Ciernie

Jestem smutna. Radzę sobie. Radzę.. . Wszystkim mówię, a zwłaszcza swojej głowie, że życie jest piękne. Wierzę w to. Choć kątem oka widzę tę biedę ludzką. I nie piszę o niedostatku finansowym, tylko w tym wypadku o: szklistych, przekrwionych oczkach, śmierdzącym oddechu, czerwonych policzkach, mówionych głupotach, zarośniętej, dwa dni niegolonej twarzy, rozchełstanej koszuli, krzywo zapiętych guzikach, przysypiającym, a w dłoni pilot od tv.. .  Agresji nie ma, skądże! Pełna kultura. Więc, czego się czepiać. Tylko straszny obraz, tak wyglądającego mężczyzny zostaje w twojej głowie.

Chyba nie napiszę dziś wiele.  Przecież nie wolno mi, entuzjastce życia poddać się i powiedzieć, że wszystko jest do d…, o kant stołu.

Nie marudzę mu, nie wyrzekam..  A może ten obok potrzebuje pomocy? Z jednej strony cieszy się, że jestem wyrozumiała, niewtrącająca, a z drugiej może chciałby, abym zmusił go do wzięcia się za siebie? A ja udaję, że nie widzę, bo przecież to jego życie. Bierna, mam współudział w jego zatracaniu się.

Współczuję tym, co muszą co drugi dzień wypić piwko, no dwa, „góracy” (jeszcze żarty się mnie trzymają), łyknąć drinka, czy pociągnąć z gwinta piersiówki lub kulturalnie sączyć kieliszek za kieliszkiem wytrawnego winka, ale i tym, co są razem i obok. Mężczyzna zawsze bagatelizuje mówiąc – „Ciężko pracuję, nie czepiaj się, nie ma problemu, to tylko dwa piwka po robocie”. Będzie chciał, to wyjdzie, a my go wtedy wspierajmy. Jego wola jest tu ważna, nie rodziny.

Każdy z nas ma swoje ciernie i marne strony. Idę spać. Dobranoc.

PS Te zdania dopisuję, po waszych komentarzach. Bardzo Wam dziękuję. Wszyscy utwierdziliście mnie, że nic na siłę. Jestem obok, jakby co. I zawsze chętnie pomogę, jak będzie chciał. Już mi lżej. Idę posprzątać kuchnię, bo chłop podpity, jak gotuje, to świat się wali, a kuchnia na pewno. Dzięki kochani. No i znów uśmiecham się.

 

Reklamy

Piękno smutku u Ani Karwan

Dziś o poranku, zajrzałam do laptopa Gienka, bo Mietek już całkiem wysiadł, ze starości i wszelkich niemocy. Miał prawo. Dobrze jest mieć dzieci, podrzucą mamie swoje już nieużywane laptopy, gdy kupują nowoczesny cud. Słodki, malutki Mietek był od starszej córki, a Gienek zacny, rasowy od młodszej.

Odpisałam na komentarze i skaczę do innych. Popisałam z jednym, drugim i zaglądam do młodej uroczej dziewczyny z motylkiem niebieskim w awatarze http://usmiechamsieslowem.wordpress.com/ Jest wyjątkowa na swój sposób. krótko i zwięźle, a potrafi zainteresować i nie ma komentarzy. Nie chce za wiele zajmować Twojego i swojego czasu. Dziś odpisałabym jej, że sprawiła mi ogromną radość. Nie wiedziałam o istnieniu Anny Karwan i jej głosu. Matowy, silny głos.

Muzyczny cud. Nic mnie tak mocno ostatnio nie ujęło, jak śpiew tej młodej kobiety i słowa z utworu „Czarny Świt”.  Polecam go Wam serdecznie. Smutek też jest piękny, a śmiech bywa i przez łzy, rozczulenie. Nie chodzi tu o chorobliwy smutek z depresji, tylko zwyczajne przytulenie się do szyby w oknie, wyciszenie, ujęcie głowy swej w dłonie i zbieranie lub rozpraszanie myśli. Każdy tak czasem ma, nie ten z depresją li tylko. Pozwalajmy sobie na smutek, kiedy jesteśmy rozczarowani. My najczęściej  wtedy dziarsko zaciskamy pięści i mobilizujemy do działania, kolejnego skoku, pokazania światu – „poradzę sobie”. I dobrze, co nie znaczy, że na smutek w tej trudnej dla Was, sytuacji też możemy dać sobie chwilę. Nie jest to naszą słabością, tylko naturą ludzką. Jesteśmy ludźmi, nie robotami. Natomiast nie pozwalajmy sobie na dłuższe obezwładnienie nas nostalgią, przygnębieniem!

„Nie możesz powstrzymać ptaków smutku przed lataniem dookoła Twojej głowy, ale jesteś w stanie powstrzymać ich przed gnieżdżeniem się w Twoich włosach.”

