Był pies..

Zastanawiałam się nad konstrukcją człowieka, jako całości. Nad rozpiętością jego możliwości emocjonalnych.

Jesteśmy tak skonstruowani, że kochamy, przywiązujemy się bardzo do ludzi,  zwierząt, miejsc. Potrafimy pokochać i tęsknić nie tylko za człowiekiem, ale i za zwierzaczkiem. Rozpaczać i często wydać resztkę pieniędzy na leczenie, kiedy dzieje mu się krzywda, kiedy zwierzę cierpi.

I teraz zderzenie z życiem. Musimy podjąć decyzję o uśpieniu, bo zwierzę nie rokuje szans na lepsze życie, już nie wstanie. A przecież to Twoja miłość, często Twój świat. Nie chcesz tego zrobić, a musisz być rozsądny. Inni doradzają, gdzie rozum kieruje, a Ty nie zwalniasz serca,  nie dopuszczasz rozsądnych argumentacji, bo nie możesz. Tak zwyczajnie krzyczysz „Nie”!!!

Jak w uczuciach pomieścić rozsądek? Dlaczego nie mamy ochrony wbudowanej przed szaleństwem z bólu?

Z drugiej strony widzimy człowieka, który w prawdzie w szale złości, ale  z premedytacją oblewa dziewczynę benzyną i pali żywcem. Zobaczcie, jakimi istotami jesteśmy stworzeni.

Na kolanach prosimy Boga, aby zabrał od nas decyzję uśpienia pieska przyjaciela wiernego, co ufa nam bezgranicznie, z drugiej strony medalu patrzymy, jak płonie żywcem kiedyś nasz ukochany człowiek, bo poprosił o zwrot wolności.  Wiem, że to pewnie nie ten sam człowiek, ale jednak ta sama istota z tego gatunku.

Nie wiem, czy przymiotnik „ludzki”, to na pewno chwała.

Piszę to wszystko, bo w rodzinie rozpacz. Wprawdzie to nie mój piesek i nigdy nie widziałam go na żywo, ale wiele dobrego słyszałam o miłości mego byłego męża do tego zwierzaka. Byłam pełna podziwu, bo przecież z niego człowiek zimny, surowy.  Niegdyś uratował tego pieska i zaopiekował się nim. A piesek oddał największą bezgraniczną ufnością.

Sytuacja skręcająca z bólu, po decyzji uśpienia ufnego wiernego psa, co wcześniej przeżył bezdomność, poniewierkę.. Córka nie może się z tym pogodzić. Oskarża za tę decyzję, wije się z bólu, gdyba, analizuje, dzieli włos na czworo. I ja myślę tak, jak ona, ale muszę być silniejsza w jej płaczu na kolanach. I opowiadam o energii, której musi pozwolić odejść, bo piesek stoi na rozdrożu i skakać po łąkach zielonej trawy z żółtymi kwiatkami nie może. Mówię z taką wiarą, siłą i mocą, że on  już chce być tam szczęśliwy i czochrać się o świrki (lubił to za życia). Trzeba mu pomóc tylko dobrymi wspomnieniami, ciepłymi myślami dać możliwość na inną egzystencję. Nie wiem jaką egzystencję, ale z wiarą utwierdzam ją, że ona jest. Jaka by nie była, ale jest!!

Strata nieraz graniczy z naszym szaleństwem. Rozpiętość czucia w człowieku wielka od heroicznego poświęcenia do bezlitosnego okrucieństwa. Człowiek.

„Ja i starszy pan”

Żeby tam zaraz piękna! Włosy świeżo umyte. Czarne spodnie rurki i w tym samym kolorze przylegające body, na to żakiecik w silnym odcieniu fuksji.  Tak wyglądałam tego dnia.

Piątek, wracam z Mabe Care nosem po ziemi. Zrobiłam sobie dzień bez samochodu, nie wiedziałam, że skończę pracę prawie o 21.30. Drepczę do tramwaju, a po drodze, co mam? No co ja mam takiego kuszącego? Powiecie, pewnie kebab, albo KFC. Tak w tym kierunku, to KFC i mój mały kubełek za 9.95, który jest pożywieniem na dwie raty. Czyli teraz kolacja i jutro śniadanie. A niech tam zjem. Jestem taka styrana, że palcem w domu nie ruszę. Zjem tu.

Zasiadam wygodnie, ludzi mało, późno w końcu. Już sięgam po pierwszy gorący kęs soczystej piersi, a tu wzrok starszego, skromnego pana. Siedzi na przeciwko,  sam w kącie. Na jego stole nawet okruszka, ni kubeczka po kawie, czy herbatce. Przełknęłam. Sięgam po więcej. Mimochodem wzrok leci do tego biednego człeka. A on patrzy, ale jak! Jakby w cichości tego ciemnego kątka i swego steranego życiem serca jadł, jadł i zjadł..  do ostatniej kruszyny panierki. No nie, dalej nie dam rady przełykać, co spojrzę, on patrzy i połyka mnie w całości z tymi kurczakami. 

Myślę, trudno, zbiorę się na odwagę. Wyjmuję portfel, zostawiam wszystko przy stoliku i idę do tego biedaka. Podchodzę, nachylam się i patrząc mu w oczy mówię cicho;

– „Ja bardzo przepraszam i mam nadzieję, że pan się na mnie nie pogniewa, ale czy mogę kupić panu taki kubełek z kurczakiem”? Następuje jego zdziwienie i cicha odpowiedź;

-„Ja nie jestem bezdomny. Czekam na pociąg. Och już wiem, to dlatego, że ja tak na panią patrzyłem. Przepraszam, ale pani jest taka piękna” .

Mówi to wszystko trochę zawstydzony i jakoś tak pokornie. Absolutnie nie flirtując! I nie obrażając się.

Jeszcze raz przeprosiłam i wróciłam do stolika. Oczu już nie podniosłam, a on wkrótce wyszedł. Dopiero na odchodnym, jak już był na końcu sali spojrzałam na niego. On w tym czasie obrócił głowę i uśmiechnął się do mnie.

„Wiedza i Życie” – znowu w moich rękach!

Było to tak dawno, że jakby w innym życiu. Strach małej gąski w wielkim świecie. Przyjechałam do Gdańska za moim mężem, który to tutaj miał małe jednopokojowe mieszkanko.

