Patchwork bez instrukcji.

Patchwork rodzinny, nie jedno nazwisko ma!

Zszyta rodzina z kolorowych elementów jej członków.

Trudny temat, trudna sytuacja. Mamy do czynienia z systemem łatania, zszywania. Relacje w takich rodzinach są na pewno trudniejsze, a ich poukładanie wymaga czasu i dobrej woli każdego członka.. Ten pled składa się z różnych temperamentów, oczekiwań, tradycji. . Problem w tym, że nie istnieje instrukcja zszywania rodzin patchworkowych. Przeżyłam to, i choć minęło wiele lat, nadal jest dziwnie i czasem stąpasz, jak po minie.

 Rodzinny patchwork, mówią że to twór wysokiego ryzyka. I tak jest. Cóż, rozwodów mamy coraz więcej, ludzie nie chcą męczyć się do końca w złych związkach, znajdują innych partnerów, i czymże jest stanąć w obliczu rodzica przyszywanego w porównaniu ze szczęściem, które wypełnia wasze serce miłość do nowego partnera. Mówimy sobie, „Będzie dobrze” lub  „jak nie my, to kto? Poradzimy sobie”.

Początkowo członkowie rodziny doświadczają silnych często skrajnych emocji od ich podejścia, zaangażowania i dobrej woli zależą dalsze relacje. Warto na początku usiąść razem i przegadać temat. Ustalić zasady, nakreślić granice, zapoznać się z  oczekiwaniami każdego członka, od tych najmniejszych począwszy, do dziadków z jednej, drugiej, trzeciej strony skończywszy. Mój przyszły współmałżonek wniósł trzy (wcześniej napomknięte) zasady:

  • Moje dzieci zwracają się do niego po imieniu, jego dzieci (2 dorosłych synów) mówią do mnie też po imieniu (każdy z nas tak uważał).
  • Nigdy nie będziemy wyjeżdżać na wakacje, urlopy, bo kredyt! Dodał, że już pojeździł po Europie w pierwszym związku i nie ma czego tam szukać, Gdańsk jest piękny (to było przykre dla mnie).
  • Nie będziemy uczestniczyć w ślubach i weselach naszych dzieci, ani ja nie będę z nim na ślubach jego synów, ani on nie stanie u mego boku w tym ważnym dniu moich dzieci. Tłumaczył to tym, że w tak uroczystym dniu, młoda para chce mieć swoich rodziców, nie drugie żony czy konkubentów (trudno myślę).

Może nie był, to dla mnie wielki ból serca, ale smutek tak. Mimo to zgodziłam się. Ja wtedy poszłabym na wszystko. Pamiętam, to było rok po naszym ślubie, kiedy jego młodszy syn żenił się. Chciałam uczestniczyć w tym z moim mężem, i to bardzo. On jednak nie uległ, ani mojej cichej prośbie, ani całonocnemu tłumaczeniu jego siostry, że należy mnie zabrać ze sobą, bo jestem oficjalnie żoną. Ja pragnęłam tego, wtedy wyjątkowo mocno, nie dlatego, że tańczyć mi się chciało, tylko stanąć u jego boku, trzymać się za ręce. Byłoby jakoby jego pokazaniem światu nowej żony z prośbą o zaakceptowanie tego związku. Tym bardziej, że od lat w życiu jego byłej żony, był inny przystojny mężczyzna. Trochę rozumiem go, on bał się, że nie będzie wiedział, z którą kiedy zatańczyć, że popełni gafę, więc wolał nie narażać się. Nie patrzył co ja czuję, kiedy młodzi przyjechali i oficjalnie prosili, abyśmy razem byli na ich ślubie. Ja wzrokiem zbitego psa patrzyłam  na męża, ciągle w nadziei, że pozwoli, że zabierze. Nie zabrał. Przyjęłabym to z wyrozumiałością, gdyby usiadł przy mnie, wziął za rękę i powiedział ” moja kochana Basiu, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem, móc zatańczyć z tobą na ślubie mojego syna, stanąć u Twego boku, jak zwycięzca, i napawać się radością i rozpierającą dumą, że oto ta piękna i dobra kobieta jest moją przyjaciółką, żoną, szczęściem! Ale tego dnia będę miał wiele obowiązków jako rodzic  młodych  i nie będę mógł poświęcić ci czasu, kochana. Rozumiesz mnie, prawda” ? Nie usłyszałam tych słów, tylko „trzymajmy się zasad”.

Przy drugim synu, już mi nie zależało. Minęło 8 lat, i nastały chłody w związku, a raczej w tym domu, bo związku nie było, związek był tylko na papierze. Przepraszam, nie chciałam wam tego pisać, miało być pouczająco z zasadami, ramami, obiektywnie, a zeszłam z oficjalnej drogi na ścieżki osobiste. Piszę, to wszystko, bo przed wami niejedno w życiu, może komuś te słowa, myśli przydadzą się. Teraz poniżej napiszę NAJWIĘKSZĄ PRAWDĘ dot. tego tematu i wszystkiego co zadziało się, zanim przyszło nam „coś” zszywać.  Dla tej przestrogi chciałam stworzyć ten wpis, mając na uwadze dobro wasze, a zwłaszcza waszych dzieci. One są DAREM Z NIEBA, powtarzam się. W pogoni za szczęściem nie możemy zatracić ich bezpieczeństwa i radości.

                                                        WAŻNE!

                                        PAMIĘTAJ!

Dziecko powinno usłyszeć, że nikt nie oczekuje od niego, że nową żonę taty zacznie traktować i kochać, jak własną mamę, a ojczyma, jak tatę. Trzeba wiele mądrości i siły, aby nie ulec pokusie „przeciągania” dziecka na swoja stronę. Chyba najgorszym, co można zrobić jest oczernianie drugiego rodzica, wciąganie dziecka w potyczki między rodzicami. Nie podpowiadajmy dziecku, jak ma budować obraz ojca, czy matki, niech samo oceni. Ono chce postępować lojalnie  i w zgodzie z samym sobą. Pozwólmy mu na to!

Wiem, jak to trudno, swój ból, żal schować w imię dobra dziecka. Nawet czasem myślimy, że to nasza powinność, aby dziecko dowiedziało się, jakim draniem jest ten jego ojciec, matka! I, po co?! Pytam po co? Co chcemy tym osiągnąć? Ono i tak będzie Ciebie kochało, i nie potrzebuje poniżenia taty do roli śmiecia, czy mamy  do ku.. . Bardziej myślimy o swoim bólu niż o tym, aby nie burzyć obrazu taty, mamy naszemu dziecku. Często nie przebieramy w słowach, osądach, chcemy „dowalić” naszemu małżonkowi za wszystkie zmarnowane lata, za to, że dawaliśmy się tak i folgujemy sobie, mówimy o tym jaki jest zły, zła, wszystkim dookoła, a dziecko słyszy. Ono przecież kocha mamę i tatę i ma prawo do tego. Pomyślmy o tym i  „wybudujmy” dla nich bezpieczny most łączący rodziców biologicznych z „alternatywnymi”, tak bym ich ujęła., nie z ojczymem, macochą, jak z baśni o podłych, przybranych rodzicach.