-Chińskie przysłowie-

Ciekawe, co powstałoby z połączenia  Ani z Kortezem. Jakoś oni mi razem pasują, jak z tej samej półeczki.

Źródło: YouTube, konto: Ania Karwan

Przyjacielu, dziś Twój dzień, posłuchaj Ani, śpiewa też dla Ciebie.

„Bajeczka”..

Poezji ciąg dalszy, czyli nadal sprzątam i znajduję. „Spotkanie na Piwnej” ujęło mnie bardzo, ale  „Bajeczka”, „Motyl”, też miłe.  Szukajcie, sprzątajcie, znajdujcie. A może sami napiszcie dla kogoś bliskiego. On skrzętnie przechowa dla potomnych lub po prostu dla siebie, na lata wspomnień.

Mój poeta, to człowiek niezwykle spokojny, miłujący jedną jedyną na całe życie. I co zrobić jak miłość odejdzie, pójdzie daleko, daleko.. Taki człowiek stara się pokochać jeszcze raz, bo samemu źle, ale nie umie. Mówi o miłości, pisze o niej, może to pomoże mu uwierzyć, że jeszcze jest to możliwym, to ponowne miłowanie.

„Bajeczka”

„Księżyc świeci, płonie świeczka

W głowie snuje się bajeczka

Jak księżniczka z starej baśni

Mówi: „Miły, dziś już zaśnij,

Niech sen dobry, zmysły zgasi,

Niech to będzie sen o Basi”

Rano świt ten sen rozrywa,

A tu – Basia!… Ale żywa!”

 

” Motyl”

„Zjawiłaś się, jak motyl

Z dużymi oczami

Na skrzydełkach.

Wachlując firankami oczu

powołałaś huragan

Do życia.”

Dziękuję mu. Ładnie pisał. Nadal się lubimy! Jak widzicie samą poezją, sztuką, człowiek nie żyje. Było, minęło.  Z nami, to trochę, jak z tym żurawiem i czaplą. Tylko, że z małą różnicą. Ja chciałam na początku i tak z pięć lat dreptałam, aż mi przeszło i chcenie i dreptanie, bo nie było odzewu, inna czapla nadal zajmowała miejsce. Kiedy mi przeszło bezpowrotnie, jemu się zachciało, a przynajmniej miał już trochę miejsca na nową czaplę. Tylko, jak sercu kazać ponownie kochać. Zamarzło i dla niego już nie odtaje. Tego nie da rady zrobić za pstryknięciem palców. Naszym błędem była zbyt wczesna próba bycia razem, kiedy serce niegotowym było. Porzucony mężczyzna, który nie przestał kochać, nie bierzcie się za takich, dziewczyny!!!

                           

 

