Elena, wyjątkowa kobieta. Masaż tantryczny z nią

Dla mnie wyjątkowa.

Zbieram się i zbieram do opisania mojej pierwszej tantry z kobietą. Na trajlowałabym wam, byłoby łatwiej, a ubrać w ładne zdania i nie zasypać ich stosem, to gorzej. Jednak spróbuję. Ona mnie tak wstrząsnęła i zachwyciła zarazem.

Uczyłam się na kursie, co i jak z kobietą, ale to szkolenie, bez emocji pod okiem trenera, gdzie polecenia wychodzą, my działamy, trener sprawdza, więc tak bardziej technicznie podchodzi się do tego. Nawet pomyślałam na kursie, – „a gdzie mi tam zdarzy się kobieta. Dobrze będzie, jak chłop za tak duże pieniądze przyjdzie z ciekawości”. No i zdarzyła.

To była środa, tydzień temu. Jestem w pracy, masuję, sprawdzam czakry, przepływ energii. Od pasa w górę wyraźnie czuję, że płynie tempo. Kończę masaż, jeszcze robię małe reiki i rozmawiam z klientką, młodą dziewczyną. Mówię, co wyczułam, z czym ma kłopot. Ona pod wrażeniem pyta, „skąd pani wie”? Mówię, no nie wiem, tylko czakra korony i trzeciego oka słabo wyczuwalna, a ona odpowiada za…  – ” Tak ze mną jest”  przytakuje Daria, tak było dziewczęciu uroczemu na imię. Zaproponowałam ćwiczenia Qi Gong, uścisnęłam dłoń i słyszę głos recepcjonistki:

– „Basiu zaraz będziesz miała klientkę z Amsterdamu na tantrycznym”.  Oniemiałam, czyli zaniemówiłam, dziwne jak na mnie. Blady strach padł na malutką rudą masażystkę. Myślę, jak ja odnajdę się w takiej sytuacji? Na ile mi pozwoli, czy rozpoznam, czego oczekuje i czy ja nie przestanę oddychać.

Wchodzi bardzo elegancka, zadbana, uśmiechnięta, drobnej budowy pani. Podajemy sobie dłonie przedstawiamy się, ona płaci z góry, bo zabieram ją z tego salonu do nowego po drugiej stronie ulicy. Miejsca spokojnego, z odpowiednim klimatem, wystrojem,  łóżkiem, jak dla takich bardziej wymyślnych masaży, niż klasyczny.

Elena bierze prysznic, ja ciężko oddycham, nigdy nie byłam tak blisko z kobietą. Obie w chustach stoimy naprzeciwko siebie, następuje rytuał powitania. Patrzę jej w oczy, burza kosmyków, zgrabnych żółtawych loczków spływa na jej twarz. To kobieta mniej więcej w moim wieku. W momencie wypowiadanych słów o jej bezpieczeństwie w moich dłoniach i zrównaniu nas, naszego jestestwa opadają chusty. Rozwiązuje i swój supełek, bo jak mogę zachować się inaczej skoro mówię – ” ty jesteś mną, ja jestem Tobą”. Kiedy leżała na brzuszku, a ta pozycja trwała około godziny ( na 100 minut), masaż był ciepły, płynny, wręcz matczyny. Szanuję ludzkie ciało i podziwiam. Od niej czułam spokój,  chęć oddania się na tę chwilę życia.  Kiedy klęczałam przy niej na łóżku, czując ciepło, pochylałam okalając jej ciało przedramionami. Sunąc dłonie od łydki po kark, moje piersi, sutki,  kreśliły linie na jej naoliwionych pleckach. Dotyk skóry sprawiał przyjemność, na pewno nie strach. On minął, ale przyznam, że przedłużałam moment obrócenia jej na plecki. Wstałam z łóżka przytrzymałam chustę, kiedy obracała się i pierwszy kwadrans masując jej stopki, łydki, uda był cichy spokojny. Z ud przeszłam na brzuszek. Dłonie wręcz tanecznym krokiem pieściły jej biodra, brzuch, ramiona, a o piersi tylko leciutko zahaczałam.

Unosiła się, nabrała powietrza i powoli opadała. Kiedy zaczęła głębiej oddychać, ośmieliło mnie to i  odważniej dotykałam, masowałam jej piersi. Czułam, można by rzec przyzwalającą reakcję. Oczy zamknięte, spokojny wyraz twarzy, a każde głaskanie piersi, nagarnianie ich, ugniatanie.. wywoływało większe podniecenie i coraz milsze dźwięki dla uszu. Pomogło mi w tym bycie kobietą. Zawsze wiedziałam i nadal wiem, jak chciałabym mieć masowane piersi, tak też czyniłam Elenie.

Patrzyłam na nią i wiecie, jakie uczucia zagościły we mnie? Ogromnego podziwu dla jej odwagi, oddała się na ten czas obcej kobiecie. Zaufania mi. Leżała taka bezbronna. Wywołało to moje macierzyńskie wręcz uczucia, a może bardziej miłość do bliźniego. Byłam jej wdzięczna, że pozwoliła na nowe doświadczenie, które przepełniło mnie miłością do człowieka. Przysięgam Wam, nie było tam nic niemoralnego, nagannego, wyuzdanego.. .

Widziałam jej podniecenie, to zdecydowało, że posunęłam się dalej. Dotyk łona. Gdyby drgnęła, gdybym wyczuła jej lęk, niechęć.., wycofałabym dłoń umiejętnie. Ale tam nie było oporu. Pamiętam, jak na kursie każdą z nas pytano, czy pozwala na penetrację. Ja nie zezwoliłam, czułam mocne NIE! Trenerka podeszła do mnie osobiście i zaczęła masować, w momencie zbliżenia dłoni do łona, ciało moje sztywniało chyba, bo odeszła przyznając, że nie jestem gotowa i trzeba słuchać ciała klientki. Mieć wyczucie. Elena wyraźnie pragnęła tego dotyku. Czyniłam to niezwykle delikatnie, chyba znowu pomogła mi moja kobiecość. Wiedziałam, jak ja chciałabym być dotykana. Nie lubię, jak mężczyzna szarpie, wciska.. traktuje Cię jak stary nieczyszczony dawno komin.