W takich nowych rodzinach trudno odnaleźć się dzieciom, ale także macochom i ojczymom. Głównie za sprawą wyobrażeń, o tym, jak ta relacja ma wyglądać. Przybrane mamy często zakładają, że powinny pokochać dzieci partnera, jak własne i mają poczucie winy, gdy to się nie udaje. Ojczymowie, z kolei chcą za wszelką cenę uchodzić za ojców swoich pasierbów, a dzieci partnerki, często stawiają opór i niejeden raz rzucą słowa – „nie będziesz mi mówił, co mam robić, nie jesteś moim ojcem..”. Możemy czuć się przytłoczeni ciągłym staraniem i łagodzeniem sytuacji konfliktowych, szczególnie, jak dziecko nie akceptuje obecnych partnerów. Kolejne niebezpieczeństwo; istniejące dzieci mogą się poczuć odrzucone, zagrożone w momencie przyjścia na świat wspólnego dziecka. Bądźmy czujni.

Dla stworzenia szczęśliwej zrekonstruowanej rodziny, w wielu przypadkach wystarczy okazywanie dzieciom szacunku i akceptacji. Warto być elastycznym, podchodzić ze zrozumieniem zarówno do dzieci, jak i dorosłych. A bazą powinien być szacunek, brak agresji i nie robienie niczego na siłę! Nie tędy droga, tak myślę. Pogódźmy się z tym, że w takim modelu rodziny, nie wszystko da się zaplanować i nie na wszystko mamy wpływ. Im wcześniej to zrozumiemy, tym szybciej odzyskamy spokój.

Ja mam troje najukochańszych dzieciaczków, no już teraz dorosłych, ale kiedy tworzyliśmy nową rodzinę, najstarsze, syn miał 18 lat, a najmłodsze 11 lat. I nikomu nie było łatwo. Teraz z perspektywy lat, jak wspomnę początki, serce się kroi.  Kobiety nie możecie być zbyt wrażliwe, bo nie przeżyjecie tego. Będziecie niejednokrotnie żałowały podjętej decyzji, porównując ją do skoku na główkę do pustej studni.

Jeślibyście mnie zapytali, czy cofnęłabym moją decyzję o wchodzeniu w nowy związek, to powiedziałabym TAK i NIE! Tak, bo za dużo złego pamiętam i musiałam znieść nie jedno. Syn wyjechał za granicę i jest tam do teraz, powtarzając, że nie ma już domu rodzinnego, bo gdzie? Rozumiem, że tak czuje. Ze swoim ojcem ciągle się  kłócił. Padła kosa na kamień, jedno drugiego warte, ten młody, a tamten nieustępliwy nawet na jotę. Ja odeszłam z jego siostrami, on nie chciał. Został w moim pokoju i mówił, że jak pokłóci się to z własnym ojcem, nie z obcym facetem. Nigdy nie polubił Romualda, uważając, że to ciapa i nie zapewni mi tego, na co zasługuję, a jeszcze to ciągłe chodzenie w figach dobijało go.

Każde „złe”, ostre traktowanie, twojego dziecka przez partnera, będziesz odbierała, jako uderzenie w ciebie. Tu naprawdę trzeba umiejętności postępowania i mądrości życiowej, a skąd ją mieć, kiedy dla was to też nowa sytuacja i trochę grubej skóry, a nie płaczliwej, wrażliwej kobiety.

Nie, nie cofnęłabym, bo ten pokoik, który teraz mam jest moim światem, w pewien sposób nie do końca bezpiecznym, ale na te chwile bardzo spokojnym. Trzeba mi było przeżyć próbę miłości, aby przekonać się że nie było za czym gonić, że jestem widocznie kobietą naznaczoną ” A Ty, nie będziesz kochaną przez mężczyzn, ale przez dzieci i to dużo dzieci”. Tak! Tak powiedział Bóg przy narodzinach maleńkiej Bajeczki. Jestem już z tym pogodzona. Gdybym nie wychyliła się i nie zawalczyła, żałowałabym, że stchórzyłam i nie pozwoliłam sobie zobaczyć, jak to jest być kochaną, pożądaną, chcianą, taką, z której zdaniem się liczą, szanują jej potrzeby… I cóż pomimo przewrotu, który zrobiłam sobie i dzieciom, nie zaznałam tego.  Ale teraz, przynajmniej wiem to. Pozwoliłam sobie dowiedzieć się.  Jak to dobrze, że doszłam do  mojej prawdy, że nie koniecznie mężczyzna mi potrzebny do szczęścia, znalazłam szczęście w sobie. Jeszcze  6 lat temu, mówi Aga nasza, Pani Fryzurka i jednocześnie mój były rodzic uczennicy, „poznałam Basię, jako skromną, cichą osobę, która przepraszała, że żyje”. A teraz zobaczcie , mam odwagę pisać bloga i to szczerze poruszając tematy uznawane za wstydliwe, albo tylko dla nas w naszym umyśle schowane na półeczce i to głęboko, aby nikt nie poznał ich, a wy zapomnieliście o nich. Przyznawać się do niejednego, nie całkiem chwalebnego czynu, czy myślenia,.. o koszyczkach warzyw, hi hi. Nie chcę już być dawną Basią, bo wówczas wszystko będzie można ze mną zrobić.

Rozpisuję się, muszę studzić swoje zapędy, podsumowując;

szwy w patchworkowej rodzinie, są zawsze widoczne. Jesteśmy, jak łata na materiale, która odstaje i rzuca się wszystkim w oczy. Ale przyszycie łaty może uratować i wzmocnić ulubione ubranie.

Reklamy

Ach, ten Klaus! Uważajcie na prezenty.

 Każdy lubi prezenty. Uważajcie, co dajecie. Jednego ucieszy, innego obrazi, np.dezodorant, czy frezarka do pięt. Ciekawym prezentem może być ładny karton pełen karteczek z napisami, za co lubimy solenizanta.  Wszyscy muszą się skrzyknąć, napisać, a jedna osoba tego dopilnować, zebrać i przewiązać pudełko zdobną kokardą. Podpowiem kobietom, które nie wiedzą, co kupić swojemu facetowi. Kup mu solidny, szwajcarski scyzoryk. Wprawdzie kosztuje około 120 zł (sklep harcerski „Dziupla” na Ogarnej) ale on, ten Twój men jest tego wart!  Gwarancja, tego scyzoryka dożywotnia! I myślę, że każdy mężczyzna powinien coś takiego posiadać w kieszeni swoich spodni. I pamiętaj o babci, teściowej, one cenią sobie i czekają na najmniejszy gest pamięci, zwłaszcza o ich imieninach.  Ładnym prezentem, dla takiej pani będzie jedwabna apaszka. Gwarantuje każda się ucieszy. Nawet, jak jest zgryźliwa i nie lubi okazywać zadowolenia, innym pochwali się, że to od synowej czy wnusi.

Opowiem Wam dzisiaj o niezwykłym połączeniu śmiesznego ze strasznym. Zostałam obsypana kwiatami, prezentami, ale jakimi!

