Wspólna kolacja, czy aby na pewno..

Dziś króciutko będzie. Potrzebuję Waszego zdania na temat kolacji we dwoje. Było to jakiś czas temu, chyba ok 2 miesięcy – poprosił mnie znajomy na spędzenie trochę czasu razem. Świeży znajomy, bo widzieliśmy się dopiero dwa razy. Wyraźnie potrzebował bliższego poznania mnie, a ja zazwyczaj miły człowiek, zgodziłam się oddać mu tę godzinkę, czy dwie z mojego życia. Wiedział, że pracuję do 18 i zapewne będę głodna, a znał już mój mały żołądek i lekkie upodobanie do małego pudełeczka z kurczakiem z KFC. I właśnie tam mieliśmy się spotkać. Na miejscu przy kasie proszę o to małe pudełeczko jedzonka za 5 zł i teraz pytanie skierowane do mojego znajomego

-„A co dla pana”?

– „Nie, nie, ja już jadłem”.

Mówię:

– „Może chociaż coś małego zjesz ze mną, albo kawę wypijesz”?

Odpowiedź nadal brzmi przecząco:

– „Nie, dziękuję”.

Więc wyciągam portfel i chcę za siebie zapłacić. On robi to szybciej i podaje 5 zł do kasy. Mówię – „Dziękuję”. Siadamy i rozmawiamy. Ja zjadam, ale cały czas mam dziwne uczucie, czuję się nieswojo. Po co zapraszał mnie na kolację, jak nie chce ze mną jeść. Pytam, może fryteczek zjesz ode mnie

-„Nie. Jestem taki najedzony, byłem na sushi”.

No ładnie, myślę umawia się z kobietą na kolację, a przedtem najada i to wykwintnego jedzenia, a z nią nawet herbaty nie wypije. Więcej z nikim nie zgodzę się jeść kolacji, kiedy on tylko w asyście tej przyjemności, ale bez udziału. Do dziś czuję niesmak, kiedy o tym myślę. Czy tak, jak on postąpił, wypada? I czy to jest grzeczne? Jakie jest Wasze zdanie? Może jestem przewrażliwiona? Zaznaczę, że po tej uczcie w KFC był jeszcze spacer. Łóżka nie było w planach (przynajmniej w moich, na pewno). Piszę to po to, abyście wiedzieli, że dla mnie to miało być tylko poznawanie bliźniego. Ciągu dalszego tu nie ma i to nie z powodu braku wspólnego posiłku, tylko ja nie jestem nastawiona na szukanie człowieka w jakimś celu, tylko jako chwilowe zejście na jedną ścieżkę, posłuchanie, porozmawianie i dalej każdy swoją drogą.

Reklamy

Z pamiętnika masażystki – „Cztery pary stóp, na jednym łóżku”

I znowu mamy powód do uśmiechu, a kto woli, do pogrożenia paluszkiem.  Choć nie wiem za co. Historia ta pokazuje solidnego, oddanego firmie pracownika. I moją radość życia.

Pewnego pochmurnego dnia na moim stole do masażu znalazł się kulturalny, miły pan „T”. Wyszedł bardzo zadowolony, wręcz podekscytowany. Wrócił do hotelu, do swoich przyjaciół towarzyszy podróży. Opowiedział zapewne jak było i umówił na taki masaż przyjaciela. Nie było mnie w firmie, więc usługę wykonała inna pani. Pan wyszedł niezadowolony. Napisali sms, że więcej nie wrócą.

Ojej było mi smutno, że taka opinia pójdzie w świat. Pomyślałam, że należy zatrzeć zły ślad i zaproponowałam panu jeszcze jeden masaż, tym razem absolutnie w moich rękach. I z niespodzianką. A miała to być polska kolacja. Następnego dnia w drzwiach stanął pan „T” i nie jeden lecz dwóch jego uroczych przyjaciół. Od razu poczułam dobrą energię. Myślę, hm i co teraz. Czy koledzy tylko odprowadzają? Jest późno. Uroczo i zawadiacko pytam- „Together or separated” Jednogłośnie brzmi odpowiedź – „Together”!! Ale jak to zrobić? Razem? Trzech to jednak za dużo. Co to za masowanie z tego będzie. Ale jak wiecie mam wenę na radość życia. Mówię przeciągle ooookkkaaaayy!  I główkuję, co czynić. Nie byłam jeszcze w takiej sytuacji. Ale kiedyś może być pierwszy raz.  I teraz cieszę się, że podjęłam małe wyzwanie. 

