Elena, wyjątkowa kobieta. Masaż tantryczny z nią

Dla mnie wyjątkowa.

Zbieram się i zbieram do opisania mojej pierwszej tantry z kobietą. Na trajlowałabym wam, byłoby łatwiej, a ubrać w ładne zdania i nie zasypać ich stosem, to gorzej. Jednak spróbuję. Ona mnie tak wstrząsnęła i zachwyciła zarazem.

Uczyłam się na kursie, co i jak z kobietą, ale to szkolenie, bez emocji pod okiem trenera, gdzie polecenia wychodzą, my działamy, trener sprawdza, więc tak bardziej technicznie podchodzi się do tego. Nawet pomyślałam na kursie, – „a gdzie mi tam zdarzy się kobieta. Dobrze będzie, jak chłop za tak duże pieniądze przyjdzie z ciekawości”. No i zdarzyła.

To była środa, tydzień temu. Jestem w pracy, masuję, sprawdzam czakry, przepływ energii. Od pasa w górę wyraźnie czuję, że płynie tempo. Kończę masaż, jeszcze robię małe reiki i rozmawiam z klientką, młodą dziewczyną. Mówię, co wyczułam, z czym ma kłopot. Ona pod wrażeniem pyta, „skąd pani wie”? Mówię, no nie wiem, tylko czakra korony i trzeciego oka słabo wyczuwalna, a ona odpowiada za…  – ” Tak ze mną jest”  przytakuje Daria, tak było dziewczęciu uroczemu na imię. Zaproponowałam ćwiczenia Qi Gong, uścisnęłam dłoń i słyszę głos recepcjonistki:

– „Basiu zaraz będziesz miała klientkę z Amsterdamu na tantrycznym”.  Oniemiałam, czyli zaniemówiłam, dziwne jak na mnie. Blady strach padł na malutką rudą masażystkę. Myślę, jak ja odnajdę się w takiej sytuacji? Na ile mi pozwoli, czy rozpoznam, czego oczekuje i czy ja nie przestanę oddychać.

Wchodzi bardzo elegancka, zadbana, uśmiechnięta, drobnej budowy pani. Podajemy sobie dłonie przedstawiamy się, ona płaci z góry, bo zabieram ją z tego salonu do nowego po drugiej stronie ulicy. Miejsca spokojnego, z odpowiednim klimatem, wystrojem,  łóżkiem, jak dla takich bardziej wymyślnych masaży, niż klasyczny.

Elena bierze prysznic, ja ciężko oddycham, nigdy nie byłam tak blisko z kobietą. Obie w chustach stoimy naprzeciwko siebie, następuje rytuał powitania. Patrzę jej w oczy, burza kosmyków, zgrabnych żółtawych loczków spływa na jej twarz. To kobieta mniej więcej w moim wieku. W momencie wypowiadanych słów o jej bezpieczeństwie w moich dłoniach i zrównaniu nas, naszego jestestwa opadają chusty. Rozwiązuje i swój supełek, bo jak mogę zachować się inaczej skoro mówię – ” ty jesteś mną, ja jestem Tobą”. Kiedy leżała na brzuszku, a ta pozycja trwała około godziny ( na 100 minut), masaż był ciepły, płynny, wręcz matczyny. Szanuję ludzkie ciało i podziwiam. Od niej czułam spokój,  chęć oddania się na tę chwilę życia.  Kiedy klęczałam przy niej na łóżku, czując ciepło, pochylałam okalając jej ciało przedramionami. Sunąc dłonie od łydki po kark, moje piersi, sutki,  kreśliły linie na jej naoliwionych pleckach. Dotyk skóry sprawiał przyjemność, na pewno nie strach. On minął, ale przyznam, że przedłużałam moment obrócenia jej na plecki. Wstałam z łóżka przytrzymałam chustę, kiedy obracała się i pierwszy kwadrans masując jej stopki, łydki, uda był cichy spokojny. Z ud przeszłam na brzuszek. Dłonie wręcz tanecznym krokiem pieściły jej biodra, brzuch, ramiona, a o piersi tylko leciutko zahaczałam.

