” Kurczak w sosie słodko-kwaśnym”. Kolacja z erotycznym tańcem.

                                                                                                            Składniki:

  • podwójny filet piersi z kurczaka,
  • 4 łyżki octu, najlepiej 6%,
  • tyle samo cukru,
  • 6 łyżek ketchupu,
  • 4-6 plastrów ananasa z puszki,

sól, pieprz, olej do smażenia.

  • Mięso pokrój w małą kostkę. Na patelni rozgrzej ok.6 łyżek oleju i obsmaż mięso ze wszystkich stron na złoty kolor. Wyjmij na talerz. Dolej na patelnię trochę oleju, dodaj ketchup, ocet, cukier oraz sól i pieprz. Podgrzej mieszając.
  • Ananasa pokrój w kawałki i razem z obsmażonym mięsem włóż na patelnię do sosu. Podlej kilkoma łyżkami soku z ananasa. Dla urozmaicenia można dodać kilka łyżek kukurydzy z puszki opcjonalnie pół papryki czerwonej pokrojonej w drobne paski (bez kukurydzy i papryki tak samo pyszne).

Wszystko razem posmażyć i gotowe! Wypróbuj drugą wersję z mięsem obsmażonym w cieście. W miseczce roztrzep jajko, 5 łyżek mleka, 2 łyżki mąki, łyżeczkę sosu sojowego. Wymieszaj i umocz w tym mięso. Smaż na patelni. Dalej postępuj jak wyżej.

Kolacja gotowa, i mam w związku z tym kilka propozycji. Zjedz ją spokojnie sama, oglądając ulubiony program, czy słuchając np.Leszka Możdżera. Jak masz męża, partnera.. zjedz z nim choć, nadal spokojnie.  Niech podziwia swoją kuchareczkę.

Może zaproś koleżankę, jedną, drugą, poplotkujecie o modzie, garderobie, co trzeba odświeżyć, o chłopakach, który fajny i czy jakiś  pojawił się w waszym życiu względnie u waszych  znajomych. Pracą zawodową, na pewno nie zajmujcie się, to jest czas waszego odpoczynku. Dziewczyny pochwalą cię za jedzonko i wezmą przepis.

Kolejna wersja, całkiem ciekawego spożycia tej strawy, to  kolacja z tańcem. Ale jakim!! Macie może, małą rocznicę; poznania, ślubu, noc bez dzieci.. . Usmaż tego kurczaka, przygotuj stół i siebie pachnącą od stóp do głów. Załóż seksowną bieliznę, ale taką, jaką lubisz. I proszę, nie mów, żeś gruba i nic ładnie nie leży. Nie jesteś gruba, tylko apetyczna i znajdziesz coś odpowiedniego. Wybierz się nawet do sex shopu ( też dla ludzi i to dla każdego), miła pani pomoże Ci wybrać, coś zwiewnego, koronkowego, nie skórzanego i dziwkarskiego. Ja udałam się do takiego sklepu, przedtem drepcząc niepewnie. Myślę, raz kozie śmierć! Na prośbę czegoś urokliwego,  miła pani zaczęła zdejmować czarne gorsety, z dodatkiem skóry.. Ja cichutko, że raczej o jakieś koronki mi chodzi i coś lekkiego, na co moja pani, głośno stwierdza, ” A! rozumiem , nie takie dziwkarskie!!, ależ zapamiętałam to i uśmiałam . Zawsze mile to wspominam. O tej czarnej haleczce napiszę wam kiedyś, do czego, a raczej dla kogo kupiłam i dla kogo użyłam.

Wraca miłość. Może być i podstarzała, ale wasza i w każdym wieku można cieszyć się życiem. Jego nozdrza już połaskotane apetycznymi zapachami z kuchni, chłop wie, że zje i to dobrze!  Zapal świeczkę, złóżcie sobie życzenia z ciepłym (na razie!) pocałunkiem. Pozwól mu zjeść co nieco i kiedy sięgnie po sok, a może lampkę wina, rozsiądzie się wygodnie w fotelu, szepnij do uszka jego, że czeka go kolejna uczta. Tym razem dla oczu. Prezent dla niego od ciebie. Nastaw wcześniej przygotowany utwór, przy jakim chcesz mu zatańczyć. Ja preferuję taki, co początek ma wolny, spokojny, romantyczny. Mogę powoli sunąć dłonie po moim ciele, głaszcząc ramiona i bioderka, jedno i drugie. Wsuwam, paluszki, ale tylko lekko za majteczki, odsłaniając uroczy kolec biodrowy.., a później radość istnienia z energią. Podskakuję, jak potrafię, tak zwane „ubijanie kapusty”, kręcę pupą i biodrami. Ręce w górze wiją się i plotą, a on patrzy i podziwia, myśląc, „to moja kobieta, ileż zapału w to wkłada,  widać jej szczęście”. Ona szczęśliwa, to i on szczęśliwy, wie, że ma udział w jej radowaniu się życiem. Końcówka romantyczno-figlarna, teraz dłonie wasze mogą wędrować nawet na pupcię, słodką i uroczą. Jakie majteczki warto założyć? Taki wybór ze złotego środka, czyli figi typu”tanga”. Zniewalające i jednocześnie wygodne. To coś pomiędzy pełnymi a stringami. Każda pupa wygląd w nich zgrabnie. Jeśli wolisz dużo energii, może być Alvaro Soler i  „Sofia”. Kilka dni wcześniej poćwicz taniec przed lustrem, kiedy po domu plącze się tylko kot. I pamiętaj, jesteś mistrzynią tańca, gracji! Musisz odważnie patrzeć mu w oczy, pomyśl, że masz nad nim władzę. Nad nim i nad każdym mężczyzną. Tu potrzebna jest twoja determinacja. Zrobię to, jego i siebie zaskoczę, że potrafię i taką kobietą być! Niech wie, żem skarb nieoceniony, który rutynę  z nudą skutecznie przegoni. „Tak, to moja kochana żonsia”, pomyśli. A co dalej zrobi? Powiem tylko, OCH!! Szczęśliwe łóżko na którym, to się dzieje. Tak mało, tego szczęścia mamy. A życie jedno!

