„Jesteś, jak kebab”

To był wtorek. Pierwszy masaż zaczęłam o 12.00, a ostatni skończyłam o 20.30. Byłam bardzo zmęczona i w sumie smutna. Zdałam sobie sprawę, że już nie jestem osobą tak bardzo spragnioną dotyku, jak stary wierny pies złego pana, a wielu go oczekuje. Tego dnia w moich rękach byli sami panowie. I oprócz ostatniego z tantry, pozostali za bardzo próbowali kierować masaż na tory erotyku. Po każdym masażu oczyszczałam się z rzepów na mojej aurze. Ale i tak smutna wróciłam do domu. Bez zainteresowania odczytałam i odsłuchałam wiadomości z WhatsApp. „Leszek Sprawiedliwy”, tak mam go zapisanego w kontaktach ( urodziwy mężczyzna w okolicach czterdziestki) zapytuje mnie, jak minął mi dzień. To przyjaciel, który zna różne moje tajemnice. Zacytuję Wam ten wycinek korespondencji. Najpierw mój wpis do niego i jego odpowiedź głosową, zacytuję słowo w słowo, bo mam jego pozwolenie.

Wiadomość Basi do „Sprawiedliwego”

„- To był okropny dzień. Sami  faceci i sami wygłodniali dotyku. Eh tam… z tym wszystkim…”

Wiadomość- odpowiedź głosowa mego przyjaciela

” – Basiu, muszę ci wytłumaczyć, bo chyba zapomniałaś. To wszystko przez to, że Ty po prostu jesteś, jak KEBAB! To znaczy, człowiek w domu się naje. I to tak, że jak siedzi mówi – „Ale jestem najedzony, już nic więcej nie wcisnę. Taki jestem najedzony, że po prostu muszę wyjść na spacer”. I taki człowiek wychodzi na spacer i sto metrów od domu mija budkę z kebabem. I ten kebab tak pachnie! (odgłos wąchania). Tak apetycznie wygląda, że człowiek od razu robi się głodny, chociaż wcześniej był najedzony. I Ty właśnie jesteś taki KEBAB, bo jak się ciebie widzi, to nawet, jak człowiek jest najedzony, to nagle robi się po prostu ZGŁODNIAŁY takiego DOTYKU. Jesteś taka śliczna i taka kobieca, więc mnie to w ogóle nie dziwi. No mam nadzieję, że ci to ładnie wytłumaczyłem. Porównanie kebabowe jest takie wiesz, apetyczne i mam nadzieję, że już (odgłos wąchania)  teraz wiesz, co ja czuję, jak na ciebie patrzę i z tobą rozmawiam.. Po prostu musisz się z tym pogodzić, no jesteś atrakcyjną kobietą.”

To ci oryginalny i uroczy komplement. Wywołał uśmiech na mojej twarzy.  Fajnie jest rozmawiać z tym przyjacielem. On nigdy nie wkręca mnie mocniej w nostalgię, przygnębienie i nie dodaje na pierwszym miejscu optymizmu tylko uśmiech, a dopiero później spokojne patrzenie w dal, że nie jest tak źle.  I nie będzie. Po za tym kocha mój śmiech i cieszy się, kiedy go słyszy w mojej odpowiedzi głosowej.

Dziękuję Leszku! Twoje słowa pomogły i to najważniejsze.  Porównanie kebabowe przyniosło uśmiech i ciepło na serce. Mam przyjaciela!

Mistrz reiki

No i mam tytuł mistrza reiki. Bałam się tego podejścia. A już jest poza mną i czuję niedosyt wiedzy, umiejętności. Po drugim stopniu czułam się silna, że góry przenosić. Nie wiem, co będzie dalej, czy zajmę się tym mocniej, czy potraktuję, jako dodatek w moich masażach. Gdybym chciała uczyć innych, gdzie obecnie nie czuję się na siłach i  nie mam takich uprawnień, to należy zrobić 4 stopień Mistrz- Nauczyciel. Wtedy mogłabym powoli odchodzić z masowania i zająć się terapią reiki. Wszystko przede mną. Zobaczę, życie pokaże. Po szkoleniu powiedziano nam, że przez kilka dni organizm będzie się oczyszczał. A to kłopoty ze snem,  nie można spokojnie spać lub odwrotnie cięgle senna, a to zaparcia, czy biegunka, inny kolor moczu, czy rozdrażnienie, ból głowy. Mnie trafiła biegunka. Nie wiem, czy to aby wynik tej inicjacji. Minęło.

Reiki, to metoda uzdrawiania za pomocą  energii życiowej. Nie jest to religia i  nie zastępuje jej, nie jest też filozofią. Jest sztuką wykorzystania energii ludzkiej i wszechświata. Rei oznacza uniwersalną energię (boską, czy tez miłości) ożywiającą wszystko dookoła. Ki , chińskie chi, to energia indywidualna, nasza. Każdy z nas ma własną Ki. Swoje Ki ma słońce, zwierzęta, rośliny. Zestawiając te dwa pojęcia otrzymujemy energię miłości łączącą nas z energią uniwersalną.