Unosiła się, nabrała powietrza i powoli opadała. Kiedy zaczęła głębiej oddychać, ośmieliło mnie to i  odważniej dotykałam, masowałam jej piersi. Czułam, można by rzec przyzwalającą reakcję. Oczy zamknięte, spokojny wyraz twarzy, a każde głaskanie piersi, nagarnianie ich, ugniatanie.. wywoływało większe podniecenie i coraz milsze dźwięki dla uszu. Pomogło mi w tym bycie kobietą. Zawsze wiedziałam i nadal wiem, jak chciałabym mieć masowane piersi, tak też czyniłam Elenie.

Patrzyłam na nią i wiecie, jakie uczucia zagościły we mnie? Ogromnego podziwu dla jej odwagi, oddała się na ten czas obcej kobiecie. Zaufania mi. Leżała taka bezbronna. Wywołało to moje macierzyńskie wręcz uczucia, a może bardziej miłość do bliźniego. Byłam jej wdzięczna, że pozwoliła na nowe doświadczenie, które przepełniło mnie miłością do człowieka. Przysięgam Wam, nie było tam nic niemoralnego, nagannego, wyuzdanego.. .

Widziałam jej podniecenie, to zdecydowało, że posunęłam się dalej. Dotyk łona. Gdyby drgnęła, gdybym wyczuła jej lęk, niechęć.., wycofałabym dłoń umiejętnie. Ale tam nie było oporu. Pamiętam, jak na kursie każdą z nas pytano, czy pozwala na penetrację. Ja nie zezwoliłam, czułam mocne NIE! Trenerka podeszła do mnie osobiście i zaczęła masować, w momencie zbliżenia dłoni do łona, ciało moje sztywniało chyba, bo odeszła przyznając, że nie jestem gotowa i trzeba słuchać ciała klientki. Mieć wyczucie. Elena wyraźnie pragnęła tego dotyku. Czyniłam to niezwykle delikatnie, chyba znowu pomogła mi moja kobiecość. Wiedziałam, jak ja chciałabym być dotykana. Nie lubię, jak mężczyzna szarpie, wciska.. traktuje Cię jak stary nieczyszczony dawno komin.

Powoli sama wyciszała sytuację. Coraz spokojnej, miarowo oddychała, a ja tylko muskałam paluszkami. Przeszłam powoli dookoła łóżka dotykając jej siedem podstawowych czakr, zakryłam po czubek batystową chustą, stanęłam u jej stóp i byłam z nią. Towarzyszyłam. Jej zamykaniu emocji. Zharmonizowałam rozchwianą energię, jak trzcinę na wodzie. Ucałowałam w czoło.

Przytuliłyśmy się, objęły za szyję i podziękowały. To było ważne spotkanie, ważny masaż. Bardzo istotny dla mojej wiedzy o emocjach, o sobie. Już nigdy nie będę bała się masażu tantrycznego z kobietą. Powiem, że nawet łatwiejszym jest.

Dziękuję Elenie, jej delikatność i łatwość w przekazie okazała się darem!!!.

Dziewczyny zapraszam Was do mnie.

Reklamy

Miłość, niejedno ma oblicze. Wcześnie zaczynam..

W tym roku wcześnie zaczynam urlop, bo już w marcu. Moja kochana córeczka zaskoczyła mnie wysyłając na moją pocztę kilkanaście linków z propozycjami wycieczek biura Horyzonty. Nigdy z nimi nie wyjeżdżałam, bo ja tak w ogóle mało wakacji miałam poza Gdańskiem. No na palcach ręki, można by policzyć.

Już od kilku lat przeglądam katalogi właśnie tego biura, bo oni mają w programie kilka godzin wędrowania (od 2 do 6 dziennie) każdego dnia. A ja kocham „łażenie”. Ale tylko przeglądam, zachwycam i na tym się kończy. Jakoś nie mam odwagi samej ruszać po Polsce, aby dołączyć do grupy (wylot Kraków lub stolica) i żal mi było ciężko zarobionych pieniędzy, wydawać aż tyle na siebie. I co uzbierałam, na ważniejszy cel poszło. Tak pozostawało to cichym marzeniem.

