Kolacja we dwoje

Czasami zdarza się nam święto. Nasze święto. Czy to będąc w związku małżeńskim, partnerskim, świeżym związku, czy zasiedziałym, a może pierwsze spotkanie, czy takie raz na miesiąc, bo mieszkacie daleko od siebie. Zawsze warto wtedy postarać się. Przygotować.

Teraz kiedy ludzie wpadają w wir randek za pomocą portali, tym bardziej warto uzmysłowić sobie, czego ona/ on oczekuje ode mnie i co chcemy ofiarować sobie na takich spotkaniach. Zapewne w nowym związku ważne są także rozmowy, próba poznawania siebie nawzajem, a w tych starych układach, może małżeństwach od lat, pragniemy ekscytacji i złamania rutyny.

Wchodzisz do mieszkania, czy pokoju hotelowego i widzisz, świeże kwiaty w wazonie. Na stole, jeśli nie przygotowana kolacja, to chociaż wino, schłodzona cola, czy herbatka zaparzona. Panowie podpowiem Wam, że serce kobiety niezwykle jednają płatki róż. Wystarczy z jednej rozsypać na pościeli. Oczywiście jesteście starannie ogoleni, a z ust waszych nie wydobywa się smród piwa, czy wódki. Jeśli ona to poczuje, to najczęściej jest już „pozamiatane”.  Natomiast chcemy poczuć, że to dla obojga ważna chwila.

Nastrojowa muzyka, płomyki świec i czekoladki. Co jeszcze, to zapewne inwencja niejednemu podpowie. Może perfumy, majteczki lub dobra książka, płyta, wizyta w hotelowym spa. Wszystko zależy jakie to spotkanie. Może wasza rocznica, może próba przeprosin, czyli wyciągnięcia dłoni na pojednanie. 

Temat ten przyszedł mi do głowy, na podstawie opowieści koleżanki, która próbuje w gąszczu samotnych, znaleźć kogoś odpowiedniego dla siebie. Raz opowiadała, jak mężczyzna przyjął ją na umówionym spotkaniu w swoim mieszkaniu, otwierając drzwi w samych kusych majtkach, a bałagan z rozrzuconymi skarpetami, skotłoszoną pościelą i nim śmierdzącym potem z pod pach zniechęcił do czegokolwiek.

Nasza blogerka, Jola, a dokładnie jej przepis był moją inspiracją w tworzeniu trochę innego dania. Na kolacje we dwoje. @kulinarnyblogsamanthy .

  Na podstawie jej ostatniego przepisu – DZIĘKUJĘ JOLU, zrobiłam fajne danie,  zmodyfikowane tym, co miałam w domu. Wprawdzie nie postawiłam na kolację we dwoje, bo takiej nie miałam. Za to zaniosłam mojej ulubionej pani krawcowej. Ta kobieta ma złote ręce. Wszystko poprawi, naprawi.  Pracownia krawiecka „Iga” ul. T. Kościuszki w Gdańsku.  Teraz przyjęła do naprawy moją znoszoną czarną haleczkę, z którą jeszcze żal mi się było rozstać i nową kurteczkę w kwiaty, która po prostu za dużą jest. Wy możecie upichcić tego kurczaka ze szparagami i orzechami na Wasze święto, kolację we dwoje.

„Kurczak ze szparagami i orzechami tudzież”

Zawsze marnie wychodzi mi gotowanie szparagów. Chyba byle jakie trafiam, bo najczęściej łykowate. Wtedy wspieram się gotowymi, takimi w słoiczku, już ugotowanymi, np. firmy Rolnik. Ale załóżmy, że same to zrobimy. Odcinamy końcówki, bo mogą być trochę zdrewniałe i gotujemy al dente w osolonej i lekko posłodzonej wodzie, zwłaszcza jak mamy zielone szparagi (ja wole białe). Odcedzamy  i zalewamy zimną wodą, ponownie odcedzamy. I tym razem znowu wyszły marne, ugryźć nie było jak, bo otoczka łykowata, a środek miękki do wysysania, no ale kto chce na randce coś wysysać!! Na pewno nie szparagi. Z szafki wyciągnęłam Rolnika, najczęściej takiego trzymam, a nóż się przyda.

