” Świt” – erotyk

” Świt”
Za oknem bardzo powoli budzi się świat. ” Słowik to, a nie skowronek..”  Śpiewa?
Wtulona w Ciebie, po cudownym nocnym kochaniu. Zmęczona, świadomie staram się przedłużać tę chwilę, ten moment powrotu do rzeczywistości.
Śpisz.  Zmęczony, ciągle nie dosypiasz, a ja radosna, zaspokojona patrzę na mężczyznę, który tak niespodziewanie w moim życiu, daje tylu chwil szczęścia! Nie kradnę ich, Ty mi je darujesz i możesz. Pokochałam siebie, zaakceptowałam moją namiętność, a reszta przyszła sama. A może dałam jej szansę. Uśmiecham się, a w sercu ciepło, gorąco, kiedy wspominam,  godziny przed.. Słowa szeptane.  Wiem, „słowa są, jak dym na wietrze, który ulatuje do nieba”, ale właśnie tu i teraz  wierzę w nie, bo chcę! Dotykam twojej kochanej dłoni, która jeszcze tak niedawno pieściła moje ciało…, usteczkami bardzo delikatnie całuję, sunąc języczkiem w kierunku ramienia. Uśmiechasz się i szepczesz, ” Baaaśka..”. Hm, dasz się wybudzić i rozbudzić? Kładę się golusieńka na Tobie. Przylegam, a może raczej wtapiam, czując błogość z tej bliskości. Rozkoszując się zapachem naszych ciał. Ułożyłam głowę wygodnie na boku i słyszę, bicie Twego serca. Nie! Nie mogę leżeć tak spokojnie, moje ciało domaga się pieszczot.
Dotykasz moich włosów, głaszczesz, wplatasz, a druga dłoń wędruje na plecy. Za taką chwilę szczęścia oddałabym wiele. Podnoszę głowę, oczy Twoje ciągle zamknięte, ten błogi uśmiech nadal gości na ustach. Zaczynam całowanie. Mój język bawi się, tymi twardzielkami.  Lubię lizać Twoje sutki. Też! Znowu słyszę cicho szeptane imię. Ten dźwięk wypełnia czułością cały pokój.
Zsuwam dłoń zdecydowanie niżej niż Twoje ramiona. Zaczynam pieszczotę .. . Mój dotyk i słowa, tego już za wiele, rozchylasz uda, robiąc mi miejsce.  Z powoli rozpalającą się namiętnością, liżę, ocieram, wącham.., a dłonie wplecione w rudo- ogniste włosy leciutko przytrzymują mnie. Słyszę nie szept, ale stanowczo wypowiadane słowa – ” dobrze, rób mi tak”! Patrzysz, jak pieszczę swoje piersi. Kładziesz dłoń .. i masujemy razem.. Miłowania czas poranny.  A taniec trwa i trwa, dopóki nie zobaczymy naszego nieba.
Kochani, życzę Wam takich wspomnień! A zwłaszcza każdej kobiecie, która już tak niewiele oczekiwała od życia, jak ja.
Reklamy

„Smarowidło” na dobry chlebek. I „mazidło” na paluszki- masa solna!

                                                                                                                      Już mamy dość tych kiełbasek, szynek, wędlinek.. .  Może dla odmiany zdrowy rodzaj pasty na grahamkę.  A po śniadanku, coś do zabawy z maluszkiem.

SKŁADNIKI pasty

  1. opakowanie serka feta
  2. małe opakowanie 250 gr serka twarogowego, naturalnego
  3. garstka rukoli ( nie przesadź z ilością)
  4. garść orzechów włoskich uprażonych na suchej patelni
  5. sok z połowy cytryny
  6. 1 łyżka śmietany (opcjonalnie)
  7. odrobina pieprzu, cukru, chlust oliwy

WYKONANIE pasty

Składniki zblendować. Wstawić do lodówki na na kilka godzin. Smarować  smarowidłem bagietkę, czy inne ulubione pieczywo, kiedy znudzi się już wędlinka.

Smacznego o poranku!  Teraz coś dla miłości życia- Maluszka Twojego! Może jesteś młodą mamą, która nie wychodzi do pracy zawodowej, tylko wychowuje maleństwo. A może jesteś babcią, która co sobotę zostaje obdarowana pociechą swojej pociechy. Pomysły, jak i w co się bawić pokończyły się, wykorzystaj może moją radę. Rączki trzeba ćwiczyć. Plastelina, masa solna, wydzieranki z kawałeczków papieru, kuleczki z bibułki, wycinanie, rysowanie, malowanie pędzlem i palcami, wszystko to ćwiczy motorykę małą, tak pomocną w sztuce pisania.

Coś dla maluszka i mamy, babci.. . Lepienie z masy solnej.

