No i jak zaufać..

No i jak zaufać człowiekowi. Myślisz, że inni rozumują i czują podobnie. A tu niespodzianka, nie! Słabi jesteśmy w odpowiedzialności zbiorowej. Chodzisz w masce, bo może chroni Ciebie i innych, a przynajmniej przed mandatem. Myślisz, ten kto chory, albo podejrzewa siebie o posiadanie wirusa uważa na innych. Nie spotyka się z nikim, nie wychodzi, bo jest odpowiedzialny. Guzik. Jeden tak drugi nie.

Pewnego dnia pojawiła się pani w salonie na farbowanie włosów. Mnie wtedy nie było. Pani rzekła, że ma katar i siedziała spokojnie na uboczu, czekając na swoją kolej. Od czasu do czasu coś opowiadając. Za dwa dni dała znać, że ma covida. Zrobił się popłoch, strach padł na wszystkich, którzy wtedy byli w pracy i u fryzjera. Dziewczyny nie wiedziały wracać do domu, czy nie. Wynajęły pokój w hotelu, odwołały zabiegi i stawiły się na test. Zdrowe!! Na szczęście zdrowe, ale powiedzcie, jak można z podejrzeniem choroby biegać po fryzjerach, sklepach (opowiadała jakie ładne spodnie sobie kupiła) i kościołach, bo chwaliła się, że w parafii od niedzieli mają fajnego nowego księdza. Patrzcie, jaka bezmyślność, głupota. Podejrzewała siebie o chorobę, bo zanim przyszła do salonu zrobiła test, a jednak chęć posiadania świeżej farby na włosach była silniejsza.

Kolejne zdarzenie. Młody człowiek około trzydziestu lat dość systematycznie przychodzi na masaż pleców, bo siedzenie za kółkiem i długie trasy wykańczają jego kręgosłup. Zmierzyłam temperaturę, okay. Przejrzałam uzupełnioną kartę, wszystkie odpowiedzi nie budziły wątpliwości. Pod koniec masażu pytam go, czy nie ma wśród swoich znajomych chorych na koronę. Beztrosko mówi, mam – moja mama. Dowiaduje się, że mieszkają razem, że mama będąc w Anglii zaraziła się i w pierwszym dniu bez podwyższonej temperatury wróciła do Polski. Jechała metrem, leciała samolotem i w Polsce autobusem będąc chorą. Przeżyłam nic mi nie było, bo zdarzenie z mamą miało miejsce dwa tygodnie wcześniej.

I kolejny gwóźdź do trumny wiary w człowieka. Wieści sąsiedzkie rozchodzą się dość szybko. Kamienica na przeciwko moich okien, dowiaduje się, że pani, dość sławna na naszym osiedlu z niebieskich włosów i ciała ubranego bardzo dokładnie w tatuaże ma covida. Przez kilka dni rzeczywiście widzę ją w oknie godzina po godzinie. Myślę, biedna ma wirusa, jak ona się czuje. Za dwa dni niedziela, idę na mszę, bo przez kilka miesięcy jeno online uczestniczyłam. Nawet mi się spodobało, bo można wybrać kościół, gdzie ładniejsze kazania mówią, ale myślę dosyć tego lenistwa, idź Baśka po ludzku do kościoła. I zgadnijcie kto siedzi w ławce i to bez maseczki, jak wielu modlących się. Tak, nasza pani niebieskowłosa. Wychodzę idę na chór, siadam z boku. Wracam i myślę, no jak można narażać innych. Czy ludzie nie mają rozumu, empatii, poczucia odpowiedzialności, uczciwości. Już skręcam w moją ścieżkę do domu, a pani biegnie za mną, bo rozpadał się deszcz. Mija mnie kłania się, a ja w jednej sekundzie zbieram się na odwagę i mówię wprost, że sąsiedzi współczują, bo dopadł panią wirus. Na co ona beztrosko mówi -„Pani, zwariować można od tego siedzenia w domu, no ileż można”!

Głupota ludzka chyba nie ma granic.

Jutro niedziela, zostaję na mszy w kuchni przy moim laptopie z filiżanką herbaty. A później jadę na grób taty i brata. Zabieram moje kochane córeczki, pokażę im gdzie mama kiedyś mieszkałam chodziła do szkoły.. Przy okazji poznawczo-sentymentalna podróż.

Moje msze w miesiącach zagrożenia- wstawałam rano, dom spał, a ja dreptałam do kuchni na mszę świętą. Romuald pierwsze po przebudzeniu ma w zwyczaju pędzić do kuchni, stawiać wodę na swoją kawę. A tu Basia na klęczkach przed laptopem, bo ja sumiennie uczestniczyłam; kiedy wstać to stałam, kiedy uklęknąć, klęczałam, odpowiadałam i słuchałam uważnie kazania, jak zauważyłam, że w tym kościele są takie światłe (np. z Kalwarii Zebrzydowskiej) odwiedzałam ich częściej. Mąż jak poparzony wyskakiwał z kuchni, przepraszał zamykając drzwi za sobą i nie wchodził dopóki nie usłyszał, że msza skończona. Później pytał tylko, gdzie dzisiaj byłam na mszy.

Cóż wracam do tej formy uczestniczenia w niedzielnej modlitwie. Dobrze, że istnieje taka możliwość. Uważajcie na siebie, bo w koronę już wielu ubranych jest.