sercu i za oknem. Odpocznijcie!!

Moja nagroda. Laleczka

http://aksinicoffeepainting.art-madam.pl/

Wygrałam cud lalunię  w konkursie naszej blogerki Aksini. W poście – „Była sobie Dziewczynka” należało odgadnąć, kto jest na zdjęciu. Myślę, pierwsze – osoba ważna dla niej. A, kto może być ważniejszy od własnego dziecka i mamy? Na dziecko Aksini nie wyglądała. Myślę mama, jak nic, Mama! Dalej po rowerze poznałam, że to nie babcia, nie ona. Miałam rację. Zajęłam trzecie miejsce. I dziś dostałam paczuszkę z nagrodą, na adres naszej firmy, bo tam dużo czasu spędzam. Zanim poszłam na tantrę obejrzałam i wszystkim w salonie pokazałam. Lala jest subtelna i ma taki szczegół, który ucieszył i zajął serce. Rozpoznawalny właśnie mnie. Pończoszki z kokardkami. I to serduszko!! Ach ta nasza Aksinia, ona wie, żem kokietka i strojnisia. Lubię ludzi i życie. Chyle czoła, że kawałeczek drewna uczyniłaś subtelnym koronkowym dziełem. Bardzo Ci dziękuję. Stałam się dumnym posiadaczem Twojego rękodzieła.

I to jest mały świat bloga, jakże czyniący Ciebie ważnym na miarę naszych potrzeb. Ciesze się. A jeszcze powiem Wam, że zadbała o oprawę. Laleczka leżała w ręcznie robionym origami pudełeczku wyścielonym czarnymi piórkami z poświatą zieleni. Magicznie! Bardzo dziękuję!!

A myślałam, że mam intuicję

Lubimy podążać za tym, co obce, zachodnie i w randkowaniu też nie chcemy być w tyle. W relacjach z drugim człowiekiem dość często poszukujemy rozrywki i niezobowiązujących związków. Zwłaszcza ci mocno ostatnio zawiedzeni. Ci ze złamanym sercem mówią, że chcą odpocząć i nie pakować się po uszy w kolejną relację, która zaorze ich po całości i porzuci. Albo dla tych, co na razie na poważny układ nie mają czasu i miejsca lub nie wierzą patrząc na bliskich, znajomych. I ich przegrane. Szukamy nowych- tylko znajomości. A to z kolei otwiera furtkę do różnych tego typu aplikacji, jak np. Tinder (podobno najgorętsza aplikacja świata), wychodzących z ofertami dla wiecznie młodych użytkowników.

Dlaczego o tym piszę? Kilka dni temu wylano na mnie kubeł zimnej wody. Do naszego salonu na strzyżenie przychodzi uroczy młody mężczyzna. Po trzydziestce przystojny, ale nie laleczkowaty, tylko bardzo męski z dużą nutą ciekawego człowieka, który porusza poważne tematy. Dyskutuje mając duży zasób wiedzy. Opowiada też o swojej rodzinie. Zawsze tak ciepło o swojej kilkuletniej córeczce. Od pierwszego z spotkania polubiłam go i mówiłam o nim „solidny pan”.  Ten Solidny to, ten Solidny tamto.. . Aż dziewczyny z pracy pokazują mi jego zdjęcie i ofertę na jednym z portali randkowych. Żal mi było bardziej siebie niż jego. Smutne. Widziałam w nim solidnego dobrego męża, ojca, a tu kobiety na boku. Matko, dlaczego? Po co narażać związek. Coś co ma wartość największą. Szafować tym. Nie dbać o swoje szczęście. Tracić energię i.. .

Nie znam się na ludziach. Jednak nie znam. A myślałam, że mam intuicję. Na początku łatwo, szybko oceniłam tego mężczyznę, jako skałę na której można budować,a  tu chwasty z serca wylazły. Nie oceniam, tylko zastanawiam się, czy to tragiczna niezgodność ich libido, potrzeb seksualnych, czy jego chęć życia z maksymalną dawką adrenaliny, ryzyka, szafowania szczęściem, a może odrzucenie, samotność w związku, ale takich młodych ludzi? Czy po prostu głupota?