Wszystko było obce i wielkie. Nie miałam tu znajomych, koleżanek i pracy. Od razu zaczęłam wychowywać swoje pociechy. Z maleńkim synkiem w wózeczku oddalałam się nie za bardzo, coby łatwo wrócić do domu. Komórek i nawigacji jeszcze wtedy nie było. Mój mąż światły człowiek. Bardzo poważny i zimny. Sam przeżył zimny chów. Był srogi, wymagający,  tylko spojrzał, a każdy wiedział gdzie jego miejsce. Moje też.

To on zaszczepił nam miłość do muzyki operowej i poważnej. Za co jestem mu wdzięczna. Tylko niedzielne obiady z Pendereckim w tle były trudne. Niby z muzyką, a ciche, że słychać  jak przełykaliśmy małe kąski. Każdy karnie siedział do końca, dziękował i cicho wychodził.

Telewizja była możliwa, pod warunkiem, że oglądaliśmy programy przyrodnicze i profesora Zina z jego cudnymi opowieściami o architekturze. Ja młoda mama leżę na tapczanie naszego jedynego pokoju i  karmię piersią maleńkiego synka. Mąż zacnie zasiada w fotelu i pozwala mi z sobą oglądać opowieści profesora Zina. Rysownik  z niego był wyjątkowy. Za pomocą kilku kresek węglem wyczarował kamienicę, czy pałacyk, zaułek.. . Program nadal leci, mąż udaje się do toalety. A tu na nieszczęście w tym czasie Zin mówi „do widzenia” i zaczyna się najgłupszy serial chyba wenezuelski „W kamiennym kręgu”. O matko i córko, słyszy to mąż. Biedak nie zdążył podciągnąć spodni, bieży na odsiecz i ratunek żonie, od zagłady intelektualnej. Udało się !! Ufff!! Wyłączył, ale ja uśmiech skryty jeszcze długo miałam. Wiecie jak śmiesznie i żenująco wygląda chłop z opuszczonymi spodniami, nogi spętane tylko pasek majta w jedną i drugą stronę. Do dziś mam ten widok w głowie, jako jeden z milszych w naszym małżeńskim 19 letnim pożyciu.

I dochodzimy do tytułu dzisiejszego wpisu – „Wiedza i życie”. To miesięcznik, czasopismo, które mąż zaprenumerował mi wraz ze „Światem Nauki”,  a na osłodę dostawałam też „Poradnik domowy”. Z niego dowiadywałam się, jak czyścić armaturę w łazience, do czego jeszcze octu użyć, czy sody. Jak zrobić soczyste pieczyste, czy dobrze wyszorować kafelki, podłogę bez użycia chemii.  „Wiedza i życie”, to jak tytuł mówi zawierał artykuły nawet dość ciekawe i przystępnie napisane, nawet na taką gąskę jak ja. Co z tego, że ja- magister, jak mąż na takich mówił – ” wykształciuchy”. I tylko posiadanie głębszej wiedzy ratowało ciebie. Więc uczyłam się, czytałam i starałam się jak najwięcej zapamiętać. Bardzo zwracał uwagę na prawidłową wymowę, styl i budowę zdań. Często zostałam wyśmiewana, jak źle zaakcentowałam dany wyraz, np. „matematyka, fizyka czy papryka”. No i trzecie czasopismo – „Świat Nauki”. Ciężki kaliber. Artykuły trudne długie z dużą ilością niezrozumiałych wyrazów. I kiedy już szczęśliwie dobijałam do końca trudnego tematu np. z fizyki kwantowej na drugiej stronie tekst rozpościerał się dalej i dalej. A im dalej w las, tym drzewa gęstsze i temat też. Już tak pokomplikowany, że święty Boże nie pomoże, na zrozumienie go przeze mnie. Czasami chciało mi się płakać. Nienawidziłam tej gazety, nie męża, bo nie ośmieliłabym się nawet tak pomyśleć. Przecież ja byłam małe wiejskie  skromne dziewczę. Jak to mąż powiedział -„Widziałem żeś dobra to będzie można z Ciebie coś zrobić”. No i robił. Mówił  – „Robię to wszystko, żeby było o czym z tobą w nocy porozmawiać”. 

Byłam bardzo spolegliwa i karna. Nauczyłam się przeżywać w różnych trudnych warunkach. Trudy rzeczywiście hartują. Nigdy nas nie bił, ale każdy czuł respekt i znał swoje miejsce w szeregu. Synowi zawsze bardzo zależało, aby i jego tata zauważył, że stara się, że coś osiąga. I może nie jest tak zdolny, jakby tata sobie tego życzył, ale ma sukcesy na różnych polach. Niestety nie doczekał się pochwał i akceptacji. Wyjechał z kraju zaraz po maturze i nigdy nie odwiedził taty będąc w Polsce. Zawsze siostry były w czymś lepsze. Choć i im również było bardzo trudno. Kochałam dzieci za cały świat. I stworzyłam piękną więź z nimi. 

Ze strachu, co tata na to, czy na tamto powie nauczyliśmy się kłamać. Ze strachu mówiły, że zjadły surówkę, a ja nie mówiłam wielu rzeczy do końca. To straszne. Tak wielu rzeczy żałuję, tak wiele chciałabym zmienić, naprawić.. . Szkoda, że mama nas tak wychowała, bez wiary w siebie,  w swoją wartość. Długo byłam zahukaną gąską, co myśli, że mężczyźnie należy służyć.

Ale są i plusy, wręcz szczęścia, wręcz Skarby – Dzieci!!! Dla nich warto mi było się męczyć. Choć gdybyście teraz chcieli mi to powtórzyć, to moje życie, błagałabym Was na kolanach prosząc – nie!!  Było minęło, nie warto wracać i nie wróciłabym, ale ta „Wiedza i życie” nasunęła wspomnienia.

Wiecie, że znowu mam zaprenumerowany ten miesięcznik. Tak!!! Tym razem zrobiła to dla mnie moja ukochana starsza córeczka . Byłam u niej w domu kilka dni temu. Patrzę leży czasopismo o znajomym tytule. Pytam

– „Dziecko, skąd to masz”! 

– „A tata mi pożyczył, abym sobie coś poczytała”.

