„Rysiu jestem..”

Jałmużna, czyli gest dobroci wobec bliźniego. Trudny i niejednoznaczny temat. Proszę doczytajcie do końca ten list, bo potrzebuję Waszych przemyśleń, podpowiedzi na ten temat.

Znacie mnie już trochę i wiecie, że lubię zagadać z bezdomnym, zjeść z nim w KFC lub wziąć chłopa czekającego na pociąg za bezdomnego i chcieć stawiać mu kurczaki w panierce. I o tym chciałaby dziś trochę popisać.

Teraz zdarzają mi się pojedyncze masaże, jeden, dwa. Przez to rozleniwiłam się, bo kiedyś 5-7 masaży, ręce mdlały, przytyć nie było jak, bo ciągle praca, ruch, wysiłek.

Wracam autkiem wieczorem z masażu. Jestem już blisko domu, widzę przy drodze stoi skulone, obdarte biedaczysko. Zatrzymać na  jednokierunkowej nie mam jak i szukać grosza, a tak bardzo chciałabym mu cokolwiek dać. Ja jeszcze mam możliwość dorobienia jakiegoś grosza, to chętnie podzieliłabym się. Rozglądam, szacuję gdzie zaparkować. Mam! Wjeżdżam w dobre miejsce i szukam w torebce tych niedużych pieniędzy, bo rzadko wielkimi obdarowuję! 5 złotych, akurat. Zamykam samochód i biegnę, gdzie ten dygocący biedak stał. Nie ma! Nie widzę! Biegnę w jedną stronę, nie ma! To w drugą i mam go! Jest!! Zziajana  zwalniam kroku, podchodzę do niego. On nachylony przy sklepowym śmietniku. Patrzy na mnie lekko przestraszony. Uśmiecham się i mówię, jak do starego znajomego:

-„Jadąc samochodem mijałam pana i chciałam dorzucić trochę do kolacji, aleś mi pan zniknął. Biegałam szukałam..”

Chłop patrzy, słucha i wyciąga do mnie dłoń, ale nie po ten datek, co już próbuję mu wcisnąć, tylko przywitać się:

– „Rysiu jestem”.

Pogadaliśmy, wziął pieniądz i na odchodne powiedział, że będzie o Basi pamiętał przy modlitwie, choć zaraz dodał, że rzadko modli się i może lepiej wypije za moje zdrowie. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i jakaś lekka poszłam do domu.

Kolejny raz. Wstaję rano i pierwsza myśl, och zjadłabym coś dobrego słodkiego do czarnej mocnej herbaty. Idę do cukierni i z daleka widzę: spodnie za duże, opuszczone w kroku, nogawki przygniecione przez stare buciny, kurtka rozpięta, dłonie czerwone, zmarznięte. Szuka, przelicza na dłoni, ile grosików ma. Tak bardzo zrobiło mi się go żal. Myślę, a zrobię mu niespodziankę. Już naszykowałam 2 zł,- przechodzę, zatrzymuję, podaję pieniążek i mówię:

– „Co zabrało trochę”.

I podaję pieniądz.  Chłop bierze, patrzy na mnie i jakby oniemiał, zaniemówił. Przykląkł w powietrzu na jedno kolano i przemówił z pokorą -„Bardzo pani dziękuję, co mnie spotkało”. Myśli- Nie prosiłem, a dostałem. W końcu zaczyna się śmiać, cieszyć, jak bym go ozłociła, a to był tylko mały gest i jest mi obojętne na co dorzuci. Miałam potrzebę tak ucieszyć tego człowieka. A wołał za mną, że zdrowia, zdrowia życzy. No i jak tu nie być zdrową :-)))

Ale w tych gestach jest też inna strona, mniej łaskawa. Nie lubię być nieprzygotowana na obdarowywanie, czyli nie lubię, jak ktoś mnie zatrzyma i mam przy nim szukać w przepastnej torbie portfela i jeszcze martwić się, że może mam tylko 50 zł i co wtedy. Często pamiętam, aby w kieszeni mieć te 2 zł i wówczas jestem gotowa.

