„Ławeczka Marzeń”

Po prostu, był. Był tego dnia z nią.

Czasem jeden telefon odmienia nasze życie lub jego kawałeczek, czy dzień. Mogła swój wolny czas, swoje małe święto przesiedzieć w bamboszach, układając koszulki w szafach. Mogła.. . A wchodzi z nim w bajkową scenerię choinek, światełek, wirujących płatków śniegu. Ich oczy pełne iskierek, iskiereczek. Może, to te neony, świąteczne girlandy chłodnych gwiazdek? Może. Chciała jeszcze poczuć jego dłonie, jego ciepło, jego oddech i muśnięcie chłodnych ust. A oczy, jego oczy! Te same, nic się nie zmieniły. Śmiejące się tysiącem bajek , ich bajek.

Widzą, jest! Nadal jest!! Ławeczka marzeń, ich ławeczka. Biegną. Oboje schylają się, aby sprawdzić. Są! Wyryte inicjały z okalającym  serduszkiem. Siadają zaciekawieni odczucia. Hm, jednak inaczej. Czas zrobił swoje. I widoki z niej, nie te same. W tym miejscu kilka lat wstecz snuły się marzenia. Tu lubili bujać w obłokach. Była to nieodłączna część młodości, ich czasów licealnych. Większość z nich, zbieżna: stabilna praca, własne ich cztery kąty. On stał na rozdrożu zawodu: informatyk, czy teolog. Mówił; – „Jedno i drugie, jakże dalekie od siebie a takoż ciekawym jest”! Teraz mógł jej powiedzieć; wybrał to drugie i zawiódł. Spełnienie drobnych, prozaicznych marzeń dało im więcej niż ślepe podążanie za wielkim celem. On do prozy zaliczy porządne narty. Na nich to się śmiga! Ona; okna drewniane, solidne a zarazem z półeczki – wiejska angielska sielanka.  Przy tym kominek, taki z żywym ogniem. Niektóre z tych marzeń przeterminowały się i przestały być pragnieniem, np. ich własna firma. Życie osobiste i zawodowe razem. Nie było ich, nie było firmy.

Teraz wtuleni w siebie, analizują swoje marzenia. Ile się ziściło, których realizacja dostarczyła strat na różnych polach. I czy któreś zostało aktualne? Które się zdezaktualizowały i dzisiaj od wyczynowego sportu na deskach, medali.., wolimy mieć więcej czasu na co dzień dla siebie.

Obejmują się,  przytulają, bo zimno, bo chcą. Poczuć siebie nawzajem i tę radość, która zawsze rozpierała ich w tym miejscu. Tu składali sobie obietnice. Tu zrodziło się ślepe dążenie zdobycia pieniędzy na progi ich domu. Wyjechał. Ona czekała, jak ta madame butterfly. Tylko zakończenie inne. Spokojniejsze. Całkiem prozaiczne. Na ich drogach stanęli inni . I tak zostali.

Parzy herbatkę, z imbirem. Pamięta i to. Lubi ten dodatek. Jego kuchnia, wówczas babci nabierała aromatu wschodnich przypraw. Przepełniona magią wspomnień, stanęła za jego plecami. Objęła, wsuwając dłonie pod koszulkę. Obrócił się i pocałował jej zmarznięty nosek. Na moment zastygli patrząc sobie w oczy. On czytał z niej, jak z czystej karty. Wiedział. Oboje wiedzieli, że tego chcą. Całował , całował te usta zlizując słone kropelki.  Ta jedna maleńka chwila, była chwilą ich szczęścia. Choć oboje wiedzieli, że to tylko moment.  Moment ich życia. Ale przecież mógł nie zdarzyć się.

Lizał jej kark, całował ramiona, pozwalał jej poczuć ciężar swojego ciała. Pamiętał, że uwielbiała mieć go na pleckach. Uniosła ręce wzdłuż głowy. Wpiął swe dłonie w jej palce. Zacisnęła. Pragnęła, aby tak został. A czułych słówek, ognia wtuleń i miarowych ruchów nie było końca. Chciał zobaczyć twarz, jej oczy zamglone od pożądania, ale ona potrzebowała go jeszcze. Czuła bliskość „nieba”. Szepnęła, „Zostań, proszę, zostań jeszcze”. Był. Jej palce zaciskały się coraz silniej, a plecy próbowały unieść. Podziwiał tę siłę, tę moc. Nic się nie zmieniła. Tak samo mocno przeżywała. Słyszał szloch. To były łzy szczęścia, jej „nieba”. Mocnego..

..Odgarniał splątane włosy z twarzy, tulił, całował, jakby chciał uczynić to na zapas.

Rano, nie było jej.

– Sen?

– Nie!

– Życie.

 

 

Reklamy

Oferta. Szukanie kwiatu paproci?

Naśmiałam się ostatnio, jak była  u mnie koleżanka na pogaduszkach. Zacytowała  swoje życzenia i ofertę, kogo oczekuje, jakiego partnera. Na portalu wypisała w punktach, jaki książę ma się zjawić. Wysoki, no bo ona kobietą postawną jest. Najlepiej sylwetka wysportowana, albo przynajmniej nie chorobliwie otyła. Wiek z jej półeczki, czyli żaden młodzik, ani bardzo posunięty w latach. Wykształcony chłop, aby rozmowa  ucztą była (ona ma podyplomowe). Ogarnięty mieszkaniowo, finansowo, bo ma dość utrzymywania panów. Rozliczony  partnersko zgodnie z prawem i prawdą.., czyli wolny i bogaty. Na dodatek: z humorem, lubiący wyjazdy, działanie, a nie kapcie i telewizor,  taki któremu jeszcze pofikać by się chciało. A przy tym stroniący od nadmiaru alkoholu!  No poprzeczka była wysoko ustawiona, nie wiem, kto doskoczy, ale ona twierdzi, że nie chce marnować czasu, na takich, co nawet warunków brzegowych nie spełniają. I racja. Po co marnować czyjś i swój czas.

Ale, czy tacy mężczyźni są do „wzięcia”?

Czy to nie jest, jak szukanie kwiatu paproci?

Ja myślę, że jeśli gdzieś jest, to takie ciacho luzem nie chodzi!!

To natchnęło mnie myślami o fajnym facecie, takim dla mnie. Jaki on powinien być, aby była radosna. Trochę już pomyślałam, to podzielę się z Wami. Zacznę od jego wyglądu. Nie musi być przystojniak z okładki, taki za ładny też nie dobrze, ale nie taki, że pierwsze co przychodzi na myśl, „o matko, co za maszkara”. Włosy nieważne, jakie ma i czy ma. Łysy też wchodzi w grę. Tu nie jestem wymagająca. Grunt, żeby nie miał zaczeski, jak „Sławomir”. Regularne odwiedziny fryzjera wystarczą. Jestem malutka, to on nie musi być wieżą, choć może.  Nie skreślam pana niskiego wzrostu, ani rosłego, jak dąb. Nie może trzeszczeć kośćmi od odchudzania i tylko skórą pociągnięte,bo to mało męskie, ale absolutnie nie za mocno okrąglutki. I nie chodzi mi o deskę z przodu, trochę zaokrąglony spokojnie może być, ale abym nie zjeżdżała z niego, jak się wdrapię na tę górę. Darujcie, że tak wprost piszę, ale ja mam zaledwie 44 kg., to on nie może mieć 140 kg. Rozumiecie mnie, prawda? A po za tym jest pewien feler w mojej głowie. Jak zobaczę olbrzymi brzuch, to mi „nie staje”. Sorry, że tak szczerze i wprost piszę, ale nie mogę wtedy wzbudzić podniecenia i pożądania.