Na patelnie wlewam chlust oleju i wrzucam pokrojonego w kostkę podwójnego fileta z piersi kurczaka. Solę, posypuję przyprawą gruzińską. Takową przywiozła mi córka z autostopa po Gruzji i szczyptą szafranu  (też stamtąd). Dajcie swoją ulubioną, jaką macie. Pokroiłam jeszcze 2 ząbki czosnku. I wrzuciłam po garści orzechów włoskich i nerkowca. Przesmażyłam. Dodałam  300 ml śmietany 18%, kto chce nich zaszaleje z 30 tką! Jeszcze natkę pietruszki drobno pokrojoną i  gałązkę rozmarynu (nie za dużo, bo zdominuje smak). Przesmażyłam krótko.

Osobno ugotowałam makaron, ja dałam taki wyglądający, jak ziarenka z dojrzałego ogórka, ale to obojętne, jaki lubicie lub macie w domu.  A możecie zrobić  swój własny. Na 2 szklanki mąki (35 dag) daje 4 jaja i szczyptę soli. Ugotowany makaron i szparagi wrzucam do mięska w sosie, mieszam delikatnie. Na talerzu posypuję startym żółtym serem (lub parmezanem, jak wolicie).

Smacznego kochani. Bez tej ukochanej osoby smakuje równie dobrze, no zgoda, trochę mniej. Ja ugotowałam też dla córeczki kochanej mojej. Jutro zawiozę jej do pracy. Spokojnej nocy życzę.

 

Wyznanie. Szczera laurka, na rauszu

Zaczęło się tak niewinnie. Przyniosłam do domu stojak na butelki wina (dokładnie sześć). Kupiłam okazyjnie w Home & You. Myślę- nada się na butelki wina pana domu. Jakże się chłop rozczulił, że dość, że nic nie mówię, kiedy on nie stawia równo kroków. To jeszcze taki prezent!

Poprosił, abym usiadła. Mówił bardzo ładnie. Spróbuję streścić Wam.

– „Basiu, kiedy pobieraliśmy się, nie byłem gotowy cokolwiek z siebie dać innej kobiecie. I nadal nie jestem.

-Ty byłaś cierpliwa latami, a ja głupi myślałem, że tak wiecznie będzie trwać. Zaniedbywałem Ciebie, nie spędzałem czasu z Tobą, bo uciekałem przed nowym życiem. Wciąż nie mogłem pogodzić się z utratą mojego świata. Tak naprawdę nie chciałem nowego, tylko bałem się samotności i wkurzało mnie współczucie innych, jaki to ja biedny, porzucony. Chciałem im pokazać, że nie jestem ofiarą życiową.

-Wiem, że rozczarowałem Ciebie i to bardzo. Ty pokładałaś we mnie nadzieje na lepsze jutro, na piękne małżeństwo. Spaliłaś za sobą mosty i postawiłaś na mnie. Niestety na niewłaściwego człowieka.

-Teraz jesteś ze mną, a mogłabyś odejść. Nigdy nie miałem wiele do zaoferowania. Ja potrzebowałem spokoju. I Ty mi go dałaś i dajesz. Gdyby nie Ty nie wiedziałbym, że można tak spokojnie żyć z kobietą. Nigdy nie gonisz mnie do sprzątania, nie gderasz, nie narzekasz. Wszystko ci dobrze, wszystko pasuje, niczego nie chcesz. Czasami sam jestem zły na siebie, że coś źle zrobiłem, czegoś nie dopilnowałem, spaliłem kolejny czajnik, bo pijany przysnąłem i Ty zamiast zdenerwować się, mówisz – „Nic się nie stało, nie martw się”. Nie mogę tego pojąć. Tyle razy jestem po niejednym piwie, a ty nie dajesz poznać po sobie, że wiesz o tym, że widzisz to. Wiem, że wierzyłaś, iż Twoja miłość wyleczy mnie z .., ale to tak nie działa.

-Jesteś wyjątkowo taktowna. Nie obrażasz się, jak większość kobiet i nie poganiasz z żadną pracą. I zakupy robisz szybko, bez marudzenia.

-Pamiętasz, jak któregoś wieczoru siedząc po ciemku w kuchni zapytałem, co robisz? Powiedziałaś, że myślisz, co dalej z nami, że powinniśmy się rozejść. Chwyciłem cię za dłonie i poprosiłem – „Nie róbmy tego”! Wiem, że poszedłbym na dno. Wtedy już nie znalazłbym żadnych hamulców  … .  Dziękuje ci, że trwasz. Nadal chcę tylko spokoju, a Ty mi go dajesz”.