Ciernie

Jestem smutna. Radzę sobie. Radzę.. . Wszystkim mówię, a zwłaszcza swojej głowie, że życie jest piękne. Wierzę w to. Choć kątem oka widzę tę biedę ludzką. I nie piszę o niedostatku finansowym, tylko w tym wypadku o: szklistych, przekrwionych oczkach, śmierdzącym oddechu, czerwonych policzkach, mówionych głupotach, zarośniętej, dwa dni niegolonej twarzy, rozchełstanej koszuli, krzywo zapiętych guzikach, przysypiającym, a w dłoni pilot od tv.. .  Agresji nie ma, skądże! Pełna kultura. Więc, czego się czepiać. Tylko straszny obraz, tak wyglądającego mężczyzny zostaje w twojej głowie.

Chyba nie napiszę dziś wiele.  Przecież nie wolno mi, entuzjastce życia poddać się i powiedzieć, że wszystko jest do d…, o kant stołu.

Nie marudzę mu, nie wyrzekam..  A może ten obok potrzebuje pomocy? Z jednej strony cieszy się, że jestem wyrozumiała, niewtrącająca, a z drugiej może chciałby, abym zmusił go do wzięcia się za siebie? A ja udaję, że nie widzę, bo przecież to jego życie. Bierna, mam współudział w jego zatracaniu się.

Współczuję tym, co muszą co drugi dzień wypić piwko, no dwa, „góracy” (jeszcze żarty się mnie trzymają), łyknąć drinka, czy pociągnąć z gwinta piersiówki lub kulturalnie sączyć kieliszek za kieliszkiem wytrawnego winka, ale i tym, co są razem i obok. Mężczyzna zawsze bagatelizuje mówiąc – „Ciężko pracuję, nie czepiaj się, nie ma problemu, to tylko dwa piwka po robocie”. Będzie chciał, to wyjdzie, a my go wtedy wspierajmy. Jego wola jest tu ważna, nie rodziny.

Każdy z nas ma swoje ciernie i marne strony. Idę spać. Dobranoc.

PS Te zdania dopisuję, po waszych komentarzach. Bardzo Wam dziękuję. Wszyscy utwierdziliście mnie, że nic na siłę. Jestem obok, jakby co. I zawsze chętnie pomogę, jak będzie chciał. Już mi lżej. Idę posprzątać kuchnię, bo chłop podpity, jak gotuje, to świat się wali, a kuchnia na pewno. Dzięki kochani. No i znów uśmiecham się.

 

„Bajeczka”..

Poezji ciąg dalszy, czyli nadal sprzątam i znajduję. „Spotkanie na Piwnej” ujęło mnie bardzo, ale  „Bajeczka”, „Motyl”, też miłe.  Szukajcie, sprzątajcie, znajdujcie. A może sami napiszcie dla kogoś bliskiego. On skrzętnie przechowa dla potomnych lub po prostu dla siebie, na lata wspomnień.

Mój poeta, to człowiek niezwykle spokojny, miłujący jedną jedyną na całe życie. I co zrobić jak miłość odejdzie, pójdzie daleko, daleko.. Taki człowiek stara się pokochać jeszcze raz, bo samemu źle, ale nie umie. Mówi o miłości, pisze o niej, może to pomoże mu uwierzyć, że jeszcze jest to możliwym, to ponowne miłowanie.

„Bajeczka”

„Księżyc świeci, płonie świeczka

W głowie snuje się bajeczka

Jak księżniczka z starej baśni

Mówi: „Miły, dziś już zaśnij,

Niech sen dobry, zmysły zgasi,

Niech to będzie sen o Basi”

Rano świt ten sen rozrywa,

A tu – Basia!… Ale żywa!”

 

” Motyl”

„Zjawiłaś się, jak motyl

Z dużymi oczami

Na skrzydełkach.

Wachlując firankami oczu

powołałaś huragan

Do życia.”