Powoli sama wyciszała sytuację. Coraz spokojnej, miarowo oddychała, a ja tylko muskałam paluszkami. Przeszłam powoli dookoła łóżka dotykając jej siedem podstawowych czakr, zakryłam po czubek batystową chustą, stanęłam u jej stóp i byłam z nią. Towarzyszyłam. Jej zamykaniu emocji. Zharmonizowałam rozchwianą energię, jak trzcinę na wodzie. Ucałowałam w czoło.

Przytuliłyśmy się, objęły za szyję i podziękowały. To było ważne spotkanie, ważny masaż. Bardzo istotny dla mojej wiedzy o emocjach, o sobie. Już nigdy nie będę bała się masażu tantrycznego z kobietą. Powiem, że nawet łatwiejszym jest.

Dziękuję Elenie, jej delikatność i łatwość w przekazie okazała się darem!!!.

Dziewczyny zapraszam Was do mnie.

Reklamy

Najpiękniej zarobione pieniądze. Niesforna pierś

Z pokoiku masażu, ciąg dalszy

W tym momencie, kiedy to piszę minęła doba. Nie wiedziałam, że zdecyduję się i opiszę Wam tę historię. Ale może warto, pokazuje dobrą stronę człowieka. Jakże uskrzydlają nas piękne zderzenia z drugim człowiekiem. I to właśnie takim było.

Evan.

Darujcie zrobiłam przerwę w pisaniu tego postu, bo o zupie, którą świeżo ugotowałam spieszyłam napisać. Wracam do pokoiku masażu. Dziś jest piątek, a ów masaż miał miejsce w poniedziałek. To był mój wolny dzień, ale dziewczyny wiedzą, że można do mnie w razie czego zadzwonić i podjadę na masaż, gdy klient prosi. Tak było i tym razem. Dopiero rozkręcam masaż tantryczny, zależy mi na nim, aby był prawdziwym, pięknym. Dzwoni recepcjonistka, zresztą urocze najlepsze dziecko i prosi – „Basiu przyjedziesz na tantrę”? Oczywiście. Przeczesałam włoski, nosek upudrowałam i pędzę moim autkiem. Jeśli to tak można ująć, bo ja ostrożnym kierowcą jestem, takim strachoputem, bojakiem bardziej.

No i minął kolejny czas od moich ostatnich tu słów i wydarzyło się cosik kolejnego. No nie cosik tylko wielkie CO!! Jedno i drugie. Po kolei.

W poniedziałek miałam masaż tantryczny dla Polaka po 30-tce  pełna kultura, żadnych niewłaściwych ruchów. Myślę, ho ho trzeba będzie zmienić zdanie o Polakach, potrafią się „spiąć” i zachować, jak sytuacja i kobieta tego wymaga. Brawo młody człowieku.

Już miałam wychodzić i dzwoni telefon. Pewien Walijczyk, Evan zamawia u rudej pani (tak powiedział) zmysłowy masaż „Siódme niebo”. Oczywiście czekam na niego. Jeszcze dziewczyny zabrały mnie na pedicure. Paznokietki zrobione, pan Evan staje w  drzwiach. Mężczyzna około 40-tki, przystojny i uśmiechnięty.  Cały masaż płynie pięknie, jak należy, choć ubrana jestem niewłaściwie. Spieszę wyjaśnić. Wchodzę, podaję panu ręcznik i zapraszam, jeśli chce skorzystać z prysznica. Chciał, a ja w tym czasie zapalam rząd świec, nastawiam odpowiednią muzykę, wolno płynące dźwięki. Zdejmuję swoje ubranko i już chcę założyć czyste, sportowe, ale nie założyłam, bo w szafce, gdzie zawsze leżało, nie było ( jak się później okazało recepcjonistka wzięła do prania). Wpadam w panikę, ale ratuje mnie chusta, którą owijam się na lomi lomi lub tantrę. Myślę trudno, jemu to chyba ganc egal. No i było.

Najmilej, najpiękniej, najczulej..  zarobione pieniądze. Człowiek pozwolił mi na spokojne ruchy, niespieszne rozprowadzanie ciepłej oliwki i tanecznym krokiem przechodzenie wokół łóżka, malując kwiaty na ciele. Był czas na rozwijanie czułość, bliskość.. . Mija czas, pan, jak ten posąg na katafalku, powieki przymknięte, błogi wyraz twarzy, a ja szepczę -” Sit down please”. Pan zdziwiony, ale siada, ja zabieram poduszeczkę spod jego główki, klękam w tym miejscu i opierając dłonie na jego ramionach, pochylam, zapraszając na kolana. Masuję z tej perspektywy głowę zanurzając paluszki we włosy, twarz, piersi i kark.  Mężczyzna błogo poddaje się wszystkim zabiegom, aż następuje moja konsternacja, gdyż lewa pierś wymsknęła się z luźno związanej chusty i osiadła na jego nosie. On nic, nawet okiem nie mrugnął, ja nic. Nie chcę robić gwałtownych  ruchów i w panice chować ten „skarb”, co zechciał zawędrować prawie do ust chłopa.  Zmieniając kolano, na którym spoczywała głowa pana, nagarniam pierś w chustę i już masuję jego drugi bark ciągnąc dłonie do podstawy czaszki, to bardzo przyjemne. A przy tym  jeszcze leżycie na kolanach babki i to całkiem ciepłej, żeby nie rzec gorącej, bo przecież przez te półtorej godziny masuje, nie leży odłogiem. Oboje udajemy, że nic się nie stało.