Ćwiczy wyobraźnię, pracę rąk i wymowę. Polecam dla smyka od 2 roku życia.

Przepis na masę solną: Wymieszaj w misce szklankę mąki i szklankę soli. Powoli dolewaj wodę około pół szklanki mieszając dłonią do momentu, gdy powstanie jednolita masa.  Na początku jest miękka, jak plastelinka i to rozgrzana, ulepisz niejedno cudeńko później stwardnieje, pomalujesz farbami. W trakcie zabawy rozmawiaj z dzieckiem. Dziecko na początku najchętniej robi węże i kuleczki. Próbujcie tak je składać, aby wyszły zwierzaczki, przedmioty lub wymyślanki. Ćwiczcie wyobraźnię naszej pociechy.

„Pierś indyka po francusku”. Subtelny bilans.

     

Składniki:

  • pierś indyka – można kurczaka, czy schab, ale indyk zdecydowanie wygrywa,ok.1,2 kg
  • śmietana 18% – duży pojemnik (dla odchudzających jogurt)
  • zupki cebulowe „Gorący kubek” – 2 szt.
  • ser żółty ok. 25 dag
  • ole,j kilka łyżek
  • tymianek, sól, pieprz
  • trochę wody do podlania (ok. 3,4 szklanki)
  • Wykonanie

Na rozgrzanej patelni, obsmaż cały kawałek mięsa, tylko aby ściąć białko, zamknąć pory, a sok nie sączył się. Zrób to na rozgrzanym oleju i podsmaż z jednej i drugiej strony. Przełóż do żaroodpornego naczynia, posól, posyp tymiankiem i pieprzem. Podlej wodą, przykryj i piecz ok. pół godziny( trochę dłużej przy schabie). Rozmieszaj 2 torebeczki cebulowej (raz nie miałam i użyłam sosu w proszku 4 sery, też wyszło smaczne) w pojemniku śmietany (może być jogurt) i wlej do formy na pieczeń. Przykryj i dalej piecz ok 20 min. Teraz zdejmij pokrywę, posyp startym żółtym serem i bez pokrywy piecz jeszcze około kwadransa. Serek w sosie zagęści go a na mięsie powstanie chrupiąca skorupka. Ugotuj ziemniaczki (lub ryż jeśli wolisz, ja preferuję do tego sosu ziemniaczki, jak masz miejsce w formie obok mięsa, tam też kilka przekrojonych na pół możesz wrzucić), mięso wyłóż na deskę, pokrój w grube plastry, na talerzu ułóż ziemniaczki,polej sosem  to rozkosz i obok plaster mięsa, czy dwa,  jeśli mężczyzna większych gabarytów (wtedy ziemniaczków daj mu tyle, co kot napłakał, ale daj, niech nacieszy podniebienie), posyp natką pietruszki, jak masz i dalejże do jedzenia!

Tak zaspokojeni, objedzeni, bo tego nie sposób zjeść oszczędnie, odpocznijcie na kanapie.  Może właśnie teraz (a nie w czasie już aktu miłowania) jest czas porozmawiać o waszym łóżku, pochwalić partnera, jak dobrze robi, to czy tamto. Co chcielibyście zmienić, czego spróbować, może czego nie robić, bo już nudnawe i przewidywalne.  Leżąc na jego ramieniu pod kocykiem, zgłębiajcie wzajemnie swoje marzenia erotyczne. Poznając je, nie zobowiązuje was do wypełnienia wszystkich, to zależy od ciężaru gatunkowego tychże marzenia. Zamarzy sobie chłop „trójkąt” z Tobą i z mocno opaloną dziewczyną ( bo wątpię, żeby z mocno opalonym facetem), odpowiedz ” trudno kochanie, nadal pozostanie to w sferze marzeń, bo wiem, że to odbije się czkawką na naszym związku, a tego przecież nie chcemy”. Te możliwe do realizacji, np.miłowanie w stogu siana, czy na plaży, albo w innej pozycji niż zwykle (może „na pagony”) postanówcie w najbliższym czasie wykonać i kto wie, czy zaraz nie nastąpi to wykonywanie.