Reiki znane jest od ponad 3 tys. lat. Wywodzi się z Tybetu.  W pewnym okresie czasu zaniechano sztuki uzdrawiania przy pomocy Reiki z uwagi na prześladowania. Były one spowodowane przekonaniem, że nie istnieje coś takiego, jak uzdrawiająca energia. Nie wierzono w uzdrawianie poprzez dotyk ręki i okrzyknięto tę sztukę czarami, a mistrzów tej dziedziny prześladowano. Dopiero dr Mikao Usui, wówczas katolicki ksiądz i wykładowca teologii oraz rektor Uniwersytetu Chrześcijańskiego w Kyoto w Japonii, pod koniec XIX wieku odtajnił jej uniwersalne wartości.

Ze względu na brak potwierdzeń naukowych tego systemu, jest on zaliczany do medycyny niekonwencjonalne!

Reiki ma dwa wymiary: fizyczny i duchowy, które wzajemnie się uzupełniają. Wymiar fizyczny pomaga w: usunięciu bólu, blokad energetycznych, złego samopoczucia oraz tworzeniu zabezpieczeń. Dzięki niemu możemy oczyścić mieszkanie, wzmacniać siłę ziół i lekarstw. Duchowy wymiar przejawia się w pracy nad własną osobą, swoim wnętrzem, umysłem i sercem.

Póki co biegnę nad morze poćwiczyć qi gong – wzmocnić duchowy wymiar. 🙂 i opalić co nieco. Pogody ducha Wam życzę, bo ta za oknem jest chyba dłuższy czas w całej Polsce.

Z pamiętnika masażystki – słowa w pokoiku masażu

Jedno wiem na pewno, to co potrzebujemy wiedzieć i powiedzieć należy zrobić przed masażem, na tzw.krótkim wywiadzie. A w trakcie masażu skupić się na dotyku, nie przepaplać tego czasu.

Każdy lubi usłyszeć coś miłego na swój temat. Masażystka też.

Zostają mi w sercu i pamięci dobre słowa. Złe bolą, ale na szczęście krótko, może nie były zbyt mocne.

Litwin

Pewien wysoki mężczyzna, jak się okazało Litwin, ładnie rzeczowo ujął w słowa, swoje odczucia po masażu.

– „Kiedy pani zamknęła pokój, zostawiła cały świat tam za drzwiami. Nie było pośpiechu, stresu, tylko pełne skupienie na moim ciele. Wyraźnie czułem, jak najpierw witała się pani dotykiem bez oliwki. Dłonie płynęły tanecznie na zmianę z mocniejszym uściskiem. Czułem niegasnące zaangażowanie. Dziękuję; 10 na 10”!

„Dziara”

– Witaj Grzesiu, co Cię dzisiaj przygnało? – Nie nie, nic nie boli, tylko lubię jak pani kolankami przeorze moje schaby. Wtedy czuję, że żyję. Uśmiecham się do młodego, opalonego solarką chłopaka, co jak wchodzi, najpierw białkiem wykarmione bicepsy widać, później „na skunksa” przystrzyżoną fryzurkę. Zawsze rozsiewa zapach Boss- klasyk perfum męskich i zabawne historyjki opowiada o pracy na stoczni i jakie to perypetie spotkały go w „pudle”. Ciało „wydziergane”. Mowa niewyszukana. Wręcz lekko siarczysta.  Łatwo wchodzę w jego styl i czujemy nić porozumienia. Jestem, jak kameleon. Lubię tego chłopaka, choć my z całkiem innych półeczek. Na ślubnym kobiercu stać przy nim przecież nie będę! Obok, mogę.

Hania

-Dzień dobry, pani Haniu.  Pamiętam pierwsze spotkanie. To był leżący smutek z kłębkiem lęku. Wyczułam od razu. Zrobiłam reiki.. Nie rozmawiałyśmy. Wychodząc mówię – „Wiem, że jeszcze będzie pani szczęśliwa”. To otwiera kranik łez. I jej słowa na odchodne – „Bóg zapłać”. Wraca, co tydzień. Wzmacniamy czakry i jej siły witalne. Rozmawiamy po masażu. Pokazuję Ćwiczenia z serii Harmonii ciała – Qi Gong, zapoznaję ze sposobem oczyszczania aury i doładowywania siebie energią. A rozmowę prowadzę tak, aby wlać wiarę, pewność i trochę hardości. Poradzi sobie, ale teraz ma trudny czas i ciężką drogę przed sobą.

On z facebook (moje natchnienie do tego wpisu)

-Słowa z facebook salonu naszego. Pisze pan G.-„Miałem trzy razy masaż klasyczny u tej masażystki (załączył moje zdjęcie ze strony internetowej salonu). To były najlepsze masaże. I to jest powód dla którego warto wracać do Gdańska” (Klient zapisał się na czerwiec).