Po kolei. Jestem w domu, coś tam pichcę, a tu telefon z salonu. ” Basiu przyjedź, czeka tu na Ciebie starszy pan na masaż, popija kawkę, więc spokojnie, ale przyjedź”. Oczywiście wrzucam na siebie ubranko wyjściowe i pędzę samochodzikiem przez tunel. Pierwszy raz jechałam prawie 90, dla mnie to zawrotna prędkość! Jak kiedyś dostanę mandat za przekroczenie prędkości, to się uśmieję. Ja, która jadąc Przeróbką jest szczęśliwa, bo tam obowiązuje 30.

Pan wymasowany. Tego samego dnia wrócił na kolejny masaż. Pożegnał i obiecał, że wróci niebawem. Zwracam uwagę, że ładnie rzeźbione ciało, starszy pan przed 80 a wysportowany. Brawo myślę! Wrócił i to dość szybko (z Norwegii od córki, a on mieszka w Australii), tak zaczęły się nasze dwutygodniowe  spotykania na stole do masażu. Był dzień w dzień. Czasem czekał, aż skończę pracę i odprowadzał do samochodu. Dwa razy dałam się zaprosić na kolację, ale dla mnie to stres, bo angielski znam tyle co kot napłakał.  A ileż  można się słodko uśmiechać!

Nadchodzi kres  jego pobytu w Gdańsku, a tym samym masaży. W ostatnim dniu, mam wykonać masaż popołudniu. Jestem rankiem  w salonie, wpadłam tam na chwilkę, przechodząc dalej na „rytuał gejszy” do Spameedu. Widzę przez okno znaną mi szczupłą sylwetkę wyprostowanego, jak struna Klausa. Tylko naręcz kwiatów go lekko przygniata. Myślę biegnie chłop żegnać się, więc z daleka otwieram drzwi, co by zmieścił się z obszerną wiązanką. Całuje moją dłoń, mówi i mówi, myślę, że słodko dziękował za to wygniatanie i miętoszenie ciała. On nadal trzyma kwiaty, a mnie coś tknęło, zagościł niepokój i już nawet jestem pewna, że to co zobaczę nie będzie miłe. Jesteśmy sami, więc tyle ile potrafię mówię, że dziękuję i spieszę się do drugiej pracy. On rozumie, nawet proponuje odprowadzenie. Odkładam wiązankę na ladę recepcji i chcę wychodzić, ale on nie daje za wygraną, prosi „luk „, no to z bijącym sercem rozwijam rąbek papieru i lukam. Aż mnie ukłuło!! Świerkowe gałęzie, na nich czerwone gerbery, przewiązane złotą wstęgą z czarną obwolutą i napisem ” Ostatnie pożegnanie”. O matko, dostałam wiązankę pogrzebową za życia. To się nazywa mieć gest ze strony faceta. Chciał, piękny bukiet na pożegnanie, to mu dały, ostatnie pożegnanie, kwiaciarki od Dominikanów. Biedak nie wiedział, co kupił.

To nie koniec atrakcji z jego strony. Szpera, szuka, usilnie wygrzebuje z torby mówiąc, że  jeszcze coś dla mnie ma. Myślę, no no, to nie koniec niespodzianek. Powiem Wam tylko, kolejny suwenir, jak kulą w płot. Podaje duży słoik. Zaglądam, oglądam i nie bardzo wiem, co dostałam. Obwoluty brak, tylko na wieczku słoja napis po polsku- ” Ozory wieprzowe w galarecie”. Ja, taka krucha istotka, co to najlepiej zajadałabym kremówki ze śmietaną, a jeśli mięsko, to delikatna pierś z indyka, a tu łubudu, jak chłopu za kosą, ozory! To jest mistrz prezentów. Podziękowałam oczywiście i wychodząc stamtąd  myślałam o pogrzebie, komu nadałyby się te kwiaty. Przecież do domu ich nie zabiorę. Zostawiłam na ladzie i pobiegłam. Myślę, jak wejdzie młodziutka recepcjonistka i zobaczy to, nogi jej się ugną! Tak było. Szczęśliwym, czy też nieszczęśliwym trafem przydała się wiązanka na pogrzeb znajomego jej mamy. Ciekawe, czy to coś znaczy, dostać bukiet pogrzebowy za życia?

Zbliża się godzina 17 ta i ostatni masaż Klausa. Biegnie, już widzę nie sam tylko taszczy chyba obraz, taka forma owinięta papierem. O matko i córko myślę, pewnie zabity jelonek, myśliwy, las brzózek, coś w tym stylu. Już się boję. Odkładam prezent na bok nie zaglądając pod papier, ale ofiarodawca domaga się wspólnego oglądania. Więc rozwijam papier i.. Okrzyk radości. To ci niespodzianka. Całuję go w policzek i szczerze dziękuję. Obraz przedstawia taką obecną Basię. Wesoło i mocno stąpającą po ziemi, a raczej bruku urokliwej starówki. Kobieta w strugach deszczu, pod parasolem, czerwony płaszczyk (a w takim ostatnio chodziłam), przewiązany w talii, w jednej dłoni dzierży parasol, a drugiej małą, kobiecą torebeczkę. Prawdziwa, obecna ja, choć twarzy nie widać.  Wróciłam do domu i powiesiłam go nad łóżkiem.

Tam było jego miejsce, choć gdybym w tym łóżku uprawiała miłosny taniec, wisiałoby lustro. Ale wisi obraz. Miły memu sercu. Czuję spokój i odwagę tej kobiety! Dziękuję, Klaus.

„Blok Sułtana”. Zgadywanki dla Smyka

         

Ciasto powstało przez przypadek. Kiedyś kupiłam płatki Vitanella, takie do zalewania mlekiem i zajadania na śniadanie.. Teraz zalegają i zalegają w szafce, bo ja nie jadam takich śniadań, a jak córka wpadnie, to raczę ją smakołykami, nie suchymi płatkami. Takich śniadań ma pod dostatkiem na studiach. Więc one leżą a ja myślę, co z tym zrobić? I mam! Zrobię rodzaj bloku. W czasach komunizmu blok był ubogim krewnym chałwy. Ja zrobię blok na bogato. Idę do Biedronki, bo pod oknem ją mam i kupuję, to co chciałabym, aby się w nim znalazło. Kto mnie zna wie, że kocham żelki. Będą tu! A nazwę tej słodkiej rozkoszy wymyślił mąż. Oczarowało go to ciasto, a on nie jest raczej za słodyczami. Nie to, co ja! Dla mnie trudem byłoby odmówić sobie słodyczy w piątek , nie mięsa. Co mi tam mięso!

Składniki

  • kostka masła
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady i 2 mlecznej
  • 5 łyżek miodu
  • duże opakowanie herbatników
  • 2o dag płatków  Vitanella, ja kupiłam z ryżu i pełnego ziarna pszenicy, mogą być kukurydziane (można trochę zwykłych owsianych płatków)
  • garść orzechów laskowych (lub włoskich..)
  • garść migdałów
  • garść moreli suszonych
  • garść ananasa kandyzowanego, można inne owoce (były w Biedronce)
  • garść wiśni lub żurawiny suszonej
  • garść żelków Candi (ja daję 20 dag.moich ulubionych, te ze zdjęcia ” Cytrusowe zakręcone”)

                  

Wykonanie

Do garnka wrzuć kostkę masła, po 2 tabliczki czekolady mlecznej i gorzkiej, miód – rozpuść i zestaw z ognia. Duże opakowanie herbatników( ja dałam kakaowe, mogą być mleczne, maślane, jakie dostaniecie), pokrusz je (ja tłukę wałkiem w woreczku podwójnym) i wrzuć do masy, teraz płatki. Wymieszaj, dodaj suszone owoce, te większe trochę pokrój, orzechy i migdały, też  przekrój, choć na pół, to samo z żelkami. Tych owoców i orzechów, migdałów, ma być razem około 40 dag. Wymieszaj łyżką i przełóż do formy. Włóż na noc do lodówki. Okryj tylko sreberkiem, aby nie nabrało zapachów z lodówki.

