Piękno i smutek

Już teraz każdy z nas ma „koronę” bliżej. Trudno ustrzec się naszego strachu o siebie i bliskich i.. lekkomyślności innych. Życie, także to domowe zmieniło się. Jedni pracują, studiują zdalnie, zawiadując ze stacji- pokój, a inni cichutko przemykają. Wytrzymujemy to, bo co innego nam zostaje. Choć im więcej domowników, tym trudniej ogarnąć.

Teraz u mnie, to czas spacerów. Dużo wychodzę nad morze i stare miasto. Gdańsk jest pięknym miejscem na ziemi. Wiele tu zakątków, które zachwycają. Ale na zdjęciach, oprócz piękna łatwo zauważycie pustkę. Jakby miasto wymarło. Smutek! Zdjęcia robiłam około 10 rano i  na wieczornym spacerze przed snem. Pustka tu i tam jednako zatrważa! Tym, którzy chorzy życzę zdrowia, a zdrowym roztropności.

Moja przyjaciółka Marta była przeziębiona. Poprosiła  o zakupy. Kupiłam świeże, wiejskie jaja i pachnące pomidorki na rynku od babuni. Zaniosłam, posiedziałam, z godzinkę potrajlowałyśmy i poszłam, życząc zdrowia. Herbaty nie piłam, ale ciasto zjadłam używając łyżeczki. A następnego dnia słyszę, że to ta straszna korona, a nie zwykłe ludzkie przeziębienie. No ładnie! Cóż zdarza się. W te pędy wyprowadziłam się z domostwa, bo na dwoje babka wróżyła. Albo zarażona jestem, albo nie. Albo kogo poczęstowałam wirusem albo nie! Posiedziałam w izolacji cztery dni i wróciłam do rodziny wypoczęta, bez żadnych objawów. Przyjaciółka przeszła lekko, tylko nadal czeka na odzyskanie pełni zmysłów, co by wiedzieć i czuć co zjada!

Oto moja izolacja. W kieliszku schłodzona cola, na talerzu ukochane winogrona.