Dziecko moje przerwało to, podesłało linki, z prośbą przejrzenia i wybrania jednej z propozycji, która ujęła mnie najbardziej. Powiem Wam jak wybierałam. Przejrzałam wszystkie, 17 opcji. Odrzuciłam te z Krakowa, bo za daleko mi z Gdańska, a w Warszawie mieszka drugie dziecię, to w razie mego strachu, odprowadzi mamusię i pomacha chusteczką. No niestety te z Warszawy wszystkie były droższymi wycieczkami. Ale przedostatnia z listy ujęła me serce i oczy. Cypr!! Myślę, dam radę, odkładam do szuflady z pończochami extra napiwki. Choć moja córcia, Okruszek mały nie chce o tym słyszeć. Uparła się, że ona funduje ten mamci odpoczynek.

Jak chyba pamiętacie, jest kosmetyczką. I od czasu do czasu wpadam do niej na kozetkę. A to paznokcie pięknie pomalować, twarz maseczkami extra podreperować, czy tak jak ostatnio (pierwszy raz) rzęsy dokleić, coby było czym zatrzepotać. Oczywiście na koniec wrzucałam do jej skarbonki jakieś tam pieniądze, żeby dziecko nie miało poczucia że nawet materiał pracy się nie zwraca. Ona zawsze protestowała, ale co było zrobić, jak sprytna mama zdążyła wsunąć do dziurki.

Rzekła właśnie wysyłając moje zgłoszenie na to wędrowanie po Cyprze, że ona te wszystkie pieniążki od mamy zbierała i chce opłacić wycieczkę, bo jak twierdzi mamie się należy w końcu spełnić to marzenie. I mam się nie sprzeciwiać, bo taka jest jej wola. Ucałowałam, uściskałam, popłakałam. Ona ze mną. I lecę w marcu. Już ja to jakoś obmyślę, coby dziecię moje nie było stratne i z tej skarbonki coś zostało. Choć ona nie chce o tym słyszeć. Ale przecież to mój Cud Maleńki, coś wykombinuję. Teraz póki co, cieszę się i robię listę sprawunków na wędrówki, przeglądam przewodniki po Cyprze, a zwłaszcza program wycieczki, szukam tych miejsc na mapie.

Wczoraj w pracy przypinając sobie czarne wstążeczki, znak żałoby po naszym prezydencie ściskałyśmy się z czułymi słowami. Ja, dziękowałam jej, że się urodziła, że jest!! Ona, że to moja zasługa i dziękuje za to, że ma taką mamę.

Miłość. Może i od nas zależy, jaka ona jest. Ona łączy ludzi, jak ten most. Można wejść i podreptać do serca drugiego.

Dziękuję kochana Córeczko. Jesteś moim Dzieckiem i Przyjacielem.

Smutny dzień, nie tylko dla Gdańska

” Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję Wam”. Tak brzmiały ostatnie słowa naszego prezydenta. Człowieka prawego, otwartego i tolerancyjnego.

Dnia 14 stycznia zmarł prezydent miasta Gdańska Paweł Adamowicz.  Demokrata i Europejczyk, ale przede wszystkim Polak i gdańszczanin. Zginął z rąk zbrodniarza. I ze Światełkiem do Nieba odszedł.

Gdańsk – to miasto Solidarności było jego miłością. Miał wizję tego miasta i czerpał natchnienie z jego kosmopolitycznej historii.  Był politykiem europejskiego formatu. Dzielnie, odważnie bronił Konstytucji. Życzliwie podchodził do spraw uchodźców. Przyjmował nowych mieszkańców: Białorusinów, Ukraińców. Od 20 lat, czyli 3/4 naszej wolności, on w nim gospodarzył i to solidnie. Mieszkam tu od 30 lat i widziałam, jak zmienia się na lepsze, jak pięknieje to miejsce na ziemi.

