Ciernie

Jestem smutna. Radzę sobie. Radzę.. . Wszystkim mówię, a zwłaszcza swojej głowie, że życie jest piękne. Wierzę w to. Choć kątem oka widzę tę biedę ludzką. I nie piszę o niedostatku finansowym, tylko w tym wypadku o: szklistych, przekrwionych oczkach, śmierdzącym oddechu, czerwonych policzkach, mówionych głupotach, zarośniętej, dwa dni niegolonej twarzy, rozchełstanej koszuli, krzywo zapiętych guzikach, przysypiającym, a w dłoni pilot od tv.. .  Agresji nie ma, skądże! Pełna kultura. Więc, czego się czepiać. Tylko straszny obraz, tak wyglądającego mężczyzny zostaje w twojej głowie.

Chyba nie napiszę dziś wiele.  Przecież nie wolno mi, entuzjastce życia poddać się i powiedzieć, że wszystko jest do d…, o kant stołu.

Nie marudzę mu, nie wyrzekam..  A może ten obok potrzebuje pomocy? Z jednej strony cieszy się, że jestem wyrozumiała, niewtrącająca, a z drugiej może chciałby, abym zmusił go do wzięcia się za siebie? A ja udaję, że nie widzę, bo przecież to jego życie. Bierna, mam współudział w jego zatracaniu się.

Współczuję tym, co muszą co drugi dzień wypić piwko, no dwa, „góracy” (jeszcze żarty się mnie trzymają), łyknąć drinka, czy pociągnąć z gwinta piersiówki lub kulturalnie sączyć kieliszek za kieliszkiem wytrawnego winka, ale i tym, co są razem i obok. Mężczyzna zawsze bagatelizuje mówiąc – „Ciężko pracuję, nie czepiaj się, nie ma problemu, to tylko dwa piwka po robocie”. Będzie chciał, to wyjdzie, a my go wtedy wspierajmy. Jego wola jest tu ważna, nie rodziny.

Każdy z nas ma swoje ciernie i marne strony. Idę spać. Dobranoc.

PS Te zdania dopisuję, po waszych komentarzach. Bardzo Wam dziękuję. Wszyscy utwierdziliście mnie, że nic na siłę. Jestem obok, jakby co. I zawsze chętnie pomogę, jak będzie chciał. Już mi lżej. Idę posprzątać kuchnię, bo chłop podpity, jak gotuje, to świat się wali, a kuchnia na pewno. Dzięki kochani. No i znów uśmiecham się.

 

Reklamy

„Bajeczka”..

Poezji ciąg dalszy, czyli nadal sprzątam i znajduję. „Spotkanie na Piwnej” ujęło mnie bardzo, ale  „Bajeczka”, „Motyl”, też miłe.  Szukajcie, sprzątajcie, znajdujcie. A może sami napiszcie dla kogoś bliskiego. On skrzętnie przechowa dla potomnych lub po prostu dla siebie, na lata wspomnień.

Mój poeta, to człowiek niezwykle spokojny, miłujący jedną jedyną na całe życie. I co zrobić jak miłość odejdzie, pójdzie daleko, daleko.. Taki człowiek stara się pokochać jeszcze raz, bo samemu źle, ale nie umie. Mówi o miłości, pisze o niej, może to pomoże mu uwierzyć, że jeszcze jest to możliwym, to ponowne miłowanie.

„Bajeczka”

„Księżyc świeci, płonie świeczka

W głowie snuje się bajeczka

Jak księżniczka z starej baśni

Mówi: „Miły, dziś już zaśnij,

Niech sen dobry, zmysły zgasi,

Niech to będzie sen o Basi”

Rano świt ten sen rozrywa,

A tu – Basia!… Ale żywa!”

 

” Motyl”

„Zjawiłaś się, jak motyl

Z dużymi oczami

Na skrzydełkach.

Wachlując firankami oczu

powołałaś huragan

Do życia.”