Zabieram panów na salony, a tam jeden pokój z jacuzzi i sauną, łóżkiem do masażu, stoliczkami na których ustawiłam kolację. Pierogi uzbeckie Basi, marchewka w glazurze miodowej z imbirem, sos pikantny z chili, czosnkiem, czarnuszką i pigwówka mojej roboty z ubiegłego roku. Chciałam zostawić dobre wrażenie, a po za tym miałam ochotę na kolację we dwoje. Teraz mam nawet we czworo! Najfajniejsi faceci, jakich ostatnio przyszło mi poznać. Niemcy. Ale jakie fajne chłopaki! Mili, kulturalni z pełnym szacunkiem do mnie.

Drugi pokój z blaskiem świec, pięknym łożem i wystrojem  projektu buddyjskiego.

Najpierw była kolacja, próba mojego opowiadania o pracy, życiu. Radziliśmy sobie z językiem. Jakoś!! W tym czasie strumień ciepłej wody napełniał wannę. Wstaję i zarządzam rozbieranie. – „Gentlemen, please take off your clothes „. Wychodzę do aneksu kuchennego, trochę go ogarnąć.

Wracam i co widzę. O matko leżą wzdłuż łóżka, jeden przy drugim, nadzy jak Adamy z raju. Przy tym pękają ze śmiechu. Jestem trochę strapiona, bo nie wiem co robić. Słucham się ciała i wybucham śmiechem. Człowiek  w niektórych sytuacjach tak reaguje, aby przykryć nietypowe lub zawstydzające zdarzenie. Wskakuję na środek łóżka, uważając, coby nie nadepnąć kawałeczka pięknych ciał.  Unoszę dłonie do góry, jak zwycięzca i mówię  – ” Choroba, ja to mam szczęście! One! Two! Three and only Basia! Wyliczając wskazuje paluszkiem  każdego. Podaję miseczkę kremu do masażu i pozwalam im na dobry początek pomasować masażystkę. Czuję, że dla nich to niespodzianka, nieoczekiwane zdarzenie. Każdy przejęty na swoją miarę. Ze śmiechem na ustach, ale próbują.  „F” masuje mój kark i jedno ucho, „H” bardzo nieśmiało tylko dłoń, jedynie „T” posunął się odważnie dalej i masuje moje..  udo! Myślę, niestety tu razem nic z tego nie będzie, my ledwo mieścimy się, poza tym panowie zdecydowali się na tantrę z elementami reiki. To wymaga indywidualnego podejścia. Może oni mówiąc mi, że chcą razem, mieli na myśli, że pozostali nie wychodzą, zostają w salonie.

  Podchodzę do „F” artysty. Wsuwam moją dłoń  i zabieram mówiąc            – „follow me”. Podążał ze mną. Drzwi zamknięte, zaczyna się nasza przyjemność płynąca z dotyku. Natomiast panowie „T” i „H” zażywają przyjemności płynącej ze  strefy spa.

Godzinę później leżałam w jacuzzi, gdzie wylegiwał się „T”. Mówię Wam, jaka to przyjemność! I gdzie tu mówić o samotności. Ci mężczyźni stanęli na mojej ścieżce tylko na moment i to był ekscytujący czas. Żadnego seksu, o nie nie myślcie tak. To spotkanie straciłoby urok czystej radości! A ja dbam o dobrą energię. Wyszli szczęśliwi i umówili się .. na pojutrze. Powtórka z rozrywki, jeszcze szczęśliwsza, bo jakby już z dobrymi znajomymi. Przynieśli szampana, ale nie miałam korkociągu. Trunek został na następny raz. Wieczorem napisali, że są przeszczęśliwi i jednogłośnie ustalili, iż za rok wracają do Gdańska i rudej masażystki. Z radością zobaczę ich ponownie. Szampan też czeka. 

PS  dostałam ich błogosławieństwo na opisanie tej historii i wrzucenie tego jedynego zrobionego wówczas zdjęcia nóg. Zdjęcie pozowane na moja prośbę

Każdy z nich na swój sposób wyjątkowy i taki po mojej linii, więcej nieśmiałości i zero wulgarności. Chłopaki z klasą. To była ich i moja przygoda 2019 roku.