Niestety, mowa nienawiści w naszym kraju króluje od kilku lat, a podział narodu umacnia się. Haniebne czyny ludzi o skrajnych prawicowych poglądach są usprawiedliwiane. Grunt był przygotowany do tej zbrodni. Niepoczytalnego szaleńca należy winić, ale nie tylko on powinien stanąć na ławie oskarżonych. W umysłach słabych psychicznie kiełkuje i rośnie w siłę, to czym karmi się brudna polityka.

Dla tego młodego człowieka (nie chcę wymieniać jego nazwiska, bo nie jest warte zapamiętania), który ostatnie 5 lat spędził w więzieniu (napady na banki-typ gangu Olsena) może urosła myśl, którą politycy zasiali, a on pielęgnował, że PO to zło, a Adamowicz to PO.  Nie wiemy na pewno, co działo się w jego umyśle. Dlaczego w takim miejscu? Mieście otwartym, tolerancyjnym, gdzie pracuje wielu uchodźców, zwłaszcza Ukraińców. Dlaczego podczas tej akcji WOŚP? Akcja zbożna, ale atakowana przez Telewizję Polską (plastelinowe karykatury), część kleru i skrajną prawicę. Prawicowe środowisko polityczne wraz z głównym”księdzem” miasta Torunia od dawna robiła nagonkę na J.Owsiaka. Tyle ataków, oskarżeń, ile on musiał znieść, to aż dziwne, że  jeszcze miał do tego serce.  Słowa tegoż księdza są niegodne duchownego. 

Niestety,  mamy wojnę domową. Już się leje krew. Trzy lata temu zginął szeregowy pracownik biura poselskiego PiS.  Rok temu podpalił się człowiek pod Pałacem Kultury, w geście protestu przeciwko nienawiści narodowej. Teraz Paweł Adamowicz. Wzajemnie rozbudzamy złe emocje. Moja prawda jest  mojsza.. . Za prawdę polityczną uznajemy, to co jest nam bliższe. Stefan W. był poniekąd ślepym mieczem, a ręką zbrodniczą – wszechobecna polityczna nienawiść. Historia kołem się toczy. Rok 1922, pierwszy prezydent wolnej Rzeczypospolitej G.Narutowicz ginie w takich właśnie okolicznościach. Tam też grunt dla zbrodni został przygotowany.

Pawła Adamowicza, nie znałam  osobiście.  Słuchałam jego wypowiedzi w różnych okolicznościach. Podobała mi się jego tolerancja i otwartość na drugiego człowieka. Dużo dobrego można by pisać, ale wiecie wiele z gazet, telewizji. Chcę podzielić się miłym wspomnieniem z akcji -” Gdańskie Dni Sąsiadów”. Rezultatem było między innymi wydanie „Sąsiedzkiej Książki Kucharskiej”. W drugim wydaniu był także przepis naszego prezydenta – „Budyń po gdańsku”. Miał do siebie dystans, nie obrażał się za ten przydomek. Cytuję jego słowa,

„Ktoś kiedyś nazwał mnie Budyniem. I przylgnęło. W dzieciństwie nie przepadałem za tą potrawą. Ale skoro już przylgnęło, postanowiliśmy z żoną spróbować zrobić budyń sami”.

Wysłać swój przepis mógł każdy gdańszczanin. Ja w pierwszym wydaniu podałam przepis na dżem wiśniowy z czekoladą, a w drugim na wątróbkę po chińsku.

Umawiani byliśmy na sesję fotograficzną. Mijaliśmy się w drzwiach z rodziną pana prezydenta. Uścisnął mi dłoń przedstawiając się „Budyń Gdański”, na co ja „Wątróbka z nad Jangcy”.

Smutny dzień. Co z nami, z narodem dalej będzie? Dokąd zmierzamy? Jaką przyszłość zbudujemy naszym dzieciom?