Może podziękujcie sobie za lata już minione. Zróbcie wzajemnie małą ewaluację partnera, subtelnego bilansu. Przypomnijcie jego zalety i wady, straty i zyski. Zalety podkreślaj, a cichym głosikiem, figlarnie upomnij za wady, ale nie pokłóćcie się, nie po to, to robicie, wręcz odwrotnie. Druga strona ma zrozumieć, iż pomimo trudu życia w związku, z nią było prościej i łatwiej, bo jesteście z tej samej półeczki, co partner/ka. Kobieto, doceń swojego mężczyznę, zwłaszcza który ma już swoje lata i nie zawsze staje na wysokości zadania, ale za to, jak wyjątkowo i namiętnie całuje i wie, do czego jeszcze może służyć język. Zbliżają się Walentynki, może róż nie potrzebujecie, bo od bukietów cenicie bardziej spokój życia z nim, bezpieczeństwo, jego cierpliwość, wsparcie i uważne wysłuchanie, kiedy wracacie po kiepskim dniu pracy. Ale koszyczek komplementów, potrzebujecie, oj, tak! Mężczyzno, powiedz jej, że łatwiej było przeżyć wiele lat razem, bo jest mądrym człowiekiem, nie chodzi od rana zła, jak osa, bo nie wyspana. Stara się patrzeć optymistycznie na różne wasze sprawy i nie krytykuje na każdym kroku. Darzy cię zawsze dużą dozę zaufania, że załatwisz każdą sprawę. Przez te lata zawsze czułeś, że w jej oczach  byłeś i jesteś KIMŚ ! (to są przykłady cnót partnerki, znajdziesz te lub inne u swojej). Poruszając taki temat, dajecie sygnał, że widzicie,te wielkie i małe umiejętności swojej kochanej osoby.

Pewna dziewczynka powiedziała, jakże celnie, że miłość jest wtedy, kiedy mama robi tacie kawę i zawsze upija troszeczkę, żeby sprawdzić, czy jest dobra.

Pewien chłopiec powiedział, że miłość jest wtedy, kiedy pomagasz komuś płakać, gdy jest mu źle. Czyli, że jesteś z nim, gdy świat się wali, a nie wtedy, gdy zakochani otwieracie szampana.

Przytulając się, posłuchajcie piosenki zespołu Happysad: ” Miłość, to nie pluszowy miś ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty(…) Bo miłość to żaden film w żadnym kinie. Ani róże, ani całusy małe, duże. Ale miłość- kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”. Czyli te Walentynki, okej!  Fajnie, ale już nie są istotą relacji. To mój punkt widzenia, a jestem kobietą dojrzałą. Ale i mnie dojrzałą można wziąć na lep, czyli upominek, komplement bez udziwnień..

” Kurczak w sosie słodko-kwaśnym”. Kolacja z erotycznym tańcem.

                                                                                                            Składniki:

  • podwójny filet piersi z kurczaka,
  • 4 łyżki octu, najlepiej 6%,
  • tyle samo cukru,
  • 6 łyżek ketchupu,
  • 4-6 plastrów ananasa z puszki,

sól, pieprz, olej do smażenia.

  • Mięso pokrój w małą kostkę. Na patelni rozgrzej ok.6 łyżek oleju i obsmaż mięso ze wszystkich stron na złoty kolor. Wyjmij na talerz. Dolej na patelnię trochę oleju, dodaj ketchup, ocet, cukier oraz sól i pieprz. Podgrzej mieszając.
  • Ananasa pokrój w kawałki i razem z obsmażonym mięsem włóż na patelnię do sosu. Podlej kilkoma łyżkami soku z ananasa. Dla urozmaicenia można dodać kilka łyżek kukurydzy z puszki opcjonalnie pół papryki czerwonej pokrojonej w drobne paski (bez kukurydzy i papryki tak samo pyszne).

Wszystko razem posmażyć i gotowe! Wypróbuj drugą wersję z mięsem obsmażonym w cieście. W miseczce roztrzep jajko, 5 łyżek mleka, 2 łyżki mąki, łyżeczkę sosu sojowego. Wymieszaj i umocz w tym mięso. Smaż na patelni. Dalej postępuj jak wyżej.

Kolacja gotowa, i mam w związku z tym kilka propozycji. Zjedz ją spokojnie sama, oglądając ulubiony program, czy słuchając np.Leszka Możdżera. Jak masz męża, partnera.. zjedz z nim choć, nadal spokojnie.  Niech podziwia swoją kuchareczkę.

Może zaproś koleżankę, jedną, drugą, poplotkujecie o modzie, garderobie, co trzeba odświeżyć, o chłopakach, który fajny i czy jakiś  pojawił się w waszym życiu względnie u waszych  znajomych. Pracą zawodową, na pewno nie zajmujcie się, to jest czas waszego odpoczynku. Dziewczyny pochwalą cię za jedzonko i wezmą przepis.

