Z pamiętnika masażystki – „Czternaste Niebo”

W mojej kuchni kaloryfer nie wisi pod oknem, tylko na ścianie z boku okna. Kilka długich starych żeberek z odrapaną kolejną warstwą farby.  Jak się tu wprowadziliśmy, osłonięty był drewnianą  skrzynią. Tak brzydką, że wolałam nie kierować tam wzroku, ale powoli przywykłam do tego widoku. Chyba wiedziałam że tak musi być, bo żyło nam się biednie i co tu się przejmować takimi szczegółami. Męczyłam się z tym  latami, bo myślałam, że tak ma być. Pan Jakub też tak myślał.

Umówił się na masaż, jechał kawałek, bo ze Stegny, tam od maja sprząta plaże. Niski, korpulentny, po 40 tce z czarnymi błyszczącymi oczyma i szczerym uśmiechem. Zabrałam go na masaż. Już na wstępie wywołał mój uśmiech, jak nie wiedział, gdzie front jednorazowych slipek. Poprosił mnie do pokoju i oglądając męskie stringi ze wszystkich stron, rzekł, że – „wszędzie jest wąsko”. A jeszcze, jak się dowiedział, że ten sznurek to na pupę, ze spuszczonym wzrokiem zapytał, czy pogniewam się, jak zostanie w swoich majtkach bokserkach. Mówił to tak, jak  dziecko, co prosi o kolejnego cukierka, a wie, że limit dzienny, to jedna słodycz. Coś w tym stylu. Już wtedy zobaczyłam, że to niezepsuty, ale dobry człowiek.

On potrzebował masażu, od lat bolą go kręgi szyjne. Od dziecka ciężko fizycznie pracował. Ale na równi potrzebował, albo widząc mnie uśmiechniętą od ucha do ucha dopiero teraz poczuł potrzebę opowiedzenia mi swego życia. Miałam czas, nie ponaglałam. Tego dnia to był jedyny masaż i później moja rehabilitacja, też kręgów szyjnych. 

– „Wie pani kilka lat temu myślałem nawet, że nie chcę już żyć. To był cios. Odeszła żona, a właściwie wystawiła walizki za drzwi”.

 Ożenił się młodo. Założył firmę sprzątającą tereny zewnętrzne. Żona zajmowała się stroną księgową i papierkową, a on nocami sprzątał z kilkoma pracownikami. Niczego nie brakowało żonie, synkowi i  usynowionemu chłopcu z pierwszego związku tej pani. No chyba, że jego obecności, bo on najczęściej nocami pracował. Przed ślubem opowiadał o swoim marzeniu, camperze i tanim zwiedzaniu kawałka świata, ale nigdy nie zrealizował, zawsze było coś ważniejszego, a i żona przestała mieć ochotę na taki sposób spędzania z nim czasu.

Po 15 latach został, bez mieszkania i pieniędzy, nawet firmę stracił. Zaczynał od początku. Pożyczył od taty na jedzenie. Dostał 100 zł.. Myśli kupię coś do lodówki i totka, zawsze grał i mało wygrywał, ale lubił to. Kupił za 106, bo pani w okienku pomyliła się i sprzedała mu 6 kuponów zamiast jednego. Jak się później okazało każdy po 6 tysięcy (wygrzebał drobniaki i dorzucił do tej jedynej stówki). Wygrał 36 tysięcy. I kupił sobie….nie campera …tylko maszynę zamiatarkę. Tak zaczęła się jego druga firma.

I teraz mówi : „Pani ja nie wiedziałem, ale 15 lat byłem w więzieniu. Moje małżeństwo było wiezieniem. Razem z teściową, tylko wierciły w brzuchu a to to, a to tamto trzeba kupić. Ja zadaniowy człowiek myślałem że na tym polega małżeństwo i tak należy. Nie sprzeciwiałem się w niczym. Tylko pracowałem, nic z tego nie miałem, ciągle było mało. A jak chciałem jechać na miesiąc do siostry pomóc jej przy budowie domu, to krzyczała, że szkoda czasu, bo nie będę zarabiał” .. itd itd.

Powtarzał jeszcze kilka razy – „Pani, małżeństwo moje, to jakby więzienie było, a ja chciałem się rzucać pod pociąg. Teraz jestem spokojny, szczęśliwy, żyję sam, pracuję i daję pracę ludziom”.

Czasami nic nie zmieniamy, bo myślimy, że tak musi być,  że taka kolej rzeczy, że wszyscy tak mają, przyzwyczajamy się do tego co uwiera, a nowe jest niepewne i przerażające, bardziej od naszej biedy.

Zanim wyszedł powiedział

-„Pani zamówiłem „Niebo”, bo tak ładnie brzmiało, a to okazało się wielką niespodzianką.  Kiedyś na ślubie mojej siostry, spotkało mnie coś podobnego. Siostra pana młodego Niemka odczytała list z Biblii na ambonie po niemiecku, a mnie, jako brata panny młodej wywołano do czytania tego samego, ale po polsku. Nie znałem tekstu, bałem się, ja nie nawykł do wystąpień publicznych, serce biło tak mocno, że chyba cały kościół słyszał. Nie spodziewałem się tego, ale poszło mi dobrze i byłem szczęśliwy. Tak jak dzisiaj nie spodziewałem się, tak życzliwego człowieka, bo ludzie teraz na siebie warczą, a jak dowiedzą się że jestem zamiataczem to i często nie szanują, a pani traktowała mnie jak króla. To nie było niebo, ani siódme niebo, to było czternaste niebo”!!

