Krzyczcie na mnie

Nie wyszalałam się za młodu, to teraz głupoty i szalone wybryki kleją się do mnie bardziej. Razem z siostrzyczką moją kochaną byłyśmy grzeczne, jak aniołki. Układne, zgodne, spolegliwe i tak po prostu miłe. W życiu za młodu zrobiłam wszystko, co należało (według mnie). Obecną moją sytuację znacie. Cieszę się życiem, kocham dzieci, kota i pokoik . Dla mnie moje 4 ściany z kluczem w drzwiach mają znaczenie.

Wiem, że po Basi pisaniu nie spodziewacie się dogłębnej analizy problemu społecznego, tym bardziej historycznego, naukowego. Ja też się tego po sobie nie spodziewam. I dobrze. Kiedy serwuję Wam opowieści o nagiej piersi, co osiada na nosie klienta, czy tańcach w bieliźnie dla starszych panów na imieninach, tudzież pokazuję moją ostrą bulwersację, że dorosły facet  pozwala sobie na niewyleczoną stulejkę, to zapewne nadal nie chcecie ode mnie, no np. opisu polskich tradycji wielkanocnych, tylko ikry, czegoś co pozwoli uwierzyć, że i w dojrzałym życiu, kobiety takiej śpiącej z kotem też można się cieszyć. A nie biadolić, że boli tu, strzyka tam i chłopa bogatego brak. A po kiego grzyba. To nie Indie, aby się zamartwiać o los samotnej kobiety, tym bardziej wdowy. One biedne to mają tam ciężko. 

I tak to wybrałam z dwóch tematów, które pchały się do głowy, ten o pewnym przystojniaku w grudniową noc. Powiem Wam pioruńsko przystojny, elegancki Szwed. Był to czas kończący rok. Przed samym Sylwestrem. Dookoła pełno kolorowych lampionów, choinek, świecidełek. Zrobiło się ślisko. Należało ostrożnie stąpać po gdańskich kocich łbach na starówce miasta. Mróz lekko szczypał w to, co odkryte. Wracam ze spotkania z pewnym panem. Taka trochę zniesmaczona, niespełniona. Spotkałam się tylko dlatego, że tak usilnie pięknie prosił na lampkę wina i pożegnanie przed jego wyjazdem. Tak było wino i to pełna piwnica i brak jakiejkolwiek ekscytacji. A przecież wiecie, że żadnego alkoholu nie tykam. Piłam herbatę w tej uroczej piwnicznej winiarni (i to bez cytryny, nie mieli). Męczyłam z łamanym angielskim, klikałam w translator i szczerzyłam zęby do jego chyba barwnych opowieści w języku włoskim. Zdaje mi się, że rozprawiał o polowaniu, bo co chwilę  kładł rozcapierzone ręce na głowę, chyba udając jelenia, czy łosia. Wiem, że jest szalonym łowczym i bogobojnym Włochem w procesjach. Widziałam na zdjęciach , ubrany jak, jaki biskup. Twierdził, że to przynależność do bractwa. Jakiegoś tam.. .

Ja tu pięknie ubrana w szarą sukieneczkę, gładkie grafitowe pończoszki długi czarne kozaczki. Do tego zniewalająco dziewczęcy makijaż, wiewiórcze włoski świeżo umyte, splecione na ramieniu w warkocza. Już mnie głowa boli i dłoń od jego głaskania. Chcę wracać do domu. Żegnam się i zmykam. Wyrwałam się z tej piwnicy, nawet płaszcza błękitnego z białym kołnierzem nie dopięłam. Staram się brykać szybciutko, ale ślisko. Rozplotłam tego warkocza, włos rozwiany, puszysty, oczy rozognione, bo wolna, czuje się pachnąca, zadbana co do okruszka. Dookoła urokliwa starówka Gdańska, lekko prószy śnieżek, a ja w pończochach. Trochę zawiewa, ale co tam. I nagle z naprzeciwka innym niż ja krokiem, bo wolnym, spokojnym idzie on. Co za on? Myślę – znam tego przystojniaka w długim czarnym płaszczu z rozchylonymi połami, w spodenkach na kancik, jasnym szaliku przerzuconym przez ramię i stukających wypucowanych bucikach.  Wysoki, akuratnej budowy ciała, uśmiechnięty blondyn. Ja taka niespełniona, raczej tylko napełniona po brzegi herbatą. Patrzę i patrzę. On też nie spuszcza wzroku. Idziemy prosto na siebie i żadne okiem nie mrugnie, tylko w miarę zbliżania uśmiech mu rośnie na twarzy. Myślę, no jak nic zna mnie, ale ja ni w ząb tego Adonisa ( no taki ok 40 tki młodzieniec!) przypomnieć sobie nie mogę. Zatrzymał się. To i ja. On nic, ja nic. W końcu Baśka, jako kobieta, czyli odważniejsza istota w kontaktach międzyludzkich mówię

– ” Przepraszam. Znam Ciebie, ale nie wiem skąd”? Na co chłop z uśmiechem, jakby anioła zobaczył nawija. Niestety ten też nie po naszemu, po angielsku!!!  O matko, myślę!! Kolejnych godzin uśmiechania i przytakiwania,  nie wytrzymam. Mówię ach to Ty, YOU!! Massage.. Przypomniałam sobie w lot, że zapłacił za godzinę masażu i usilnie wbił się w mój grafik,w za mały czas, bo tylko ten, czyli now (teraz natychmiast) mu pasował. No to natychmiast zrobione miał,  pół godziny. I poszedł, choć rozochocił się na więcej, po tak mocnym ugniataniu plecków. Ale cóż czasu zbrakło.

Mówię,  już pamiętam jestem Ci dłużna pół godziny masażu.  -„To gdzie”? Chłop szczęśliwy, że pamięć Polce dopisuje i taka „uczciwa” chce dokończyć, co zaczęła, bierze mnie za zmarzniętą rączkę i prowadzi do apartamentu na pobliską Ogarną. Idę z tym wielkim mężczyzną i myślę – „Hm, chyba szalona jestem”. Nie znam chłopa, a jak kolekcjonuje w słoiczkach oczy kobiece.  A duszek z drugiego ramienia szepcze

– „Nie bądź głupia, podoba Ci się wyjątkowo i masz dziś w sobie roześmianą energię. To i tak ostatnie twe podrygi w tej materii”. Ja z tymi  ostatnimi podrygami już tak marudzę od jakiegoś czasu. A później dostaje sms -„Jesteś najbardziej seksowną Polką” i zapominam o schodzeniu ze sceny.

Krzyczcie na mnie!!

Seks za młodu był utrapieniem i jak na lekarstwo. A już dobry, to wcale. Jakby coś takiego nie istniało. A teraz życie mile zaskakuje. Ja się uspokoję, obiecuję Sobie i Wam.

To było piękne, ekscytujące.  Po drodze kupił mi róże, od takiego człeka, co całe życie drepcze po starówce, sprzedając kwiaty. I pocałował w nosek z topiącymi się płatkami śniegu. Wziął masażystkę pod rękę, bo ślisko. Idę i myślę, chyba jestem szalona, gdzie ja idę. Dobrze że było blisko, rzut beretem, bo mogłabym zdezerterować.  Ale powiem  Wam, że trochę ta cała historia bawiła mnie, nie pomyślałabym, że stać mnie na taki młodzieńczy i lekkomyślny wyskok.  Jakże nie znamy siebie. Cóż tak mogą wyglądać, grzeczne za młodu, a później (brzydko pisząc) odbija im.

Przestronny pokój na poddaszu starej kamieniczki zacnej ulicy Ogarnej, równoległej do Długiej. Rosły mężczyzna uniósł, jak piórko roześmianą kobietkę i zaniósł na łoże z baldachimem. Fajnie masował, nie ma co.  Chyba nie będę pisała jakich technik masażu użył, powiem tylko

– „Przepraszam, nie mam wyrzutów, że to zrobiłam”. Możecie to nazwać, jak chcecie. Ja do dziś wspominam, jako dziki wybryk na trzeźwo, bo tylko po dwóch herbatkach byłam.  Dobrze, że nie pije mocnych trunków, bo jeden Pan wie, na co byłoby mnie stać. Jakaś szalona, bezpruderyjna i odważna zrobiłam się. Pilnujcie mnie i powiedzcie, kiedy przesadzę i zejdę na złą drogę.  Hi hi hi, mała Basia na złej drodze, jakoś to kosmicznie brzmi. 

Kiedyś powiedziałabym, że nigdy nie byłoby mnie stać – tak niemoralnie i bez szacunku dla siebie postąpić. Ale wiecie co? Nie poczułam tego zszarganego szacunku, nie poczułam ujmy w stosunku do siebie. To oczywiście nie jest godne pochwały, bo i w szaleństwie trzeba zachować granice rozsądku. Nie bierzcie ze mnie przykładu w tej materii. Och te kobietki!  Z szarej pliszki (tak nazwał mnie drugi mąż) kolorowy, radujący się życiem motylek wyszedł. I tak to z nami kobietami jest, żenisz się z pliszką, a tu po latach barwny motyl trzepocze skrzydłami i chce cieszyć się słonkiem życia. Jestem niepoprawna.