Więc omijałabym seks z daleka, a skoro nie mam go z nim mieć, to po co brać faceta? Mężczyzna potrzebuje kobiety, która go podnieca, ale my dziewczyny też tego pragniemy, podniety. To działa wzajemnie.

Kochani, to nie wszystko, bo jeszcze bardzo ważny temat, jego schludność. Ma być czyściutki, pachnący, ładnie ubrany, może bez szału, ale nie, jak leśny dziadek. Do tego nie straszną kolońską wodą skropiony, tylko jednym psikiem, dwoma zniewalających perfum. Nuta cytrusowa, zapachy drzewne, cygar, wetiweru- tropikalnej trawy, ambry..  Chanel Allure, Hugo Boss Dark Blue, Lacoste Red.. . Niejedna z Was powie, jak mu kupisz, to się będzie pachnił. No, niestety nie! Jeśli sam nie ma do tego przekonania. Nie ma takiego nawyku, dla niego, to nieważne i robi z musu i najczęściej zapomina. Nawet mówi, że on nie panienka, żeby się perfumować. Zawsze pamiętam o umyciu zębów i coby trochę włosy przeczesać, czegóż więcej chcieć, powie.

A ja tak lubię wtulać nosek w cudnie męsko, dobrymi perfumami pachnący tors. Och!! Żałuję, że omija mnie ta przyjemność. Rozpinania guziczków, eleganckiej i zarazem sportowej koszuli. Guziczek po guziczku, powoli, teraz wtulenie w jego pierś, polizanie języczkiem, wsunięcie dłoni pod poły koszuli i odgarnięcie  z ramion. Panowie nie macie pojęcia, jakie to zmysłowe. Ileż radości daje nam kobietkom powolne rozbieranie swego pana. Zalotne, figlarne spojrzenia, przechodzące w pragnienie tej chwili.

Idziemy dalej, bo się rozmarzę i będzie po pisaniu. Baśka weź się w karby, dziewczyno! Wygląd zewnętrzny mamy opisany, przyszła kolej na wnętrze pana. Ma być fajny w rozmowie. Nie tyle potrzebuję jego wykształcenia, co oczytania, a umysł otwarty, nie zaściankowy i przaśny. Nie okuty stalowym hełmem, co nic światłego nie przebije się. Nie prostak, co powie „cicho tam, po co ci to wiedzieć i tak głupia umrzesz, albo nie interesuj się za wiele, bo źle na tym wyjdziesz. Nie mam czasu na czytanie, na politykę.. itd”. Czyli nici z przyjemności rozmowy z takim, a jak my już nic robić ciekawszego nie będziemy i rozmowa też nie wyjdzie, to co nam zostanie?? Samotność w związku?? Nie chcę! Tego mam pod dostatkiem. Jednym słowem chłop mądry, ale nie zarozumiały. A i jeszcze jedno. Nie może kochać strasznej „kobiety” K., co lubi obrażać i całkiem nie profesorski język ma. Mściwego pana ministra Z, czy Pana J., co od kanalii, także mnie wyzywa. Ja tego człowieka boje się, więc on nie może go kochać, bo polityka prędzej, czy później poróżni nas. Jeśli chodzi o muzykę; absolutnie wykluczony Sławomir i temu podobni, razem z „Oczy zielone..”. Nie zdzierżę!!!  Trudno, wolę spać z kotem.

 Kto mnie zna wie, że tryskam pozytywną energią. Maleńka radość, nieszkodliwa kokietka i szczery człowiek, który jeszcze chce poczuć: krople deszczu na dekolcie, mróz na policzkach, wschód słońca na szczycie góry. Zawiesić nowe lustro w łazience i przejechać się wierzchem na rączym koniku.. Tańca w łóżku i soczystego miłowania. Oglądania świata na żywo, nie z ekranu telewizorni. I pakowania paczek dla ubogich z przyjmowaniem innowierców na Wigilii w domu naszym.

Jestem bardzo żywotna, sportowy duch, to nie chcę „ramola”, który włoży bambosze, termofor pod plecy i z piwkiem ogrzewać będzie fotel przez połowę dnia. Alkoholik, czyli taki, który codziennie musi wypić piwko, dwa, nie przejdzie u mnie. Dziadka, bez życia nie chcę i już, bo inaczej mało czasu będziemy spędzać razem, a to źle wróży związkowi. Nie musi być szalonym sportowcem, ale żeby wychodził na świeże powietrze, na marszrutę nad morze. Może pomorsuje ze mną, ale nie musi.  Z uśmiechem, akceptacją i troską przywita to zmarznięte ciałko, a gorącą herbatką i rozcieraniem rozgrzeje kosteczki me. Oj, już ja mu się odwdzięczę!  Po prostu lubi moją radość życia, nie kręci nosem. No, „COŚ” żywego potrzebuję!!

A i jeszcze, nie bidulek goły, jak święty turecki, którego moje małe rączki będą utrzymywać lub który przejmie moje konto. I okaże się, że przyjdzie mi biedę klepać gorszą z nim, niż samej. Hm, sama radzę sobie finansowo, całkiem dobrze!  Zamienił stryjek siekierkę na kijek, tak nie może być. Nie chcę jego forsy, ale niech on nie bierze mojej (czyli rozdzielności kont potrzebuję).

Wiem, dużo tego. Nie znajdę. No i  nie szukam. A Wy, jak myślicie – może jednak, takie „ciacho, luzem chodzi”??

Te fanaberie wypisywała, oto ta niewiasta szalona. Dobranoc Kochani! Ale późno się zrobiło (przed drugą)! Kocur stracił nadzieję, że powrócę na pielesze.

Pończoszki, szpileczki, sznureczki.. . Ożywić związek

Spróbuję poruszyć temat, o który w sms poprosiła pewna urocza blondynka. Potrzebuje ona porady o wdziewaniu seksownej bielizny do tańca w łóżku. A właściwie przed radością w łóżku. Coby nie było, jak zawsze, czyli położenie się pod kołderkę w zwykłej pidżamie z oczekiwaniem będzie coś dzisiaj, czy mogę spać? Jak stworzyć ekscytującą sytuację, jak odnaleźć się w niej, skoro raczej nieśmiałą niewiastą jest i ekscesów  w życiu za wiele nie wyczyniała? I o tę nieśmiałość jej chodzi.