Kolejne miłe spotkanie bliźniego, człowieka prostego, ale nie prostaka. Człowieka szczerego i trochę infantylnego (rzadkość).

Dziękuję  Panie Jakubie!! Powodzenia. Zbudował pan siebie emocjonalnie i zawodowo. Jest pan pełnią!!

„.. kiedy rozum każe zwątpić..”

Cały dzień „chodził za mną” pewien utwór, aż kliknęłam i nastawiłam go sobie. Sprzątałam, piekłam chlebek, gotowałam, a „Wielka miłość” Seweryna Krajewskiego leciała w tle. Posłuchajcie, może i Was opęta.

Wczoraj na chwilę musiałam jechać do salonu. Przygotowałam pokój z sauną i jacuzzi. Wiedziałam, że przyjdzie para ludzi na 2 godziny tej przyjemności. Zobaczyłam uśmiechniętą, skromną dziewczynkę i chłopca chyba w jej wieku. Mieli może po 20 lat. Pokazałam im wszystko, co i jak. Patrzyli na mnie tak ładnie, pożyczyłam im dobrej zabawy, odpoczynku i relaksu. Zapaliłam rząd świec, a w lodówce miałam szampana, którego kiedyś zostawili mi klienci z Niemiec i czekoladki.  Dałam im w prezencie. Od tych młodych ludzi biła czystość uczuć. Patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność.  I wiecie, co pomyślałam? Wieczorami choćby nawet nie wiem co razem  wyprawiali, to zapewne jest  to piękne i czyste. 

„Wielka miłość” – Seweryn Krajewski

1.
Czekasz na tę jedną chwilę
serce jak szalone bije…
Zrozumiałem po co żyję
wiem, że czujesz to co ja.
Ej za krótko trwa godzina
niech się chwila ta zatrzyma
moim szczęściem chcę nakarmić
calutki świat, zdziwiony tak.
ref.
Wielka miłość, nie wybiera,
Czy jej chcemy, nie pyta, nas wcale.
Wielka miłość, wielka siła.
Zostajemy jej wierni, na zawsze…

2.
Miną lata, gwiazdy zgasną,
Fotografie w głowie zasną.
Gdy nas ludzka złość rozłączy
Ja i tak odnajdę Cię…
Kiedy rozum każe zwątpić…
Czekaj zadrży świecy płomień
Bo po drugiej rzeki stronie,
Ja dobrze wiem, tam ogród jest.
ref.
Wielka miłość, nie wybiera,
Czy jej chcemy, nie pyta, nas wcale.
Wielka miłość, wielka siła.
Zostajemy jej wierni, na zawsze…

Podziwiam Alana za jego sportowy duch, za niezwykłą wspinaczkę wysokogórską, za jego miłość do natury, za to.., że jest! Za kilka dni popatrzę w jego oczy, czekam na te chwilę.

1.

You are waiting for this one moment
my heart beats like crazy …
I understood what I was living for
I know you feel what I feel.
Hey, it’s too short an hour
let this moment stop
I want to feed my happiness
whole world, surprised yes.
Ref.
Great love, do not choose
Do we want her, he doesn’t ask us at all.
Great love, great strength.
We remain faithful to her forever …

2.
Years will go by, the stars will go out
Photos in my head will fall asleep.
When human anger separates us
I will find you anyway …
When reason makes you doubt …
Wait for the candle flame to shake
Because on the other side of the river,
I know well, there is a garden there.
Ref.
Great love, do not choose
Do we want her, he doesn’t ask us at all.
Great love, great strength.
We remain faithful to her forever …

 


 

Kobieta. Człowiek

Kobieta, jako człowiek postrzegana jest różnie w różnych kulturach. Są tradycje i przekonania, że mamy prawo ukamienować kobietę. Zakopać żywcem..  Mamy prawo obrzezać ją wycinając narząd, który także stworzył Bóg, czyli łechtaczkę. Pytam po co? Nie ma prawa być szczęśliwą, doznawać przyjemności? A dlaczego, bo jest kobietą, a nie mężczyzną? Jemu wolno, jej nie!

Kobieta, to całkiem fajne stworzenie, nic nie gorsze od mężczyzny. Często mądrzejsze życiowo. Zauważam większą moc u kobiety. Często to siłaczka. Nie poddaje się tak łatwo, potrafi być waleczna, łebska, zorganizowana i myśleć o wielu rzeczach na raz.  Podam jeden przykład. Byłam na trzecim roku studiów, kiedy urodził się synek. Nie chciałam przerwać nauki. Ciężko było, ale dałam radę. Na uczelnię zabierałam odciągarkę do mleka, na przerwach ściągałam mleko i po zajęciach zabierałam dla Hubercika.  Ale nie było łatwo, dostałam zapalenia piersi. Oczywiście, jak to kobieta- matka, robiłam w domu wszystko. Tego dnia rano napomknęłam tylko, że słabo  czuję się. I bardzo bolą mnie piersi. Cały dzień wykonywałam swoje obowiązki, nie narzekałam, aż zmierzyłam temperaturę, 40 stopni, a ja nadal na nogach. Mężczyzna z katarem umiera, pieści się, wykupuje całą aptekę.. .

