Moja Madera – Sobieszewo

To był piękny dzień. Nie za gorący, ale ze słonkiem! Sobieszewo! Będąc w Gdańsku koniecznie jak czas pozwoli podjedźcie na plażę w Sobieszewie. To bardzo ciekawe miejsce, a plaża ma posmak dzikości. Pozwoliłam sobie wrzucić kilka fotek. One oddają mój nastrój i urok tego miejsca.

Dojechać można komunikacja miejską: autobusy 186 i 112

Mewia Łacha – ptasi rezerwat przyrody położony u ujścia Wisły zwanej tutaj Przekopem Wisły. Na wschodniej części Wyspy Sobieszewskiej znajduje się prawie 20 hektarów chronionego terenu oraz po drugiej stronie Wisły, jeszcze bardziej na wschód, ponad 130 hektarów.

To piękne miejsce jest miejscem lęgowym wielu różnych gatunków ptaków, w tym kilku unikalnych na skalę Polski. Wytrwali obserwatorzy mogą także zobaczyć foki szare, pochodzące ze stacji Morskiej na Helu, a nawet pojedyncze okazy wyjątkowo rzadkiej w Bałtyku foki pospolitej. Pobliski stawek – do obejrzenia z platformy widokowej – zasiedlają z kolei bobry. Warto powędrować Ptasim Rajem.

         

                  

 

Reklamy

Ciąg niefortunnych zdarzeń.

Madera nie była mi dana. Nie poleciałam. Według planu biura podróży mieliśmy się tam dostać przez Niemcy do Portugalii i dalej Funchal          (dwie przesiadki). Tego dnia były strajki  pracowników lotnisk między innymi w Niemczech, a może jeszcze jakie inne przyczyny. Mój lot do Monachium został odwołany. Na tablicy widziałam, że do Frankfurtu też kilka lotów odwołanych. I zaczęła się wielogodzinna walka naszej opiekunki, aby jakoś, choćby w kawałkach wysłać grupę na tę piękną wyspę.

Każdy po godzinnym wyczekiwaniu dowiadywał się w jakiej grupie do jakich państw poleci i z jakimi przesiadkami dotrze do celu. Kolejnego dnia o północy, czyli po dwóch pełnych dobach naszej wycieczki.  Domyślacie się, że los nie sprzyjał mi tym razem. Trzy grupy już miał czas i miejsca przesiadek. Jedni następnego dnia po nocy w Warszawie do Brukseli lub Budapesztu, czy Monachium i stamtąd do Lizbony i dalej Funchal. Każda grupa niezależnie od liczby przesiadek miała dotrzeć na miejsce po północy. Pierwsza grupa na lotnisko miała stawić się o 4 rano i dotrzeć na Maderę o pierwszej w nocy. Pewien pan podarł nowy bilet, powiedział kilka siarczystych słów i zabrał żonę, poszli odpoczywać gdzie indziej. Ja po całym dniu na lotnisku dowiedziałam się, że tylko dla 3 osób nie ma miejsca. Te osoby to dwie 70 letnie panie i ja. Ale w końcu i my dostałyśmy propozycję. Lecieć następnego dnia  o 16 tej, po spędzonej nocy w Warszawie do Brukseli, tam 6 godz czekania i dalej do Lizbony. I już nie będzie tego dnia przesiadki na Maderę , więc miałyśmy opuścić lotnisko udać się w Lizbonie na nocleg. Kolejnego, czyli już trzeciego dnia wycieczki wrócić na lotnisko i nareszcie lot na Maderę. Moja wycieczka za 4 tysiące  trwałaby 4 dni, o ile nie zgubiłybyśmy się. Można było odstąpić od umowy z powodu dużych zmian. I tak zrobiłam.

Moja córeczka czuwała przy mamie na lotnisku podnosiła głos, że w tym momencie z bezpiecznej wycieczki grupowej stała się wręcz indywidualną i w końcu po napisaniu odstąpienia od umowy zabrała do siebie i kolejny dzień spędziłyśmy w stolicy i to bardzo mile. Zwiedziłyśmy Muzeum „Polin” Żydów polskich. Zawsze chciałam dostać się tam. Sympatycznie zostałyśmy tam obsłużone.  Uwzględniono nasze zniżki, ja stara, córka studentka. Mój bilet z 25 zł kosztował  symboliczną złotówkę. Za dodatkowe 10 zł wzięłyśmy audiobooki. To była mądra decyzja. Zabierzcie tam tylko sweterek, bo po 3 godzinach słuchania, oglądania trochę możecie zmarznąć, tam jest dobrze działająca klimatyzacja. Miejsce godne polecenia. Tak przyjaźnie pokazany ten Naród. Dużo można się dowiedzieć. I wędrować w swoim tempie.

Kolejne miejsce to Krowarzywa Vegan Burger. Zajadałam wegetariańskiego burgera z sezonowymi warzywami pieczonymi i tofu. Był dobry. Ale przyznam się, że jeśli chodzi o kuchnię bez mięsa, to wolę naszą polską, tradycyjną. Młode ziemniaczki z mizerią, pierogi z kapusta i grzybami, pieczarki z cebulką w śmietanie, czy sałatkę warzywną z majonezem. Później były pyszne lody na Starówce i urokliwy spacer, a 18.10 na dworzec, coby pociągiem wrócić do Gdańska. Wchodzimy i tu kolejna niespodzianka. Wczoraj nie latały samoloty, dziś wszystkie pociągi mają 3 godzinne opóźnienia. Siedziałyśmy na dworcu na posadzce, bo tam nie ma ławek, aby bezdomni nie mieli gdzie spać. Wróciłam o 1 w nocy, zamiast o 22, zmęczona.

Moja koleżanka Marta stwierdziła, że nie powinnam nigdzie wybierać się sama i zaraz opracowała plan, gdzie pojedziemy zamiast.. Pierwsze Wygonin, pogranicze Kaszub i Borów Tucholskich. Uroczo tam. Skakałam po łące wśród jaskrów.

Było swojsko i bezpiecznie 🙂 dla Basi. Odwdzięczyłyśmy się gospodarzom i ugotowałyśmy pierogi z jagodami. A jagódki same przyszły do nas, do ogrodu. Sprzedawała je kobieta z tej wsi, co to ledwo uzbierała je w pobliskim lesie. A lasy są tam piękne, solidne. Jesienią warto, właśnie tam przy Starej Kiszewie nazbierać prawdziwków, kozaczków… i ususzyć do pierogów wigilijnych. Dziękuje Martuś za wszystkie atrakcje. A chcę Wam powiedzieć, że było ich więcej. Przepięknym, radosnym dniem stało się plażowanie w okolicach Gdańska. Zdjęcia wrzucam w następnym poście. Pozdrawiam z polskiej ziemi 🙂