Urodzaj na tantrę. Marcin

Zamęczę Was tym masażem. Kto ma po uszy tantry, niech nie czyta. Dziś opiszę piękne spotkanie z drugim człowiekiem. To był wyjątkowy dzień. I spotkanie z ciekawym mężczyzną.

Kilka dni wcześniej umówił się na masaż tantryczny. Podczas spotkania powiedział mi, iż specjalnie jechał do Gdańska na tantrę ze mną. Przeczytał na blogu i chciał doświadczyć tego. Miłe, prawda. Tego dnia stawił się w salonie, jako pierwszy klient. Przystojny mężczyzna po 30 tce. Widać, że sportowy duch, pełen energii, a jednocześnie stonowany. Krótko rozmawialiśmy przed masażem, za to po, popłynęłam w poznawanie człowieka (słowne poznawanie)! Był żywo zainteresowany reiki, czakrami, energią.. .  Na masażu ujął mnie wyjątkowym zdyscyplinowaniem. Przy tak zmysłowym dotyku trudno leżeć spokojnie.  Wiem, że zrobił wiele, aby wytrwać do końca. A przez to pozwolił mi na radość z tego masażu. Wszystko było płynne, lekkie w prowadzeniu. A dotyk ciała tego mężczyzny sprawiał ogromną przyjemność. To takie pomieszanie bliskości męsko ludzkiej. Nie wiem, czy rozumiecie. Było miło, nawet bardzo miło wtulać dłonie w niego, a jednocześnie czuć ciepło na swojej czakrze serca. Miłość bliźniego. On zapoczątkował cały dzień mojej radości. Marcinie bardzo dziękuję Ci za to spotkanie. Masz wiele do zaoferowania drugiemu człowiekowi. Twoje szczęście jest tu i teraz, a nadal przed Tobą. Powodzenia.

Wracam do macierzystego salonu po drugiej stronie ulicy, a przede mną wchodzą starsi panowie dwaj. Anglicy, zamówili dwie tantry. Myślę, co za urodzaj dziś na tę magię. Zabieram obu panów. Jednemu parzę herbatkę  i zostawiam w pokoju z piękną muzyką klasyczną. Starszego o imieniu Matt, niebieskich oczach, siwym wąsiku, klasycznej elegancji, a po masażu radości, jakiej dawno nie doświadczył, tak rzekł, przewiązuję chustą i zabieram w podróż z energetyczną Barbarą.  Cóż, mogę rzec, ten jegomość był po prostu fajny. Żywo cieszyło go wszystko; oczyszczanie aury i obmywanie.. , a przy dotyku do końca zachował się, jako dżentelmen.  Wychodząc rozpierała go energia. Przyjaciel jego jednakoż zachował się z kulturą. Tylko, że on trzymał na wodzy i nie pokazywał, aż tak fruwającej energii przepełnionej radością. Ucałował moje obie spracowane dłonie, wsunął w nie 50 euro napiwku. Skłonił nisko i przed wyjściem upewnił, czy moje imię, to Barbra. Miło było patrzeć na ich szczęście tej chwili życia.

Tego dnia były dwie ładne tantry i jedna magiczna, można było się w niej zapomnieć.

P S

– Marcinie, gdybyś zechciał napisać kilka zdań na stronie naszego salonu, o Twoich odczuciach, byłabym wdzięczna. Chciałabym to usłyszeć. Dziękuję

 

 

 

Nasza tantra. Michael z Sycylii

No i ten Michał okazał się plasterkiem gojącym po poprzedniku. Może nie było tu nadzwyczajności, ale tamten tak dał się we znaki, że cichość drugiego Michała już była radością.

Tego dnia miałam wole od pracy. Słonko cudnie grzało, wystawiłam pupcię nad wodą i błogo leżałam. Na plaży trochę ludu, ale znam fajne wejścia, gdzie luźniej.