Masaż zajął mi troszkę więcej niż pół godziny i szybciej wyszłam, niż weszłam. Adonis w te pędy chciał mnie odprowadzać, ale wybiłam mu to z głowy, każąc spać, bo jak pomyślałam o dalszym ciągu łamaniu sobie języka, grzecznie prowadząc konwersację, to zrobiło mi się niedobrze. Biegłam w podskokach, tak cudownie wymasowana. Tego wieczoru już nie ćwiczyłam Qi gong, bo energia i uśmiech nie odstępowały ode mnie. A biegłam do samochodu, bo umówiłam się z koleżanką Martą i nie chciałam, aby czekała, aż się Baśka na wygłupia. Oczywiście o wszystkim jej opowiedziałam i to ze szczegółami. Możecie mi pogrozić palcem, ale wiecie co, w tym masowaniu było dużo życia. I mi także czasem masaż jest potrzebny. Darujecie mi ten wybryk? To było chwilowe zaćmienie rozsądku.

Elena, wyjątkowa kobieta. Masaż tantryczny z nią

Dla mnie wyjątkowa.

Zbieram się i zbieram do opisania mojej pierwszej tantry z kobietą. Na trajlowałabym wam, byłoby łatwiej, a ubrać w ładne zdania i nie zasypać ich stosem, to gorzej. Jednak spróbuję. Ona mnie tak wstrząsnęła i zachwyciła zarazem.

Uczyłam się na kursie, co i jak z kobietą, ale to szkolenie, bez emocji pod okiem trenera, gdzie polecenia wychodzą, my działamy, trener sprawdza, więc tak bardziej technicznie podchodzi się do tego. Nawet pomyślałam na kursie, – „a gdzie mi tam zdarzy się kobieta. Dobrze będzie, jak chłop za tak duże pieniądze przyjdzie z ciekawości”. No i zdarzyła.

To była środa, tydzień temu. Jestem w pracy, masuję, sprawdzam czakry, przepływ energii. Od pasa w górę wyraźnie czuję, że płynie tempo. Kończę masaż, jeszcze robię małe reiki i rozmawiam z klientką, młodą dziewczyną. Mówię, co wyczułam, z czym ma kłopot. Ona pod wrażeniem pyta, „skąd pani wie”? Mówię, no nie wiem, tylko czakra korony i trzeciego oka słabo wyczuwalna, a ona odpowiada za…  – ” Tak ze mną jest”  przytakuje Daria, tak było dziewczęciu uroczemu na imię. Zaproponowałam ćwiczenia Qi Gong, uścisnęłam dłoń i słyszę głos recepcjonistki:

– „Basiu zaraz będziesz miała klientkę z Amsterdamu na tantrycznym”.  Oniemiałam, czyli zaniemówiłam, dziwne jak na mnie. Blady strach padł na malutką rudą masażystkę. Myślę, jak ja odnajdę się w takiej sytuacji? Na ile mi pozwoli, czy rozpoznam, czego oczekuje i czy ja nie przestanę oddychać.

Wchodzi bardzo elegancka, zadbana, uśmiechnięta, drobnej budowy pani. Podajemy sobie dłonie przedstawiamy się, ona płaci z góry, bo zabieram ją z tego salonu do nowego po drugiej stronie ulicy. Miejsca spokojnego, z odpowiednim klimatem, wystrojem,  łóżkiem, jak dla takich bardziej wymyślnych masaży, niż klasyczny.

Elena bierze prysznic, ja ciężko oddycham, nigdy nie byłam tak blisko z kobietą. Obie w chustach stoimy naprzeciwko siebie, następuje rytuał powitania. Patrzę jej w oczy, burza kosmyków, zgrabnych żółtawych loczków spływa na jej twarz. To kobieta mniej więcej w moim wieku. W momencie wypowiadanych słów o jej bezpieczeństwie w moich dłoniach i zrównaniu nas, naszego jestestwa opadają chusty. Rozwiązuje i swój supełek, bo jak mogę zachować się inaczej skoro mówię – ” ty jesteś mną, ja jestem Tobą”. Kiedy leżała na brzuszku, a ta pozycja trwała około godziny ( na 100 minut), masaż był ciepły, płynny, wręcz matczyny. Szanuję ludzkie ciało i podziwiam. Od niej czułam spokój,  chęć oddania się na tę chwilę życia.  Kiedy klęczałam przy niej na łóżku, czując ciepło, pochylałam okalając jej ciało przedramionami. Sunąc dłonie od łydki po kark, moje piersi, sutki,  kreśliły linie na jej naoliwionych pleckach. Dotyk skóry sprawiał przyjemność, na pewno nie strach. On minął, ale przyznam, że przedłużałam moment obrócenia jej na plecki. Wstałam z łóżka przytrzymałam chustę, kiedy obracała się i pierwszy kwadrans masując jej stopki, łydki, uda był cichy spokojny. Z ud przeszłam na brzuszek. Dłonie wręcz tanecznym krokiem pieściły jej biodra, brzuch, ramiona, a o piersi tylko leciutko zahaczałam.

Unosiła się, nabrała powietrza i powoli opadała. Kiedy zaczęła głębiej oddychać, ośmieliło mnie to i  odważniej dotykałam, masowałam jej piersi. Czułam, można by rzec przyzwalającą reakcję. Oczy zamknięte, spokojny wyraz twarzy, a każde głaskanie piersi, nagarnianie ich, ugniatanie.. wywoływało większe podniecenie i coraz milsze dźwięki dla uszu. Pomogło mi w tym bycie kobietą. Zawsze wiedziałam i nadal wiem, jak chciałabym mieć masowane piersi, tak też czyniłam Elenie.

Patrzyłam na nią i wiecie, jakie uczucia zagościły we mnie? Ogromnego podziwu dla jej odwagi, oddała się na ten czas obcej kobiecie. Zaufania mi. Leżała taka bezbronna. Wywołało to moje macierzyńskie wręcz uczucia, a może bardziej miłość do bliźniego. Byłam jej wdzięczna, że pozwoliła na nowe doświadczenie, które przepełniło mnie miłością do człowieka. Przysięgam Wam, nie było tam nic niemoralnego, nagannego, wyuzdanego.. .

Widziałam jej podniecenie, to zdecydowało, że posunęłam się dalej. Dotyk łona. Gdyby drgnęła, gdybym wyczuła jej lęk, niechęć.., wycofałabym dłoń umiejętnie. Ale tam nie było oporu. Pamiętam, jak na kursie każdą z nas pytano, czy pozwala na penetrację. Ja nie zezwoliłam, czułam mocne NIE! Trenerka podeszła do mnie osobiście i zaczęła masować, w momencie zbliżenia dłoni do łona, ciało moje sztywniało chyba, bo odeszła przyznając, że nie jestem gotowa i trzeba słuchać ciała klientki. Mieć wyczucie. Elena wyraźnie pragnęła tego dotyku. Czyniłam to niezwykle delikatnie, chyba znowu pomogła mi moja kobiecość. Wiedziałam, jak ja chciałabym być dotykana. Nie lubię, jak mężczyzna szarpie, wciska.. traktuje Cię jak stary nieczyszczony dawno komin.

Powoli sama wyciszała sytuację. Coraz spokojnej, miarowo oddychała, a ja tylko muskałam paluszkami. Przeszłam powoli dookoła łóżka dotykając jej siedem podstawowych czakr, zakryłam po czubek batystową chustą, stanęłam u jej stóp i byłam z nią. Towarzyszyłam. Jej zamykaniu emocji. Zharmonizowałam rozchwianą energię, jak trzcinę na wodzie. Ucałowałam w czoło.

Przytuliłyśmy się, objęły za szyję i podziękowały. To było ważne spotkanie, ważny masaż. Bardzo istotny dla mojej wiedzy o emocjach, o sobie. Już nigdy nie będę bała się masażu tantrycznego z kobietą. Powiem, że nawet łatwiejszym jest.

Dziękuję Elenie, jej delikatność i łatwość w przekazie okazała się darem!!!.

Dziewczyny zapraszam Was do mnie.

Strużki ciepłego olejku.. . Erotyk

Dawno, dawno temu, jeszcze na samym początku mego „wordpressowania”, napisałam otwarty wpis „Bacówka – wstęp do erotyku”.  Dziś przypomnę go lekko zmieniając i dopisując ciąg dalszy. Może niejeden z Was wybierze się w góry, a tam lista przygód rozlicznych czekać go będzie. I może cosik podobnego spotka wasze ciało.