Jesteśmy silne, a jednak często źle postrzegane.  Nie chcę pisać o feminizmie, o naszym uciemiężeniu, bo nie o to mi chodzi. Tylko o niesprawiedliwości, o naleciałościach z całych pokoleń, że – „Jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije”. To powiedzenie nie wzięło się znikąd. Ubiegłe lato, wielkie miasto Gdańsk. Idę małą, boczną uliczką. Widzę na chodniku kobietę  na klęczkach, płaczącą, proszącą o coś „swego pana”. On wrzeszczy na nią popycha, szarpie. Słyszałam tylko słowa „- Paweł tak nie można”. A pan bez podkoszulka z gołym brzuchaczem, kiedy mnie zobaczył popchnął ją zdecydowanym mocnym ruchem. Upadła. Samiec odchodzi. Jak paw pyszniąc się swoja siłą! Spojrzał na mnie z wyższością i wolnym krokiem przeparadował przecinając mi drogę. Podbiegłam do kobiety. Zapytałam czy pomóc, a ona błagalnym wzrokiem mówi „- Uciekaj, on..”. Nie dokończyła, już obleśny brzuchacz był nade mną. Nie martwcie się przeżyłam, ale dobrze, że nie jestem Bogiem, bo już ozdobiłabym silne drzewo tym … . Tak,  powiesiłabym drania. Za każdą na klęczkach, płaczącą kobietę. Za każdą!!

Popatrzmy na inny przykład nierównego traktowania i osądu.  Ona pracuje w burdelu. On, jakiś tam mężczyzna korzysta z tego miejsca. Ludzie, a przynajmniej większość potępi i źle osądzi kobietę. A on – co tam robił? No, co robił? Zabłądził? Nie!! Świadomie wybrał taką usługę.  Świętoszek miał prawo do przyjemności. On pan, co płaci i wymaga. Ona pracuje tam dla pieniędzy, nie dla rozkoszy, a on przychodzi po doznania cielesne, często mając żonę w domu.  I jeszcze powie, że to nie zdrada. On tylko kupuje usługę. Ale, to za kobietą tam pracującą, pójdą złe myśli. Jego nie osądzą, jeszcze powiedzą, że miał prawo do rozrywki, po ciężkim dniu pracy.

Napiszę tylko to co widziałam, okruszek tego, czego doświadczyłam. Nie bierzcie mojego listu za monopol na prawdę. To zdecydowanie osąd subiektywny. Jako dziewczynka widziałam mamę – matkę Polkę, co urodziła troje dzieci, nie pracowała zawodowo, nie miała wyjść do koleżanek i z koleżankami, wyjazdów do kina, restauracji, szkoleń, nigdy wczasów, za to cały dom. Dzieci  i praca na gospodarstwie, a ona słaba, chudziutka kruszynka.  Widziałam mamę na kolanach w kuchni, jak prosi męża o… Za wszystkie płaczące kobiety na kolanach zabiłabym facetów. Powinnam iść na kolejną terapię, bo żal do mężczyzn i złe na nich patrzenie znowu mi wraca.

Wiem, że my kobiety nie jesteśmy święte. Mamy swoje grzeszki. Często manipulantki, chłop nie umie wykonać tak zwanej „koronkowej roboty”.  Ta mota, mota i omota. Ale ten list jest o mężczyznach, ich przemocy, ich prawu posiadania na własność człowieka zwanego kobietą.  Jak wiele i jak często tracimy, przez zazdrość, przez uzurpowanie sobie prawa do posiadania drugiego.  Powiecie, że opisuję związki dysfunkcyjne, prostaków, margines społeczny. Wiecie, w ilu pięknie z zewnątrz wyglądających związkach jest przemoc;  nie tylko psychiczna, ale i fizyczna. Na terapii doszłam do wniosku, że wiele nauczył mnie pierwszy związek. Wytresował. I teraz mężczyznę postrzegam, jako przeciwnika, którego trzeba rozpoznać i obrać odpowiednią taktykę. Wtedy przeżyję w najgorszych warunkach. Już nigdy nie chciałabym wrócić do toksycznego związku.  Każdy z nas nie lubi kłamać, ale jeśli to robimy to najczęściej, ze strachu lub, że prawda zaboli, a ona w tym wypadku nie ma żadnego znaczenia. Na terapii dowiedziałam się, że prawda nie jest po to, aby nią bić po oczach.

Powiecie że to iluzja, bajkowe podejście, ale my kobiety po przejściach, dojrzałe, chciałybyśmy mężczyzny, co cieszą się, że jesteśmy, że to właśnie Nas spotkali na swojej drodze. Szanowali i doceniali, że znaleźli swój skarb. Bronili przed całym złym światem. Jak Alan.

Nie rozliczali z każdej minuty. Nie podejrzewali o złe rzeczy, bo późno wróciłyśmy z pracy. Nie udawali, że przeszłość nie istniała. Przecież to tylko bagaż przeżyć i ludzi. Aby nigdy nie wypominali, że kogoś miałyśmy przed nimi, a my, że mieli żony, kochanki. To, że mieliśmy kogoś w przeszłości, świadczy tylko o tym, że walczyliśmy z życiem, pragnęliśmy, budowaliśmy, staraliśmy się…

Rozumieli, że także możemy chcieć wyjechać z koleżankami np. na szkolenie, weekend w spa, babskie spotkania…

Tacy, co widzą, że mamy swój świat zawodowy, towarzyski, ale zawsze wracamy do domu, zajmujemy się domem i nim.  I cieszymy się z tego!  Jesteśmy szczęśliwe! A on to zauważa i czuje.

Widzą nasz podziw  dla nich mężczyzn naszych, czują radość z  dotyku, seksu,  ze wspólnego śmiechu, gotowania, wyjazdów, wycieczek, urlopów..