A tu dzwoni recepcjonistka, zresztą urocze miłe Kurczątko. Pyta, czy dziś zechciałabym zarwać odrobinę wolnego czasu i stawić się na tantrę z Włochem. Pierwsza myśl – „Oczywiście tantra zawsze”. Druga –   „O matko, a jak to kolejny Niszczyciel”!  Szybka odpowiedź – „Będę tylko proszę spróbować zamówić na najpóźniejszą godzinę, np. 17.30, cobym jeszcze te słodkie cztery litery opaliła i szumem fal nacieszyła ucho. Powiem Wam, że z tym szumem; odgłosami morza i krzykiem mew było źle, bo trzech „siusiumajtków” zaległo obok i muzę podwórkową włączyli. Taka tam filozofia mówiono-śpiewna dla podrostków. Chyba zwie się to Trap. Z tego na szczęście wyrasta się. Ale Ci, póki co słuchali namiętnie, jak jakiej wyroczni. O kobiecie, co krzyż niesie- matce, o kręceniu du.., dokładnie; „Kręć dupą, kręć..”. Repertuar niewybredny, ale dla nich, jak hymn. Poprosiłam coby lekko ściszyli. Nawet bez marudzenia większego zrobili to, ale na chwilę, bo dołączyła do nich trójka dziewcząt cudnych. Tak myślałam dopóki buzi nie otworzyły. Same „ku..” same „chu..”  leciały i mocno przyklepane „zajebi… rżnąć” i w kółko – „suka, suka suka.. „. Matko jedyna. Myślałam, że dziewczynie w dzisiejszych czasach trudno znaleźć fajnego chłopaka, ale chłopcu nic nie łatwiej. O, nie. Dajmy pokój temu zjawisku. Smutnemu chyba z dobrobytu naszego. Ludziom w głowach zdaje się przewraca wtedy, kiedy nie muszą zamartwiać się, co do garnka włożyć.

Jadę do salonu, biorę mężczyznę. Grzecznie mu z oczu patrzy, nawet skromnie i uroczo cielakowato. Sorry, ale taki potulny mi się wydał, kiedy nie śmiał unieść powiek na pierwsze popatrzenie witając się. Myślę, o tu odpocznę, będzie pięknie. Odda swoje jestestwo i będziemy sobie czerpać z siebie. No i tak było, tylko całą godzinę martwiłam się o jedną niewielką sprawę. Chyba muszę nadmienić, że jednak nie była taka niewielka. Podaję ręcznik i chustę. Proszę o wzięcie prysznica i przewiązanie chusty na biodrach. Ja w tym czasie robię to samo obok w strefie spa. Obmywam ciało, obwiązuję luźno chustą, coby łatwo było zsunąć, kiedy trzeba. Stoję ze świecą i czekam. Pan wchodzi, ujmuje ją ze mną i patrzymy tak sobie w płomień. Jakiego kolor i jaki ruch ukazuje. Po oczyszczeniu jego aury z rzepów i po… następuje rozwiązanie chust. Moja płynnie opada na podłogę, a Michaela nie. Wisi na dorodnym członku. Cóż robić. Próbuję ściągnąć. Delikatny ruch i nic. Chyba za delikatny. Leciutko schylam głowę i poprawiam. Ukazuje się najjjwiększe przyrodzenie, jakie moje już dojrzałe oczy widziały. I co teraz. Odruchowo wskazuję dłonią łóżko i proszę o położenie na brzuszku. Chłop karnie wykonuje. A ja patrzę, jak on mości te klejnoty. Układa tak i tak. Teraz to żałuję, że mu jakoś nie pomogłam, ale on taki zawstydzony! Cichaczem próbował ratować sytuację. W końcu chyba się udało, ale jednak przez cały czas opracowywania tyłu jego ciała pamiętałam, aby za mocno nie naciskać i nie dusić tego cudu. Swoją drogą, to nie wiem, czy on się kiedykolwiek, gdziekolwiek zmieścił? To chyba tak, jak z za dużymi piersiami kobiety. Choć one nigdzie nie muszą się mieścić, tylko w staniku. I tak źle i tak niedobrze. Za mały źle, za duży nie wiem, czy dobrze. No i na rozmiary zeszło.

Widzicie o jakich głupotach ja Wam tu piszę.

Dość, że na masowałam się dziś do woli i więcej, to jeszcze mam siłę klikać  w klawiaturę. Ale obiecałam, że napiszę też o drugim Michale, więc napisałam. Śpijcie spokojnie. Północ dochodzi, kot Kleofas czeka, patrzy błagalnie i mruczy: -„Kobieto wróć do łóżka”. Co zrobić, idę. Dobranoc

Niszczyciel tantry. Michael z San Diego

Przyszedł i zmiótł ją z powierzchni mojego uroczego pokoiku.

Dzień po dniu stawiło się dwóch Michałów. I nie jeden duży, drugi mały, tylko jeden z San Diego, a drugi z Sycylii.  Darujcie mi, że znowu tantra, ale ostatnio ogólnie leń mnie zaatakował i nic mi się skrobać na blogu nie chce.  Tylko o tych „Michaelach” warto, bo znalazł się jeden taki, co to…, księżyca nie ukradł, ale moją kochaną tantrę zrównał z ziemią, to tak jakby skradł. Na szczęście Michał Michałowi nierówny i drugi otrzepał to imię z moich złych myśli. Ale o drugim w następnym wpisie będzie.