Kolejna wersja, całkiem ciekawego spożycia tej strawy, to  kolacja z tańcem. Ale jakim!! Macie może, małą rocznicę; poznania, ślubu, noc bez dzieci.. . Usmaż tego kurczaka, przygotuj stół i siebie pachnącą od stóp do głów. Załóż seksowną bieliznę, ale taką, jaką lubisz. I proszę, nie mów, żeś gruba i nic ładnie nie leży. Nie jesteś gruba, tylko apetyczna i znajdziesz coś odpowiedniego. Wybierz się nawet do sex shopu ( też dla ludzi i to dla każdego), miła pani pomoże Ci wybrać, coś zwiewnego, koronkowego, nie skórzanego i dziwkarskiego. Ja udałam się do takiego sklepu, przedtem drepcząc niepewnie. Myślę, raz kozie śmierć! Na prośbę czegoś urokliwego,  miła pani zaczęła zdejmować czarne gorsety, z dodatkiem skóry.. Ja cichutko, że raczej o jakieś koronki mi chodzi i coś lekkiego, na co moja pani, głośno stwierdza, ” A! rozumiem , nie takie dziwkarskie!!, ależ zapamiętałam to i uśmiałam . Zawsze mile to wspominam. O tej czarnej haleczce napiszę wam kiedyś, do czego, a raczej dla kogo kupiłam i dla kogo użyłam.

Wraca miłość. Może być i podstarzała, ale wasza i w każdym wieku można cieszyć się życiem. Jego nozdrza już połaskotane apetycznymi zapachami z kuchni, chłop wie, że zje i to dobrze!  Zapal świeczkę, złóżcie sobie życzenia z ciepłym (na razie!) pocałunkiem. Pozwól mu zjeść co nieco i kiedy sięgnie po sok, a może lampkę wina, rozsiądzie się wygodnie w fotelu, szepnij do uszka jego, że czeka go kolejna uczta. Tym razem dla oczu. Prezent dla niego od ciebie. Nastaw wcześniej przygotowany utwór, przy jakim chcesz mu zatańczyć. Ja preferuję taki, co początek ma wolny, spokojny, romantyczny. Mogę powoli sunąć dłonie po moim ciele, głaszcząc ramiona i bioderka, jedno i drugie. Wsuwam, paluszki, ale tylko lekko za majteczki, odsłaniając uroczy kolec biodrowy.., a później radość istnienia z energią. Podskakuję, jak potrafię, tak zwane „ubijanie kapusty”, kręcę pupą i biodrami. Ręce w górze wiją się i plotą, a on patrzy i podziwia, myśląc, „to moja kobieta, ileż zapału w to wkłada,  widać jej szczęście”. Ona szczęśliwa, to i on szczęśliwy, wie, że ma udział w jej radowaniu się życiem. Końcówka romantyczno-figlarna, teraz dłonie wasze mogą wędrować nawet na pupcię, słodką i uroczą. Jakie majteczki warto założyć? Taki wybór ze złotego środka, czyli figi typu”tanga”. Zniewalające i jednocześnie wygodne. To coś pomiędzy pełnymi a stringami. Każda pupa wygląd w nich zgrabnie. Jeśli wolisz dużo energii, może być Alvaro Soler i  „Sofia”. Kilka dni wcześniej poćwicz taniec przed lustrem, kiedy po domu plącze się tylko kot. I pamiętaj, jesteś mistrzynią tańca, gracji! Musisz odważnie patrzeć mu w oczy, pomyśl, że masz nad nim władzę. Nad nim i nad każdym mężczyzną. Tu potrzebna jest twoja determinacja. Zrobię to, jego i siebie zaskoczę, że potrafię i taką kobietą być! Niech wie, żem skarb nieoceniony, który rutynę  z nudą skutecznie przegoni. „Tak, to moja kochana żonsia”, pomyśli. A co dalej zrobi? Powiem tylko, OCH!! Szczęśliwe łóżko na którym, to się dzieje. Tak mało, tego szczęścia mamy. A życie jedno!

To nie złem jest, cieszyć się, nie krzywdząc.

Kryzys jest szansą

Każde pokolenie narzeka na swoje czasy. Jakie trudne, niebezpieczne, ciężkie.. Obecnie też mamy pełno zagrożeń i licznych bodźców, nie ułatwiających nam podejmowania słusznych decyzji.. W pisaninie dzisiejszego dnia, zresztą Dnia Urodzin moich,  chciałabym skupić się na stracie i szansie w związku z kryzysem. Miłość, praca, nasz dobytek; mieszkania, samochody..  To dla ludzi ma wartość i daje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia.  Każdy z was przeżył już niejedną stratę i ma z tym związane jakieś uczucia. Boimy się zmian i czasem wolimy siedzieć w swoim bajorku,  znanym, przewidywalnym, aniżeli wyjść, otrzepać się i.. . I co dalej?  Brak wiary w siebie, swoje możliwości, strach przed nowym.. . Jeśli wierzysz, że coś możesz lub wręcz przeciwnie – myślisz, że nie dasz rady – za każdym razem masz rację! Twoje myślenie wpływa bowiem na to, jak działasz i na ile masz otwarte oczy na możliwości, które są dokoła. Los płata nam figle funduje jakiś kryzys, który zmusza nas do działania lub upadku.  Człowiek pełen obaw , rezygnuje z działania i popada w marazm. Choć nawet, jak leżysz na łopatkach, zawsze możesz wstać. Warto spojrzeć na siebie w sposób doceniający na nie jak to mamy w zwyczaju, oceniający.