Piękna laurka słów. Dziękuję mu za szczerość! Podziwiam, że było go na to stać. Tu nie było żadnych obietnic, raczej podziękowanie za przyzwolenie bez gderania. On mówił, ja słuchałam. To, co powiedział wiedziałam, nowości tu nie było, zadziwiło mnie tylko jego posypanie popiołem. Ale tylko posypanie, żadnych postanowień poprawy.

Ma wady, nałogi, jak wielu, ale w sumie to bardzo dobry człowiek.

PS Zapytałam, czy mogę tę moją laurkę, w skrócie wrzucić na bloga, odpowiedział -„Jeśli to komuś pomoże.., może jaki chłop się obudzi i nie zmarnuje życia, to czemu nie”. Jeżeli przypadkiem przysypiacie trochę, to budźcie się, bo inaczej skasuję laurkę.

Powiem Wam szczerze –  łatwiej mi taką być, kiedy już teraz chcę, jak on – spokoju. Już niczego nie oczekuję.

Teściowie

Temat wdzięczny i niewdzięczny, tak jak człowiek potrafi. Teściowie najczęściej chcą dobrze, tylko po swojemu. Coś w tym musi być, te niewybredne kawały o odlatującej mamusi na miotle, nie wzięły się znikąd. Sami mamy swoje doświadczenia w sprawie życia z teściami. Napiszcie proszę kilka słów, jak Wy to widzicie. Przecież bywają dobrzy, normalni, zwyczajni, bardzo pomocni, życzliwi teściowie.

Ja nią jeszcze nie zostałam i póki co, nie zapowiada się na to. Tak jak nie jestem jeszcze babcią, ale życie płynie i wszystko szybko może się zmienić. Choć każde z moich pociech zapiera się, że nie. Mają swoje powody.

Teściowa to dla jednych – druga mama. Troskliwa, wyrozumiała, choć czasem postąpiłaby inaczej niż młodzi, ale nie mówi, nie będąc pytaną o zdanie w tej kwestii. Dla innych, postać spędzająca sen z powiek, która zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze, zatruć życie, zepsuć dzień i niejednokrotnie doprowadzić do kłótni między małżonkami,  a czasem nawet rozwodu.

Jestem w salonie i słyszę, jak młody człowiek rozmawia z naszą fryzjerką.

– „Nigdy więcej nie ożenię się” – stwierdza z przekonaniem.

–”Dlaczego”? Pyta Agusia

– „Miałem już jedną teściową i wystarczy. Oj wystarczy”!

Dziecinne podejście. W grę wchodzi nasze szczęście, a o nie też trzeba umieć zawalczyć. Nie mamy wyjścia musimy nauczyć się żyć z teściami. A do tego trzeba mądrości życiowej. Sposób na dobre relacje z teściami jest tylko jeden – jasne wyznaczenie granic, a następnie ich respektowanie. Oczywiście przez obie strony.  Mama może mieć swoje zajęcia i rozliczne pasje, trzeba jej czas też uszanować. I nie sądzić, że zawsze o każdej porze można podrzucić ukochane wnuki. Takie panie mają ustalony rytm, a to rehabilitacja, joga, śpiew w chórze, zajęcia na uniwersytecie trzeciego wieku, czy spotkania z przyjaciółmi, wychodne do kina.

Naszła mnie refleksja o teściach, bo spotkałam się na prośbę koleżanki, aby razem coś uradzić w sprawie teściowej, która chce sprzedać swoje mieszkanie i sprowadzić się do miasta, gdzie zamieszkał jej syn. Młoda dziewczyna boi się, że straci spokojne małżeństwo, bo kiedy teraz mama przyjeżdża do nich na tydzień nacieszyć się wnusią codziennie dochodzi do fochów, pouczeń, spięć. Po tygodniu jest u kresu wytrzymałości, a mąż – jedynak teściowej mówi, że muszą to wytrzymać, bo nie chce pokłócić się z mamą.

Inna teściowa mojej starszej koleżanki dzwoniła, pouczała, instruowała, robiła naloty, wizytacje, nie wizyty. Zaglądała do szafy, lodówki. Krytykowała opiekę nad wnukami,  gotowanie, ubieranie, sposób bycia, pielęgnowane wartości, podejście do jej synka, finansów, wiary, czystości w domu.. . Nieustannie przypominała co i jak lubi, synek. Winiła nawet za jego katar i przeziębienie. Aż w końcu prawie rozbiła  małżeństwo, a właściwie to młodzi pozwolili swoją bezsilnością.

