Fajny brat

Wiem, pił! Wiem, miał nałóg, ale był dobrym człowiekiem.

  Moje małe wspomnienia

Zbyszek był dwa lata starszy ode mnie.

Pamiętam go, jako małego chłopca. Nigdy nie położył się do łóżka zanim nie umył nóg w misce zimnej wody (mieszkaliśmy na wsi, woda z pompy) i nie odmówił pacierza, klęcząc przy swojej kanapie.

Miał może z 10 lat, kiedy był świadkiem pewnej tragedii. Nasza cielna krowa złamała nogę idąc z górki do wodopoju. Trzeba było ją dobić!! Widziałam go, jak strasznie płakał, cały skulony. Wtedy nie wiedziałam, o co tak przejmująco płacze. Dowiedziałam się wiele lat później. Nas dziewczynki, młodsze dzieci chroniono przed okrucieństwem tego świata, przed drastycznymi scenami.

Radością młodego chłopaka z podstawówki było kopanie piłki. Jak tylko mógł, biegł na górkę do kolegów rozegrać meczyk. Któregoś razu wrócił z takiej kopaniny piłki z Jerzykiem Ziółkowskim i Pikutowskim z bolącą  ręka, ale nikomu nic nie powiedział. Wstydził się narzekać i chciał być pomocny rodzicom.  Przez kilka godzin z tatą narzucał obornik na wóz, aby zawieźć go na pole i roztrząsnąć. Wieczorem obejrzał rękę. Była strasznie spuchnięta. Jak się okazało pracował ze złamaną ręką. Później źle się zrosła i trzeba było ją łamać.

Pamiętam, kiedy zmarł nasz tata. Zbyszek miał wówczas 18 lat, szybko zaczął pracować, aby pomóc mamie utrzymać młodsze rodzeństwo, swoje siostry. Mieszkałam w mieście na stancji. Było biednie, poprzedniego dnia zjadłam ostatnią cebulę, jaką znalazłam w kuchni (usmażyłam ją). Następnego dnia spotkałam Zbyszka na ulicy Słupska. On wracał z warsztatów na autobus do domu, a ja szłam z liceum na stancję, gdzie mieszkałam u starszej pani. Podszedł do mnie uśmiechnięty, że spotkał siostrę i wyciągnął z kieszeni pieniążek, tak jak na obecne pieniądze 5 złotych. Nigdy mu tego nie zapomnę, tego wieczoru najadłam się. Pamiętam kupiłam puszkę wędzonych szprotek w oleju.

Boże, ciężkie to życie.

Przytulajcie się w rodzinie, wybaczajcie sobie, póki jeszcze jesteście na tym samym świecie.

„Ci których kochamy nie odchodzą. Idą obok nas każdego dnia..”

Zbyszku, wierzę, że tata zaopiekuje się Tobą. Do zobaczenia kochany braciszku.

„Usuń”

W mojej witrynie, w „Obserwujących” nadal widnieje komentator -„bandrzej123”. Co przesuwam kursorem i moje oczy widzą jego imię, czuję ukłucie w sercu. Nie wiem jak nacisnąć -„Usuń”.  W środę byłam na pogrzebie. Już wiem, że jego córka jest krasomówcą. Wygłosiła piękna mowę. Bardzo ładnie pożegnała tatę.

Pewnie każdy z nas ma w telefonie taki numer, którego nie ośmielił się do tej pory wykasować, a osoby tej dawno nie ma wśród żywych. Współczuję tym, co muszą zmierzyć się z żałobą.

Bardzo często idąc, biegnąc, zasypiając… modle się o pokój dusz, ale jeszcze więcej energii wkładam w modlitwę za tych, co tu po nich zostali i cierpią katusze, o zelżenie ich bólu (tak dokładnie proszę).  Mam taką swoją stałą listę od dłuższego czasu. Są tam oprócz rodziny też ludzie, których nie znałam, ale dowiedziałam się o ich śmierci i jakoś „zaszli” w moje serce i zostali. Są już w mojej pamięci i modlitwie. Modlę się swoimi słowami -” Za świętej pamięci młodą Martę, młodą Karolinę, Kubę Chamerskiego, Marcina Ziajkowskiego, Emilkę co zginęła w górach, za Mateusza z Sobieszewa, co nie umiał już żyć, za 17 letniego chłopca, co zamarzł w górach, 19 letniego ucznia, co zginął tragicznie w wypadku jadąc na swoją studniówkę (słyszałam w radiu) i Pawła, co utonął (kiedyś poprosiła mnie Małgosia, nasza komentatorka).  To są młodzi ludzie, więc modlę się za  pokój ich dusz, ale jeszcze silniej proszę o zelżenie bólu ich bliskich, o chwile wytchnienia i odpoczynku od cierpienia. I czuję, że te dusze dziękują mi zwłaszcza za tę część modlitwy (bo ciężko im patrzeć na cierpienie mamy, czy taty).

W drugiej części jest rodzina i starzy ludzie i tu skupiam się bardziej na duszach, niż tych co w bólu pozostali. Proszę, aby Bóg myślał tylko o ich dobrych uczynkach. Tu dołączyłam Andrzeja.

Może pomyślicie, że jestem sfiksowana, ale nie- to raczej wiara, że mogę pomóc choć małą okruszynką usilnym, namolnym wołaniem do Boga, tym, co zmarli i tym, co po nich pozostali. A oni wierzcie mi wciąż czuwają nade mną. Pomagają, błogosławią i prowadzą.

Jeśli macie kogoś takiego szczególnego, kogo chcecie mi powierzyć, to proszę napiszcie imię i dopisek jak zmarła ta osoba, abym jakoś umiejscowiła w sercu. Przepraszam  Was za ten wpis, jest dość intymny, ale dziś, a jest prawie trzecia w nocy za mocno to czułam. Może dlatego, że jest od Was jakaś dusza, która chce poznać mnie i oddać się w opiekę. Dla mnie Bóg to Stwórca.