Deser dla mojej Walentynki- „Czekoladowa lawa”

Nim się obejrzeliśmy przyszedł 21 rok, spadł śnieg i zdążył stopnieć, a za pasem czeka święto zakochanych, lubianych, ubóstwianych.. :-))) Dla mnie Walentynką może być ukochany, ukochana, dziecko, przyjaciółka, kot, .. . Kiedy pracowałam w szkole moimi Walentynkami byli uczniowie, kochane dzieciaczki! A może się mylę i tylko facet lub baba mogą nią być. A z drugiej strony, kto nam zabroni mieć kota za Walentego :-))) Miłość niejedno imię ma!! A ja pojemne serce mam!

Był czas, kiedy, jako młoda dziewczyna patrząc na innych czułam ekscytację tym świętem. Pełna nadziei, że jak zakocham się, co pewnie nastąpi niebawem, no bo dlaczego nie, to będę z radością świętować tego amorka 14 lutego. Nie zakochałam się i nie świętowałam. I przyszedł czas, kiedy ukradkiem, z lekką zazdrością patrzyłam na przytulone pary, na kobiety obejmowane i obdarowywane bukietami kwiatów. Myśląc, te to mają szczęście!

Przyszedł czas, długi czas mojego macierzyństwa i to święto stało mi się zupełnie obojętne. Ledwo wiązałam każdy koniec. I finansowy, emocjonalny i fizyczny. Ciągle zmęczona, zorana, gdzie mi było myśleć o amorkach.

Po wielu latach przestałam z taką wiarą i uśmiechem patrzeć na obściskujące się pary w dniu Walentego, myśląc -„No no, zobaczymy, jak długo ta idylla będzie trwać”, albo – „Ciekawe, ile łez już wylała w tym związku, a tego dnia udaje (dla siebie i dla niego), jak to dobrze jest”. Wyraźnie wyłaził mój cynizm. 

Po kolejnych latach widząc zakochanych, już bez cienia zazdrości myślałam -„Dzieci, oby wam się udało, komuś przecież musi. Męczcie się z budowaniem dobrej relacji, teraz wasza kolej, ja już nie muszę. Mogę odpocząć”.

Wielu z nas ma za złe, iż to święto takie mocno komercyjne, jak dzień kobiet, czy halloween. Myślę tak – jak się ktoś wkręci, zafiksuje, to tego dnia krocie może wydać, ale przecież wystarczy bukiecik fiołków i całus, pamięć. 

To święto nie mówi, że tylko tego dnia mamy starać się w związku. Tak jak święto babci, czy mateczki kochanej, że tylko wtedy o nich pamiętamy i kochamy. Zawsze pomagamy, myślimy.. ale akcentujemy właśnie tego ogólnie przyjętego dnia, no chyba, że ta osoba nie życzy tego sobie i mówi, że jak przyniesiesz jej bukiet kwiatów, to cię zdzieli po łbie tą wiązanką. To się nie wychylaj i mów tak, jak niektórzy – „Ja moją kobietę kocham zawsze i obdarowuję wszelkim dobrem każdego dnia, a nie tylko tego wymyślonego. Nie muszę jak te barany chadzać utartymi ścieżkami, jestem indywidualistą”.

Ja powiem tak, jak alkoholik!! Każda okazja jest dobra!! Obdarowujcie się, przytulajcie, czy to Walentynki, urodziny, imieniny, rocznica, czy taki sobie zwykły dzień!!

Pokazujcie, że ta druga, ukochana osoba może dla świata wiele nie znaczy, ale dla Was jest Całym Światem!!

Ja dla mojego Walentego opracowałam przepis na czekoladową słodkość. Nie wiem, kiedy zobaczę Erlenda, ale jak już to nastąpi zrobimy sobie nasze Walentyki. Zjemy słodkość wzajemnie oblizując paluszki. Podam i Wam przepis na małe co nieco  do lizania paluszków swoich i Waszej Walentynki!

„Czekoladowa lawa” (nazwę nadał Erlend)

Składniki: tabliczka gorzkiej czekolady i połowa mlecznej, garść mrożonych wiśni lub parzonych z własnych zapraw, pół kostki masła, pół szklanki cukru, 2 jajka, 3 łyżki mąki najlepiej krupczatki, 2-3 łyżki kakao, chlust likieru wiśniowego, góra 50 ml lub bardziej wytrawne truflowe wyjdzie, jak połączysz spirytus z sokiem wiśniowym (ja wykorzystuję mojej roboty wiśnie parzone i sok, a spirytus w dobie pandemii jest chyba w każdym domu:-)))

Potrzebujesz około 6 kokilek ceramicznych do wypieku deseru.  Nagrzej piekarnik do 180 stopni.  A w tym czasie gorzką czekoladę połam na kawałki i rozpuść razem z masłem w kąpieli wodnej. Jajka utrzyj z cukrem i dodaj mąkę, kakao, spirytus z sokiem lub likier. Powstałą masę połącz z masą czekoladową. Teraz kokilki do połowy napełnij masą, na środek ułóż wiśnie i posiekaną mleczną czekoladę ( te pół tabliczki podziel na te 6 kokilek). Przykryj kolejną warstwą czekoladowej masy. Wstaw do nagrzanego piekarnika na 8 – 10 minut. Test „suchego patyczka” tu nie sprawdzi się, bo masa ma być w środku mokra, płynna.

Ten deser jest znakomity na gorąco, jak i na zimno. Ze spirytusem smakuje truflowo. Polecam i bez Walentynek zrobić sobie to słodkie co nieco! Samą siebie też możecie rozpieszczać.