Apetyt na seks lub jego brak, to jeden z elementów naszego „ja” (często zależne od hormonów). Testosteron, mimo że nazwany, „męskim hormonem”, organizm kobiety też go produkuje. Obu płciom jest potrzebny. U mężczyzn wytwarzają go jądra, zaś u kobiet – jajniki. U naszych facetów hormon ten decyduje o sprawności układu płciowego, zapewnia dopływ energii i ochotę na seks.. Nadmiar może decydować o skłonności do przemocy. U kobiet hormon ten daje życiowy napęd. Gdy mamy go za mało stajemy się apatyczne i  nie pociąga nas wariowanie w łóżku.

Niejeden, niejedna z was czyta moje wpisy i myśli sobie, cóż za opętana baba. Nawet podając przepisy kulinarne chce przemycić „wirusa”, aby czytelnik zaraził się chcicą i miał przyjemność  częstego obcowania ze swoją niewiastą, ze swoim „macho”. Czy tej kobiecie zawsze się chce? Nie, ale  często.  I na pewno ma w  sobie tyle testosteronu, że prawie wszystko kojarzy się z seksem, intymnością, czułością.. . Na przykład jestem w „warzywniaku”, sprzedawca waży mi poproszone przeze mnie pieczarki i jedną ostrą chilli. Widzę, że wkłada papryczkę do pieczarek. Podaje towar i mówi,- ” Wsadziłem pani do środka”. Na co ja – ” Prawidłowo, jak to prawdziwy mężczyzna”. I tu następuje konsternacja, uśmiech. Układam zakupy w torbie, a uroczy sprzedawca już obsługuję starszą panią, która nie wie, wziąć mandarynki; większe, czy mniejsze. Pyta, jaka jest różnica. On odpowiada, – „W wielkości”. Na co ja, – „A wielkość ma znaczenie”.  Teraz już nie uśmiech tylko zawadiacki wzrok i prośba, – „A mogłaby pani rozwinąć temat”? Wychodząc  mówię, – „Następnym razem”. Przecież nie chcę nikogo zgorszyć.  Wam powiem-  nie koniecznie ma być długi, może być krótszy, ale gruby. Tak, abyś czuła, że ociera Twoje ścianki.. .   W wielu codziennych sytuacjach upatruję waszej  szansy i możliwości znalezienia się w objęciach pożądanej osoby.  Jest tylllee zrządzeń los, które marnujemy!
Jedni rodzą się „zimną rybą”, drudzy zmagają z nadmiarem apetytu, wyobraźni erotycznej i wszechogarniającej chcicy. Nie ma łatwo żaden z nich, jeśli znajdzie się w niesprzyjających warunkach.  Fajnie jest dobrać się podobnymi temperamentami i potrzebami w łóżku. Dobrze jak libido zgadza się, jak w prawidłowych rachunkach. Wtedy „łóżko” mamy z głowy i trzeba zadbać o resztę, niemniej ważną. Rozmowa!! Kolejny filar w związku. Czy lubimy i potrafimy ze sobą rozmawiać, a tematów nie brakuje nam? Seks i rozmowa,to ważne filary związku obok szacunku, zaufania.  Póki „tańcujemy” pod kocykiem i rozmawiamy przy stole, jest dobrze. Oczywiście mogę się mylić, to tylko wnioski z moich doświadczeń.
A teraz małe opowiadanko, które może być podłożem do fajnego erotyku. Kilka lat temu miałam sama jechać w góry i zaczęłam fantazjować. Nie pojechałam.  Piórem wyskrobałam tylko „Bacówkę”. A wiecie, że baca to oficjalnie zawód od 2010 roku.
    ” BACÓWKA DLA CIEBIE” 
Góry. Polskie góry.
Nie znam ich smaku, ani zapachu. Anka wciąż powtarza, -” Jedź, dopiero tam nabierzesz sił i migrenę wyleczysz. No może nie na zawsze…”.
To jadę.  Ania zorganizowała pobyt u zaprzyjaźnionego bacy, nic tylko ruszać w drogę.  
Starszy pan, ale całkiem krzepki pomaga mi z walizką, choć nie prosiłam go o to. Lubię radzić sobie sama. Bryczka zaprzęgnięta w dwa konie pomyka wśród wijącej się jak serpentyna drodze. ” Bacówka dla ciebie”, bo tak zwą to miejsce odpoczynku i relaksu dla niejednego przybysza z polskich miast. Dla tych, którzy szukają spokoju,wytchnienia, czasem natchnienia, ładnych widoków, sportowych zapędów, a nawet leku na babską przypadłość, migrenę.
Zjadłam proste, ale bardzo smaczne śniadanie, kromkę bułki wrocławskiej z wydrążonym miąższem i jajkiem sadzonym w środku. Pycha! Rozlokowano mnie w pokoiku na poddaszu, tuż obok pokoju tego sławnego, ludowego terapeuty, starszego syna właściciela. Młodszy, uroczy, wesoły chłopak od razu zaproponował swoje towarzystwo w spacerach na górską, podobno bardzo urokliwą polanę. Wieczorem, przy kolacji poznałam ”lekarza babskich głów”. Starszy syn właściciela, mruk, jakich mało, posępny, postawny, barczysty mężczyzna. Jego brwi zwracają uwagę, są bardzo ciemne, krzaczaste, a pod nimi oczy czarne, błyszczące, patrzące chłodno. Próbuję kleić rozmowę i opowiadam o Ani, o tym jak go wychwalała za wyjątkowy masaż. Burknął coś pod nosem, że przecież nie miał przyjemności jej pomóc i pewnie powtarza to, co usłyszała od innych.
Myślę, o nie – chyba wolę leczyć tę migrenę górskimi widokami, zimną wodą z potoku i świeżym powietrzem. Mijają dni, a każdego odkrywam coraz to ładniejsze miejsca. Często na wyprawy wędruję z młodszym synem gospodarza.
Właśnie wróciliśmy, jest piękny wieczór, niebo usiane gwiazdami, na schodach siedzi i pali fajkę Tomasz, już nie wiem, czy taki sławny znachor niewieścich bóli. Sucho, choć zdecydowanie milej rzekł, – „Mam czas, może zrobimy masaż, na ten ból głowy, bo leczenie wymaga czasu i powtórek”.
Myślę czemu nie, senna nie jestem. Za godzinkę zapukam. Pytam tylko, jak się przygotować? On na to – ”Zwyczajnie, paniusia przyjdzie i jak na pierwszy raz to trzeba godzinkę poświęcić”. Wracam i myślę właściwie to nie wiem, co zabrać, strój sportowy, czy… o nie przecież, o ból głowy chodzi. Biegnę myć włosy, wolę być pachnąca, choćby nawet zaraz miał je wytłuścić oliwką. Jego pokoik tuż obok, więc w kapciach i szlafroku mogę przemknąć. Ubrałam ładną, ale niefiglarną bieliznę, koszulkę, a duży kąpielowy ręcznik przerzuciłam przez ramię.
Puk, puk… już siedzę na starym, dużym drewnianym łóżku i czekam. Z łazienki słyszę -”Proszę się przygotować”. Myślę okej i pytam – ”Ale jak”? – ” Rozebrać i położyć na łóżko”. Dobrze, zdjęłam koszulkę, majtki i stanik, obwiązałam ciasno wielkim ręcznikiem myśląc, jakie to szczęście, że go zabrałam. Teraz dopiero przyszła refleksja, właściwie po co  rozbierać się, skoro to tylko, głowa boli, nie całe ciało. Cóż ma trwać godzinę, to może na początek trzeba poruszyć cały organizm.
Położyłam się na plecy, przecież głowę będzie masował i czekam. Wchodzi. Cicho mrukliwie mówi, a właściwie burczy – ” Widzę woli pani z przodu, ale najpierw trzeba od tyłu”. Obracam się i myślę – Mądry, a skąd ja miałam to wiedzieć, a on taki nieprzyjemny, że strach zapytać. Informuje mnie, że spotkania należy powtarzać rano i wieczorem, koniecznie minimum kwadrans każde, choć pół godziny lepszy efekt daje, tylko to pierwsze będzie dłuższe. W tym celu widzę nastawia budzik na godzinę. Myślę, no ładnie, czy będzie bolało, czy nie, trzeba ten czas wytrzymać. Nareszcie słyszę jego głos, mówi całkiem ładnie, zdaje się o tym, że tu w przeciwieństwie do wielkiego miasta, żyje się spokojniej, wolniej, a ludzie życzliwsi, stąd tutejsi uśmiechnięci, a miastowym dolega migrena. Cóż styl życia w mieście sprzyja temu… Trzeba wypędzić napięcie skumulowane w moim ciele. Chyba o to mu chodziło. Czuję się trochę nieswojo, ale leżę i czekam… . 
Auć!! Zapiekło. Zabolało. Auć! Co to? Ki diabeł siecze po łydkach moich. Dość, że zbolałe od włóczenia po górkach, pagórkach, to ten jeszcze dokłada im.  Auć, auć.., boli!! Krzyczę prawie! A ten nic, tylko siecze po udach, jakimiś witkami. Wyraźnie czuję zapach brzozy,mięty.  Albo mi się, co roi w głowie, od tej niespodzianki jego. Jęczę a ten nic, tylko smaga i smaga. Przy tym mruczy, że krążenie poprawia, toksyny miejskie wypędza, układ odpornościowy wzmacnia. O matko myślę, bierze się za plecy. Mówię, że nie chcę, że nie wytrzymam, że myślałam.. . Nie dokończyłam, bo ostro po pupie świsnął tymi wiechciami. – „A co paniusia myślała, że głaskaniem wypędzę to g.., co miastowy stres  narobił”!! Już nic nie mówię, tylko podskakuje, co mocniej gwiźnie witką. Główkuje, co to będzie, po moim obróceniu? Chyba mi cycków nie zsiecze. Nie dam się. Obmyślam plan ucieczki, że niby siku.. .  A tu gburowaty Tomasz kończy, odkłada narzędzie cierpień mych do wiadra chyba. I nim co powiem, strużki ciepłego olejku płyną po zbolałym ciele. Jego szerokie, miękkie i ciepłe dłonie okalają zbolałe nóżki, pupę i gładko suną po pleckach. Co za ulga. Chłop to wie, co zrobić, aby kobieta doceniła go. Najpierw zsiecze, aby cieszyła się zwykłym głaskaniem. Oj, to, zwykłym, tak całkiem nie było. Och nie! Roznamiętniał i roztapiał ciało. Powoli zapominałam o bólu. Zsuwał dłonie wolno, tak umiejętnie, że członki mdlały, a ty wchodziłaś w nieopisaną błogość.  Bałam się, że przestanie. Nie chciałam. A ręcznika już dawno nie było na mnie. Całym ciałem muskał moje. Może powinnam odezwać się. Powiedzieć, „stop”, ale ani nie chciałam, ani nie mogłam. Pragnęłam tego dotyku. Szepnął – „Obróć się, proszę”. Nasz gbur nawet szeptać potrafi. Dziwne, chyba zaczarował mnie, bo nie czułam wstydu, pokazując piersi.. . Zaczął od brzucha. Jego dłoń mieściła się na moim brzuszku. Czułam ciepło i delikatny ucisk kręconych kółeczek. Lekko i umiejętnie zsuwał dłonie między moje nogi. Nigdzie nie zatrzymywał się dłużej. Traktował ciało, jak mięciutki dywanik, po którym wydawało się, że dłonie płyną. A ja odpływałam razem z nim.
Nagle dźwięk budzika i moje bycie w chmurach opadło na ziemię. Wybudził z relaksu, jakiego nigdy nie doznałam. Otworzyłam oczy, a Tomasza już nie było. Z łazienki dobiegł głos -„Jutro o 7 czekam”. Powiem tak, opuszczałam góry bez migreny. I nie tylko oczy lśniły radością. Całe ciało tryskało energią. Jakież to cuda może zdziałać mężczyzna i jego biczowanie!! Panowie bierzcie się za uzdrawianie nas.
  