Domyślacie się, że tym czynem zajął moje serce na tyle, aby opisać go na blogu. Nie wykorzystał tej sytuacji, niewłaściwym ruchem, głupim słówkiem, parsknięciem, czy próbą zmiany kierunku tego masażu.  Za to chylę czoła przed nim. Przepraszałam, że nie mogę porozmawiać z nim, bo mało znam angielski, na co on -„To nic, ja znam mało polski. Za to jesteś perfekcyjną masażystką”. Był pełen podziwu, chyba dla umiejętności stworzenia nastroju zatrzymania czasu na tę chwilę życia. Podpytał się, jaki inny masaż rekomenduję, bo wróci do mnie dzień przed swoim wyjazdem. Oczywiście takiego człowieka chciałam gościć na tantrze. Był za trzy dni, czyli wczoraj. Nie muszę Wam pisać, że to była radość dla serca i dłoni. A wiecie, że kiedy taka przejęta trzymałam dłoń na jego sercu i otwierając oczy wypowiadałam słowa — „Jesteś bezpieczny w moich dłoniach”, szeroko uśmiechnął się i odpowiedział- „wiem wiem”! To mnie rozbawiło i lekko wybiło z podniosłego nastroju. Wychodząc, napisał za pomocą translatora, że to były dwa najpiękniejsze masaże w jego życiu i wróci pod koniec kwietna. Objął, ucałował w policzek i powędrował w swój świat.

Jestem szczęśliwa. Nie zawsze w moich masażach bywa tak różowo, ale najczęściej tak jest! Dziś rozmasowywałam rwę kulszową i dostałam uściski dłoni, podziękowania, podziękowania. Miło wiedzieć, że Twój dotyk sprawia ludziom ulgę, przyjemność. Zanim Evan przyszedł na masaż tantryczny w czwartek, to w środę na takim masażu pierwszy raz dla mnie i dla niej, znalazła się kobieta. O tym napiszę w następnym poście. Warto!

PS   To zdjęcie z pokoju obok, strefy spa, gdzie mamy jacuzzi, saunę.. Moje życie pięknym, spokojnym i ciekawym jest nadal. A im dłużej żyję, tym milej mnie zaskakuje. Tego i Wam kochani życzę. Niech nigdy nie znudzi Was istnienie na tym świecie.

 

W pokoiku masażu, cd

Darujcie mi, że zamilkłam, ale jakoś nie mogę obrobić się z masażami. No np. dziś zaczęłam o 11, skończyłam o 21. Były trzy „Nieba”, jedno „Piekło”, jedna Tantra a reszta klasyki.

Niebo wiadomo niebiańskie. Na pierwsze stawiła się młoda kobieta z Norwegii. Głowa do połowy wygolona, wszędzie ostre w obrazkach dziary, usta napompowane, w buzi guma żuta do końca, w uchu ćwieki, no nic tylko uciekać jakby spotkać nocą w ciemnym zaułku. Okazała się wdzięczną klientką. Nawet przytuliła na koniec i powiedziała „spasiba”, to jakaś farbowana Norweżka. Jest przykładem,  – „Nie osądzaj po wyglądzie”, doceniła mój opiekuńczy dotyk i serce włożone w „niebiański” rytuał.

A „Piekłem”, chciała poczęstować się trochę dojrzała kobieta, z bardzo dojrzałym cellulitem. Rozbijanie, ujędrnianie, oranie..  Łokcie, kolana, paliczki, bańka, roller. Ale tak właściwie nie o tym chciałam pisać, tylko kto  jeszcze pojawił się na tantrze.

O młodym Finie, cudownym, świadomym kliencie już wiecie. Był pierwszym.

Drugim Norweg. Pan bliżej mojego wieku. Nieświadomy zupełnie, co to tantra. Więc nie omieszkałam go powiadomić kilkoma zdaniami łamanej angielszczyzny, że to nie masaż erotyczny ale bardzo zmysłowy. – „Tantra is not an erotic massage, but very sensual”. Zgodnie przytaknął, dodając- „Yes, yes”. Chrząknął, przełknął ślinę. Wchodzę w zwiewnej chuście, a ten biedak stoi wręcz na baczność (znaczy chłop, nie „on”), lekko przerażony. A później poszło z górki, czując cały czas jego zainteresowanie i nienaganne zachowanie. No, po około godzince przeszliśmy na drugą stronę ciała. Ułożył się wygodnie na pleckach. Ja tu tańcuje dłońmi harmonizując przepływ energii, a ona skumulowała się w zagłębieniu męskości, tak to nazwę. I wyrosła unosząc chustę. Na co przestraszony dżentelmen, unosi się na łokciach spogląda na ten cud natury i z całej swej mocy przeprasza mnie – „I’m sorry, I’m very sorry”. I patrząc na przyrodzenie karcąco, kręci głową zdegustowany, jakby mówił do niego -„Jak mogłeś w takiej chwili stanąć, nie wstyd ci”!!. Uspokoiłam go, że nic się nie stało i „przepchałam” energię gardłem, kilka czakr wyżej. Jeśli myślicie teraz, jak to możliwe? To powiem możliwe. Jak masażystka zacznie usilnie machać rękoma od łona do gardła klienta „przepychając” tę energię, to chłop oczarowany jej zawziętością i wiarą, że coś widzi jak idzie, zapomina o namiętności, co uwierała, gdzie nie trzeba. Skupia się na wyczynach kobiety, a „ten” w tym czasie opada. Niektórzy, tzn. zawzięci, czy też dobrzy tantrycy twierdzą, że w tym momencie dochodzi do wytrysku wewnątrz. Ciekawe. Szkoda, że nie jestem na chwilę mężczyznom, chciałabym się przekonać na swoim ciele, że to możliwym jest. Nie wiem, jak było z Norwegiem, ale  „żołnierz”przyjął pozycję „spocznij”. Ten klient zjednał moje serce swoim skromnym zachowaniem. Wychodząc uścisnęła dłoń i rzekłam, że jest dobrym człowiekiem.