Zwracam się do młodych, od Was wiele zależy. My starzy nawojowaliśmy  szabelkami ciętymi, jak nóż, a Wam przyjdzie zebrać plon. Walczcie z chamstwem, hejtem, głupotą.Większość prymitywnych poglądów bierze się z braku wiedzy, nieuctwa, które podnosi się do rangi własnego światopoglądu. Z kompleksów małych ludzi. Brońcie się przed pychą! To będzie Wasze życie – uczyńcie je lepszym.

Cyprian Kamil Norwid napisałby dzisiaj:

„Coś Ty uczynił ludziom, Pawle z Gdańska!?”

(skojarzenie z wiersza – „Coś Ty Atenom zrobił, Sokratesie”).

 

Bez miłości

Życie bez miłości, jakim byłoby?

Myślę o każdym wymiarze miłości: rodzicielskiej, partnerskiej, przyjacielskiej, do zwierząt, pracy, pasji, idei, świata. Miłość tak ogólnie pojmowana.

Moja koleżanka, bibliotekarka, kobieta samotna, ale zawsze uśmiechnięta. Bez swoich piesków, bez pasji sportowca i idei pomocy ofiarom przemocy byłaby cieniem. Tak mówi o sobie. Nie wyszła za mąż, bo tych których pragnęła, pochłaniało zupełnie co innego niż jej wdzięki. A bez miłości, ot tak, bo wypadałoby, nie chciała oddać ręki na zaobrączkowanie. Nie żałuje, choć nie zakładała tego, nie wyznaczyła sobie takiego celu. Tak wyszło. Na pewno bardzo kochała mamę i opiekowała się nią do końca jej sędziwego wieku. Od dzieciństwa polubiła siebie, swoje otoczenie i zwierzęta. Zawsze było ich wiele wokół niej. Rodzina sądziła, że będą mieli w domu weterynarza. Ale stare zakurzone książki zawładnęły serce i pociągnęły na lata studiów. Prowadziła nietypową bibliotekę, pełną dzieci i młodzieży, staruszków. Potrafiła skupiać ludzi i angażować w projekty.

Piszę o niej, bo jest żywym przykładem na radość z życia i wielką moc MIŁOŚCI DO ŚWIATA. W materii męża, związku, powtarzała, coby nie zrobić będziesz miała poczucie, że jest źle. Ożenisz się, źle, nie ożenisz też źle. Chciała robić wszystko z przemyśleniem i sensem. Bez rodziny mając więcej czasu realizowała się, jako sportowiec (triatlon) i ideowiec. Nie mogła patrzeć na przemoc w rodzinach. Pracowała w fundacji, wspierała.

Zobaczcie nie była narzeczoną, nie była mężatką, niestety też nie została matką, a ile miłości w tej kobiecie i wokół niej.

Ludzkość bez miłości odczłowieczałaby się. Nikogo i niczego nie kochając, odhumanizowani czulibyśmy się, jak maszyny, smutne roboty. Miłością nadajemy wartość i znaczenie istnienia. Ludzie, którzy nie kochają i nie są kochani, mogą być niebezpieczni, dla nich życie nie jest wartością i łatwo mogą krzywdzić siebie i bliźniego. Często  zamachowcem jest człowiek nieżonaty. Żaden z dziewiętnastu na World Trade Center nie miał żony.

Dobrze, że w normalnych warunkach najczęściej jesteśmy „uwikłani” w różne relacje miłosne.

A to związek z rodzicami, partnerami, dziećmi, wnukami, przyjaciółmi.. . Takie relacje z bliskimi są bardzo ważne. To nas motywuje do życia. Ile razy słyszeliśmy, że dzieci pozbawione przytulania, czułości rodzica, fizycznego kontaktu gorzej rozwijają się. Przez całe życie, począwszy od dzieciństwa mają trudności w nawiązaniu relacji z innymi. To podstawowy krok do samotności, poczucia odrzucenia, braku akceptacji społecznej.

Pokochajmy swoje życie, mamy jedno jedyne!!  To jest nasza szansa.