Moc fantazji erotycznej

Dziś przypomnę Wam trzy erotyki z mojego zbiorku
na blogu. Nie jestem pisarką, nie jestem uczonym człowiekiem, nie jestem wybitna. Jestem zwykłą kobietą, która kiedyś z jakiegoś powodu poczuła chęć pisania, dzielenia się myślami, doświadczeniami, fantazjami, a czasem po prostu wypisania, wykrzyczenia, wypłakania i zagłuszenia samotności.
Fantazja erotyczna towarzyszy nam od młodości, mocniej lub słabiej zaznaczona. Kiedyś samotny, jak pies, a na papierze zawsze czyjś, rodziły się sceny, obrazy ich dwojga. Moje przelane na papier, może niezgrabnie, może nieudolnie, ale z serca, a właściwie z głowy. Tam się wszystko rodzi, z niej pochodzi.  Obrazek erotyczny – „Kruche wspomnienia” nie miał miejsca w moim życiu, a jednak powstał. W seksie jesteśmy bardzo różni. Jednych podnieca widok zsuwanych pończoch, miłowanie w trójkącie, innych władcza pani oficer, czy sroga nauczycielka, która daje zadania lub cichutkie o świcie miłowanie na „łyżeczkę”.  A mnie obrazek z „Kruchego wspomnienia”.  Zastanawiające, bo to mówi coś o mnie. Wygląda, jakbym chciała zemścić się na partnerze, alkoholiku. Taki, co to ciągle na rauszu lub fafloniący, a później nie pamięta, co  nawygadywał lub, co ja mówiłam do niego. Ciągle, jak bumerang wraca myśl – nie cierpię wódy i całego zła, które ona czyni, kiedy w nadmiarze.
Ostatnio spotkało mnie coś miłego. Dwóch blogerów: mężczyzna i kobieta cudnie zawzięli się  na moje „blogowe pisadło” i czytają od deski do deski.  Z mężczyzną mam kontakt mailowy. Jest zachwycony „Niebem” i „Spotkaniem w biegu”. Czytał wiele razy i za każdym chwalił, jak gładko temat seksu wkomponowałam w sprawy dnia codziennego, w opowiadaniu „Uśmiechnęło się niebo”. A, „Spotkanie w biegu”, rozpala jego żądze. Natomiast kobietę ujęły „Kruche wspomnienia”, że gorąco, ale absolutnie niewulgarnie.  „Ściągnęłam” je tu dla Was z moich odległych początków bloga. Poczytajcie w chwili takiej potrzeby, nie na siłę, kiedy w sercu, np. kłopoty, czy depresyjny nastrój. Raczej, kiedy potrzeba Wam weny do powariowania z nią, z nim.
1. „SPOTKANIE W BIEGU”
To miało być krótkie spotkanie.
Jedno z wielu w ostatnim czasie. Stanął przed nią, wciąż wilgotny po kąpieli. On, .. .  Jego imię, muzyka dla uszu. Poczuła, jak ciało zaczyna płonąć. Oddech jakby zamierał. Myśl, że zaraz dotnie jej, poczuje zapach jego skóry wywołała mieszaninę pożądania, a zarazem wstydu. Nadal onieśmielał ją widok nagiego ciała. Młody Hiszpan, tak go czasem nazywała. Przyciągnął ją do siebie. Rozpiął suknię pozwalając jej opaść. Zaczął obsypywać pocałunkami szyję…nie przerywał pieszczot, mówiąc ” będę szybki i wiem,że ty też”. Uśmiechnęła się. Jak on ją znał!!
Wystarczyło, kiedy dotknął, popieścił, pogryzł sutki, a one twarde muskały jego członki, natychmiast była gotowa. Łatwość z jaką potrafił ją rozpalić, roznamiętnić zaskakiwała ją samą.
Stanęła twarzą do niego. Rozpięła stanik, zsunęła majtki. Popatrzyła odważnie w jego oczy mówiąc – „Jestem Twoja”. Pchnął ją delikatnie na łóżko. Całe jej ciało zapłonęło pożądaniem. Jej oczy natychmiast  zmieniły się. Splótł jej palce ze swoimi i przycisnął rękę do poduszki nad głową, a drugą zaczął pieścić brzuch.., odnalazł ciepłą wilgoć między nogami.Wsadził palce, pieścił, a dźwięk lepkiej wilgoci słyszeli oboje. Przez chwilę leżał obok, po czym przewrócił się na plecy, unosząc ją nad sobą. Z łatwością przejęła go w sobie.. Zamknął oczy, a widok jego twarzy omal nie doprowadził jej na szczyt. Poruszali się wolno, nie rozluźniając uścisku. Pochyliła i musnęła sutkami jego nagie,rozgrzane ciało. Dłonie silnie przylgnęły do ramion. Przejęła inicjatywę, poruszała się szybko i miarowo, on tylko lekko dotykał jej bioder. Spytała – „Dobrze ci”? Wyszeptał jej imię..,  jęknął gardłowo. Jego głos zawisł w powietrzu, ustępując miejsca spazmatycznym oddechom. Pchnął raz, drugi, trzeci…. osiągnął spełnienie.
2. ”UŚMIECHNĘŁO SIĘ NIEBO”
To był jeden z tych dni, kiedy nie mogę dojść ze sobą do ładu. Wszechogarniająca chandra. Przeszłość nie daje spokoju. Każdy skrywa w głębi duszy swoje prywatne ruchome piaski, w których czasem tonie. Od natłoku myśli huczało mi w głowie. W takich chwilach wspomagają nas przyjaciele, rodzina. Przypominają nam o wszystkich dobrych rzeczach, jakie już nas spotkały i jakie nas jeszcze czekają. Zachęcają do nierozpamiętywania. U mnie to zawsze jest Kona. Mówi ; „nieważne, co zrobiłaś, czy czego nie zrobiłaś, dla mnie jesteś najlepszym człowiekiem.., Mamo”.  Ona potrafi dobrym słowem powstrzymać demony.  Dziękuję Córeczko! Dzięki Tobie uśmiechnęło się niebo!