I wtedy opowiedział jej historię trzech czasopism jej mamy. Zamilkła i powiedziała – „Chyba nigdy nie wyjdę za mąż”. Chciałam pożyczyć od niej to pismo, aby zobaczyć, jak zmieniło się, co ciekawego tam mają. Ale bała się taty, że może zechce zaraz zwrotu. Mówię – „Okej kupię sobie”. Dziś przyjeżdża do mnie, rozmawiamy sobie o tym i tamtym, o facetach oczywiście też, no i o naszym szefie. Nadal nie wiemy, na czym siedzimy. Mówi -„Mamuś, widziałam, że zainteresowało Cię to czasopismo, to zaprenumerowałam Ci. Ale nie dlatego żeś głupia, nie pomyśl tak, tylko dlatego, że ucieszyłaś się na jego widok i chciałaś poczytać”. Kochane dziecko. Za DZIECI zawsze będę Bogu dziękować. To moje ŻYCIE!! Moja MIŁOŚĆ!! Dla nich warto było się przemęczyć. To był bardzo zimny, pełne strachu związek. Już za mną, za to też dziękuję Bogu. Po coś to doświadczenie było. W pewien sposób ukształtowało mnie, moje patrzenie na życie.

Kochani samych dobrych wspomnień Wam życzę.

Samotność

Słowo samotność ma taki gorzki posmak. Ale z nią, to różnie bywa. I źle i dobrze.

Samotną poczułabym się wtedy, gdybym miała ok.80 lat, dzieci daleko wyjechały i rzadko szukały kontaktu z mamą. Moje koleżanki, rodzina i znajomi przenieśliby się do św. Piotra i nawet kot zdechłby. Wtedy dopiero poczułabym się samotna, jak pies.

A teraz!! Nie mając partnera u boku, ja za grosz nie jestem samotna i nic takiego nie doskwiera mi. Jak mówię o tym otwarcie, niejednemu i niejednej, to pomrukują i nie wierzą, pukając się w głowę, że jak można nie chcieć związku, nie pragnąć zakochiwania i kochania. Myślą, że jestem pokonana i wiem, że nic takiego mnie nie spotka, to bronie się mówiąc, że to ja tak chcę. 

A przecież pragnienia człowieka są różne w różnym wieku i sytuacji życiowej. Człowiek, który przeżył małżeństwo, związek jeden i drugi. Zaznał macierzyństwa, czy tacierzyństwa. Przeorał po drodze miłostki, czasem chwytając się ich, jak tonący brzytwy. Wreszcie posiadł swoje maleńkie, miłe miejsce na ziemi, tak jak ja swój spokojny pokoik i czas do dyspozycji. Mając pełno pasji, które wciągają emocjonalnie i czasowo. Pracę, która pochłania i wciąż ekscytuje. Wianuszek przyjaciół, dla których czasem brak już czasu, to gdzie tu wsadzić poczucie samotności?

U mnie potrzeba bycia z mężczyzną na stałe nikła, aż znikła. I stało się tak wraz z poczuciem dobrodziejstwa tego stanu, czyli plusów z maszerowania przez życie bez chłopa u boku. Widzę teraz, że moje ciało dobrze mi podpowiadało. Ja już nie chcę, nie umiem i nie potrzebuję męża, czy partnera pod jednym dachem. Komfort wyłazi mi bokami i poczucie egoizmu, że nic nie muszę, nie mam obowiązków wraz z brakiem chłopa w domu.

Gdybym była młoda, co dopiero buduje zamki, to co innego. I nie zaznała smaków, co to małżeństwo, rodzenie i wychowywanie dzieci.. . To teraz w takiej sytuacji czułaby, że przegrałam życie, nie wychyliłam się, nie walczyłam, nie starałam się, tylko od początku skupiłam się na tym, co mniej wartościowe. Ale moja sytuacja jest inna. Budowałam.. , i zaznałam!!

Ja i kocur Kleofas, dobra z nas para. Może kiedyś coś się zmieni w mojej głowie. Może. Może wtedy będzie za późno. Może.

Nie chcę się bać

Budujemy się na lata, zamartwiamy o wszystko, dzielimy włos na czworo przed podjęciem jakiekolwiek decyzji, a życie kruche. Może warto pożyć dniem dzisiejszym. Bardziej cieszyć się z niego, jak jest z czego.
Opiszę Wam pewne zdarzenie.
Wracałam pieszo do domu. Chciałam przejść na drugą stronę ulicy, ale samochodów pełno, cały sznur. Stanęłam i czekam. Zatrzymał się uprzejmy kierowca, a inni obowiązkowo za nim. Weszłam na czarno białe pasy i idę raźnym krokiem, coby nie opóźniać sytuacji. Jeden niecierpliwy kierowca z kolumny czekających dodał gazu, wpadł na tramwajowy pas obok i mało mnie nie przejechał.  Na szczęście zdążył wyhamować. Nogi mi zmiękły, stanęłam jak wryta i ruszyć dalej trudno było. Kierowca szalony chyba też się przestraszył i stał tam jeszcze jakiś czas zanim ruszył. To były ułamki sekundy i mogłam nie żyć.
Wróciłam do domu i postanowiłam
PRZESTAĆ BAĆ  się O WSZYSTKO!!
No może bez przesady, ale nie zamartwiać na zapas, jak to mam w zwyczaju.
Chcę żyć tu i teraz. Cieszyć z sukcesów dzieci choćby dyskusyjnymi były. Z pracy w jakimkolwiek byłaby salonie. Poznawać ludzi i nowe miejsca. Mieć radość z wyjazdów, wakacji, zwiedzania świata. Chcę cieszyć się seksem. Pozwolić sobie – mówić -kocham, kiedy tak poczuję. Chcę być mile zaskakiwana i umieć doceniać te niespodzianki. Chcę bez wyrzutów cieszyć się dobrym jedzenie na mieście z moją koleżanką Martą. Mamy takie swoje miejsca – Stacja Food we Wrzeszczu i Słony Spichlerz nad Motławą (i nie myśleć ile piersi z kurczaka za te pieniądze bym kupiła, ile obiadów ugotowała i że jestem rozrzutna). Chcę cieszyć się z pisania do Was na blogu. Uczyć nowych rzeczy, języka i szkolić szkolić w tym, co mnie ciekawi.. Dreptać do opery, bo to sprawia radość. Tulić dzieci i kota. Nie chcę martwić się co będzie dalej, bo wiem, że życie kruchym jest i często niespodziewanie ulotnym.