Bez przeżywania miłości, nie będziemy ludźmi w pełni.

Kochani, niech życie Was inspiruje, tego życzę. Będąc z kimś ważnym, nie zatraćcie siebie.

 

Być przy Nadziei.

Słowo ciąża jakoś ciąży człowiekowi. Lubię zwrot – „być przy nadziei”.

W latach głębokiego komunizmu najczęściej mniej zabezpieczaliśmy się przed poczęciem dzieciątka. I zdecydowanie rzadziej mieliśmy możliwość pobycia sam na sam, bez dozoru rodziców. I jak się już takie święto zdarzyło, często ludzie szli na żywioł. Śmiałam się, że wystarczyło  usiąść chłopu na kolana, a ciąża gotowa. Wywoływało to nasz strach i często słowo „ciąża” nie było miodem na serce, tylko strachem oblewającym plecy zarówno  kobiety, jak i mężczyzny.  Automatycznie pociągało to „dobrowolny mus” oświadczenia się, wyjścia za mąż i wzięcia odpowiedzialności, skoro pojawiło się maleństwo na tym świecie. Teraz od młodego jesteśmy „wytrawne” w zabezpieczaniu się i to latami. I kiedy już po trzydziestce chciałabyś mieć Okruszka, okazuje się, że to, nie takie łatwe i oczywiste.

Moja koleżanka jest w długo wyczekiwanej ciąży. Cieszy się i boi, czy wszystko będzie dobrze, czy maleństwo zdrowe. Kiedy tylko widzimy się podpytuje mnie, matki trójki dzieci o różne sprawy związane z porodem, szkołą rodzenia, wychowaniem.. . Opowiedziałam jej o mojej pierwszej wizycie w szpitalu, kiedy to stawiłam się do rodzenia. Nie miałam doświadczenia, a jedynie słyszałam to i owo od mamy, teściowej, przyjaciółek.

Nie będę rozpisywała się Wam o każdym ciekawym fakcie z tego pobytu na Klinicznej, np. o wypchnięciu  łokciem mojego synka przez hinduskiego lekarza, po dobie, kiedy odeszły wody i krwi wiele, czy dziwnym objawie tężyczki, kiedy to całe ciało, wraz z twarzą skamieniało mi. Raczej o tym, już po narodzeniu pierwszego Okruszka.

Jak wiecie wyszłam za uczonego człowieka, z zacnej rodziny mądrych ludzi, do tego z zapędami eko, bio, ziołolecznictwa.. . Jak na tamte czasy, to było dziwactwo raczej, kiedy wszyscy pędzili do nowoczesności.  Po porodzie, w pierwszej przekazanej mi paczuszce różnych drobiazgów, mąż nie omieszkał włożyć litrowy słój ciekawego napoju o intensywnym kolorze. Otwieram wącham, smakuję. Ohydztwo! Dziwnie podejrzanie pachnie, a kolor czarnej porzeczki, czy owoców dzikiego bzu. Myślę o nie, nie będę męczyć się z tym eliksirem zdrowia. Zakręciłam, odstawiłam i poszłam podejrzeć mój cud, leżący w inkubatorze. Okruszek nie był gotowy przyjść na ten świat, wypchnięty, bo tam jego schowanko skończyło się, musiał dojrzewać nie w ciepełku brzuszka mamy. Wracam spłakana, bo inne mają Okruszki przy sobie, a było nas 13 na sali porodowej i tyle samo na sali połogowej. A ja wciąż sama. Myślę trudno życie jest ciężkie, wypiję ten sok chyba z czarnego bzu, dla zdrowia, dla wzmocnienia organizmu, kiedy już będę mogła karmić piersią mój Skarb. Dla dziecka zrobimy wszystko. Pierwszy łyk bry.. Zatykam nos i męczę się z wypiciem. Wypiłam pół słoja. Otrząsnęłam i powiedziałam dość, tej męki. Więcej nie dam rady. Po godzinie, dwóch smutna dalej przeglądam paczuszkę, a tam na końcu w ściereczce zwinięty w rulonik liścik do żony od zacnego męża. Na końcu informujący mnie, że w słoju mam już rozpuszczony nadmanganian potasu do podmywania okolic intymnych. Matko, myślę, co ja teraz  zrobię, jakie będzie moje mleko? Biegnę szukać pielęgniarki. Jest! Podchodzę nieśmiało, w cichości prawie szepczę, bo wstydzę się, aby nikt nie usłyszał mego czynu, opowiadam co i jak. Proszę o poradę. Na co ona, na głos śmiejąc się woła do swojej koleżanki, pielęgniarki, a słowa niosą po całej sali,  –  „Wiesz, co ta mała zrobiła? Wypiła pół litra nadmanganianu potasu”!! No proszę i już wszyscy wiedzą. Obróciła się do mnie i rzekła, że nic mi nie będzie. Przeżyję ja i maleństwo.