Mijają godziny, poszłaś w świat. Przyjaciele powiedzieliby ” budować Polskę”.. Cóż chandra, to tylko turbulencje. Ale, Ty już dawno jesteś pilotem swego życia.  Poczekaj, to minie. Wstałaś, ubrałaś to, co pasuje ze sobą, jak to kobieta, nawet gdy ma gorsze dni.  Och, jestem wśród ludzi. I ten źle zapowiadający się dzień, idzie całkiem gładko. Myślę, odniosłaś sukces na olimpiadzie życia. Zmierzyłaś się ze swoją słabością.
Telefon. To On. Te kilka zdań – „.. Przyjdź, przytulę cię.. . Pogadamy..” Mieszanina smutku z wyciszeniem ustępują miejsca; ciepłu z nadzieją, które już rozkładają swe dywany w moim sercu. Dziękuję, „M”.
Dzięki Tobie, uśmiechnęło się do mnie niebo!
Wieczór, nasza wspólna kolacja. Lubię, jak przygotowujesz ją dla nas, pamiętając o herbacie i prażonych ziarenkach słonecznika, których  nauczyłeś mnie jeść. Dobrze nam się rozmawia, a kiedy zaczynam złościć się na ludzką głupotę, przejmujesz mnie sadzając okrakiem na swoje kolana..
Twoja pewność siebie i podziw w oczach, podniecają mnie. Patrząc wzrokiem drapieżnika, sycząc usteczkami, jakbyś warczał na swoją kobietę, mówisz – „rozbieraj się”. Wiesz, jak lubię ten Twój władczy ton.
Leżę na plecach, jestem prawie naga, mam tylko pończoszki.  Tak lubisz, kiedy zostaję w pończochach, masz rozkosz zsuwania ich z moich nóg.
Zbliżasz się do łóżka, patrzysz przez dłuższy moment, nie tylko w moje oczy. Ach, ten lekki uśmiech. Może dlatego, że wiesz, co nas czeka. Twój sposób patrzenia na mnie, z taką uwagą, to afrodyzjak.
Wkładasz paluszek za pończochę i zsuwasz jedną po drugiej. Ach, dotyk twojej dłoni..!
Czas całowania stóp. Językiem okalasz je całe, ssiesz każdy palec.  Od czasu do czasu spoglądając mi w oczy. Teraz jak masażysta pieścisz dłońmi, moje łydki powoli przechodząc do ud.
Twój język pracuje, a ja drżę,bo zajmujesz się ich wewnętrzną stroną.   Głaszczesz kolana, a sunąc po udzie patrzysz w moje oczy przytrzymując wzrok. Twoje dłonie blisko .. .  Nie dotykasz, może oczekujesz, że zacznę prosić. Wiesz, że lubię prosić. Oboje to nas podnieca.  Język na przemian, twardo i delikatnie wędruje w kierunku wilgotnego zagłębienia. Nogi zgięte .., rozchylone drżą z rozkoszy. Oddycham głęboko. Mruczę, a ciało leciutko unosi się. Podpieram je na łokciach, chcę patrzeć na Ciebie liżącego.. .  Nie jeden dałby wiele, za tak podniecający widok,  to ja mam niebo patrzenia, bo między nogami jesteś Ty. Właśnie Ty. Nasze oczy spotykają się, nie spuszczamy wzroku.  Widzisz moje zamglone oczy.. Rozkosz patrzenia dla mężczyzny. Już dłużej nie przetrzymujesz mnie, czuje Twoje palce.. Jedną ręką opierasz  mocno o materac, drugą  ujmujesz piersi i robisz to zmysłowo, namiętnie.. Kolanem pocierasz  guziczek rozkoszy. Wiesz, że jestem wilgotna i czekam na Ciebie. Ujmuję go w dłonie, jest taki twardy, jak ze stali.. Teraz głośniej i z naciskiem mówię -” chcę ciebie” ! Patrząc na  wyjątkowego mężczyznę, szepczę lubieżne słówka. Jest mi dobrze. Czekałam na Ciebie, na to kochanie.
Cudownym kochankiem jesteś.., a miłowania końca nie widać.
3. ” KRUCHE WSPOMNIENIE”
 Kaszubskie jeziora są piękne.Wakacje, słoneczna pogoda.
W zielonym domku z motylem na ścianie, mieszka ona.  Ładna, filigranowa kobietka. Lubi rankiem biegać wokół jeziora. Obserwuję ją z daleka. Ma coś w sobie; jest smutna i potulna. Jej partner często pije. Ona godzinami siedzi nad wodą i patrzy w dal. On z puszkami piwa czyta lokalną gazetę. 
Wieczorami wracają z pobliskiej restauracji, ona zawsze prostym krokiem, on nigdy.  Zaczynam marzyć o tej kobiecie.
Następnego dnia próbuję dołączyć się podczas biegu. Ignoruje mnie.
Kolejny poranek, biegnę za nią w bliskiej odległości. Nie chcę jej spłoszyć, a widok mam piękny i podniecający. Nie zatrzymuje się, nie przyspiesza, tylko na koniec biegu, obraca, chwilę patrzy na mnie i słodko uśmiecha. Pierwszy raz widziałem jej uśmiech, pełen ciepła, spokoju, a jednocześnie lekko figlarny.  Postanawiam nie odpuszczać. Kolejny poranek, chcę biec za nią. Podchodzi jest smutna, mówi krótko, – ” nie biegnij, przyjdź wieczorem, będę czekała „.
