Pizza z serowymi brzegami

Każdy ma swoją ulubioną i sposób jej wykonania. Ja też. Ten, kto mnie zna wie, że z pizzy najbardziej lubię gorące brzegi bez nadzienia, a jeszcze jak są z serem, no pycha! Nie przepadam za bogatym w składniki wnętrzem. Jestem skromna :-))) i lubię typu Margarita. Wystarczy mi dobre ciasto, pyszny sos pomidorowy i ser. Może skorzystacie z mojego przepisu lub wybierzecie elementy Wam pasujące. Ciasto jest wyśmienite. A sos prosty, pyszny.

Do miski wsypuję 50 dag mąki tortowej, typu 450, półtorej łyżeczki soli, dodaję łyżkę oliwy (koniecznie). W szklance mieszam 1/4 szklanki  ciepłej wody z 2,5 łyżeczki drożdży suszonych, łyżką cukru i tyle samo mąki. Po wymieszaniu od razu przelewam do miski z mąką, dodaję szklankę ciepłej wody i mieszam ręką, wyrabiam ciasto leciutko podsypując mąką. Taką kulkę ciasta po wierzchu głaszczę mokrą dłonią i miskę nakrywam ściereczką. Odstawiam do ciepłego miejsca (lekko ogrzany piekarnik) na godzinę do dwóch, jak drożdże słabo pracują. Ja najczęściej odstawiam na godzinę. Dzielę ciasto na 2 kulki. Z tej ilości ciasta wyjdą 2 cienkie pizze lub jedna duża na całą blachę piekarnika. Tym razem zrobiłam dużą i grubszą na brzegach. Abym miała dużo tego, co lubię. Rozwałkowałam podsypując (koniecznie) kaszą manną. Na brzegach pizzy dookoła ułożyłam wałek ze startego żółtego, łagodnego sera i owinęłam brzegiem ciasta do środka pizzy. Środek posmarowałam sosem pomidorowym 

Mój sos: pewnie taki, jak Wasz lub bardzo podobny. Na patelnie wlewam chlust oleju, 2 pokrojone byle jak cebule i 3 duże ząbki czosnku, solę i trochę podsmażam. Dosypuję łyżeczkę cukru, 3 łyżki octu winnego, 3/4 szklanki wody i słoiczek koncentratu pomidorowego. Przesmażam i na koniec dodaję łyżkę masła. Blenduję. Posypuje ziołami do pizzy i gotowe.

Na posmarowane sosem ciasto układam poszarpaną mozzarellę około 30 dag (kupuję w kawałku, nie w kulkach), jeszcze startego żółtego sera. Na wierzch niedużo parmezanu i do pieca na 220 stopni na około 12-15 minut. Do farszu można dorzucić pomidorki, oliwki, cebulę.., ale ja nie lubię mokrego bogatego w składniki nadzienia. One zagłuszają mi smak pizzy, że tak się wyrażę.

Życzę Wam radości z robienia i zajadania pizzy. Alan pisał mi, że robi pizzę i tak mi się zachciało, stąd i Wy macie, ale tylko przepis, choć bardzo dobry. Smacznego. A teraz trochę o mojej zmianie w głowie.

Od około 2 tygodni wracają do mnie te same zaskakujące myśli. Dobrze mi w domu!! Żyć bez pośpiechu i zgiełku świata. Nie chcę wracać na etat do pracy. Już się nie boję życia bez mnóstwa osób wokół mnie.  Zmuszona (koronawirusem) do bycia w domu z dala od masaży i ludzi zobaczyłam, że to też ma sens. Kilka dni temu byłam z córkami na prześlicznej plaży w Orłowie, spacerowałam i myślałam, jaki świat jest piękny. Dlaczego nie korzystam ze spokojnego życia. Urodziłam i wychowałam troje dzieci. Pracowałam w szkole z maluszkami 35 lat. Może już mogę mieć czas, na plaże, na gotowanie, na ćwiczenia, na długie przytulanie kotka Kleofasa, na wolontariat w hospicjum, na wyjazdy z Alanem, kiedy nam pasuje, bez proszenia się o wolne.

Życie jest takie kruche (kilka dni temu trafiła do szpitala z udarem mózgu moja prawie o 10 lat młodsza koleżanka) chyba nie chcę do końca masować. Umierając nie pomyślę, że za mało pracowałam. Ale mogę pomyśleć, że szkoda, iż do końca pracowałam, że nie pozwoliłam sobie na luksus wstawania, o której chcę, poobiednich drzemek, cieszenia się drobiazgami zwykłego dnia. Mam już emeryturę, wprawdzie niepełną jeszcze, ale jakaś jest.  Nie umrę z głodu. A do MaBe mogę wpadać dorobić, pomóc przy dziwniejszych masażach (reiki, tantra, indyjski moimi stopami i autorski „Niebo”, „Piekło”). Julia kończy studia, pójdzie do pracy. Może to dobry czas na zmianę u mnie.

Co o tym sądzicie? Czy to dziecinna zachciewajka, nieprzemyślana decyzja, nie do wyobrażenia sobie, przy tak energicznej Basi? Nie dam rady i szybko znudzę się, pożałuję wycofania z życia zawodowego? Nie wiem, na 100%, ale piszę Wam, co czuję.