Nie lubię też braku umiaru w proszeniu. Ja daję, kiedy poczuję silną tego potrzebę, a kiedy jestem zatrzymana i czuję że to lipa, mocno naciągane, albo ktoś prosi o jałmużnę z tupetem, to potrafię powiedzieć, nie.

Na przykład często przy dworcach kolejowych są bezczelni naciągacze i oni życzą sobie konkretnej sumy pieniędzy, bo podobno tyle im zabrakło do biletu, aby wrócić do domu (najczęściej jest to 50 zł). Odmawiam.

Raz kupiłam pół kurczaka jakiejś kobiecie, co stała przy mięsnym. Chciała całego kurczaka, ale pomyślałam, że to przesada. Była niezadowolona. Później niejeden raz widziałam ją przy tym sklepie i niejednego, którego naciągnęła na konkretny zakup, bo pasztetówki nigdy nie wołała, albo żeby cokolwiek kupić, chciała konkrecizny. Poczułam się naiwniaczką. Innym razem dałam na ratowanie koni, na operację kotka dziewczyny naszego blogera, na obiady dla biednych dzieci.. . 

Kolejny to mężczyzna ładnie ubrany (ma tam stały dyżur) przy barze, prosi o kupno mu obiadu, a ja w ręku z hot dogiem z Żabki za 3,99. Zaproponowałam, że mogę mu takiego kupić, sama tak się czasem żywię. Odmówił i jeszcze burczał złowrogo na mnie.

Jest też prawdziwa potrzeba na ratowanie człowieka, dziecka chorego. Często na leczenie za granicą potrzeba milionów, aby uratować zdrowie, albo podratować. I właśnie jestem wkręcona w takiego chłopca za namową mojej kuzynki. Obejrzałam filmik, jak płacze, jak rodzice proszą, zwiotczenie mięśni, zabieg w USA za miliony. Tego dnia zarobiłam 200 zł za masaże. Te pieniądze naprawdę przyszły mi z wysiłkiem, ale nie żałowałam, bo czułam że oddaję je na dobry cel!!  Jakbym była bogatsza oddałaby wiele na ratowanie życia tych  chorych dzieci. Ale to nie ma końca. No i nie mam tylu masaży. A czasami bardzo ciężko zarobić mi te pieniądze. A tu kolejna prośba, że ta operacja może być zrobiona tylko do jakiejś wagi dziecka. Trzeba się spieszyć. Właśnie wróciłam z masażu, więc ślę kolejne pieniądze. Teraz że została  już do nazbierania nieduża kwota, a czas nagli, proszą o kolejną wpłatę. Kuzynka dzisiaj już dwa razy wysłała mi kolejne filmiki z tym płaczącym chłopczykiem. Myślę, niech dadzą inni. Zaczynam czuć się dziwnie, jak nie dam kolejny raz, to zła kobieta jestem. Ale to nie ma końca, zawsze znajdą się potrzebujący, chorzy, bezdomni. 

Także z tą jałmużną, nie jest tak prosto!! A ja marzę, żebym miała większą emeryturę, abym nie musiała dorabiać masażami, jestem tym zmęczona. Ludzie są roszczeniowi, czasami bezczelni, z głupimi uwagami. Zaczynam myśleć, że trzasnęłabym drzwiami i poszła, gdzie oczy poniosą, jak uczyniła Konstancja. Ale po zrobieniu opłat zostaje mi 900 zł na cały miesiąc. Więc póki co nie mam innego wyjścia.

Do tej pory myślałam, że ważna jest nie tyle ilość, czy wielkość złożonego daru, ile raczej wewnętrzne nastawienie dającego, czyli jego intencja. I mnie właśnie najczęściej uskrzydla taki gest, jak z Rysiem, czyli mam taką potrzebę. I na te myśli usłyszałam, takie zdanie:

-” Czy kupujesz sobie kolejne buty, czy dajesz datki ubogim, jednako robisz to dla siebie, aby poczuć się lepiej sama ze sobą.”

Co Wy o tym wszystkim myślicie? Temat ciężki, więc pozwoliłam sobie ubarwić go pięknymi fotkami z Norwegii. Dziękuję Erlend.