Moc fantazji erotycznej

Dziś przypomnę Wam trzy erotyki z mojego zbiorku
na blogu. Nie jestem pisarką, nie jestem uczonym człowiekiem, nie jestem wybitna. Jestem zwykłą kobietą, która kiedyś z jakiegoś powodu poczuła chęć pisania, dzielenia się myślami, doświadczeniami, fantazjami, a czasem po prostu wypisania, wykrzyczenia, wypłakania i zagłuszenia samotności.
Fantazja erotyczna towarzyszy nam od młodości, mocniej lub słabiej zaznaczona. Kiedyś samotny, jak pies, a na papierze zawsze czyjś, rodziły się sceny, obrazy ich dwojga. Moje przelane na papier, może niezgrabnie, może nieudolnie, ale z serca, a właściwie z głowy. Tam się wszystko rodzi, z niej pochodzi.  Obrazek erotyczny – „Kruche wspomnienia” nie miał miejsca w moim życiu, a jednak powstał. W seksie jesteśmy bardzo różni. Jednych podnieca widok zsuwanych pończoch, miłowanie w trójkącie, innych władcza pani oficer, czy sroga nauczycielka, która daje zadania lub cichutkie o świcie miłowanie na „łyżeczkę”.  A mnie obrazek z „Kruchego wspomnienia”.  Zastanawiające, bo to mówi coś o mnie. Wygląda, jakbym chciała zemścić się na partnerze, alkoholiku. Taki, co to ciągle na rauszu lub fafloniący, a później nie pamięta, co  nawygadywał lub, co ja mówiłam do niego. Ciągle, jak bumerang wraca myśl – nie cierpię wódy i całego zła, które ona czyni, kiedy w nadmiarze.
Ostatnio spotkało mnie coś miłego. Dwóch blogerów: mężczyzna i kobieta cudnie zawzięli się  na moje „blogowe pisadło” i czytają od deski do deski.  Z mężczyzną mam kontakt mailowy. Jest zachwycony „Niebem” i „Spotkaniem w biegu”. Czytał wiele razy i za każdym chwalił, jak gładko temat seksu wkomponowałam w sprawy dnia codziennego, w opowiadaniu „Uśmiechnęło się niebo”. A, „Spotkanie w biegu”, rozpala jego żądze. Natomiast kobietę ujęły „Kruche wspomnienia”, że gorąco, ale absolutnie niewulgarnie.  „Ściągnęłam” je tu dla Was z moich odległych początków bloga. Poczytajcie w chwili takiej potrzeby, nie na siłę, kiedy w sercu, np. kłopoty, czy depresyjny nastrój. Raczej, kiedy potrzeba Wam weny do powariowania z nią, z nim.
1. „SPOTKANIE W BIEGU”
To miało być krótkie spotkanie.
Jedno z wielu w ostatnim czasie. Stanął przed nią, wciąż wilgotny po kąpieli. On, .. .  Jego imię, muzyka dla uszu. Poczuła, jak ciało zaczyna płonąć. Oddech jakby zamierał. Myśl, że zaraz dotnie jej, poczuje zapach jego skóry wywołała mieszaninę pożądania, a zarazem wstydu. Nadal onieśmielał ją widok nagiego ciała. Młody Hiszpan, tak go czasem nazywała. Przyciągnął ją do siebie. Rozpiął suknię pozwalając jej opaść. Zaczął obsypywać pocałunkami szyję…nie przerywał pieszczot, mówiąc ” będę szybki i wiem,że ty też”. Uśmiechnęła się. Jak on ją znał!!
Wystarczyło, kiedy dotknął, popieścił, pogryzł sutki, a one twarde muskały jego członki, natychmiast była gotowa. Łatwość z jaką potrafił ją rozpalić, roznamiętnić zaskakiwała ją samą.
Stanęła twarzą do niego. Rozpięła stanik, zsunęła majtki. Popatrzyła odważnie w jego oczy mówiąc – „Jestem Twoja”. Pchnął ją delikatnie na łóżko. Całe jej ciało zapłonęło pożądaniem. Jej oczy natychmiast  zmieniły się. Splótł jej palce ze swoimi i przycisnął rękę do poduszki nad głową, a drugą zaczął pieścić brzuch.., odnalazł ciepłą wilgoć między nogami.Wsadził palce, pieścił, a dźwięk lepkiej wilgoci słyszeli oboje. Przez chwilę leżał obok, po czym przewrócił się na plecy, unosząc ją nad sobą. Z łatwością przejęła go w sobie.. Zamknął oczy, a widok jego twarzy omal nie doprowadził jej na szczyt. Poruszali się wolno, nie rozluźniając uścisku. Pochyliła i musnęła sutkami jego nagie,rozgrzane ciało. Dłonie silnie przylgnęły do ramion. Przejęła inicjatywę, poruszała się szybko i miarowo, on tylko lekko dotykał jej bioder. Spytała – „Dobrze ci”? Wyszeptał jej imię..,  jęknął gardłowo. Jego głos zawisł w powietrzu, ustępując miejsca spazmatycznym oddechom. Pchnął raz, drugi, trzeci…. osiągnął spełnienie.
2. ”UŚMIECHNĘŁO SIĘ NIEBO”
To był jeden z tych dni, kiedy nie mogę dojść ze sobą do ładu. Wszechogarniająca chandra. Przeszłość nie daje spokoju. Każdy skrywa w głębi duszy swoje prywatne ruchome piaski, w których czasem tonie. Od natłoku myśli huczało mi w głowie. W takich chwilach wspomagają nas przyjaciele, rodzina. Przypominają nam o wszystkich dobrych rzeczach, jakie już nas spotkały i jakie nas jeszcze czekają. Zachęcają do nierozpamiętywania. U mnie to zawsze jest Kona. Mówi ; „nieważne, co zrobiłaś, czy czego nie zrobiłaś, dla mnie jesteś najlepszym człowiekiem.., Mamo”.  Ona potrafi dobrym słowem powstrzymać demony.  Dziękuję Córeczko! Dzięki Tobie uśmiechnęło się niebo!
Mijają godziny, poszłaś w świat. Przyjaciele powiedzieliby ” budować Polskę”.. Cóż chandra, to tylko turbulencje. Ale, Ty już dawno jesteś pilotem swego życia.  Poczekaj, to minie. Wstałaś, ubrałaś to, co pasuje ze sobą, jak to kobieta, nawet gdy ma gorsze dni.  Och, jestem wśród ludzi. I ten źle zapowiadający się dzień, idzie całkiem gładko. Myślę, odniosłaś sukces na olimpiadzie życia. Zmierzyłaś się ze swoją słabością.
Telefon. To On. Te kilka zdań – „.. Przyjdź, przytulę cię.. . Pogadamy..” Mieszanina smutku z wyciszeniem ustępują miejsca; ciepłu z nadzieją, które już rozkładają swe dywany w moim sercu. Dziękuję, „M”.
Dzięki Tobie, uśmiechnęło się do mnie niebo!
Wieczór, nasza wspólna kolacja. Lubię, jak przygotowujesz ją dla nas, pamiętając o herbacie i prażonych ziarenkach słonecznika, których  nauczyłeś mnie jeść. Dobrze nam się rozmawia, a kiedy zaczynam złościć się na ludzką głupotę, przejmujesz mnie sadzając okrakiem na swoje kolana..
Twoja pewność siebie i podziw w oczach, podniecają mnie. Patrząc wzrokiem drapieżnika, sycząc usteczkami, jakbyś warczał na swoją kobietę, mówisz – „rozbieraj się”. Wiesz, jak lubię ten Twój władczy ton.
Leżę na plecach, jestem prawie naga, mam tylko pończoszki.  Tak lubisz, kiedy zostaję w pończochach, masz rozkosz zsuwania ich z moich nóg.
Zbliżasz się do łóżka, patrzysz przez dłuższy moment, nie tylko w moje oczy. Ach, ten lekki uśmiech. Może dlatego, że wiesz, co nas czeka. Twój sposób patrzenia na mnie, z taką uwagą, to afrodyzjak.
Wkładasz paluszek za pończochę i zsuwasz jedną po drugiej. Ach, dotyk twojej dłoni..!
Czas całowania stóp. Językiem okalasz je całe, ssiesz każdy palec.  Od czasu do czasu spoglądając mi w oczy. Teraz jak masażysta pieścisz dłońmi, moje łydki powoli przechodząc do ud.