Moja Madera – Sobieszewo

To był piękny dzień. Nie za gorący, ale ze słonkiem! Sobieszewo! Będąc w Gdańsku koniecznie jak czas pozwoli podjedźcie na plażę w Sobieszewie. To bardzo ciekawe miejsce, a plaża ma posmak dzikości. Pozwoliłam sobie wrzucić kilka fotek. One oddają mój nastrój i urok tego miejsca.

Dojechać można komunikacja miejską: autobusy 186 i 112

Mewia Łacha – ptasi rezerwat przyrody położony u ujścia Wisły zwanej tutaj Przekopem Wisły. Na wschodniej części Wyspy Sobieszewskiej znajduje się prawie 20 hektarów chronionego terenu oraz po drugiej stronie Wisły, jeszcze bardziej na wschód, ponad 130 hektarów.

To piękne miejsce jest miejscem lęgowym wielu różnych gatunków ptaków, w tym kilku unikalnych na skalę Polski. Wytrwali obserwatorzy mogą także zobaczyć foki szare, pochodzące ze stacji Morskiej na Helu, a nawet pojedyncze okazy wyjątkowo rzadkiej w Bałtyku foki pospolitej. Pobliski stawek – do obejrzenia z platformy widokowej – zasiedlają z kolei bobry. Warto powędrować Ptasim Rajem.

         

                  

 

Ciąg niefortunnych zdarzeń.

Madera nie była mi dana. Nie poleciałam. Według planu biura podróży mieliśmy się tam dostać przez Niemcy do Portugalii i dalej Funchal          (dwie przesiadki). Tego dnia były strajki  pracowników lotnisk między innymi w Niemczech, a może jeszcze jakie inne przyczyny. Mój lot do Monachium został odwołany. Na tablicy widziałam, że do Frankfurtu też kilka lotów odwołanych. I zaczęła się wielogodzinna walka naszej opiekunki, aby jakoś, choćby w kawałkach wysłać grupę na tę piękną wyspę.

Każdy po godzinnym wyczekiwaniu dowiadywał się w jakiej grupie do jakich państw poleci i z jakimi przesiadkami dotrze do celu. Kolejnego dnia o północy, czyli po dwóch pełnych dobach naszej wycieczki.  Domyślacie się, że los nie sprzyjał mi tym razem. Trzy grupy już miał czas i miejsca przesiadek. Jedni następnego dnia po nocy w Warszawie do Brukseli lub Budapesztu, czy Monachium i stamtąd do Lizbony i dalej Funchal. Każda grupa niezależnie od liczby przesiadek miała dotrzeć na miejsce po północy. Pierwsza grupa na lotnisko miała stawić się o 4 rano i dotrzeć na Maderę o pierwszej w nocy. Pewien pan podarł nowy bilet, powiedział kilka siarczystych słów i zabrał żonę, poszli odpoczywać gdzie indziej. Ja po całym dniu na lotnisku dowiedziałam się, że tylko dla 3 osób nie ma miejsca. Te osoby to dwie 70 letnie panie i ja. Ale w końcu i my dostałyśmy propozycję. Lecieć następnego dnia  o 16 tej, po spędzonej nocy w Warszawie do Brukseli, tam 6 godz czekania i dalej do Lizbony. I już nie będzie tego dnia przesiadki na Maderę , więc miałyśmy opuścić lotnisko udać się w Lizbonie na nocleg. Kolejnego, czyli już trzeciego dnia wycieczki wrócić na lotnisko i nareszcie lot na Maderę. Moja wycieczka za 4 tysiące  trwałaby 4 dni, o ile nie zgubiłybyśmy się. Można było odstąpić od umowy z powodu dużych zmian. I tak zrobiłam.

Moja córeczka czuwała przy mamie na lotnisku podnosiła głos, że w tym momencie z bezpiecznej wycieczki grupowej stała się wręcz indywidualną i w końcu po napisaniu odstąpienia od umowy zabrała do siebie i kolejny dzień spędziłyśmy w stolicy i to bardzo mile. Zwiedziłyśmy Muzeum „Polin” Żydów polskich. Zawsze chciałam dostać się tam. Sympatycznie zostałyśmy tam obsłużone.  Uwzględniono nasze zniżki, ja stara, córka studentka. Mój bilet z 25 zł kosztował  symboliczną złotówkę. Za dodatkowe 10 zł wzięłyśmy audiobooki. To była mądra decyzja. Zabierzcie tam tylko sweterek, bo po 3 godzinach słuchania, oglądania trochę możecie zmarznąć, tam jest dobrze działająca klimatyzacja. Miejsce godne polecenia. Tak przyjaźnie pokazany ten Naród. Dużo można się dowiedzieć. I wędrować w swoim tempie.