Moja kochana siostra

Ostatnio widziałam dwa obrazki z życia. Można by je nazwać – „Zmiana ról”. Przychodzi czas starości naszych rodziców i to my zaczynamy troskliwie zajmować, opiekować się nimi. Rodzice nasi stają się bezradni, często jak małe dzieci. Opieka taka zapewne wymaga wiele cierpliwości i dobrej woli. Pierwszy obrazek to, kobieta około 50 tki trzyma za rękę mamę  i powoli prowadzi, opowiada, uśmiecha się. Idą powoli spokojnie. Skręciły do budki z lodami. Przystanęłam i parzyłam z rozrzewnieniem. Drugi obrazek zupełnie innego dnia i miejsca; to pani około 60 tki idzie z mamą i nerwowo, głośno dyskutuje. Babcia tylko raz coś powiedziała, że to było we wrześniu. Nie wiem o co chodziło i na co niecierpliwie, brzydko burknęła córka. Ale widać było, że jest zła, a może zmęczona tą całą opieką. Może miała gorszy dzień. Jakoś żal mi się zrobiło tej staruszki. Szła tak karnie, drepcząc, aby zdążyć za córką.

Jaka będzie nasza starość. Przy kim zostanę, jeśli stracę pamięć, rozum?

Moja siostrzyczka Ania, kochana Istotka pięknie, cierpliwie opiekuje się naszą mamą. Mama ma demencje starczą i nie wychodzi z domu. Nie poradziłaby sobie sama. Ania zaopiekowała się mamą. Gotuje to, co mama lubi. Kupuje smakołyki, np lizaki owocowe, bo mama je lubi. Dba o leki mamy i przytula, jak małe dziecko. Chroni przed stresem. Nie pozwala na niespodziewane naloty rodziny. Wie, że wiele osób mama nie pamięta. I trzeba ją najpierw przygotować. Ania, to dar od Boga. Doceniam, to co robi. Z trójki dzieci to ona podjęła się tego trudu i jeszcze mówi, że jest dobrze i jest szczęśliwa, kiedy widzi mamę uśmiechniętą.  Dziękuję Ci Aniu.

 

Okrągłe trzysta

Dziś jest trzechsetny wpis i tyle uśmiechów dla Was mam. Wytrzymaliście ze mną 299 kazań moich.

Chcę Was dziś poinformować, iż chandra jakowa mnie ostatnio naszła i chętka mówienia, że go, jakiegoś „GO” miłuję, minęła, jak ręką odjął. To zasługa mojego ciała. Tak poczuło i już. Przespałam się i wraz z nocą wygasła fanaberia na paplanie, czy szeptanie, że kocham płeć odmienną.  Przestało smucić się serce me i ten sam co przedtem niegasnący wigor wlazł w Baśkę.

A czucie takowe przypieczętowała i utwierdziła czytelniczka, która na e-mail napisała kilka (dużo) słów,  jak można na to popatrzeć inaczej. I zrobiło mi się naprawdę lżej. Pozwoliła zacytować szkic swojego listu. Posłuchajcie:

” Nie wiem, która z nas ma lepiej… (piszę to odnośnie Twojego ostatniego wpisu na blogu).

Czy Ty, która sama radzisz sobie raz lepiej, raz gorzej z trudami dnia codziennego i nie masz mężczyzny u swego  boku, czy ja, która obecnie, jak co dzień leżę obok swego męża, który po pracy, jak zawsze zmęczony, zasypia odwrócony tyłkiem do mnie (wcale mi to nie przeszkadza), jak co dzień nie wziął prysznica tylko zasnął (to mi przeszkadza bardzo). Bąki puszcza pod kołdrą, chrapie.. Rano będę musiała, jak zawsze zabrać zasmarkane chusteczki zostawione przez niego na blacie w kuchni (taki głupi jego, jak i jego mamy zwyczaj). … Każdego wieczoru zanim zaśnie z otwartymi ustami chrapiąc i mając odkryty brzuch w szarej koszulce, pije piwo prosto z butelki. Przysypia przy tym piciu  leżąc w łóżku, muszę uważać, by nie wylał mi piwa na pościel.. .  A -„Kocham Cię” dawno nie słyszałam, bo każdy w biegu z pracy do pracy i aż nie chce się już mówić tak czule, choć wiem, że kocha.  Każde uczucie ostyga z czasem, a codzienność robi z nami straszne rzeczy. Przyzwyczajasz się, nawet w jakiś sposób akceptujesz te jego głupie zwyczaje i nawyki, bo lepiej zaakceptować niż codziennie robić wyrzuty drugiej osobie i samemu męczyć się…. Muszę to akceptować, bo nie mam innego wyjścia, nie zmienię go. „Kocham cię, ale cię nie lubię”-  może i tak być   (kiedyś słyszałam taką wypowiedź). 

-Gdybyś miała faceta od lat, teraz dzieliłabyś mój los i słyszała dzikie chrapanie tuż przy twarzy. Tego Ci nie życzę… Ty masz wolność! Wiec która z nas ma lepiej.. ja w związku, czy ty po nim?

Dobranoc Basiu”

Dziękuję za te słowa, trzeźwią. I dziękuję naszej czytelniczce za pozwolenie podzielenia się nimi. 

Ja tak naprawdę mam wiele i czuje to szczęście, te dary losu. Dlatego zdziwiło mnie moje chwilowe pragnienie paplania kocham. Chyba zapomniałam, że wolno te słowa powiedzieć do mężczyzny i można, jak się chce i ma się do kogo. Już jestem silna. Powiem Wam że dziś spotkało mnie kilka niespodzianek ze strony mężczyzn, jak i kobiety. Jeden przysłał paczuszkę na adres naszego salonu z figurką aniołka o rudych włosach tulącego kota (wie, że miłuje mojego zwierzaka). I ten aniołek to niby ja, hi hi. A paczuszka szła z daleka, z obczyzny. Drugi śpiewał mi na whatsaap (mieszka daleko) piosenkę cudną zresztą ( Nat King Cole „L-O-V-E”), abym zapomniała, że ćmi i pobolewa mnie ząb. Zapytał, czy może coś dla mnie zrobić. Poprosiłam o śpiew z pod prysznica i dostałam cudowne wydanie w ciszy swego pokoju. A głos mocny, cudowny!! Rozczuliłam się. Kobieta Polka (z wyglądu seks bomba, o ciętym języku i doklejanych włosach, nasyconych ustach) na tantrze łączonej z reiki na koniec rozpłakała się. Rozmawiałyśmy i jak małe dziecko wtuliła się, mówiąc -” Zawsze miałam ciężkie życie. I już dawno człowiek nie zrobił tyle dobrego dla mnie, dziękuję”. Do niej nieprzystępnej, też był klucz do serca. Radują mnie te spotkania z ludźmi.