I o to, że ścieżki ich życia erotycznego już dawno wydeptane i znane. Kręcenie pupcią w stringach przed swoim mężem, odczuwa z zawstydzeniem, jako wygłupy i żenadę.  On wówczas ma ją jak „na widelcu”, widzi każdą fałdkę i przecież on wie, na co ją stać w łóżku. Tak było latami, nie może narzekać, seks fajny, ale chciałaby go jakoś ubarwić, coś dodać, zmienić, choć czasem. W sklepach tyle cudowności, a ona jakby zatrzymała się w tej sferze. To prawda mało w nas samozachwytu, a krytycyzmu wobec swojego ciała, kobiety na ogół mają dużo w przeciwieństwie do mężczyzn. I dlatego dla nas pań, trochę w tym wszystkim strachu, aby nie widział tak dokładnie jakowyś mankamentów.  Wstydzimy się tych kilku kilogramów więcej, a przecież te kilogramy mają moc przyciągania męskich oczu. Kiedy byłam młodą dziewczyną zazdrościłam koleżankom ich płaskich, jak deska pup. Moja zawsze była okrągła, choć ja cała szczuplutka. Teraz właśnie za te krągłości pupci sypią się komplementy. Warto popatrzeć łaskawszym okiem na siebie i w pełni zaakceptować. Na każdą figurkę znajdziemy coś odpowiedniego dla siebie. Tak, abyśmy czuły się komfortowo, a nasz pan zachwyconym był. Brzuszek cię onieśmiela, bo rozstępy, oponki.., załóż body koronkowe, może przewiąż szalem z cekinami. Później będziesz nim leciutko smyrała ciałko zanim opuścisz na podłogę i tak po kolei każdy ciuszek, aż nagusieńką ujrzy cię on, siedzący na brzegu łóżka obejmie w tali, zagarnie do siebie.  Może macie już dzieci odchowane, może większe nowe mieszkanie, więcej intymności, to taniec brzucha i nie tylko, w zasięgu ręki. A na tej rączce czarna bandamka. Kończąc taniec podchodzisz do swego mężczyzny z prośbą przewiązania nadgarstków (ręce odwiedzione do tyłu). Zniewolona kobieta nakręca tak samo, jak niezła pani oficer, grunt abyście angażowali się w to, co czynicie, a nie przeglądali w tym czasie telefon, kiedy partner próbuje sycić się wami. Wiadomo, że nie przy każdym zbliżeniu macie tak wariować, bo i tym można się zmęczyć. Czasem ciche branie „na łyżeczkę” o poranku też może być cudowne. Ty wówczas tylko mruczysz i wtapiasz się w niego.

Zapragnęłaś czegoś innego, w pewien sposób  świeżego, czynionego z  większym zaangażowaniem obu stron? Warto spróbować, co macie do stracenia? Nic, a do zyskania wiele. Może czas ożywić nudnawy związek, robiąc wspólnie coś nowego.

Cóż, jest o czym popisać. Pierwsze dla kogo to nasze strojenie? Przelotna miłostka, czy też już na wstępie zdeklarowane, że na chwilę i tylko do łóżka, to prosta sprawa. Jesteś panią sytuacji. Przywdziewasz nie tylko pas, pończochy, łańcuszki ale i rolę odważnej kobiety- zdobywcy. Takiej, która zna swoje ciało, jego potrzeby, a tym samym swoją wartość kochanki. Pan połknie wszystko, bo dopiero poznaje ciebie. I nie specjalnie chce mu się analizować, czy to szara myszka, która w tej chwili ma duszę na ramieniu, a przebrana w kotkę, czy to farbowana, władcza pani oficer, czy niegdyś i do dziś po trosze potulna kobietka.  Jest mu dobrze, że niewiasta nie leży, jak kłoda, tylko aktywną jest.

Tu liczy się Twoja bezwzględna pewność siebie. Nie uciekaj wzrokiem, podkręcaj pikantnym słowem i błędnymi oczyma pożeraj wybranka na śniadanie. Wybierz muzykę, przy której nóżki podrygują, pupa kręci sama, a ty robisz się rozmarzona czy radosna. Powoli rozbieraj te fatałaszki, tańcząc przed nim. Z jednoczesnym dotykiem, pieszczotą swojego ciała. Posmaruj dłonie oliwką i  wtul w swoje piersi. Nagarniaj, miętoś.. . Rączka na brzuszek i poniżej, leciutko pociągnij  po wargach w kierunku pępka.. Obracaj się w tańcu, okalaj paluszkami dół pośladków, tak jakbyś od środeczka pocierała na zewnątrz. Takie delikatne muskanie. Kręcenie kółeczek. A bioderka hulają, hulają.

Tylko dlatego, że masz na to ochotę. Całe życie  nie inicjowałaś seksu, tylko oddawałaś się, może nawet za potulnie, bezwolnie, trochę obojętnie. W zależności jaki to był Twój okres życia; młoda, przy nadziei, karmiąca mama, wykończona Matka Polka, zmęczona pracownica, rozżalona wszystkim kobieta, czasem szczęśliwa na urlopie, czy swobodna bez obowiązków lub radosna po zaliczeniu czegoś, co spędzało  sen z powiek, a może bezwolna i smutna, bo chłop za dnia nawykrzykiwał, a w nocy pcha palce..

Cóż niejedna z was powie – „Kobieto Dojrzała, ty nie masz pojęcia, co młodzi wyprawiają przed małżeństwem, zanim zostaną rodzicami. Nam rady nie potrzebne, nie takie cuda się umie”. I dobrze, korzystajcie i nie dajcie się zaszufladkować, ani do potulnej, co zgadza się na wszystko, aby chłopak zadowolony wyszedł, ani grzecznej w białym kołnierzyku, warkoczyku, co pójdzie do łóżka, ale ma wyrzuty sumienia, ani do rozpustnej, jak piorun, bo jak to później zmienić (jak rola znudzi, zmęczy)? Możliwym jest, ale wtedy siebie i partnera przełamywać trzeba.  Na pewno nie róbcie niczego, na co nie macie ochoty i przyzwolenia swojego  ciała, np.”złoty deszcz”, seks analny. To powinno wypływać z obopólnej chcicy. Bądźcie sobą!!

Zupełnie inaczej się ma, a przynajmniej trudniej przywdziać rolę wytrawnej, odważnej kochanki z partnerem, mężem, który zna nas od 15, czy więcej lat i wie, jak odnajdujemy się w objęciach. Ogólnie miła, grzeczna w łóżku też. I, że najchętniej szybko wskoczyłaby pod kołderkę, a nie wiła pół naga, jak kusząca syrena.

  Nasze „przeskrobanie” polegało jedynie na tym, że zdarzało się nam o poranku, w wolną sobotę zainicjować seks, wsuwając rączkę.., no względnie górować nad nim przez chwilę, bo od przysiadów nóżki  bolały.

Tu jest trudność. Przełamanie Waszego wizerunku, jedynego, jaki on zna. I was to może onieśmielać, poczujecie wygłupianie się, zakładanie nieswojej skóry, strojenie w cudze piórka. Z takiej, co zawsze ścieliła łóżko, kąpała się i szybciuchno  pod kocyk. Ale można to zrobić. Można zmienić.  To nie jest niemożliwym. Tym bardziej, że z czasem Twój partner też potrzebuje silniejszych wrażeń, coby nadal chciało działać to cudne męskie ustrojstwo. Dlatego warto; dla siebie, bo z upływającymi latami zmieniłyście się i potrzebujecie nadrobić szaleństwo, kiedy to wyłączyłyście się na czas pilnej opieki nad maluszkami waszymi. A dla niego, bo go kochacie, a lata nie pomagają mu stawać się silniejszym kochankiem i nowe bodźce erotyczne wskazane.  Do zmarzliny w łóżku jeszcze zdążycie. Żyjcie, cieszcie się, póki jeszcze czas.