To nie złem jest, cieszyć się, nie krzywdząc.

Reklamy

Kryzys jest szansą

Każde pokolenie narzeka na swoje czasy. Jakie trudne, niebezpieczne, ciężkie.. Obecnie też mamy pełno zagrożeń i licznych bodźców, nie ułatwiających nam podejmowania słusznych decyzji.. W pisaninie dzisiejszego dnia, zresztą Dnia Urodzin moich,  chciałabym skupić się na stracie i szansie w związku z kryzysem. Miłość, praca, nasz dobytek; mieszkania, samochody..  To dla ludzi ma wartość i daje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia.  Każdy z was przeżył już niejedną stratę i ma z tym związane jakieś uczucia. Boimy się zmian i czasem wolimy siedzieć w swoim bajorku,  znanym, przewidywalnym, aniżeli wyjść, otrzepać się i.. . I co dalej?  Brak wiary w siebie, swoje możliwości, strach przed nowym.. . Jeśli wierzysz, że coś możesz lub wręcz przeciwnie – myślisz, że nie dasz rady – za każdym razem masz rację! Twoje myślenie wpływa bowiem na to, jak działasz i na ile masz otwarte oczy na możliwości, które są dokoła. Los płata nam figle funduje jakiś kryzys, który zmusza nas do działania lub upadku.  Człowiek pełen obaw , rezygnuje z działania i popada w marazm. Choć nawet, jak leżysz na łopatkach, zawsze możesz wstać. Warto spojrzeć na siebie w sposób doceniający na nie jak to mamy w zwyczaju, oceniający.

                                             

Ja od 100 lat uczę w tej samej szkole (boję się zmian).  Szkoła, rodzina. To był mój świat. Zresztą piękny! W jednym i drugim miejscu bardzo ułożona, robiłam, co należy, czego życie wymaga. Jednak przyszedł czas, kiedy odchowałam dzieci, (nadal uczę) zajęłam się bardziej sobą i wyszłam ze swojej skorupki do ludzi. Zostałam zaakceptowana, często dusza towarzystwa ( nie wiedziałam, że tak potrafię) i to też zaczęło dawać  mi szczęście. Nabrałam apetytu na nowe, nieznane. Wziąć byka za rogi.., co z tego wyniknie. Wyuczyłam się drugiego fachu, który po miłości do malutkich dzieci w szkole jest radością i ekscytacją. Dodatkowe pieniądze,satysfakcja, spotkania z ludźmi, nowe, kolejne miejsce pracy.  Ale przedtem musiałam i chciałam zmienić coś w swojej głowie. Nie tylko usłyszałam całą sobą, ale i poczułam ją. Taką zwyczajną prawdę. Życie jest jedno i jeśli sama nic nie zrobię ze swoim losem, gotowe nie zajedzie pod nos. Nie wyciągnę dłoni, nie spróbuję sięgnąć, po swoje marzenia, po coś nowego… Zostanę ze swoim małym tchórzostwem.  Więc poszłam uczyć się z „długonogimi laskami”, uroczymi studentkami, nowych umiejętności, które zainteresowały mnie podczas pobytu mojego dziecka w szpitalu.  Pomoc ludziom schorowanym swoim dotykiem. Sumienna uczennica, zdałam celująco. Czas na składanie cv. Przecież nie uczyłam się nowego fachu, dla samej nauki. Sztuka dla sztuki, o nie. Schować do szuflady mój dyplomik i nie podjąć wyzwania, dlaczego? Kolejny krok, praktyki, nowi ludzie, miejsca.  Z lekkim strachem na ramieniu, na początku, a później wir radości i uśmiechu, kiedy poczujesz, że to, jest TO. Uwierz w siebie! Ja mogłam, to i Ty poradzisz!  Byłam najbardziej cichą, potulną myszką (nowi ludzie nie wierzą).

                                                              

Chcę się z wami podzielić ostatnio powtarzającymi się obserwacjami. Ten, kto doznał straty ( pracy, partnera, mieszkania..) i myśli, że pójdzie na dno, wypływa i to na szerokie wody ( nie mówię o stracie dziecka, bo to może być końcem świata).  Pewnie nie zawsze, ale często właśnie tak jest. I to, co wydaje się tak straszne jest szansą na zmianę i  lepsze jutro.   Życie może być piękne. Tak wiele zależy od nas.