Dobrze znamy skargi wielu kobiet, że teściowa jest wścibska i wszędzie zagląda. Czasem komentuje bałagan, czasem zaczyna sprzątać po swojemu. Wyciąga z szafy ubrania które mamy założyć, bo w tym, co mamy na sobie, podobno źle wyglądamy. Wytyka każdy kilogram i bez ogródek mówi, że nogi mamy jak grube kłody.  I co my na to? – Najczęściej nic, po prostu to znosimy. I to wcale nie dzielnie. Płaczemy po kątach, złościmy się, rzucamy niecenzurowanymi słowami, kiedy teściowa wyjdzie.  Czy na pewno wszystko trzeba znosić? A gdyby tak powiedzieć, że nie chcemy, żeby wszędzie zaglądała, że nie będziemy przychodzić w każdą niedzielę na obiad, że w tym roku na święta wyjeżdżamy nad morze (może nawet mama ucieszyłaby się, bo ma dość stania nocami nad garami) i że będziemy nosiły dżinsy (nawet do kościoła), bo lubimy je i są wygodne.

Teściowie też bywają niełatwi, choć w dowcipach obrywa się tylko teściowym.

Czasem jesteśmy nastawieni na walkę, bo sytuacja nam się z nią kojarzy, zwykle walczymy, choć dużo więcej można wygrać przez współpracę. Moglibyśmy to łatwo zobaczyć, gdyby nie nasze nastawienie.

Jeśli coś w zachowaniu teściów nam przeszkadza, warto razem ze swoim mężczyzną  przeciwstawić się temu, doprowadzić do wspólnej rozmowy. Zwykle myślimy, że to niemożliwe, no bo mąż nie potrafi, nie umie przy mamie wyrazić własnego zdania. Mówi – „Przecież wiesz, jaka ona jest” i na tym się kończy. Albo żona w obecności mamy zmienia się w nieporadną, ustępliwą dziewczynkę i nie umie powiedzieć „nie”. To z pewnością świadczy o tym, że teściowa jest silną osobowością, ale przecież nie ona odpowiada za reakcję twoją czy męża.

Małżonkowie powinni ze sobą porozmawiać, obrać wspólny front, dla dobra swojego małżeństwa. Inaczej kobieta zaczyna gardzić, że jej facet, to „de” wołowa niepotrafiąca stanąć w obronie żony, czy poprzeć jej zdania, wyboru. Ona musi czuć, że jej mężczyzna, to jej rycerz, a nie fajtłapa, milczek, niezguła, który boi się mamusi. Mamę ma szanować, ale też umieć stanąć po stronie żony ukochanej. To samo tyczy się młodego mężczyzny. On musi widzieć i czuć, że u teściowej nie stanie się zwierzyną na pożarcie przez mamę i żonkę. Nie mogą obie wsiąść na chłopaka i zadziobać. To nie buduje dobrej relacji w małżeństwie. Przecież staliście się jednym ciałem i jedną duszą. Zostawiliście mamę i tatę, aby być ze swoją miłością. Dbajcie o nią, bo na co dzień, to z nią będziemy żyć.

My dojrzałe kobiety powiemy –  no ale jak nie wtrącać się, kiedy mieszkamy razem, a ona źle wychowuje dziecko, daje zły przykład, wielu rzeczy nie umie. Ja chcę im tylko pomóc. Pomóż teściowo, kiedy Cię o to poproszą. Tu jest chyba pies pogrzebany, że teściowa najczęściej mądruje się, kiedy nikt o tę mądrość nie prosi. A później obraża, bo synowa unika spotkań z nią.

To ich życie. Pozwólmy im budować je po swojemu. I służmy radą, kiedy młodzi od nas jej potrzebują. Ja nie byłam asertywną osobą, więc pozwalałam na każde traktowanie. Z pierwszego małżeństwa na zawsze zostawię piękne wspomnienie teścia, człowieka z klasą, a z drugiego miłe chwile z życzliwą mi teściową.  Przyjemną jest myśl, że już nie muszę prężyć się, jak ten koń na wystawie, aby zaakceptowały mnie te pozostałe osoby.

Obym umiała być dobrą, niewtrącającą się teściową. Bardzo wierzę, że będę.

Ta pani młoda ma dobrych teściów. W ich relacjach zapewne pomagają im osobne mieszkania.

Kochani z blogowej przestrzeni, na ten świąteczny czas życzę Wam słonka w sercu i za oknem. Odpocznijcie!!