Pan z Kalifornii.

Widzę oknem, jak dziarskim krokiem maszeruje mężczyzna w moim chyba wieku. Włos rzadki, rozwiany. Brzuszek porządnie zaokrąglony, dość widoczny, bo w przyciasnej sportowej koszulce. Krótkie spodenki, do tego jaskrawe, barwne adidaski.  Cały uśmiechnięty, staje i już w drzwiach opowiada, opowiada. Taki typ wodzireja.  Oj myślę wyciszenia tu za grosz. Za mocny luzak.

I rzeczywiście nic nie robiło na nim wrażenia, ani nie uspokajało. Mrugający płomień świecy w naszych dłoniach. Ściąganie „rzepów” z jego aury, moje prawie czołobicie, kiedy od czubka głowy do stóp dłonie oczyszczały i ściągały energię, coby zrobić miejsce na świeżą, czystą.

Ledwo udało mi się położyć pana na brzuszku. Dłonie na sakralnej i czakrze serca; staram się poczuć przepływ energii. To był jego jedyny spokojny moment. Za chwilę zaczynam masować łydki, ale on ściska mnie nimi, zakleszcza, obłapia. To zmykam i sunę ręce wyżej. Tylko biernie leżą  na pośladkach, nawet spokojne ruchy okrężne boję się uczynić. No ale ile mogę tak przytrzymywać pupę. Więc próbuję ruchów kolistych. Ledwo zaczęłam, on unosi pośladki. I to wyżej, coraz wyżej i wyżej. Zaraz na suficie zawiśnie. Więc próbuję przytrzymywać, hamować zapędy.  Przyduszam dłońmi do materaca, ale chłop nie daje się, wije, pręży i dźwiga moje małe rączki do góry. Miałam taką nieodpartą ochotę przyrżnąć mu w te cztery litery. Ale pohamowałam się myśląc, że to może wywołać odwrotny skutek. Dopiero pan rozochoci się na ostre amory.

Kręciłam głową. Smutek przejmował, że zmarnowane spotkanie dwojga ludzi. Z biegiem czasu robiło się śmieszne i żałosne. Żebym ja musiała się tak mocować z niesfornym klientem!

Miziam już tak byle jak, bo tu skupienia nie ma. Moje oczy spotkały się z posągiem Buddy ( stoi na komodzie przy łóżku), co na szczęście powieki miał przymknięte. Mówię sobie w myślach – „Och jak dobrze, że nie patrzysz na to, bo to tantrę ośmiesza”.

Spokojnie proszę – „Ease”, choć zdegustowana jestem jego próbą przewodzenia. Od początku nie poddaje się tylko rządzi po swojemu. Żadnej czakry nie pozwala mi opracować. Łapie za dłonie, wciska swoje palce, ma się rozumieć w część wewnętrzną dłoni, próbując roznamiętnić. Matko, ile ja się z nim nawalczyłam. Ale robiłam to ze zdumiewającym spokojem. Myśląc, – „czy energia wie, że ma popłynąć i doenergetyzować jego ciało? Chyba nie, bo ja tego nie czułam. Zupełnie. I to rozżaliło, rozzłościło, zasmuciło.

Odpuszczam tę falującą pupę i idę na plecki. Ledwo pomiziałam lędźwie, kark, a chłop sapie, dyszy. Nic w tym złego, trzeba oddychać. Prawa strona już prawie „zrobiona”, ale chłopina nie wytrzymuje i smyrg w jednej chwili obraca się i już uśmiechnięty leży na plecach, czekając nadarzającej się okazji pokazać mi, jakim to on masażystą jest. To ja zmykam w jego nogi i ruszam czakramiki stóp, ale szybko rezygnuję, bo od poruszania nóg,  klejnoty się budzą, te między nogami. O nie myślę, energia pomieszała drogi, płynie tam, gdzie jeszcze nie trzeba.

Byłam zła, że w tym cudnym pokoiku z dobrą energią pojawił się niszczyciel tantr. Jakoś dotrwaliśmy do końca. Chłop wstaje, odziewa się i pyta po angielsku, czy go lubię. Leciutko wzdycham i mówię – „of course, very”. Przecież to była szarpanina, czy on naprawdę tego nie czuł?