Widzę dwa sposoby. Pierwszy; to spokojna rozmowa z partnerem, wieczorkiem przy herbatce. Powiedzcie, że potrzebujecie zmiany, podkręcenia doznań w łóżku, bo trochę nudą wam zawiało, że chcecie być apetyczniejszymi kochankami.  I same poczuć się bardziej atrakcyjnymi. Zaproponujcie „polepszacze”: a to koronki, pończochy, pas, szpileczki,  sznureczki do zniewalania, wibratory, co się  jeszcze wam zamarzy. Ja nie gustuję w wibratorach, kiedy chłop sprawny. Ale wy możecie chcieć wypróbować. Myślę, że mężczyzna ucieszy się z wszystkiego. I z podgwizdywaniem będzie  wychodził do pracy i wracał do domu.

Drugi sposób, to bez dosadnej rozmowy, tak niby cichaczem, wprowadzajcie zmianę małymi kroczkami. Zróbcie tygodniowy, czy miesięczny wstęp (ile czasu wam potrzeba) bycia odważniejszą, a to w słowach pikantnych, a to w zaczepkach, typu przeparadowania przed nim na golaska, czy piekielnie kuszących stringach, a to stojąc za nim w kuchni wsunąć dłoń między jego uda, a to w  pocałunku przed wyjściem do pracy, inaczej niż zwykle, zaczepiając językiem, z kuszącą obietnicą na wieczór. On poczuje, że coś się budzi, zmienia w nas, szykuje… . Zakładam że do tej pory często byłyście uległe i nie rzadko bolała was głowa. Chłop pomyśli, „chce się jej, fajnie”! Już jakiś błysk waszej odwagi stworzycie. I pójdziecie w tym kierunku dalej.

Innym razem zamiast grzecznie pod kołderkę usiądziecie na niej lekko niegrzecznie. Tak, jak ja na swoim łożu (powyżej). I poprosicie o pomoc w rozpięciu seksownej bielizny. To będzie wasz wstęp do nowej ja. Cudnej kochanki, żonsi. Skończy się, jak skończy. Liczę na apetyczne zakończenie. I przyjdzie wieczór kolejny, a wy kotki w koronkach, on kocur na krześle, okryty kocykiem, coby mu członki nie zmarzły. Taniec, lubieżny taniec wokół mężusia z doklejonym uśmiechem od ucha do ucha. Z każdym kolejnym będziesz odważniejsza. Powodzenia dziewczyny!! Do tych po pięćdziesiątce też piszę, jesteście nadal piękne, a wasz pan potrzebuję mocniejszej podniety, coby porządnie drgnęło.

Moja zwykła/ niezwykła dziewczyna.

Do tego wpisu dojrzałam z dnia na dzień, choć proces dochodzenia do takich myśli miał swój czas i zdarzenia. Opowiem.

Była smutna jesień. W dżdżyste pochmurne dni wstawałam do pracy, bo należy, nie że chcę. Energia nie rozpierała, tak jak zwykle. Dużo masaży, ręce bolą. Wracam Ci ja zmęczona, jak stary pies. Telefon. Słyszę zbulwersowany głos, jakieś wymówki. W moim gabinecie znaleziono w koszu kawałek ręcznika papierowego, który wyraźnie wydawał jednoznaczny zapach. Ostatnio nie bardzo mam siłę nawet jeść, a co dopiero takie uciechy ze spermą. Słucham ci ja i słucham i nijak nie mogę zrozumieć, o co ta burza. Więc proszę, -” powtórz powoli”. Zrozumiałam. Mówię dość chłodnym głosem – „Nie wiem, co to było, skąd to było, ja na pewno nikomu nic nie zrobiłam”!! Było mi naprawdę smutno. W pracy widzieli, że od jakiegoś czasu niknę w oczach, nie mam już nawet czterdziestu kilo. Gdzie mi jakieś wariowanie w głowie i to w pracy. Popłakałam się. I pomyślałam, „Boże ach, z tą paskudną samotnością”!!! Większość z nas jest opuszczona, nawet ci co razem. Też!

Jakiś człowiek (nawet zaczęłam główkować, który to mógł być) dokończył mój czuły dotyk. A mi się za to oberwało. Następnego dnia przeproszono mnie i po sprawie. Ale wtedy zaczęłam się baczniej przyglądać, co dzieje się z mężczyznami na masażu. Jedni leżą spokojni, oddając się swoim myślom. Inni stękają, bo mocno przepycham prostowniki, wbijam paliczki w splot wiązadeł i ścięgien na karku. Są i tacy, co cali w napięciu drżą na każde kolejne przesuwanie moich dłoni po ich ciele. Właśnie ci, są spragnieni dotyku, bo ciało od dawna opuszczonym jest. Współczuje im, ale w takim salonie nie pozwalamy sobie na wiele. A oni z jakiegoś powodu nie chcą wybrać się do typowego miejsca w wiadomym celu. A może nie o to im chodzi? Może chcą to ubrać ładnie, bez cienia wulgarności, wyuzdania? Przytulić się do zwyczajnej dziewczyny. I tu moja myśl pobiegła dalej.

A gdyby stworzyć salon, nie agencję towarzyską, tylko Dom Dobrego Dotyku, w skrócie DDD. I jak to dom, byłyby w nim komnaty:

  • komnata zwykłej dziewczyny. Otwiera drzwi i wita gościa zwyczajna miła, uśmiechnięta dziewczyna. Ubrana np. w dżinsy biodrówki, białą czy w kratę koszulę, z lekkim makijażem, włoski świeżo umyte, związane w warkoczyk przełożony na bok. Zaprasza do środka, parzy herbatkę, czy kawę, podaje z ciasteczkiem. Chwilę rozmawiacie, tyle ile wam potrzeba , 3-10 minut. Siedzicie na tapczanie, czy dużym łóżku. Po chwili odkłada swoją filiżankę i z Twoją robi to samo. Patrząc niewinnie, proponuje – „chodź popieścimy się trochę”. Nachyla się, rozpina guziczki.., leciutko wkłada rączki za slipy i zsuwa je. Cudowne uczucie oczekiwania. Teraz odgarnia poły swojej koszuli, prosi o rozpięcie jej spodni. Dech zapiera widok rozplatania warkoczyka, kiedy cycuszki, jak młode koziołki podskakują uwolnione. Teraz paluszki lekko wsunięte za figi, odgarniają.. . Mężczyzna ściąga je. Czeka was taniec w łóżku. Pełen czułości, namiętności, radości zmysłów. Ona zna się na masażu (koniecznie po kursach). W tym domu, jak to w domu, są zasady, które klient poznaje na początku drogi. Wszystko odbywa się za pomocą dłoni, nie ust czarodziejki . Tu nie ma seksu klasycznego. To nie agencja towarzyska. To czuły masaż. Tego też mężczyźni oczekują, niekoniecznie zawsze dosadności.
  • komnata smaku i zapachu. Wariowanie w kuchni. Otwierasz drzwi, a tam urocze dziewczę, tudzież piękna kobietka w czarno-białym fartuszku nałożonym tylko na białe lub czarne stringi. Fajne ubranko do przytulania się przy ladzie. Już widzę, jak on ujmuję kobietę w pół, stojąc za nią, kiedy ona maceruje pierś kurczaka.  Nasza urocza kuchareczka dzierży kosz wiklinowy pełen warzyw i owoców. Znajdziesz tam kolbę kukurydzy, zgrabne ogóreczki, młodą cukinię i banany, względnie grubą marchew. Hi hi hi, to są moje żarty. Będziecie razem spędzać czas gotując w zmysłowych uściskach. Do kolacji przy świecach, ona nasunie pończoszki, zgrabną sukieneczkę, którą jednym ruchem on później rozepnie. Ta kobieta musi umieć coś ugotować, być miłą, prowadzić inteligentną rozmowę i czule masować po lekkiej kolacji. Każda z tych kobiet niezależnie od komnaty powinna nie mieć problemu ukazania swego ciała.
  • komnata z nimfą – kusicielką z wanny. Bogini w płatkach róż. Zmysłowa kąpiel. Pełna uroku czarodziejskiej łaźni z wanną na środku, na stylowych nóżkach. Pełna ciepłej wody z pianką i płatkami róż. Kobieta, która umyje ci plecki.., a później natrze olejkami, już czeka. Pełna spokoju i tajemnicy, wynurza się na powitanie. Tylko pianka w niektórych miejscach osłania jej piękne ciało. Wita swego pana, rozbiera, ujmuje  dłoń i prowadzi do waszego raju na te cudowne chwile w wodzie. Na stoliczku schłodzony szampan. W małych miseczkach truskawki, bita śmietana czekają na dotyk waszych ust..
  • komnata piekielnej terapii z dziewczyną. Filigranową, aczkolwiek silną, wysportowanąMocne doznania. Ścięgna, powięzi  napięte. Wiązadła na postronkach. Dopadł cię długotrwały stres. Kark boli jak piorun, lędźwie stękają styrane.. . Potrzebujesz porządnego masażu grzbietu, żadne tam miziu miziu. Ona profesjonalistka, zna się na swoim fachu i przyniesie ulgę zbolałym mięśniom. Rotacje, rozciąganie, wiązanie, deptanie.. . Łokcie, paliczki, kolana idą w ruch. Z pomocą bańki chińskiej, moczonych witek wierzbowych czujesz się wysmagany, ponaciągany, przeorany i to co miało chrupnąć, chrupnęło. Bez obaw, ona krzywdy nie zrobi. Wie, gdzie nie nacisnąć. Jej kuszące ubrano z czarnej skórki, atłasowych wstążeczek, z dodatkiem dyndających łańcuszków pobudza wyobraźnię.  Kiedy sunie kolanami po twoich prostownikach, jest już bez pończoszek. Za chwilę słyszysz rozkaz „Wdech! Wydech”! Leżysz rozkrzyżowany na macie, a jej kolanko prawej nóżki mocno przysunięte do krocza, stopa drugiej nóżki  przy twoim lewym boku, a dłonie na grzbiecie, odcinek piersiowy napiera całą mocą ciężaru jej ciałka, kiedy wydychasz powietrze. Teraz trzymając się linek nasza „tancerka” masuje tył i przód  ciała klienta swoimi gładkimi, jak pupa niemowlaka stopkami. Niezła uciecha dla oczu, kiedy on leży na plecach, a nad sobą widzi jędrne pośladki. Z tą kobietą nie ma żartów, mocny masaż ma we krwi, może przez to tak kuszącą jest! Czujesz, że taniec to ona tu prowadzi. Ale z zakończeniem może być różnie.

A to się rozmarzyłam. Czy byłby z tego biznes, nie wiem. Czy ludzie nie mieliby oporów przekraczać progów Domu Dobrego Dotyku, nie wiem! Czy korzystanie z takich usług byłoby naganne, nie wiem.

Masz pieniądze otwieraj taki biznes, pomogę! Ja będę raz tą z piekielnej komnaty innym razem dziewczyną z warkoczykiem. O kobietkach też pomyślimy. Choć one bardziej wymagającymi są. A może mylę się. Wiem, że pragną czułości, czułości i chłopa na co dzień u boku.

Dobranoc Kochani, późno już, a ja snuję plany i snuję, jak tu pomóc ludzkości, coby nie uschła z samotności i braku drugiej osoby. Wiem najlepiej mieć kogoś fajnego obok, ale jak nie ma? Coś chyba mocniej pochowani dla siebie jesteśmy!

Wiele dróg do przyjemności, ach ten języczek! Minetka.

Grecja to piękny, słoneczny kraj. Chce się wracać wiele razy. Przeglądam czasem moją statystykę i widzę, że ktoś stamtąd czyta małą Basię. Witam Cię! Proszę napisz do mnie na maila barba2601@wp.pl lub tu na blogu w komentarzach. Byłoby mi bardzo miło.

Stosuje płodozmian na moim blogu (hm, rolniczka!), skoro był poważny wpis i polityka rozsiadła się, to dziś prosi się lekki, zwiewny. Lekki będzie, ale z tym zwiewnym raczej nie. Powiedziałabym  lepki, smaczny, zniewalająco pachnący. Minetka. Już po tym słowie można się wycofać, jeśli nie jesteśmy zainteresowani i może to tylko wywołać nieprzyjemne uczucia. To wpis dla tych, co chcą, a nie bardzo wychodzi im, ta miłosna sztuka.

Nie chcę nikogo zaszokować, ani zniesmaczyć, tylko może pomóc. Nikt o tym nie mówi, nie uczy, bo to podobno samo przychodzi. Jednemu tak, drugiemu nie. Jak posiąść tę sztukę, aby językiem sprawić kobiecie przyjemność? Oj, nie jest to proste, bo kobiety są różne. Nie ma instrukcji, krok po kroku, jak osiągnąć szczyty erotycznych doznań. Kobieta nie mówi tego swojemu mężczyźnie, bo on nie pyta, a ona wstydzi się instruować i  myśli, że on wie, choćby z wyczucia.  Mężczyzna natomiast szuka wskazówek w internecie, a tam wiele rad, różnych, czasem sprzecznych. I tak się męczą z tym lizaniem, aż ona w końcu udaje, jak jej dobrze, bo żal chłopskiego języka. Myślę że nie jeden z was pamięta, jak naderwał sobie wiązadełko, czy zwyczajnie bolał go język od tych oralnych ćwiczeń, czy to kobietę, czy mężczyznę.

Do tanga trzeba dwojga, a do minetki zwłaszcza, czyli chęci mężczyzny i kobiety. Jeśli nie masz na to ochoty, brzydzisz się, nie rób tego. Będzie wymuszone, bojaźliwe  i przez to sztuczne. Ona od razu wyczuje, że zmuszasz się. Sztywnym koniuszkiem języczka tylko dotkniesz główki, dwa razy mlaśniesz i wycofasz się. Co osiągnąłeś?! Dałeś jej znać, że śmierdzi i kwaśno smakuje, takie rozkosze nie dla ciebie. Jeśli natomiast zrobisz to z pasją, ogniem i nawet, jak jej nie doprowadzisz na szczyt, jest urozmaiceniem waszego wariowania w łóżku. I jakże  cenną od teraz jej świadomość – „On pragnie mnie całej. Pożąda każdego kawałeczka mego ciała. Nie brzydzi się mego smaku i zapachu, kochany”!!