Moja nagroda. Laleczka

http://aksinicoffeepainting.art-madam.pl/

Wygrałam cud lalunię  w konkursie naszej blogerki Aksini. W poście – „Była sobie Dziewczynka” należało odgadnąć, kto jest na zdjęciu. Myślę, pierwsze – osoba ważna dla niej. A, kto może być ważniejszy od własnego dziecka i mamy? Na dziecko Aksini nie wyglądała. Myślę mama, jak nic, Mama! Dalej po rowerze poznałam, że to nie babcia, nie ona. Miałam rację. Zajęłam trzecie miejsce. I dziś dostałam paczuszkę z nagrodą, na adres naszej firmy, bo tam dużo czasu spędzam. Zanim poszłam na tantrę obejrzałam i wszystkim w salonie pokazałam. Lala jest subtelna i ma taki szczegół, który ucieszył i zajął serce. Rozpoznawalny właśnie mnie. Pończoszki z kokardkami. I to serduszko!! Ach ta nasza Aksinia, ona wie, żem kokietka i strojnisia. Lubię ludzi i życie. Chyle czoła, że kawałeczek drewna uczyniłaś subtelnym koronkowym dziełem. Bardzo Ci dziękuję. Stałam się dumnym posiadaczem Twojego rękodzieła.

I to jest mały świat bloga, jakże czyniący Ciebie ważnym na miarę naszych potrzeb. Ciesze się. A jeszcze powiem Wam, że zadbała o oprawę. Laleczka leżała w ręcznie robionym origami pudełeczku wyścielonym czarnymi piórkami z poświatą zieleni. Magicznie! Bardzo dziękuję!!

A myślałam, że mam intuicję

Lubimy podążać za tym, co obce, zachodnie i w randkowaniu też nie chcemy być w tyle. W relacjach z drugim człowiekiem dość często poszukujemy rozrywki i niezobowiązujących związków. Zwłaszcza ci mocno ostatnio zawiedzeni. Ci ze złamanym sercem mówią, że chcą odpocząć i nie pakować się po uszy w kolejną relację, która zaorze ich po całości i porzuci. Albo dla tych, co na razie na poważny układ nie mają czasu i miejsca lub nie wierzą patrząc na bliskich, znajomych. I ich przegrane. Szukamy nowych- tylko znajomości. A to z kolei otwiera furtkę do różnych tego typu aplikacji, jak np. Tinder (podobno najgorętsza aplikacja świata), wychodzących z ofertami dla wiecznie młodych użytkowników.

Dlaczego o tym piszę? Kilka dni temu wylano na mnie kubeł zimnej wody. Do naszego salonu na strzyżenie przychodzi uroczy młody mężczyzna. Po trzydziestce przystojny, ale nie laleczkowaty, tylko bardzo męski z dużą nutą ciekawego człowieka, który porusza poważne tematy. Dyskutuje mając duży zasób wiedzy. Opowiada też o swojej rodzinie. Zawsze tak ciepło o swojej kilkuletniej córeczce. Od pierwszego z spotkania polubiłam go i mówiłam o nim „solidny pan”.  Ten Solidny to, ten Solidny tamto.. . Aż dziewczyny z pracy pokazują mi jego zdjęcie i ofertę na jednym z portali randkowych. Żal mi było bardziej siebie niż jego. Smutne. Widziałam w nim solidnego dobrego męża, ojca, a tu kobiety na boku. Matko, dlaczego? Po co narażać związek. Coś co ma wartość największą. Szafować tym. Nie dbać o swoje szczęście. Tracić energię i.. .

Nie znam się na ludziach. Jednak nie znam. A myślałam, że mam intuicję. Na początku łatwo, szybko oceniłam tego mężczyznę, jako skałę na której można budować,a  tu chwasty z serca wylazły. Nie oceniam, tylko zastanawiam się, czy to tragiczna niezgodność ich libido, potrzeb seksualnych, czy jego chęć życia z maksymalną dawką adrenaliny, ryzyka, szafowania szczęściem, a może odrzucenie, samotność w związku, ale takich młodych ludzi? Czy po prostu głupota?