Także donoszę Wam, że w tym pokoju bywa różnie. Wszystko zależy, od tego, kto legnie na łóżeczku z twardym materacem. Ja zawsze mam dobrą wolę i niewyczerpane pokłady cierpliwości. Póki co!! Kiedyś któregoś ugryzę, hi hi!!

 

Pelle – istny miód dla tantryka

Czuję, że robię się nudna z tym tematem. Ale mam taki ciekawy przykład. Przystojny Szwed o imieniu- Pelle. Ten człowiek wart wspomnienia.

Zaskoczona i to mile, skąd w nim tylllleee wiary w przepływ energii i wypuszczanie jej gardłem?

Powiem Wam, jak uczyli nas na szkoleniach. Godzinami ćwiczyliśmy, co robić, jak energia zbierze się w członku. Pierwsze nie dotykać go czule ani nieczule, tylko zacząć akcję przepychania energii swoimi dłońmi przez kolejne czakry, aż wyjdzie gardłem, a członek opadnie, skoro pozbędzie się energii. Jeszcze nie miałam osoby, która by tak usilnie chciała to uskutecznić co Pelle.

Na wstępie zapytałam przystojniaka, czy to jego pierwszy masaż tantryczny. – „Nie! Czwarty! Trzy poprzednie w Berlinie”. O se myślę, to nieźle! Tam mają dobrych tantryków. Ten klient chyba wie, z czym to się je. No i wiedział.

Zamówił sobie dłuższą wersję 100 minut. Ja już byłam po godzinach pracy, no ale odmówić klientowi tantry, co usilnie prosi dziś, bo jutro opuszcza piękny Gdańsk. Nie godzi się.

Pierwsze 60 minut to powitanie wręcz mistyczne z ukłonami wszelkiej maści i rodzaju. Ja nazywam to „czołobiciem” ze „ściąganiem” energii, a raczej rzepów: złych spojrzeń, słów, co przyczepione i tylko Basi dłoni czekają. Oraz masaż, kiedy klient leży na brzuszku.

Po zrzuceniu chust, co czasem utrudnionym jest przez wesołość członka, co już merda ze szczęścia, jak psi ogon na powitanie. Ale ten spokojnym był, chusta smyrg opadła. Ja na łoże zaprosiłam i to nie Madejowe! O nie, raczej rozłożyste, jak leśna polanka.

Pan przez całą godzinkę leżał na brzuszku, a ja czary mary wyczyniałam na stopkach, bo tam czakramików pełno i energia moja do niego się pchała. Dalej łydeczki popieściłam, na udach przysiadłam i oparłam dłonie o pośladki. Pooddychałam głęboko, wizualizując kolor danej czakry. Teraz poszukałam kości ogonowej i tam czule głaskałam, gdyż napotkałam ważne centra energetyczne. No, a na pleckach to już istna uczta czułości i trochę mi to czasu zajęło, bo tam, aż cztery czakry czekały na do energetyzowanie.

W czasie tego masażu stymulacja pleców odgrywa ważną rolę.  To w plecach „przechowujemy wiele nieświadomych, wypartych z pamięci aspektów, podobnie jak zaniedbanych elementów własnej osobowości. Dzięki ostrożnemu masowaniu mogą one znów wpłynąć w obszar świadomości. Usuwane są natomiast lęki i zahamowania.

Pan karnie leżał i wczuwał się w to, co czuje. Czym właściwie to jest? Czułością, namiętnością, matczynym tuleniem.. ? Na pewno z harmonijnym przepływem energii.  To nie podlegało dyskusji, zwłaszcza u tak wierzącego w tantrę człowieka i moją moc czynienia cudów z jego energią. Starał się namiętność odrzucić, bo przecież za szybko energia nie może zebrać się tam, gdzie jeszcze niedotykane.

Dzielnie wytrzymał tę godzinę. Emocje na postronkach, a ta obraca na plecki i  zaczyna smyranie po dłoniach. Wręcz skrzydła motyla suną od paluszków po kolce barkowe. Teraz kładę główkę na swe kolana i miziam po twarzy, wczepiam paluszki w kędziorki długich włosów Pellego. On tylko głęboko oddycha i w myślach prosi energię, coby jeszcze zimną ostała i do członka za szybko nie popłynęła. Ale stało się. On stoi! Pelle głęboko oddycha, pewnie w Berlinie tak kazali. No i pomogło. Spoczął!  O ooo, to teraz już ostrożna jestem. Przysiadam tylko przy biodrze leciutko dotykając moją gołą nóżką i głaszczę czakrę serca, rysuje tajemne znaki łącząc czakramy: brzucha, serca i głowy.