Kochane dziewczyny, życzę Wam, aby słowo ciąża nie zmroziło Was, aby to była miłość od pierwszej myśli. A Wam chłopaki, aby właśnie w tym szczególnym momencie nie zabrakło odwagi i miłości do Niej i do nowego Życia.

Kochać inną istotę, nie oznacza, że uważamy ją za cudowną, tylko niezbędną do życia. A w przypadku dziecka: i cudowną i niezbędną.

Zamknięty w stalowej skrzyni ludzkiej krzywdy

„Można dużo zdziałać z pomocą nienawiści, ale jeszcze więcej – miłości”. William Szekspir.

Jedna z bliskich mi osób wiedziała, że chciałabym mieć książkę  Anny Goc – „KS ADAM BONIECKI, rozmowy o życiu”. Dostałam pod choinkę. Mało czasu było na poczytanie, na razie tylko kartkowałam. Moją uwagę przykuły słowa księdza Adama, które zmusiły do przemyśleń.

„Czasami się zastanawiam, czy są ludzie, którzy mi czegoś nie wybaczyli. Pojawia się wtedy poczucie, że ktoś zamknął cię w stalowej skrzyni i być może już nigdy cię z niej nie wypuści”.

Są ludzie, którym poczucie krzywdy i chęć odwetu, zemsty zajęło wiele lat, nawet do grobowej deski. Strawiło niejedną noc, zniszczyło niejeden poranek. Kto szuka zemsty, nie pozwala na zasklepienie ran.

A jest i tak, że nagle przychodzi chęć pojednania, przebaczenia. Może jakaś myśl, zdanie naszego autorytetu. Może zdarzenie, tak silne, prawie stawiające nas przed wagą Archanioła, jak na Sądzie Ostatecznym Memlinga.

Cóż wybaczenie potrzebne, temu co skrzywdził i skrzywdzonemu, aby dalej żyć i zachować siebie. To nadzwyczajna z ludzkich zdolności i najbardziej śmiałym z działań. Przebaczenie wymaga nazwania krzywdy. Cierpienia niezasłużonego, niesprawiedliwego i często zupełnie niepotrzebnego.  Krzywda pociąga za sobą spiralę naszej rzeczywistości i towarzyszących temu uczuć; utrata, pustka, ból, samotność, cierpienie. Kiedy głośno wypowiesz i usłyszysz swój ból, następnym krokiem chyba powinno być zadośćuczynienie i próba przebaczenia. Z tym naprawieniem krzywdy nie jest łatwo, bo kiedy kogoś obmówimy, oczernimy, to proste, należy przeprosić, odszczekać, może nawet w gazecie podać prawdę. Ale jak zadość uczynić, kiedy np. przepiliśmy żonę, dom, dzieci. One z piętnem, złymi wspomnieniami..,  naznaczone pójdą w świat. Dopiero w życiu dorosłym                                   (DDA Dzieci Dorosłych Alkoholików) sięgną po terapię, wypłaczą, nazwą głośno swoje uczucia i spróbują iść przez życie.