Chińskie słowo „kryzys” składa się z dwóch znaków. Pierwszy oznacza niebezpieczeństwo, a drugi szansę. Nasze kryzysy, czy to małżeńskie, zawodowe.., kryją w sobie niebezpieczeństwo, gdyż pewność, nawyki, potrzeby są zagrożone. Niestety, czy chcemy tego, czy nie, kryzys to nieodłączna część naszego życia. Większość z nas paraliżuje, obezwładnia na jakiś czas. Tracimy grunt pod nogami, a poczucie bezpieczeństwa zdecydowanie maleje lub staje się prawie zerowe, w zależności, czy mamy bliskich i ich wsparcie, czy jesteśmy sami, jak kołek w płocie. Nasze życie dotychczas ułożone lepiej lub gorzej, ale ułożone, może lec w gruzach. Buduj, nieustannie buduj, nowe nie znaczy gorsze. Świeże, na początku obce,  z czasem może zachwycające. Oswoisz je i będzie Twoje. Wejdź  na nową drogę.  Nie uwierzysz, często lepszą! Wszystko zależy od naszej postawy. Wiem boicie się tego, co nieznane. Ja też. Cóż nie mamy wyjścia musimy iść do przodu. Stagnacja nie służy w tym wypadku, ruch tak. Nie stój w miejscu. Możesz tylko chwilę, dając sobie czas na smutek, rwanie włosów z głowy, choć nie za wiele. Kobieta łysa o zgrozo, nie rób  tego sobie. Po prostu nie warto. Ten, kto zrobił nam biedę nie jest tego wart.  Zbudź w sobie siły, znajdź motywację, stań w „pozycji zwycięzcy”, i na głos powiedz sobie i światu, ” Jak nie ja, to kto sobie z tym poradzi”!  Obmyśl plan działania i do boju! Nawet, jak w duszy przewija się nutka strachu o nasze jestestwo. Przeganiaj ją. Straciłaś bezpieczną dotychczas i nieruchomą przestrzeń. Wchodzisz na nową. Masz szansę nie tylko wyjść z kryzysu, ale i polepszyć sobie warunki. To wydaje się absurdalne, ale nie musi. Szansa kryje się w zagrażającym nam niebezpieczeństwie.

” Pluń na wszystko co minęło, na własną boleść i na cudzą nikczemność. Wybierz sobie cel i zacznij nowe życie” ( B.Prus ” Lalka”).

Znalazłaś/eś się na zakręcie. To bardzo dobre miejsce. Coś zostaje w tyle, a przed Tobą, nowa, otwarta droga. Wyrusz w nią, nie ociągaj się i nie zabieraj całego bagażu bólu, złości, lęków. Zapakuj odwagę!  Strata partnera, to nie tyle ból, co on zrobił, ale że zachował się inaczej niż oczekiwałaś. Zrobiłabyś dla niego wszystko, a twoja wyrozumiałość nie miała końca. Odpowiedz sobie sama, czy nie czułaś się w niewoli miłości, która wcale nie była szczęśliwa? Pewna Ola,  (bratanica) piękna, mądra.. 12 lat była w związku, który niszczył, niewiele zyskała. Dzieciątka, o którym marzyła, też jej nie dał, bo jemu nie po drodze  z takim ” bagażem”. Teraz jest z innym mężczyzną, szczęśliwą żoną i matką. Zmiana wyszła na dobre. Przecierpiała tyle i ile czuła, ze potrzebuje i poszła. I to wysoko. A mogła zostać w miejscu i płakać do dziś. Dała sobie szansę. Brawo Olu!!  A Ty zrób tak samo, jeśli jesteś na zakręcie, bo Twój kryzys jest szansą!  On/ ona dała ci wolność. Od Ciebie zależy, co zrobisz z tą wolnością.  Głowa do góry! A tam słonko!

                                                       

Pewna Karolina, kobieta niezwykle dzielna. Życie w niejedno doświadczenie ją ubrało. Pracowała na poczcie. Nie lubiła tej pracy.  Praca sama może nie byłaby taka zła, gdyby nie kierownictwo, które wyjątkowo czuje, że ma władzę nad tobą i robi  nowe piramidy wyzwań dla pracownika, wymyślając coraz to „nowe udogodnienia”, plany, zadania.. .  Biedna sprzedaje już mydło i powidło. Musi, od tego  wiele zależy, a grożący palec pani naczelnik wciąż wisi nad niejednym pracownikiem. Może nie zawsze, ale często ze strachem, wchodziła do urzędu. Niejeden dzień jej i koleżanki okupiony był stresem. A do emerytury daleko. Po latach męki, bo tak to trzeba nazwać. Wymagania coraz większe, pieniądze proporcjonalnie mniejsze, a kierownictwo straszy i straszy ” jak nie wyrobicie… po premii”. Karolina nie w ciemię bita, tupnęła nogą mówiąc ” basta”. I zrobiła kurs prawa jazdy. Nie poprzestała na osobówkach, tiry jej się zamarzyły. Zrobiła, zawstydziła niejednego chłopa. Gorąca, uśmiechnięta czterdziestka pomyka po autostradach i bezdrożach Europy. Nadal  jestem pod wrażeniem! Brawo dzielna dziewczyno!  Zagrałaś swojemu kryzysowi na nosie. Szerokości na drogach życzymy!

                                                      

Jej koleżanka Aneczka, wytrzymała jeszcze kilka lat mordęgi w tym urzędzie i uciekła, gdzie pieprz rośnie. Siedzi w innym biurze, za innym biurkiem, bez stresu, że czegoś komuś nie wcisnęła, w miłej adoracji starszych panów, wędkarzy i przy kawie, kawałach, wypełniając rubryczki mija jej bezstresowy czas pracy. Żałuje tylko, że tak późno sięgnęła po lepsze.  Brawo Aniu, zrobiłaś to kilka lat przed emeryturą, ale zrobiłaś! Jesteśmy dumni z Was dziewczyny!