Twój język pracuje, a ja drżę,bo zajmujesz się ich wewnętrzną stroną.   Głaszczesz kolana, a sunąc po udzie patrzysz w moje oczy przytrzymując wzrok. Twoje dłonie blisko .. .  Nie dotykasz, może oczekujesz, że zacznę prosić. Wiesz, że lubię prosić. Oboje to nas podnieca.  Język na przemian, twardo i delikatnie wędruje w kierunku wilgotnego zagłębienia. Nogi zgięte .., rozchylone drżą z rozkoszy. Oddycham głęboko. Mruczę, a ciało leciutko unosi się. Podpieram je na łokciach, chcę patrzeć na Ciebie liżącego.. .  Nie jeden dałby wiele, za tak podniecający widok,  to ja mam niebo patrzenia, bo między nogami jesteś Ty. Właśnie Ty. Nasze oczy spotykają się, nie spuszczamy wzroku.  Widzisz moje zamglone oczy.. Rozkosz patrzenia dla mężczyzny. Już dłużej nie przetrzymujesz mnie, czuje Twoje palce.. Jedną ręką opierasz  mocno o materac, drugą  ujmujesz piersi i robisz to zmysłowo, namiętnie.. Kolanem pocierasz  guziczek rozkoszy. Wiesz, że jestem wilgotna i czekam na Ciebie. Ujmuję go w dłonie, jest taki twardy, jak ze stali.. Teraz głośniej i z naciskiem mówię -” chcę ciebie” ! Patrząc na  wyjątkowego mężczyznę, szepczę lubieżne słówka. Jest mi dobrze. Czekałam na Ciebie, na to kochanie.
Cudownym kochankiem jesteś.., a miłowania końca nie widać.
3. ” KRUCHE WSPOMNIENIE”
 Kaszubskie jeziora są piękne.Wakacje, słoneczna pogoda.
W zielonym domku z motylem na ścianie, mieszka ona.  Ładna, filigranowa kobietka. Lubi rankiem biegać wokół jeziora. Obserwuję ją z daleka. Ma coś w sobie; jest smutna i potulna. Jej partner często pije. Ona godzinami siedzi nad wodą i patrzy w dal. On z puszkami piwa czyta lokalną gazetę. 
Wieczorami wracają z pobliskiej restauracji, ona zawsze prostym krokiem, on nigdy.  Zaczynam marzyć o tej kobiecie.
Następnego dnia próbuję dołączyć się podczas biegu. Ignoruje mnie.
Kolejny poranek, biegnę za nią w bliskiej odległości. Nie chcę jej spłoszyć, a widok mam piękny i podniecający. Nie zatrzymuje się, nie przyspiesza, tylko na koniec biegu, obraca, chwilę patrzy na mnie i słodko uśmiecha. Pierwszy raz widziałem jej uśmiech, pełen ciepła, spokoju, a jednocześnie lekko figlarny.  Postanawiam nie odpuszczać. Kolejny poranek, chcę biec za nią. Podchodzi jest smutna, mówi krótko, – ” nie biegnij, przyjdź wieczorem, będę czekała „.
Dziwne, jak mam to zrobić, skoro nie mieszka na campingu sama. Wieczorem  czekam pod domkiem. On wychodzi, pewnie się napić.  Pukam do drzwi. Cisza. Naciskam klamkę, otwieram cichutko. Widzę ją w półmroku, leży pod kocem, na jednym z dwóch tapczanów. Pośrodku między nimi stolik i dwa krzesła. Zamykam. Słyszę cichutkie ” chodź”. Wkładam rękę pod kocyk. Ona leży na boku, leciutko przesuwa się do ściany robiąc mi miejsce.  Rozbieram się pośpiesznie i kładę wtulając w jej pachnące włosy. Cisza. Słyszę bicie swego serca.  Dotykam jej biodra, piękna linia, leciutko zadrżała, całuję szyję, wsuwam dłonie pod koszulkę. Ma ciepłe, delikatne ciało. Zsuwam majteczki. Ona leciutko wypina pupcię i nadal milczy.  Sam dotyk tej kobiety sprawia, takie podniecenie, że jestem szybko gotowy wejść w nią.., a ona nie protestuje, kiedy palcami zaczynam masować.. Tylko oddycha głębiej, mruczy. Wchodzę w nią, jęknęła.. . Miły dźwięk dla uszu.
Zadrżała. Poruszmy się powoli, rytmicznie.Ona obie ręce układa, nad głową, pupcię wypina jeszcze bardziej . Dotykam jej piersi, są malutkie, jak ona cała. Czuję, że pieszczota piersi sprawia jej przyjemność. Oddaje się  bez reszty. Robi to z ochotą. Pytam – „dobrze ci ? ” – nie odpowiada.  Zaraz dojdę, a nie chcę tego jeszcze, więc wyciszam nas. Całuję i liżę jej kark, plecy.. Ona rozumie, nie porusza już biodrami. Leży cichutko i spokojnie oddycha, ale nie obraca się do mnie, więc głaszczę jej włosy, całuję małe uszko. Tak pięknie pachnie jej ciało! Zamykam oczy i przez chwilę czuję mieszaninę szczęścia ze strachem!
Delikatnie z czułością wchodzę w nią jeszcze raz, znowu zadrżała.  Teraz przyspieszamy, porusza się tak energicznie, że  nie wytrzymuję, ale i ona też. Słyszę przeciągły, stłumiony jęk i dygotanie jej ciała.  Nachylam się, całuję jej włosy i słyszę cichutko wyszeptane -” dziękuję „. Odchylam jej głowę..  . Pierwszy pocałunek. Oddaje go bardzo, bardzo namiętnie..
Ubieram się pośpiesznie. Wychodząc szepczę – ” Przyjdę jutro”. Nie odpowiada.
Wracam do siebie, ciemno, tylko słychać łamane gałązki pod butami.  Myślę o tej kobiecie, o cichym kradzionym seksie, o tym, co się stało i dlaczego na to pozwoliła. Intryguje mnie jej uległość, milczenie.. Nie mogę doczekać się kolejnego wieczoru. Nie biegała o poranku,nie widziałem jej cały dzień, jestem trochę zaniepokojony. Od godziny siedzę w pobliżu ściany z motylkiem. Niepokój wzmaga się, czy zobaczę ją dzisiaj? Dotknę jej kruchego ciała? Nareszcie on wychodzi. Pukanie.. Ta sama, cisza.. . Wchodzę. Zniecierpliwiony zamykam drzwi, rozbieram się i w jednej chwili wtulony w jej cieplutkie ciało. Jest naga, ale znowu leży na boku. Obrzucam ją pocałunkami, jestem taki szczęśliwy. Całuję jej włosy, kark, plecy, pupę. Pieszczę jej krągłe, delikatne piersi.. ona tylko cichutko mruczy.  Czuję, że czekała na tę chwilę, na mnie.  .. zadrżała i obróciła się na brzuszek.  .. zaciska.. na moim wężu. Wiem robi to dla mnie.  Dziwne nie znam tej kobiety, jest obca a zarazem bliska. 
Znowu dłonie układa nad głową, tak jakby oddawała mi całe swoje ciało, nie chroni się i w tej chwili chce być moja.  Poruszam się w niej powoli z czułością, jest taka krucha.  I nagle słyszymy szamotaninę, otwieranie drzwi. On wraca. Zastygamy w bezruchu. Ona szepcze – ” zostań”. Okrywamy się kocem. Adrenalina.. Nie mam śmiałości nawet palcem ruszyć. Mijają minuty. Nic nie mogę zrobić. Na szczęście nie zapalił światła. Leżę od ściany i dłonią głaszczę jej pupcię, liżę aż po kark. Intruz rozbiera się klnie,coś pod nosem, chyba na buty. Pada jak kłoda na drugi tapczan, a my wtuleni w siebie, poruszamy się dalej. W momencie, kiedy słyszymy chrapanie obok, ona pozwala sobie na mruczenie i cichutkie z rozkoszy jęki. Dzisiaj nasze poruszanie przedłuża się, każde chce tę chwile zatrzymać. Ujmuje moją dłoń i zostawia pod … Drży ocierając się.  Wiem, jest blisko, poruszam energiczniej.. . W chwili rozkoszy jest w niej, tyle samo z anioła, co diabła.  Jej niebo kończy się wkrótce także moim niebem.  Całuję jej włosy i uszko, tym razem ja szepczę – ” dziękuję”.  Ona obraca głowę, uśmiecha się,bierze mnie za rękę, całuje wewnętrzną stronę mojej dłoni, ale nie wypowiada ani słowa.
Wracam szczęśliwy. Nie byłem jeszcze w takiej sytuacji, choć w tej materii dużo przeżyłem.
Rankiem widziałem ją przez chwilę. Wtedy nie wiedziałem jeszcze tego, że to ostatni raz. Godziny wlokły się niemiłosiernie,myślałem tylko  o niej.
Nie zobaczyłem jej nigdy więcej.
Tak samo szybko zniknęła z mojego życia, jak i się w nim pojawiła.
Została kruchym wspomnieniem. Nigdy jej nie zapomnę…

