Myśli dnia dzisiejszego. Och „Kropeczko”

„Czarna bezgwiezdna noc”- Stephen King. Dobrych kilka lat temu wpadło mi to w ręce. Zaczęłam wertować i odłożyłam przerażona studnią i tym co w niej. Biała dłoń leżąca w zimnym strumieniu.. . O nie! Nie dało rady. Niezwykle mroczne minipowieści, połączone tematem kary.

Ach ten King, mistrz grozy, kolejny raz pokazał ciemną  stronę istoty ludzkiej. Oby moja nigdy nie przebiła się przez kraty. Podobno w każdym siedzi, drugi, obcy.  Niezwykłe opowiadania pokazują nam, że ludzie, to twórcy także horrorów, nie tylko sielanek. Czego to człowiek nie wymyśli i jaki los zgotuje drugiemu!  Książka leży, leży, kurzy się, trzeba oddać do biblioteki. Łamię się, zaglądam. Czytam. Kilka stron, oczy wielkie buzia rozdziawiona, serce wyskakuje. Odłożyłam. Milcząco przejęta, prawie bez oddechu, chodzę przez kolejne dni, z uporczywie powracającymi obrazami. Boję się takiej literatury. Nie chcę adrenaliny z horrorów. Doczytałam te kilka opowieści i zakopałam głęboko w głowie, aby nie wychodziły na światło dzienne, bo obraz człowieka-  stworzenia bożego będzie mi szargać.

No i przyszła niespodziewanie – „Łania”. Tak za dotknięciem klawiatury, zaglądam do blogerów mych ulubionych, a tam Kropeczka jedna, serwuje mi coś prawie z Kinga. Dobra jest, wicemistrz horroru. Chylę czoła, tak mnie przestraszyła. Przeczytałam http://pkropka.wordpress.com/

Zamarłam. Wydukałam w komentarzu, że przerażające i zakopałam. Ale jeszcze świeże, wyłazi zewsząd. Straszy bezmiarem sfiksowania i zła, okrucieństwa tego Stworzenia Bożego – Człowieka!  .. Na obraz i podobieństwo Boże, a i jeszcze ta nasza wolna wola, wolność.. . Człowieka trzeba się także bać. Można go pokochać, polubić,  hołubić, podziwiać, cenić, ale i zwątpić w niego. A ja, taka ufna, z dziecięcym patrzeniem. Nie wiem, czy chcę przypominać sobie, bo wiedzieć wiem, że stworzono nas i z takim,”ludzkim” sercem. Tak, jak istnieje dobro, tak i zło, a natura nasza bywa pokręconą. Na szczęście większość z nas kieruje się „sercem na dłoni”, a nie sfiksowanym wnętrzem

„Kropeczko” pisz powieści! Jesteś Wyjątkowa.

Reklamy

„Każdy przyniósł co miał najlepszego”

Wychodziłam do teatru, ot tak bez specjalnego zaangażowania. Lekko od niechcenia, bo dobrze, ciepło na kanapie było. A za oknem deszcz, wiatr hulał i ciemno, że oko wykol. No psa nie wygonisz,  co dopiero człowieka. Tak mówili starzy ludzie za moich dziecięcych lat. No i domyślacie się, byłam wdzięczna za zaproszenie mnie na ten spektakl. Wraz z klasą licealna i kilkoma znajomymi mi nauczycielami miałam możliwość zobaczyć ten smutny kawałek historii. Miejsca, w którym przyszło mi żyć, ale w innych czasach. Po głowie kołatała się myśl – historia koło zatacza? Moje pokolenie, szczęśliwym pokoleniem bez wojny. Myślmy, w jakich czasach będą żyły nasze dzieci.

Wchodząc na Salę Prób Teatru Miniatura, bo tam miało to miejsce, każdy z widzów przechodził obok pierwszej sceny – trójka Żydów pakujących walizki, zastanawiających się co się do nich zmieści, a co trzeba zostawić.