Przyszła kolej na Polaka, pana dużo starszego ode mnie. Póki leżał na brzuszku i ciężko oddychał, był wsłuchany w tantrę i można rzec zainteresowany. Od momentu obrócenia na plecki i możliwości patrzenia mi w oczy, mężczyzna zajął się usilnym opowiadaniem życia i chęcią zaznajomienia mnie ze złem, które wyrządziły jego dwie żony. Cóż  z gabinetu masażu wyszedł gabinet psychologa z kozetką. Pacjent zasypał mnie, i kozetkę i gabinet stekiem złości, żali i chęci odwetu na swoich żonach.  A ja zdaję sobie sprawę, że to jego subiektywna ocena. Pewnie panie te same zdarzenia opowiedziałyby zupełnie inaczej. Żal mi człowieka, ale tantry też. On chyba od początku nie był zainteresowany harmonizowaniem energii. Samotny człowiek z wciąż kipiącym bagażem historii małżeńskich i poczuciem krzywdy.

Jednym słowem, przegadany masaż. Pan zapowiedział, że wróci. Cóż podszkolę się z psychologii. Zobaczcie, jak długo trzyma ból po nieudanych związkach. To ciągnące, nieprzepracowane emocje zapisane w ciele. Dobranoc Kochani. Już po pierwszej. Legnę sobie spokojnie, bo jutro kolejne wizyty różnych, fajnych ludzi.

 

Mój pierwszy masaż tantryczny

Pamiętacie, wspominałam wam, że w sierpniu zrobiłam kurs masażu tantrycznego. Za tym poszły dwa stopnie kursu reiki i moje codzienne, systematyczne ćwiczenia qi gong. Wszystko to ma związek z pracą z energią ludzką.

Każdy z nas odbiera życie poprzez pryzmat: wychowania, miejsca urodzenia, tradycji, poglądów wyniesionych z domu, osobistych – zarówno pozytywnych jak i negatywnych – doświadczeń. Cały ten bagaż, w tym podejście do własnego ciała, seksualności i duchowości sprawia, że już od wczesnych lat odbieramy życie w dość subiektywny sposób. My w większości nauczeni jesteśmy, że nasza seksualność, to wstyd. Zobaczcie, jak niektórzy duchowni zwracają się do dzieci, pytając, czy nie bawiły się niegrzecznie. Pamiętam z dzieciństwa rachunek sumienia przed spowiedzią. Ksiądz pomagał nam zauważyć każdy grzech. Dotykanie swojego ciała, wszystkich jego miejsc mogło stać się naszym poczuciem winy.

Pracując latami w „zeróweczkach” zdarzały się różne sytuacje, także dziewczynki masturbujące się, choć nie wiedziały co robią, ale było im dobrze, np.pocierając się na krawędzi ławki, podczas zabaw indywidualnych, kiedy w klasie zawsze trochę rozgardiasz. Co robi nauczyciel? Próbuję podpowiedzieć ciekawszą zabawę, podaje pomysły, chociażby patrzenie przez mikroskop, lupę, zawsze zwyciężało. Ale nigdy nie groziłam palcem, nie krzyczałam, bo to tylko odniosłoby przeciwny skutek. I tak naprawdę nie ma za co krzyczeć. Takim uczynił nas Stwórca. Każdą część ciała tak samo ważną i potrzebną stworzył.

Czasy trochę zmieniły się, podejście do naszej seksualności też. Nie zawsze w dobrym kierunku. Branie drugiego (piszemy o tym otwarcie na portalach randkowych), jako narzędzia do zaspokojenia potrzeb tu i teraz, mierzi mnie. Potrzebuję do tego ładnego „ubrania”, chociażby w takie uczucie jak szacunek, podziw dla tego człowieka, niekoniecznie miłość. Ale nie o tym dziś mowa, raczej o masażu, który źle kojarzy się lub prawie nic nie wiemy o nim.

A, jeszcze jedno ze szczerych wyznań – mężczyzna, którego „opętała” chcica i potrzebuje w tej chwili rozładowania erotycznego, nie powinien przychodzić w takim stanie na ten masaż, bo tylko dozna ciągłego „dręczenia”. Masażystka nie będzie dotykała genitaliów, co na baczność, a dla niego sam fakt nagości, ciepła kobiety, dotyku skóry, wolnego wchodzenia w namiętność będzie tylko wzmagał pragnienie spełnienia. W takiej sytuacji proponuję udać się na masaż erotyczny. Zawsze to tylko masaż, a nie akt seksualny. Masaż, ale za to jaki!

Historia tantry sięga setek lat wstecz. Jest to jedna z najstarszych, wciąż praktykowanych ścieżek rozwoju osobistego i duchowego. Jej korzenie pochodzą z Indii, skąd rozprzestrzeniła się do Tybetu i Chin. Na Zachód tantra dotarła w XIX i XX w wraz z fascynacją Wschodem.

Oto opis tego masażu w naszym salonie.

Masaż tantryczny, nie jest masażem erotycznym.

Masaż tantryczny, to praktyka mająca swoje korzenie w hinduizmie i buddyzmie, polegająca na pobudzeniu i zbilansowaniu przepływu energii w całym ciele. Przynosi uczucie głębokiego relaksu, harmonizuje duszę i ciało. W tantrze, każda część ciała ma równorzędne znaczenie i traktowana jest przez terapeutkę z pełnym szacunkiem, czułością, skupieniem.

masaż tantryczny gdańsk

W trakcie masażu aktywizowane są wszystkie czakry, również te w miejscach intymnych. Jednakże nie należy mylić masażu tantrycznego z erotycznym, bo są to dwa odrębne rodzaje masażu. W masażu tantrycznym nie dochodzi do szczytowania, a energia seksualna drzemiąca w człowieku zostaje skierowana do wewnątrz, tak by każdy mógł poznać swoje potrzeby i zmysłowość, poczuć harmonię i spokój.