Czakra serca – „Jesteś matką dla wszystkich”

W czwartej czakrze – serca mieszka miłość, ogólnie pojmowana. Czakra serca jest środkową czakrą, łączy świat fizyczny – dolne czakry, ze światem duchowym – górne czakry. Energia tej czakry odpowiada za wrażliwość na piękno, chęć pomocy, łagodne usposobienie, wspaniałe relacje, odczuwanie bezwarunkowej miłości, umiejętność wybaczania, umiejętność brania oraz dawania z radością. Taka miłość do  bliźniego, zwierząt,wszechświata, mocno nacechowana empatią. Na tę czakrę wpływ mają nasze myśli związane z miłością, wybaczaniem, relacjami z ludźmi.  Reiki jest energią przekazywaną przez serce, a przez dłonie rozchodzi się po ciele.

I dzisiejszy temat, nie będzie u mnie analizą, czy pomagać i jak pomagać i komu pomagać, tylko o małym wycinku zderzenia ludzi. Zetknięcia się z drugim na swojej ścieżce życia.

Już spakowana, albo nareszcie, bo robiłam to jak sójka, co leci za morze. Wyjazd na Maderę już za pasem, wycieczkę, którą wykupiła mi moja córeczka, aby mamcia odpoczęła. Brakuje tylko kilku drobiazgów i po te maleństwa wychodzę z domu. Ubrana w czarną podkoszulkę i białą rozpiętą, rozwianą koszulę. Na mojej ścieżce, tylko po drugiej stronie widzę siwą babuleńkę z letnią chusteczką na głowie. Pochyloną, z małymi zakupami i laseczką u nogi . Jeden krok, to cała wieczność. Odkąd na mnie spojrzała, nie spuszczała wzroku i lekko ciepło uśmiechała. Myślę może jej kogoś przypominam, może mnie z kimś pomyliła. Przechodzę na jej stronę i mówię- „Dzień dobry, może pani w czymś pomóc”? A ona tylko patrzy. Dotykam jej ramienia, głaszczę, uśmiecham się i mam jej przyzwolenie. Jest taka bezbronna. To bardzo ujmuje moje serce. Najpiękniejsza twarz, jaką widziałam. Pełna spokoju, dobroci i życzliwości. Twarz człowieka, który przeżył w życiu wiele i zachował pogodę ducha. Patrzy na mnie i powolutku cedzi każde słowo. -„Nie, dziękuję. Jest dobrze. Lubie iść”. Oferuje pomoc, – „Może pomóc z zakupami”? Kreci głową, że nie i mówi – ” Taka byłam, kiedyś. Bądź zdrowa”. I wciąż stoi i dobrotliwie patrzy na mnie. Przytuliłyśmy się, a właściwie ja bardziej ją, niż ona mnie, ale pozwoliła na to. Ręce miała zajęte. Poszłam dalej, myśląc, oby jeszcze w zdrowiu i spokoju pożyła sobie ta dobra pani. A ta twarz naprawdę starego człowieka, na której wyryły się lata szczęścia,  klęski, rozpaczy była przepiękna. Bez pudru, makijażu ubrana tylko w ciepłe, pełne miłości do bliźniego spojrzenie. Miłe zderzenie z człowiekiem.

Maszeruję dalej, już miałam przechodzić przez ulicę, aby coś załatwić dalej i tu wrócić po pyszne pieczywo. W jednej chwili postanowiłam zmienić to, bo zobaczyłam człowieka, chyba bezdomnego, a na pewno biednego. Na chwilę zagadał młodą dziewczynę. Minęła go. Może prosił o papierosa, a może o złotówkę, a może zwyczajnie pytał o czas. Zaczął grzebać w koszu na śmieci. Wyjęłam 2 zł i podeszłam do niego. Podałam monetę mówiąc – „Dobrego dnia”. Uśmiechnął się, powoli nieśmiało wyciągnął dłoń. Wziął i trzymał wciąż patrząc na mnie. Zmykam do piekarni, a on czeka. Nie wiedziałam. Wychodzę. Podchodzi, szepcze -„Dlaczego dałaś mi pieniądze”? Odpowiadam – „Na dobry początek dnia.  Dużo zdrowia życzę”. Dopiero teraz chowa monetę i mówi-  „Jesteś, jak matka dla wszystkich.  Zdrowia życzę”. 

Kolejny raz pożyczono mi zdrowia. I teraz można by mówić, po co ten pieniążek, on i tak na piwo zbiera. Nie rozpatruję tego na co. Poczułam chęć przywitania tego człowieka właśnie tak, jak potrafiłam, jak serce mówiło. Zauważyć go, dotknąć  dłoni, patrząc w oczy życzyć wszystkiego dobrego. Miłym to było dla mnie. Takie drobiazgi uskrzydlają serca.

Jeśli Twoja sadzawka energii, zwana czakrą serca harmonijnie pracuje, to: odczuwasz spokój w swoim życiu, miłość do ludzi. Mówi się o Tobie, że lubisz ludzi i siebie. Umiesz wybaczać, nie przychodzi Ci to z trudem, bo próbujesz w swoich oczach usprawiedliwić czyn bliźniego i wiesz, że każdy ma swoją drogę do przeżycia. Jak mężczyzna odejdzie, to cierpisz, ale nie złorzeczysz mu. Albowiem serce Twoje czyste nadal kocha i chce dobrze, nawet dla tego co odszedł. Dziękujesz za lata szczęścia. Mogłaś ich nie zaznać, a zaznałaś. Jesteś wrażliwa na piękno otaczającego świata. Dostrzegasz piękno w przyrodzie, sztuce, muzyce itp. Dajesz radość  i z wdzięcznością bierzesz. Zawsze chętna do pomocy, nawet jak się ciebie nie prosi. Masz łagodne usposobienie, szczera, cierpliwa, emanujesz dobrocią.  To dlatego z Tobą miło  przebywa się.

