Leniuchowanie na legalu!

Pewnie odpoczywacie. Mnie też to spotkało na najbliższe 2 tygodnie, a może i miesiąc!

Dzisiaj, jako jedyna miałam pracować w salonie i ze strachu przed wirusiskiem zarządziłam pozostanie w domu. A tych, co chcieli być masowani (Japończyk, Polak z Norwegii, polskie małżeństwo, co stale przebywa w Austrii…) powiadomiłam, iż  z dniem dzisiejszym salon Mabe Care zamyka podwoje. Większość i tak nie miała w planach wychodzenia z domu, hotelu, raczej planowali przekraczać granicę. (szef i tak zarządził wolne, ale  od poniedziałku, ja przedłużyłam o ten jeden dzień)

Moja starsza córka, co to pracę rzuciła i chciała odpocząć, podróżować po świecie, szukać inspiracji,  póki co leży w domu na kanapie i bardzo się z tego cieszy. Warunki światowe nie sprzyjają, to doskonale odnalazła się w zaciszu domowym. Nigdzie nie wychodzi. Jedyne, co spędzało jej sen z powiek, to nierozsądna mama, która pracowała, jak dziki osioł.

W końcu i ja obudziłam się.  Chyba to zasługa dwóch osób: mojej Konstancji, która od tygodnia przekonywała, namawiała, prosiła, starała się jak mogła, abym przestała na jakiś czas wykonywać tak niebezpieczną, bo kontaktową pracę i blogerki Świechny. http://swiechna.wordpress.com/  (Polecam serdecznie, cudownie opisuje uroki i życie w Irlandii, ale nie tylko o tym pisze). Wczoraj wymieniałyśmy komentarze, które dały mi do myślenia. Uświadomiłam sobie, że uciekam w pracę, a przecież pracoholizm, to prędzej zło dla człowieka niż dobro. Ileż mamy zawałów serca …, w wieku 40 lat! Ileż mamy kulejących związków, bo on/ona ciągle w delegacjach, rozjazdach i w pracach po godzinach.

Oczywiście nie cieszymy się, że jest pandemia, że ludzie chorują i umierają. Ale to dla nas wyjątkowy okres na zwolnienie tempa życia. Poczuć na własnej skórze, mało znane  uczucie – mieć czas na wszystko!!! Ile razy w wolny dzień zaplanowałaś wiele robót i w końcu nic z tego nie wyszło, bo oglądałaś seriale, pisałeś ze znajomymi, trajlowałeś z siostrą, mamą…   A później czułaś się źle z myślą i wyrzutami sumienia, że przebumelowałaś, zmarnowałaś ten dzień. My ludzie uważamy, że pracoholizm nie jest zły. To wręcz zaletą jest być pracowitym, a leniuch, co umie odpoczywać, to dla większości egoista, bo dba o to, czego jemu potrzeba. Warto znaleźć złoty środek, bo skrajności nie są dobre, ani pracowita pszczółka, ani leniwiec zwisający całymi dniami i latami.

Teraz możecie leżeć, ile chcecie, możecie sobie „zmarnować” jeden i drugi i dziesiąty dzień. Oczywiście, ci co mają możliwości pracy w i z domu lub ci, którym zakład pracy zamknięto, jak u mnie, bo masaż to zbyt bliski kontakt z człowiekiem, duże narażenie zdrowia obojga! Nie wiem tylko, jak szef to rozwiąże. On chce, abym wzięła wolne dni z urlopu wypoczynkowego.

A jak już skończą się Wam pomysły co robić na tym obowiązkowo wolnym, to polecam Antka do poczytania  http://antekgrycukhome.wordpress.com/ Pamiętam jego „Kapturka”. To był mój pierwszy przeczytany wpis, który rozśmieszył i szybko zabrał serce. Wyraźnie poczułam pokrewną duszę, jeśli chodzi o muzykę.  (Kapturka zostawił chłopak, bo babcia Kapturka słuchała Martyniuka i disco polo. A Wy wiecie, jaka jestem zła na takich, co śpiewają- „Zarosłaś mała, czy majteczki w kropeczki”) Teraz przeczytacie jego -„Tosię”. No no, tu jest moc wyobraźni! Ostatnio tak mam, że jak tylko widzę długaśny post, a czytam zazwyczaj wieczorami padając na twarz, nie mam siły zaczynać i odpuszczam, a tu zawzięłam się i powiem Wam warto było. Czytałam, czytałam, czytałam, chyba bez tchu, bo odetchnęłam na końcu. Ach ta Antonina, zniewalające zło. Polecam Wam serdecznie Antka. Miło zajmie Wam wolne chwile.