I stanął w drzwiach pierwszy klient. Jani z Finlandii. Wysoki blondyn około 35 lat. Z oczu patrzyła dobroć i spokój. Taki z sercem na dłoni i  ciekawy nowych doznań. Klient świadomy, który przedtem wypytał, kto będzie wykonywał tantrę, gdzie, u kogo ta pani uczyła się tego masażu i czy to masaż indyjski wywodzący się z buddyzmu, harmonizujący energię, bo on nie szuka erotyki. Ja o tym wywiadzie nie wiedziałam. Nie było mnie ostatnio w pracy, bo skaleczyłam palec. Dziś po wolnym jechałam prosto na tantrę. I powiem Wam jedno, to był magiczny masaż. Jestem wdzięczna temu Jani, że tak zaczął moją podróż z tym masażem. (na zdjęciu, mój pokoik masażu).

Na kursie po tych masażach zawsze z bólu pękała mi  głowa, a tu dostałam zastrzyk energii. Myślę, że oboje poczuliśmy stymulującą moc erotycznego dotyku. To było wzajemne ofiarowanie swojej energii, ciepła, bliskości i świadomego cieszenia się swoją seksualnością. Klient uścisnął moją dłoń, podziękował serdecznie, powiedział, że o taki masaż mu chodziło, zapisał moje imię i poszedł w świat z harmonijnie płynącą energią.  Nie będę się tu wiele rozpisywała, ale pokażę sam początek tej magii. Każda ceremonia poprzedzona jest powitaniem. Obmyciem ciepłymi ręczniczkami, krótkim oczyszczeniem energetycznym, nauką tantrycznego oddechu.

W przytulnej, klimatycznej komnacie klient rozbiera się i przewiązuje biodra chustą, którą podaję.  W tym czasie, w drugim pokoju oplatając piersi zakładam chustę i wiążąc na karku. Pukam. Wchodzę. Rozpoczynamy rytuał przywitania i uhonorowania boskości naszych ciał na równi. Kładę dłonie na jego powieki, zamykając mu oczy. Trzymając dłoń przechodzę za jego plecy i „ściągam” energię, od głowy do pięt. Ten był wysokim mężczyzną, więc udało się od karku. Czułam leciutkie drżenie. Ruchem dookoła „oplatam” go srebrną nicią, przechodzę trzy razy, docieram od głowy do stóp. Staję twarzą do niego. Kładę moją lewą dłoń na jego serce, on robi to samo (sama biorę jego dłoń i kieruję na pierś, nie pod). Nasze prawe dłonie leciutko dotykają dłoni na sercu; on mojej, ja jego. Oczy zamknięte, oddychamy spokojnie, raczej głębiej, ale nie ciężko. Mniej więcej po minucie, a przynajmniej głębszych siedmiu oddechach opuszczamy dłonie, ale nadal ujmując je i patrząc sobie w oczy (musiałam wysoko podnieść głowę, bo chłop rosły) wypowiadam zdanie

-„Jesteś bezpieczny w moich dłoniach”, – „You are safe in my hands”.

Można też powiedzieć – „Ja jestem Tobą, Ty jesteś mną”, czyli zrównujemy siebie. Ale ja wolę to o bezpieczeństwie. W tym momencie sprawnym spokojnym ruchem, rozwiązuje supeł. Jego i moja chusta opada. Zapraszam go na łóżko, kładzie się na brzuszku,  przykrywam jego ciało chustą. W pokoju powinno być minimum 22 stopnie ciepła. Obmywam ciepłymi ręcznikami, zdejmując je ruchem zamykającym, nie rozkręcający. Teraz „ściągam” energię, pamiętając o kierunku, tu używam także strusich piór, pobudzam czakry. Lewa dłoń leży na kości ogonowej (tam króluje czakra korzenia, podstawy), a prawa na czakrze serca, tylko od strony pleców i zaczynam pobudzanie energii, miarowo kołysząc moimi dłońmi.. .

Są zasady, których dobrze byłoby przestrzegać. Nie ubierając tego w nie wiem, jakie słowa, powiem prosto. Nie wolno masażystce dotknąć genitaliów, kiedy tam zebrała się energia. To niedopuszczalne, bo mijające się z celem. W takiej sytuacji dłońmi przepychamy energię drogą czakr: splotu słonecznego, serca i gardła. Myślę, że niejeden pan w tej chwili jest zdegustowany tym „przepychaniem”.

W różnych okresach swojego życia, mamy różne potrzeby. Może i Was najdzie kiedyś chęć doświadczenia czegoś nowego w masażu. Jest to jak najbardziej także masaż dla kobiet. Jutro przywitam Norwega, za kilka dni starszego Polaka, następnie Włocha. Może jeszcze kiedyś odezwę się na temat masażu tantrycznego. Życie jest pełne niespodzianek. Jeszcze kilka lat wstecz nie uwierzyłabym, że to kiedyś zajmie moje serce i głowę. A teraz spytajcie mnie, kiedy ominęłam poranne qi gong. Nie ominęłam. Ja w energię i czakry po prostu wierzę, że są, choć nie widzę ich.  Myślę, że nie bez znaczenia jest tu mój czas. Mam go zdecydowanie więcej. Mogę sobie pozwolić na nowe zainteresowania. Oddawać się im. Póki jesteśmy ciekawi życia, wszystko smakuje lepiej, pełniej. Tego i Wam życzę.

Bez miłości

Życie bez miłości, jakim byłoby?