Dziękuję mu. Ładnie pisał. Nadal się lubimy! Jak widzicie samą poezją, sztuką, człowiek nie żyje. Było, minęło.  Z nami, to trochę, jak z tym żurawiem i czaplą. Tylko, że z małą różnicą. Ja chciałam na początku i tak z pięć lat dreptałam, aż mi przeszło i chcenie i dreptanie, bo nie było odzewu, inna czapla nadal zajmowała miejsce. Kiedy mi przeszło bezpowrotnie, jemu się zachciało, a przynajmniej miał już trochę miejsca na nową czaplę. Tylko, jak sercu kazać ponownie kochać. Zamarzło i dla niego już nie odtaje. Tego nie da rady zrobić za pstryknięciem palców. Naszym błędem była zbyt wczesna próba bycia razem, kiedy serce niegotowym było. Porzucony mężczyzna, który nie przestał kochać, nie bierzcie się za takich, dziewczyny!!!

                           

 

Teoria o połówkach jabłka

Przyszło mi czasem pomyśleć, czy gdzieś na tym pięknym świecie istnieje ktoś tak bardzo pasujący do mnie, jak ta połówka jabłka, która stworzy całość?

Czy oczekujemy nierealnego? Wielu z nas rzeczywiście wierzy, że gdzieś w świecie czeka na nas idealnie pasująca osoba. Według mitu, pierwotny człowiek złożony był z połówek. Miał dwie głowy, cztery ręce.. . Ale na życzenie bogów został rozcięty przez Zeusa. Pępek, to widoczny znak, że  byliśmy z kimś połączeni. Tyle mówi mit, ja tam myślę, że pępek łączył nas z mamą i tylko mamą.

Poznajemy kogoś wyjątkowego. Spotykamy się i z czasem coraz bardziej przekonujemy, że to on, że to ona! Moja druga połowa jabłka. Łączymy się w parę wierząc, że skoro ten Cud taki, jak ja, to wszystko będzie się układać. I stworzymy idealną całość. Wchodzimy w pierwsze zagrożenie tej niepotrzebnej teorii z połówkami. Od czasu do czasu wybuchają kłótnie, zgrzyty.. .  Coraz częściej natrafiamy na jakieś miny w naszym związku. Konflikt bardzo dokładnie pokazuje, że to nie jest jednak druga połówka.  Ta myśl drąży skałę naszego serca, jak strumyki wody. To nie może być moje brakujące jabłuszko! Drugie zagrożenie, to nasza bierność. Niczego nie muszę robić, tylko zaczekać, aż ona, czy on się dopasuje. No skoro, jest taki sam, jak ja, to zaraz dojdzie do tego, co ja.

Chyba nie powinniśmy szukać brakującej części. Sami jesteśmy cudowną pełnią. Nikt nie musi nas dopełniać. Jedynie wzbogacić nasz życie.  Pewnie lepiej razem, ale jako odrębne całości wybierać się we wspólną podróż. Z taką teorią łatwiej znosimy trudy podróży życia. Metafora wspólnej podróży, sprawia, że łatwiej jest znosić życie, bo w drodze różnie może być. Czasem z górki, innym razem pod górkę. Razem się weselą i razem biedzą.

Idealnie to można sobie dobrać buciki do sukienki. Wierząc w idealnie dopasowanego partnera skreślamy z listy potencjalnie dobrych, tracąc szansę na wartościowy związek.

No i co z tymi połówkami? Pytam Was.

 

Dystans jednego pocałunku

Dziś króciutko o miłości i przyjaźni. Kiedyś usłyszałam ciekawe zdanie, tak obrazowo pokazywało, stosunek przyjaźni do miłości, czy miłości do przyjaźni.

„Miłość od przyjaźni dzieli dystans tylko jednego pocałunku”.

I nie chodzi tu o cmoknięcie w policzek, na powitanie, czy dłoń, tylko pocałunek w usta zatrzymujący nas w obopólnej przyjemności.  Jaka to cienka nić, ale często mocna, jak dratwa.