Zobaczą to co ważne, że to właśnie  z NIMI,  nie innymi mężczyznami chcemy być na zawsze.

Spać z nim, jeść z nim, rozmawiać z nim, nie tracąc prawa do swojej intymności, zamknięcia się czasami w pokoju, do swojej muzyki i wyjścia na koncert z koleżankami z pracy.

Nie mówię o zdradach, o podwójnym życiu, tym to ja rzygam. Mówię o uczciwym byciu razem, bez szelek i kagańców, a z miłością

4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;

5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;

6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.

7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Każdemu z Was życzę MĄDROŚCI ŻYCIOWEJ w swoim miłowaniu. Nie zmarnujcie tego przez zazdrość i wielką chęć posiadania drugiego, jako własności.

Kolorowe motyle i czarne ćmy

Przypomnę fragment z mojego dawnego wpisu -„Kilka słów o miłości”  z dnia 17 marca 2018.

„Miłość przychodzi i odchodzi. Zawsze tak samo i zawsze inaczej. Najpierw przenosi góry, zatyka dech w piersiach, oblewa rumieńcem, blednie, szarzeje aby roztopić się jak brudny śnieg wiosną i znika. No i koniec, tak po prostu. Była miłość, nie ma miłości, A przecież była taka piękna! Doskonała, lśniąca niczym zbroja rycerza. A kończy pochłonięta przez ziemię. W szkołach tego nie uczą, nikt nie mówi o tym wielkim uczuciu, o zagrożeniach, tylko w poematach, że uskrzydla, uszlachetnia, czyli jest pięknem lub doprowadza do szaleństwa”.

Wtedy na miłość patrzyłam bardzo źle. Po smutnych doświadczeniach niby z miłością zaczęłam postrzegać to uczucie, jako strach i zło. I że lepiej się chronić przed tym, bo niczego dobrego na długo nie przyniesie. Mówiłam wtedy wszem i wobec – „Wiem, wiem gdzieś tam jest i dobrze. Niech  sobie będzie i teraz niech się inni pomęczą  z tą miłością! A mnie, oby już nigdy nie spotkała”. Wtedy miłość to był obrazek jednostronny- smutek, którego mądrze jest się wystrzegać!

Poznawałam ludzi, bo taka moja praca. Pamiętacie opisywałam mężczyznę, który śpiewał serenady, wysyłał prezenty na salon i i od rana do wieczora pisał kocham Ciebie, co szefa salonu wkurzało, bo pisał też maila na Mabe. Ten człowiek widział mnie trzy razy na masażu. Uwierzył w znaki. Dzień wcześniej zanim pojawił się w Mabe był w kościele i modlił się do Boga i swego zmarłego ojca, aby popatrzyli na jego samotność. Prosił o dobrą kobietę, tak powiedział. – ” I następnego dnia zobaczyłem anioła Ciebie, Basiu”! Ale do tanga trzeba dwojga. Wszystko mnie w nim drażniło, wszystko nie pasowało. Jestem za stara aby się naginać.

Aż pojawił się Erlend, JEDYNY mężczyzna, który pozwolił mi spojrzeć na to uczucie cieplejszym okiem. Tak bardzo zaskoczyło mnie to, myślałam, że nie ma mężczyzny dla mnie. Zakochałam się i obrazek zwany Miłość zmienił oblicze na kolorowe motyle, moje ufne patrzenie i wiarę w drugiego. Pomyślałam – ” Dziękuję Ci Boże, że jest mi dane zaznać i tego, zanim umrę”.

Teraz po doświadczeniu smutków i radości z miłowania, stwierdzam, iż Miłość, to dwustronny obrazek. Po jednej: kolorowe motyle, po drugiej czarne ćmy. A może raczej wymieszane; trochę motyli i czarnych złowrogich ciem. W miłowaniu zdarza się nam jedno i drugie. Żadna filozofia, wiem, to prosty wniosek. Nie dokonałam odkrycia.  Miłość partnerska to też dobro i radość, nie tylko strach i obowiązek. 

Więcej kolorów Wam życzę, kochani!

Przychodzi do mnie młoda kobieta wierząc, że udzielę rady, coś podpowiem, może poprę jej obawy. Może wzmocnię słowem i powiem, że życie  weryfikuje plany i marzenia. Łagodnieją zapędy dyktatorskie, tych, co je mają. A  ładne słówka wypowiadane do ukochanej osoby poparte będą czynami. Często ludzie mówią i piszą cudowne słowa i na tym pozostają, na pisaniu, mówieniu.

„X” to analityczna dusza, wie konkretnie czego chce, a czego nie!  Jego cele, plany życiowe wyraźnie różne. I tak naprawdę potrzebuje innej kobiety niż ona. Szokuje wymaganiami, a drugi, czyli „Y” pisze takie słowa, jakie my kobiety chciałybyśmy usłyszeć. Jaki naprawdę jest nie wiemy. Może to tylko pisarz, a może mądry i dobry chłopak.