Norweżka i jej Niebo-Piekło

– „Masaż dobry, ale to nie było Siódme Niebo”- rzecze klientka po masażu. Od początku Norweżka prosiła mocniej, mocniej, więc dziwnie mocno robiłam masaż, który jest relaksem. Już prawie w „Piekło” wszedł ten masaż, co „Niebem” miał być. I kiedy paliczkami orałam jej prostowniki,  ona wciąż prosiła „harder, harder”. Matko spocona z tego „Raju” wyszłam, a klientka i tak niezadowolona. Bywa i tak.

Chłop od 16 jaj

-„Cześć laleczko, szybko robimy mały masażyk i na budowę pędzę”. – „Okej rozbieraj się przystojniaku”. To typ pana przed 50 tką, co buduje image na łysą rozbudowaną pałę. Podobno wykształcony (politechnika), ale sposób bycia ma specyficzny. Jak się przetrenuje, to przylatuje do mnie na rozluźnienie mięśni. Dziwny, jak mu te 16 jaj dziennie nie szkodzi, nie wiem (podobno tyle ich zjada). Na pewno na ślubnym kobiercu, to ja nie stanęłabym z nim, ale masować mogę, co mi tam. Nawet tę „laleczkę” zniosę i cały niewybredny język. Jak szpan to szpan, udajemy młodziaków połączonych z wirachą! I w tym też się odnajduję.

Pszczelarz

To miły, skromny pan z lasów, pól i łąk. Ciężko pracuje fizycznie i plecy bolą, więc udał się do miasta po ratunek. Tak trafił do Basi. A kiedy pojawił się drugim razem, po miesiącu od pierwszej wizyty, ucieszył mnie jego widok. I mówię – „Cóż, miałam nadzieję, że wróci pan, kiedy zobaczył, że taką zwykłą dziewczyną jestem”. Odpowiedź padła szybko, bez namysłu – „Wróciłem, bo jest pani niezwykłą dziewczyną”.

Teodor i lata międzywojenne

-„Witam zacną kobietę, szanowną panią. Atoli dziś pośpieszyłem, do piątku nie dałbym rady. Azali tylko plecki masujemy, bo lędźwie boleją. W ogrodzie dużo pracy, a wnuki nie garną się do pomocy. Zapewniam panią, to nie lenie tylko pasyje swoje rozwijają”. – „Zaiste”. Odpowiadam z gracją. I tak chwilę gaworzymy sobie z panem Teodorem. Człowiekiem starej daty i pięknych manier z archaicznym językiem. Zawsze mówi, że lędźwie bolą, ale karku najmilej nastawia. A masując paliczkami kaptury i rozcierając okolice kręgów szyjnych, mruczy Teodor z błogim stękaniem. Lubię ten jego odzew, bo wiem, że te ruchy przynoszą ulgę.

Myślę, że fajnie jest być elastycznym i umieć dogadywać się z ludźmi. A ja z tych niezwykle komunikatywnych jestem!

A tu widać moje nóżki. Leżę ci ja błogo po pracy. Plecy boleją, a tu masażysty uroczego brak. Ożesz, gdzie te chłopy, ale nie takie od 16 zjadanych jaj!

Z pamiętnika masażystki – nacja w pokoiku masażu

Nasza blogerka Roma, poddała pomysł, abym rozdział z pamiętnika masażystki prowadziła. Stała się inspiracją, bo przecież warto pisać o tym, co nam bliskie. Co dobrze czujemy. Czasem pojawią się takie wieści, bo tam w tym pokoiku wiele dzieje się. Ostatnio pewna nacja daje mi się we znaki.

To nie jest wywód naukowy, ani poważna statystyka, to moich kilka spostrzeżeń. Nie lubię uogólniań typu Polacy to pijacy i złodzieje. Ja nigdy nie pije alkoholu i nie kradnę, a jestem Polką. I tu z tymi moimi spostrzeżeniami może być podobnie.  Nie każdy z danego narodu tak się zachowuje na masażu. Nie ma co generalizować.  Piszę to dopiero teraz, choć widzę to i owo od dawna  w spotkaniu z człowiekiem. 

Zacznę od tych, których najczęściej moje ręce masują – Skandynawowie, czy to Norwedzy, Duńczycy, Szwedzi.. . Jednako eleganccy, skromni w zachowaniu i zadowoleni, wdzięczni, uśmiechnięci.  Kobiety prawie bez makijażu, panowie leżą błogo, relaksują się, nie zaczepiając najmniejszym nawet paluszkiem. Rzadko zostawiają napiwki, ale czasem zdarza się.

Chyba, że w grę wchodzi masaż tantryczny, „Siódme Niebo”, to napiwki są niezwykle wysokie. Myślę, że wyczuwają moją czułość, zaangażowanie w to co robię z budowaniem magii i bliskości. To  ujmuje. Np. pan Victor, Kubańczyk ze Stanów.  Płaci w salonie 450 zł za tantrę, a mi za każdym razem zostawia 200 zł i robi to tak nieśmiało i skromnie.  A przy tym elegancki, kulturalny mężczyzna. Niczego nie weźmie z tego masażu, czego nie podam.