Pewna Kasia, pracowała ze mną w szkole. Rwała włosy, kiedy zwolniono ją z pracy, Powtarzała, ” ale dlaczego ja”?  Ktoś musiał. Widocznie była najsłabszym ogniwem według dyrekcji. Przepłakała i razem szukałyśmy nowego miejsca. Dla niej, to było straszne (boi się poznawania nowych osób). Zaczęła jeździć tramwajami dość daleko, z przesiadką, ale ja tak jeździłam całe życie (teraz sięgnęłam po prawo jazdy) i dałam radę, a ona młoda, dlaczego miałaby sobie nie poradzić z takim trudem. A tam w progu szkoły, dyrekcja życzliwa, nie znając jeszcze swojego pracownika od razu wykłada listę, jak pomóc nowemu. Daje opiekuna, przewodnika po nieznanym, zapisuje na staż zawodowy.., który po 3 latach Katarzyna zdaje na piątkę i dumna odbiera mianowanie, z rąk  prezydenta. Taka szczęśliwa! Zostając w poprzednim miejscu pracy nie awansowałaby, nie rozwijała, bo nie wierzono w nią. Ona sama w siebie też nie. Jesteś na takim zakręcie, boisz się, to normalne, ale będzie dobrze, a nawet może być lepiej.

A może uprzedź kryzys i kiedy wiesz, że coś jest dla ciebie szkodliwe, po prostu podejmij decyzję, że przestajesz to robić. Usiądź, jak ten paw wysoko i popatrz na wszystko z góry, rozłóż skrzydła zakołuj  jeszcze nad starym, pochowaj głęboko i ..,  gdzie lecisz w górę, czy dół, w lewo, czy prawo, na łąki zielone, czy rabatki kwieciste.

Powodzenia! Polecam fajną lekturę Regina Brett ” Bóg nigdy nie mruga”, to 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

„Czekoladowiec z daktylami”

       Warto go zrobić! 

Zwłaszcza, jak lubisz daktyle, słodycze z posmakiem alkoholu i nie lubisz włączać piekarnika i sprawdzać, upiekł się, czy nie? Grzebać patyczkiem i w końcu podpiec za mocno brzegi. Nie piję alkoholu, ale w słodyczach lubię go. Ostatnio jestem fanką daktyli, a czekoladę uwielbiam zanim zaczęłam stawiać pierwsze kroczki. To powód stworzenia tego deseru. Mam nadzieję, że Wam też posmakuje. I zupełnie nie jest trudny w wykonaniu, tylko trzeba pamiętać o zalaniu daktyli alkoholem i odstawieniu na noc.  Powodzenia!                                             

Składniki

3/4 kostki masła, 30 dag herbatników czekoladowych, 25 dag daktyli,  pół szklanki wódki, twarożek naturalny, delikatny President 350 g,  serek Mascarpone 250 g, 450ml.śmietanki kremówki, 1/2 szkl. cukru pudru,  1 ” Śnieżkę” (bitą śmietanę w proszku), 2 łyżki kakao, tyle samo żelatyny,  półtorej tabliczki gorzkiej czekolady, 2 kieliszki likieru Tiramisu lub Baileys (lub inny podobny, jaki macie w domu)

Dzień wcześniej na noc wrzuć do miseczki, czy słoika daktyle ( kupiłam najtaniej w Intermarche), możesz je przekroić na pół (łatwiej później w dzieleniu ciasta), kilka zostaw całych i zalej wódką i 1 kieliszkiem likieru. Odstaw do lodówki.  Następnego dnia masło roztop w rondelku, herbatniki (kupiłam w biedronce są takie po 25 dag, więc z drugiej paczki dorzuciłam trochę) wrzuć do podwójnego woreczka i rozgnieć wałkiem. Przerzuć do miski i zalej masłem, wyrób dłonią. Na blaszce rozpinanej tortownicy wyłożonej na dnie sreberkiem rozłóż herbatniki, daktyle odsączone z alkoholu ( choć one większość „wypiją” wchłoną, dociśnij łyżką. Odstaw do zimnego (lodówka, czy za okno zimą)  do godziny. Twarożek, serek, cukier puder, kakao, kieliszek likieru zmiksuj, wlej roztopioną trochę ostudzoną czekoladę, zmiksuj ponownie. Teraz ubij śmietanę kremówkę ( ja kupuję dwa opakowania te po 330 ml takie mam w Biedronce, wlewam półtora opakowania, resztę zużyję np.do sosu czy zupy) ze ” Śnieżką”. Ubitą przelej do masy czekoladowej, połącz delikatnie. Rozpuść w maleńkiej ilości gorącej wody  2 pełne łyżki żelatyny, dobrze rozmieszaj, rób to cierpliwie, bo inaczej będziesz miała skrzepy żelatyny w piance czekoladowej, wlej do masy śmietankowo-czekoladowej, rozmieszaj. Wylej na ciasto z daktylami. Nożykiem naskrob wiórków czekolady z zamrażalnika. U mnie zawsze się tam taka plącze. Posyp deser. Nakryj folią aluminiową i wstaw na noc do lodówki.

