Słucham Ciebie.., czy aby na pewno.

Wrażliwemu człowiekowi chyba trudniej żyć.

Od kilku tygodni robię mojej koleżance masaże bańką chińską. Spotykamy się w drugim salonie Mabe. Czasami zamawia sobie też saunę, jest jej fanką. To było piękne mieszkanie na starówce, teraz przerobione na salon z jacuzzi, sauną i masażem. Po masażu, ubierając się zaczęłyśmy rozmawiać o tym miejscu. Koleżanka wiedząc, że bardzo pragnę mieć swoje małe mieszkanko, zapytała – „Gdyby szef sprzedał ci to lokum, jak byś je urządziła? Och zaraz się wkręciłam w planowanie i snucie marzeń. Z pokoju masażu ( mniejszy pokój) zrobiłabym kuchnię, bo nie lubię łączenia salonu z aneksem kuchennym. Na co ona ostro zaprotestowała. Może dlatego, że sama ma takie rozwiązanie w swoim domu i chwali sobie. Ale przecież można mieć inne, swoje pomysły. Więc nie wiem, po co te mocne jej oponowanie, tym bardziej, że nigdy nie będę miała tego „problemu”, bo nie mam mieszkania, ani tego ślicznego na starówce, ani w odległych zakątkach miasta. Ale to nic, jestem przyzwyczajona, że ona mądrzejsza od wszystkich i bardzo rządząca. Ja raczej wycofująca i poddająca się, zwłaszcza przy niej, jakoś okrężną drogą próbowałam wyjść z tej dyskusji. Ale ona nie dała za wygraną pociągnęła rozmowę dalej i doszła do pytania. -„To powiedz, jakie jest Twoje marzenie?”. Płynnie, spokojnie powiedziałam:

Gdybym teraz stanęła przed Stwórcą, a on zapytałby mnie – „Basiu, czego oczekujesz na resztę życia?” Powiedziałabym: Szczęścia moich dzieci, zdrowia dla siebie, takiego mieszkanka i takiej emerytury, abym sama mogła  zrobić opłaty za mieszkanie i przeżyć. Bo chciałabym tu mieszkać sama. Poprosiłabym Boga, abym mogła wyjść ze związku, w którym jestem bez krzywdy dla kogokolwiek”. O matko jak ją to rozjuszyło. Wykrzyczała wiele wiele razy -„Martwisz się o innych zamiast na pierwszym miejscu myśleć o sobie!! Co on Ciebie obchodzi? No co? On nawet nie zauważy, że Ciebie nie ma. Od początku  traktuje ciebie źle!!! Nie szanuje  i ma w dupie, słyszysz ma ciebie w dupie!!! Robi co chce, pije ile chce, nie dba o siebie… . Jakby ją coś opętało taka zła wrzeszczała na mnie. Ona chyba nie lubi mojej łagodnej osobowości, to działa na nią, jak płachta na byka. Gdyby usłyszała ode mnie słowa typu -„Rozgniotę jak robaka, zniszczę ..”  -byłaby dumna ze mnie. Próbowałam zaprzeczać, że tak nie jest, że nie można go aż tak źle oceniać.., ale to tylko wywołało kolejną burzę, że jestem głupia, a on egoista.  A to, że on ma mnie w dupie usłyszałam od niej tego wieczoru chyba z tysiąc razy. Powiem wam było mi przykro, że nie słucha mnie, że krzyczy jakby tym silnym głosem chciał przypieczętować swoją  rację, że ktoś ma mnie w dupie, w tym przypadku mąż. I że nie powinnam mieć żadnych skrupułów. -„Rozumiesz”! krzyczała, „żadnych skrupułów”!! A ja nie chcę szczęścia swojego, mieszkanka w spokoju opartego na krzywdzie ludzkiej. O to prosiłabym Boga, o pozwolenie mi wyjścia  bez szkody dla bliźniego. Już nic nie mówiłam dałam się jej wykrzyczeć. Ostatnie zdanie, które ja wtedy powiedziałam to – „Wierzę, że na łzach innych nie zbudujemy swego prawdziwego szczęścia”. I wiecie co? Jakby wyłączyła się, przestała wykrzykiwać. Usłyszałam tylko – „Głupia jesteś”. Ubrała buty i powiedziała że jest głodna. Ona chciałaby mnie widzieć bezlitosną, bezwzględną, w tym upatruje siły człowieka!

Myślę, że mówienie prawdy, czy swojego poglądu na dany temat powinno odbywać się w odpowiedniej oprawie: spokoju i szacunku wobec uczuć naszego rozmówcy.

Szczerość tak, ale nie zbyt duża dawka krytycyzmu. Np. koleżanka pyta powiedz mi źle wyglądam, bo przytyłam? Odpowiadasz:

– „Krysiu, Marysiu.. nie przejmuj się tym, bo wprawdzie masz te kilka kilogramów więcej, ale człowiek zmienia się, system hormonalny też. Jesteś zdrowa, a te kilka kilo to nie chorobowa otyłość. Dziecko jesteś szczęśliwa i nadal piękna i to się liczy. Co innego, jakby Ci to i owo bardzo przeszkadzało, to  wtedy walcz o płaski brzuszek”.