Myślę o każdym wymiarze miłości: rodzicielskiej, partnerskiej, przyjacielskiej, do zwierząt, pracy, pasji, idei, świata. Miłość tak ogólnie pojmowana.

Moja koleżanka, bibliotekarka, kobieta samotna, ale zawsze uśmiechnięta. Bez swoich piesków, bez pasji sportowca i idei pomocy ofiarom przemocy byłaby cieniem. Tak mówi o sobie. Nie wyszła za mąż, bo tych których pragnęła, pochłaniało zupełnie co innego niż jej wdzięki. A bez miłości, ot tak, bo wypadałoby, nie chciała oddać ręki na zaobrączkowanie. Nie żałuje, choć nie zakładała tego, nie wyznaczyła sobie takiego celu. Tak wyszło. Na pewno bardzo kochała mamę i opiekowała się nią do końca jej sędziwego wieku. Od dzieciństwa polubiła siebie, swoje otoczenie i zwierzęta. Zawsze było ich wiele wokół niej. Rodzina sądziła, że będą mieli w domu weterynarza. Ale stare zakurzone książki zawładnęły serce i pociągnęły na lata studiów. Prowadziła nietypową bibliotekę, pełną dzieci i młodzieży, staruszków. Potrafiła skupiać ludzi i angażować w projekty.

Piszę o niej, bo jest żywym przykładem na radość z życia i wielką moc MIŁOŚCI DO ŚWIATA. W materii męża, związku, powtarzała, coby nie zrobić będziesz miała poczucie, że jest źle. Ożenisz się, źle, nie ożenisz też źle. Chciała robić wszystko z przemyśleniem i sensem. Bez rodziny mając więcej czasu realizowała się, jako sportowiec (triatlon) i ideowiec. Nie mogła patrzeć na przemoc w rodzinach. Pracowała w fundacji, wspierała.

Zobaczcie nie była narzeczoną, nie była mężatką, niestety też nie została matką, a ile miłości w tej kobiecie i wokół niej.

Ludzkość bez miłości odczłowieczałaby się. Nikogo i niczego nie kochając, odhumanizowani czulibyśmy się, jak maszyny, smutne roboty. Miłością nadajemy wartość i znaczenie istnienia. Ludzie, którzy nie kochają i nie są kochani, mogą być niebezpieczni, dla nich życie nie jest wartością i łatwo mogą krzywdzić siebie i bliźniego. Często  zamachowcem jest człowiek nieżonaty. Żaden z dziewiętnastu na World Trade Center nie miał żony.

Dobrze, że w normalnych warunkach najczęściej jesteśmy „uwikłani” w różne relacje miłosne.

A to związek z rodzicami, partnerami, dziećmi, wnukami, przyjaciółmi.. . Takie relacje z bliskimi są bardzo ważne. To nas motywuje do życia. Ile razy słyszeliśmy, że dzieci pozbawione przytulania, czułości rodzica, fizycznego kontaktu gorzej rozwijają się. Przez całe życie, począwszy od dzieciństwa mają trudności w nawiązaniu relacji z innymi. To podstawowy krok do samotności, poczucia odrzucenia, braku akceptacji społecznej.

Pokochajmy swoje życie, mamy jedno jedyne!!  To jest nasza szansa.

Bez przeżywania miłości, nie będziemy ludźmi w pełni.

Kochani, niech życie Was inspiruje, tego życzę. Będąc z kimś ważnym, nie zatraćcie siebie.

 

Reiki

Reiki, to dobrodziejstwo płynące z energii.

Wszystkie skrajności są niedobre, kiedy pochłaniają nas bez reszty, wtedy zaniedbujemy innych i siebie także na wielu polach. Do każdej sprawy dobrze jest podchodzić ze spokojną głową i  tak staram się wtapiać w wiedzę o reiki. Nie zatracać, a czerpać radość z wtajemniczania.  Myślę, że to piękne, kiedy niezależnie od naszego wieku, nadal mamy chęć zgłębiania tego świata, czy to wiedza o reiki, czy archeologii, a może historii lotnictwa i podziwiania świata z lotu ptaka. Fajnie, kiedy jeszcze coś potrafi wzbudzić w nas żar poznania. Oddajemy się temu w wolnych chwilach, mamy jeszcze coś do zrobienia. I to jest cenne, nie tyle samo reiki, co chcenie, pragnienie istnienia, bo ono dla nas nadal ciekawym jest!!

Zmieniłam się od kilku lat i nie umiałam wytłumaczyć na jakiej podstawie, co wpłynęło na tą inną Basię. Upatrywałam „winy” w rozmowach z psychologiem, pogodzenia się, że miłość płci przeciwnej, zresztą też całkiem pięknej ominęła mnie. Ale radość życia, energia, łatwość komunikowania z ludźmi, przyciąganie ich do siebie, jak nigdy dotąd…, skąd, dlaczego..? A może moje czakry były zablokowane? To jeden z wielu powodów, myślę. Wiele spraw nałożyło się i spowodowało zmianę.

Pamiętacie, jak pisałam Wam o tantrze. Wtedy jeszcze czakry, energia ki, moc płynąca z wszechświata, atomy.. nie imały się mego umysłu. Okazywałam jeden z wyższych stopni ignorancji dla tego tematu. Z dnia na dzień zmieniało się to. Ostatnio noc po nocy zaczytywałam się o czakramach, sadzawkach energii, jak to pięknie nazywała Agnieszka Robakiewicz. Czakry to odbiorniki, przetworniki i przekaźniki energii. Każda czakra związana jest z ośrodkiem hormonalnym i dostarcza energii do jego funkcjonowania. Mamy siedem podstawowych czakr: Korzeniowa (gruczoły nadnerczy), kolor czerwony, Sakralna (jajniki i jądra) kolor pomarańczowy, Splotowa (trzustka), kolor żółty, Serdeczna (grasica) kolor zielony, szyjna (tarczyca) kolor błękitny, Czołowa (szyszynka) kolor fioletowy, Ciemieniowa (przysadka) kolor biały. Pomocnicze są w stopach, kolanach, dłoniach.