„Ławeczka Marzeń”

Po prostu, był. Był tego dnia z nią.

Czasem jeden telefon odmienia nasze życie lub jego kawałeczek, czy dzień. Mogła swój wolny czas, swoje małe święto przesiedzieć w bamboszach, układając koszulki w szafach. Mogła.. . A wchodzi z nim w bajkową scenerię choinek, światełek, wirujących płatków śniegu. Ich oczy pełne iskierek, iskiereczek. Może, to te neony, świąteczne girlandy chłodnych gwiazdek? Może. Chciała jeszcze poczuć jego dłonie, jego ciepło, jego oddech i muśnięcie chłodnych ust. A oczy, jego oczy! Te same, nic się nie zmieniły. Śmiejące się tysiącem bajek , ich bajek.

Widzą, jest! Nadal jest!! Ławeczka marzeń, ich ławeczka. Biegną. Oboje schylają się, aby sprawdzić. Są! Wyryte inicjały z okalającym  serduszkiem. Siadają zaciekawieni odczucia. Hm, jednak inaczej. Czas zrobił swoje. I widoki z niej, nie te same. W tym miejscu kilka lat wstecz snuły się marzenia. Tu lubili bujać w obłokach. Była to nieodłączna część młodości, ich czasów licealnych. Większość z nich, zbieżna: stabilna praca, własne ich cztery kąty. On stał na rozdrożu zawodu: informatyk, czy teolog. Mówił; – „Jedno i drugie, jakże dalekie od siebie a takoż ciekawym jest”! Teraz mógł jej powiedzieć; wybrał to drugie i zawiódł. Spełnienie drobnych, prozaicznych marzeń dało im więcej niż ślepe podążanie za wielkim celem. On do prozy zaliczy porządne narty. Na nich to się śmiga! Ona; okna drewniane, solidne a zarazem z półeczki – wiejska angielska sielanka.  Przy tym kominek, taki z żywym ogniem. Niektóre z tych marzeń przeterminowały się i przestały być pragnieniem, np. ich własna firma. Życie osobiste i zawodowe razem. Nie było ich, nie było firmy.

Teraz wtuleni w siebie, analizują swoje marzenia. Ile się ziściło, których realizacja dostarczyła strat na różnych polach. I czy któreś zostało aktualne? Które się zdezaktualizowały i dzisiaj od wyczynowego sportu na deskach, medali.., wolimy mieć więcej czasu na co dzień dla siebie.

Obejmują się,  przytulają, bo zimno, bo chcą. Poczuć siebie nawzajem i tę radość, która zawsze rozpierała ich w tym miejscu. Tu składali sobie obietnice. Tu zrodziło się ślepe dążenie zdobycia pieniędzy na progi ich domu. Wyjechał. Ona czekała, jak ta madame butterfly. Tylko zakończenie inne. Spokojniejsze. Całkiem prozaiczne. Na ich drogach stanęli inni . I tak zostali.

Parzy herbatkę, z imbirem. Pamięta i to. Lubi ten dodatek. Jego kuchnia, wówczas babci nabierała aromatu wschodnich przypraw. Przepełniona magią wspomnień, stanęła za jego plecami. Objęła, wsuwając dłonie pod koszulkę. Obrócił się i pocałował jej zmarznięty nosek. Na moment zastygli patrząc sobie w oczy. On czytał z niej, jak z czystej karty. Wiedział. Oboje wiedzieli, że tego chcą. Całował , całował te usta zlizując słone kropelki.  Ta jedna maleńka chwila, była chwilą ich szczęścia. Choć oboje wiedzieli, że to tylko moment.  Moment ich życia. Ale przecież mógł nie zdarzyć się.

Lizał jej kark, całował ramiona, pozwalał jej poczuć ciężar swojego ciała. Pamiętał, że uwielbiała mieć go na pleckach. Uniosła ręce wzdłuż głowy. Wpiął swe dłonie w jej palce. Zacisnęła. Pragnęła, aby tak został. A czułych słówek, ognia wtuleń i miarowych ruchów nie było końca. Chciał zobaczyć twarz, jej oczy zamglone od pożądania, ale ona potrzebowała go jeszcze. Czuła bliskość „nieba”. Szepnęła, „Zostań, proszę, zostań jeszcze”. Był. Jej palce zaciskały się coraz silniej, a plecy próbowały unieść. Podziwiał tę siłę, tę moc. Nic się nie zmieniła. Tak samo mocno przeżywała. Słyszał szloch. To były łzy szczęścia, jej „nieba”. Mocnego..

..Odgarniał splątane włosy z twarzy, tulił, całował, jakby chciał uczynić to na zapas.

Rano, nie było jej.

– Sen?

– Nie!

– Życie.

 

 

Oferta. Szukanie kwiatu paproci?

Naśmiałam się ostatnio, jak była  u mnie koleżanka na pogaduszkach. Zacytowała  swoje życzenia i ofertę, kogo oczekuje, jakiego partnera. Na portalu wypisała w punktach, jaki książę ma się zjawić. Wysoki, no bo ona kobietą postawną jest. Najlepiej sylwetka wysportowana, albo przynajmniej nie chorobliwie otyła. Wiek z jej półeczki, czyli żaden młodzik, ani bardzo posunięty w latach. Wykształcony chłop, aby rozmowa  ucztą była (ona ma podyplomowe). Ogarnięty mieszkaniowo, finansowo, bo ma dość utrzymywania panów. Rozliczony  partnersko zgodnie z prawem i prawdą.., czyli wolny i bogaty. Na dodatek: z humorem, lubiący wyjazdy, działanie, a nie kapcie i telewizor,  taki któremu jeszcze pofikać by się chciało. A przy tym stroniący od nadmiaru alkoholu!  No poprzeczka była wysoko ustawiona, nie wiem, kto doskoczy, ale ona twierdzi, że nie chce marnować czasu, na takich, co nawet warunków brzegowych nie spełniają. I racja. Po co marnować czyjś i swój czas.

Ale, czy tacy mężczyźni są do „wzięcia”?

Czy to nie jest, jak szukanie kwiatu paproci?

Ja myślę, że jeśli gdzieś jest, to takie ciacho luzem nie chodzi!!