 Adaptacja teatralna Marka Branda, reżysera spektaklu, skupia się na kilku opowiadaniach ze zbioru  Abramowicza, pokazując widzom wielokulturowy Gdańsk w latach 1924-1945. Ich istnienie razem, czy też obok i zmiany jakie zachodziły – nazizm. Widzimy, jako sąsiadów -Niemców, Polaków, Żydów. Piękny las w dzisiejszym Sztutowie może być miejscem zarówno miłości dwojga kochanków, jak i zbrodni nie do opisania. Książka Mieczysława Abramowicza to ważna dla naszego regionu publikacja, a taka forma może stać się zachętą dla młodych ludzi, pomóc im poznać fragment historii Gdańska nie z podręczników, ale z ludzkich losów – w bardziej emocjonalny sposób. W spektaklu można zobaczyć zwyczajnych ludzi, którzy w pewnym momencie historii stają się bohaterami życia codziennego. Narażają swoje i bliskich życie. Poświęcają  się dla innych i sprzeciwiają ideologii zła. Z drugiej strony brzydka cecha człowieka, donoszenia na sąsiadów.  To wszystko pokazała nam znakomita szóstka aktorów. Dwie kobiety i czterech panów. Brawo!! Ja byłam pod wrażeniem i nawet dwugodzinne siedzenie na drewnianym krześle nie przeszkadzało. A jestem z tych, co lubią wygodnie siedzieć w domu, w wolny wolny czas, ale tym razem warto mi było ruszyć się z ciepłego, bezpiecznego miejsca. Polecam tę sztukę i wspólne wychodzenie.

Piękno smutku u Ani Karwan

Dziś o poranku, zajrzałam do laptopa Gienka, bo Mietek już całkiem wysiadł, ze starości i wszelkich niemocy. Miał prawo. Dobrze jest mieć dzieci, podrzucą mamie swoje już nieużywane laptopy, gdy kupują nowoczesny cud. Słodki, malutki Mietek był od starszej córki, a Gienek zacny, rasowy od młodszej.

Odpisałam na komentarze i skaczę do innych. Popisałam z jednym, drugim i zaglądam do młodej uroczej dziewczyny z motylkiem niebieskim w awatarze http://usmiechamsieslowem.wordpress.com/ Jest wyjątkowa na swój sposób. krótko i zwięźle, a potrafi zainteresować i nie ma komentarzy. Nie chce za wiele zajmować Twojego i swojego czasu. Dziś odpisałabym jej, że sprawiła mi ogromną radość. Nie wiedziałam o istnieniu Anny Karwan i jej głosu. Matowy, silny głos.

Muzyczny cud. Nic mnie tak mocno ostatnio nie ujęło, jak śpiew tej młodej kobiety i słowa z utworu „Czarny Świt”.  Polecam go Wam serdecznie. Smutek też jest piękny, a śmiech bywa i przez łzy, rozczulenie. Nie chodzi tu o chorobliwy smutek z depresji, tylko zwyczajne przytulenie się do szyby w oknie, wyciszenie, ujęcie głowy swej w dłonie i zbieranie lub rozpraszanie myśli. Każdy tak czasem ma, nie ten z depresją li tylko. Pozwalajmy sobie na smutek, kiedy jesteśmy rozczarowani. My najczęściej  wtedy dziarsko zaciskamy pięści i mobilizujemy do działania, kolejnego skoku, pokazania światu – „poradzę sobie”. I dobrze, co nie znaczy, że na smutek w tej trudnej dla Was, sytuacji też możemy dać sobie chwilę. Nie jest to naszą słabością, tylko naturą ludzką. Jesteśmy ludźmi, nie robotami. Natomiast nie pozwalajmy sobie na dłuższe obezwładnienie nas nostalgią, przygnębieniem!

„Nie możesz powstrzymać ptaków smutku przed lataniem dookoła Twojej głowy, ale jesteś w stanie powstrzymać ich przed gnieżdżeniem się w Twoich włosach.”

-Chińskie przysłowie-

Ciekawe, co powstałoby z połączenia  Ani z Kortezem. Jakoś oni mi razem pasują, jak z tej samej półeczki.

Źródło: YouTube, konto: Ania Karwan

Przyjacielu, dziś Twój dzień, posłuchaj Ani, śpiewa też dla Ciebie.

„Bajeczka”..