X” spisuje na kartce dla swojej przyszłej dziewczyny, czego oczekuje od niej;

  1.  Masz mi obiecać, że zrobisz wszystko, aby się nie roztyć (tylko choroba i przyjmowane leki, mogą ciebie usprawiedliwić)
  2. Urodzisz przynajmniej 3 dzieci
  3. będziesz bardzo rozsądnie gospodarować finansami, nie wydasz pieniędzy na głupoty, czy drogie rzeczy i zostaniemy przy osobnych kontach
  4. zgodzisz się na proste życie, a  wyjazdy na odpoczynek, tylko w skromnych warunkach
  5. oczekuję, że wrócisz do naturalnego koloru włosów, nie będziesz doklejać rzęs, przedłużać paznokci
  6. pozbędziesz się z telefonu wielu niepotrzebnych ci osób i nie będziesz używała telefonu wieczorami 
  7. zaczniesz uprawiać sporty, robić ze mną poranne przebieżki. Lubię dziewczyny, co mają sportowo zaznaczone łydki i inne mięśnie ( a ona z chorym układem ruchu) 
  8. Nie będziesz długo spać z rana, a wcześnie kłaść się (a ona typ sowy)

„Y” na pytanie – czego oczekiwałbyś od swojej przyszłej dziewczyny , odpowiedział

  1. Chciałbym, aby moja dziewczyna była ciekawa świata
  2.  Z dobrą energią!
  3. Taka, od której mógłbym się czegoś nauczyć
  4. Z pakietem wrażliwości i dobrego serca

Moja rozmówczyni bardzo chciała spodobać się X. Koleżeńsko znała go już kilka lat. I widziała, że ogólnie dobry chłopak. Więc zaczęła starać się dla niego. Choć czuła złość, że nie umie jej kochać takiej, jaką jest.

Najłatwiej było z włosami, paznokciami, rzęsami. Ale spanie?! Nie wie jak to zrobić, kładzie się o 22, ale nie śpi do 3. Aby wykazać sportowego ducha zapisała się na ćwiczenia ruchowe z grupą, biegać nie może. Już kupiła drugi telefon (tamten był stary), z dobrym aparatem i płaci abonament za dwa. Ale i tak oberwało się jej, bo za długo ociągała się i prowadziła dwa telefony. On wchodził na ten komunikator na jej dwa telefony i widział, że wieczorami na whatsaapie pisała też na starym telefonie. Z kim nie wiadomo, ale on ją podejrzewał o chęć znalezienia innego mężczyzny. Na naszym spotkaniu płakała i przysięgała mi, że ona chce tylko jego, nie innego!! To,że nie czuł jej miłości bolało ją bardzo. Jeszcze bardziej niż to, że on chce ją zmienić! Ma swoje wizję i nie może z nich zejść. Urodzenie dzieci, tego bardzo boi się. Jedno to i ona chciałaby bardzo, ale oboje  mają  z innej półeczki wrodzone choroby genetyczne i to poważne.

Usiadłyśmy i zaczęłyśmy przepisywać numery ważne do tego drugiego telefonu. Patrzyłam na nią, jak płacze i było mi jej tak strasznie żal. Myślałam sobie, czy karma wróci, czy ten mężczyzna odpokutuje za to. Za niesprawiedliwe osądzanie jej. Za takie traktowanie. Niesprawiedliwość strasznie boli. Pomyślałam sobie biedne my kobiety jesteśmy. Napotkała problem nie wiedziała, co zrobić z telefonem do brata alkoholika i bezdomnego. Ten bezdomny już wiele nie pamięta, ale numer do siostry ma wyryty w głowie i sercu. Dzwoni czasem do niej od kogoś, kto użyczy mu telefonu. Ona nie wie, jak go powiadomić, że zmieniła numer.Wiecie, co robi ta kobieta? Przy mnie wyłącza ten stary numer i mówi, że miłość do „X” jest ważniejsza!!

Zrobiła to dla człowiek, którego pokochała , a on i tak ukarał ją odinstalowując swojego whatsaapa, bo  jak mówi nie chciał patrzeć, zaglądać do jej starego telefonu i widzieć, że ona tam też z kimś pisze. A to było ich główne miejsce komunikowania. Tam wysyłali sobie filmiki, wiadomości głosowe, on słyszał jej śmiech, ona jego głos.

Patrzę na nią, siedzi na kanapie skulona jak pies, oczy zapłakane i mówi – „Szkoda, że nie jestem głupia, byłoby mi łatwiej znaleźć człowieka. Wychodząc pyta mnie – „Nie będziesz się na mnie gniewała, jeśli nie będę z X”?  Jakie są wasze myśli na ten temat?

 

Wolni od złych myśli

Dwa dni temu kobiety cieszyły się kwiatkiem, czekoladkami i całusem od człowieka, który je kocha. Albo i nie! Niektórzy mężczyźni twierdzą, że nie lubią tego święta, bo w Polsce kojarzy się ze świętem komunistycznym. Wtedy kobiety w zakładach pracy dostawały dezodoranty, rajstopy. To miało je ucieszyć, bo towaru w sklepach nie było. Ja myślę tak, jak niejeden alkoholik, że każda okazja jest dobra do świętowania. Oczywiście popieram tych, co mówią, że o swoją kobietę należy dbać każdego dnia, tak jak i o mężczyznę, co w niczym nie przeszkadza, tego dnia sprawić sobie przyjemny drobiazg. Dziś 10 marca. W Polsce mamy próbę uczynienia z tego dnia- święta mężczyzn!

Tu na zdjęciu para szczęśliwych ptaków – Basia i Erlend, wolnych od złych myśli. Tak wyobrażam sobie idealną parę kochanków. On ją prowadzi, troszczy, gdy nieprzychylne wiatry wieją i miłuje, tak jak obiecał zanim zabrał w podróż życia. Nigdy złego słowa nie położy na jej ciele i duszy. I innym także nie pozwoli!!!  Zawsze stanie murem po jej stronie. Najczystsze myśli  zbudzą o poranku i z takimi zaśnie. On nie potrzebuje dwutygodniowej kwarantanny, aby ją całować! Myśli o niej dobrze, nawet kiedy ona w siebie zwątpi!!! 