Niektórzy nie wierzą w przyjaźń damsko-męską. W grę wchodzi seksualność i uczucia. Czy to jeszcze przyjaźń, czy to już kochanie? Czy może istnieć przyjaźń pomiędzy mężczyzną a kobietą? I nie mówię tu o małżonkach, bo to oczywiste. Dobrze, kiedy są także przyjaciółmi. Dwa obozy i każdy próbuje nas przekonać do swojej racji, a zwłaszcza do znanych nam przykładów z życia. Ja znam tylko jedną taką parę, ale ona kobieta, a on gej. Gdy są odmiennej orientacji seksualne, albo kompletnie się sobie wzajemnie nie podobają, nie są dla siebie atrakcyjni fizycznie, to widzimy szansę na taką przyjaźń. No bo, czy to nie jest masochizm przyjaźnić się z kobietą, której widok nas podnieca, pęta zmysły, rozum?

Może decydujemy się na zostanie przyjacielem, kiedy nie widzimy szansy na wspólne łóżko? A pragniemy nadal być blisko tej osoby. Ale, czy to może być czysta przyjaźń? Chyba nie. Zaznaczam chyba, bo nie wiem na pewno. Choć, jak o tym myślę dłużej, nie umie sobie tego wyobrazić.

Kiedy między przyjaciółmi zaczyna iskrzyć i chcą pogłębić relację, to układ staje się pełniejszy, ale wymyka z ram tylko przyjaźni. 

Przyjaciele! Ludzie lubią się, pomagają sobie, ufają, często rozumieją bez słów i  łączy ich niejedno trudne życiowe wydarzenie. Na pewno nie może być między nimi chemii, bo erotyzm i zazdrość będą wychodziły na wierzch. Nie ma zmiłuj.  Marek Grechuta śpiewa – „Co mnie tu wiodło, przyjaźń, czy kochanie” (Adam Mickiewicz i jego „Niepewność”)

Podobno z przyjaźnią między kobietą a mężczyzną jest tak, jak z yeti, wszyscy słyszeli, nikt nie widział. A może widział?

Może w przypadku kochanków chcących przejść w inną relację, musi całkowicie wygasnąć pożądanie z jednej i drugiej strony i wtedy zostaną przyjaciółmi?? Mają przynajmniej szansę.

Ostatnio zastanawialiśmy się z przyjacielem, czy w przyjaźni musi być dawane po równo? Doszliśmy zgodnie, że nie na tym polega przyjaźń. Mam na myśli, to równe obdarowywanie. Wystarczy że jedno daje nam swój czas, że jest godnym zwierzeń, lokowania sekretów, miejscem gdzie nie zrugają nas, tylko podejdą życzliwie do naszych rozterek i udzielą konstruktywnych myśli, nie po to, aby zrobiło się przykro, tylko, aby pomóc znaleźć dobrą drogę postępowania dla naszego strapionego przyjaciela.  Służą radą, o każdej porze dnia i nocy.

To, że przyjacielskie relacje mogą dać początek pożądaniu, jest dość często spotykanym, ale czy może stać się  odwrotnie? Z namiętności, ognia, pożądania wejść w li tylko wspierającą się relację. To chyba z musu jakiego. Moim zdaniem bardzo mało prawdopodobne. Ale nie niemożliwe. Życie ostatnio zaskakuje mnie bardzo, to może i takie przypadki zna i dopuszcza. Ekspertem nie jestem. Co sądzicie? Jakie są Wasze spostrzeżenia? Proszę napiszcie, choćby jednym zdaniem. Potrzebuję naświetlenia tej sprawy. Przydałoby mi się wejść w inne relacje.

„Ławeczka Marzeń”

Po prostu, był. Był tego dnia z nią.

Czasem jeden telefon odmienia nasze życie lub jego kawałeczek, czy dzień. Mogła swój wolny czas, swoje małe święto przesiedzieć w bamboszach, układając koszulki w szafach. Mogła.. . A wchodzi z nim w bajkową scenerię choinek, światełek, wirujących płatków śniegu. Ich oczy pełne iskierek, iskiereczek. Może, to te neony, świąteczne girlandy chłodnych gwiazdek? Może. Chciała jeszcze poczuć jego dłonie, jego ciepło, jego oddech i muśnięcie chłodnych ust. A oczy, jego oczy! Te same, nic się nie zmieniły. Śmiejące się tysiącem bajek , ich bajek.