A co przyniesie nam;  jej i tobie, kiedy powiesz -„Tak przytyłaś i wyglądasz okropnie, brzuszyszko ci wisi, a dupa w drzwiach nie mieści, tej twój to chyba nie może na ciebie patrzeć”.  I po co ten bezpardonowy krytycyzm. Tym bardziej, że bez przesady, nie ma wielkiej pupy i brzucha.

Dlaczego choć przez chwilę nie pomyślimy, że może nie mamy racji, a przyjaciółka nie musi być idealna i może mieć swoje poglądy i swoje patrzenie na to, czy tamto. Może tak a tak sobie czuć, myśleć. W prawdzie inaczej niż ty i może nie jest idealna, ale ma do tego prawo. Do swojego patrzenia na związek, na daną kwestię, sprawę, problem. Wysłuchaj i czasem odpuść swoim mądrościom, powstrzymaj z oceną. Pozwól sobie i innym na większy luz. Ooo i to wówczas powinnam była powiedzieć mojej koleżance!

Sztuka słuchania wymaga cierpliwości. Każdy z Was zapewne poczuł na swojej skórze, że kiedy chciał coś opowiedzieć, przekazać.. przerywano mu, rozpraszano swoimi wstawkami, kończono zdania i pośpieszano przejmując pałeczkę próbą dopowiadania waszej sprawy po swojemu. Ile razy wy mówicie, a drugi niby słucha, a pisze smsa, czy sprawdza skrzynkę e-mailową. Obecnie politycy wiodą w tym prym, nie słuchają przedmówcy, przerywają, wtrącają, wyzywają.. aż trudno tego słuchać.

Wrócę do zadanego tu pytania: „Basiu, czego oczekujesz na resztę życia?”  Kto zechce podzielić się z nami odpowiedzią na to pytanie: – Czego oczekuje na resztę życia? będę wdzięczna. Fajnie wiedzieć, o czym ludzie marzą, czego pragną, na czym się skupiają, co ma znaczenie. I jak to jest z umiejętnością słuchania?

Ja wiem na pewno, że chcę, aby Erlend był w moim życiu do ostatniego dnia, choćby tysiące mil stąd, ale blisko serca i myśli.

Z pamiętnika masażystki – „Czternaste Niebo”

W mojej kuchni kaloryfer nie wisi pod oknem, tylko na ścianie z boku okna. Kilka długich starych żeberek z odrapaną kolejną warstwą farby.  Jak się tu wprowadziliśmy, osłonięty był drewnianą  skrzynią. Tak brzydką, że wolałam nie kierować tam wzroku, ale powoli przywykłam do tego widoku. Chyba wiedziałam że tak musi być, bo żyło nam się biednie i co tu się przejmować takimi szczegółami. Męczyłam się z tym  latami, bo myślałam, że tak ma być. Pan Jakub też tak myślał.

Umówił się na masaż, jechał kawałek, bo ze Stegny, tam od maja sprząta plaże. Niski, korpulentny, po 40 tce z czarnymi błyszczącymi oczyma i szczerym uśmiechem. Zabrałam go na masaż. Już na wstępie wywołał mój uśmiech, jak nie wiedział, gdzie front jednorazowych slipek. Poprosił mnie do pokoju i oglądając męskie stringi ze wszystkich stron, rzekł, że – „wszędzie jest wąsko”. A jeszcze, jak się dowiedział, że ten sznurek to na pupę, ze spuszczonym wzrokiem zapytał, czy pogniewam się, jak zostanie w swoich majtkach bokserkach. Mówił to tak, jak  dziecko, co prosi o kolejnego cukierka, a wie, że limit dzienny, to jedna słodycz. Coś w tym stylu. Już wtedy zobaczyłam, że to niezepsuty, ale dobry człowiek.

On potrzebował masażu, od lat bolą go kręgi szyjne. Od dziecka ciężko fizycznie pracował. Ale na równi potrzebował, albo widząc mnie uśmiechniętą od ucha do ucha dopiero teraz poczuł potrzebę opowiedzenia mi swego życia. Miałam czas, nie ponaglałam. Tego dnia to był jedyny masaż i później moja rehabilitacja, też kręgów szyjnych. 

– „Wie pani kilka lat temu myślałem nawet, że nie chcę już żyć. To był cios. Odeszła żona, a właściwie wystawiła walizki za drzwi”.

 Ożenił się młodo. Założył firmę sprzątającą tereny zewnętrzne. Żona zajmowała się stroną księgową i papierkową, a on nocami sprzątał z kilkoma pracownikami. Niczego nie brakowało żonie, synkowi i  usynowionemu chłopcu z pierwszego związku tej pani. No chyba, że jego obecności, bo on najczęściej nocami pracował. Przed ślubem opowiadał o swoim marzeniu, camperze i tanim zwiedzaniu kawałka świata, ale nigdy nie zrealizował, zawsze było coś ważniejszego, a i żona przestała mieć ochotę na taki sposób spędzania z nim czasu.