No i nie ma zmiłuj, spotkanie dobiega końca, ostatni kwadrans, z brzuszka rączki moje małe wpływają na czakrę podstawy. Pieszczę jąderka z myślą, no teraz już energio możesz wpłynąć do członka, bo co będę przepychała gardłem? Oni tam w Berlinie słyszałam, że bardzo indyjsko podchodzą i nie pozwalają na uwolnienie się energii na zewnątrz tradycyjną, tak przyziemną drogą, jak orgazm, tylko chłopu nakazują ziać, charczeć, szeroko trzymać gardło otwarte, co by energia nie błądziła i drogę znalazła.  A tu nic! Myślę może od tych rysunków chłopu pomieszało się, bo próbuje rozszyfrować, co za znaki tajemne rysowałam. No ale energia nie głupia wpływa tam gdzie trzeba  i zaczyna się kochani moja męka. Nigdy się tyle nie namachałam. Sunę dłońmi prawie w powietrzu, pcham energię przez brzuch, serce do gardła. Polle bardzo pomaga charczy i podgląda na mnie, czy ja dobrze głaszczę, bo chyba słabo to idzie. Jego ciało unosi się, faluje! No istna magia! Szkoda, że nie widzieliście!  Trwa to  dobre 10 minut, ja już zmęczona się robię, Pele chyba też. Słyszę po nim, ze słabnie. Unosi się leciutko i jakby błagalnie patrzy myśląc

– „No przepchajże kobieto tę energię, bo spać nie pójdziemy”!

Masaż już przedłuża się, ja tracę wiarę, że odpocznę, a klient uzyska duchowe przeżywanie seksualności swej.  Pelle coraz to słabiej współpracuję, już ledwo oddycha, a mi z tego wszystkiego zachciewa się śmiać. Dobrze, że nie roześmiałam się, bo w tym momencie, ostatni wydech, członek opada, Pelle  szczęśliwy, a ja dumna. Dokonaliśmy tego. Jeszcze nie miałam mężczyzny tak wczuwającego się w akcję poszukiwania drogi ujścia energii, co Pelle. Fajny chłop, ale nie wiem, czy ucieszę się, jak go ponownie zobaczę.

Opisuje to w trochę zabawny sposób, bo jak zobaczylibyście nas w akcji,  to i wam byłoby do śmiechu.

A niejeden powiedziałby- „Hm, dziwny sposób zarabiania pieniędzy ma ta Basia”.

Może zdziwicie się, ale ja lubię ten masaż i ludzi, którzy do mnie przychodzą.

Kilka słów o masażu tantrycznym

Teraz, kiedy pracuję z tym  masażem już jakiś czas, mam  więcej przemyśleń.

Masaż tantryczny wykonuję w osobnym salonie, w którym jestem tylko ja i osoba decydująca się na taką bliskość. Za drzwiami nie ma śmiejących się kobiet, które malują paznokcie, czy włączonych suszarek przy modelowaniu fryzury. Musi być spokój i kojąca, cicho płynąca muzyka.

Moje wcześniejsze oburzanie się, że ten masaż podciągany jest pod erotyk, było niepotrzebne. Już rozumiem dlaczego często utożsamiany jest z masażem erotycznym, bo po części takim jest. Chyba nie ma możliwości zimnego wykonania tego bez skojarzenia z erotyką, skoro skóra do skóry, ciało do ciała. To, że jesteśmy nadzy i każdy dotyk skóry odczuwanym jest przez skórę tej drugiej osoby. To, że każde nachylenie, objęcie, siad, np. na jego złączonych udach jest jednak bez osłony ubrań i czujesz bliskość, ciepło.. Tu trzeba dużej umiejętności spokojnego poprowadzenia tego masażu.  Żadnych niewłaściwych ruchów, aby  osoba masowana nie zaczęła zmieniać charakteru masażu  z ciepła w ogień. Druga część to energia, praca z nią i czakrami. Do tego od początku należy podejść z mistycznym ujęciem tematu. Spokojne nakładanie dłoni na każdą czakrę i bierne przytrzymanie ich w czasie siedmiu głębokich oddechów. Wstęp czynię tak podniosłym i uroczystym, że niejeden klient nie znając mnie przecież, myśli, że to jakaś kapłanka ze świecą  w dłoniach wita go. Może dlatego nie ośmielają się dotykać mnie.