Widzą, jest! Nadal jest!! Ławeczka marzeń, ich ławeczka. Biegną. Oboje schylają się, aby sprawdzić. Są! Wyryte inicjały z okalającym  serduszkiem. Siadają zaciekawieni odczucia. Hm, jednak inaczej. Czas zrobił swoje. I widoki z niej, nie te same. W tym miejscu kilka lat wstecz snuły się marzenia. Tu lubili bujać w obłokach. Była to nieodłączna część młodości, ich czasów licealnych. Większość z nich, zbieżna: stabilna praca, własne ich cztery kąty. On stał na rozdrożu zawodu: informatyk, czy teolog. Mówił; – „Jedno i drugie, jakże dalekie od siebie a takoż ciekawym jest”! Teraz mógł jej powiedzieć; wybrał to drugie i zawiódł. Spełnienie drobnych, prozaicznych marzeń dało im więcej niż ślepe podążanie za wielkim celem. On do prozy zaliczy porządne narty. Na nich to się śmiga! Ona; okna drewniane, solidne a zarazem z półeczki – wiejska angielska sielanka.  Przy tym kominek, taki z żywym ogniem. Niektóre z tych marzeń przeterminowały się i przestały być pragnieniem, np. ich własna firma. Życie osobiste i zawodowe razem. Nie było ich, nie było firmy.

Teraz wtuleni w siebie, analizują swoje marzenia. Ile się ziściło, których realizacja dostarczyła strat na różnych polach. I czy któreś zostało aktualne? Które się zdezaktualizowały i dzisiaj od wyczynowego sportu na deskach, medali.., wolimy mieć więcej czasu na co dzień dla siebie.

Obejmują się,  przytulają, bo zimno, bo chcą. Poczuć siebie nawzajem i tę radość, która zawsze rozpierała ich w tym miejscu. Tu składali sobie obietnice. Tu zrodziło się ślepe dążenie zdobycia pieniędzy na progi ich domu. Wyjechał. Ona czekała, jak ta madame butterfly. Tylko zakończenie inne. Spokojniejsze. Całkiem prozaiczne. Na ich drogach stanęli inni . I tak zostali.

Parzy herbatkę, z imbirem. Pamięta i to. Lubi ten dodatek. Jego kuchnia, wówczas babci nabierała aromatu wschodnich przypraw. Przepełniona magią wspomnień, stanęła za jego plecami. Objęła, wsuwając dłonie pod koszulkę. Obrócił się i pocałował jej zmarznięty nosek. Na moment zastygli patrząc sobie w oczy. On czytał z niej, jak z czystej karty. Wiedział. Oboje wiedzieli, że tego chcą. Całował , całował te usta zlizując słone kropelki.  Ta jedna maleńka chwila, była chwilą ich szczęścia. Choć oboje wiedzieli, że to tylko moment.  Moment ich życia. Ale przecież mógł nie zdarzyć się.

Lizał jej kark, całował ramiona, pozwalał jej poczuć ciężar swojego ciała. Pamiętał, że uwielbiała mieć go na pleckach. Uniosła ręce wzdłuż głowy. Wpiął swe dłonie w jej palce. Zacisnęła. Pragnęła, aby tak został. A czułych słówek, ognia wtuleń i miarowych ruchów nie było końca. Chciał zobaczyć twarz, jej oczy zamglone od pożądania, ale ona potrzebowała go jeszcze. Czuła bliskość „nieba”. Szepnęła, „Zostań, proszę, zostań jeszcze”. Był. Jej palce zaciskały się coraz silniej, a plecy próbowały unieść. Podziwiał tę siłę, tę moc. Nic się nie zmieniła. Tak samo mocno przeżywała. Słyszał szloch. To były łzy szczęścia, jej „nieba”. Mocnego..

..Odgarniał splątane włosy z twarzy, tulił, całował, jakby chciał uczynić to na zapas.

Rano, nie było jej.

– Sen?

– Nie!

– Życie.

 

 

Fundament. Okładka a treść.