Jeśli chodzi o formę, cudowną jest silikonowa, bo łatwo wyjąć nasz słodki blok. Obracam do góry nogami i zdejmujemy formę. Niczym jej nie smaruję. Blok jest na tyle twardy, że nic się nie dzieje. Po ukrojeniu kawałka, resztę wstaw do lodówki.Tu jest duża dowolność w wyborze dodatków owocowych i nie martw się jeśli za rzadkie dosyp ciastek, czy płatków lub owoców, jeśli zbyt twarde czekolada rozluźni. Bądź fantastą kulinarnym! Twórz swego Sułtana, może po Twojemu!  Posypanie cukrem pudrem, to jak oprószenie śniegiem, więc zimą warto, a wiosną udekorowanie zielonymi listami mięty, latem kwiatkami nasturcji, czy bratka. Taką słodkość daj dziecku zamiast batonika. Wystarczy kawałeczek, jest bardzo sycący. Najlepsze jest takie prosto z lodówki, twardawe, chrup robisz i za chwilę rozpływa się po Twoim podniebieniu, a te żelki rewelacja, jak podejdą pod ząb, nie wiesz, co jesz, ale jesteś w siódmym niebie! Uwierzcie mi!!Fajnie jest mieć taką dowolność, ale czasem w wolności, gubimy się. Co dasz do swojego bloku, to będziesz jadła. Za każdym razem może wyjść ciut inne, w zależności od owocowego wkładu. Jakie owoce suszone, jakie orzechy, czy z żelkami, a może małymi piankami, od ciebie zależy.  Podstawą jest, rozpuszczone masło, czekolada, miód. Smacznego moi blogożercy! Jak to dobrze, że was mam, bo dla kogo wymyślałabym te smakołyki.

A teraz, coś dla młodej mamy i jej Smyka.

Zgadywanki

Rozbudzają ciekawość świata, wzbogacają słownik. Ćwiczą spostrzegawczość, koncentrację, logiczne myślenie. Uczą zadawania pytań, a to ważna część komunikacji.

Można bawić się w nie wszędzie; w domu, na spacerze, w samochodzie, poczekalni u lekarza..

Zasady – jeden z uczestników wybiera w myślach znajdujący się nieopodal przedmiot i mówi:” Coś w pobliżu na literę..” i podaje pierwszą literę wyrazu. Zrobi to 5, 6 latek może 4 latek, dla 2 latka to za trudne, wyodrębnianie głoski w nagłosie, więc on podaje nie głoskę tylko cechę, np wyglądu, albo do czego służy, jaki ma kolor.. Druga stara się rozszyfrować, co to jest. Może zadawać pytania pomocnicze, a zadający zagadkę odpowiada tylko „tak”‚ „nie”.

Dzieci lubią zgadywanki o zwierzaczkach, przynajmniej te z moich klas.

Bawcie się, cieszcie tym pięknym czasem!

 

 

 

 

Historia czarnej haleczki. Urlop

Wczoraj pisałam o odpoczynku na greckiej wyspie. Nie musicie jechać tak daleko, aby spędzić szczęśliwie swój urlop. Wasz czas odpoczynku, czas ładowania baterii na kolejne miesiące obowiązków wszelakich, jest często tuż obok. Trzeba tylko zdecydować się.

Ten czas pozwoli dostroić się do siebie na nowo!

 

Mądrością w związku jest robienie czegoś razem, czy to wspólne gotowanie, zasiadanie do stołu, pasje, wyjścia do kina, z dziećmi na spacer, czy z psem, wspólne święta, imprezy, wypady za miasto, pielenie ogrodu, grilowanie, urlopy.., to budowanie relacji, tworzenie historii wspomnień. Nasz wspólny czas.  Często w życiu jest tak, że choć istniejemy pod jednym dachem, mijamy się, zabiegani w wirze obowiązków, nie celebrujemy wspólnie spędzanego czasu, albo go prawie nie mamy. Urlop daje taką możliwość „nadrobienia” naszego bycia razem.

Od waszego ślubu  minęło już trochę lat, a u was ostatnio nieporozumienia, starcia o głupoty, nerwowość i taki zwyczajny brak czasu na poświęcenie większej uwagi żoneczce, czy mężusiowi. Studzicie wasze uczucia i oddalacie się. Już nie rozmawiacie tyle, każde z was „siedzi nosem” w swoich papierach, zajęciach. Seks to już rutyna i od jakiegoś czasu wieje nudą, przewidywalnością. Robicie to rzadko, cicho, pośpiesznie. Ty już nie zwracasz uwagi, czy ona miała przyjemność, a ona nawet już nie stara się udawać, że było dobrze.

Nie zmarnujcie szansy, jaką daje wspólny urlop! To okazja by odnaleźć zagubioną bliskość.

Zróbcie coś szalonego, by poczuć, że znowu żyjecie.  Może wyjazd pod namiot, czy na jacht z poławiaczami taaakiej ryby! A może w lipcu na śnieg Północy Norwegii, stanąć na Nord KAP! A może po prostu na urokliwe Kaszuby i naukę jazdy konno.

 

Mamy małe dzieci i oboje pracujemy zawodowo, to może jednym z rozwiązań będzie podzielenie się. Kilka pierwszych dni urlopu spędzacie całą rodzinką; mama, tata i dzieciaczki. Tata wraca do pracy, a mama zostaje z pociechami odpoczywać i bawić się dalej (wiadomo zajmować też, ale to piękny czas)! Następnie tata znajdzie się na urlopie, zabiera małe istotki i razem budują swoje relacje, a mama wraca do pracy. Może uda się „podrzucić babci nasze skarby, aby i ona mogła się nimi nacieszyć, choć dwa, trzy dni, a wy młodzi „zaszalejcie” na wolnym. Wykorzystajcie ten czas na cudowne łóżko, wspólny taniec.. i czego jeszcze tam dusza, a może ciało zapragnie.

                                     

Dla młodych stażem, zakochanych par, do szczęścia niezbędna jest obecność tej ukochanej osoby. Chcą razem podziwiać piękny świat, wschody i zachody słońca, nawet jak ktoś tam czegoś nie lubi (np.latania samolotem, czy upałów).