Następnego dnia rozkoszujcie swoje podniebienie. Ta słodycz jest naprawdę pyszna. Do tego dobra gorzka herbatka np.jaśminowa Earl-grey. I uczta we dwoje, czy troje, a nawet samotnie gotowa. Sama też możesz się rozpieszczać i czynić sobie dobrze. Zasługujesz na to!

„Ocalić od zapomnienia”

Nasze dzieci, to nasze POCIECHY.  Maleńkie, a największe DARY Z NIEBA. Będąc młodą mamą, często jesteśmy przejęte nową rolą, czytamy literaturę, zgłębiamy tajniki wiedzy, jak przewijać, jak karmić piersią, co czynić, gdy kolka maleństwu dokucza lub dziecko ząbkuje i… .  Pytamy nasze mamy, babcie same bieżą z pomocą wszelaką. I dobrze. Szkoda tylko, że w tym wszystkim, jak już pojawi się na świecie Skarb, często za mało mamy cierpliwości i po pierwszych miesiącach intensywnej opieki brakuje nam mądrości zatrzymywania się w zwykłych, aczkolwiek najpiękniejszych chwilach. Niepotrzebnie wpadamy w złość, czy zniecierpliwienie, gdzie można było obejść się bez tego. Na przykład, dźwigasz siatki z zakupami, Twój mały synek może niespełna 2-letni pyrga przy Tobie, starając się pomóc. Dumny niesie pojemnik swojego jogurtu, małe potknięcie jogurcik na chodniku i ubranku pociechy. On w płacz i to pewnie nie z powodu bólu nóżki, lecz że nie podołał zadaniu. Pamiętaj, nie złość się, nigdy nie mów, że nic nie potrafi, tylko przytul, i uspokój słowami, że nic się nie stało, pyszność kupimy nową, sweterek wypierzemy, a te resztki ze ścieżki, przyjdzie kotek i zliże, pewnie się ucieszy. Zostaw w jego głowie dobry ślad, nie początek niewiary w siebie.

Zapisuj powiedzonka Skarba, które ujęły Cię wyjątkowo i chcesz ocalić je od zapomnienia. Nie musi to być specjalny album. Możesz kupić zwykły zeszyt 32 kartkowy bez linii, obłożyć papierem pakowym i naskrobać piękne imię Twojej pociechy z dodatkiem ” Ocalić od zapomnienia”. Wpisywać tam fajne zdarzenia, powiedzonka, ważne daty, rozmowy z dzieckiem, jego przeżycia, rysunki można wklejać, bo jak zbieramy do osobnej teczki, nie zawsze przetrwa w zawierusze przeprowadzek, czy innych zdarzeń. Choć kilka tam wklej. Wpisz imiona kolegów z podwórka, przedszkola, jego ulubionych bohaterów z bajek.. .  Na starość będzie, jak znalazł. Ja już się tym rozkoszuję i dziękuję, że zostałam obdarzona Cudem, jakim jest Dziecko! ( i to trójką). Dla niejednej najpiękniejszy okres w jej życiu, choć uświadomiony wiele lat później.

Podam Wam kilka przykładów zabawnych powiedzonek z mego notatnika.

Mój kochany synek, mając 4 latka mówi o swojej rodzinie i każdego porównuje do jakiejś części ciał. ” Tata jest głowa, bo dużo myśli, mama serce, bo wszystkich kocha, Kona (siostra) to noga, bo dużo chodzi, a ja jestem brzuch, bo dużo jem”.

Moja starsza Córeńka, Gwiazdka z nieba ( 4, 2 latka) patrzy mi w oczy, kiedy zapinam maleńkie guziczki jej sukieneczki, a ona obejmuje mnie, mocno ściska i ponownie patrzy w oczy i z taką mocą mówi ” kocham cię jak niebo , jak ogień, jak piekło, jak więzienie”.

Mój najmłodszy Okruszek ( 5 lat) rysuje wiejskie podwórko, a znała takie z wyjazdów do babci, na wychodek z serduszkiem w drzwiach mówi, ” a to odchodek”, pytam dlaczego, tak nazwała ten domek, ” bo tam są odchody”. No tak, logiczne, myślę.

 Wczoraj i przedwczoraj swoje święto obchodziły babcie i dziadkowie. Oni mają wiele cierpliwości i rozpieszczają nasze pociechy. Ja chcę podziękować mojej mamie, babci moich pociech, zajmowała się nimi i bardzo mi pomagała, przez wiele lat. To bezcenna pomoc. Jeszcze dziś wspominają omlety babci Lodzi.

Dziękujemy wszystkim babciom i dziadkom, którzy na długo zostają w pamięci swoich wnucząt. A tu wierszyk, może mały wnuczek powie.

” Niech babunia i dziadunio, tak nam długo żyją, póki komar i mucha morza nie wypiją.

A, Ty mucho, ty komarze pijcie wodę powoli, niech babunia z dziaduniem nażyją się do woli”.

” Słoneczko z jajka” na śniadanie.

       Moje, nasze śniadanko

To proste i tanie jadło. Jajka usmażone inaczej. Na rozgrzaną patelnię z olejem kładę 2 kromki krojone ukośnie bułki wrocławskiej, z której wyjęłam środek miękkiego pieczywa. Obsmażam takie dwa krążki na rumiano, przekładam na drugą stronę i wbijam do pustego środka po jajku uważając, aby nie rozlało się żółtko. Lekko posolę i nakrywam pokrywką. Za chwilę będzie gotowe, bo żółtko powinno pozostać lejące, a bułeczka dookoła chrupiąca i ścięte białko..