Wartościowa treść i piękna, błyszcząca okładka. Dlaczego tak rzadko idą w parze!!

– Ona, podstarzał panna.  – On rozwodnik. Elegancki mężczyzna.

– Ona nie czekała już na niego, ani żadnego innego. Miała za sobą kilka trudnych związków. Zawsze pragnęła dla siebie tego wyjątkowego, a nie namiastki wyjątku. Nie było takich. A przynajmniej nie stanęli na jej drodze.

– On świeżo upieczony rozwodnik. Szybciutko ogarnął się z portalami i rozpoczął erę zwaną „Karuzelą randek”.

Na szczęście, nie to randkowanie połączyło ich drogi, tylko wspólny przyjaciel. Ona, kiedyś lata wstecz zapisała się i żałowała. Szybko wyszła i już więcej na portale nie wróciła. Miała złe doświadczenia z takimi portalami. Poznała tam samych zdesperowanych lub  nastawionych na konsumpcyjne podejście i to bez ogródek. Wtedy poczuła, że jej imię to numerek, który ten po drugiej stronie nalepia na ciebie, stojącej w kolejce do „sprawdzenia”. Obrzydliwe. Czasem sprawdzają kilka numerków dziennie, bo trzeba szybko odsiać ziarno od plew.

Teraz oni patrzą na siebie i nie mogą wyjść z podziwu.

– On, że taka słodka, ciepła, pełna uroku. Kobieta z pasjami.

– Ona, że „On” istnieje. Taki człowiek, o którym marzyła. Jednak jest na tej ziemi! Zadbany, aktywny nie tylko fizycznie, ale i społecznie.  Człowiek, który mówi, że należy pomagać innym, dawać swój czas bezinteresownie, bo przecież nie żyjemy li tylko dla siebie. Słuchała z wielkim podziwem, tego starszego  mężczyzny, który prowadzi własną, dobrze prosperującą firmę, a przy tym oddaje się swoim rozlicznym pasjom. Bierze udział w konkursach tanecznych. Kilka razy w tygodniu ćwiczy na parkiecie. Ma na swoim koncie niejeden medal. Rzeźbi figurę, doskonali kondycję.. . i cieszy się ujmując kobietę w piękną ramę.

To nie wszystko. Opiekuje się i ujeżdża swoje kare koniki. Trzy czarne pioruny. Stara się do swojej trójki o rasowych pęcinach zajrzeć choć raz w tygodniu. A zbliżające zawody wzmagają częstotliwość spotkań pana z wierzchowcami. Konie, to jego wielka pasja od lat młodzieńczych. Na szczęście w firmie ma swoje prawe ręce, ludzi oddanych. Może im zaufać. I na tym polu też ma zacne osiągnięcia.

Tu nie kończy się miłość do zwierząt. Zna każdego ptaszka, stworzonko opierzone, domorosły ornitolog. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem; jechać, wędrować, założyć gumowe buty prawie po pachy i cykać fotki w szuwarach urodziwym kaczorkom, dostojnym kormoranom, czy łabędziom krzykliwym.

Zaczęła się bać, marzenie może być spełnionym. On jest! I co teraz? Zaznacza, że potrzebuje czasu, że pragnie spotkań, ale jeszcze nie wspólnego budowania. Chce cieszyć się czasem z nim. Chłonąć radość z jego pasji, uczestnicząc w nich. Kto wie, co z tego wyniknie. Uczucie przecież ma moc. I może wiele zmienić, nawet w jej głowie.

Życie samo przyniosło rozwiązanie. On nie zrezygnował, nie odłożył ad akta konta na portalach i chęci zgłębiania wielu Motyli. Nawet posunął się dalej. Zaprosił jej koleżankę na randkę.

Ta historia daje dużo do myślenia. Mi, przede wszystkim, że może zwracam uwagę na „okładkę”, a treści nie doceniam. Treść była OCZYWISTA. We wpisie o poszukiwaniu idealnego mężczyzny dla mnie, czyli kwiatu paproci, bo trudnego do znalezienia, wymieniłam całą piękną otoczkę. Jego uroczą oprawę, nie wspominając o FUNDAMENCIE, bo to nie ulegało dla mnie żadnych wątpliwości. Oddanie, lojalność.