Dziwne, jak mam to zrobić, skoro nie mieszka na campingu sama. Wieczorem  czekam pod domkiem. On wychodzi, pewnie się napić.  Pukam do drzwi. Cisza. Naciskam klamkę, otwieram cichutko. Widzę ją w półmroku, leży pod kocem, na jednym z dwóch tapczanów. Pośrodku między nimi stolik i dwa krzesła. Zamykam. Słyszę cichutkie ” chodź”. Wkładam rękę pod kocyk. Ona leży na boku, leciutko przesuwa się do ściany robiąc mi miejsce.  Rozbieram się pośpiesznie i kładę wtulając w jej pachnące włosy. Cisza. Słyszę bicie swego serca.  Dotykam jej biodra, piękna linia, leciutko zadrżała, całuję szyję, wsuwam dłonie pod koszulkę. Ma ciepłe, delikatne ciało. Zsuwam majteczki. Ona leciutko wypina pupcię i nadal milczy.  Sam dotyk tej kobiety sprawia, takie podniecenie, że jestem szybko gotowy wejść w nią.., a ona nie protestuje, kiedy palcami zaczynam masować.. Tylko oddycha głębiej, mruczy. Wchodzę w nią, jęknęła.. . Miły dźwięk dla uszu.
Zadrżała. Poruszmy się powoli, rytmicznie.Ona obie ręce układa, nad głową, pupcię wypina jeszcze bardziej . Dotykam jej piersi, są malutkie, jak ona cała. Czuję, że pieszczota piersi sprawia jej przyjemność. Oddaje się  bez reszty. Robi to z ochotą. Pytam – „dobrze ci ? ” – nie odpowiada.  Zaraz dojdę, a nie chcę tego jeszcze, więc wyciszam nas. Całuję i liżę jej kark, plecy.. Ona rozumie, nie porusza już biodrami. Leży cichutko i spokojnie oddycha, ale nie obraca się do mnie, więc głaszczę jej włosy, całuję małe uszko. Tak pięknie pachnie jej ciało! Zamykam oczy i przez chwilę czuję mieszaninę szczęścia ze strachem!
Delikatnie z czułością wchodzę w nią jeszcze raz, znowu zadrżała.  Teraz przyspieszamy, porusza się tak energicznie, że  nie wytrzymuję, ale i ona też. Słyszę przeciągły, stłumiony jęk i dygotanie jej ciała.  Nachylam się, całuję jej włosy i słyszę cichutko wyszeptane -” dziękuję „. Odchylam jej głowę..  . Pierwszy pocałunek. Oddaje go bardzo, bardzo namiętnie..
Ubieram się pośpiesznie. Wychodząc szepczę – ” Przyjdę jutro”. Nie odpowiada.
Wracam do siebie, ciemno, tylko słychać łamane gałązki pod butami.  Myślę o tej kobiecie, o cichym kradzionym seksie, o tym, co się stało i dlaczego na to pozwoliła. Intryguje mnie jej uległość, milczenie.. Nie mogę doczekać się kolejnego wieczoru. Nie biegała o poranku,nie widziałem jej cały dzień, jestem trochę zaniepokojony. Od godziny siedzę w pobliżu ściany z motylkiem. Niepokój wzmaga się, czy zobaczę ją dzisiaj? Dotknę jej kruchego ciała? Nareszcie on wychodzi. Pukanie.. Ta sama, cisza.. . Wchodzę. Zniecierpliwiony zamykam drzwi, rozbieram się i w jednej chwili wtulony w jej cieplutkie ciało. Jest naga, ale znowu leży na boku. Obrzucam ją pocałunkami, jestem taki szczęśliwy. Całuję jej włosy, kark, plecy, pupę. Pieszczę jej krągłe, delikatne piersi.. ona tylko cichutko mruczy.  Czuję, że czekała na tę chwilę, na mnie.  .. zadrżała i obróciła się na brzuszek.  .. zaciska.. na moim wężu. Wiem robi to dla mnie.  Dziwne nie znam tej kobiety, jest obca a zarazem bliska. 
Znowu dłonie układa nad głową, tak jakby oddawała mi całe swoje ciało, nie chroni się i w tej chwili chce być moja.  Poruszam się w niej powoli z czułością, jest taka krucha.  I nagle słyszymy szamotaninę, otwieranie drzwi. On wraca. Zastygamy w bezruchu. Ona szepcze – ” zostań”. Okrywamy się kocem. Adrenalina.. Nie mam śmiałości nawet palcem ruszyć. Mijają minuty. Nic nie mogę zrobić. Na szczęście nie zapalił światła. Leżę od ściany i dłonią głaszczę jej pupcię, liżę aż po kark. Intruz rozbiera się klnie,coś pod nosem, chyba na buty. Pada jak kłoda na drugi tapczan, a my wtuleni w siebie, poruszamy się dalej. W momencie, kiedy słyszymy chrapanie obok, ona pozwala sobie na mruczenie i cichutkie z rozkoszy jęki. Dzisiaj nasze poruszanie przedłuża się, każde chce tę chwile zatrzymać. Ujmuje moją dłoń i zostawia pod … Drży ocierając się.  Wiem, jest blisko, poruszam energiczniej.. . W chwili rozkoszy jest w niej, tyle samo z anioła, co diabła.  Jej niebo kończy się wkrótce także moim niebem.  Całuję jej włosy i uszko, tym razem ja szepczę – ” dziękuję”.  Ona obraca głowę, uśmiecha się,bierze mnie za rękę, całuje wewnętrzną stronę mojej dłoni, ale nie wypowiada ani słowa.
Wracam szczęśliwy. Nie byłem jeszcze w takiej sytuacji, choć w tej materii dużo przeżyłem.
Rankiem widziałem ją przez chwilę. Wtedy nie wiedziałem jeszcze tego, że to ostatni raz. Godziny wlokły się niemiłosiernie,myślałem tylko  o niej.
Nie zobaczyłem jej nigdy więcej.
Tak samo szybko zniknęła z mojego życia, jak i się w nim pojawiła.
Została kruchym wspomnieniem. Nigdy jej nie zapomnę…