Wasza maleńka Basia również zasyła życzenia. Jednako paniom, jak i panom życzę;

Niech Was tej zimy

Nic nie pokona!

Wirus korona,

zwyczajna grypa,

A nawet chrypa!

A teraz prawdziwy poeta składa życzenia;

„Czy byłby królem, czy zwykłym człowiekiem, ten jest najszczęśliwszy, któremu we własnym domu wszystko idzie pomyślnie”.

Johann Wolfgang Goethe

Te życzenia dedykuję tym, którzy wybrali swój kochany dom, rodzinę i miłość. Niech im tam zawsze dobrze będzie!

Dziś dopisuję kilka słów.  Kochani myślę, że mamy EPIDEMIĘ STRACHU. Bądźcie rozsądni, ale nie wpadajcie w panikę. Lubię risotto, takie z suszonym grzybkiem, masełkiem i natką pietruszki. Zabrakło mi ryżu, biegnę do Biedronki, bo mam ją blisko, ale ryżu nie było. Wiele artykułów wykupione.

 

Zanim zaśniemy..

Wiem, wiem znacie i film – „Zapach kobiety” i balladę Leonarda Cohena- ” Dance Me to the End of Love”. Ja tak tylko k woli przypomnienia.  Podoba mi się podłożenie tego utworu do sceny z tańcem . To była  nasza kołysanka z ostatniego spotkania z Erlandem.  Wiecie, że nie mam telewizora. Wiecie, że nie lubię tracić czasu na oglądanie tego, co tam nadają. Ale są filmy, które warto poznać. Takim jest – „Zapach kobiety”.

Teraz, jak najdzie mnie ochota na film, to idziemy z Martą do bardzo kameralnego kina Żak i tam z herbatką cytrynową wchodzimy na salę (zniżka na bilet, 10 zł w poniedziałki – inny dzień 18,-  i na pyszną herbatkę, do wyboru). Tam na sali są wieszaki. Odwieszamy kurtki. Zajmujemy miejsce, które chcemy (nienumerowane bilety). Ostatnio byłyśmy na czymś niezwykłym- niemiecki film „Błąd systemu”, o dziecku, któremu dorośli nie mogli pomóc. Naprawdę warto zobaczyć. Bardzo, ale to bardzo polecam.

Teraz obejrzałyśmy coś lżejszego i wzruszającego – „Małe kobietki”. Ach te kobiety, chcą żyć po swojemu! A koniec końców, coby w życiu nie robić, czego nie dokonać, razem nie wiem czy łatwiej, ale szczęśliwiej!! Cieszę się z tego Żaka. Nie przepadam za wielkimi kinami z wagonami popcornu i coli. Tam jest mi idealnie. Życzę Wam takiego miejsca na odpoczynek, kulturę i relaks. W najbliższym czasie sprawdzę drugie w Gdańsku kino kameralne – „Cafe”. Podobno kino w podziemiach, super klimat.

Kilka słów o filmie „Zapach kobiety” (dla tych, co nie obejrzeli jeszcze)- Charlie uczeń ostatniej klasy ekskluzywnego liceum, ma kłopoty. Chłopak wplątał się w aferę, która może się dla niego skończyć wydaleniem ze szkoły. Może tego uniknąć, jeżeli złoży obciążające kolegów zeznania. Zbliża się weekend Święta Dziękczynienia. Chłopak potrzebuje dorobić,  zostaje wynajęty do opieki nad emerytowanym podpułkownikiem, którego tu gra mistrz Al Pacino. To starzejący się, pogrążony w depresji, zgorzkniały cynik, który na skutek nieszczęśliwego wypadku stracił wzrok. Nie chce grzecznie siedzieć w domu i grzebać we wspomnieniach. Zleca wyprawę do najlepszych lokali i nocnych klubów Nowego Jorku. I zakończyć to swoje istnienie.  Rewelacyjna kreacja Ala Pacino. Wielu krytyków twierdzi, że to najlepsza rola aktora od czasu głośnego „Człowieka z blizną”. Jak on tam tańczy, no miód dla oczu!! A kobieta, jakie cudne plecy pokazuje i co za gracja!! Ten szalony weekend odmieni losy obojgu mężczyzn. Znajomość z wojskowym to dla Charliego prawdziwa lekcja życia. Nawet po latach, kiedy znamy temat, warto popatrzeć.

A teraz posłuchajcie ballady do snu Basi i Erlanda. To cudowne, potrafię zasnąć i spać z tym mężczyzną. Nie przydusza mnie ramieniem całą noc. Nie osacza. Tylko daje przestrzeń. To ujmuje moje serce.  Wie, że mam kłopoty ze snem. Pozwala mi się na przytulać, nacieszyć bliskością i wygodnie obrócić , ułożyć nóżki „na bociana”, wtulić nosek w poduszkę i zasnąć. A rano budząc się widzę jego spokojne patrzące z miłością oczy. Dziękuję Erland.  Z Tobą wszystko jest proste, nawet sen, którego obawiałam się.

Leonard Cohen – Dance Me to the End of Love

 

Dążenie do bycia razem..

Dążenie do bycia razem, ma wielki urok. Może większy, niż bycie razem.