Inny klient, prawie dwumetrowy Duńczyk. Dużo dużo starszy pan, mówi, że nawet w najśmielszych marzeniach nie oczekiwał takiego dotyku i patrzenia na niego.  Masując jego dłoń trzymam na kolanie i płynnymi ruchami rozcieram każdy palec, wtulając swoją piąstkę w jego wnętrze dłoni. Wtapiam paluszki w przedramię, okalam łokieć i powoli wpływam na ramię, mocniej przyciskając bark.  Przy tym, co chwilę podnosząc oczy patrzę z miłością, bo cieszę się z tej chwili, jest po prostu piękna. Taka moja magia. Mówi, że sprawiam, iż czuje się jakby wrócił do dawno niewidzianej ukochanej. Dyskretnie zostawia w szkatułce 100 zł i zapowiada, kiedy wróci.

Każdy lubi napiwki, ale nie to jest tu najważniejsze. Jest kilku takich klientów, których uwielbiam za to jakimi są, a nie kładą napiwków, może nawet sami czuliby się niezręcznie (rozumiem ich). Pozwalają mi stworzyć podniosłą, a jednocześnie czułą magię w tym naszym czasie. Ufają mi, wierzą, że wiem co robię i że właśnie tak należy. Mam tu na myśli, rytuały, ceremonie i prawie w „stop-klatce” zatrzymany czas, kiedy jestem na czakrach, a cała tantra jest wolnym, bardzo wolnym wchodzeniem.. w energię, wibracje i jestestwo drugiego.  Tu w tym masażu każda forma pośpiechu jest nośnikiem negatywnych emocji.  Kiedyś spróbuje opisać Wam tantrę od A do Z.  Nie mówię, że najlepszą, tylko moją.

Ale wracając do nacji i zachowania tych ludzi. Polacy to zazwyczaj mili, ale i  roszczeniowi, wymagający klienci. A to muzykę zmienić, choć ja uważa, że adekwatna do masażu, ale zmieniam,  A to poduszkę jeszcze tu i tam podłożyć, podkładam, choć dziwne ułożenie do masażu. Ostatnio klient pan Bogumił zażądał, abym wyprostowała mu nogę, bo zgiętą w kolanie on ma często i tu chce leżeć prosto. A wiecie jak cudownie masuje się łydeczkę z tej perspektywy, kiedy stopa lekko wsunięta pod mój półdupeczek, aby klient nie wkładał zaangażowania w utrzymanie jej, a ja obiema rękami miętoszę mięśnie ! 

Cóż mogę rzec o Arabach, bardzo kulturalni wobec białej kobiety, masażystki. Żadnych aluzji, dotykania, przyjazne z szacunkiem na nas patrzenie. Zawsze tak czyści i pachnący, że za każdym razem zwracam uwagę. No niesamowite, jak ktoś mówi o nich brudasy, to chyba nie wie o czym mówi. Mydło i najlepsze perfumy nie są im obce. Masując mięśnie pośladkowe, różnie to bywa, u nich kryształ.

Rosjanie, z tymi klientami dość często jest mało miło. Zaczepiają, przytrzymują twoją dłoń, ośmielają się proponować coś więcej i pokazują garść banknotów, szpanując. Jestem zniesmaczona. Czuję ukłucie i przecięcie w jelitach,  a w oczach mam chyba złe patrzenie. Dla mnie stracony masaż. Spotkanie z tym człowiekiem, nie jest dobrą energią dla mnie. Później oczyszczam sobie aurę. Naprawdę!! Wiecie ze mną trzeba zdecydowanie inaczej, mnie ujmuje nieśmiałość, starość, no dobrze posunięta dojrzałość połączona z kulturą, skromnością, oddanie, zaufanie.

No i dochodzimy do nacji, z powodu której powstał ten wpis – Hindusi. Dziwni ludzie, może nie wszyscy, bo Ci co byli u mnie na Wigilii, byli uroczy w zachowaniu, a jeden młody wręcz otwarcie przytulał się do mnie. Do starszej kobiety!! Chyba niejeden Hindus zniesmaczony powiedziałby fe, oj feee. Wracając do sedna sprawy. Każdy Hindus widząc mnie, taką nie najmłodszą już masażystkę, otwarcie prosi o dziewczęcie młode. Cóż proponujemy mu niedoświadczoną wprawdzie w masażach, bo jej głównym zajęciem jest kosmetyka, ale piękną 27 letnią dziewczynę, a on jeszcze zastanawia się,  kręci głową, myśli, myśli i jeszcze młodszą prosi. A sam ma grubo ponad 50 wiosen. Chyba nigdy nie doczekam się wymasowania tej nacji. Dziwne, przecież żenić się ze mną nie będzie, bo ja bym zażądała wielkiej dopłaty do tego starszego leciwego pana, a on młódki, kozy życzy sobie. Słyszałam, że u nich kobieta w moim wieku, to już tylko na spalenie nadaje się. Nie wiem, jak jest u nich z szacunkiem do starych ludzi. Piszę o tym, co zaobserwowałam. Pewnie to niesprawiedliwe i wszystkich do jednego worka nie można wrzucić. Takie jest moje doświadczenie. Czasem zła jestem o tę ich fanaberię na dotyk prawie dziecka, no skoro 27 też za stara!!  Przecież powinno człowiekowi zależeć na tym, czy jest profesjonalistką, a nie ile wiosen minęło. No i jeszcze, żeby sami byli Belmondo, ale nie nie, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. No i zrozum tę nację.