„Feta w ziołach, pływająca w oliwie w towarzystwie czosnku”

Wiecie, że z moim jedzeniem nie jest tak prosto. Wielu smaków nie lubię, na widok niektórych potraw wzdrygam się i jak nie ma w lodówce czegoś świeżego kuszącego mnie, to nie jem, aż przyduszona głodem zapiekam na chrupko w tosterze kawałek bułeczki i smaruję świeżym masełkiem, popijam herbatką z cytryną. Ostatnio wynalazłam w Biedronce, (mam blisko) słoiczek z dobrą zawartością. Podłużne, pikantne, zielone papryczki peperoni nadziewane serkiem i zalane pikantną oliwą. No „miód” na me serce, czy język. Kładę w świeżą bułeczkę ze 2, 3 papryczki i zajadam z apetytem. Zostaje mi oliwa smakowa. Wykorzystuję ją.

Przygotowuję opakowanie fety 200 gram, 6 ząbków czosnku, garść oliwek zielonych lub czarnych, ale nie przesadzam z ich ilością,dla mnie one mają być tylko dodatkiem, do 10 listków świeżej bazylii, ze 2 łyżki suszonych płatków chili, ok 2 łyżeczek pieprzu kolorowego, utłuczonego na grubo w moździerzu, zioła suszone do obtoczenia kostek fety: tymianek, rozmaryn, estragon i oliwa do zalania.

Na dno zgrabnego bardziej zdobnego, szerokiego słoiczka sypię płatki chili, utłuczony pieprz, układam świeże listki bazylii, na to czosnek pokrojony w cząstki i jedną warstwę oliwek, teraz już do końca kostki fety obtoczonej w suszonych ziołach (robię to w małej miseczce ziół) przetykam małymi ząbkami czosnku. Zalewam oliwą pozostałą w słoiczku po nadziewanej peperoni. Jest jej za mało więc dolewam oliwy, aby zakryła zawartość słoiczka. Śmiało możecie wykorzystać tylko oliwę a nawet olej rzepakowy. Odstawiam do lodówki na minimum dobę, choć na 3 lepiej i później ku radości podniebieniu zajadam. Ten maleńki cudzik kulinarny podkręci każdą kanapkę, sałatkę. Można skubnąć tego między tym a tamtym. Polecam. Czosnek tak marynowany, pyszny, ale zajadam, kiedy mam wieczór bez całowania, a następnego dnia wolne od masowania ludzi. Coby nie powalić nie tyle moimi bicepsami, co oddechem.

Można zrobić po swojemu z tym co lubimy. Z dodatkiem kaparów, suszonych pomidorów, świeżej chili, ziarnami dyni, czy słonecznika, może suszonej żurawiny. Można samą fetę bez oliwek. Serek pokrójcie, jak chcecie, ja kroję dużym nożem na większe równe kostki. Za każdym razem ocieram nóż z resztek serka, jeśli taki znajdzie się na ostrzu. Warto zrobić sobie czasem małe co nieco.

A teraz małe co nieco do przemyślenia.

Motyle w brzuchu, to symbol zauroczenia, zakochiwania się.  Bardzo lubimy mocniejsze bicie serca na jej/ jego  widok, fajerwerki i stan ekscytacji. Jak myślicie, miłość kończy się wraz z zanikiem takich symboli, czy dopiero wtedy zaczyna? A może to się nie wyklucza?  Może przechodzimy ze stanu zakochania, zachłyśnięcia się emocjami w dojrzałą postać miłości. Wszystkie te początki razem, kiedy dymią fajerwerki, nie koniecznie stworzą miłość. Bardzo często przemijają, odfruwają motylki i zostaje jakieś tam wspomnienie. Nauczyłam się, że na początku nie warto snuć jakichkolwiek planów, bo  to minie. A z planami, z nadziejami, trudniej odłożyć ad akta i przejść spokojnie do starego życia.