Ciernie

Jestem smutna. Radzę sobie. Radzę.. . Wszystkim mówię, a zwłaszcza swojej głowie, że życie jest piękne. Wierzę w to. Choć kątem oka widzę tę biedę ludzką. I nie piszę o niedostatku finansowym, tylko w tym wypadku o: szklistych, przekrwionych oczkach, śmierdzącym oddechu, czerwonych policzkach, mówionych głupotach, zarośniętej, dwa dni niegolonej twarzy, rozchełstanej koszuli, krzywo zapiętych guzikach, przysypiającym, a w dłoni pilot od tv.. .  Agresji nie ma, skądże! Pełna kultura. Więc, czego się czepiać. Tylko straszny obraz, tak wyglądającego mężczyzny zostaje w twojej głowie.

Chyba nie napiszę dziś wiele.  Przecież nie wolno mi, entuzjastce życia poddać się i powiedzieć, że wszystko jest do d…, o kant stołu.

Nie marudzę mu, nie wyrzekam..  A może ten obok potrzebuje pomocy? Z jednej strony cieszy się, że jestem wyrozumiała, niewtrącająca, a z drugiej może chciałby, abym zmusił go do wzięcia się za siebie? A ja udaję, że nie widzę, bo przecież to jego życie. Bierna, mam współudział w jego zatracaniu się.

Współczuję tym, co muszą co drugi dzień wypić piwko, no dwa, „góracy” (jeszcze żarty się mnie trzymają), łyknąć drinka, czy pociągnąć z gwinta piersiówki lub kulturalnie sączyć kieliszek za kieliszkiem wytrawnego winka, ale i tym, co są razem i obok. Mężczyzna zawsze bagatelizuje mówiąc – „Ciężko pracuję, nie czepiaj się, nie ma problemu, to tylko dwa piwka po robocie”. Będzie chciał, to wyjdzie, a my go wtedy wspierajmy. Jego wola jest tu ważna, nie rodziny.

Każdy z nas ma swoje ciernie i marne strony. Idę spać. Dobranoc.

PS Te zdania dopisuję, po waszych komentarzach. Bardzo Wam dziękuję. Wszyscy utwierdziliście mnie, że nic na siłę. Jestem obok, jakby co. I zawsze chętnie pomogę, jak będzie chciał. Już mi lżej. Idę posprzątać kuchnię, bo chłop podpity, jak gotuje, to świat się wali, a kuchnia na pewno. Dzięki kochani. No i znów uśmiecham się.

 

„Bajeczka”..

Poezji ciąg dalszy, czyli nadal sprzątam i znajduję. „Spotkanie na Piwnej” ujęło mnie bardzo, ale  „Bajeczka”, „Motyl”, też miłe.  Szukajcie, sprzątajcie, znajdujcie. A może sami napiszcie dla kogoś bliskiego. On skrzętnie przechowa dla potomnych lub po prostu dla siebie, na lata wspomnień.

Mój poeta, to człowiek niezwykle spokojny, miłujący jedną jedyną na całe życie. I co zrobić jak miłość odejdzie, pójdzie daleko, daleko.. Taki człowiek stara się pokochać jeszcze raz, bo samemu źle, ale nie umie. Mówi o miłości, pisze o niej, może to pomoże mu uwierzyć, że jeszcze jest to możliwym, to ponowne miłowanie.

„Bajeczka”

„Księżyc świeci, płonie świeczka

W głowie snuje się bajeczka

Jak księżniczka z starej baśni

Mówi: „Miły, dziś już zaśnij,

Niech sen dobry, zmysły zgasi,

Niech to będzie sen o Basi”

Rano świt ten sen rozrywa,

A tu – Basia!… Ale żywa!”

 

” Motyl”

„Zjawiłaś się, jak motyl

Z dużymi oczami

Na skrzydełkach.

Wachlując firankami oczu

powołałaś huragan

Do życia.”

Dziękuję mu. Ładnie pisał. Nadal się lubimy! Jak widzicie samą poezją, sztuką, człowiek nie żyje. Było, minęło.  Z nami, to trochę, jak z tym żurawiem i czaplą. Tylko, że z małą różnicą. Ja chciałam na początku i tak z pięć lat dreptałam, aż mi przeszło i chcenie i dreptanie, bo nie było odzewu, inna czapla nadal zajmowała miejsce. Kiedy mi przeszło bezpowrotnie, jemu się zachciało, a przynajmniej miał już trochę miejsca na nową czaplę. Tylko, jak sercu kazać ponownie kochać. Zamarzło i dla niego już nie odtaje. Tego nie da rady zrobić za pstryknięciem palców. Naszym błędem była zbyt wczesna próba bycia razem, kiedy serce niegotowym było. Porzucony mężczyzna, który nie przestał kochać, nie bierzcie się za takich, dziewczyny!!!