Natomiast jeśli przepływ energii przez tę  czakrę jest zaburzony, nie płynie gładko, jest zablokowany, to możesz zauważyć u siebie wiele z poniższych elementów: nie potrafisz docenić piękna, ani w małym kotku, obrazie, róży, czy ślicznej pogodzie. Raczej ciągle widzisz i koncentrujesz się na tym, co ci się nie podoba. Robisz z igły widły – wyolbrzymiasz to co negatywne, umniejszając, to co pozytywne. Bywasz porywcza, a przez to masz trudności w relacji z innymi. Tu dopada cię osamotnienie.  Masz trudności w wybaczaniu. Ciągle rozdrapujesz stare rany. Czujesz nienawiść.  A źródła swoich niepowodzeń doszukujesz się w zachowaniu innych, nie swoim. Nie lubisz pomagać, twierdząc, że ty sama musiałaś sobie poradzić, nikt nie pomógł. Mało w Tobie współczucia i empatii. I ciężko odnajdujesz się w grupie. Nie potrafisz docenić starań drugiej osoby. Komplementy rzadko i z trudem przechodzą ci przez gardło. W życiu człowiek powinien kierować się sercem, umysłem i ciałem, bo ono też mówi, ty tylko kalkulujesz i podążasz za rozumem. Nie umiesz ucieszyć się sukcesami innych. Związki które próbujesz stworzyć są pełne zranień, kłótni i napięć. Ciężko żyć obojgu.

Tak mnie uczono, ale żeby to było takie proste. Czy odblokowanie tej czakry zmieni człowieka? Myślę, że prędzej wyciszy z mocy negatywnych uczuć.  Tu potrzebna będzie jego świadomość i chęć pracy nad sobą niezależnie od tego, czy wierzy w energię ludzką i czakry.

Kochani teraz zamilknę do 10 lipca, zasłużone wakacje. Wyjeżdżam na wędrówki po Maderze. I Wam życzę odpoczynku.

A teraz kto ma ochotę niech kliknie, a muzyka relaksu popłynie. Usiądź wygodnie, zamknij oczy, afirmuj kulę zielonego światła. Kolory tej czakry to: zieleń, róż, domieszka złota. Wyobraź sobie np. łąkę, intensywną zieleń natury, różowe dzikie kwiaty.  Lewa dłoń ułożona na czakrze serca, czyli pomiędzy sutkami, z paluszkami lekko zgiętymi do środka, aby energia nie poleciała w przestrzeń, tylko do energetyzowała serce. Prawa dłoń na brzuszku w odległości szerokości jednej dłoni od lewej ułożonej na piersiach. Oddychaj swobodnie. Z każdym Twoim oddechem kula jest bardziej intensywna i większa. Kolor zielony oczyszcza Twoją czakrę i harmonizuje.

Kto nie ma takiej potrzeby, nie czuje tego, to nic na siłę. Pewnie woli spacer. Lato mamy takie piękne! Do usłyszenia!

Karkówka w cebuli- coś dla ciała. I pewna myśl dla ducha

Tak naprawdę lubię gotować, bo mam wrodzony dryg po tacie. Kupiłam kawałek ładnej, chudej karkówki, coby ją upiec w cebuli, bo Roma się domaga. To fajna dziewczyna. Prowadzi bloga i zawsze stara się komentować ogarniając temat z każdej strony. Rozumie mnie i radzi z optymizmem.  Mamy kontakt prywatny, a poznałyśmy się tu na przestrzeni blogowej. Spotykamy w Sopocie lub Gdańsku i budujemy relację. I właśnie na jednej takiej budowie rzekłam jej o mojej karkóweczce z cebulką, na co oczy Romuś zapaliły się i od tej pory domaga się owego przepisu. A ponieważ do  córeczki mej przyjeżdża urodziwy Holender, to myślę okej przywitam chłopa (mają mnie odwiedzić) żurkiem, pierogami, mięsiwem.. Lubię gotować, tylko ostatnie lata nie mam komu, dlatego moja kuchnia pod zdechłym Azorkiem jest. Może i wam przyda się sprawdzony sposób na karkówkę pieczoną. Można ja upiec w jednym dużym kawałku, ale ja preferuję w grubych plastrach. Mam taką porządną ciężką, że prawie mnie przewraca brytfannę żeliwną z pokrywą i w niej pichcę to cudo.

KARKÓWKA W CEBULI

 

Po kolei: idę do” dobrej pani”, tak ją nazywam, bo życzliwa i z pietyzmem wybiera mięsko, jakoby sobie do własnej kuchni. Kupuję około 1 kg., do tego już do innej dobrej pani po 6 cebul i już bieżę do domu piec, bo ta inna inszość zawsze jest: sól, pieprz, cukier, olej, woda i opcjonalnie chilli.

Kroję karkówkę na plastry grubości ok.1 cm, lekko rozbijam, solę, pieprzę, oprószam płatkami chili  (chili w proszku też może być, ja używam płatków, bo mam ich zapas na kilogramy). Obsmażam z obu stron, na patelni z chlustem oleju. Na dno brytfanny rozkładam 2 pokrojone w krążki cebule. Tę cebulkę posypuję moją ulubioną przyprawą do gyrosa lub posypką do mięs madziarską ( jaką macie, jaką lubicie, bez też może być). Można szczyptę kolendry, kuminu rzymskiego, kto lubi. Układam plastry mięsiwa, podlewam szklanką wody. Nakładam pokrywę i piekę ok.50 min. w 180 stopniach C. Na olej po smażeniu karkówki rozkładam 4 cebule pokrojone w piórka , lekko solę i smażę na małym ogniu. Posypuję łyżką cukru i dalej podsmażam. Rozkładam na mięsiwo podpieczone już przez 50 min, leżące na kocyku z cebuli. I teraz karkówka z obu stron w cebulce jest. Tylko ta z góry wcześniej podsmażana i karmelizowana z cukrem.  No pycha. Pod pokrywą zapiekam jeszcze ok.10 min.