To natchnęło mnie myślami o fajnym facecie, takim dla mnie. Jaki on powinien być, aby była radosna. Trochę już pomyślałam, to podzielę się z Wami. Zacznę od jego wyglądu. Nie musi być przystojniak z okładki, taki za ładny też nie dobrze, ale nie taki, że pierwsze co przychodzi na myśl, „o matko, co za maszkara”. Włosy nieważne, jakie ma i czy ma. Łysy też wchodzi w grę. Tu nie jestem wymagająca. Grunt, żeby nie miał zaczeski, jak „Sławomir”. Regularne odwiedziny fryzjera wystarczą. Jestem malutka, to on nie musi być wieżą, choć może.  Nie skreślam pana niskiego wzrostu, ani rosłego, jak dąb. Nie może trzeszczeć kośćmi od odchudzania i tylko skórą pociągnięte,bo to mało męskie, ale absolutnie nie za mocno okrąglutki. I nie chodzi mi o deskę z przodu, trochę zaokrąglony spokojnie może być, ale abym nie zjeżdżała z niego, jak się wdrapię na tę górę. Darujcie, że tak wprost piszę, ale ja mam zaledwie 44 kg., to on nie może mieć 140 kg. Rozumiecie mnie, prawda? A po za tym jest pewien feler w mojej głowie. Jak zobaczę olbrzymi brzuch, to mi „nie staje”. Sorry, że tak szczerze i wprost piszę, ale nie mogę wtedy wzbudzić podniecenia i pożądania.

Więc omijałabym seks z daleka, a skoro nie mam go z nim mieć, to po co brać faceta? Mężczyzna potrzebuje kobiety, która go podnieca, ale my dziewczyny też tego pragniemy, podniety. To działa wzajemnie.

Kochani, to nie wszystko, bo jeszcze bardzo ważny temat, jego schludność. Ma być czyściutki, pachnący, ładnie ubrany, może bez szału, ale nie, jak leśny dziadek. Do tego nie straszną kolońską wodą skropiony, tylko jednym psikiem, dwoma zniewalających perfum. Nuta cytrusowa, zapachy drzewne, cygar, wetiweru- tropikalnej trawy, ambry..  Chanel Allure, Hugo Boss Dark Blue, Lacoste Red.. . Niejedna z Was powie, jak mu kupisz, to się będzie pachnił. No, niestety nie! Jeśli sam nie ma do tego przekonania. Nie ma takiego nawyku, dla niego, to nieważne i robi z musu i najczęściej zapomina. Nawet mówi, że on nie panienka, żeby się perfumować. Zawsze pamiętam o umyciu zębów i coby trochę włosy przeczesać, czegóż więcej chcieć, powie.

A ja tak lubię wtulać nosek w cudnie męsko, dobrymi perfumami pachnący tors. Och!! Żałuję, że omija mnie ta przyjemność. Rozpinania guziczków, eleganckiej i zarazem sportowej koszuli. Guziczek po guziczku, powoli, teraz wtulenie w jego pierś, polizanie języczkiem, wsunięcie dłoni pod poły koszuli i odgarnięcie  z ramion. Panowie nie macie pojęcia, jakie to zmysłowe. Ileż radości daje nam kobietkom powolne rozbieranie swego pana. Zalotne, figlarne spojrzenia, przechodzące w pragnienie tej chwili.

Idziemy dalej, bo się rozmarzę i będzie po pisaniu. Baśka weź się w karby, dziewczyno! Wygląd zewnętrzny mamy opisany, przyszła kolej na wnętrze pana. Ma być fajny w rozmowie. Nie tyle potrzebuję jego wykształcenia, co oczytania, a umysł otwarty, nie zaściankowy i przaśny. Nie okuty stalowym hełmem, co nic światłego nie przebije się. Nie prostak, co powie „cicho tam, po co ci to wiedzieć i tak głupia umrzesz, albo nie interesuj się za wiele, bo źle na tym wyjdziesz. Nie mam czasu na czytanie, na politykę.. itd”. Czyli nici z przyjemności rozmowy z takim, a jak my już nic robić ciekawszego nie będziemy i rozmowa też nie wyjdzie, to co nam zostanie?? Samotność w związku?? Nie chcę! Tego mam pod dostatkiem. Jednym słowem chłop mądry, ale nie zarozumiały. A i jeszcze jedno. Nie może kochać strasznej „kobiety” K., co lubi obrażać i całkiem nie profesorski język ma. Mściwego pana ministra Z, czy Pana J., co od kanalii, także mnie wyzywa. Ja tego człowieka boje się, więc on nie może go kochać, bo polityka prędzej, czy później poróżni nas. Jeśli chodzi o muzykę; absolutnie wykluczony Sławomir i temu podobni, razem z „Oczy zielone..”. Nie zdzierżę!!!  Trudno, wolę spać z kotem.

 Kto mnie zna wie, że tryskam pozytywną energią. Maleńka radość, nieszkodliwa kokietka i szczery człowiek, który jeszcze chce poczuć: krople deszczu na dekolcie, mróz na policzkach, wschód słońca na szczycie góry. Zawiesić nowe lustro w łazience i przejechać się wierzchem na rączym koniku.. Tańca w łóżku i soczystego miłowania. Oglądania świata na żywo, nie z ekranu telewizorni. I pakowania paczek dla ubogich z przyjmowaniem innowierców na Wigilii w domu naszym.

Jestem bardzo żywotna, sportowy duch, to nie chcę „ramola”, który włoży bambosze, termofor pod plecy i z piwkiem ogrzewać będzie fotel przez połowę dnia. Alkoholik, czyli taki, który codziennie musi wypić piwko, dwa, nie przejdzie u mnie. Dziadka, bez życia nie chcę i już, bo inaczej mało czasu będziemy spędzać razem, a to źle wróży związkowi. Nie musi być szalonym sportowcem, ale żeby wychodził na świeże powietrze, na marszrutę nad morze. Może pomorsuje ze mną, ale nie musi.  Z uśmiechem, akceptacją i troską przywita to zmarznięte ciałko, a gorącą herbatką i rozcieraniem rozgrzeje kosteczki me. Oj, już ja mu się odwdzięczę!  Po prostu lubi moją radość życia, nie kręci nosem. No, „COŚ” żywego potrzebuję!!

A i jeszcze, nie bidulek goły, jak święty turecki, którego moje małe rączki będą utrzymywać lub który przejmie moje konto. I okaże się, że przyjdzie mi biedę klepać gorszą z nim, niż samej. Hm, sama radzę sobie finansowo, całkiem dobrze!  Zamienił stryjek siekierkę na kijek, tak nie może być. Nie chcę jego forsy, ale niech on nie bierze mojej (czyli rozdzielności kont potrzebuję).

Wiem, dużo tego. Nie znajdę. No i  nie szukam. A Wy, jak myślicie – może jednak, takie „ciacho, luzem chodzi”??

Te fanaberie wypisywała, oto ta niewiasta szalona. Dobranoc Kochani! Ale późno się zrobiło (przed drugą)! Kocur stracił nadzieję, że powrócę na pielesze.

Pończoszki, szpileczki, sznureczki.. . Ożywić związek

Spróbuję poruszyć temat, o który w sms poprosiła pewna urocza blondynka. Potrzebuje ona porady o wdziewaniu seksownej bielizny do tańca w łóżku. A właściwie przed radością w łóżku. Coby nie było, jak zawsze, czyli położenie się pod kołderkę w zwykłej pidżamie z oczekiwaniem będzie coś dzisiaj, czy mogę spać? Jak stworzyć ekscytującą sytuację, jak odnaleźć się w niej, skoro raczej nieśmiałą niewiastą jest i ekscesów  w życiu za wiele nie wyczyniała? I o tę nieśmiałość jej chodzi.

I o to, że ścieżki ich życia erotycznego już dawno wydeptane i znane. Kręcenie pupcią w stringach przed swoim mężem, odczuwa z zawstydzeniem, jako wygłupy i żenadę.  On wówczas ma ją jak „na widelcu”, widzi każdą fałdkę i przecież on wie, na co ją stać w łóżku. Tak było latami, nie może narzekać, seks fajny, ale chciałaby go jakoś ubarwić, coś dodać, zmienić, choć czasem. W sklepach tyle cudowności, a ona jakby zatrzymała się w tej sferze. To prawda mało w nas samozachwytu, a krytycyzmu wobec swojego ciała, kobiety na ogół mają dużo w przeciwieństwie do mężczyzn. I dlatego dla nas pań, trochę w tym wszystkim strachu, aby nie widział tak dokładnie jakowyś mankamentów.  Wstydzimy się tych kilku kilogramów więcej, a przecież te kilogramy mają moc przyciągania męskich oczu. Kiedy byłam młodą dziewczyną zazdrościłam koleżankom ich płaskich, jak deska pup. Moja zawsze była okrągła, choć ja cała szczuplutka. Teraz właśnie za te krągłości pupci sypią się komplementy. Warto popatrzeć łaskawszym okiem na siebie i w pełni zaakceptować. Na każdą figurkę znajdziemy coś odpowiedniego dla siebie. Tak, abyśmy czuły się komfortowo, a nasz pan zachwyconym był. Brzuszek cię onieśmiela, bo rozstępy, oponki.., załóż body koronkowe, może przewiąż szalem z cekinami. Później będziesz nim leciutko smyrała ciałko zanim opuścisz na podłogę i tak po kolei każdy ciuszek, aż nagusieńką ujrzy cię on, siedzący na brzegu łóżka obejmie w tali, zagarnie do siebie.  Może macie już dzieci odchowane, może większe nowe mieszkanie, więcej intymności, to taniec brzucha i nie tylko, w zasięgu ręki. A na tej rączce czarna bandamka. Kończąc taniec podchodzisz do swego mężczyzny z prośbą przewiązania nadgarstków (ręce odwiedzione do tyłu). Zniewolona kobieta nakręca tak samo, jak niezła pani oficer, grunt abyście angażowali się w to, co czynicie, a nie przeglądali w tym czasie telefon, kiedy partner próbuje sycić się wami. Wiadomo, że nie przy każdym zbliżeniu macie tak wariować, bo i tym można się zmęczyć. Czasem ciche branie „na łyżeczkę” o poranku też może być cudowne. Ty wówczas tylko mruczysz i wtapiasz się w niego.