 Masaż to ciągła ekscytacja!

Może, jak przeczyta ten wpis blogerka  Sylwia, http://burzatumblemind.wordpress.com/, która ma męża Hindusa, to napisze nam coś więcej. A Sylwie warto poczytać, to konkretna młoda kobieta. Mieszka w Anglii z mężem, synkiem i z maleństwem w drodze. Pamiętam jej pierwszy wpis, który ja przeczytałam o kotku, a myślałam, że to o mężczyźnie. Pochłonęła mnie wtedy. Polecam serdecznie.

Elena, wyjątkowa kobieta. Masaż tantryczny z nią

Dla mnie wyjątkowa.

Zbieram się i zbieram do opisania mojej pierwszej tantry z kobietą. Na trajlowałabym wam, byłoby łatwiej, a ubrać w ładne zdania i nie zasypać ich stosem, to gorzej. Jednak spróbuję. Ona mnie tak wstrząsnęła i zachwyciła zarazem.

Uczyłam się na kursie, co i jak z kobietą, ale to szkolenie, bez emocji pod okiem trenera, gdzie polecenia wychodzą, my działamy, trener sprawdza, więc tak bardziej technicznie podchodzi się do tego. Nawet pomyślałam na kursie, – „a gdzie mi tam zdarzy się kobieta. Dobrze będzie, jak chłop za tak duże pieniądze przyjdzie z ciekawości”. No i zdarzyła.

To była środa, tydzień temu. Jestem w pracy, masuję, sprawdzam czakry, przepływ energii. Od pasa w górę wyraźnie czuję, że płynie tempo. Kończę masaż, jeszcze robię małe reiki i rozmawiam z klientką, młodą dziewczyną. Mówię, co wyczułam, z czym ma kłopot. Ona pod wrażeniem pyta, „skąd pani wie”? Mówię, no nie wiem, tylko czakra korony i trzeciego oka słabo wyczuwalna, a ona odpowiada za…  – ” Tak ze mną jest”  przytakuje Daria, tak było dziewczęciu uroczemu na imię. Zaproponowałam ćwiczenia Qi Gong, uścisnęłam dłoń i słyszę głos recepcjonistki:

– „Basiu zaraz będziesz miała klientkę z Amsterdamu na tantrycznym”.  Oniemiałam, czyli zaniemówiłam, dziwne jak na mnie. Blady strach padł na malutką rudą masażystkę. Myślę, jak ja odnajdę się w takiej sytuacji? Na ile mi pozwoli, czy rozpoznam, czego oczekuje i czy ja nie przestanę oddychać.

Wchodzi bardzo elegancka, zadbana, uśmiechnięta, drobnej budowy pani. Podajemy sobie dłonie przedstawiamy się, ona płaci z góry, bo zabieram ją z tego salonu do nowego po drugiej stronie ulicy. Miejsca spokojnego, z odpowiednim klimatem, wystrojem,  łóżkiem, jak dla takich bardziej wymyślnych masaży, niż klasyczny.

Elena bierze prysznic, ja ciężko oddycham, nigdy nie byłam tak blisko z kobietą. Obie w chustach stoimy naprzeciwko siebie, następuje rytuał powitania. Patrzę jej w oczy, burza kosmyków, zgrabnych żółtawych loczków spływa na jej twarz. To kobieta mniej więcej w moim wieku. W momencie wypowiadanych słów o jej bezpieczeństwie w moich dłoniach i zrównaniu nas, naszego jestestwa opadają chusty. Rozwiązuje i swój supełek, bo jak mogę zachować się inaczej skoro mówię – ” ty jesteś mną, ja jestem Tobą”. Kiedy leżała na brzuszku, a ta pozycja trwała około godziny ( na 100 minut), masaż był ciepły, płynny, wręcz matczyny. Szanuję ludzkie ciało i podziwiam. Od niej czułam spokój,  chęć oddania się na tę chwilę życia.  Kiedy klęczałam przy niej na łóżku, czując ciepło, pochylałam okalając jej ciało przedramionami. Sunąc dłonie od łydki po kark, moje piersi, sutki,  kreśliły linie na jej naoliwionych pleckach. Dotyk skóry sprawiał przyjemność, na pewno nie strach. On minął, ale przyznam, że przedłużałam moment obrócenia jej na plecki. Wstałam z łóżka przytrzymałam chustę, kiedy obracała się i pierwszy kwadrans masując jej stopki, łydki, uda był cichy spokojny. Z ud przeszłam na brzuszek. Dłonie wręcz tanecznym krokiem pieściły jej biodra, brzuch, ramiona, a o piersi tylko leciutko zahaczałam.