Widelec, nóż, gorąca herbatka z cytryną i oczywiście miłe towarzystwo, jeśli to możliwe, a jak nie, zjecie sami ze smakiem, słuchając porannych wiadomości w tle lub radosnej muzyczki o poranku. Też dobrze, przecież lubicie swoje towarzystwo! Przed wyjściem w świat. Wierzmy piękny świat. Małe psiknięcie ulubionych perfum. Całus kotka w główkę, jak go macie i wesołe rzucenie „do zobaczenia kochanie” (oczywiście kochanemu kotkowi i jak widzicie warto, go mieć).  Radość w sercu, wdzięczność z ciepłem w duszy za to, że gościmy tu na ziemi, dobre okulary, przez które zobaczymy wszystko, ale z poświatą różu, nie czerni i szarości. I gotowi ruszamy do ludzi. Powodzenia, kochani!!

” Bacówka” cz.1- wstęp do erotyku

                                                                              
Apetyt na seks lub jego brak, to jeden z elementów mojego, twojego „ja”( często zależny od hormonów). Testosteron, mimo że nazwany, „męskim hormonem”, organizm kobiety też go produkuje. Obu płciom jest potrzebny. U mężczyzn wytwarzają go jądra, zaś u kobiet – jajniki. U naszych facetów hormon ten decyduje o sprawności układu płciowego, zapewnia dopływ energii i ochotę na seks.. Nadmiar może decydować o skłonności do przemocy. U kobiet hormon ten daje życiowy napęd. Gdy mamy go za mało stajemy się apatyczne i  nie pociąga nas seks.
Niejeden, niejedna z was czyta moje wpisy i myśli sobie, cóż za opętana baba. Nawet podając przepisy kulinarne chce przemycić „wirusa”, aby czytelnik zaraził się chcicą i miał przyjemność  częstego obcowania ze swoją niewiastą, ze swoim „macho”. Czy tej kobiecie zawsze się chce? Nie, ale  często.  I na pewno ma w  sobie tyle testosteronu, że prawie wszystko kojarzy się z seksem, intymnością, czułością.. . Na przykład jestem w „warzywniaku”, sprzedawca waży mi poproszone pieczarki i jedną ostrą chilli. Widzę, że wkłada papryczkę do pieczarek. Podaje towar i mówi,- ” wsadziłem pani do środka”. Na co ja- ” prawidłowo, jak to prawdziwy mężczyzna”. I tu następuje konsternacja, uśmiech. Układam zakupy w torbie, a uroczy sprzedawca już obsługuję starszą panią, która nie wie, wziąć mandarynki; większe, czy mniejsze. Pyta, jaka jest różnica. On odpowiada, „w wielkości”, na co ja, – „a wielkość ma znaczenie”.  Teraz już nie uśmiech tylko zawadiacki wzrok i prośba, „a mogłaby pani rozwinąć temat”? Wychodząc  mówię,  „następnym razem”, przecież nie chcę nikogo zgorszyć.  Wam powiem, nie koniecznie ma być długi, lepszy krótszy a gruby. Tak, abyś czuła, że ociera Twoje ścianki.. .   W wielu codziennych sytuacjach upatruję waszej  szansy i możliwości znalezienia się w objęciach pożądanej osoby.  Jest tylllee zrządzeń los, które marnujemy!
Jedna z nas rodzi się „zimną rybą”, druga zmaga się z nadmiarem apetytu, wyobraźni erotycznej i wszechogarniającej chcicy. Nie ma łatwo żadna z nich, jeśli znajdzie się w niesprzyjających warunkach. Mężczyzna woli tę gorącą, to normalne. Chyba, że sam jest obdarzony resztkami testosteronu, to szuka tego pierwszego egzemplarza. I biedna ta, której buzuje krew, wariują hormony, a ona ciągle tylko z wyobraźnią. Samotna z kotem lub facetem, któremu chce się raz na pół roku.  Dlatego fajnie jest dobrać się podobnymi temperamentami i potrzebami w łóżku. Wtedy „łóżko” mamy z głowy, trzeba zadbać o resztę nie mniej ważną. Rozmowa. Kolejny filar w związku. Czy lubimy i potrafimy ze sobą rozmawiać, mamy podobne poglądy, patrzenie na świat.., tematów nie brakuje nam do rozmów. Tak seks i rozmowa to filary związku.  Póki „tańcujemy” pod kocykiem i rozmawiamy przy stole, jest dobrze. Zaznaczam, mogę się mylić, to tylko wnioski z moich doświadczeń.
A teraz małe opowiadanko, może być podłożem do fajnego erotyku ( taka historia nie miała miejsca w moim życiu. Trzy lata temu miałam jechać sama w góry i zaczęłam fantazjować. Nie pojechałam). Och, co ja mam w tej głowie!! Teraz wy puśćcie wodze wyobraźni, a każdy z nas jakąś ma, w zależności od tego, jakim go stworzono i ukształtowano. To, co sobie dalej po części pierwszej opowiadanka wymyślicie, mówi o tym, jakie są wasze bardzo głęboko skrywane nie tyle marzenia, co uczucia, że tak właśnie może być dobrze i podniecająco. Ja daję wam początek, reszta należy do was. A może, ktoś pokusi się pociągnąć historię dalej?