Zapragnęłaś czegoś innego, w pewien sposób  świeżego, czynionego z  większym zaangażowaniem obu stron? Warto spróbować, co macie do stracenia? Nic, a do zyskania wiele. Może czas ożywić nudnawy związek, robiąc wspólnie coś nowego.

Cóż, jest o czym popisać. Pierwsze dla kogo to nasze strojenie? Przelotna miłostka, czy też już na wstępie zdeklarowane, że na chwilę i tylko do łóżka, to prosta sprawa. Jesteś panią sytuacji. Przywdziewasz nie tylko pas, pończochy, łańcuszki ale i rolę odważnej kobiety- zdobywcy. Takiej, która zna swoje ciało, jego potrzeby, a tym samym swoją wartość kochanki. Pan połknie wszystko, bo dopiero poznaje ciebie. I nie specjalnie chce mu się analizować, czy to szara myszka, która w tej chwili ma duszę na ramieniu, a przebrana w kotkę, czy to farbowana, władcza pani oficer, czy niegdyś i do dziś po trosze potulna kobietka.  Jest mu dobrze, że niewiasta nie leży, jak kłoda, tylko aktywną jest.

Tu liczy się Twoja bezwzględna pewność siebie. Nie uciekaj wzrokiem, podkręcaj pikantnym słowem i błędnymi oczyma pożeraj wybranka na śniadanie. Wybierz muzykę, przy której nóżki podrygują, pupa kręci sama, a ty robisz się rozmarzona czy radosna. Powoli rozbieraj te fatałaszki, tańcząc przed nim. Z jednoczesnym dotykiem, pieszczotą swojego ciała. Posmaruj dłonie oliwką i  wtul w swoje piersi. Nagarniaj, miętoś.. . Rączka na brzuszek i poniżej, leciutko pociągnij  po wargach w kierunku pępka.. Obracaj się w tańcu, okalaj paluszkami dół pośladków, tak jakbyś od środeczka pocierała na zewnątrz. Takie delikatne muskanie. Kręcenie kółeczek. A bioderka hulają, hulają.

Tylko dlatego, że masz na to ochotę. Całe życie  nie inicjowałaś seksu, tylko oddawałaś się, może nawet za potulnie, bezwolnie, trochę obojętnie. W zależności jaki to był Twój okres życia; młoda, przy nadziei, karmiąca mama, wykończona Matka Polka, zmęczona pracownica, rozżalona wszystkim kobieta, czasem szczęśliwa na urlopie, czy swobodna bez obowiązków lub radosna po zaliczeniu czegoś, co spędzało  sen z powiek, a może bezwolna i smutna, bo chłop za dnia nawykrzykiwał, a w nocy pcha palce..

Cóż niejedna z was powie – „Kobieto Dojrzała, ty nie masz pojęcia, co młodzi wyprawiają przed małżeństwem, zanim zostaną rodzicami. Nam rady nie potrzebne, nie takie cuda się umie”. I dobrze, korzystajcie i nie dajcie się zaszufladkować, ani do potulnej, co zgadza się na wszystko, aby chłopak zadowolony wyszedł, ani grzecznej w białym kołnierzyku, warkoczyku, co pójdzie do łóżka, ale ma wyrzuty sumienia, ani do rozpustnej, jak piorun, bo jak to później zmienić (jak rola znudzi, zmęczy)? Możliwym jest, ale wtedy siebie i partnera przełamywać trzeba.  Na pewno nie róbcie niczego, na co nie macie ochoty i przyzwolenia swojego  ciała, np.”złoty deszcz”, seks analny. To powinno wypływać z obopólnej chcicy. Bądźcie sobą!!

Zupełnie inaczej się ma, a przynajmniej trudniej przywdziać rolę wytrawnej, odważnej kochanki z partnerem, mężem, który zna nas od 15, czy więcej lat i wie, jak odnajdujemy się w objęciach. Ogólnie miła, grzeczna w łóżku też. I, że najchętniej szybko wskoczyłaby pod kołderkę, a nie wiła pół naga, jak kusząca syrena.

  Nasze „przeskrobanie” polegało jedynie na tym, że zdarzało się nam o poranku, w wolną sobotę zainicjować seks, wsuwając rączkę.., no względnie górować nad nim przez chwilę, bo od przysiadów nóżki  bolały.

Tu jest trudność. Przełamanie Waszego wizerunku, jedynego, jaki on zna. I was to może onieśmielać, poczujecie wygłupianie się, zakładanie nieswojej skóry, strojenie w cudze piórka. Z takiej, co zawsze ścieliła łóżko, kąpała się i szybciuchno  pod kocyk. Ale można to zrobić. Można zmienić.  To nie jest niemożliwym. Tym bardziej, że z czasem Twój partner też potrzebuje silniejszych wrażeń, coby nadal chciało działać to cudne męskie ustrojstwo. Dlatego warto; dla siebie, bo z upływającymi latami zmieniłyście się i potrzebujecie nadrobić szaleństwo, kiedy to wyłączyłyście się na czas pilnej opieki nad maluszkami waszymi. A dla niego, bo go kochacie, a lata nie pomagają mu stawać się silniejszym kochankiem i nowe bodźce erotyczne wskazane.  Do zmarzliny w łóżku jeszcze zdążycie. Żyjcie, cieszcie się, póki jeszcze czas.

Widzę dwa sposoby. Pierwszy; to spokojna rozmowa z partnerem, wieczorkiem przy herbatce. Powiedzcie, że potrzebujecie zmiany, podkręcenia doznań w łóżku, bo trochę nudą wam zawiało, że chcecie być apetyczniejszymi kochankami.  I same poczuć się bardziej atrakcyjnymi. Zaproponujcie „polepszacze”: a to koronki, pończochy, pas, szpileczki,  sznureczki do zniewalania, wibratory, co się  jeszcze wam zamarzy. Ja nie gustuję w wibratorach, kiedy chłop sprawny. Ale wy możecie chcieć wypróbować. Myślę, że mężczyzna ucieszy się z wszystkiego. I z podgwizdywaniem będzie  wychodził do pracy i wracał do domu.

Drugi sposób, to bez dosadnej rozmowy, tak niby cichaczem, wprowadzajcie zmianę małymi kroczkami. Zróbcie tygodniowy, czy miesięczny wstęp (ile czasu wam potrzeba) bycia odważniejszą, a to w słowach pikantnych, a to w zaczepkach, typu przeparadowania przed nim na golaska, czy piekielnie kuszących stringach, a to stojąc za nim w kuchni wsunąć dłoń między jego uda, a to w  pocałunku przed wyjściem do pracy, inaczej niż zwykle, zaczepiając językiem, z kuszącą obietnicą na wieczór. On poczuje, że coś się budzi, zmienia w nas, szykuje… . Zakładam że do tej pory często byłyście uległe i nie rzadko bolała was głowa. Chłop pomyśli, „chce się jej, fajnie”! Już jakiś błysk waszej odwagi stworzycie. I pójdziecie w tym kierunku dalej.

Innym razem zamiast grzecznie pod kołderkę usiądziecie na niej lekko niegrzecznie. Tak, jak ja na swoim łożu (powyżej). I poprosicie o pomoc w rozpięciu seksownej bielizny. To będzie wasz wstęp do nowej ja. Cudnej kochanki, żonsi. Skończy się, jak skończy. Liczę na apetyczne zakończenie. I przyjdzie wieczór kolejny, a wy kotki w koronkach, on kocur na krześle, okryty kocykiem, coby mu członki nie zmarzły. Taniec, lubieżny taniec wokół mężusia z doklejonym uśmiechem od ucha do ucha. Z każdym kolejnym będziesz odważniejsza. Powodzenia dziewczyny!! Do tych po pięćdziesiątce też piszę, jesteście nadal piękne, a wasz pan potrzebuję mocniejszej podniety, coby porządnie drgnęło.