I dochodzimy do kroku pierwszego, – higieny, czyli absolutnej czystości całego ciała, przed spotkaniem pod kołderką, czy na.  Niby wszyscy to wiemy, ale „rowek” niedomyty, rozchylając półdupeczki zionie nie perfumą.Umył się, czy umyła, ale potem jeszcze kilka razy susiała i już mamy wyczuwalny mocz. Po co to sobie i partnerowi robić. Odciągamy skórkę i mydlimy dokładnie.. . A już facet, dorosły mężczyzna ze stulejką, zgroza!! To zaniedbanie swojego zdrowia i partnerki. Nie,  pewnie nie ma partnerki, bo uciekła.  Żadna ze stulejką nie poliże, bo tam szaleją bakterie, a leżący odłogiem mocz cuchnie. To jest karygodne! Trzeba udać się na zabieg. Nie bójcie się, jesteście silnymi facetami z jajami, tylko ze stulejką.

Załóżmy, że czyści spotykamy się na materacu i .. . Najpierw roznamiętniamy partnerkę, pobudzamy pieszczotami, słowami, pocałunkami. Powinna być podniecona, wilgotna i i teraz dopiero wkładamy nosek między jej kochane nóżki. Ach ta minetka, to swego rodzaju masaż.

Dochodzimy do pierwszej sprzecznej informacji. Jednorodność, monotonia ruchów, to nuda. I tak i nie. Na początku rzeczywiście powinniśmy pozwolić sobie na zmiany kierunku lizania. Przyjemnym jest, kiedy jego język jest ciepłą, wilgotną miękką łopatką, która nagarnia, ruchami kolistymi, poprzez wargi, okalając całość. Delikatnie ssie główkę łechtaczki. Nigdy nie wolo dotykać jej suchym palcem, kiedy ona sucha i naciskać mocno punktowo, bo to najwrażliwsza część i takie działanie może wywołać ból. Z apetytem smakuj, obserwuj partnerkę, kiedy leży cicho bez ruchu i prawie oddechu, a kiedy pręży się unosi i jęczy. To, co teraz robisz sprawia jej przyjemność, pobudza, działaj dalej, czyli idź w tym kierunku. Możesz urozmaicić wkładając jeden, dwa paluszki do przedsionka, ale nie szoruj nimi w przód w tył, jak w dawno nieczyszczonym kominie. Raczej nie zginaj palców, które są w środku, aby zwiększyć objętość. I absolutnie, nie naciskaj mocno w poszukiwaniu punktu G, bo znajdziesz tylko jej pęcherz, a naciskając wywołasz u niej uczucie, „o matko siku”. Zacznie skupiać się, jak nie popuścić, a nie jak dojść.

Następnie skup się na jednym, długo powtarzanym ruchu, najczęściej jest to ruch z dołu do góry i z góry na dół, ale nie spiesz się to nie wyścigi i nie chlip, jak spragniony pies pijący wodę. A już broń cię przed parskaniem, dmuchaniem, udającym wibracje, bo kobietę to tylko śmieszy i rozprasza. Myśli sobie, „a ten co, udaje trzmiela”? Z tą wibracją ustami, to wyższa szkoła jazdy, można sobie darować. Paluszkiem, może dwoma naciskaj i masuj delikatnie raczej trzon łechtaczki, niż samą główkę. Trzon znajduje się nad samym „guziczkiem”, czyli główką i sztywnieje, jak penis, kiedy kobieta jest bardzo podniecona. Jak usłyszysz jej głęboki oddech, lekkie unoszenie ciała, weszła w trans i teraz choćby miał ci odpaść język, nie przerywaj spokojnego, zaznaczam spokojnego lizania.  Absolutnie nie zmieniaj kierunku, nic nie ulepszaj. Nie ponaglaj pośpiesznymi ruchami, słowami. Nie pytaj, czy dobrze, bo ona i tak nic nie odpowie, jest w swoim świecie. Sama już dojdzie, lekko przesuwając się na twoim spokojny, rozłożonym i twardym języku. Brawo!

Pamiętaj, seks oralny może doprowadzić do raka krtani. Lepiej nie zmieniaj za często partnerów i nie liż każdego przygodnego faceta. Chociażby dla swojego zdrowia, nie wchodzę na ścieżki moralności. Wszystko jest możliwe, jeśli nie krzywdzisz siebie i bliźniego. A sfera erotyczna naszego życia ma ogromne znaczenie. Weselszym staje się dzień, po ekscytującej nocy. Lepiej i wydajniej pracujemy, jesteśmy uśmiechnięci i życzliwsi wobec wszystkich.. . Snujemy plany i życie nabiera barw. Kochajcie się, starajcie, zabiegajcie, walczcie o siebie. Razem łatwiej i weselej przez życie iść, z minetką, czy bez. Jak zechcecie, to od was zależy.  Mądrze rozegrajcie swoje życie, także tę jego część –  łóżko! Powodzenia, kochani!

Odważnie stąpajcie po Tym świecie, nie raniąc siebie i…

Być królewną i czuć pożądanie. To on, kochanek!

Ona i on.

Poznali się przez koleżankę. Ona czasami pracowała z nią na zlecenia, on chodził z  do jednego liceum, jednej klasy. Zimowy, z przebijającym się słonkiem dzień.

Ona w błękitnym płaszczyku z białym, sztucznym futerkiem, długich czarnych kozaczkach, miło wtulony zmarznięty nosek i włosy rozwiane, lśniące w zimowym słonku.

On, spodnie moro, trapery, czarna sportowa kurtka. Króciutko na jeżyka przycięte włoski, ładna, zadbana broda. Stoi i patrzy na nią, jak krok po kroku zbliża się, z uśmiechem na ustach. Wita ją uściskiem. Podaje różę i całuje w policzek, myśląc- „Boże ona jest za piękna, nie mam szans”. Ona -„jaki ciekawy z wyglądu człowiek. Fajny, chcę go poznać”.

Siadają w małej, uroczej kawiarence, jakich wiele na starówce. Czas płynie miło, rozmowa zdaje się nie mieć końca. Ona od razu poczuła, że umie z nim rozmawiać. On, że ” ma piękne nie tylko ciało, ale i duszę. Zrobi wszystko, aby być bliżej niej”.  I zrobił. W jego oczach ona od początku była KIMŚ wyjątkowym. Podchodził do niej z ciekawością i wielkim szacunkiem.  Był wiernym słuchaczem i kiedy nakreślił obraz jej w swoje głowie,  zapragnął dotykać, całować.. .  Raz kiedyś zdarzyła się mu przygoda z kobietą, kiedy z grupą chłopaków na motorach pojechał  na zlot herleyfanów i koncert rockowy. Kocha dobrego starego rocka i motory ryczące. Było piwo, skoki nad ogniskiem i spanie w namiotach. Zdarzyło się.  Ale to teraz, z niebieskooką zapiera dech w piersi, kiedy widzi jej uśmiech, duże oczy, ufnie patrzące, zawsze myśli, jak to możliwe? Wita go zarzucając ręce na szyję, całując czule i szepcząc pikantne słówka. Kiedy myśli wędrują do tych spotkań  robi się gorąco, na chwile zastyga. Przestaje istnieć, bo jest z nią. Wyjątkową kochanką. Odpowiada mu jej dusza i to go zadziwia, bo piękną kobietę niejedną poznał, ale w tej chyba na pierwszym miejscu stawia jej osobowość, nazywa ją Dobrym Duszkiem. Ona uwielbia, jak ta się do niej zwraca. Ale słodkie ciałko jej, też dla niego ważne, bo ma skrzywienie, nie lubi zbyt dużych obfitości. A tę chciałby malować, gdyby talentu nie zbrakło. Czasem zastanawia się, jak to możliwe, że zachowała po latach i po porodach taką figurę. Och, jak ona go kusi!! A on ją!! Jest wyjątkowym kochankiem!!