Dla ludzi z raczkujących związków, takich jeszcze nie żyjących razem pod wspólnym dachem, to czas poznawania siebie. Obserwowania, jak zachowuje się druga strona w trudniejszych sytuacjach, np. nie zdążyli na autobus, a kolejny dopiero jutro. W hostelu mamy uwłaczające waszej godności warunki, rozmijające się z obiecanym standardem. Zostaliście okradzeni.. ,itd.  Panika, złość, płacz, krzyki, załamywanie rąk i potok oskarżeń. „Twoja wina, bo malujesz się godzinami, aż autobus zwiał, on nie wiedział, że na ciebie trzeba wiecznie czekać, a ja muszę”! ” To ty miałeś pilnować naszej kasy, a jak ją zabezpieczyłeś? Głupek razem z dokumentami schował do tylnej kieszeni”! A może zupełnie inaczej, spokój, studzenie emocji, bezpieczeństwo, uśmiech- ” nie martw się kochana, nie ten, będzie następny autobus, a że jutro, to przynajmniej doświadczymy czegoś o czym marzyłaś. Zapraszam cię na romantyczną noc w stogu siana”

Zapytacie się, a co robić, jak ja kocham smażyć pupę na słonku a moja połowa, skakać po górach, jak kozica. Wspinaczka, to jego pasja. Cóż, zależy od związku, bo tu potrzebne jest zaufanie. Wówczas urlop spędzacie osobno. W dojrzałej relacji ludzie powinni mieć przestrzeń na realizowanie swoich pasji i zainteresowań. Radzę część urlopu, choć trzy dni wykorzystać na wspólne , intensywne pobycie razem.

 O osobnych urlopach możecie pomyśleć, gdy między wami jest ostry konflikt.  W małżeństwie nie zawsze panuje niezmącona harmonia – czasem pojawia się w nim rozdźwięk. Reagujecie na siebie, jak płachta na byka. Niestety magia wakacji nie zmieni tego, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie sprawi, że wszystko wróci do normy. Przeciwnie, oboje możecie mieć zepsute wakacje. Pomyślcie o terapii dla małżeństw lub próbujcie sami przegadać bóle, żale. Może na tych samotnych wakacjach, każde  z osobna przemyśli, poczuje, uświadomi sobie, że zbyt dużo was łączy, aby poddać się i nie walczyć o związek. Wrócicie spokojniejsi i zaczniecie działać.

                                               Historia czarnej haleczki

I dochodzimy do niej! Naszej bohaterki. Co wspólnego z wakacjami ma czarna koronkowa, miła w dotyku halka? A no ma! Miałam dwa śluby, żadnego wesela. Nie jest mi przykro, bo one często trącają kiczem, kosztują majątek i wiem, że nie od tej hucznej zabawy zależy moje szczęście. Miałam dwa śluby i jedną podróż poślubną. Razem z 11 letnią moją córką. Mąż twierdził, że dobrze byłoby, aby pojechała, bo Karpacz, to wyjątkowe miejsce. Jego siostra ma tam kawałeczek łąki u podnóża starych ogromnych limb. Tam rozbijemy namiot i będziemy robić wypady po okolicy. Starsza córka nie dała się namówić na wspólną podróż nowożeńców. Pakowania czas. Gaz, kuchenka, menażki.., paszteciki Pol drobiu.. . Pomysł ma szansę powodzenia, bo harcerka z mojej córki, pierwszej klasy. Jestem trochę zawiedziona, ale i wdzięczna, że tak o dziecku myśli. To dobry człowiek. Poranne i wieczorne mycie ciała w lodowatym górskim potoku, to było wyzwanie. Zbieranie szczawiu na zupkę gotowaną w turystycznych warunkach i szorowanie piaskiem garnków, misek.. Dużo ascezy, prostoty. Życie z naturą ; wesołe, skromne na bosaka, ale to nie koniec, muzea czekają. Mamy odhaczone wszystkie z listy, jako zwiedzone.  Brawo! Tylko najgorsze było, to z wypchanymi ptakami, serce boli, ale przecież podróż poślubna nie zwalnia cię od nauki. To było tego lata, kiedy w naszym kochanym kraju burze i trąby powietrzne przechodziły, a my pod wielkimi limbami w namiociku. Dwie ostatnie noce nie spałyśmy  z córką. Wtulone w siebie, odmawiałyśmy modlitwy, aby drzewo nie chciało powalić się na nasz namiot, tym samym na nas, czy samochodzik obok, bo jak wrócimy. Uprosiłyśmy jedynego tu faceta o rychlejszy powrót do bezpiecznego Gdańska, gdzie trąby nie zawitały. I tak to używałam sobie w podróży poślubnej. Zero seksu, ale czy musi być?

 

Kolejny rok, idą wakacje. Ja nie oczekuję, że pojedziemy gdzieś razem, bo przed ślubem zgodziłam się na propozycję mojego przyszłego współmałżonka – „żadnych wakacji, wyjazdów, bo oddaję wszystko, biorę kredyt i nie będzie nas na to stać”. Myślę, trochę szkoda miałam nadzieję, że w tym związku zobaczę coś i poczuję smak wspólnych wakacji. No, ale cóż, siła wyższa, czyli mój przyszły najukochańszy mąż! Zgadzam się, mając jednak cichą nadzieję, że mimo wszystko czasem zapragnie zabrać mnie na nasze wspólne podziwianie świata. Nie zapragnął i jak powiedział, tak zrobił. Oprócz tego jedynego razu, kiedy to jego siostra mieszkająca w Niemczech zaprosiła nas do siebie. To było rok po ślubie. Jeszcze świeże małżeństwo nie nażyliśmy się, nie nacieszyliśmy sobą. Tak przynajmniej czułam ja. Mieliśmy tylko u rodziny mieć bazę noclegową, a reszta czasu to on i ja! Cieszę się ogromnie. To będzie mój pierwszy w życiu wypad tylko z mężczyzną.  Przygotowań zacząć czas. Nie chciał zabrać mojej córki, więc myśli moje powędrowały do upojnych nocy, które mnie tam czekają. Leżę wieczorem w łóżku i zanim przyjdzie sen obmyślam do którego sex shopu udać się, aby zakupić szatańsko piękną bieliznę na te nasze jedyne wakacje. Który z tych  sklepów bardziej intymny z osłoniętym wnętrzem, aby żadna znająca mnie osoba nie widziała, że i ja udałam się do tego diabelskiego miejsca. Mam! Już wiem, gdzie jutro skieruję kroki. No i jestem. Pod tym sklepem! Cała przejęta, jak tam wejść, kto tam będzie obsługiwał, oby nie mężczyzna.. strachu wiele. Nie wiem po co, ten strach, bo sklep, jak sklep. No może trochę zaskakujący, jak za szkłem lady widać wszelkiego rodzaju wibratory. Miła pani przed 40-tką, kieruje kroki do mnie, ja racze cichym głosem proszę o ładną bieliznę może w kolorze czarnym? No i zaczyna się wykładanie na ladę.. . O matko coraz to cięższy kaliber tego stroju, skórzane, sznurowane gorsety, tylko pejcza brakuje myślę, więc przerywam i tłumaczę, że to nie to, że może zwiewna, koronkowa haleczka. Na co miła pani  donośnym głosem rzecze – „A, rozumiem, nie takie dziwkarskie!”. Och! Czego się nie robi, żeby cudnie wyglądać na jedynych wakacjach. Jest! Ona! Krótka haleczka. Miła koronka,  przylegająca do ciała, szyta na ukos odsłaniając bardziej jedno udo. Tak. Właśnie o czymś takim myślałam. Do tego majteczki koniecznie stringi i mogę wystąpić przed moim panem. Pojechaliśmy..