To piękny czas wzajemnego starania się. Znajdziemy w tym ogrom miłości, radości, wiary, nadziei, chęci, dobrej woli, przekonania, zmrużonych oczu.. Można by powiedzieć, że dążenie do bycia razem jest  łatwiejsze, niż bycie razem.

Jak zbudować relację z osobą, która jest daleko? Trudne zapewne.  Ale możliwe. Najczęściej mamy  naturalną potrzebę przebywania z człowiekiem, który jest nam bliski. Tworzenie zażyłości, która jest podstawą związku wymaga nie tylko wspólnego czasu, ale również przestrzeni. Innymi słowy, trzeba ze sobą być. 

Mój związek na odległość, póki co nie jest problemem.  Po wielu latach mojego życia, po stałych związkach,  jestem już osobą, dla której priorytetem jest także własna przestrzeń życiowa. Związek  ludzi zawsze jest mniejszym lub większym kompromisem.  Osoby o silnie rozwiniętym poczuciu odrębności, autonomii mogą mieć problem z rezygnacją z części swojego świata. Związek na odległość dla takich osób jest swego rodzaju półśrodkiem, metodą, którą moglibyśmy nazwać- „jestem z kimś, ale jednocześnie sam”. Ale ja nie czuję samotności odkąd jestem zakochana. Moja cierpliwość, spokój i wielka ufność, bardzo mi pomagają.  Z największą radością i biciem serca biegnę do „naszego hotelu” (Sadova) na kolejne spotkanie, ale równie chętnie wracam do swojego pokoiku i spędzam czas w samotność. Wówczas stęskniony kot Kleofas jest tak wyposzczony bliskości ze swoją panią, że nie opuszcza mnie przez całą noc.

Póki co, tak jest ze mną i Alanem. I to – moje szczęście! Jak będzie kiedyś nie wiem. Gdyby los, czy ktoś lub coś, chciało teraz odebrać mi Alana, płakałabym rzewnymi łzami. Co będzie kiedyś, za jakiś czas, nie wiem. Na pewno chciałabym, aby zaistniało – „nasze kiedyś”, choć na chwilę naszego życia. 

Teraz umawiamy się na randki i Alan przylatuje z daleka. Cóż, spacerkiem trochę by mu zeszło. Za każdym razem, mam uczucie, że jesteśmy bliżej siebie. I jesteśmy!!Zdjęcia z naszej wyprawy nad morze. Tym razem dreptaliśmy po plaży Stogi.

„Niech ta chwila trwa..”

Jestem pod wielkim wrażeniem tego utworu. Pierwszy raz słyszałam go będąc w kinie na filmie -„Król Rozrywki”. Teraz czarujemy nim uszy, moje i Erlenda.

Zapraszam do wygodnego usadowienia się w fotelu i posłuchania razem.

” Próbuję wstrzymać dech
Niech ta chwila trwa
Niech to nie kończy się
Ty budzisz we mnie marzenie
Coraz głośniej brzmi
Słyszysz jego echa brzmienie?
Weź mą dłoń
Czy chcesz to dzielić ze mną?
Bo bez ciebie kochany

Całe światło lamp tysięcy
Wszystkich gwiazd na nocnym niebie
To dla mnie nie dość wciąż
Dla mnie nie dość wciąż
Złote wieże to za mało
Ty możesz wstrzymać świat
Ale to wciąż nie będzie dość
Nie będę miała dość
dla mnie
Nigdy, nigdy
Nigdy, nigdy
Nigdy, dla mnie

dla mnie
Nigdy dosyć
Nigdy dosyć
Nigdy dosyć
dla mnie
dla mnie
dla mnie..”

Od jakiegoś czasu, dokładnie tak na poważnie to od kilku miesięcy próbuję wstrzymać dech, ciesząc się chwilą marzeń. Chwilą nadziei. Chwilą wiary, pragnienia i spokoju płynącego z obecności.. .

Dziś są moje urodziny i choć lat mam wiele, nigdy nie czułam się tak szczęśliwa!! Spełniona i lekka, jak motyl. Miłość! Ona naprawdę uskrzydla!

Kiedy przypomnę sobie moją 20 -tkę, – rozpacz po stracie taty!

Kiedy wspomnę 30 – tkę – zgięta trudem znalezienia się w złym związku i ciężarem strachu – jak temu podołam!

Kiedy przyszła 40 – tka, pokonana, z goryczą w ustach mojej przegranej. I zaświtała błędna nadzieja.

Kiedy przyszła 50 -tka, jeszcze walczyłam, szarpałam się.

Kilka lat później zaczęłam swoje nowe życie;  odważnej i wesołej Basi. Nie przyszło samo, pracowałam nad tym.  A Konstancja była wsparciem.

Serce zaczęło nieść radość, z tego że istnieję i nie muszę posiadać miłości mężczyzny, bo sama jestem cudem! Córka moja przypominała mi o tym na każdym kroku. Już nie czekałam i nie oczekiwałam.. . Zobaczyłam, że można istnieć samej. Kochałam moje dzieci i cudze, bo tam w szkole, na ich starcie one potrzebowały mnie. Maleńkie, ufnie patrzące na swoją panią.  Serce moje zajęło się bliźnim, wolontariatem w hospicjum, rozwojem pasji i radosnym patrzeniem na wszystko, a na to, co trudne, mrużyłam oczy. I tak stałam się szczęśliwym człowiekiem!! Ktoś powie, że pokonanym, cóż nie czułam złamania, ani przegranej. I to był klucz do mojej szczęśliwości.