Ona nie wiedziała, czy postępuje słusznie, czuła przez skórę, że to nie powinno mieć miejsca w jej życiu. A jednocześnie był taki bliski, taki jej w jakiś sposób. Nie stawiał szklanej granicy. Niby niewidocznej, a istniejącej. W tego człowieka wchodziło się miękko, lubiła go słuchać. Chociaż zaistniało pewne tylko. Polityka! Na jej ścieżki lepiej było nie schodzić, bo zepsułaby obraz, który sobie nakreśliła. A przede wszystkim odechciałoby się wariowania w łóżku, na dywanie, przed lustrem, na fotelu.. .  A polityka dla nich obojgu ważna. On idzie za partią, nie patrząc jacy w niej ludzie. Ona stawia na ludzi, którzy mogą być z różnych partii, ale jednak w większości przeciwstawnych. Więc tupnęła nóżką, powiedziała,  „mężem moim nie będziesz, więc wierz sobie w ideologię partyjną jaką chcesz, tylko mnie nie kąsaj, bo stracę animusz i serce do naszych schadzek”.  A one wychodziły im bajecznie. Kiedyś zapytała go, „proszę powiedz mi, jak to jest, że nam zawsze tak pięknie, soczyście wychodzi. Skąd wiesz, jak to robić, że ZAWSZE!!! jest dobrze”. Przecież teoretycznie to niemożliwe lub mało prawdopodobne. Na co on odpowiada – „słucham Ciebie ..”. Była ważna od początku, chłonął każde słowo, a ona o erotyce, cielesności też mówiła. On szybko zrozumiał, że zna swoje ciało i wie, czego chce. Byłoby głupotą zlekceważyć jej wskazówki, i uprzeć się i „robić” po swojemu.

Z biegiem spotkań uzależniała się coraz bardziej. Jego elegancja w stosunku do niej. Traktowanie jej, jak królewny,  z jednoczesną troską.  Zawsze wybierał hotel na starówce, aby nie miała daleko po pracy (bo tylko wtedy mogli się spotykać). Wychodził po nią na spotkanie. Otwierał drzwi, w lodówce szampan, a w salonie na stole czekała schłodzona cola, wiedział że jest fanką tego napoju i chętnie po ciężkiej pracy pije łapczywie. Kubełek z KFC. Słuchał jej przecież uważnie i wiedział, że żadne jedzenie nie ucieszy jej tak bardzo jak małe, pikantne kawałeczki kurczaka w kuszącej panierce. Była ich fanką. Na łóżku bielizna z Intimissimi lub perfumy. Wiedział które lubi, jakie marki, których nie ma, które ją ciekawią. Miał z tym trochę kłopotu, bo kilka lat temu stracił węch i nigdy nie mógł poczuć, ani zapachu perfum, ani jej skóry. Prosił o podpowiedź ekspedientki z Douglasa. Innym razem w pudełeczku znajdowała biżuterię ulubionej marki, delikatną, jak i ona. Przecież przegadali godziny, a on jest wyjątkowym słuchaczem. Wszystko, co dotyczy tej małej, kuszącej istotki pamiętał i chciał wiedzieć, dopytywał.

Ujęło ją i to, że jako wojskowy emeryt poszedł na nią wcześnie i dostaje całkiem okazałe pieniądze, ale żeby sprawić sobie i jej  przyjemność w całej królewskiej oprawie, łapie dorywcze zajęcie, aby zapracować na to, a nie uszczuplać rodzinny budżet. I zamiast swój wolny czas przebyczyć, czy spędzić na grzebaniu w garażu, aby podrasować swoją miłości Harley, on ruszył na dodatkowy zarobek. Ona nigdy fetowania jej,  nie wymagała. On natomiast uważał, że na to zasługuje i na dużo więcej. A on  z tym dobrze się czuje.

Spotkania te miały dla nich urok. Dla niego, bo chciał poczuć się chciany w ramionach kobiecych, spełniony jako mężczyzna. Dla niej, bo czuła się królewną, że ktoś podchodzi do niej, do tych spotkań z takim pietyzmem. Dostawała zawsze wyjątkowy, spełniony seks. Nigdy nie usłyszała,  że ciągle spóźnia się, bo w pracy jej się przedłużyło, a on czeka godzinami w hotelu. Nigdy nie wyrzekał, że nie może zostać na noc i opuszcza go. Kilka razy została, ale następnego dnia trzeba do pracy, to jej burzyło organizację i czuła się zmęczona. Nie naciskał na spotkanie, kiedy dawała mu znać, że teraz z wielu powodów nie może. Spokojnie czekał, pytał tylko, czy u niej wszystko w miarę w porządku. Nie wiem, jak żyłoby się im razem, tak na co dzień, a nie od święta. Ona od początku wiedziała, że nie pragnie tego próbować i czuje to do dziś. Chce być Istotką w tle. Nie odważy się spróbować oddać duszy ani jemu, ani żadnemu innemu mężczyźnie.  JUŻ NIE!! Nie pozwala sobie nawet na dłuższe myśli o nim, czasem oddaje się tylko myślom o wycinku spotkania. Kiedy śmieje się, jak pozuje do zdjęć, a on wyjątkowo cierpliwie znosi jej ustawienia, a to z kasą za staniczkiem , śmiejąc się, że jest sprzedajną kobietą, a to z nóżkami na ścianie, kiedy próbuje stanąć na głowie, a ubrana jest tylko w berecik eleganci prosto z Paryża. A to naga, jak Ewa tylko z listkiem, ale w dłoni! On te sesje  zawsze traktuje poważnie, ona z radością.

 I tak spotykają się od czasu do czasu. W ładnej koronkowej bieliźnie, z pasem do pończoch, okryta szlafroczkiem, przez który prześwituje jej pupcia w stringach biega dookoła stołu udając, że ucieka i pragnie, aby ją złapał. Wymyślają sobie różne zabawy.  Oto jedna z nich. Że też im się jeszcze chce, ale chce!!!

Hrabia z hrabiną

Jest wieczór, po kolacji. Do oranżerii wchodzą odpocząć hrabia ze znudzoną hrabiną. U nich już dawno nie wrzała krew. Siedzą w ciemnościach, tylko przy świetle księżyca, a tu w podskokach i śmiechu zbliżają się służący z kuchareczką, wcale nie najmłodsza para. Nie widząc swego pana i pani, oddają się uciechom. Na kolanach drepczą wokół stołu. On jako pies goni swoją suczkę. W momencie jak dogoni, ona musi zastygnąć w bezruchu, a on w nagrodę może obwąchać swoją zdobycz i .. .   Dobrze, że na podłodze leży dywan,  inaczej kolanka by ich rozbolały. Hrabia już ledwo oddycha, a hrabina mięknie na całym ciele. Takich emocji dawno nie przeżywali. Sługa już porywa kuchareczkę na pokoje, teraz będą bawić się dzwoneczkiem na przerwę. Czasem służący długo, oj długo musi czekać, aż jego słodka kuchareczka w halkach zadzwoni, że ma dość, że zaspokojona!! A co z hrabiowską parą. Cóż ulegli pokusie. Już powoli  wokół stołu.., tylko poduszek trochę naznosili. I ożyli, są wdzięczni. A służący z kucharką już o pracę i starość nie muszą się martwić. Ożywili to, co wydawało się obumarło.