Dziękuję mu. Ładnie pisał. Nadal się lubimy! Jak widzicie samą poezją, sztuką, człowiek nie żyje. Było, minęło.  Z nami, to trochę, jak z tym żurawiem i czaplą. Tylko, że z małą różnicą. Ja chciałam na początku i tak z pięć lat dreptałam, aż mi przeszło i chcenie i dreptanie, bo nie było odzewu, inna czapla nadal zajmowała miejsce. Kiedy mi przeszło bezpowrotnie, jemu się zachciało, a przynajmniej miał już trochę miejsca na nową czaplę. Tylko, jak sercu kazać ponownie kochać. Zamarzło i dla niego już nie odtaje. Tego nie da rady zrobić za pstryknięciem palców. Naszym błędem była zbyt wczesna próba bycia razem, kiedy serce niegotowym było. Porzucony mężczyzna, który nie przestał kochać, nie bierzcie się za takich, dziewczyny!!!

                           

 

Teoria o połówkach jabłka

Przyszło mi czasem pomyśleć, czy gdzieś na tym pięknym świecie istnieje ktoś tak bardzo pasujący do mnie, jak ta połówka jabłka, która stworzy całość?

Czy oczekujemy nierealnego? Wielu z nas rzeczywiście wierzy, że gdzieś w świecie czeka na nas idealnie pasująca osoba. Według mitu, pierwotny człowiek złożony był z połówek. Miał dwie głowy, cztery ręce.. . Ale na życzenie bogów został rozcięty przez Zeusa. Pępek, to widoczny znak, że  byliśmy z kimś połączeni. Tyle mówi mit, ja tam myślę, że pępek łączył nas z mamą i tylko mamą.

Poznajemy kogoś wyjątkowego. Spotykamy się i z czasem coraz bardziej przekonujemy, że to on, że to ona! Moja druga połowa jabłka. Łączymy się w parę wierząc, że skoro ten Cud taki, jak ja, to wszystko będzie się układać. I stworzymy idealną całość. Wchodzimy w pierwsze zagrożenie tej niepotrzebnej teorii z połówkami. Od czasu do czasu wybuchają kłótnie, zgrzyty.. .  Coraz częściej natrafiamy na jakieś miny w naszym związku. Konflikt bardzo dokładnie pokazuje, że to nie jest jednak druga połówka.  Ta myśl drąży skałę naszego serca, jak strumyki wody. To nie może być moje brakujące jabłuszko! Drugie zagrożenie, to nasza bierność. Niczego nie muszę robić, tylko zaczekać, aż ona, czy on się dopasuje. No skoro, jest taki sam, jak ja, to zaraz dojdzie do tego, co ja.

Chyba nie powinniśmy szukać brakującej części. Sami jesteśmy cudowną pełnią. Nikt nie musi nas dopełniać. Jedynie wzbogacić nasz życie.  Pewnie lepiej razem, ale jako odrębne całości wybierać się we wspólną podróż. Z taką teorią łatwiej znosimy trudy podróży życia. Metafora wspólnej podróży, sprawia, że łatwiej jest znosić życie, bo w drodze różnie może być. Czasem z górki, innym razem pod górkę. Razem się weselą i razem biedzą.

Idealnie to można sobie dobrać buciki do sukienki. Wierząc w idealnie dopasowanego partnera skreślamy z listy potencjalnie dobrych, tracąc szansę na wartościowy związek.

No i co z tymi połówkami? Pytam Was.

 

Dystans jednego pocałunku

Dziś króciutko o miłości i przyjaźni. Kiedyś usłyszałam ciekawe zdanie, tak obrazowo pokazywało, stosunek przyjaźni do miłości, czy miłości do przyjaźni.

„Miłość od przyjaźni dzieli dystans tylko jednego pocałunku”.

I nie chodzi tu o cmoknięcie w policzek, na powitanie, czy dłoń, tylko pocałunek w usta zatrzymujący nas w obopólnej przyjemności.  Jaka to cienka nić, ale często mocna, jak dratwa.

Niektórzy nie wierzą w przyjaźń damsko-męską. W grę wchodzi seksualność i uczucia. Czy to jeszcze przyjaźń, czy to już kochanie? Czy może istnieć przyjaźń pomiędzy mężczyzną a kobietą? I nie mówię tu o małżonkach, bo to oczywiste. Dobrze, kiedy są także przyjaciółmi. Dwa obozy i każdy próbuje nas przekonać do swojej racji, a zwłaszcza do znanych nam przykładów z życia. Ja znam tylko jedną taką parę, ale ona kobieta, a on gej. Gdy są odmiennej orientacji seksualne, albo kompletnie się sobie wzajemnie nie podobają, nie są dla siebie atrakcyjni fizycznie, to widzimy szansę na taką przyjaźń. No bo, czy to nie jest masochizm przyjaźnić się z kobietą, której widok nas podnieca, pęta zmysły, rozum?