Zrobiono badania, co nas ludzi najbardziej ujmuje w swoim partnerze z pośród trzech składników miłości: namiętność, intymność, zaangażowanie. Dla kobiet kluczową sprawą jest intymność,  czyli bliskość.  Dla mężczyzn, tak naprawdę liczy się namiętność, nie żadne gotowanie zupy, pranie.. . „Im bardziej kobieta pała namiętnością, tym bardziej zadowolony jest jej partner” (B. Wojciszke). Kotlet na którymś miejscu też jest. To testy na grupie ludzi, można uogólnić, co nie znaczy, że nie ma odstępstw. Ja rzeczywiście w stałym związku cenię sobie bliskość, a nawet w tych „tymczasowych” też zauważam, że już sama namiętność bez bliskości nie stoi na piedestale.

Życzę Wam motyli i tego dojrzałego „po”!

” Spotkanie na Piwnej”

Już pod koniec ubiegłego roku naszło mnie sprzątanie i trzyma do dzisiaj. Porządkowanie, odświeżanie ścian i garderoby, wyrzucanie tego, co zalega latami. Nareszcie nie żal mi. Sprzątam i sprzątam, moje życie też.

Właśnie umyłam dwa okna, zrobiłam deser z granatem (przepis z 6 stycznia), bo jutro przyjeżdża córeczka kochana z Warszawy, idziemy do opery, a następnego dnia do filharmonii. Teraz przyszła pora wysprzątania komody z mnóstwem szuflad, szufladek z papierami. Posypały się kartki i pożółkłe karteluszki. Ukazał się on – list z wierszem. Leżał na deskach podłogi. Przysiadłam na dywanie i czytałam. Czytałam  i myślałam, o kunszcie pisarza i że kiedyś ktoś tak czuł. Na chwilę jego życia,  byłam taka wyjątkowa. List odłożony do szufladki -„Wspomnienia”.  Posłuchajcie. To tylko słowa, ale jakie ładne.

„Spotkanie na Piwnej”

„Kiedy szłaś do mnie, wtedy na Piwnej. Pragnąłem Ciebie takiej, nie innej.

W pokoju marzeń zbłąkanej duszy

Była dziewczyna, co się nie puszy

Szczera i skromna, miła, uczciwa

Dobry przyjaciel i nieleniwa

Wierna kochanka, wrąca, gorąca,

Tak gorejąca, jak kula Słońca..

Zakres przymiotów wcale niemały

Ale od czegóż są ideały?

Kiedy szłaś do mnie, wtedy na Piwnej. Pragnąłem Ciebie takiej, nie innej.

Choć rozum mówił, że niemożliwe,

Żeby ktoś taki istniał prawdziwie

Teraz wiesz wszystko, szły dwie osoby

Ciało poprawne – Dusza bez głowy

Na pozór kukła, człowiek spokojny

W środku podróżnik, żołnierz bez wojny.

Szukałem ciebie, ciebie szukałem

O twym istnieniu nic nie wiedziałem.

Choć przeczuwałem – wierzyłem w Ciebie.

I jestem z Tobą, mężczyzna w niebie

Kiedy szłaś do mnie, wtedy na Piwnej. Pragnąłem Ciebie takiej, nie innej”.  

 

Co ludzie powiedzą?!

Wiele lat temu leciał w telewizji serial pod takim tytułem. Uwielbiałam główną bohaterkę, która była komiczna w tym pokazywaniu się, z jak najlepszej strony. Można się było zdrowo pośmiać, ale jeszcze bardziej ujmował serce jej szwagier „Powolniak”. Mówił prosto z mostu, to co myślał. Nie udziwniał niczego. Był szczery, prostolinijny i uwielbiał zalegać na fotelu w spranym podkoszulku, z mocno zaokrąglonym brzuszkiem pogryzając chipsy bekonowe. Ten nie przejmował się zupełnie tym, co ludzie powiedzą.