Spróbujcie Ci, którzy macie dość rutyny i nudy, może i was to pobudzi lub obmyślcie swoją grę, czy zmodyfikujcie zasady tej.

Miłej zabawy!

Dopisane po kilku miesiącach. Donoszę Wam, że i ten czas minął. Jak wszystko w życiu. Nie jest mi smutno. Coś było dane mi przeżyć. Czasem warto odpuścić!! Poszłam dalej, spokojna i radosna zarazem. Jak cudownie umieć patrzeć na życie z przymrużeniem oka i już nie trzymać „Boga” za nogi. Wtedy nie boli. Oby Wasze rozstania, dawały moc, siłę i wdzięczność, że było dane i był czas radowania, a teraz nowy zakręt. Wypatruj tylko dobrego. Powodzenia sobie i Wam życzę. 

Nasz rytuał

Mam koleżankę. Fajną czarnulkę. Przyszła tak po drodze mojego życia. Latem wybieramy się na tańce do Eger. Zaprosiła mnie. Miło, bo to oznacza, że lubi spędzać czas ze mną.  A i bogracza pojemy, winka i soku popijemy. Ja na ten sok, bo winko odległe memu  ciału. Każde! Ostatnio znalazłyśmy fajny sposób na sympatyczne spędzanie czasu ze sobą, inaczej. Nie kino, nie kawiarnia, nie kluby nocne, tylko moje łóżko! Wiem, brzmi ciekawie.

Jak zbierze się moc tematów lub choćby jeden, ale niecierpiący zwłoki, to spotkanie na łóżku konieczne! Po prostu przychodzi pora na wspólne przemaglowanie problemów. Jesteśmy w podobnym wieku. Jednej i drugiej nie ma kto tulić. Choć ja nie narzekam, tuli mnie córeńka i kot przytula, a za stałym związkiem z księciem z bajki na białym, ani żadnym innym koniu, nie tęsknię. Ona natomiast, tak. Nie o księcia jej chodzi, tylko faceta do wszystkiego. Hi hi, to ci dopiero zadanie, gdzie szukać takiego! Marzą się jej; nocne pieszczoty, spacery o każdej porze  roku i pogodzie. Wspólne plany, dążenia, wakacje, biznesy. Wzajemna troska, czyli ktoś po jej stronie drogi życia. Niby normalności chce, ot nic nadzwyczajnego i nawet czasem do osiągnięcia. Czasem. 

Wita mnie mocnym całusem. Zjadamy kolacyjkę. Ona zawsze kupi coś fajnego w sklepie po drodze. Ja przygotuje coś smacznego z niczego. Dziś były pierogi i surówka z przepysznych dojrzałych, mięsistych pomidorów paprykowych z cebulką czosnkową. Omawiamy za i przeciw obecnym facetom. Ona wie, ja zawsze uczciwie powiem, jak do swego dziecka. Co myślę, jak czuję, jak to widzę, a ona i tak sama podejmie decyzję. Jak szykuje się na randkę, ta moja koleżanka, i to rozbieraną, tak jak obecnie. Opowiadam jej z takim rozmarzeniem krok po kroku, co ja zrobiłabym. Ona patrzy z rozrzewnieniem, albo  śmiechem i jest miło. Dziś opowiadałam jej o tańcu – „Radość  życia”, czy „Dance of happiness”. Nie wiem dlaczego, ale widziałam jej łzy w oczach.  Może dawno tego nie robiła, może było w tym dużo dziewczęcego mojego cieszenia?

Zakładam ładny, np. koniakowego koloru staniczek, majteczki tegoż samego, z pupcią dużo odkrytą, ale nie ze sznurkiem w rowku. Na to, słodką, miłą w dotyku i przylegającą do ciałka sukienusię. Sadowię „swego” mężczyznę wygodnie na łóżeczku, może z lampką winka. Zapalam świeczki, gaszę światło, coby nastrój wzmocnić. Zgrabnie zrzucam z nóżek szpileczki, czy klapeczki z kwiatkiem. Paluszkiem naciskam „moją muzykę”, w telefonie. Idealna do tego typu tańca LP- „Lost On You”. I zaczyna się taniec. Nie wulgarny z paluszkiem w ustach, tylko chwalący życie, wolność, czy też tęsknotę za nią, czystą radość istnienia!

Zagrajcie mi to na odchodne. Teraz rozmawiałam z córką, mam załatwione. Przeczytała w tekstowie, o czymże ten utwór i stwierdziła, „jak chcesz zagram ci to, mamo”. No proszę załatwiłam sobie muzykę w kondukcie żałobnym, u mnie wesołym. Ja to jestem obrotna dziewczyna. Z tymi dźwiękami chcę być poniesiona na tamten świat. Oczywiście oprócz psalmu „Pan mym pasterzem..”.

Och, nostalgia weszła, wracajmy do naszej randki, czy jej początku- tańca. Podskakuję ci ja sobie, kołyszę bioderkami, rozkładam ręce, jak ta w Titanicu.. . I zaczynam „proces powolnego ściągania sukienusi okalającej piersiątka”. Najpierw.. . Potem.. . A teraz taka naguska dalej cieszę się życiem.  Dobrze, że w pokoju półmrok, łatwiej wariować w dojrzałym wieku. I to bez bielizny, tylko taką, jaką Pan Bóg stworzył. Muzyka dobiega końca, bioderka stygną. Ale ale, na moment! Teraz wskakuję na łóżko, staję w rozkroku, między jego nóżkami i dalej szczebioczę szczęśliwa. Jedna chwila, nóżki złączone, a ja jakbym robiła pompkę wojskową, jestem nad nim, nosek w nosek. On trochę przestraszony, że w tym wariowaniu chcę go zgnieść, zatrzymuję się w ostatniej chwili, by powoli opaść i przylgnąć. Ta bliskość, jest jednym z cudowniejszych uczuć, z półeczki „seks”.

Ja tu piszę, piszę, a o rytuale nadal nic.  A propos tańca, w najbliższy wtorek, ćwiczymy, bo randka koleżanki już w środę.

Rytuał wolnych chwil

Na koniec naszego koleżeńskiego spotkania karmimy umysł piękną muzyką poważną. I to stało się już naszym rytuałem.  Nastawiam cud radyjko internetowe, Koleżanka już na moim wielkim łożu (w ubraniu, hi hi), leży w poprzek, gaszę światło, kładę się przy niej, zamykamy oczy i zapadamy w ciszę od trajkotania, a dźwięki Haydna koją dusze nasze. Zawsze wygrywa „Requiem” W. A. Mozarta. Leżymy tak z pół godziny, więc i Sebastiana Bacha zaliczymy, G.Gershwina, F.Lehara z jego wesołą wdówką, czy L.Bethoven z koncertem Es-dur. Dla osłody, „Rycerskość” P. Mascagniego. Kot, meloman widocznie, zawsze towarzyszy nam, zgrabnie rozłożony przy nas.

Widzicie można to połączyć, moją wielką lubość muzyki poważnej i skakania przy LP.

Spróbujcie rytuału, czy tańca szczęśliwości. Szczerz polecam jedno i drugie!