Kolejne miejsce to Krowarzywa Vegan Burger. Zajadałam wegetariańskiego burgera z sezonowymi warzywami pieczonymi i tofu. Był dobry. Ale przyznam się, że jeśli chodzi o kuchnię bez mięsa, to wolę naszą polską, tradycyjną. Młode ziemniaczki z mizerią, pierogi z kapusta i grzybami, pieczarki z cebulką w śmietanie, czy sałatkę warzywną z majonezem. Później były pyszne lody na Starówce i urokliwy spacer, a 18.10 na dworzec, coby pociągiem wrócić do Gdańska. Wchodzimy i tu kolejna niespodzianka. Wczoraj nie latały samoloty, dziś wszystkie pociągi mają 3 godzinne opóźnienia. Siedziałyśmy na dworcu na posadzce, bo tam nie ma ławek, aby bezdomni nie mieli gdzie spać. Wróciłam o 1 w nocy, zamiast o 22, zmęczona.

Moja koleżanka Marta stwierdziła, że nie powinnam nigdzie wybierać się sama i zaraz opracowała plan, gdzie pojedziemy zamiast.. Pierwsze Wygonin, pogranicze Kaszub i Borów Tucholskich. Uroczo tam. Skakałam po łące wśród jaskrów.

Było swojsko i bezpiecznie 🙂 dla Basi. Odwdzięczyłyśmy się gospodarzom i ugotowałyśmy pierogi z jagodami. A jagódki same przyszły do nas, do ogrodu. Sprzedawała je kobieta z tej wsi, co to ledwo uzbierała je w pobliskim lesie. A lasy są tam piękne, solidne. Jesienią warto, właśnie tam przy Starej Kiszewie nazbierać prawdziwków, kozaczków… i ususzyć do pierogów wigilijnych. Dziękuje Martuś za wszystkie atrakcje. A chcę Wam powiedzieć, że było ich więcej. Przepięknym, radosnym dniem stało się plażowanie w okolicach Gdańska. Zdjęcia wrzucam w następnym poście. Pozdrawiam z polskiej ziemi 🙂

 

Czakra serca – „Jesteś matką dla wszystkich”

W czwartej czakrze – serca mieszka miłość, ogólnie pojmowana. Czakra serca jest środkową czakrą, łączy świat fizyczny – dolne czakry, ze światem duchowym – górne czakry. Energia tej czakry odpowiada za wrażliwość na piękno, chęć pomocy, łagodne usposobienie, wspaniałe relacje, odczuwanie bezwarunkowej miłości, umiejętność wybaczania, umiejętność brania oraz dawania z radością. Taka miłość do  bliźniego, zwierząt,wszechświata, mocno nacechowana empatią. Na tę czakrę wpływ mają nasze myśli związane z miłością, wybaczaniem, relacjami z ludźmi.  Reiki jest energią przekazywaną przez serce, a przez dłonie rozchodzi się po ciele.

I dzisiejszy temat, nie będzie u mnie analizą, czy pomagać i jak pomagać i komu pomagać, tylko o małym wycinku zderzenia ludzi. Zetknięcia się z drugim na swojej ścieżce życia.

