Uczciwa zapłata.

A przynajmniej uczciwsza od poprzedniej. Jestem kreatywnym pracownikiem. Wymyślam cuda wianki, aby przyciągnąć i zadowolić klientów. A później, aby chcieli wracać. I wracają. Lubię tworzyć nowe oferty masaży, na bazie zauważonych potrzeb. W ten sposób wymyśliłam; „Ucztę 5 zmysłów” i „Siódme Niebo”.  Dwa obecne droższe i niezwykłe masaże pięknie idą, więc pokusiłam się poprosić o podwyżkę. I nową propozycję do naszej oferty , zabiegu z cyklu – niezwykłych, innych, radosnych. Za który też oczekuję 20%. Tym bardziej, że byliśmy tak umówieni, że tylko na początku będę dostawać za tantrę jednakowo 10% tak, jak za pozostałe masaże, a jak się rozwinie, to podniesie procent. Uważałam, że się rozwinęło. Dziś np.mam dwa masaże tantryczne. Najpierw z mężczyzną, a później z kobietą (żona tego pana). Dla firmy wykonywanie tego masażu to zysk. Na drugim miejscu wzięcie ma ” Siódme Niebo”. Masaż nie erotyczny ale niezwykle czuły. Dla mnie piękny!

Wszedł wczoraj jak burza gradowa, popatrzył  wzrokiem zimnym, zwanym „spod byka” i powiedział- „Zgadzam się”. Siadam do opracowania opisu nowego masażu. Miłego dnia życzę wszystkim. Sięgajcie wysoko, warto próbować.

Jest cd

„Uczta 5 zmysłów”. I co zrobi szef?

Zebrałam się na odwagę i stanęłam w drzwiach biura szefa. Poprosiłam o podwyżkę za tantrę z 10% na 20%. Rozmawialiśmy długo. Chciał mi na bieżąco udowodnić, że jemu się to nie opłaci. Okej, mówię. To będę robiła to prywatnie u Ciebie, tzn. korzystając z Twojego lokalu. Dam połowę zarobku. Jeśli i to nie pasuje to poszukam innego miejsca na tantrę, bo za 45 zł (1,5 godz.) nie chcę tego wykonywać. Dodatkowo, gdyby zgodził się na nowe warunki zapłaty za tantrę podałam propozycję nowego autorskiego masażu –

„Uczta 5 zmysłów”. „A feast of 5 senses

To rytuał zaczynający się poczęstunkiem-lampką dobrego wina.  Rozkoszując się wybornym smakiem trunku, klient czy klientka (bo dlaczego by nie kobieta) podziwia kilkuminutowy taniec radości życia. And relaks- masaż na dobrym jakościowo i pachnącym masełku. A dotyk piękny, czuły i zmysłowy. To alternatywa do tantry. Tak samo ekscytująca, a jednak inna, bez mistycyzmu energii i czakr. Może nasza blogerka Roma weźmie na swoje urodziny „Ucztę 5 zmysłów” zamiast masażu tantrycznego.

Zostawiłam szefa z myślami i dałam czas na zastanowienie. Jak sądzicie, co postanowi?

Pelle – istny miód dla tantryka

Czuję, że robię się nudna z tym tematem. Ale mam taki ciekawy przykład. Przystojny Szwed o imieniu- Pelle. Ten człowiek wart wspomnienia.

Zaskoczona i to mile, skąd w nim tylllleee wiary w przepływ energii i wypuszczanie jej gardłem?

Powiem Wam, jak uczyli nas na szkoleniach. Godzinami ćwiczyliśmy, co robić, jak energia zbierze się w członku. Pierwsze nie dotykać go czule ani nieczule, tylko zacząć akcję przepychania energii swoimi dłońmi przez kolejne czakry, aż wyjdzie gardłem, a członek opadnie, skoro pozbędzie się energii. Jeszcze nie miałam osoby, która by tak usilnie chciała to uskutecznić co Pelle.

Na wstępie zapytałam przystojniaka, czy to jego pierwszy masaż tantryczny. – „Nie! Czwarty! Trzy poprzednie w Berlinie”. O se myślę, to nieźle! Tam mają dobrych tantryków. Ten klient chyba wie, z czym to się je. No i wiedział.

Zamówił sobie dłuższą wersję 100 minut. Ja już byłam po godzinach pracy, no ale odmówić klientowi tantry, co usilnie prosi dziś, bo jutro opuszcza piękny Gdańsk. Nie godzi się.

Pierwsze 60 minut to powitanie wręcz mistyczne z ukłonami wszelkiej maści i rodzaju. Ja nazywam to „czołobiciem” ze „ściąganiem” energii, a raczej rzepów: złych spojrzeń, słów, co przyczepione i tylko Basi dłoni czekają. Oraz masaż, kiedy klient leży na brzuszku.

Po zrzuceniu chust, co czasem utrudnionym jest przez wesołość członka, co już merda ze szczęścia, jak psi ogon na powitanie. Ale ten spokojnym był, chusta smyrg opadła. Ja na łoże zaprosiłam i to nie Madejowe! O nie, raczej rozłożyste, jak leśna polanka.