Gotowe, palce lizać! Mała rada, jeśli za mało wody do podduszenia, to dodajcie i chlust oliwy, czy łyżkę masełka. Mi w tym czarodziejskim naczyniu wychodzi ze  szklanką wody i może łyżką masełka (jak mam świeże, teraz miałam). Pod koniec pieczenia oprószam świeżym tymiankiem lub rozmarynem, ale to już detal, można i bez tych ziół.

Zajadamy z ziemniaczkiem, a może w bułeczce, czy tylko z dodatkiem surówek. Smacznego kochani!! Radujcie się i gotowaniem, to jedna z pociech i wspólnym zajadaniem.

A teraz szczere wyznanie z lękiem w brzuszku.

Przyznam się Wam do myśli, jaka mnie nawiedziła. Dziś zdałam sobie z tego sprawę.

Mam wolny dzień, tylko na jedno „Niebo” pojechałam do pracy (dodatkowo). Wróciłam z zakupami. Swobodny luz bluz, łażę po domu w samych figach, po peelingu, depilacji, nasmarowana balsamami. Pichcę tę karkówkę podśpiewując sobie. Ćwiczę przy otwartym oknie i dźwięku ulewy. Jestem szczęśliwa.

Klikam do was i nagle – dziwne- słyszę otwieranie drzwi. Pan domu powrócił ? Tak wcześnie z pracy? Tak!! Zasiadł do komputerowej roboty.  A ja tak bardzo, bardzo lubię być sama w domu!!! Co to mi za wolny dzień, jak nie urzęduję sama. Może to dla Was dziwne. Nie powiem- lubię tego człowieka, bo nie wyrządza mi krzywdy. Jest kulturalny, jak ja to mówię, słoma z butów mu nie wystaje, nie jest wulgarny, agresywny czy zarozumiały. Po prostu dobry człowiek. Ale ja zupełnie nie mam potrzeby przebywania obok niego. Zupełnie! Byłam zawiedziona moim wolnym dniem. On zawsze po pracy jedzie na działkę i wraca po 20 tej. I to mi pasuje. Wieczorami zmęczeni pozamykamy się w swoich pokojach i żyjemy nie wadząc nawzajem.

Nie wiem, czy wiecie co czuję? Problemem, jeśli to tak można ująć jest moja lubość braku stałego kontaktu z drugim człowiekiem.  Ja w domu chcę siebie i kota. Wiem samolub powiecie, egoista, dziwak.. i nie wiem co jeszcze, ale tak mam, taka jestem. Właściwie to jedynie Marta mnie odwiedza i lubię z nią wyjścia. W ogóle coraz bardziej ją rozumiem i staję po jej stronie, jak słyszę ewidentną niesprawiedliwość wymierzoną w jej stronę.

Wracam do sedna, do mojej myśli, która przeraziła mnie. 

-„Boże ja za 10 lat będę nieszczęśliwa. Pan domu będzie przesiadywał na emeryturze. Już nie będzie mojej swobody w domu. Wychodzenia na masaże też się skończą, bo stara będę bez sił. Skończę się, jako masażystka, a to przecież dla mnie ekscytacja życiem. I nigdy przedtem, pracując w szkole nie miałam możliwości dorobienia. O nadgodziny zawsze było trudno, nie wpadały pieniążki między wypłatami. Teraz nie jetem bogata, ale nareszcie nie bieduję. Skończę się, jako kobieta i nie będę skakać po łóżkach w hotelach, patrząc w ich piękne oczy pełne pożądania i tulić czułe dłonie. Nie będę miała siły na biegi nad morzem, treningi.  Już nie pobrykam, jak sarenka przez las ku wielkiej wodzie. Kijki mi zostaną, ale czy ja wrócę do domu, bo w rodzinie króluje demencja starcza. Będziemy siedzieli, jak te stare grzyby narzekając na bolące kolana. I ciągle razem. Ja zwariuję. Ja tego nie chcę.

Moja córka czyta to teraz, bo jest u mnie. I od razu protestuje, mówi – „Mamuś nastanie nowa era. To się będzie powoli zmieniać w Tobie. Libido spadnie i nie będzie ci się chciało skakać po łóżkach w hotelach. Zaczniesz zwiedzać świat, jeździć na wycieczki, uczyć się obcych języków. Nauczymy Cię niemieckiego, będziesz szwargolić i pojedziesz do Dietera. Albo angielskiego i zamieszkasz z Erlendem w chatce na północy Norwegii, a może wylądujesz z Jonem, który nie będzie chciał żyć bez Ciebie w depresyjnej Islandii. A może otworzysz gabinet terapii reiki i cieszyć się będziesz z pomagania innym, a to nie wymaga siły fizycznej, tylko duchowej, której masz nieograniczone pokłady.

Wszystko przed Tobą, tylko inne, nowe. Nie bój się!  Nie zostaniesz żywcem wyrwana z takiego świata, jaki teraz masz, tylko życie wraz ze zmianami w Tobie przyniesie nowe pociechy. A czy będziesz szczęśliwa, zależeć będzie od twojego podejścia”.

To jest Mój Cud!! dziecko- przyjaciel! Tego Wam życzę.

Konstancjo, jesteś najlepszą istotą na świecie. Dziękuję Ci za to, jakim człowiekiem jesteś. Za to, że zawsze masz słowa pocieszenia i one trafiają do mnie. Za Twoje rady. Za troskę i zrozumienie.

Masaż tantryczny z kobietą. Elena

Dla mnie wyjątkowa.

Zbieram się i zbieram do opisania mojej pierwszej tantry z kobietą. Na trajlowałabym wam, byłoby łatwiej, a ubrać w ładne zdania i nie zasypać ich stosem słów, to gorzej. Jednak spróbuję. Ona mnie tak wstrząsnęła i zachwyciła zarazem.

Uczyłam się na kursie, co i jak z kobietą, ale to szkolenie, bez emocji pod okiem trenera, gdzie polecenia wychodzą, my działamy, trener sprawdza, więc tak bardziej technicznie podchodzi się do tego. Nawet pomyślałam na kursie, – „a gdzie mi tam zdarzy się kobieta. Dobrze będzie, jak chłop za tak duże pieniądze przyjdzie z ciekawości”. No i zdarzyła się.