Mąż, to człowiek bardzo rodzinny. Cały pobyt spędziliśmy z jego rodziną, choć plany jakie kreślił, były pełne wspólnych, (tylko on i ja) wypadów za miasto. I odwiedzin każdego muzeum, z najmniejszym kamyczkiem po historycznej budowie, kolumnie, bramie, zamku.. .  Z tego zostało mi tylko wielogodzinne dreptanie po muzeach, głodna, bo pieniędzy szkoda, ileż można za to zwiedzić, ileż starych ksiąg przewertować, chociażby oczyma, bo one w ciężkich gablotach za szkłem. A każda noc to czekanie na lubego do 2,3 nad ranem, kiedy wracał z kuchni od siostry i szwagra cały w skowronkach. Ja już zmęczona byłam tymi rodzinnymi opowieściami. Kładłam się około północy, cicho mając nadzieję, że i on wkrótce przydrepcze do mnie. Nareszcie nabył się z nimi do syta, ze mną niestety nie. Czasu zbrakło i ochoty na amory z żonsią, kiedy kompan szwagier z siostrą jedyną u boku. Nigdy nie potrzebował. Niestety. Ale rozumiem go, to przecież dobry człowiek, on dawno nie widział siostry, a ze szwagrem, kiedyż to ostatnio się piło? Więc czekam. Może któraś noc będzie i dla mnie, no i ma się rozumieć haleczki w roli głównej.  Tak cicho czekającej w pogotowiu każdego wieczora.

Naiwna. Nie lubię swojej naiwności!

Haleczka nie miała możliwości debiutu.  Przecież przed nami całe życie, to jeszcze zdążymy nabyć się razem, pewnie biedny tak myślał. I wystawił mnie na wieloletnią próbę czekania. A ja cierpliwa jestem, oj jestem! Tam w Niemczech też czekałam marząc, że może, kiedy już przekroczy próg tego pokoju, poczuje moje perfumy niezwykle zmysłowe (Guerlain L’instant) i zapragnie wtulić się w to ciałko, okryje kocykiem, przytuli pocałuje.. . Tylko kołdrę naciągał mocno na siebie i obracał pupą. Wiem, on nie lubi spać wtulony. Preferuje wygodę, a ramiona ciągle go bolą, to lepiej okrywać. Dwa tygodnie minęły , a ile zobaczyłam. Każde muzeum nasze, a było ich trochę, okolica wyjątkowo bogata w nie. Tylko tych puszek z pasztetami drobiowymi miałam dosyć (ciągniętych z kraju w ramach oszczędności, ma się rozumieć). Marzyłam, że jak wrócę, to zrobię ucztę z pieczonym kurczakiem w roli głównej. Haleczka nigdy nie była mężowi potrzebna, mi czasem, po latach.Kiedyś założyłam ją wieczorem i przeparadowałam  po pokoju, niby idąc powiesić jego skarpetki za oknem, bo ciągle po kąpieli zapominał i leżały na umywalce. Cóż, nie zrobiłam w tym kusym ubranku, piorunującego wrażenia na mężu. Powiedział, tylko, abym ubrała się bo zmarznę. To dobry człowiek, martwi się o moje zdrowie. Więc mieszkamy tak sobie.., chłodno, ale i wyjątkowo spokojnie. Niejedna pozazdrościłaby mi tego spokoju.

A haleczka? Najpierw za pozowałam w niej, na tle mojej szafy w pokoju. Ubrałam, przełożyłam dłonie łańcuchem od mojej torebki, nastawiłam samowyzwalacz i pstryk. Jest pamiątka.  Teraz wy możecie podziwiać mój zakup w wyjątkowym sklepie. To było moje pierwsze wejście i pierwszy zakup, ale czego nie robimy dla niego, dla niej!

 

PS teraz mogę dopisać, haleczki użyłam nie jeden raz i było ekscytująco, innym razem ckliwie, ciepło i ogniście. Dnia 05.10 2018 r

 

Erotyk – „Rajska przygoda”. Darowany czas.

Urokliwa, nabrzeżna knajpka. Ciepły wieczór. Przyjemny wietrzyk od morza muska nasze twarze. Siedzimy przy stoliku z inną parą. Poznaną rankiem na plaży. Cieszymy się z wzajemnego towarzystwa. Choć, gdy byliśmy tylko we dwoje, nie było nam źle. O, nie! W końcu wyrwaliśmy się z miasta, ze swoich prac, ze swoich gniazd, na romantyczne wakacje. Cieszyliśmy się tym rajem  przez ostatni tydzień. Dziś właśnie mija półmetek urlopu. Śmiejąc się, rozmawiając, zajadamy tutejsze smakołyki, a okolica Karpathos słynie z najświeższych owoców morza. Codziennie widzimy sprzedaż ich prosto z łodzi. Czas upływa wesoło. Czujemy smak odpoczynku, relaksu na greckiej, rajskiej wysepce. Myślę sobie; Och! Jak ja bym teraz pokochała się! A oni planują jeszcze tańce na molo. Co wieczór słychać rytmy Zorby, biodra same się kołyszą a kolana zginają! Nachylam się do niego, opieram o cudownie umięśnione męskie ramię i coś szepczę. Kiwa głową. Mam jego przyzwolenie. Nasza para trochę skonsternowana, podejrzewa, że chcemy się zerwać i sami będą musieli iść poskakać na plaży.  Wstaję i patrząc mu w oczy mówię – ” Chodź, zrobimy to teraz! I to szybko! „. Jego szmaragdowe, jak toń wody oczy uśmiechają się.  Przepraszamy swoich znajomych, mówiąc, że „robienie sobie dobrze, zajmie nam pół godzinki.  Zaraz wracamy, poczekajcie na nas”!  Obraca się i wesoło krzyczy  ” jeszcze potańczymy razem”! Zostawiamy ich z osłupiałą miną… . Cóż pragniemy siebie, pożądanie kipi.. . Było z tzw. chemią! Spiesznym krokiem, wracamy do knajpki. Włosy potargane, policzki zaróżowione, szczebioczę szczęśliwa, bo zaznałam rozkoszy i zadowoliłam swego mężczyznę.  To było takie spontaniczne i przez to niezwykle urokliwe. Teraz mogę tańczyć do białego rana .. Uwielbiam, kiedy tak mocno trzyma mnie za  biodra.., aż do „nieba”.
On, jak  zwycięzca, gwiżdże urokliwy kawałek, podbiega, chwyta ją w pół i już tańczą. Ona wygląda, jak porcelanowa laleczka, w kusej sukienusi z falbanką. Tak lekko obraca nią, obejmuje i tanecznym krokiem pomykają między ludźmi na deptaku. Nagle przyklęka, całuje dłoń i w kilku podskokach oddala się, aby szybko powrócić, jak północny wiatr, ale gorący i to z różą w zębach.
Kwiaciarki widziały tu już niejedno, nawet wiadra róż, usypywanie ścieżek, po której stąpała ukochana. Były też świadkami wielu zaręczyn. To bajkowe miejsce, rajska wysepka, jest stworzona do cudownych przeżyć, wspomnień na całe życie.
Mają ochotę krzyczeć z radości. Życie darowało im ten maleńki czas.. Ulotne chwile. Dla przechodniów to nie pierwszyzna. Ludzie odzyskują tu siebie, swoje związki.. . Oby na długo. Beztroski czas urlopu sprzyja temu. Wracają do stolika mrugającego płomykami świec i do pary ludzi, którzy obserwują to z daleka. Kolacja powoli dobiega końca.
Obcy nachyla się do Szmaragdowych oczu i mówi z podziwem – ” Chłopie masz szczęście.. Wiesz, nam się też zachciało”.
Cóż popijamy winko, ja zamawiam jeszcze moją tu ulubioną  zupkę jajeczno- cytrynową  Avgolemono i teraz my czekamy na naszych towarzyszy, rajskiej doli!
Niezapomniane wakacje! Fundujcie sobie taki czas, nawet, jak spłacacie kredyty, aby nie zagubić siebie, nie zagubić nas. W biegu życia łatwo o to. I kiedyś, nie daj co, ockniecie się w spłaconym mieszkaniu i osobnych pokojach.
Biegnę na trening. Kocham morze. Ilekroć wpadam tam z trasy, zastygam na moment zachwycona jego ogromem, spokojem lub wzburzeniem. Tam chcę być kiedyś rozsypana.
PS już nie chcę, ten wieczny szum wykończy mnie. dopisek 05.10. 2018