Unosiła się, nabrała powietrza i powoli opadała. Kiedy zaczęła głębiej oddychać, ośmieliło mnie to i  odważniej dotykałam, masowałam jej piersi. Czułam, można by rzec przyzwalającą reakcję. Oczy zamknięte, spokojny wyraz twarzy, a każde głaskanie piersi, nagarnianie ich, ugniatanie.. wywoływało większe podniecenie i coraz milsze dźwięki dla uszu. Pomogło mi w tym bycie kobietą. Zawsze wiedziałam i nadal wiem, jak chciałabym mieć masowane piersi, tak też czyniłam Elenie.

Patrzyłam na nią i wiecie, jakie uczucia zagościły we mnie? Ogromnego podziwu dla jej odwagi, oddała się na ten czas obcej kobiecie. Zaufania mi. Leżała taka bezbronna. Wywołało to moje macierzyńskie wręcz uczucia, a może bardziej miłość do bliźniego. Byłam jej wdzięczna, że pozwoliła na nowe doświadczenie, które przepełniło mnie miłością do człowieka. Przysięgam Wam, nie było tam nic niemoralnego, nagannego, wyuzdanego.. .

Widziałam jej podniecenie, to zdecydowało, że posunęłam się dalej. Dotyk łona. Gdyby drgnęła, gdybym wyczuła jej lęk, niechęć.., wycofałabym dłoń umiejętnie. Ale tam nie było oporu. Pamiętam, jak na kursie każdą z nas pytano, czy pozwala na penetrację. Ja nie zezwoliłam, czułam mocne NIE! Trenerka podeszła do mnie osobiście i zaczęła masować, w momencie zbliżenia dłoni do łona, ciało moje sztywniało chyba, bo odeszła przyznając, że nie jestem gotowa i trzeba słuchać ciała klientki. Mieć wyczucie. Elena wyraźnie pragnęła tego dotyku. Czyniłam to niezwykle delikatnie, chyba znowu pomogła mi moja kobiecość. Wiedziałam, jak ja chciałabym być dotykana. Nie lubię, jak mężczyzna szarpie, wciska.. traktuje Cię jak stary nieczyszczony dawno komin.

Powoli sama wyciszała sytuację. Coraz spokojnej, miarowo oddychała, a ja tylko muskałam paluszkami. Przeszłam powoli dookoła łóżka dotykając jej siedem podstawowych czakr, zakryłam po czubek batystową chustą, stanęłam u jej stóp i byłam z nią. Towarzyszyłam. Jej zamykaniu emocji. Zharmonizowałam rozchwianą energię, jak trzcinę na wodzie. Ucałowałam w czoło.

Przytuliłyśmy się, objęły za szyję i podziękowały. To było ważne spotkanie, ważny masaż. Bardzo istotny dla mojej wiedzy o emocjach, o sobie. Już nigdy nie będę bała się masażu tantrycznego z kobietą. Powiem, że nawet łatwiejszym jest.

Dziękuję Elenie, jej delikatność i łatwość w przekazie okazała się darem!!!.

Dziewczyny zapraszam Was do mnie.

Najpiękniej zarobione pieniądze. Niesforna pierś

Z pokoiku masażu, ciąg dalszy

W tym momencie, kiedy to piszę minęła doba. Nie wiedziałam, że zdecyduję się i opiszę Wam tę historię. Ale może warto, pokazuje dobrą stronę człowieka. Jakże uskrzydlają nas piękne zderzenia z drugim człowiekiem. I to właśnie takim było.

Evan.

Darujcie zrobiłam przerwę w pisaniu tego postu, bo o zupie, którą świeżo ugotowałam spieszyłam napisać. Wracam do pokoiku masażu. Dziś jest piątek, a ów masaż miał miejsce w poniedziałek. To był mój wolny dzień, ale dziewczyny wiedzą, że można do mnie w razie czego zadzwonić i podjadę na masaż, gdy klient prosi. Tak było i tym razem. Dopiero rozkręcam masaż tantryczny, zależy mi na nim, aby był prawdziwym, pięknym. Dzwoni recepcjonistka, zresztą urocze najlepsze dziecko i prosi – „Basiu przyjedziesz na tantrę”? Oczywiście. Przeczesałam włoski, nosek upudrowałam i pędzę moim autkiem. Jeśli to tak można ująć, bo ja ostrożnym kierowcą jestem, takim strachoputem, bojakiem bardziej.

No i minął kolejny czas od moich ostatnich tu słów i wydarzyło się cosik kolejnego. No nie cosik tylko wielkie CO!! Jedno i drugie. Po kolei.

W poniedziałek miałam masaż tantryczny dla Polaka po 30-tce  pełna kultura, żadnych niewłaściwych ruchów. Myślę, ho ho trzeba będzie zmienić zdanie o Polakach, potrafią się „spiąć” i zachować, jak sytuacja i kobieta tego wymaga. Brawo młody człowieku.