                                             

Ja od 100 lat uczę w tej samej szkole (boję się zmian).  Szkoła, rodzina. To był mój świat. Zresztą piękny! W jednym i drugim miejscu bardzo ułożona, robiłam, co należy, czego życie wymaga. Jednak przyszedł czas, kiedy odchowałam dzieci, (nadal uczę) zajęłam się bardziej sobą i wyszłam ze swojej skorupki do ludzi. Zostałam zaakceptowana, często dusza towarzystwa ( nie wiedziałam, że tak potrafię) i to też zaczęło dawać  mi szczęście. Nabrałam apetytu na nowe, nieznane. Wziąć byka za rogi.., co z tego wyniknie. Wyuczyłam się drugiego fachu, który po miłości do malutkich dzieci w szkole jest radością i ekscytacją. Dodatkowe pieniądze,satysfakcja, spotkania z ludźmi, nowe, kolejne miejsce pracy.  Ale przedtem musiałam i chciałam zmienić coś w swojej głowie. Nie tylko usłyszałam całą sobą, ale i poczułam ją. Taką zwyczajną prawdę. Życie jest jedno i jeśli sama nic nie zrobię ze swoim losem, gotowe nie zajedzie pod nos. Nie wyciągnę dłoni, nie spróbuję sięgnąć, po swoje marzenia, po coś nowego… Zostanę ze swoim małym tchórzostwem.  Więc poszłam uczyć się z „długonogimi laskami”, uroczymi studentkami, nowych umiejętności, które zainteresowały mnie podczas pobytu mojego dziecka w szpitalu.  Pomoc ludziom schorowanym swoim dotykiem. Sumienna uczennica, zdałam celująco. Czas na składanie cv. Przecież nie uczyłam się nowego fachu, dla samej nauki. Sztuka dla sztuki, o nie. Schować do szuflady mój dyplomik i nie podjąć wyzwania, dlaczego? Kolejny krok, praktyki, nowi ludzie, miejsca.  Z lekkim strachem na ramieniu, na początku, a później wir radości i uśmiechu, kiedy poczujesz, że to, jest TO. Uwierz w siebie! Ja mogłam, to i Ty poradzisz!  Byłam najbardziej cichą, potulną myszką (nowi ludzie nie wierzą).

                                                              

Chcę się z wami podzielić ostatnio powtarzającymi się obserwacjami. Ten, kto doznał straty ( pracy, partnera, mieszkania..) i myśli, że pójdzie na dno, wypływa i to na szerokie wody ( nie mówię o stracie dziecka, bo to może być końcem świata).  Pewnie nie zawsze, ale często właśnie tak jest. I to, co wydaje się tak straszne jest szansą na zmianę i  lepsze jutro.   Życie może być piękne. Tak wiele zależy od nas.

Chińskie słowo „kryzys” składa się z dwóch znaków. Pierwszy oznacza niebezpieczeństwo, a drugi szansę. Nasze kryzysy, czy to małżeńskie, zawodowe.., kryją w sobie niebezpieczeństwo, gdyż pewność, nawyki, potrzeby są zagrożone. Niestety, czy chcemy tego, czy nie, kryzys to nieodłączna część naszego życia. Większość z nas paraliżuje, obezwładnia na jakiś czas. Tracimy grunt pod nogami, a poczucie bezpieczeństwa zdecydowanie maleje lub staje się prawie zerowe, w zależności, czy mamy bliskich i ich wsparcie, czy jesteśmy sami, jak kołek w płocie. Nasze życie dotychczas ułożone lepiej lub gorzej, ale ułożone, może lec w gruzach. Buduj, nieustannie buduj, nowe nie znaczy gorsze. Świeże, na początku obce,  z czasem może zachwycające. Oswoisz je i będzie Twoje. Wejdź  na nową drogę.  Nie uwierzysz, często lepszą! Wszystko zależy od naszej postawy. Wiem boicie się tego, co nieznane. Ja też. Cóż nie mamy wyjścia musimy iść do przodu. Stagnacja nie służy w tym wypadku, ruch tak. Nie stój w miejscu. Możesz tylko chwilę, dając sobie czas na smutek, rwanie włosów z głowy, choć nie za wiele. Kobieta łysa o zgrozo, nie rób  tego sobie. Po prostu nie warto. Ten, kto zrobił nam biedę nie jest tego wart.  Zbudź w sobie siły, znajdź motywację, stań w „pozycji zwycięzcy”, i na głos powiedz sobie i światu, ” Jak nie ja, to kto sobie z tym poradzi”!  Obmyśl plan działania i do boju! Nawet, jak w duszy przewija się nutka strachu o nasze jestestwo. Przeganiaj ją. Straciłaś bezpieczną dotychczas i nieruchomą przestrzeń. Wchodzisz na nową. Masz szansę nie tylko wyjść z kryzysu, ale i polepszyć sobie warunki. To wydaje się absurdalne, ale nie musi. Szansa kryje się w zagrażającym nam niebezpieczeństwie.