Jak ma wtulić nosek.., kiedy po jej głowie chodzą noski Motyli z portali. Ile z nich .. ?

Ona już wie. Nie da rady. NASZ CZAS spotkań, ma być wyłącznie naszym, w tym kluczowym miejscu. Na wędrowne wyprawy, a i owszem zabierze swoją ferajnę: koleżanki i kolegów, ale do łóżka, pod kocyk, czy na kocyk, tylko tę jedną. Teraz ich czas.

  • Czy to zaborczość?
  • A może nie powinno jej to przeszkadzać?
  • Czy kochankowie mają prawo wymagać wyłączności?
  • Może powinna być wyluzowana, w końcu nie wie co dalej z nimi będzie?

Nie wiem, jak ONA? Ja nie dałabym rady. A Wy, co o tym myślicie?

Domowy smalczyk. Smakować życie..

Gotowanie, mam chyba we krwi. Ono mnie po prostu raduje.

Smalczyk domowej roboty, czasem warto sobie sprawić, jeśli jecie wieprzowinę (wegetarianie z fasoli, tłuszczu koksowego, cebulki). Ja najbardziej lubię zwykły ze słoninki bez boczku i innych dodatków. Podam wam przepis na ten podstawowy, a każdy doda, co będzie chciał. Może jabłuszka (w kosteczkę, najlepiej renety lub antonówki, dodaje się na sam koniec, już po cebulce) boczek wędzony ( jak zeszkli się i trochę wytopi słonina) cebulkę, płatki chili, z przypraw najczęściej majeranek.

Jak nie chcę napracować się i od razu zrobić zapas z 5-6 słoików smalcu, tylko 1-2, to kupuję kawałek słoninki, tak ok pół kilograma (na taką ilość 1 duża cebula, gdyby ktoś chciał). Myję słoninę, wycieram ręcznikiem papierowym i wkładam do woreczka foliowego i do zamrażalnika, tak na przynajmniej godzinkę, aby stężała, zmarzła. Wtedy łatwiej kroi się, nie „ślimaczy”  w dłoniach.. Kładę na deskę, biorę porządny, ostry nóż, kroję na kilka mniejszych kawałków, bo z wielkiego, z całości, jest trudno. Każdy kawałek na plastry, a plaster wzdłuż np. na trzy części, paseczki i teraz w kosteczkę. Ja kroję w drobną, bo nie lubię wielkich skwarków. Robimy to według własnego upodobania. Teraz wrzucam do garnka i smażę. Najpierw na średnim ogniu, mieszam i po pewnym czasie, jak już każdy skwarek zeszklił się, zmniejszam płomień, nich wytapia się powoli i spokojnie, od czasu do czasu mieszając. Nie solę, nie pieprzę. Ładnie wytopiony, zdejmuję z ognia, wsypuję sutą szczyptę majeranku i przelewam do wyparzonych słoiczków. Zakręcam i odstawiam do wystudzenia, schłodzenia. Jak wlejecie gorący, zassie i trzyma długo, nie psuje się. Po odkręceniu przechowuję w lodówce. Stężeje i jest gotowy do smarowania pajdy dobrego chlebka. Ostatnio odkryłam chleb gryczany z dodatkiem cebuli, pasuje mi do smalczyku idealnie. Do tego nieodzownym jest ogórek kiszony, czy pasta chili adżika lub po prostu tylko posypany grubą solą.

Jeśli chcecie smalec z cebulką, należy uważać, bo temperatura gorącego tłuszczu różni  się od zimnej soczystej cebuli i jeśli wrzucicie do mocno nagrzanego tłuszczu zacznie bulgotać, pienić się i wypłynie z garnka. Trzeba zmniejszyć gaz lub na chwilę zdjąć garnek z ognia i wtedy powoli wrzucić cebulkę pokrojoną w kosteczkę.