Poezji ciąg dalszy, czyli nadal sprzątam i znajduję. „Spotkanie na Piwnej” ujęło mnie bardzo, ale  „Bajeczka”, „Motyl”, też miłe.  Szukajcie, sprzątajcie, znajdujcie. A może sami napiszcie dla kogoś bliskiego. On skrzętnie przechowa dla potomnych lub po prostu dla siebie, na lata wspomnień.

Mój poeta, to człowiek niezwykle spokojny, miłujący jedną jedyną na całe życie. I co zrobić jak miłość odejdzie, pójdzie daleko, daleko.. Taki człowiek stara się pokochać jeszcze raz, bo samemu źle, ale nie umie. Mówi o miłości, pisze o niej, może to pomoże mu uwierzyć, że jeszcze jest to możliwym, to ponowne miłowanie.

„Bajeczka”

„Księżyc świeci, płonie świeczka

W głowie snuje się bajeczka

Jak księżniczka z starej baśni

Mówi: „Miły, dziś już zaśnij,

Niech sen dobry, zmysły zgasi,

Niech to będzie sen o Basi”

Rano świt ten sen rozrywa,

A tu – Basia!… Ale żywa!”

 

” Motyl”

„Zjawiłaś się, jak motyl

Z dużymi oczami

Na skrzydełkach.

Wachlując firankami oczu

powołałaś huragan

Do życia.”

Dziękuję mu. Ładnie pisał. Nadal się lubimy! Jak widzicie samą poezją, sztuką, człowiek nie żyje. Było, minęło.  Z nami, to trochę, jak z tym żurawiem i czaplą. Tylko, że z małą różnicą. Ja chciałam na początku i tak z pięć lat dreptałam, aż mi przeszło i chcenie i dreptanie, bo nie było odzewu, inna czapla nadal zajmowała miejsce. Kiedy mi przeszło bezpowrotnie, jemu się zachciało, a przynajmniej miał już trochę miejsca na nową czaplę. Tylko, jak sercu kazać ponownie kochać. Zamarzło i dla niego już nie odtaje. Tego nie da rady zrobić za pstryknięciem palców. Naszym błędem była zbyt wczesna próba bycia razem, kiedy serce niegotowym było. Porzucony mężczyzna, który nie przestał kochać, nie bierzcie się za takich, dziewczyny!!!

                           

 

” Spotkanie na Piwnej”

Już pod koniec ubiegłego roku naszło mnie sprzątanie i trzyma do dzisiaj. Porządkowanie, odświeżanie ścian i garderoby, wyrzucanie tego, co zalega latami. Nareszcie nie żal mi. Sprzątam i sprzątam, moje życie też.

Właśnie umyłam dwa okna, zrobiłam deser z granatem (przepis z 6 stycznia), bo jutro przyjeżdża córeczka kochana z Warszawy, idziemy do opery, a następnego dnia do filharmonii. Teraz przyszła pora wysprzątania komody z mnóstwem szuflad, szufladek z papierami. Posypały się kartki i pożółkłe karteluszki. Ukazał się on – list z wierszem. Leżał na deskach podłogi. Przysiadłam na dywanie i czytałam. Czytałam  i myślałam, o kunszcie pisarza i że kiedyś ktoś tak czuł. Na chwilę jego życia,  byłam taka wyjątkowa. List odłożony do szufladki -„Wspomnienia”.  Posłuchajcie. To tylko słowa, ale jakie ładne.

„Spotkanie na Piwnej”

„Kiedy szłaś do mnie, wtedy na Piwnej. Pragnąłem Ciebie takiej, nie innej.

W pokoju marzeń zbłąkanej duszy

Była dziewczyna, co się nie puszy

Szczera i skromna, miła, uczciwa

Dobry przyjaciel i nieleniwa

Wierna kochanka, wrąca, gorąca,

Tak gorejąca, jak kula Słońca..

Zakres przymiotów wcale niemały

Ale od czegóż są ideały?

Kiedy szłaś do mnie, wtedy na Piwnej. Pragnąłem Ciebie takiej, nie innej.