Tak, teraz widzę, że dotyk tantryczny, to w równej mierze masaż erotyczny, jak i energetyczny. Siedem podstawowych czakramów energetycznych w  naszym ciele zobowiązuje do masowania całego ciała, bez wyjątków. Umiejscowione są one wzdłuż kręgosłupa, a ich energia ( tak uczono mnie) wpływa na działanie gruczołów i organów wewnętrznych.  Słowo czakra oznacza lejek lub koło.  Tam wpada energia, krąży i swobodnie przepływa dalej, jeśli nie ma żadnych dysfunkcji, czy blokad. Energia czakramów przenika całe ciało od miednicy po sklepienie czaszki.

Poprzez bloga znalazł mnie bardzo sympatyczny i elegancki w zachowaniu Włoch, pan „F…o”. Napisał do mnie maila, zasięgając więcej informacji. Po jakiś 2 tygodniach zadzwonił do salonu i umówił. Tego dnia słysząc to romantycznie brzmiące imię pana, który zamówił sobie tantrę, byłam prawie pewna, że to on.  I był! Oczarował mnie od początku. To człowiek, który położył się i oddał w moje ręce. Nie inicjował żadnych ruchów, nie sapał, nie unosił ciała.., po prostu był i pozwolił na dotyk, trzymając fason do końca.

W masażu tantrycznym nie przywiązuje się większej wagi do techniki, a do czułego dotyku wsłuchując się w podpowiedzi własnej intuicji i w dopuszczaniu działania przez masowanego.  Płynne ruchy okrężne i głaskanie to podstawa, nie ugniatanie, czy naciskanie punktów spustowych. Zanim w ostatnim kwadransie masażu położę dłonie w okolicy umiejscowienia pierwszej podstawowej czakry, muszę być pewna przyzwolenia tej osoby. Sunąc dłonie naprzemiennie od pępka ku sklepieniu łona, rozwidlając na udach widzę, co dzieje się z masowanym. Następuje rozluźnienie, czy też odwrotnie, spięcie. Tu bacznie zwracam uwagę na oddech. Głęboki, ale spokojny oznacza pobieranie przyjemności, krótki urywany – zbyt duże napięcie, a ledwo wyczuwalny, cichy i spokojny, to pewnego rodzaju – „płynę z falą”. Idę w tym kierunku, póki nie mam sygnału stop. Uczono nas, iż wykonując masaż Yoni (organy żeńskie) i Lingam (organy męskie) nie chodzi o seks, tylko pozwolenie tej osobie na duchowe przeżywanie aspektów seksualności. Ale wytłumacz to chłopu! Tylko zafiksowani na punkcie przepływu energii próbują skupić się na duchowym doświadczaniu pożądania. Na szczęście dla mnie, na ten bardzo drogi masaż nie biegnie mężczyzna, który syczy z bólu braku czułego dotyku kobiety i natychmiastowego zaspokojenia (ci idą na o wiele tańszy masaż erotyczny), tylko ten, co pragnie święta czułości, ubranego w ładny płaszczyk ciepła, nie ognia, co spala. Póki co, nie zawiodłam się, na żadnej osobie, która zdecydowała się na taki masaż. A przed Włochem, panem „F…o” chylę czoła za elegancką postawę. I ciepłego przytulenia w drzwiach na koniec spotkania. Arrivederci!

 

Mój pierwszy masaż tantryczny

Pamiętacie, wspominałam wam, że w sierpniu zrobiłam kurs masażu tantrycznego. Za tym poszły dwa stopnie kursu reiki i wkrótce stopień mistrzowski. Cieszę się, bo pogłębiam swoje zainteresowania. Po za tym  moje codzienne, systematyczne ćwiczenia qi gong. Wszystko to ma związek  z energią ludzką.

Każdy z nas odbiera życie poprzez pryzmat: wychowania, miejsca urodzenia, tradycji, poglądów wyniesionych z domu, osobistych – zarówno pozytywnych jak i negatywnych – doświadczeń. Cały ten bagaż, w tym podejście do własnego ciała, seksualności i duchowości sprawia, że już od wczesnych lat odbieramy życie w dość subiektywny sposób. My w większości nauczeni jesteśmy, że nasza seksualność, to wstyd. Zobaczcie, jak niektórzy duchowni zwracają się do dzieci, pytając, czy nie bawiły się niegrzecznie. Pamiętam z dzieciństwa rachunek sumienia przed spowiedzią. Ksiądz pomagał nam zauważyć każdy grzech. Dotykanie swojego ciała, wszystkich jego miejsc mogło stać się naszym poczuciem winy.

Istota ludzka – dzieło Stwórcy. Każdą część ciała tak samo ważną i potrzebną uczynił.