Teraz z mężczyzną.. – najszczęśliwsza!! Przyznam się Wam, że to nadal zadziwia mnie. Nie podejrzewałam siebie. Zwłaszcza, nie podejrzewałam moich oczu, że znajdą chłopa, na którego patrzeć będę z tak wielką fascynacją. Dla mnie to Cud! Teraz dziękuję drugiemu człowiekowi, że zobaczył mnie, malutką Basię. I zatrzymał się. Erlend i choćbyś postał tylko chwilkę i tak będę wdzięczna za to, czego zaznałam z Tobą, co było mi dane przeżyć.

„Panie ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak”

Jeśli w życiu chodzi o chwile szczęścia, to właśnie je przeżywam.

Francuski poeta, epoki średniowiecza Francois Villon w utworze – „Modlitwa” prosi Stwórcę, aby każdemu dał to, czego mu potrzeba. Nawet nieuświadomione pragnienie, jak Kainowi skruchę. Lubię słuchać tej poezji śpiewanej w wykonaniu Sławy Przybylskiej.

” Dopóki ziemia kręci się. Dopóki jest tak, czy siak.

Panie ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak.

Mędrcowi darować głowę racz. Tchórzowi dać konia chciej

Sypnij grosza szczęściarzom. I mnie w opiece swej miej

Dopóki nam ziemia kręci się. O Panie, daj nam znak

Władzy spragnionym uczyń. By władza im poszła w smak

Hojnych puść między żebraków. Niech się poczują lżej

Daj Kainowi skruchę. I mnie w opiece swej miej.. „

Tekst ze średniowiecza, epoki siermiężnej pełnej zakazów i nakazów, a ten tak mało średniowieczny. Po prostu modli się o spełnienie nie tyle marzeń, co potrzeb – Daj człowiekowi, czego pragnie i na dobre niech mu  wyjdzie.

Ja dostaje właśnie swój czas, swoje najpiękniejsze chwile życia z Erlendem (czytaj z Alanem). Wszystko, co razem robimy jest pełne uśmiechu, radości, dobrego patrzenia na siebie, ciepła i czasem ognia. Warto żyć, aby dożyć takich chwil. Pesymista powie: -” Poczekamy zobaczymy, ile to jest warte”.  Odpowiem tak: – Nie mam wielkich oczekiwań. Pragnę jego oczu, tak pięknie patrzących na mnie choćby na chwilę swego istnienia. Co przeżyję, to moje. To nasze. Dziękuję Erlend, że zaistniałeś. Znaleźliśmy się wśród tylu ludzi!

Z całego serca wszystkim Wam, co mnie teraz czytają przesyłam moc mojej życzliwej energii ze słowami -„Panie ofiaruj każdemu to, czego mu brak”.

Kochani moi czytelnicy, niech ten rok, ten czas, będzie waszym czasem krzyku z radości, ze szczęścia!!

Dać sobie szansę

Kochani wiecie, że uwielbiam spać z moim kotem. To bardzo czułe zwierzę.  Dobrze nam razem i tak mija 10 lat pożycia w łóżku, że tak ujmę. Domyślacie się, skoro wylądowałam w łóżku z kotem, to już pozamiatane po dwóch małżeństwach. Drugi raz wchodziłam w związek z wielką wiarą i nadzieją, że będzie lepiej, a może nawet cudownie.  A skończyło się tak, że nie jestem nieszczęśliwa, jak w pierwszym, ale szczęśliwa też nie.

Początki mojej przegranej były trudne, bo przecież postawiłam wszystko na jedną kartę, spaliłam mosty. Wyszłam z dziećmi z domu i zrzekłam się nawet alimentów. Minął czas i nauczyłam się żyć i radzić sama, także finansowo. 

Z pierwszego związku mam mój cud życia, najukochańszą trójkę dzieci, a z drugiego mały czysty pokoik z oknem i drzwiami, które zawsze mogę zamknąć.

Ktoś pomyśli, że niewiele. Dla mnie dużo! Jestem bliżej mego schyłku życia, niż słodkiej szczęśliwości i młodości, która z natury buduje przyszłość. Cieszę się z dzieci. Ich istnienie uskrzydla.  Doceniam  zdrowie i bezpieczny pokój z kotem. I to, że jestem stara i mam emeryturę i jak praca w masażach mnie wykończy, to przeżyję z tych małych pieniędzy, ale jednak stałych.

Po drodze tych 10 lat, próbowałam czasem ekscytować się, poznawać panów, ale nie wchodzić w związki i głębsze relacje. Wiedziałam na podstawie mych doświadczeń, iż oczy nie potrafią łaskawie popatrzeć na mężczyznę a serce zakochać. Rozum trzymał na wodzy, krzycząc          -” NIE”  Dla kochania!! Boimy się miłości, bo często idzie w parze z cierpieniem.  Powiecie złe założenie, ale jakże ludzkie!! Im więcej kopniaków dostaniemy z powodu miłowania, tym szczelniej chronimy pupę. 

Do czasu, bo kiedy przyjdzie i zapuka „Wielka Miłość”! To kto wie? Może uchylimy sercu drzwi. Przedtem zajrzymy przez dziurkę od klucza, napatrzymy na nasze przyszłe miłowanie. Ja tak robię od roku. Patrzę na Erlenda.  Wyczyściłam drogę, jest prosta. Może nie zgubimy się. Trzymajcie kciuki. Chłopak załomotał tak, że serce, rozum, oczy i dusza w podskokach otwierają, a Basia mówi – „Zapraszam”.