„Choć goni nas czas”

Nie tylko starszego człowieka goni czas. Często i młodzi czują upływające lata i przerażenie, że jak stali, tak stoją w miejscu, krzątając się tylko po życiu. Nie zrobili tego.., nie dokończyli tamtego.., nie ruszyli z miejsca ze związkiem, ze studiami, z karierą, z.. .

Dziś przypomniałam sobie, kiedyś oglądany – lekki film o ciężkich sprawach. Taki właśnie jest- „Choć goni nas czas” (ang. The Bucket List)  z 2007 roku wyreżyserowany przez Roba Reinera. Główne role w filmie zagrali Jack Nicholson i Morgan Freeman. Historia dwóch zupełnie różnych mężczyzn. Panowie w sile wieku, którzy poznają się na łóżkach w szpitalnej sali. Obaj śmiertelnie chorzy. Dzieli ich absolutnie wszystko, oprócz raka. Jeden i drugi dostaje wyrok.. -„może rok”. Dochodzą do wniosku, że jednak jeszcze coś ich łączy: chcą robić rzeczy, o których zawsze marzyli, a nie zdążyli. Powstaje lista spraw do załatwienia, marzeń do spełnienia przed śmiercią.

W pewnym momencie ich podróży padają dwa ważne zdania pytające, które trudno byłoby nie zapamiętać. To pytania z serii ostatecznych, czy końcowych.

  • Czy odnalazłeś radość życia?
  • Czy Twoje życie uszczęśliwiło innych?

Krótkie zastanawianie nad odpowiedziami sprawiło mi przyjemność. Może dlatego, że są twierdzące, takie ciepłe, pozytywne. U mnie, w wieku dojrzałym, bo młodość była trudnym egzaminem, szarpaniem małej dziewczynki, niedojrzałej emocjonalnie kobiety. A u Was, kochani? Gdyby ktoś chciał napisać .., dziękuję.

Na koniec przytoczę Wam rady starszego J. Nicholsona udzielane młodzieńcowi (co za uroczy, archaiczny wyraz -„młodzieniec”).

” Na starość nigdy:

  • nie omijaj toalety!
  • nie marnuj wzwodu!
  • nie ufaj pierdnięciom!”

Szczerze uśmiechnęłam się, czego i Wam życzę

 

Zanim zaśniemy..

Wiem, wiem znacie i film – „Zapach kobiety” i balladę Leonarda Cohena- ” Dance Me to the End of Love”. Ja tak tylko k woli przypomnienia.  Podoba mi się podłożenie tego utworu do sceny z tańcem . To była  nasza kołysanka z ostatniego spotkania z Erlandem.  Wiecie, że nie mam telewizora. Wiecie, że nie lubię tracić czasu na oglądanie tego, co tam nadają. Ale są filmy, które warto poznać. Takim jest – „Zapach kobiety”.

Teraz, jak najdzie mnie ochota na film, to idziemy z Martą do bardzo kameralnego kina Żak i tam z herbatką cytrynową wchodzimy na salę (zniżka na bilet, 10 zł w poniedziałki – inny dzień 18,-  i na pyszną herbatkę, do wyboru). Tam na sali są wieszaki. Odwieszamy kurtki. Zajmujemy miejsce, które chcemy (nienumerowane bilety). Ostatnio byłyśmy na czymś niezwykłym- niemiecki film „Błąd systemu”, o dziecku, któremu dorośli nie mogli pomóc. Naprawdę warto zobaczyć. Bardzo, ale to bardzo polecam.

Teraz obejrzałyśmy coś lżejszego i wzruszającego – „Małe kobietki”. Ach te kobiety, chcą żyć po swojemu! A koniec końców, coby w życiu nie robić, czego nie dokonać, razem nie wiem czy łatwiej, ale szczęśliwiej!! Cieszę się z tego Żaka. Nie przepadam za wielkimi kinami z wagonami popcornu i coli. Tam jest mi idealnie. Życzę Wam takiego miejsca na odpoczynek, kulturę i relaks. W najbliższym czasie sprawdzę drugie w Gdańsku kino kameralne – „Cafe”. Podobno kino w podziemiach, super klimat.

Kilka słów o filmie „Zapach kobiety” (dla tych, co nie obejrzeli jeszcze)- Charlie uczeń ostatniej klasy ekskluzywnego liceum, ma kłopoty. Chłopak wplątał się w aferę, która może się dla niego skończyć wydaleniem ze szkoły. Może tego uniknąć, jeżeli złoży obciążające kolegów zeznania. Zbliża się weekend Święta Dziękczynienia. Chłopak potrzebuje dorobić,  zostaje wynajęty do opieki nad emerytowanym podpułkownikiem, którego tu gra mistrz Al Pacino. To starzejący się, pogrążony w depresji, zgorzkniały cynik, który na skutek nieszczęśliwego wypadku stracił wzrok. Nie chce grzecznie siedzieć w domu i grzebać we wspomnieniach. Zleca wyprawę do najlepszych lokali i nocnych klubów Nowego Jorku. I zakończyć to swoje istnienie.  Rewelacyjna kreacja Ala Pacino. Wielu krytyków twierdzi, że to najlepsza rola aktora od czasu głośnego „Człowieka z blizną”. Jak on tam tańczy, no miód dla oczu!! A kobieta, jakie cudne plecy pokazuje i co za gracja!! Ten szalony weekend odmieni losy obojgu mężczyzn. Znajomość z wojskowym to dla Charliego prawdziwa lekcja życia. Nawet po latach, kiedy znamy temat, warto popatrzeć.

A teraz posłuchajcie ballady do snu Basi i Erlanda. To cudowne, potrafię zasnąć i spać z tym mężczyzną. Nie przydusza mnie ramieniem całą noc. Nie osacza. Tylko daje przestrzeń. To ujmuje moje serce.  Wie, że mam kłopoty ze snem. Pozwala mi się na przytulać, nacieszyć bliskością i wygodnie obrócić , ułożyć nóżki „na bociana”, wtulić nosek w poduszkę i zasnąć. A rano budząc się widzę jego spokojne patrzące z miłością oczy. Dziękuję Erland.  Z Tobą wszystko jest proste, nawet sen, którego obawiałam się.

Leonard Cohen – Dance Me to the End of Love