Zapewne słyszeliście o uniwersalnej energii życia, płynącej z kosmosu, wszechświata, źródło miłości.  To ten pierwszy człon – Rei. Natomiast – Ki, to energia indywidualna. Każdy z nas ma własną, niepowtarzalną Ki. Zarówno człowiek, zwierzę, roślina, jak i minerał, Ziemia, Słońce, Księżyc. I to zajęło mój czas, głowę, bo jeszcze nie serce. Serce o tyle, że mam ognień posiadania wiedzy w tym temacie, ale rezerwa nieufności zostaje, póki co. Wczoraj ukończyłam pierwszy stopień wiedzy o uzdrawianiu, czy też pomocy ciału, duszy, przez dotyk. A przecież ja w pracy zwłaszcza dotykam ludzi. Nie ośmielę się pomagać innym, to znaczy prowadzić odpłatnie takich sesji- terapii reiki. No chyba, że zostanę wielkim mistrzem, czego absolutnie nie przewiduję. Ale chciałabym wykorzystywać to w mojej pracy podczas masażu. Więcej skupiać się na czakrach (centrach energetycznych) i miejscu, które dokucza człowiekowi, a poznam je także po wywiadzie z pacjentem.

Za półtora miesiąca mam drugi stopień. Robię to u Wielkiego Mistrza pani Kingi Roberts, akurat jest w Polsce (Sopot). Niezwykłe przeżycie, ale bez wiary w czakry, których nie widać, nic człowiek nie zdziała. A jakże trudno uwierzyć nam w coś, czego okiem nie widzimy.  W każdej żywej istocie płynie energia, jak woda w strumieniu, wpada do sadzawek, tam krąży i jeśli połączenie między czakrami nie jest zablokowane wpada do następnej sadzawki. Kogo zainteresuje ten temat, polecam lekturę Bogusława Waśkiewicza – „Tajemnice Reiki”.

PS Wiem, że będą tacy, co powiedzą uważaj na tę wiedzę. Też tak myślę, dlatego nie brnę mocno po kolana. To tak, jak z moim bieganiem. Biegam od 10 lat, ale nigdy nie pokusiłam się o maraton, czy pół maraton, bo robię to dla siebie, dla samego biegania, dla zdrowia, dla ćwiczeń nie pewnego rodzaju poklasku i wkręcania się na maksa.

Kochani, jeszcze o tym napiszę, powrócę do tematu. Póki co idę oczyścić moja aurę i naładować się, a mówię to poważnie.  Wam wszystkim życzę „takiego reiki”, czyli tematu, który zostanie waszą pasją. Póki mamy ciekawość świata, życie smakuje, i to aromatycznie. Pragniemy go bardziej, niż zwykle. Tego Wam życzę.

Metoda Dobrego Startu w profilaktyce niepowodzeń szkolnych

MDS – Metoda Dobrego Startu, była moją ulubioną metodą  wprowadzającą do nauki pisania, czytania i orientacji w przestrzeni. Łatwe wzory, np koło, fala, krzyżyk, linia pionowa, pozioma, kwadrat, wzory literopodobne, takie z zawijasami, laseczki spiralki, czy literki i cyferki. Dzieciaczki pod moją opieką koordynowały u siebie współpracę percepcji ruchowej, słuchowej i wzrokowej.

Prof. zw. dr hab. Marta Bogdanowicz opracowała tę metodę (na wzorach francuskich Le Bon Deport) w czasie bezpośredniej pracy z dziećmi.  I przekazała nauczycielom. Bardzo często dostawałam nagrodę dyrektora i za jedną z nich wybrałam się na trzystopniowy kurs nauki Metody Dobrego Startu. To były dobrze wydane pieniądze.

MDS to uczenie się wielozmysłowe: wzrokowo-słuchowo-ruchowe. Wykorzystujemy ruch zharmonizowany w czasie i przestrzeni nakładając do tego słowa prostej piosenki, czy wierszyka, nawet zdania.

Podam jeden z przykładów. Na moje zawołanie – „Spotkanie na dywanie”, zasiadamy w kole, nóżki w siadzie skrzyżnym, ja z pociechami witamy się, gestykulując przy tym. Na melodię „Panie Janie” .

Witaj Kasiu, witaj Kasiu,

jak się masz, jak się masz?

wszyscy cię witamy, wszyscy cię kochamy

bądź wśród nas, bądź wśród nas”!

Każdy czuje się powitany, zauważony. Teraz dzieciaczki witają tak samo swoją panią. Bardzo się z tego cieszą, ja zresztą też.

 Moje pociechy mają po 5, 6 lat, bo to „zerówka”, czyli oddział przedszkolny w szkole. Pięciolatek może już do niej chodzić, a sześciolatek ma obowiązek odbyć roczne przygotowanie przedszkolne w budynku szkoły najlepiej jego przyszłej, aby już jako „wiracha” poszedł do klas młodszych znając panie, dzieci, przestrzeń szkolną, obyczaje.. . A może zostać w przedszkolu, już mu znanym i iść później do szkoły ze swoją grupką dzieci.

Mówię moim maluszkom, że dziś poznamy nową literkę i będzie to „d”. Zaczyna się poszukiwanie (każdy w swojej główce) wyrazów, z tą głoską na początku. Dzieciaczki chętnie jeden przez drugiego podnoszą rączki, wymieniają zaskakująco wiele wyrazów. Czasem ktoś się pomyli; powiem wówczas –  „byłeś blisko, ale to nie ta głoska” i próbuję naprowadzić go. Udało się, – „brawo”! Chwalę za każdy dobry przykład, za próby, za staranie (chwalenia nigdy dość, to motywuje do działania), a całość grupy wraz ze mną głoskuje podany przez kolegę, koleżankę wyraz. Dzielimy ten wyraz na sylaby, wyklaskując je lub wytupując nóżką.