Należymy do społeczności, a to: rodzinnej, lokalnej, sąsiedzkiej, zawodowej, szkolnej, pracowniczej, narodowej.. i nie jest nam obojętnym, co o nas mówią. Chcemy być akceptowani i stanowić część danej grupy. Więc tak całkiem oderwani od rzeczywistości nie możemy być, ale na pewno ważnych decyzji w kluczowych sprawach naszego życia nie powinno podejmować się z myślą, jak osądzą nasz czyn inni. Np. wychodzić za mąż za człowieka, którego nie kochasz dlatego, żeś już starsza, a on taki dobry lubiany przez całą rodzinę. Podejmować trud szkolny przyszłego zawodu z powodu tradycji rodzinnej, choć nie cierpimy nawet myśli, że kiedyś będziemy prawnikami, weterynarzami, księgowymi.. . Urodzić, czy nie urodzić? Wydać majątek na tańce przy „kaczuchach” swojego weseliska, no bo co ludzie powiedzą na uroczysty obiad w eleganckiej restauracji, ale tylko obiad z kawą, a nie pijaństwo do białego rana i dalej. Przyjaźnić się i pokazywać z kimś, gdzie inni uważają, że nie przystoi lub nie dodaje nam chwały. Założyć wymarzoną czerwoną suknię do ślubu zamiast białej, czy ubrać się zgodnie z tradycją? Itd, itd..

Boimy się osądu bliskich i dalekich nam. Pragniemy zadowolić wszystkich. Ale to ty, będziesz musiała radzić sobie z tym wyborem, a nie ludzie obok. Często żyjemy wbrew sobie, aby ludzkie jęzory o nas źle nie gadały.

Im większą wagę przykładamy do tego, jak ktoś odbiera nasze zachowanie, tym bardziej się kontrolujemy. Takie myślenie – ” .. no, bo co ludzie powiedzą”,  głęboko zakorzenione w naszych głowach, możne zniszczyć, własne marzenia, naszą kreatywność, wyrażanie siebie.. .  Stajemy na wysokości zadania, wchodzimy w rolę, jakiej oczekuje świat, robimy dobre wrażenie i co dalej? Dalej? Cóż, to my borykamy się z konsekwencjami czynu, który zaistniał dla ludzkiego oka. Aż po latach myślimy, – ” Jaki ja byłem głupi, nie tak podejmuje się ważne decyzje”.

Na koniec chciałabym Wam powiedzieć – Nie każda opinia jest warta Waszej uwagi! Nie martwmy się, jak wypadniemy w oczach innych, bo nasi bliźni najczęściej mocno zajęci są swoimi sprawami. Pogadają chwilę i albo „wejdą” na innych ze swoją oceną, albo porwą ich własne problemy.

W moim życiu opinia ludzi odgrywała główną rolę. Dość często nie robiłam tego, czego naprawdę chciałam. Czułam się niepewnie i nigdy nie wiedziałam, jak zostanę oceniona. Większość życia moje decyzje były związanie z myślą, aby nie zawieść, aby nie było się o co do mnie przyczepić. Chciałam być lubiana, szanowana. Nie wiem, czy teraz nie zależy mi, bo niewiele mam do stracenia, ale już nie stresuję się i nie myślę, co ludzie o mnie pomyślą, powiedzą. Kieruję się zasadą, że to co myślą, to ich sprawa, nie moja. A niech myślą, osądzają, jak mają taką potrzebę. Ja zeszłam ze sceny, nie pretenduję do żadnej roli. Dokonując wyboru kieruję się tylko lub aż zasadą – nie krzywdź bliźniego i siebie. I bardzo staram się być powściągliwa w osądzaniu.

Mój przyjaciel z Gdyni, myślałam, że przyjaciel, bo pewne sprawy mocno połączyły nas, kiedy dowiedział się o moim blogu (dałam mu adres) wystosował poważny list upominający mnie, czy nie boję się co ludzie powiedzą, pomyślą o mnie. Przeczytał i zobaczył, że jestem inna niż myślał. Chodziło mu głównie o erotykę, że mam śmiałość o niej pisać i przyznawać się do swojej seksualności. Ja taka mała, grzeczna dziewczynka, też mam fantazje erotyczne?! O zgrozo!! Nie powinnam tego ujawniać. Nie odezwał się do mnie więcej, a przeczytał tylko początek bloga, do 5 lutego, do wpisu o „zupie cebulowej”. I zniknął z mojego życia. A ja chcę dzielić się swoim sposobem patrzenia na świat, nie omijając, jak psiej kupy niektórych tematów. On takiej prawdziwej Bajeczki, bez maski nie chce znać.

Jakoś nie płaczę z tego powodu. 

Przeanalizowałam wpisy, które przeczytał i myślę, że Dobranocka dla dorosłych – „Erotyk – Na brzuszku” z 6 stycznia musiała go zbulwersować. Może rzeczywiście powinnam usunąć ten wpis. No, ale jak usunę, to jednak pokieruję się powiedzeniem – „no bo co ludzie powiedzą”?

A może po prostu to było jego martwienie się o mnie. Ale z drugiej strony, gdyby tak było, to odezwałby się w ciągu tego roku, a on zamilkł na wieki. Nie posłuchałam jego rady, nie skasowałam bloga, więc poniosę karę, takim torem zapewne wędrowały jego myśli.