Czasy trochę zmieniły się, podejście do naszej seksualności też. Nie zawsze w dobrym kierunku. Branie drugiego (piszemy o tym otwarcie na portalach randkowych), jako narzędzia do zaspokojenia potrzeb tu i teraz, mierzi mnie. Potrzebuję do tego ładnego „ubrania”, chociażby w takie uczucie jak szacunek, podziw dla tego człowieka, niekoniecznie miłość. Ale nie o tym dziś mowa, raczej o masażu, który źle kojarzy się lub prawie nic nie wiemy o nim.

A, jeszcze jedno ze szczerych wyznań – mężczyzna, którego „opętała” chcica i potrzebuje w tej chwili rozładowania erotycznego, nie powinien przychodzić w takim stanie na ten masaż, bo tylko dozna ciągłego „dręczenia”. Masażystka nie będzie dotykała genitaliów, co na baczność, a dla niego sam fakt nagości, ciepła kobiety, dotyku skóry, wolnego wchodzenia w namiętność będzie tylko wzmagała pragnienie spełnienia. W takiej sytuacji proponuję udać się na masaż erotyczny. Zawsze to tylko masaż, a nie akt seksualny. Masaż, ale za to jaki!

Historia tantry sięga setek lat wstecz. Jest to jedna z najstarszych, wciąż praktykowanych ścieżek rozwoju osobistego i duchowego. Jej korzenie pochodzą z Indii, skąd rozprzestrzeniła się do Tybetu i Chin. Na Zachód tantra dotarła w XIX i XX w wraz z fascynacją Wschodem.

Oto opis tego masażu w naszym salonie.

Masaż tantryczny, nie jest masażem erotycznym.

Masaż tantryczny, to praktyka mająca swoje korzenie w hinduizmie i buddyzmie, polegająca na pobudzeniu i zbilansowaniu przepływu energii w całym ciele. Przynosi uczucie głębokiego relaksu, harmonizuje duszę i ciało. W tantrze, każda część ciała ma równorzędne znaczenie i traktowana jest przez terapeutkę z pełnym szacunkiem, czułością, skupieniem.

W trakcie masażu aktywizowane są wszystkie czakry, również te w miejscach intymnych. Jednakże nie należy mylić masażu tantrycznego z erotycznym, bo są to dwa odrębne rodzaje masażu. W masażu tantrycznym nie dochodzi do szczytowania, a energia seksualna drzemiąca w człowieku zostaje skierowana do wewnątrz, tak by każdy mógł poznać swoje potrzeby i zmysłowość, poczuć harmonię i spokój.

I stanął w drzwiach pierwszy klient. Jani z Finlandii. Wysoki blondyn około 35 lat. Z oczu patrzyła dobroć i spokój. Taki z sercem na dłoni i  ciekawy nowych doznań. Klient świadomy, który przedtem wypytał, kto będzie wykonywał tantrę, gdzie, u kogo ta pani uczyła się tego masażu i czy to masaż indyjski wywodzący się z buddyzmu, harmonizujący energię, bo on nie szuka erotyki. Ja o tym wywiadzie nie wiedziałam. Nie było mnie ostatnio w pracy, bo skaleczyłam palec. Dziś po wolnym jechałam prosto na tantrę. I powiem Wam jedno, to był magiczny masaż. Jestem wdzięczna temu Jani, że tak zaczął moją podróż z tym masażem (na zdjęciu mój pokoik masażu).

Na kursie po tych masażach zawsze z bólu pękała mi  głowa, a tu dostałam zastrzyk energii. Myślę, że oboje poczuliśmy stymulującą moc erotycznego dotyku. To było wzajemne ofiarowanie swojej energii, ciepła, bliskości i świadomego cieszenia się swoją seksualnością. Klient uścisnął moją dłoń, podziękował serdecznie, powiedział, że o taki masaż mu chodziło, zapisał moje imię i poszedł w świat z harmonijnie płynącą energią.  Nie będę się tu wiele rozpisywała, ale pokażę sam początek tej magii. Każda ceremonia poprzedzona jest powitaniem. Obmyciem ciepłymi ręczniczkami, krótkim oczyszczeniem energetycznym, nauką tantrycznego oddechu.