Literkę „d” chciałam, aby poznały na podstawie wyrazu „dom”, można „dynia”, bo to jesień i dynie brzuchate, pękate, dorodne. Ile przy tym zabawy w toczeniu dyni.   Siedząc w kręgu mamy różne możliwości poprowadzenia rozmowy, aby poćwiczyły sobie umiejętność mowy (nie wiedząc o tym, że to ćwiczą), np. opowiadają na temat: „mój dom”, „wymarzony dom”, „dom kosmity”, „domy ludzi z różnych stron świata”, czy „o domkach zwierząt”.

Pomocnymi będą tu ilustracje (bo wielu z nich to wzrokowcy, niekoniecznie słuchowcy). Wieszam na tablicy (mam taką korkową na kółkach, zrobił mi mąż, mówiłam, że dobry człowiek) ilustrację domu i podpis literkami drukowanymi  i pisanymi -„dom”.

Śpiewam im całą piosenkę (są krótkie) zwracając baczna uwagę na jej część, kawałeczek piosenki- „Mamy domek, Mały domek”. Teraz rozdaję  po 4 woreczki dla każdego dziecka (uszyte przez jedną z mam, w środku może być piasek, ja kupiłam na rynku owies). Są wykonane (każdy woreczek) w dwóch kolorach, np. po jednej stronie zielone, po drugiej żółte. Dzieci maja za zadanie ułożyć je przed sobą tak, aby pierwszy woreczek po lewej stronie miał kolor żółty na wierzchu, a pozostałe  trzy zielony. Tam gdzie żółty jest start, bo piszemy od lewej do prawej i tak będziemy wystukiwać rytm krótkiej śpiewanki. Jedno uderzenie w woreczek i jedna zaśpiewana sylaba. Stąd mamy 4 woreczki.  Zaśpiewanie „mamy domek”, to jedno przejście po woreczkach. Rączka do góry i górą cofamy na początek, czyli nad żółty woreczek (utrwalamy sposób pisania w liniach, w zeszycie, od lewej do prawej i kolejna linijka od lewej do prawej). Stukamy dalej: raz w woreczek i jedna sylaba, śpiewając cd – „mały domek”. Stukać można , np. całą dłonią  strona wewnętrzna, zewnętrzna, paluszkiem np. wskazującym mówiąc, że to dziobek ptaszka, piąstką, łokciem, a nawet na stojąco nóżką (przy tym często jest przewracanie i śmiech, miód na moje serce).

Teraz próbujemy wyodrębnić pierwszą głoskę w wyrazie „dom”, czyli „d”.  Na tej samej korkowej tablicy wieszam duży arkusz białej czystej kartki. Piszę wykorzystując całą przestrzeń papieru, niebieskim mazakiem, bo takim kolorem zaznaczamy spółgłoski-  literkę „d” pisaną. Zaznaczam kropeczką, gdzie jest jej początek, czyli start pisania, a obok rysuje strzałkę, w którym kierunku dalej piszemy. Pierwsza ja pociągam po wzorze śpiewając przy tym. I tak, po kolei każde dziecko (może to być zwykła tablica z kredą, wtedy używamy niebieskiego koloru). Kto nie chce, bo nie jest jeszcze gotowy, nie zmuszam. Sami sobie w swoim rytmie śpiewamy. Ale jedno obrysowanie literki to zaśpiewanie tych 4 sylab – „mamy domek” lub „mały domek”.

Przechodzimy do stoliczków i to samo robimy, ale pisząc na tacce z kaszą manną. Gumkowanie napisanej literki, to lekkie potrząsanie tacką. To się robi wesołe pisanie Miód na moje serce, bo szkoła ma się dziecku kojarzyć z dobrem, życzliwością, uśmiechem, fajnymi kolegami i kochaną, rozumiejącą panią, taką do której zawsze można podejść powiedzieć.., przytulić. Stres szkolny i tak jeszcze je dopadnie, bo długa droga przed nimi i różni ludzie na niej. Pamiętam siebie, jak bałam się szkoły i pani, która drewnianym piórnikiem biła po dłoniach każde dziecko, jak jedno coś przeskrobało. Bardzo zależało mi, aby poczuły te Okruszki, że jestem,jak ich druga mama. W szkole spędzają dużo swojego życia, powinno to być miejsce przyjazne im.

Opisałam Wam tylko część, element z MDS. To naprawdę cudowna metoda wspomagająca rozwój dziecka. Przeznaczona jest dla dzieci od 2 do 10 lat. Ma zastosowanie w profilaktyce niepowodzeń szkolnych.

Brakuje mi dzieci. Powinnam być z nimi. To moje życie. Dziś miałam dziwny sen. Śniło mi się, że urodziłam dzieciątko, synka. Nosiłam go na rękach tuląc zawiniątko, patrzyłam, że podobny do mnie, byłam szczęśliwa. Planowałam imię, koniecznie Ignaś, tak bardzo lubię stare imiona. Budzę się i dochodzi do mnie świadomość, że to był tylko sen, że nie mam dzieciątka. Byłam rozczarowana, smutna. Dziwne, kiedy byłam młodą mamą bałam się słowa ciąża (urodziłam troje najcudowniejszych dzieci). I zawsze budziłam z ulgą, że to był tylko sen. Teraz odwrotnie. Nie wiem, czy to cokolwiek znaczy? Wiem, że tęsknię za klasą, za grupą moich pociech. Żałuję, że strona finansowa zmusiła mnie do tego czynu, odejścia z zawodu. Najlepszego, jaki istnieje.