” Pluń na wszystko co minęło, na własną boleść i na cudzą nikczemność. Wybierz sobie cel i zacznij nowe życie” ( B.Prus ” Lalka”).

Znalazłaś/eś się na zakręcie. To bardzo dobre miejsce. Coś zostaje w tyle, a przed Tobą, nowa, otwarta droga. Wyrusz w nią, nie ociągaj się i nie zabieraj całego bagażu bólu, złości, lęków. Zapakuj odwagę!  Strata partnera, to nie tyle ból, co on zrobił, ale że zachował się inaczej niż oczekiwałaś. Zrobiłabyś dla niego wszystko, a twoja wyrozumiałość nie miała końca. Odpowiedz sobie sama, czy nie czułaś się w niewoli miłości, która wcale nie była szczęśliwa? Pewna Ola,  (bratanica) piękna, mądra.. 12 lat była w związku, który niszczył, niewiele zyskała. Dzieciątka, o którym marzyła, też jej nie dał, bo jemu nie po drodze  z takim ” bagażem”. Teraz jest z innym mężczyzną, szczęśliwą żoną i matką. Zmiana wyszła na dobre. Przecierpiała tyle i ile czuła, ze potrzebuje i poszła. I to wysoko. A mogła zostać w miejscu i płakać do dziś. Dała sobie szansę. Brawo Olu!!  A Ty zrób tak samo, jeśli jesteś na zakręcie, bo Twój kryzys jest szansą!  On/ ona dała ci wolność. Od Ciebie zależy, co zrobisz z tą wolnością.  Głowa do góry! A tam słonko!

                                                       

Pewna Karolina, kobieta niezwykle dzielna. Życie w niejedno doświadczenie ją ubrało. Pracowała na poczcie. Nie lubiła tej pracy.  Praca sama może nie byłaby taka zła, gdyby nie kierownictwo, które wyjątkowo czuje, że ma władzę nad tobą i robi  nowe piramidy wyzwań dla pracownika, wymyślając coraz to „nowe udogodnienia”, plany, zadania.. .  Biedna sprzedaje już mydło i powidło. Musi, od tego  wiele zależy, a grożący palec pani naczelnik wciąż wisi nad niejednym pracownikiem. Może nie zawsze, ale często ze strachem, wchodziła do urzędu. Niejeden dzień jej i koleżanki okupiony był stresem. A do emerytury daleko. Po latach męki, bo tak to trzeba nazwać. Wymagania coraz większe, pieniądze proporcjonalnie mniejsze, a kierownictwo straszy i straszy ” jak nie wyrobicie… po premii”. Karolina nie w ciemię bita, tupnęła nogą mówiąc ” basta”. I zrobiła kurs prawa jazdy. Nie poprzestała na osobówkach, tiry jej się zamarzyły. Zrobiła, zawstydziła niejednego chłopa. Gorąca, uśmiechnięta czterdziestka pomyka po autostradach i bezdrożach Europy. Nadal  jestem pod wrażeniem! Brawo dzielna dziewczyno!  Zagrałaś swojemu kryzysowi na nosie. Szerokości na drogach życzymy!

                                                      

Jej koleżanka Aneczka, wytrzymała jeszcze kilka lat mordęgi w tym urzędzie i uciekła, gdzie pieprz rośnie. Siedzi w innym biurze, za innym biurkiem, bez stresu, że czegoś komuś nie wcisnęła, w miłej adoracji starszych panów, wędkarzy i przy kawie, kawałach, wypełniając rubryczki mija jej bezstresowy czas pracy. Żałuje tylko, że tak późno sięgnęła po lepsze.  Brawo Aniu, zrobiłaś to kilka lat przed emeryturą, ale zrobiłaś! Jesteśmy dumni z Was dziewczyny!