Może decydujemy się na zostanie przyjacielem, kiedy nie widzimy szansy na wspólne łóżko? A pragniemy nadal być blisko tej osoby. Ale, czy to może być czysta przyjaźń? Chyba nie. Zaznaczam chyba, bo nie wiem na pewno. Choć, jak o tym myślę dłużej, nie umie sobie tego wyobrazić.

Kiedy między przyjaciółmi zaczyna iskrzyć i chcą pogłębić relację, to układ staje się pełniejszy, ale wymyka z ram tylko przyjaźni. 

Przyjaciele! Ludzie lubią się, pomagają sobie, ufają, często rozumieją bez słów i  łączy ich niejedno trudne życiowe wydarzenie. Na pewno nie może być między nimi chemii, bo erotyzm i zazdrość będą wychodziły na wierzch. Nie ma zmiłuj.  Marek Grechuta śpiewa – „Co mnie tu wiodło, przyjaźń, czy kochanie” (Adam Mickiewicz i jego „Niepewność”)

Podobno z przyjaźnią między kobietą a mężczyzną jest tak, jak z yeti, wszyscy słyszeli, nikt nie widział. A może widział?

Może w przypadku kochanków chcących przejść w inną relację, musi całkowicie wygasnąć pożądanie z jednej i drugiej strony i wtedy zostaną przyjaciółmi?? Mają przynajmniej szansę.

Ostatnio zastanawialiśmy się z przyjacielem, czy w przyjaźni musi być dawane po równo? Doszliśmy zgodnie, że nie na tym polega przyjaźń. Mam na myśli, to równe obdarowywanie. Wystarczy że jedno daje nam swój czas, że jest godnym zwierzeń, lokowania sekretów, miejscem gdzie nie zrugają nas, tylko podejdą życzliwie do naszych rozterek i udzielą konstruktywnych myśli, nie po to, aby zrobiło się przykro, tylko, aby pomóc znaleźć dobrą drogę postępowania dla naszego strapionego przyjaciela.  Służą radą, o każdej porze dnia i nocy.

To, że przyjacielskie relacje mogą dać początek pożądaniu, jest dość często spotykanym, ale czy może stać się  odwrotnie? Z namiętności, ognia, pożądania wejść w li tylko wspierającą się relację. To chyba z musu jakiego. Moim zdaniem bardzo mało prawdopodobne. Ale nie niemożliwe. Życie ostatnio zaskakuje mnie bardzo, to może i takie przypadki zna i dopuszcza. Ekspertem nie jestem. Co sądzicie? Jakie są Wasze spostrzeżenia? Proszę napiszcie, choćby jednym zdaniem. Potrzebuję naświetlenia tej sprawy. Przydałoby mi się wejść w inne relacje.

„Ławeczka Marzeń”

Po prostu, był. Był tego dnia z nią.

Czasem jeden telefon odmienia nasze życie lub jego kawałeczek, czy dzień. Mogła swój wolny czas, swoje małe święto przesiedzieć w bamboszach, układając koszulki w szafach. Mogła.. . A wchodzi z nim w bajkową scenerię choinek, światełek, wirujących płatków śniegu. Ich oczy pełne iskierek, iskiereczek. Może, to te neony, świąteczne girlandy chłodnych gwiazdek? Może. Chciała jeszcze poczuć jego dłonie, jego ciepło, jego oddech i muśnięcie chłodnych ust. A oczy, jego oczy! Te same, nic się nie zmieniły. Śmiejące się tysiącem bajek , ich bajek.