„Pikantne muffinki”. Dzielenie się myślami

                 

Dla Ciebie, ukochanego, Twojej rodziny.. .  Świetne zamiast kanapek do pracy, czy szkoły. Zajadajcie z ketchupem, czy innym zimnym sosem, np.czosnkowym, chili..

Składniki masy

  • 2o dag mięsa mielonego drobiowego lub wieprzowego,
  • bułka kajzerka,
  • pół szklanki mleka (do namoczenia kajzerki)
  • jajko,
  • sól,
  • łyżeczka ziaren kminku (jeśli nie lubisz tej przyprawy, zrezygnuj lub zastąp ją kuminem rzymskim, tu kminek pasuje i jest słabo wyczuwalny)
  • garść świeżej kolendry, lub natki pietruszki, czy koperku

Składniki ciasta

  • pół szklanki kaszy kukurydzianej lub jaglanej ( ja właśnie jaglaną wolę)
  • po 3 płaskie łyżki mąki pszennej i kukurydzianej
  • ćwiartkę kostki roztopionego masła,
  • 2 jajka (lepiej duże)
  • czerwona, nieduża papryka,
  • szczypta soli

Wykonanie

Bułkę namocz w mleku, odciśnij i wrzuć do miski. Dodaj mięso, jajko, sól, posiekaną kolendrę i kminek. Wymieszaj, uformuj kulki. Kaszę, mąkę , masło i jajka wymieszaj na gęste, półpłynne ciasto i dodaj do niego drobno pokrojoną paprykę. Do każdej foremki włóż kulkę mięsa i zalej ciastem kukurydzianym. Wstaw do nagrzanego piekarnika do 180 stopni C na 35 minut. Udekoruj listkiem kolendry. Ja mam foremki silikonowe, bardzo wygodne. Używam ich zarówno do słodkich, jak i wytrawnych muffinek.

Smacznego, moi czytelnicy!

Cieszę się, że jesteście. Fajnie pisać dla Was, a nie tylko w ramach swojej terapii. Jak zakładałam bloga w czerwcu (właściwie robił to mój przyjaciel) zaznaczyłam, że nie chcę być widoczna. Przez jakiś moment był to słomiany zapał. Mało pisałam, albo nie pisałam wcale, zmagałam się ze swoją depresją. To nie moda, ona naprawdę jest. Stanęłam na nogi  i zachciało mi się żyć! Ten sam przyjaciel M., który zakładał go mobilizował mnie do pisania, czekał na moje słowa pisane. Dziękuję mu. Od stycznia zaczęłam to robić systematycznie. Teraz mam prośbę do Was. Dajcie adres, komu uważacie i komu chcecie, samym dobrym ludziom! Macie moje błogosławieństwo! Nie chcę upublicznienia  bloga, tylko powiększenia grona czytelników. O ludzi, którym moje słowa, doświadczenie, przeżycia, myśli.. dałyby coś.  Może wzmocniły, pozwoliły popatrzeć, na niejedną sprawę inaczej.

                                                         

Blog daje wiele możliwość; „wypisania się”, wylania kłębiących się myśli, kiedy mamy taką potrzebę i ładnie niweluje poczucie samotności. Nie spodziewałam się tego, ale stał się moją radością. Rozmawiałam dziś z moją kochaną siostrzyczką i usłyszałam, że uzależniła się od mojego bloga. Każdego dnia o poranku, zagląda, co tam Basia napisała. Czasami, zanim wrzucę wpis, czytam go jej i pytam o opinię. Zachęcam każdego, kto już rozmyślał i skłaniał się do założenia takiego pamiętnika. Spróbujcie. Uprzedzam tylko, że zabiera czas i coś za coś. Dziś skróciłam bieg do 7 km, żeby czym prędzej dorwać laptopa. Kiedyś napiszę o depresji, teraz mogę powiedzieć jedno. Szukajcie pomocy u lekarzy, psychologów, nie szarpcie się sami. Nie warto. Szkoda zdrowia. A!!  już przytyłam, z tych 39 mam prawie 44 kg. Fajnie, że większość poszła w cycuszki, jak kogoś razi to słowo, to w te piękne  kobiece oczy poniżej!

Pozdrawiam Was.

 

Na karuzeli randek. Portale randkowe

Niezależnie od czasów, w których przyszło nam żyć, nie zmienia się ból po stracie partnera, czy partnerki. Boli i boli.. Rzeka łez wylanych w poduszkę, czy ramię koleżanki lub mamy.. Jednych ten stan trzyma dłużej, innych krócej. Przyczyn tego jest kilka.  Nasza osobowość, na ile silni czy wrażliwi jesteśmy. Ile czasu trwał związek, ile was nadal łączy, np.dzieci.. .  Opłakujemy rozstanie, bo brakuje nam tej osoby. Nie wiemy, jak żyć bez niej. Jak zapełnić to miejsce. Nie chcemy i nie wyobrażamy  sobie tego. A może chodzi o rozpamiętywanie, składanie różnych zdarzeń w całość, którymi nas „częstowano” w związku. Złe zdarzenia,  które miały miejsce podczas waszego bycia razem, a o których najczęściej wówczas nie wiedzieliśmy. Teraz czujecie się  oszukani, zdradzeni. Serce piszczy, a ból pali.