Choć rozum mówił, że niemożliwe,

Żeby ktoś taki istniał prawdziwie

Teraz wiesz wszystko, szły dwie osoby

Ciało poprawne – Dusza bez głowy

Na pozór kukła, człowiek spokojny

W środku podróżnik, żołnierz bez wojny.

Szukałem ciebie, ciebie szukałem

O twym istnieniu nic nie wiedziałem.

Choć przeczuwałem – wierzyłem w Ciebie.

I jestem z Tobą, mężczyzna w niebie

Kiedy szłaś do mnie, wtedy na Piwnej. Pragnąłem Ciebie takiej, nie innej”.  

 

Syrop – „Imbirek”. .. i po przeziębieniu. „Cud” w filharmonii

Syrop – „Imbirek” z miodem i cytrynką.

Doda zdrowia, pomoże przy infekcjach górnych dróg oddechowych, wzmocni odporność, a przy tym pyszny, smaczny. Przyjaciel z Anglii, pewien Przemek, zresztą fajny Mors (kiedyś w Sylwka morsowaliśmy) pośpieszył z pomocą na wieść, że Baśka przeziębiona i przesłał mi ten przepis. Zrobiłam, zastosowałam i już mi się tańczyć chce. Teraz dzielę się z Wami.

 Składniki: 2 cytryny, szklanka miodu i 4 cm imbiru. 

Cytryny sparzyć wrzątkiem, umyć, wyszorować, pokroić w cienkie plastry. Imbir obrać ze skórki, zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Przygotować słój lub inne naczynie zamykane. Wyparzyć wodą lub w piekarniku. Na dno wlać 2 łyżki miodu, na to kilka plastrów cytryny i trochę imbiru na wierzch, ponownie miód, cytryny, imbir. Tak warstwami układać, na wierzchu ma być miód. Zakręć i wstaw do lodówki.

Po 24 godzinach ciesz się gotowym syropem. Syrop może stać ok. 2 miesięcy. Myślę, że tu też można dodać kilka goździków. 

Na zdrowie!!

W czasie infekcji przyjmujemy 3 łyżki na dobę: samodzielnie, lub w herbatce, czy na czczo w niepełnej szklance ciepłej wody. W profilaktyce wystarczy 1 łyżkę na dobę.

Ten syrop mogą bez przeszkód przyjmować dzieciaczki po ukończeniu pierwszego roku życia. Miód może uczulać, silny alergen, dlatego nie możemy dać młodszemu dziecku. Ci, którzy mają problem z krzepnięciem krwi i nadciśnieniem powinni porozmawiać ze swoim lekarzem, czy stale w profilaktyce mogą przyjmować syrop z imbiru, który rozrzedza krew.

Przyszła pora przeziębień, zmarzniętych, pociągających nosków, dreszczy i bólu głowy. Nie biegajcie bez czapek i szalików.  A jak już jakowyś wirus Was dopadnie, wyciągnijcie broń. I najlepiej jeśli już musi was coś dopadać to na sobotę i niedzielę. Ha ha, jak trafić, aby w piątek zacząć walkę. Wspomagajcie się popijając herbatki z kwiatu czarnego bzu. Działa napotnie, ma dużo witaminy C. Do szklanki wsypcie 1-2 łyżeczki suszonych kwiatów bzu, zalejcie wrzątkiem. Przykryte parzcie ok 10 min, następnie trzeba przecedzić. Pijcie, 2-3 filiżanki dziennie. Jeśli nie macie gorączki, weźcie gorącą kąpiel, tak ok. 39 stopni temperatura wody. Wirusy w przeciwieństwie do bakterii, nie lubią wysokiej temperatury. Wodą morską w sprayu (wygodne) oczyszczajcie nos. A może inhalacje pod ręcznikiem, nad miską z gorącą wodą i kilkoma kroplami olejku eukaliptusowego. Wdychajcie opary. Jak najwięcej wylegujcie w łóżku. Wypoczywajcie, ile się da. Pijcie dużo płynów na bazie malin, lipy, rumianku. Nie zapominajcie o naszym cudownym imbirowym syropie! Jeszcze wietrzenie mieszkania, bo nie mamy co siedzieć w zaduchu. Na noc weźcie witaminę C i lek przeciwzapalny. Ja jeszcze biorę kota i termoforek. I jest fajowo, po kilku dniach głowa na pewno nie boli, za to charczycie, jak zaflegmione dziadki.