Pan przez całą godzinkę leżał na brzuszku, a ja czary mary wyczyniałam na stopkach, bo tam czakramików pełno i energia moja do niego się pchała. Dalej łydeczki popieściłam, na udach przysiadłam i oparłam dłonie o pośladki. Pooddychałam głęboko, wizualizując kolor danej czakry. Teraz poszukałam kości ogonowej i tam czule głaskałam, gdyż napotkałam ważne centra energetyczne. No, a na pleckach to już istna uczta czułości i trochę mi to czasu zajęło, bo tam, aż cztery czakry czekały na do energetyzowanie.

W czasie tego masażu stymulacja pleców odgrywa ważną rolę.  To w plecach „przechowujemy wiele nieświadomych, wypartych z pamięci aspektów, podobnie jak zaniedbanych elementów własnej osobowości. Dzięki ostrożnemu masowaniu mogą one znów wpłynąć w obszar świadomości. Usuwane są natomiast lęki i zahamowania.

Pan karnie leżał i wczuwał się w to, co czuje. Czym właściwie to jest? Czułością, namiętnością, matczynym tuleniem.. ? Na pewno z harmonijnym przepływem energii.  To nie podlegało dyskusji, zwłaszcza u tak wierzącego w tantrę człowieka i moją moc czynienia cudów z jego energią. Starał się namiętność odrzucić, bo przecież za szybko energia nie może zebrać się tam, gdzie jeszcze niedotykane.

Dzielnie wytrzymał tę godzinę. Emocje na postronkach, a ta obraca na plecki i  zaczyna smyranie po dłoniach. Wręcz skrzydła motyla suną od paluszków po kolce barkowe. Teraz kładę główkę na swe kolana i miziam po twarzy, wczepiam paluszki w kędziorki długich włosów Pellego. On tylko głęboko oddycha i w myślach prosi energię, coby jeszcze zimną ostała i do członka za szybko nie popłynęła. Ale stało się. On stoi! Pelle głęboko oddycha, pewnie w Berlinie tak kazali. No i pomogło. Spoczął!  O ooo, to teraz już ostrożna jestem. Przysiadam tylko przy biodrze leciutko dotykając moją gołą nóżką i głaszczę czakrę serca, rysuje tajemne znaki łącząc czakramy: brzucha, serca i głowy.

No i nie ma zmiłuj, spotkanie dobiega końca, ostatni kwadrans, z brzuszka rączki moje małe wpływają na czakrę podstawy. Pieszczę jąderka z myślą, no teraz już energio możesz wpłynąć do członka, bo co będę przepychała gardłem? Oni tam w Berlinie słyszałam, że bardzo indyjsko podchodzą i nie pozwalają na uwolnienie się energii na zewnątrz tradycyjną, tak przyziemną drogą, jak orgazm, tylko chłopu nakazują ziać, charczeć, szeroko trzymać gardło otwarte, co by energia nie błądziła i drogę znalazła.  A tu nic! Myślę może od tych rysunków chłopu pomieszało się, bo próbuje rozszyfrować, co za znaki tajemne rysowałam. No ale energia nie głupia wpływa tam gdzie trzeba  i zaczyna się kochani moja męka. Nigdy się tyle nie namachałam. Sunę dłońmi prawie w powietrzu, pcham energię przez brzuch, serce do gardła. Polle bardzo pomaga charczy i podgląda na mnie, czy ja dobrze głaszczę, bo chyba słabo to idzie. Jego ciało unosi się, faluje! No istna magia! Szkoda, że nie widzieliście!  Trwa to  dobre 10 minut, ja już zmęczona się robię, Pele chyba też. Słyszę po nim, ze słabnie. Unosi się leciutko i jakby błagalnie patrzy myśląc

– „No przepchajże kobieto tę energię, bo spać nie pójdziemy”!

Masaż już przedłuża się, ja tracę wiarę, że odpocznę, a klient uzyska duchowe przeżywanie seksualności swej.  Pelle coraz to słabiej współpracuję, już ledwo oddycha, a mi z tego wszystkiego zachciewa się śmiać. Dobrze, że nie roześmiałam się, bo w tym momencie, ostatni wydech, członek opada, Pelle  szczęśliwy, a ja dumna. Dokonaliśmy tego. Jeszcze nie miałam mężczyzny tak wczuwającego się w akcję poszukiwania drogi ujścia energii, co Pelle. Fajny chłop, ale nie wiem, czy ucieszę się, jak go ponownie zobaczę.

Opisuje to w trochę zabawny sposób, bo jak zobaczylibyście nas w akcji,  to i wam byłoby do śmiechu.

A niejeden powiedziałby- „Hm, dziwny sposób zarabiania pieniędzy ma ta Basia”.

Może zdziwicie się, ale ja lubię ten masaż i ludzi, którzy do mnie przychodzą.