Po 15 latach został, bez mieszkania i pieniędzy, nawet firmę stracił. Zaczynał od początku. Pożyczył od taty na jedzenie. Dostał 100 zł.. Myśli kupię coś do lodówki i totka, zawsze grał i mało wygrywał, ale lubił to. Kupił za 106, bo pani w okienku pomyliła się i sprzedała mu 6 kuponów zamiast jednego. Jak się później okazało każdy po 6 tysięcy (wygrzebał drobniaki i dorzucił do tej jedynej stówki). Wygrał 36 tysięcy. I kupił sobie….nie campera …tylko maszynę zamiatarkę. Tak zaczęła się jego druga firma.

I teraz mówi : „Pani ja nie wiedziałem, ale 15 lat byłem w więzieniu. Moje małżeństwo było więzieniem. Razem z teściową, tylko wierciły w brzuchu a to to, a to tamto trzeba kupić. Ja zadaniowy człowiek myślałem że na tym polega małżeństwo i tak należy. Nie sprzeciwiałem się w niczym. Tylko pracowałem, nic z tego nie miałem, ciągle było mało. A jak chciałem jechać na miesiąc do siostry pomóc jej przy budowie domu, to krzyczała, że szkoda czasu, bo nie będę zarabiał” .. itd itd.

Powtarzał jeszcze kilka razy – „Pani, małżeństwo moje, to jakby więzienie było, a ja chciałem się rzucać pod pociąg. Teraz jestem spokojny, szczęśliwy, żyję sam, pracuję i daję pracę ludziom”.

Czasami nic nie zmieniamy, bo myślimy, że tak musi być,  że taka kolej rzeczy, że wszyscy tak mają, przyzwyczajamy się do tego co uwiera, a nowe jest niepewne i przerażające, bardziej od naszej biedy.

Zanim wyszedł powiedział

-„Pani zamówiłem „Niebo”, bo tak ładnie brzmiało, a to okazało się wielką niespodzianką.  Kiedyś na ślubie mojej siostry, spotkało mnie coś podobnego. Siostra pana młodego Niemka odczytała list z Biblii na ambonie po niemiecku, a mnie, jako brata panny młodej wywołano do czytania tego samego, ale po polsku. Nie znałem tekstu, bałem się, ja nie nawykł do wystąpień publicznych, serce biło tak mocno, że chyba cały kościół słyszał. Nie spodziewałem się tego, ale poszło mi dobrze i byłem szczęśliwy. Tak jak dzisiaj nie spodziewałem się, tak życzliwego człowieka, bo ludzie teraz na siebie warczą, a jak dowiedzą się że jestem zamiataczem to i często nie szanują, a pani traktowała mnie jak króla. To nie było niebo, ani siódme niebo, to było czternaste niebo”!!

Kolejne miłe spotkanie bliźniego, człowieka prostego, ale nie prostaka. Człowieka szczerego, doceniającego to, co ma.

Dziękuję  Panie Jakubie!! Powodzenia. Zbudował pan siebie emocjonalnie i zawodowo. Jest pan pełnią!!

Nasze marzenia. Wanna i ..

Wiecie o czym marzę?  Tak. O wannie. Ale nie o takiej zwykłej, zabudowanej, ciasnej w tak zwanej ślepej łazience, czyli bez okienka. Marzę o dużej łazience z drewnianym oknem, w której na środku stałaby piękna wanna na mosiężnych zdobnych nóżkach. W wazonie kwiaty z mojego ogrodu. A przez okno przezierałby promyki słonka. I ja, cała zanurzona po cycuszki w wodzie z pianką, no może i płatkami róż w bardziej relaksującej chwili. A świecami, kiedy noc zapada i promyki słonka gasną.

Teraz mam wannę, w ciemnej ciasnej łazience. Małą na miarę tylko Basi. I zawsze po ciężkim dniu pracy, pierwsze co robię; zanurzam ciało w wodzie i mięknę, zmywając cały brud tego świata.

To nie koniec marzeń. Łazienka byłaby częścią wiejskiego, urokliwego domku. Może przerobionego z owczarni, czy stodoły z elementami kamienia, solidnych drewnianych belek.. Przy domu oczywiście ogródek z kwiatami. Kącik czytelniczo- kawowy i hamak, w którym Basia przysypiałaby (czasami). A w ogrodzie oprócz kwiatów, trawy, tylko zagonek ziół wszelakich.

Wiem, to małe i zarazem wielkie marzenie, ale dobrze je mieć, znaczy, że jeszcze życie nas pociąga i nadal chcemy go. Zauważcie, że marzę o rzeczach, nie ludziach, bo marzenia z niezwykłymi ludźmi, dla nas kochanymi, to już tylko wielkie, nie małe marzenia. Macie swoje marzenie? Zapewne. Proszę napiszcie choć o części. Może ktoś podziela i moje. Miłego dnia, z początkiem dobrego tygodnia!!

PS Ostatnio oglądałam krótki filmik na whatsaap, jak inteligent z miasta kupił mały drewniany domek w górach. Jego zachwyt nad wszystkim i powoli gasnący urok tego miejsca przez wiecznie padający śnieg i walkę z wiatrakami, czyli odśnieżanie. Uśmiałam się.