    ” BACÓWKA” część 1
Góry. Polskie góry.
Nie znam ich smaku, ani zapachu. Anka wciąż powtarza, ” jedź, dopiero tam nabierzesz sił i migrenę wyleczysz. No może nie na zawsze…”.
Cóż, jadę.  Ania zorganizowała mi pobyt u zaprzyjaźnionej gaździny, nic tylko ruszać w drogę. ” Miastowa”, polecona przez Ankę, stałą bywalczynię południa Polski. 
Starszy pan, ale całkiem krzepki pomaga mi z walizką, choć nie prosiłam go o to. Lubię radzić sobie sama. Bryczka zaprzęgnięta w dwa konie pomyka wśród wijącej się jak serpentyna drodze. ” Bacówka”, bo tak zwą to miejsce odpoczynku i relaksu dla niejednego z polskich miast. Dla tych, którzy szukają spokoju,wytchnienia, czasem natchnienia, ładnych widoków, sportowych zapędów, a nawet leku na babską przypadłość, migrenę.
Zjadłam proste, ale bardzo smaczne śniadanie, kromkę bułki wrocławskiej z wydrążonym miąższem i jajkiem sadzonym w środku. Pycha! Rozlokowano mnie w pokoiku na poddaszu, tuż obok pokoju tego sławnego, ludowego terapeuty, starszego syna właściciela. Młodszy, uroczy, wesoły chłopak od razu zaproponował swoje towarzystwo w spacerach na górską, podobno bardzo urokliwą polanę. Wieczorem, przy kolacji poznałam ” lekarza babskich głów”. Starszy syn właściciela, mruk, jakich mało, posępny, postawny, barczysty mężczyzna. Jego brwi zwracają uwagę, są bardzo ciemne, krzaczaste, a pod nimi oczy czarne, błyszczące, patrzące chłodno. Próbuję kleić rozmowę i opowiadam o Ani, o tym jak go wychwalała za wyjątkowy masaż. Burknął coś pod nosem, że przecież nie miał przyjemności jej pomóc i pewnie powtarza to, co usłyszała od innych.
Myślę, o nie chyba wolę leczyć tę migrenę górskimi widokami, zimną wodą z potoku i świeżym powietrzem. Mijają dni, a każdego odkrywam coraz to ładniejsze miejsca. Często na wyprawy wędruję z młodszym synem gazdy.
Właśnie wróciliśmy, jest piękny wieczór, niebo usiane gwiazdami, na schodach siedzi i pali fajkę Tomasz, już nie wiem, czy taki sławny znachor niewieścich bóli. Sucho, choć zdecydowanie milej rzekł, „mam czas, może zrobimy masaż, na ten ból głowy, bo leczenie wymaga czasu i powtórek”.
Myślę czemu nie, senna nie jestem. Za godzinkę zapukam. Pytam tylko, jak się przygotować? On na to ” zwyczajnie, paniusia przyjdzie i jak na pierwszy raz to trzeba godzinkę poświęcić”. Wracam i myślę właściwie to nie wiem, co zabrać, strój sportowy, czy… o nie przecież o ból głowy chodzi. Biegnę myć włosy, wolę być pachnąca, choćby nawet zaraz miał je wytłuścić oliwką.Jego pokoik tuż obok, więc w kapciach i szlafroku mogę przemknąć. Ubrałam ładną, ale niefiglarną bieliznę, koszulkę, a duży kąpielowy ręcznik przerzuciłam przez ramię.
Puk, puk…już siedzę na starym, dużym drewnianym łóżku i czekam. Z łazienki słyszę ” proszę się przygotować”. Myślę okej i pytam – ” ale jak?”. – ” Rozebrać i położyć na łóżko”. Dobrze, zdjęłam koszulkę, majtki i stanik, obwiązałam ciasno wielkim ręcznikiem myśląc, jakie to szczęście, że go zabrałam. Teraz dopiero przyszła refleksja, właściwie po co się rozbierać skoro to tylko a może głowa boli, nie całe ciało. Cóż ma trwać godzinę, to może na początek trzeba poruszyć cały organizm.
Położyłam się na plecy, przecież głowę będzie masował i czekam. Wchodzi, cicho mrukliwie mówi, a właściwie burczy – ” widzę woli pani z przodu, nie od tyłu”. Mądry myślę, a skąd ja mam to wiedzieć, jak się ułożyć, a on wydaje mi się taki nieprzyjemny, że strach się za dużo pytać. Informuje mnie, że spotkania należy powtarzać rano i wieczorem, koniecznie minimum kwadrans każde, choć pół godziny lepszy efekt daje tylko to pierwsze będzie dłuższe. W tym celu widzę nastawia budzik na godzinę. Myślę, no ładnie czy będzie bolało, czy nie, trzeba ten czas wytrzymać. Nareszcie słyszę jego głos, mówi całkiem ładnie, zdaje się o tym, że tu w przeciwieństwie do wielkiego miasta, żyje się spokojniej, wolniej, a ludzie życzliwsi, stąd tutejsi uśmiechnięci a miastowym dolega migrena. Cóż styl życia w mieście sprzyja temu… Trzeba wypędzić napięcie skumulowane w moim ciele. Chyba o to mu chodziło. Czuję się trochę nieswojo, ale leżę i czekam…
                                                               

” Kochanie, będę Ci dzisiaj potrzebny..?” Śledziki.