I kiedy w końcu uporamy się z tym sami, a może z pomocą bliskich lub na terapii  i pochowamy głęboko w sercu naszą stratę, znowu wychodzimy do ludzi. Jesteśmy gotowi na nowy związek, przynajmniej tak myślimy. Niektórzy nie czekają na uklepanie bólu, tylko wyznają zasadę „klin klinem”. W puste miejsce, takie jeszcze nie ostudzone, próbujemy, wrzucić nową miłość, i to czasami nie jedną a wiele, a może tylko seks.  Mając wielu, na pewno nie masz nikogo! Ale niektórym właśnie o to chodzi. Chronią swoje serce. Boją się kolejnego rozczarowania, nie pozwalają sobie na miłość, oddanie  całego siebie, tej jednej jedynej.  Na tę chwilę życia , skopani, wybieramy wygodę, i to co mniej wartościowe, a może bez wartości nawet. I tu niebezpieczeństwo, można przegapić złoto wśród błyskotek. Jeśli miałeś na tyle otwarte oczy i zauważyłeś kogoś wartościowego, odpuść „reszcie” i zaryzykuj. Nawet, jak masz gwarancję, że rozwód, albo śmierć kiedyś odbiorą Ci miłość. Kochaj mimo to!

                                                           

„Za moich czasów..”, tak najczęściej zaczyna opowieść, babcia staruszka. Kiedy byłam młoda i nie było portali randkowych, tylko swatki, nie szukało się nowej miłości w internecie, bo go po prostu nie było. Teraz mamy „udogodnienia”. Raz nawet spróbowałam tego udogodnienia i znalazłam: psychopatę, który mnie nękał, musiałam zacierać wszelki ślady po sobie, zmienić numer telefonu, zrobić z siebie wariatkę, żeby mi odpuścił. Było mnóstwo ofert od chłopców przynajmniej o 20 lat młodszych lub nudziarzy, czy zwichrowanych na różne sposoby. Opętany religią, całe mieszkanie w obrazach Matki Boskiej. Inny gadał z paprotkami, a stały one w każdym kątku mieszkania, nawet w toalecie. Kolejny to sfiksowany politycznie, zagryzał każdego, kto nie kochał pana Macierewicza, Ziobro, czy doktor Pawłowicz. Pełen nienawiści do całego świata. Boże, jak mnie to zmęczyło! Nie chcę już wchodzić na taką karuzelę! Zabiera zbyt dużo czasu, energii.. nadziei, że może w końcu teraz to ten. Fajny, zwyczajny chłop, taki po mojemu. I cóż, nie był!  Powiedziałam sobie nigdy więcej. Co nie znaczy, że wy nie znajdziecie. Kto nie skreśla i nie wysyła kuponów, ten nie daje sobie szansy na wygraną w totolotka (ja nigdy nie gram).

Spróbujmy podejść do tego randkowania, ubrani w jakąś wiedzę, zasady.

10 zasad na karuzeli randek (tak to nazwałam, nie wiem, czy dobrze)

  1. Nie spotykaj się z niedostępnymi ludźmi WAŻNE!!. Żonaci, mężatki, księża. Mieszkający setki kilometrów od ciebie. Alkoholicy, narkomani, hazardziści w szponach nałogu. Nawet jak zmrużysz oko i zaczniesz spotkania z kimś takim, a masz czynne sumienie, nic z tego dobrego nie wyjdzie.
  2. Kieruj się zasadą „gotowego serca” WAŻNE!!. Nie umawiaj się na randki, tylko żeby zastąpić uwielbianego, byłego partnera. Twoje serce powinno być gotowe na nowy związek, inaczej skrzywdzisz tę osobę.
  3. Sprzeczne sygnały, to przepis na katastrofę- WAŻNE!! Jeśli ktoś twierdzi, że jesteś idealnym, tylko on nie może być teraz w związku albo, że potrzebuje wolności, ale nie chce cię stracić. Uciekaj gdzie pieprz rośnie! Tak samo, jeśli spotka się z wami 2-3 razy, a później nie odbiera telefonu, wymiguje się od spotkań, tzn., że prawdopodobnie odstawił cię na półeczkę rezerwowych i „testuje” teraz innych. Do Ciebie wróci lub nie, w zależności, czy znajdzie „coś lepszego”, czy nie. Okropne i przygnębiające, ale takie jest szukanie igły na portalu. Biorą sito i przesiewają, szukając złota. Jesteś jednym z wielu poobracanym kamyczkiem i odrzuconym!!
  4. Tych z odzysku, czyli zabawnie mówiąc z rynku wtórnego, musisz prześwietlić, czy na pewno rozwód sfinalizowany (jeśli szukasz przyszłego męża, nie kochanka).  A mówiących, że są w separacji, dowiedz się, czy aby na pewno. Może żona, czy mąż nie mają o tym pojęcia, że w ich małżeństwie ma ona miejsce (ta separacja).
  5. Oczekiwania. Przedstaw je uczciwie. Powiedz, czego potrzebujesz, czego nie zaakceptujesz (np.dziecka..), do czego ewentualnie jesteś skłonna.
  6. Chemii nie zawsze można ufać. Pamiętaj, że ona też służy do produkcji bomb. Sama nie wystarcza na długie, szczęśliwe życie w związku. Dobrze, gdy jest, ale nie powinna być jedynym atutem.
  7. Odpuść! Nie idź na kompromis. Partner, który dla Ciebie jest lepszy niż nic, dla kogoś innego byłby wszystkim.
  8. Randka, to nie przesłuchanie. Wstrzymaj się z pytaniami w rodzaju; ile zarabiasz, ile zyskałbyś sprzedając swoją działkę nad jeziorem?.. Jak pytasz o pracę, to bardziej o to, czy ją lubi, jak o jego miejsce odpoczynku, to czy zabierze ciebie tam?
  9. Częściej słuchaj, niż mów, zwłaszcza na pierwszych randkach. Rozpaplana baba (bo takie się częściej spotyka, niż chłopy). Nie przeciągaj w nieskończoność  rozmowy o dzieciach, rozwodzie, swoich przymiotach, czy dietach..
  10.  Zostaw walizki przeszłości.Traktuj każde spotkanie, jak podróż z jedną torbą podręczną. Bagażem emocjonalnym z przeszłości, nie powinnaś przygnieść potencjalnego kandydata, do twojej ręki. Można przynieść na randkę plecak wspomnień, ale jeśli jest ich cała ciężarówka, daleko nie zajedziecie.

Nie zapomnij, że czyny są ważniejsze od obietnic. Bądź sobą i miej otwarte serce, a przyciągniesz właściwą osobę do swojego życia.

Powodzenia single i singielki. To szukanie, randkowanie.., ciężka praca. Ja już zdałam się na przypadek. Taka karuzela jest dla młodych lub zdeterminowanych, wierzących, że tam się uda, bo koleżanka znalazła, dla tych którzy nie mają czasu na wyjścia z domu i poznawanie w terenie.. Jam już spokojna. Mam z górki, wy nie. Musicie zbierać materiał na uroczy, ale i trwały związek i budować, budować, dbać, chuchać i dmuchać. Młodość nie jest łatwa, wręcz przereklamowana! Ale też piękna i nawet, jak czasem źle było, to właśnie zdarzenia z jej okresu wspominamy najczęściej, za nią tęsknimy!

PS Fotka z Lofotów, ubiegłe wakacje. Były piękne widoki ale mężczyzna nie ten, choć poznany w terenie, nie na portalu. Tak, czy siak trudno znaleźć, prędzej borowika w marcu znajdziesz.