Już spakowana, albo nareszcie, bo robiłam to jak sójka, co leci za morze. Wyjazd na Maderę już za pasem, wycieczkę, którą wykupiła mi moja córeczka, aby mamcia odpoczęła. Brakuje tylko kilku drobiazgów i po te maleństwa wychodzę z domu. Ubrana w czarną podkoszulkę i białą rozpiętą, rozwianą koszulę. Na mojej ścieżce, tylko po drugiej stronie widzę siwą babuleńkę z letnią chusteczką na głowie. Pochyloną, z małymi zakupami i laseczką u nogi . Jeden krok, to cała wieczność. Odkąd na mnie spojrzała, nie spuszczała wzroku i lekko ciepło uśmiechała. Myślę może jej kogoś przypominam, może mnie z kimś pomyliła. Przechodzę na jej stronę i mówię- „Dzień dobry, może pani w czymś pomóc”? A ona tylko patrzy. Dotykam jej ramienia, głaszczę, uśmiecham się i mam jej przyzwolenie. Jest taka bezbronna. To bardzo ujmuje moje serce. Najpiękniejsza twarz, jaką widziałam. Pełna spokoju, dobroci i życzliwości. Twarz człowieka, który przeżył w życiu wiele i zachował pogodę ducha. Patrzy na mnie i powolutku cedzi każde słowo. -„Nie, dziękuję. Jest dobrze. Lubie iść”. Oferuje pomoc, – „Może pomóc z zakupami”? Kreci głową, że nie i mówi – ” Taka byłam, kiedyś. Bądź zdrowa”. I wciąż stoi i dobrotliwie patrzy na mnie. Przytuliłyśmy się, a właściwie ja bardziej ją, niż ona mnie, ale pozwoliła na to. Ręce miała zajęte. Poszłam dalej, myśląc, oby jeszcze w zdrowiu i spokoju pożyła sobie ta dobra pani. A ta twarz naprawdę starego człowieka, na której wyryły się lata szczęścia,  klęski, rozpaczy była przepiękna. Bez pudru, makijażu ubrana tylko w ciepłe, pełne miłości do bliźniego spojrzenie. Miłe zderzenie z człowiekiem.

Maszeruję dalej, już miałam przechodzić przez ulicę, aby coś załatwić dalej i tu wrócić po pyszne pieczywo. W jednej chwili postanowiłam zmienić to, bo zobaczyłam człowieka, chyba bezdomnego, a na pewno biednego. Na chwilę zagadał młodą dziewczynę. Minęła go. Może prosił o papierosa, a może o złotówkę, a może zwyczajnie pytał o czas. Zaczął grzebać w koszu na śmieci. Wyjęłam 2 zł i podeszłam do niego. Podałam monetę mówiąc – „Dobrego dnia”. Uśmiechnął się, powoli nieśmiało wyciągnął dłoń. Wziął i trzymał wciąż patrząc na mnie. Zmykam do piekarni, a on czeka. Nie wiedziałam. Wychodzę. Podchodzi, szepcze -„Dlaczego dałaś mi pieniądze”? Odpowiadam – „Na dobry początek dnia.  Dużo zdrowia życzę”. Dopiero teraz chowa monetę i mówi-  „Jesteś, jak matka dla wszystkich.  Zdrowia życzę”. 

Kolejny raz pożyczono mi zdrowia. I teraz można by mówić, po co ten pieniążek, on i tak na piwo zbiera. Nie rozpatruję tego na co. Poczułam chęć przywitania tego człowieka właśnie tak, jak potrafiłam, jak serce mówiło. Zauważyć go, dotknąć  dłoni, patrząc w oczy życzyć wszystkiego dobrego. Miłym to było dla mnie. Takie drobiazgi uskrzydlają serca.

Jeśli Twoja sadzawka energii, zwana czakrą serca harmonijnie pracuje, to: odczuwasz spokój w swoim życiu, miłość do ludzi. Mówi się o Tobie, że lubisz ludzi i siebie. Umiesz wybaczać, nie przychodzi Ci to z trudem, bo próbujesz w swoich oczach usprawiedliwić czyn bliźniego i wiesz, że każdy ma swoją drogę do przeżycia. Jak mężczyzna odejdzie, to cierpisz, ale nie złorzeczysz mu. Albowiem serce Twoje czyste nadal kocha i chce dobrze, nawet dla tego co odszedł. Dziękujesz za lata szczęścia. Mogłaś ich nie zaznać, a zaznałaś. Jesteś wrażliwa na piękno otaczającego świata. Dostrzegasz piękno w przyrodzie, sztuce, muzyce itp. Dajesz radość  i z wdzięcznością bierzesz. Zawsze chętna do pomocy, nawet jak się ciebie nie prosi. Masz łagodne usposobienie, szczera, cierpliwa, emanujesz dobrocią.  To dlatego z Tobą miło  przebywa się.