Widzą, jest! Nadal jest!! Ławeczka marzeń, ich ławeczka. Biegną. Oboje schylają się, aby sprawdzić. Są! Wyryte inicjały z okalającym  serduszkiem. Siadają zaciekawieni odczucia. Hm, jednak inaczej. Czas zrobił swoje. I widoki z niej, nie te same. W tym miejscu kilka lat wstecz snuły się marzenia. Tu lubili bujać w obłokach. Była to nieodłączna część młodości, ich czasów licealnych. Większość z nich, zbieżna: stabilna praca, własne ich cztery kąty. On stał na rozdrożu zawodu: informatyk, czy teolog. Mówił; – „Jedno i drugie, jakże dalekie od siebie a takoż ciekawym jest”! Teraz mógł jej powiedzieć; wybrał to drugie i zawiódł. Spełnienie drobnych, prozaicznych marzeń dało im więcej niż ślepe podążanie za wielkim celem. On do prozy zaliczy porządne narty. Na nich to się śmiga! Ona; okna drewniane, solidne a zarazem z półeczki – wiejska angielska sielanka.  Przy tym kominek, taki z żywym ogniem. Niektóre z tych marzeń przeterminowały się i przestały być pragnieniem, np. ich własna firma. Życie osobiste i zawodowe razem. Nie było ich, nie było firmy.

Teraz wtuleni w siebie, analizują swoje marzenia. Ile się ziściło, których realizacja dostarczyła strat na różnych polach. I czy któreś zostało aktualne? Które się zdezaktualizowały i dzisiaj od wyczynowego sportu na deskach, medali.., wolimy mieć więcej czasu na co dzień dla siebie.

Obejmują się,  przytulają, bo zimno, bo chcą. Poczuć siebie nawzajem i tę radość, która zawsze rozpierała ich w tym miejscu. Tu składali sobie obietnice. Tu zrodziło się ślepe dążenie zdobycia pieniędzy na progi ich domu. Wyjechał. Ona czekała, jak ta madame butterfly. Tylko zakończenie inne. Spokojniejsze. Całkiem prozaiczne. Na ich drogach stanęli inni . I tak zostali.

Parzy herbatkę, z imbirem. Pamięta i to. Lubi ten dodatek. Jego kuchnia, wówczas babci nabierała aromatu wschodnich przypraw. Przepełniona magią wspomnień, stanęła za jego plecami. Objęła, wsuwając dłonie pod koszulkę. Obrócił się i pocałował jej zmarznięty nosek. Na moment zastygli patrząc sobie w oczy. On czytał z niej, jak z czystej karty. Wiedział. Oboje wiedzieli, że tego chcą. Całował , całował te usta zlizując słone kropelki.  Ta jedna maleńka chwila, była chwilą ich szczęścia. Choć oboje wiedzieli, że to tylko moment.  Moment ich życia. Ale przecież mógł nie zdarzyć się.

Lizał jej kark, całował ramiona, pozwalał jej poczuć ciężar swojego ciała. Pamiętał, że uwielbiała mieć go na pleckach. Uniosła ręce wzdłuż głowy. Wpiął swe dłonie w jej palce. Zacisnęła. Pragnęła, aby tak został. A czułych słówek, ognia wtuleń i miarowych ruchów nie było końca. Chciał zobaczyć twarz, jej oczy zamglone od pożądania, ale ona potrzebowała go jeszcze. Czuła bliskość „nieba”. Szepnęła, „Zostań, proszę, zostań jeszcze”. Był. Jej palce zaciskały się coraz silniej, a plecy próbowały unieść. Podziwiał tę siłę, tę moc. Nic się nie zmieniła. Tak samo mocno przeżywała. Słyszał szloch. To były łzy szczęścia, jej „nieba”. Mocnego..

..Odgarniał splątane włosy z twarzy, tulił, całował, jakby chciał uczynić to na zapas.

Rano, nie było jej.

– Sen?

– Nie!

– Życie.

PS – to nie moja historia. No real.

 

 

Fundament. Okładka a treść.

Wartościowa treść i piękna, błyszcząca okładka. Dlaczego tak rzadko idą w parze!!

– Ona, podstarzał panna.  – On rozwodnik. Elegancki mężczyzna.

– Ona nie czekała już na niego, ani żadnego innego. Miała za sobą kilka trudnych związków. Zawsze pragnęła dla siebie tego wyjątkowego, a nie namiastki wyjątku. Nie było takich. A przynajmniej nie stanęli na jej drodze.

– On świeżo upieczony rozwodnik. Szybciutko ogarnął się z portalami i rozpoczął erę zwaną „Karuzelą randek”.