Smacznego, kochani! Czasem i na smalec możemy sobie pozwolić. Jadam wszystko, co lubię, boczek smażony też, ale mało, malutko. I to chyba jest kluczem. Ta ilość, aby nie tyć i nie zapchać żył tłuszczem. Nie umiem dojeść całego jajka, całego wafelka w czekoladzie, czy całego pączka. Wygląda na to, że dozuję przyjemność jakim jest jedzenie. To tylko tak wygląda, a prawda jest taka, że mam malutki żołądek i nie mogę więcej zjeść. Poza tym jedzenie, to dla mnie najczęściej celebra i radość. Rzadko w pośpiechu połykam kanapkę (chyba, że w pracy, kiedy goni masaż za masażem). Jak nie mam tego co mi smakuje, nie jem wcale, no chyba, że głód przyciśnie, to Baśka zjada, jak pies trawę, ściągając zębami. Zdecydowanie wolę rozkoszować się jedzeniem. Np, jak wygląda zjedzenie jednej z moich ulubionych słodkości – ptasiego mleczka, Wedel w gorzkiej czekoladzie? Biorę kosteczkę, ogryzam dookoła z pysznej twardej czekolady, kładę waniliową kostkę na język, ogrzewam w ustach, przyciskam językiem do podniebienia i pozwalam sobie na przyjemność sycenia kubeczków smakowych. Powoli rozpływająca rozkosz słodyczy napełnia mnie. Jedzenie, to jedna z pociech tego świata. Do tego też potrzeba finezji. Można zjeść, pokochać się.., byle jak lub z wszechogarniającą radością, smakując tych przyjemności!! W pośpiechu, bez zaangażowania, jak to kiedyś pisał jeden z blogerów, starszy pan, że tęskni za zwyczajnym, jak za dawnych lat przeleceniem dziewczyny w krzakach, a nie w ładnym pokoju hotelowym. Ja obie przyjemności lubię w ładnej oprawie. Dla mnie ma to ogromne znaczenie. Wszystko lepiej mi smakuje: i miłowanie i jedzenie, jak robimy to oboje z zaangażowaniem, finezją, staraniem, pietyzmem, a nie na odczepnego, na „odwal”, albo, aby tylko czym prędzej zaspokoić głód seksu, czy żołądka. Bardzo lubię jedzonko ładnie podane, nie kopa na talerzu wszystkiego. Posprzątane miejsce w którym mam jeść. Sposób jedzenia, nie na jaskiniowca: czyli, mocno pochylona i łapczywie zmiatająca z talerza, wiosłująca łyżką, bez unoszenia głowy z nad jadła.  Jeszcze nie daj co zupa ociekająca po brodzie. Choć paluszkami, bez użycia sztućców, jak najbardziej można. Bardzo lubię tak zajadać pizzę, czy frytki lub szarpać kawałeczki bagietki i maczać w oliwie. Paluszkami podane do ust smakuje mi bardziej, to tak, jak wypić zimną colę ze szklanej buteleczki, wolę niż ze szklanki.

Przyznam się, że chciałabym jeszcze doświadczyć wspólnego posiłku z fajnym mężczyzną, który robi to z finezją. Gdzie wspólne gotowanie, a zwłaszcza jedzenie byłoby poezją.  Kuszące, może nie tak, jak seks, ale..  (pewnie wyśmiejecie mnie, ale dla mnie ma to urok, chciałabym i tego zaznać).

Smakować życie.. nadal mam na to ochotę. Chyba to wszystko przez Meszuge. Ten człowiek ma coś w sobie. Odczułam go, jak wyrocznię..  Arti tak, to przez Ciebie. Tak ładnie byłam pogodzona, że piękne rzeczy są, ale już nie dla mnie. I nie było mi z tego powodu smutno, no bo co stawiać się, kiedy widzę 10 metrową ścianę wody, no nie do pokonania, to nawet myśleć nie ma o czym.  Aż tu piszesz.., piszesz.. takie rzeczy.  I może zacznę wdrapywać się na tę ścianę.., może.  Chcę, ale  niebylejakości, tylko warte wspinaczki… Czego i Wam kochani życzę, wspinajcie się po swoje szczęście.