Nie uciekłam przed zastanowieniem się, komu wyrządziłam krzywdę i kto z nich nie przebaczył mi lub ja nie wiem tego. Przyszły mi na myśl dwie osoby. Jedna z nich wybaczyła. Przeżyłam tę rozmowę z nim. Przytulił mnie, a ja spłakana wróciłam lżejsza do życia. To przebaczenie pozwoliło mi dalej żyć. Dziękuję mu, choć on twierdził, że nie ma czego wybaczać, bo nasze małżeństwo było skokiem na główkę do pustej studni. Tak musiało się skończyć, powiedział. Jest drugi mężczyzna z lat młodzieńczych. Nie wiem, jak go znaleźć (nie ma fb). Próbowałam. I tu chyba nigdy nie dowiem się, czy decyzja którą wówczas podjęłam; odejście, a właściwie ucieczka była dla niego krzywdą, czy czystą drogą do sukcesów jego i pomocą – „baba z wozu, koniom lżej”.

Oby nikt nie zamknął was w stalowej skrzyni nienawiści i nigdy stamtąd nie wypuścił. Obyście nie doglądali pieczołowicie swojej skrzyni, jeśli taką macie wobec drugiego. Nie hodowli poczucia bólu, krzywdy, nienawiści.., uchylili wieko, wypuścili tych, co więźniem waszego serca i umysłu byli i lżejsi zaczęli żyć na nowo.

Tego życzę Wam na Nowy Rok, oczywiście oprócz sukcesów wszelakich. Wasza Basia i Baśka

Ludziom dobrej woli

Dziękuję!!

Wczoraj kładłam się spać smutna, zbita jak pies. Jestem osobą ufną i kochającą ludzi, kochającą świat.

Przeczytałam, każdy kolejny komentarz pana „M” i przy tym ostatnim serce zamarło mi. Jaki brak szacunku dla mnie! Jaka odwaga, tak się obnażyć przed wszystkimi ze swojej nienawiści.. ! Taka agresja słowna nie budzi we mnie odwetu, tylko smutek z bezsilności mojej. Myślałam, taką miałam nadzieję, iż rozkocham w ludziach tego samotnego człowieka. Może wejdzie w takie pozytywne myślenie i choć trochę nasiąknie dobrem innych, poczuje się mniej samotny, bo akceptowany ze swoim raptusowatym temperamentem. Ale słowo „gówno” w połączeniu z wiarą, tak mocno zabolało, że nawet nie umiałam zapłakać, choć zwykle tak zachowuję się, kiedy ktoś robi mi krzywdę. Cała struchlała, że jednak nie pomogę, tak jak nie umiem pomóc dziecku, poszłam spać.

Nie myślałam o tym, czy to dobra inicjatywa, bo całą sobą to czułam i czuję, ale z tego powodu też było mi przykro, że odebrał to, iż robię dla poklasku, dla braw. A przecież to wymaga od człowieka przede wszystkim czasu, przeznaczenia na to finansów, siły w przygotowaniu wszystkiego samodzielnie, poświęcenia swojego chwil przedświątecznych. I robi się to wszystko chętnie, bo wierzy w sens swojego przedsięwzięcia, działania, całej akcji łączenia ludzi. Może to kropla w nauce tolerancji, ale i kroplami szklanka wody napełniona. 

Ranek, podchodzę do kompa. Czytam Pawła, Ultrę., Robiego, Herne…. i serce drży, raduje się, że jesteście ze mną. Każdy z Was napisał ważne i piękne, znaczące słowa dla mnie. I za nie chcę Wam tu i teraz podziękować, bo każdy z Was zawalczył o mnie. Dobrze mieć PRZYJACIÓŁ!!

Dziękuję Ci:

Zwykły Tato, Kod Mamo,Serca Drganie,365 Dni, Ultro, Koneserko Chwili, Sympatyzująca, Widziane z Ekwadoru, Ciasteczkowy Potworze,Romo Carlos, Okularnico w Kapciach, Herne, Śnie Nocy Letniej, Aksinio, Ktoś Obok, Jon, Ladegis, Niewidko.

Basia