To była środa, tydzień temu. Jestem w pracy, masuję, sprawdzam czakry, przepływ energii. Od pasa w górę wyraźnie czuję, że płynie tępo. Kończę masaż, jeszcze robię małe reiki i rozmawiam z klientką, młodą dziewczyną. Mówię, co wyczułam, z czym ma kłopot. Ona pod wrażeniem pyta, „skąd pani wie”? Mówię, no nie wiem, tylko czakra korony i trzeciego oka słabo wyczuwalna, a ona odpowiada za…  – ” Tak ze mną jest” – przytakuje Daria, tak było dziewczęciu uroczemu na imię. Zaproponowałam ćwiczenia Qi Gong, uścisnęłam dłoń i słyszę głos recepcjonistki:

– „Basiu zaraz będziesz miała klientkę z Amsterdamu na tantrycznym”.  Oniemiałam, czyli zaniemówiłam, dziwne jak na mnie. Blady strach padł na malutką rudą masażystkę. Myślę, jak ja odnajdę się w takiej sytuacji? Na ile mi pozwoli, czy rozpoznam, czego oczekuje i czy ja nie przestanę oddychać.

Wchodzi bardzo elegancka, zadbana, uśmiechnięta, drobnej budowy pani. Podajemy sobie dłonie przedstawiamy się, ona płaci z góry, bo zabieram ją z tego salonu do nowego po drugiej stronie ulicy. Miejsca spokojnego, z odpowiednim klimatem, wystrojem,  łóżkiem, jak dla takich bardziej wymyślnych masaży, niż klasyczny.

Elena bierze prysznic, ja ciężko oddycham, nigdy nie byłam tak blisko z kobietą. Obie w chustach stoimy naprzeciwko siebie, następuje rytuał powitania. Patrzę jej w oczy, burza kosmyków, zgrabnych żółtawych loczków spływa na jej twarz. To kobieta mniej więcej w moim wieku. W momencie wypowiadanych słów o jej bezpieczeństwie w moich dłoniach i zrównaniu nas, naszego jestestwa opadają chusty. Rozwiązuje i swój supełek, bo jak mogę zachować się inaczej skoro mówię – ” ty jesteś mną, ja jestem Tobą”. Kiedy leżała na brzuszku, a ta pozycja trwała około godziny ( na 100 minut), masaż był ciepły, płynny, wręcz matczyny. Szanuję ludzkie ciało i podziwiam. Od niej czułam spokój,  chęć oddania się na tę chwilę życia.  Kiedy klęczałam przy niej na łóżku, czując ciepło, pochylałam okalając jej ciało przedramionami. Sunąc dłonie od łydki po kark, moje piersi, sutki,  kreśliły linie na jej naoliwionych pleckach. Dotyk skóry sprawiał przyjemność, na pewno nie strach. On minął, ale przyznam, że przedłużałam moment obrócenia jej na plecki. Wstałam z łóżka przytrzymałam chustę, kiedy obracała się i pierwszy kwadrans masując jej stopki, łydki, uda był cichy spokojny. Z ud przeszłam na brzuszek. Dłonie wręcz tanecznym krokiem pieściły jej biodra, ramiona, a o piersi tylko leciutko zahaczałam.

Unosiła się, nabrała powietrza i powoli opadała. Kiedy zaczęła głębiej oddychać, ośmieliło mnie to i  odważniej dotykałam, masowałam jej piersi. Czułam, można by rzec przyzwalającą reakcję. Oczy zamknięte, spokojny wyraz twarzy, a każde głaskanie piersi, nagarnianie ich, ugniatanie.. wywoływało większe podniecenie i coraz milsze dźwięki dla uszu. Pomogło mi w tym bycie kobietą. Zawsze wiedziałam i nadal wiem, jak chciałabym mieć masowane piersi, tak też czyniłam Elenie.

Patrzyłam na nią i wiecie, jakie uczucia zagościły we mnie? Ogromnego podziwu dla jej odwagi, oddała się na ten czas obcej kobiecie.

Zaufania mi. Leżała taka bezbronna. Wywołało to moje macierzyńskie wręcz uczucia, a może bardziej miłości do bliźniego. Byłam jej wdzięczna, że pozwoliła na nowe doświadczenie, które przepełniło mnie miłością do człowieka. Przysięgam Wam, nie było tam nic niemoralnego, nagannego, wyuzdanego.. .

Widziałam jej podniecenie, to zdecydowało, że posunęłam się dalej. Dotyk łona. Gdyby drgnęła, gdybym wyczuła jej lęk, niechęć.., wycofałabym dłoń umiejętnie. Ale tam nie było oporu. Pamiętam, jak na kursie każdą z nas pytano, czy pozwala na penetrację. Ja nie zezwoliłam, czułam mocne NIE! Trenerka podeszła do mnie osobiście i zaczęła masować, w momencie zbliżenia dłoni do łona, ciało moje sztywniało chyba, bo odeszła przyznając, że nie jestem gotowa i trzeba słuchać ciała klientki. Mieć wyczucie. Elena wyraźnie pragnęła tego dotyku. Czyniłam to niezwykle delikatnie, chyba znowu pomogła mi moja kobiecość. Wiedziałam, jak ja chciałabym być dotykana. Nie lubię, jak mężczyzna szarpie, wciska.. traktuje Cię jak stary nieczyszczony dawno komin.

Powoli sama wyciszała sytuację. Coraz spokojnej, miarowo oddychała, a ja tylko muskałam paluszkami. Przeszłam powoli dookoła łóżka dotykając jej siedem podstawowych czakr, zakryłam po czubek batystową chustą, stanęłam u jej stóp i byłam z nią. Towarzyszyłam. Jej zamykaniu emocji. Nakreśliłam znaki, łącząc czakry brzuch, serca i głowy. Zharmonizowałam rozchwianą energię, jak trzcinę na wodzie. Ucałowałam w czoło.

Przytuliłyśmy się, objęły za szyję i podziękowały. To było ważne spotkanie, ważny masaż. Bardzo istotny dla mojej wiedzy o emocjach, o sobie. Już nigdy nie będę bała się masażu tantrycznego z kobietą. Powiem, że nawet łatwiejszym jest.

Dziękuję Elenie, jej delikatność i łatwość w przekazie okazała się darem!!!.

Dziewczyny zapraszam Was do mnie. Basia