Już miałam wychodzić i dzwoni telefon. Pewien Walijczyk, Evan zamawia u rudej pani (tak powiedział) zmysłowy masaż „Siódme niebo”. Oczywiście czekam na niego. Jeszcze dziewczyny zabrały mnie na pedicure. Paznokietki zrobione, pan Evan staje w  drzwiach. Mężczyzna około 40-tki, przystojny i uśmiechnięty.  Cały masaż płynie pięknie, jak należy, choć ubrana jestem niewłaściwie. Spieszę wyjaśnić. Wchodzę, podaję panu ręcznik i zapraszam, jeśli chce skorzystać z prysznica. Chciał, a ja w tym czasie zapalam rząd świec, nastawiam odpowiednią muzykę, wolno płynące dźwięki. Zdejmuję swoje ubranko i już chcę założyć czyste, sportowe, ale nie założyłam, bo w szafce, gdzie zawsze leżało, nie było ( jak się później okazało recepcjonistka wzięła do prania). Wpadam w panikę, ale ratuje mnie chusta, którą owijam się na lomi lomi lub tantrę. Myślę trudno, jemu to chyba ganc egal. No i było.

Najmilej, najpiękniej, najczulej..  zarobione pieniądze. Człowiek pozwolił mi na spokojne ruchy, niespieszne rozprowadzanie ciepłej oliwki i tanecznym krokiem przechodzenie wokół łóżka, malując kwiaty na ciele. Był czas na rozwijanie czułość, bliskość.. . Mija czas, pan, jak ten posąg na katafalku, powieki przymknięte, błogi wyraz twarzy, a ja szepczę -” Sit down please”. Pan zdziwiony, ale siada, ja zabieram poduszeczkę spod jego główki, klękam w tym miejscu i opierając dłonie na jego ramionach, pochylam, zapraszając na kolana. Masuję z tej perspektywy głowę zanurzając paluszki we włosy, twarz, piersi i kark.  Mężczyzna błogo poddaje się wszystkim zabiegom, aż następuje moja konsternacja, gdyż lewa pierś wymsknęła się z luźno związanej chusty i osiadła na jego nosie. On nic, nawet okiem nie mrugnął, ja nic. Nie chcę robić gwałtownych  ruchów i w panice chować ten „skarb”, co zechciał zawędrować prawie do ust chłopa.  Zmieniając kolano, na którym spoczywała głowa pana, nagarniam pierś w chustę i już masuję jego drugi bark ciągnąc dłonie do podstawy czaszki, to bardzo przyjemne. A przy tym  jeszcze leżycie na kolanach babki i to całkiem ciepłej, żeby nie rzec gorącej, bo przecież przez te półtorej godziny masuje, nie leży odłogiem. Oboje udajemy, że nic się nie stało.

Domyślacie się, że tym czynem zajął moje serce na tyle, aby opisać go na blogu. Nie wykorzystał tej sytuacji, niewłaściwym ruchem, głupim słówkiem, parsknięciem, czy próbą zmiany kierunku tego masażu.  Za to chylę czoła przed nim. Przepraszałam, że nie mogę porozmawiać z nim, bo mało znam angielski, na co on -„To nic, ja znam mało polski. Za to jesteś perfekcyjną masażystką”. Był pełen podziwu, chyba dla umiejętności stworzenia nastroju zatrzymania czasu na tę chwilę życia. Podpytał się, jaki inny masaż rekomenduję, bo wróci do mnie dzień przed swoim wyjazdem. Oczywiście takiego człowieka chciałam gościć na tantrze. Był za trzy dni, czyli wczoraj. Nie muszę Wam pisać, że to była radość dla serca i dłoni. A wiecie, że kiedy taka przejęta trzymałam dłoń na jego sercu i otwierając oczy wypowiadałam słowa — „Jesteś bezpieczny w moich dłoniach”, szeroko uśmiechnął się i odpowiedział- „wiem wiem”! To mnie rozbawiło i lekko wybiło z podniosłego nastroju. Wychodząc, napisał za pomocą translatora, że to były dwa najpiękniejsze masaże w jego życiu i wróci pod koniec kwietna. Objął, ucałował w policzek i powędrował w swój świat.

Jestem szczęśliwa. Nie zawsze w moich masażach bywa tak różowo, ale najczęściej tak jest! Dziś rozmasowywałam rwę kulszową i dostałam uściski dłoni, podziękowania, podziękowania. Miło wiedzieć, że Twój dotyk sprawia ludziom ulgę, przyjemność. Zanim Evan przyszedł na masaż tantryczny w czwartek, to w środę na takim masażu pierwszy raz dla mnie i dla niej, znalazła się kobieta. O tym napiszę w następnym poście. Warto!

PS   To zdjęcie z pokoju obok, strefy spa, gdzie mamy jacuzzi, saunę.. Moje życie pięknym, spokojnym i ciekawym jest nadal. A im dłużej żyję, tym milej mnie zaskakuje. Tego i Wam kochani życzę. Niech nigdy nie znudzi Was istnienie na tym świecie.