Kochani, nie dajcie się przeziębieniom!!

PS Wróciłam właśnie z filharmonii, z recitalu fortepianowego austriackiego pianisty. Tak niespodziewanie córeczka przekazała mi swój bilet. Teraz ona zaczęła swoje przeziębienie i nie miała siły na Chopina. Było cudownie!! Muzyka ma moc!!

Ten  Ingolf Wunder (po niemiecku znaczy, Cud) tak grał, że najpierw każdy dech milkł na sali, a później poryw ludzkich serc. Od 4 roku życia ćwiczył przez 10 lat grę na skrzypcach. Polubił je, ale fortepian pokochał. Został pianistą. W wieku 14 lat pierwszy raz usiadł do fortepianu, a porwały go utwory Rachmaninowa. Z rodziny ludzi uzdolnionych muzycznie. Ojciec muzyk amator, brat komponuje muzykę filmową. On sam fascynuje się także twórczością E. Morricone i J Williamsa. Ma ona swoje odbicie w jego albumie „300” – trzy wieki fortepianu. Żoną jego została Polka pani Paulina, która wspiera męża. Dzisiejszy koncert wymusił kliknięcie w internet za namiastką wiedzy o człowieku, którego gry słuchałam.

Za tę lubość i radość w odbieraniu muzyki poważnej dziękuję pierwszemu mężowi. On mnie rozmiłował w muzyce klasycznej. Jak to dobrze, że przyszło mi żyć w Gdańsku, mieście, gdzie mogę bez problemu wybrać się na koncert do filharmonii, czy opery, powzdychać z Toscą.

 

Adżika, pasta rodem z piekła. Listopadowe myśli

A właściwie z Kaukazu. Rewelacyjny dodatek do wszelkiego rodzaju zup, sosów, mięs, baza do dresingu. Każda kanapka nabierze charakteru, jeśli na wędlinkę, czy żółty ser położymy np. plaster ogórka i posmarujemy adżiką. 

Ile gospodyń, tyle past. Każda gruzińska gospodyni ma swój sposób jej przyrządzania. Jedne dodają renety, dużo pomidorów, łagodnej papryki, inne marchwi, nać pietruszki.. . Podstawą jest ostra papryczka, czosnek i zioła. Ja przepis dostałam od koleżanki Ani, a ona od gruzińskiej koleżanki z korporacji. Proporcje dopasujcie do swoich upodobań i  umiłowania ostrości, pikantności lub nie. Ja już rozkoszuję podniebienie tegoroczną pastą i swego szefa poczęstowałam jednym słoiczkiem. Właśnie wczoraj pojawił się w salonie i rzekł ku mojemu zdziwieniu, że to był zamach na jego życie. Tak to jest z szefami, nie słuchają. Podając pastę mówiłam, że pikantna, jak piorun i czosnek aż paruje.. Nie posłuchał, nabrał łyżeczkę i do buzi. Paliło mu jelita kilka godzin. To jest cud do umiejętnego dawkowania. Np. 1 łyżeczkę adżiki wymieszać z 2 łyżkami majonezu i jogurtu. Pycha do frytek, kiełbaski na gorąco w zamian musztardy, czy nawet do odsmażanych kopytek, czy buły z kotletem i sałatą.

Przepis na adjikę

Składniki:

1 kg chili, 2-3 papryki czerwone łagodne, 3 główki czosnku (główki, nie ząbki), 2-3 cebule czosnkowe i zioła: 1 opakowanie bazylii, cząbru, kolendry w ziarnach i 2 łyżki kozieradki. Do smaku: po 2 łyżki soli (płaskie), cukru, octu i oleju i koncentratu pomidorowego (czubate).