Natomiast jeśli przepływ energii przez tę  czakrę jest zaburzony, nie płynie gładko, jest zablokowany, to możesz zauważyć u siebie wiele z poniższych elementów: nie potrafisz docenić piękna, ani w małym kotku, obrazie, róży, czy ślicznej pogodzie. Raczej ciągle widzisz i koncentrujesz się na tym, co ci się nie podoba. Robisz z igły widły – wyolbrzymiasz to co negatywne, umniejszając, to co pozytywne. Bywasz porywcza, a przez to masz trudności w relacji z innymi. Tu dopada cię osamotnienie.  Masz trudności w wybaczaniu. Ciągle rozdrapujesz stare rany. Czujesz nienawiść.  A źródła swoich niepowodzeń doszukujesz się w zachowaniu innych, nie swoim. Nie lubisz pomagać, twierdząc, że ty sama musiałaś sobie poradzić, nikt nie pomógł. Mało w Tobie współczucia i empatii. I ciężko odnajdujesz się w grupie. Nie potrafisz docenić starań drugiej osoby. Komplementy rzadko i z trudem przechodzą ci przez gardło. W życiu człowiek powinien kierować się sercem, umysłem i ciałem, bo ono też mówi, ty tylko kalkulujesz i podążasz za rozumem. Nie umiesz ucieszyć się sukcesami innych. Związki które próbujesz stworzyć są pełne zranień, kłótni i napięć. Ciężko żyć obojgu.

Tak mnie uczono, ale żeby to było takie proste. Czy odblokowanie tej czakry zmieni człowieka? Myślę, że prędzej wyciszy z mocy negatywnych uczuć.  Tu potrzebna będzie jego świadomość i chęć pracy nad sobą niezależnie od tego, czy wierzy w energię ludzką i czakry.

Kochani teraz zamilknę do 10 lipca, zasłużone wakacje. Wyjeżdżam na wędrówki po Maderze. I Wam życzę odpoczynku.

A teraz kto ma ochotę niech kliknie, a muzyka relaksu popłynie. Usiądź wygodnie, zamknij oczy, afirmuj kulę zielonego światła. Kolory tej czakry to: zieleń, róż, domieszka złota. Wyobraź sobie np. łąkę, intensywną zieleń natury, różowe dzikie kwiaty.  Lewa dłoń ułożona na czakrze serca, czyli pomiędzy sutkami, z paluszkami lekko zgiętymi do środka, aby energia nie poleciała w przestrzeń, tylko do energetyzowała serce. Prawa dłoń na brzuszku w odległości szerokości jednej dłoni od lewej ułożonej na piersiach. Oddychaj swobodnie. Z każdym Twoim oddechem kula jest bardziej intensywna i większa. Kolor zielony oczyszcza Twoją czakrę i harmonizuje.

Kto nie ma takiej potrzeby, nie czuje tego, to nic na siłę. Pewnie woli spacer. Lato mamy takie piękne! Do usłyszenia!

„Jesteś, jak kebab”

To był wtorek. Pierwszy masaż zaczęłam o 12.00, a ostatni skończyłam o 20.30. Byłam bardzo zmęczona i w sumie smutna. Zdałam sobie sprawę, że już nie jestem osobą tak bardzo spragnioną dotyku, jak stary wierny pies złego pana, a wielu go oczekuje. Tego dnia w moich rękach byli sami panowie. I oprócz ostatniego z tantry, pozostali za bardzo próbowali kierować masaż na tory erotyku. Po każdym masażu oczyszczałam się z rzepów na mojej aurze. Ale i tak smutna wróciłam do domu. Bez zainteresowania odczytałam i odsłuchałam wiadomości z WhatsApp. „Leszek Sprawiedliwy”, tak mam go zapisanego w kontaktach ( urodziwy mężczyzna w okolicach czterdziestki) zapytuje mnie, jak minął mi dzień. To przyjaciel, który zna różne moje tajemnice. Zacytuję Wam ten wycinek korespondencji. Najpierw mój wpis do niego i jego odpowiedź głosową, zacytuję słowo w słowo, bo mam jego pozwolenie.

Wiadomość Basi do „Sprawiedliwego”

„- To był okropny dzień. Sami  faceci i sami wygłodniali dotyku. Eh tam… z tym wszystkim…”