 

W pokoiku masażu, cd

Darujcie mi, że zamilkłam, ale jakoś nie mogę obrobić się z masażami. No np. dziś zaczęłam o 11, skończyłam o 21. Były trzy „Nieba”, jedno „Piekło”, jedna Tantra a reszta klasyki.

Niebo wiadomo niebiańskie. Na pierwsze stawiła się młoda kobieta z Norwegii. Głowa do połowy wygolona, wszędzie ostre w obrazkach dziary, usta napompowane, w buzi guma żuta do końca, w uchu ćwieki, no nic tylko uciekać jakby spotkać nocą w ciemnym zaułku. Okazała się wdzięczną klientką. Nawet przytuliła na koniec i powiedziała „spasiba”, to jakaś farbowana Norweżka. Jest przykładem,  – „Nie osądzaj po wyglądzie”, doceniła mój opiekuńczy dotyk i serce włożone w „niebiański” rytuał.

A „Piekłem”, chciała poczęstować się trochę dojrzała kobieta, z bardzo dojrzałym cellulitem. Rozbijanie, ujędrnianie, oranie..  Łokcie, kolana, paliczki, bańka, roller. Ale tak właściwie nie o tym chciałam pisać, tylko kto  jeszcze pojawił się na tantrze.

O młodym Finie, cudownym, świadomym kliencie już wiecie. Był pierwszym.

Drugim Norweg. Pan bliżej mojego wieku. Nieświadomy zupełnie, co to tantra. Więc nie omieszkałam go powiadomić kilkoma zdaniami łamanej angielszczyzny, że to nie masaż erotyczny ale bardzo zmysłowy. – „Tantra is not an erotic massage, but very sensual”. Zgodnie przytaknął, dodając- „Yes, yes”. Chrząknął, przełknął ślinę. Wchodzę w zwiewnej chuście, a ten biedak stoi wręcz na baczność (znaczy chłop, nie „on”), lekko przerażony. A później poszło z górki, czując cały czas jego zainteresowanie i nienaganne zachowanie. No, po około godzince przeszliśmy na drugą stronę ciała. Ułożył się wygodnie na pleckach. Ja tu tańcuje dłońmi harmonizując przepływ energii, a ona skumulowała się w zagłębieniu męskości, tak to nazwę. I wyrosła unosząc chustę. Na co przestraszony dżentelmen, unosi się na łokciach spogląda na ten cud natury i z całej swej mocy przeprasza mnie – „I’m sorry, I’m very sorry”. I patrząc na przyrodzenie karcąco, kręci głową zdegustowany, jakby mówił do niego -„Jak mogłeś w takiej chwili stanąć, nie wstyd ci”!!. Uspokoiłam go, że nic się nie stało i „przepchałam” energię gardłem, kilka czakr wyżej. Jeśli myślicie teraz, jak to możliwe? To powiem możliwe. Jak masażystka zacznie usilnie machać rękoma od łona do gardła klienta „przepychając” tę energię, to chłop oczarowany jej zawziętością i wiarą, że coś widzi jak idzie, zapomina o namiętności, co uwierała, gdzie nie trzeba. Skupia się na wyczynach kobiety, a „ten” w tym czasie opada. Niektórzy, tzn. zawzięci, czy też dobrzy tantrycy twierdzą, że w tym momencie dochodzi do wytrysku wewnątrz. Ciekawe. Szkoda, że nie jestem na chwilę mężczyznom, chciałabym się przekonać na swoim ciele, że to możliwym jest. Nie wiem, jak było z Norwegiem, ale  „żołnierz”przyjął pozycję „spocznij”. Ten klient zjednał moje serce swoim skromnym zachowaniem. Wychodząc uścisnęła dłoń i rzekłam, że jest dobrym człowiekiem.

Przyszła kolej na Polaka, pana dużo starszego ode mnie. Póki leżał na brzuszku i ciężko oddychał, był wsłuchany w tantrę i można rzec zainteresowany. Od momentu obrócenia na plecki i możliwości patrzenia mi w oczy, mężczyzna zajął się usilnym opowiadaniem życia i chęcią zaznajomienia mnie ze złem, które wyrządziły jego dwie żony. Cóż  z gabinetu masażu wyszedł gabinet psychologa z kozetką. Pacjent zasypał mnie, i kozetkę i gabinet stekiem złości, żali i chęci odwetu na swoich żonach.  A ja zdaję sobie sprawę, że to jego subiektywna ocena. Pewnie panie te same zdarzenia opowiedziałyby zupełnie inaczej. Żal mi człowieka, ale tantry też. On chyba od początku nie był zainteresowany harmonizowaniem energii. Samotny człowiek z wciąż kipiącym bagażem historii małżeńskich i poczuciem krzywdy.

Jednym słowem, przegadany masaż. Pan zapowiedział, że wróci. Cóż podszkolę się z psychologii. Zobaczcie, jak długo trzyma ból po nieudanych związkach. To ciągnące, nieprzepracowane emocje zapisane w ciele. Dobranoc Kochani. Już po pierwszej. Legnę sobie spokojnie, bo jutro kolejne wizyty różnych, fajnych ludzi.