Pewna Kasia, pracowała ze mną w szkole. Rwała włosy, kiedy zwolniono ją z pracy, Powtarzała, ” ale dlaczego ja”?  Ktoś musiał. Widocznie była najsłabszym ogniwem według dyrekcji. Przepłakała i razem szukałyśmy nowego miejsca. Dla niej, to było straszne (boi się poznawania nowych osób). Zaczęła jeździć tramwajami dość daleko, z przesiadką, ale ja tak jeździłam całe życie (teraz sięgnęłam po prawo jazdy) i dałam radę, a ona młoda, dlaczego miałaby sobie nie poradzić z takim trudem. A tam w progu szkoły, dyrekcja życzliwa, nie znając jeszcze swojego pracownika od razu wykłada listę, jak pomóc nowemu. Daje opiekuna, przewodnika po nieznanym, zapisuje na staż zawodowy.., który po 3 latach Katarzyna zdaje na piątkę i dumna odbiera mianowanie, z rąk  prezydenta. Taka szczęśliwa! Zostając w poprzednim miejscu pracy nie awansowałaby, nie rozwijała, bo nie wierzono w nią. Ona sama w siebie też nie. Jesteś na takim zakręcie, boisz się, to normalne, ale będzie dobrze, a nawet może być lepiej.

A może uprzedź kryzys i kiedy wiesz, że coś jest dla ciebie szkodliwe, po prostu podejmij decyzję, że przestajesz to robić. Usiądź, jak ten paw wysoko i popatrz na wszystko z góry, rozłóż skrzydła zakołuj  jeszcze nad starym, pochowaj głęboko i ..,  gdzie lecisz w górę, czy dół, w lewo, czy prawo, na łąki zielone, czy rabatki kwieciste.

Powodzenia! Polecam fajną lekturę Regina Brett ” Bóg nigdy nie mruga”, to 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

„Czekoladowiec z daktylami”

       Warto go zrobić! 

Zwłaszcza, jak lubisz daktyle, słodycze z posmakiem alkoholu i nie lubisz włączać piekarnika i sprawdzać, upiekł się, czy nie? Grzebać patyczkiem i w końcu podpiec za mocno brzegi. Nie piję alkoholu, ale w słodyczach lubię go. Ostatnio jestem fanką daktyli, a czekoladę uwielbiam zanim zaczęłam stawiać pierwsze kroczki. To powód stworzenia tego deseru. Mam nadzieję, że Wam też posmakuje. I zupełnie nie jest trudny w wykonaniu, tylko trzeba pamiętać o zalaniu daktyli alkoholem i odstawieniu na noc.  Powodzenia!                                             

Składniki

3/4 kostki masła, 30 dag herbatników czekoladowych, 25 dag daktyli,  pół szklanki wódki, twarożek naturalny, delikatny President 350 g,  serek Mascarpone 250 g, 450ml.śmietanki kremówki, 1/2 szkl. cukru pudru,  1 ” Śnieżkę” (bitą śmietanę w proszku), 2 łyżki kakao, tyle samo żelatyny,  półtorej tabliczki gorzkiej czekolady, 2 kieliszki likieru Tiramisu lub Baileys (lub inny podobny, jaki macie w domu)

Dzień wcześniej na noc wrzuć do miseczki, czy słoika daktyle ( kupiłam najtaniej w Intermarche), możesz je przekroić na pół (łatwiej później w dzieleniu ciasta), kilka zostaw całych i zalej wódką i 1 kieliszkiem likieru. Odstaw do lodówki.  Następnego dnia masło roztop w rondelku, herbatniki (kupiłam w biedronce są takie po 25 dag, więc z drugiej paczki dorzuciłam trochę) wrzuć do podwójnego woreczka i rozgnieć wałkiem. Przerzuć do miski i zalej masłem, wyrób dłonią. Na blaszce rozpinanej tortownicy wyłożonej na dnie sreberkiem rozłóż herbatniki, daktyle odsączone z alkoholu ( choć one większość „wypiją” wchłoną, dociśnij łyżką. Odstaw do zimnego (lodówka, czy za okno zimą)  do godziny. Twarożek, serek, cukier puder, kakao, kieliszek likieru zmiksuj, wlej roztopioną trochę ostudzoną czekoladę, zmiksuj ponownie. Teraz ubij śmietanę kremówkę ( ja kupuję dwa opakowania te po 330 ml takie mam w Biedronce, wlewam półtora opakowania, resztę zużyję np.do sosu czy zupy) ze ” Śnieżką”. Ubitą przelej do masy czekoladowej, połącz delikatnie. Rozpuść w maleńkiej ilości gorącej wody  2 pełne łyżki żelatyny, dobrze rozmieszaj, rób to cierpliwie, bo inaczej będziesz miała skrzepy żelatyny w piance czekoladowej, wlej do masy śmietankowo-czekoladowej, rozmieszaj. Wylej na ciasto z daktylami. Nożykiem naskrob wiórków czekolady z zamrażalnika. U mnie zawsze się tam taka plącze. Posyp deser. Nakryj folią aluminiową i wstaw na noc do lodówki.

Następnego dnia rozkoszujcie swoje podniebienie. Ta słodycz jest naprawdę pyszna. Do tego dobra gorzka herbatka np.jaśminowa Earl-grey. I uczta we dwoje, czy troje, a nawet samotnie gotowa. Sama też możesz się rozpieszczać i czynić sobie dobrze. Zasługujesz na to!