Wykonanie:

Zakładam rękawiczki gumowe. Myję papryczkę, kroję wzdłuż strąka, usuwam środki. Choć zostawiam trochę pestek, one mi nie przeszkadzają, jak podejdą pod ząb, a dają więcej pikantności. Łagodną oczyszczam ze środków i kroję na cząstki. Obieram cebulę, kroję na ćwiartki. Wszystko przepuszczam przez maszynkę do mielenia mięsa, ale można też zmiksować w blenderze. Wsypuję zioła i dosmaczam (solą, cukrem, octem, olejem i koncentratem). Mieszam i całość przekładam do glinianego garneczka lub ceramicznej miski (nie metalowej czy szklanej). Nakryte odstawiam do lodówki na 3 dni. Teraz przekładam do małych słoiczków i krótko pasteryzuję ok.8 min.od zagotowania. Mogą stać w spiżarce przez całą zimę. Drugi sposób, przełożyć do dużego słoja i nie pasteryzować, tylko zakręcony trzymać w lodówce i na bieżąco zużywać. Ja wolę pierwszy sposób. Te na zdjęciu, są już po pasteryzacji.

Przewiązać rafią, czy wstążeczką, sznureczkiem i macie z sercem zrobiony prezent pod choinkę. Kto mnie zna wie, że jestem fanka ostrej papryczki, dawałabym ja wszędzie, ale jeśli Wy lubicie lekkie zaostrzenie smaku, użyjcie pół na pół papryki ostrej z łagodną. Ja kupuję chili na rynku, od ogrodnika, sprawdzam na miejscu, czy ostra i płacę 20 zł za kilogram. Warto spróbować, poeksperymentować z tą pastą, polecam Wam.

Po robocie, nóżki na ladę i odpocznijcie przy herbatce z pigwą. Kochani staram się nigdy nie wrzucać samego jadła, przepisu, tylko okrasić myślami dla ducha, umysłu naszego. Listopad, to zwiększony czas  wspominek, pamięci po tych, co kiedyś nieśli radość. Przyznam się Wam, że nie bardzo lubię wędrówkę w niekończącym się pochodzie na groby 1 listopada. Zdecydowanie wolę spokój  kilku dni później. Wchodzisz, a tu kolorowo od chryzantem. Przepych. Ludzie prześcigają się w ilości donic z kwiatami, lampionów, zniczy, wieńców. Robimy to dla siebie. Chyba. Ale są i skromnie ustrojone nagrobki. Z kwiatkiem i świeczką, a na ławeczce babulinka z różańcem. Siadam obok i myślę.

Śmierć, chyba zawsze jest nie w porę. Zostawia ból, czy wspomnienia mogą go ukoić?

  Śmierć i człowiek

Śmierć nieustannie goni człowieka. A człowiek przed nią ciągle ucieka. Do grobu chowa zgonione ciało. A sam w zaświaty rusza pomału. Śmierć, to rzecz ziemska – w innym wymiarze. Jest tak bezradna, jak czyn bez marzeń. Lecz niespodzianka, człowiek w bezczynie, niknie w pamięci, jak ciało w glinie. Po chwili z trudem sumienie budzi. Dawniej przyjaciół, dziś obcych ludzi. Lecz ten szczęśliwy, co już za życia stworzył fundament wiecznego bycia. Zdobył! Wynalazł! Zajął! Napisał! Zabił! Obalił! Ukradł! Wysysał..! Ten z śmierci zadrwił, lecz śmierć wytrwała. Nie dość, że z ciałem się uporała- Już ściga dzieło – dręczy człowieka.  Cierpliwie czeka, czeka i czeka. Aż, gdzieś się znajdzie pisarz, historyk, który odkryje wszystkie potwory. Wszystkie wampiry z grobu wywlecze. Rzuci na szpaltę błędy człowiecze. Zmiażdży, opluje chwały adepta. W mierzwę historii szczątki te wdepta. Zadziobie, skrzywi duchowe mienie. Resztki podmiecie pod zapomnienie. Które całunem wszystko pokryje.. Wtedy dopiero człowiek nie żyje.

Póki po nas pamięć zostaje i wspomnienia w sercach ludzkich.. Żyjemy dla innych!!

Wierzę, że po mnie zostaną ciepłe myśli w główkach Okruszków, dla których kiedyś byłam wesołą, sprawiedliwą panią od zabaw na kocyku, która dmuchała bolące paluszki i scałowywała łezki z policzków. Tęsknie za nimi. Nadal.