Wiadomość- odpowiedź głosowa mego przyjaciela

” – Basiu, muszę ci wytłumaczyć, bo chyba zapomniałaś. To wszystko przez to, że Ty po prostu jesteś, jak KEBAB! To znaczy, człowiek w domu się naje. I to tak, że jak siedzi mówi – „Ale jestem najedzony, już nic więcej nie wcisnę. Taki jestem najedzony, że po prostu muszę wyjść na spacer”. I taki człowiek wychodzi na spacer i sto metrów od domu mija budkę z kebabem. I ten kebab tak pachnie! (odgłos wąchania). Tak apetycznie wygląda, że człowiek od razu robi się głodny, chociaż wcześniej był najedzony. I Ty właśnie jesteś taki KEBAB, bo jak się ciebie widzi, to nawet, jak człowiek jest najedzony, to nagle robi się po prostu ZGŁODNIAŁY takiego DOTYKU. Jesteś taka śliczna i taka kobieca, więc mnie to w ogóle nie dziwi. No mam nadzieję, że ci to ładnie wytłumaczyłem. Porównanie kebabowe jest takie wiesz, apetyczne i mam nadzieję, że już (odgłos wąchania)  teraz wiesz, co ja czuję, jak na ciebie patrzę i z tobą rozmawiam.. Po prostu musisz się z tym pogodzić, no jesteś atrakcyjną kobietą.”

To ci oryginalny i uroczy komplement. Wywołał uśmiech na mojej twarzy.  Fajnie jest rozmawiać z tym przyjacielem. On nigdy nie wkręca mnie mocniej w nostalgię, przygnębienie i nie dodaje na pierwszym miejscu optymizmu tylko uśmiech, a dopiero później spokojne patrzenie w dal, że nie jest tak źle.  I nie będzie. Po za tym kocha mój śmiech i cieszy się, kiedy go słyszy w mojej odpowiedzi głosowej.

Dziękuję Leszku! Twoje słowa pomogły i to najważniejsze.  Porównanie kebabowe przyniosło uśmiech i ciepło na serce. Mam przyjaciela!

… I uniosła brwi.. Kobieta!

Dziś króciutko odezwę się do Was. Upał męczący do południa, na procesji można było paść z przegrzania, ale dałam radę. Po.. – pojechałam na plażę, ledwo pupę wychyliłam na słonko i .. zgasło. Teraz pada, pada, a niebo zaciągnięte gęstą firaną chmur. Usiadłam i piszę, to co już dawno chciałam zrobić. Od kwietna mam nowe brwi i o tym chciałam Wam donieść.

Był taki czas- mody na cieniutkie, jak sznureczki brwi. Więc skubałyśmy, ja i moje koleżanki z ławy szkolnej. Teraz żałuję mego mocnego przerzedzenia ich. Nie są złe, ale to już nie to i te stałe henny. Zaciągnęłam języka, do kogo udać się w sprawie ombre i pudrowych brwi, bez golenia moich, na tzw. makijaż permanentny. Moja córka, a jej ufam całkowicie, poleciła mi panią Kamilę Kierznikiewicz. Przyjmuje na ulicy Waldorffa w Matemblewie (dzielnica Gdańska).

I już mam piękniejsze brwi. Zawsze ładne o każdej porze dnia i nocy, czy to w kwietniu, czy czerwcu..

Zdecydowanie  upiększyła je pani Kamila i dopasowała do mnie. Nie robiła czarnych, jak smoła z ostrymi kreskami, nienaturalnie wyglądających brwi Gargamela, bo widziała, że buzia delikatna, o takiej a nie innej karnacji, czy kolorze oczu, to trzeba zrobić tak, aby pierwsze nie wchodziły krzykliwe brwi, a później reszta Basi. Tylko wszystko współgrało ze sobą. Aby nie nadały pozoru baby drapieżcy, bo nią nie jestem.

Kto mieszka blisko Trójmiasta, a chciałby raz i dobrze zrobić i mieć z głowy te ciągłe podmalowywania, to polecam. Usługom tej pani nie mogę nic zarzucić, a pochwalić wiele.  Potrafi dobrać metodę i rysunek brwi. Jest rzetelna i poukładana w pracy. Robi ze znieczuleniem i nie bolało, ale korektę chciałam bez znieczulenia i też nie bolało.

Słuchajcie się swojego rozumu i woli ciała. Idźcie po taką usługę, kiedy naprawdę potrzebujecie, kiedy do tego dojrzejecie, a nie dlatego, ze inne malują.

Wiem, że jesteście piękne i bez tych poprawek brwi. Ja też nie robię za wiele z twarzą, oprócz kremów, makijażu i solidnego wieczornego demakijażu. Nie mam doklejanych rzęs, ani ostrzykniętych ust, czy czegokolwiek innego. Te brwi to moje jedyne szaleństwo i nie żałuję. Dziękuję pani Kamilo!!