 

Dobrze, jak człowiek potrafi nas jeszcze mile zaskoczyć.  Takich miłych niespodzianek i zdarzeń życzę Wam, na początku tego roku. Zaczyna się nowy czas, kolejny rok w życiu. Postanowień wiele lub choć jedno.  Nie wiem, jak ja to zrobiłam, ale nigdy nie poddałam się trendowi robienia listy postanowień noworocznych. Może nie kojarzyłam tego rozgraniczenia stary i nowy czas i jeśli czułam, że powinnam coś zrobić, coś zacząć, to działałam nie czekając na „start” z wybiciem zegara. Na progu tego roku zatrzymaj się w ciszy, skieruj uwagę na to, co naprawdę ważne, a nie tylko pilne i zabiera nam cenny czas i spokój. Postanawiasz nauczyć się angielskiego, schudnąć, rzucić palenie, wyjechać na wakacje życia, zrobić kolejny kurs doszkalający i prawo jazdy. Nie goń za tym wszystkim. Nie łap dziesięciu srok za ogon. Jak wejdziesz na tę karuzelę zadań, nie będziesz widziała końca i kiedy zejść. Stres, stresem pogania! Są rzeczy ważne i ważniejsze. Wybierz mądrze, nie funduj sobie kolejnej pigułki stresu, pogoni, pilnych terminów.  Odpowiedz sobie, czy to czego chcesz, jest naprawdę Twoją potrzebą, a nie innych. Co  jest Twoim prawdziwym celem! Nie uczynisz tego w biegu i hałasie życia. Zatrzymaj się i posłuchaj, co ci w duszy gra. Zrezygnuj z pragnienia zadowalania wszystkich. Pomyśl o sobie!

W drzwiach nowego roku, spotkały się trzy koleżanki. Ja byłam wśród nich. Zdarzyło się to kilka lat temu, a ja wciąż wracam z uczuciem ciepła do tego spotkania. Wtedy przeżywałam ciężki czas mojego złamania i  przegranej w kolejnym związku. Taka zła i rozgoryczona na głupotę męską, słucham tego, co opowiada Marzenka. I w miarę upływu opowieści nie mogę wyjść z podziwu, jak cudownym i mądrym stworzeniem może być mężczyzna. Chylę czoła przed mężem Marzenki S. To mądry człowiek i nie o wykształceniu tu mówię, bo ono, nie ma tu nic do rzeczy, tylko o mądrości życiowej i wielkiej miłości do kobiety w wieloletnim związku.

Jak to baby opowiadamy o  tym i o tamtym.., o naszych połowach lub ich braku,  jedzeniu, nowych przepisach.  I tu Marzenka powiada, jak  mąż zrobił pyszne śledziki.  Zajadali się nimi przez kilka dni. Z  uśmiechem wspomina, kiedy podszedł do niej w kuchni, objął w pół i szepnął do uszka ” ,,kochanie, będę ci dzisiaj potrzebny w nocy?”, ułamek sekundy jej zastanowienia i stwierdza- ” no nie, wczoraj rozrabialiśmy, to dziś masz wolne! „. Na co mój idol- ” Dobrze kochana, to zjem śledzia” (nie jadł już ich kilka dni, i zatęsknił za swoją dobrą strawą).  Zwyczajny, normalny starszy facet, a jaki mądry. Po prostu mądry, bo nie wiem, jak to inaczej ująć, pod co podciągnąć. Troskę, czułość, dbałość, kulturę, szacunek… Wie, że jak chłop zionie czosnkiem, cebulą, rybą.. to nie sprzyja namiętnym pocałunkom i w ogóle w namiętność nie da się  człowiek wkręcić, bo odór ciągle studzi zapędy. Jestem pełna podziwu dla was wszystkich facetów, którzy dbacie o siebie zanim zabierzecie się do „uprawy” swojego kochanego „Ogródeczka”. My dla was szykując się na randkę (jeśli znamy termin wcześniej), zanim wskoczymy do łóżka: kilka dni przed, złuszczmy martwy naskórek, czyli peeling ciała, depilacja tego i owego a właściwie wszystkiego, nawilżanie balsamami skóry i samoopalaczami, aby być bardziej apetyczną, paznokcie zadbane, pięty wyszorowane, najlepsze perfumy z półeczki, nowe majteczki, haleczki i krokiem dumnej kotki wchodzimy na łoże z naszym ukochanym. A on, ogolony, wyperfumowany i to nie tanią kolońską, co nos wykręca, dłonie czyściutkie, pięty gładziutkie z zapasem prezerwatyw i żelem nawilżającym, a jak trzeba, to i z niebieską pigułką, a jego uśmiech zdobi świeży oddech i już kotka wpija swoje usteczka.. Tu namiętność ma podstawy, ale to zaledwie podstawy podstaw, ale początek jest!

 

A teraz przepis na sławetne śledziki.

  Śledzie w pomidorowym sosie
około 0,5 kg śledzia solonego, namoczyć na noc.
przygotować sos pomidorowy. Pokroić ok 2 cebul w kostkę, podsmażyć na oleju, dodać słoiczek koncentratu pomidorowego i ze 4 łyżki ketchupu, 2 łyżki miodu. pół szklanki wody, cynamon, chilli, pieprz utłuczony,dużą garść rodzynek i orzechów włoskich. Przesmażyć, studzimy. Pokrojonego w 2 cm kawałki śledzia układamy w salaterce czy szerokim słoju i zalewamy zalewą pomidorową na wierzchu dekorujemy pokrojonymi orzechami włoskimi.
Odstawiamy na noc lub dwie do lodówki.
Smacznego!