„Ocalić od zapomnienia”

Nasze dzieci, to nasze POCIECHY.  Maleńkie, a największe DARY Z NIEBA. Będąc młodą mamą, często jesteśmy przejęte nową rolą, czytamy literaturę, zgłębiamy tajniki wiedzy, jak przewijać, jak karmić piersią, co czynić, gdy kolka maleństwu dokucza lub dziecko ząbkuje i… .  Pytamy nasze mamy, babcie same bieżą z pomocą wszelaką. I dobrze. Szkoda tylko, że w tym wszystkim, jak już pojawi się na świecie Skarb, często za mało mamy cierpliwości i po pierwszych miesiącach intensywnej opieki brakuje nam mądrości zatrzymywania się w zwykłych, aczkolwiek najpiękniejszych chwilach. Niepotrzebnie wpadamy w złość, czy zniecierpliwienie, gdzie można było obejść się bez tego. Na przykład, dźwigasz siatki z zakupami, Twój mały synek może niespełna 2-letni pyrga przy Tobie, starając się pomóc. Dumny niesie pojemnik swojego jogurtu, małe potknięcie jogurcik na chodniku i ubranku pociechy. On w płacz i to pewnie nie z powodu bólu nóżki, lecz że nie podołał zadaniu. Pamiętaj, nie złość się, nigdy nie mów, że nic nie potrafi, tylko przytul, i uspokój słowami, że nic się nie stało, pyszność kupimy nową, sweterek wypierzemy, a te resztki ze ścieżki, przyjdzie kotek i zliże, pewnie się ucieszy. Zostaw w jego głowie dobry ślad, nie początek niewiary w siebie.

Zapisuj powiedzonka Skarba, które ujęły Cię wyjątkowo i chcesz ocalić je od zapomnienia. Nie musi to być specjalny album. Możesz kupić zwykły zeszyt 32 kartkowy bez linii, obłożyć papierem pakowym i naskrobać piękne imię Twojej pociechy z dodatkiem ” Ocalić od zapomnienia”. Wpisywać tam fajne zdarzenia, powiedzonka, ważne daty, rozmowy z dzieckiem, jego przeżycia, rysunki można wklejać, bo jak zbieramy do osobnej teczki, nie zawsze przetrwa w zawierusze przeprowadzek, czy innych zdarzeń. Choć kilka tam wklej. Wpisz imiona kolegów z podwórka, przedszkola, jego ulubionych bohaterów z bajek.. .  Na starość będzie, jak znalazł. Ja już się tym rozkoszuję i dziękuję, że zostałam obdarzona Cudem, jakim jest Dziecko! ( i to trójką). Dla niejednej najpiękniejszy okres w jej życiu, choć uświadomiony wiele lat później.

Podam Wam kilka przykładów zabawnych powiedzonek z mego notatnika.

Mój kochany synek, mając 4 latka mówi o swojej rodzinie i każdego porównuje do jakiejś części ciał. ” Tata jest głowa, bo dużo myśli, mama serce, bo wszystkich kocha, Kona (siostra) to noga, bo dużo chodzi, a ja jestem brzuch, bo dużo jem”.

Moja starsza Córeńka, Gwiazdka z nieba ( 4, 2 latka) patrzy mi w oczy, kiedy zapinam maleńkie guziczki jej sukieneczki, a ona obejmuje mnie, mocno ściska i ponownie patrzy w oczy i z taką mocą mówi ” kocham cię jak niebo , jak ogień, jak piekło, jak więzienie”.

Mój najmłodszy Okruszek ( 5 lat) rysuje wiejskie podwórko, a znała takie z wyjazdów do babci, na wychodek z serduszkiem w drzwiach mówi, ” a to odchodek”, pytam dlaczego, tak nazwała ten domek, ” bo tam są odchody”. No tak, logiczne, myślę.

 Wczoraj i przedwczoraj swoje święto obchodziły babcie i dziadkowie. Oni mają wiele cierpliwości i rozpieszczają nasze pociechy. Ja chcę podziękować mojej mamie, babci moich pociech, zajmowała się nimi i bardzo mi pomagała, przez wiele lat. To bezcenna pomoc. Jeszcze dziś wspominają omlety babci Lodzi.

Dziękujemy wszystkim babciom i dziadkom, którzy na długo zostają w pamięci swoich wnucząt. A tu wierszyk, może mały wnuczek powie.

” Niech babunia i dziadunio, tak nam długo żyją, póki komar i mucha morza nie wypiją.

A, Ty mucho, ty komarze pijcie wodę powoli, niech babunia z dziaduniem nażyją się do woli”.