Na szczęście, nie to randkowanie połączyło ich drogi, tylko wspólny przyjaciel. Ona, kiedyś lata wstecz zapisała się i żałowała. Szybko wyszła i już więcej na portale nie wróciła. Miała złe doświadczenia z takimi portalami. Poznała tam samych zdesperowanych lub  nastawionych na konsumpcyjne podejście i to bez ogródek. Wtedy poczuła, że jej imię to numerek, który ten po drugiej stronie nalepia na ciebie, stojącej w kolejce do „sprawdzenia”. Obrzydliwe. Czasem sprawdzają kilka numerków dziennie, bo trzeba szybko odsiać ziarno od plew.

Teraz oni patrzą na siebie i nie mogą wyjść z podziwu.

– On, że taka słodka, ciepła, pełna uroku. Kobieta z pasjami.

– Ona, że „On” istnieje. Taki człowiek, o którym marzyła. Jednak jest na tej ziemi! Zadbany, aktywny nie tylko fizycznie, ale i społecznie.  Człowiek, który mówi, że należy pomagać innym, dawać swój czas bezinteresownie, bo przecież nie żyjemy li tylko dla siebie. Słuchała z wielkim podziwem, tego starszego  mężczyzny, który prowadzi własną, dobrze prosperującą firmę, a przy tym oddaje się swoim rozlicznym pasjom. Bierze udział w konkursach tanecznych. Kilka razy w tygodniu ćwiczy na parkiecie. Ma na swoim koncie niejeden medal. Rzeźbi figurę, doskonali kondycję.. . i cieszy się ujmując kobietę w piękną ramę.

To nie wszystko. Opiekuje się i ujeżdża swoje kare koniki. Trzy czarne pioruny. Stara się do swojej trójki o rasowych pęcinach zajrzeć choć raz w tygodniu. A zbliżające zawody wzmagają częstotliwość spotkań pana z wierzchowcami. Konie, to jego wielka pasja od lat młodzieńczych. Na szczęście w firmie ma swoje prawe ręce, ludzi oddanych. Może im zaufać. I na tym polu też ma zacne osiągnięcia.

Tu nie kończy się miłość do zwierząt. Zna każdego ptaszka, stworzonko opierzone, domorosły ornitolog. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem; jechać, wędrować, założyć gumowe buty prawie po pachy i cykać fotki w szuwarach urodziwym kaczorkom, dostojnym kormoranom, czy łabędziom krzykliwym.

Zaczęła się bać, marzenie może być spełnionym. On jest! I co teraz? Zaznacza, że potrzebuje czasu, że pragnie spotkań, ale jeszcze nie wspólnego budowania. Chce cieszyć się czasem z nim. Chłonąć radość z jego pasji, uczestnicząc w nich. Kto wie, co z tego wyniknie. Uczucie przecież ma moc. I może wiele zmienić, nawet w jej głowie.

Życie samo przyniosło rozwiązanie. On nie zrezygnował, nie odłożył ad akta konta na portalach i chęci zgłębiania wielu Motyli. Nawet posunął się dalej. Zaprosił jej koleżankę na randkę.

Ta historia daje dużo do myślenia. Mi, przede wszystkim, że może zwracam uwagę na „okładkę”, a treści nie doceniam. Treść była OCZYWISTA. We wpisie o poszukiwaniu idealnego mężczyzny dla mnie, czyli kwiatu paproci, bo trudnego do znalezienia, wymieniłam całą piękną otoczkę. Jego uroczą oprawę, nie wspominając o FUNDAMENCIE, bo to nie ulegało dla mnie żadnych wątpliwości. Oddanie, lojalność.

Jak ma wtulić nosek.., kiedy po jej głowie chodzą noski Motyli z portali. Ile z nich .. ?

Ona już wie. Nie da rady. NASZ CZAS spotkań, ma być wyłącznie naszym, w tym kluczowym miejscu. Na wędrowne wyprawy, a i owszem zabierze swoją ferajnę: koleżanki i kolegów, ale do łóżka, pod kocyk, czy na kocyk, tylko tę jedną. Teraz ich czas.

  • Czy to zaborczość?
  • A może nie powinno jej to przeszkadzać?
  • Czy kochankowie mają prawo wymagać wyłączności?
  • Może powinna być wyluzowana, w końcu nie wie co dalej z nimi będzie?

Nie wiem, jak ONA? Ja nie dałabym rady. A Wy, co o tym myślicie?