W przytulnej, klimatycznej komnacie klient rozbiera się, następnie bierze prysznic i przewiązuje biodra chustą, którą podaję.  W tym czasie, w drugim pokoju oplatając piersi zakładam chustę i wiążąc na karku. Pukam. Wchodzę. Rozpoczynamy rytuał przywitania i uhonorowania boskości naszych ciał na równi. Kładę dłonie na jego powieki, zamykając mu oczy. Trzymając jego dłoń przechodzę za jego plecy i „ściągam” energię, od głowy do pięt. A właściwie oczyszczam jego aurę z rzepów złych spojrzeń, myśli ludzkich czy złego dotyku. Ten był wysokim mężczyzną, więc udało się od karku. Czułam leciutkie drżenie. Ruchem dookoła „oplatam” go srebrną nicią, przechodzę trzy razy, docieram od głowy do stóp. Staję twarzą do niego. Kładę jego prawą dłoń na moje serce – kieruję na pierś, nie pod. Jego lewą dłoń ujmuję w moją i obie kładziemy na jego serce. Oczy zamknięte, oddychamy spokojnie, raczej głębiej, ale nie ciężko. Mniej więcej po minucie, a przynajmniej głębszych siedmiu oddechach opuszczamy dłonie, ale nadal ujmując je i patrząc sobie w oczy (musiałam wysoko podnieść głowę, bo chłop rosły) wypowiadam zdanie

-„Jesteś bezpieczny w moich dłoniach”, – „You are safe in my hands”.

Można też powiedzieć – „Ja jestem Tobą, Ty jesteś mną”, czyli zrównujemy siebie. Ale ja wolę to o bezpieczeństwie. W tym momencie sprawnym spokojnym ruchem, rozwiązuje supeł. Jego i moja chusta opada. Zapraszam go na łóżko, kładzie się na brzuszku,  przykrywam jego ciało chustą. „Zawiązuję” krąg energii.  Począwszy od czakry korony… kończąc na stopach. Powoli ściągam okrycie.W pokoju powinno być minimum 22 stopnie ciepła. Obmywam ciepłymi ręcznikami, zdejmując je ruchem zamykającym, nie rozkręcający. Teraz „ściągam” energię, pamiętając o kierunku, tu używam także strusich piór, pobudzam czakry. Lewa dłoń leży na kości ogonowej (tam króluje czakra korzenia, podstawy), a prawa na czakrze serca, tylko od strony pleców i zaczynam pobudzanie energii, miarowo kołysząc moimi dłońmi.. .

Są zasady, których dobrze byłoby przestrzegać. Nie ubierając tego w nie wiem, jakie słowa, powiem prosto. Nie wolno masażystce dotknąć genitaliów, kiedy tam zebrała się energia. To niedopuszczalne, bo mijające się z celem. W takiej sytuacji dłońmi przepychamy energię drogą czakr: splotu słonecznego, serca i gardła. Myślę, że niejeden pan w tej chwili jest zdegustowany tym „przepychaniem”. W masażu tantrycznym nie przywiązuje się większej wagi do techniki, a do czułego dotyku wsłuchując się w podpowiedzi własnej intuicji i w dopuszczaniu działania przez masowanego.  Płynne ruchy okrężne i głaskanie to podstawa, nie ugniatanie, czy naciskanie punktów spustowych. 

Tu w tym masażu każda forma pośpiechu jest nośnikiem negatywnych emocji. 

W różnych okresach swojego życia, mamy różne potrzeby. Może i Was najdzie kiedyś chęć doświadczenia czegoś nowego w masażu. Jest to jak najbardziej także masaż dla kobiet. Jutro przywitam Norwega, za kilka dni starszego Polaka, następnie Włocha. Może jeszcze kiedyś odezwę się na temat masażu tantrycznego. Życie jest pełne niespodzianek. Jeszcze kilka lat wstecz nie uwierzyłabym, że to kiedyś zajmie moje serce i głowę. A teraz spytajcie mnie, kiedy ominęłam poranne qi gong. Nie ominęłam. Ja w energię i czakry po prostu wierzę, że są, choć nie widzę ich.  Myślę, że nie bez znaczenia jest tu mój czas. Mam go zdecydowanie więcej. Mogę sobie pozwolić na nowe zainteresowania. Oddawać się im. Póki jesteśmy ciekawi życia, wszystko smakuje lepiej, pełniej. Tego i Wam życzę.

Jeśli czytałeś ten wpis, to może zainteresuje Ciebie kilka innych, polecam:

  • „Minetka- wiele dróg do przyjemności” z dn. 07.07. 2018
  • „Z pamiętnika masażystki. Cztery pary stóp na jednym łóżku” z dn. 13.07. 2019
  • „Ona jedna, ich wielu” z dn. 02.03. 2018
  • „Masaż tantryczny z kobietą. Elena” z dn. 02.04. 2019
  • „Najpiękniej zarobione pieniądze. Niesforna pierś” z dn. 29.03. 2019