Czas na powidła śliwkowe

Jeśli je lubicie może zróbcie sami. Potrzebujecie dobrego garnka, nie zwykłego emaliowanego, bo przywrze. I oczywiście śliwki! Smażę je w ciężkiej, żeliwnej brytfannie. Powidła robię od lat i zawsze wychodzą przepyszne. Lubię słodkie śniadania, więc plaster dobrego twarogu przesmarowany suto powidłami śliwkowymi smakuje wybornie. I tu nie potrzeba pieczywa, ten kto się jego wystrzega ma teraz kolejną propozycję dobrego jedzonka. Ale można  też z chrupiącą bułeczką i świeżym masełkiem. Jak już macie w czym smażyć powidła, to teraz kupcie zwyczajne małe śliwki węgierki. W tym roku  jest ich mniej na rynku, ja pierwszy raz kupiłam węgierkę dąbrowicką i przetwory wyszły tak samo znakomite.

5 kg śliwki węgierki, 0,5 kg cukru. Smażyć 5 dni, po pół godziny rano i wieczorem, w ostatnim dniu dodać cukier i razem przesmażać

Umyjcie owoce przekrójcie na pół, usuńcie pestki. Wrzućcie śliwki do naczynia z solidnym dnem. A jak nie macie takiego to postawcie garnek ze śliwkami na patelni, która stworzy podwójne dno. Smażcie mieszając od czasu do czasu (na początku obróbki nie przywierają). Na małym ogniu, aby puściły sok i teraz każde przesmażanie to redukowanie wody. Z biegiem dni im gęstsza masa tym częściej mieszacie, bo lubi przywrzeć. Posmażyć z 30 minut, wyłączyć i zająć się swoimi sprawami. Wrócić do nich wieczorkiem i znowu około pół godziny smażyć pilnując, aby nie przywarły. I tak powtarzać przez następne 4-5 dni. Nie nakrywamy pokrywą, niech odparowują. Z każdym dniem będą zmieniały kolor z jasno bordowych na brązowe, aż do koloru czekoladowego. W ostatnim dniu dodać cukier i nadal smażyć. Przełożyć do słoików dżemowych i dla pewności zapasteryzować ten skarb. Ja czynię  to w piekarniku na 120 C przez 20 minut.

Jeśli macie ochotę „podrasować” swoje powidła, można w ostatnim dniu smażenia dodać, trochę kakao, będą czekoladowe lub cynamon, anyż, skórkę z cytryny (lub kilka śliwek wędzonych, ja nie daję, bo nie przepadam za zapachem wędzenia).  Preferuję bez dodatków. Z tej ilości śliwek wyszło mi 9 słoików dżemowych. Na bazie powideł możecie zrobić sos do pieczystego, albo mięsa z grilla

Przepis na powidła podałam dla tych, którym się jeszcze chce bawić w kuchni i dla tych z wolnym czasem, co nareszcie go mają!

Na bazie powideł możecie zrobić sos do pieczystego, albo mięsa z grilla.

Sos na bazie powideł: pół słoiczka powideł, 3 łyżeczki  ketchupu, 2 ząbki czosnku drobniutko pokrojone,  szczypta pieprzu. Wymieszać razem. Gotowe. 

Ja już nie szaleję z ilością przetworów na zimę. Wolę mniej i tego, co naprawdę lubię, tak jak powidła śliwkowe, parzone wiśnie, pigwa do herbaty, papryka i ogórki w zalewie słodko-kwaśnej z miodem i kurkumą. Latami, kiedy dzieci były małe robiłam całe spiżarnie przetworów, a później leżało to po 10 lat. Bez sensu, szkoda czasu i pieniędzy, a przede wszystkim pracy.

W październiku będzie Erlend w Gdańsku, wiecie, po czym będziemy oblizywać paluszki :-)))

Nie robię zakupów, robię karierę

Trudno było zabrać się do tego wpisu, bo nie mówi nic dobrego o człowieku.  Wiele kobiet w miarę upływu lat i po różnych rozczarowaniach traci wiarę w gatunek męski i po latach stwierdza, że chcą już bardziej świętego spokoju niż mężczyzny. Może Pan Bóg był bardzo zmęczony tworząc chłopa i dlatego tak mu wyszedł, jak wyszedł.  Piszę to z uśmiechem, bo wiem, że nasi panowie tak, jak i panie są cudowni, a przynajmniej bywają wyjątkowi, znajdują się i tacy!!

Przypadek, który dziś opiszę, bardziej świadczy o głupocie chłopa, jakimś zafiksowaniu, a kobieta tutaj, to czyste zło. Można by nią młodzież straszyć – „.. jak będziesz głupi w uczuciach, to taką żonę będziesz miał!!!”

ONA:

-” Byłam po maturze. Trafiłam do niego na oddział. Widziałam, jak na mnie patrzy. Miał drugą żonę i 7 letniego synka. A i 26 lat więcej ode mnie. Szybko zorientowałam się, że warto wejść w ten związek. Druga żona, głupia myślała, że przeszkodzi nam, jak zostawi dziecko pod opieką ojca, że się przestraszę. Kazałam wynająć niańkę. Naszą córką też się zajęła. Wolałam urodzić. Zadomowić w małżeństwie.  Załatwił mi cesarkę u przyjaciela, nic nie widać (naprawdę mały znaczek na dole łona). I od początku ciąży osobistego trenera do dziś. Codziennie ćwiczę, dobrze odżywiam się, mąż o to dba. Ja nie robię zakupów, nie gotuję, nie sprzątam. Przychodzi pani do prac domowych i ogrodu. Ja robię karierę. Załatwił mi studia prawnicze, 4 lata tok indywidualny. Doktorat też robiłam za jego pieniądze. Siedziałam w Paryżu w bibliotekach i grzebałam w starych księgach”.

– Jest pani zdolna, prawo w 4 lata i zaraz doktorat!!

-” Na to trzeba mieć przede wszystkim duże pieniądze. On zarabia po to, abym była szczęśliwa. O, przypomniałam sobie; muszę zrobić listę prezentów, zbliżają się moje 36 urodziny. Będzie biżuteria, lot do Paryża. Tam mają dobry kabaret i kolację z najwyższej półki. Niech pani kiedyś spróbuje, poczuje że żyje i jest królową. Wszyscy nadskakują. Mąż jest dumny, kiedy tam ze mną wchodzi. Nie ma mężczyzny na sali, który by się za mną nie obrócił i nie patrzył z podziwem”.

-Myśli pani, że mąż szczęśliwym człowiekiem jest?

ONA:

-„Bardzo! Zawsze rano podając mi kawę do łóżka mówi, że każdego dnia dziękuje Bogu, że jestem z nim. Myślę, że beze mnie byłoby po nim.

Teraz jest stary, niewiele może. Mówię mu, że na weekend jadę do Warszawy pobzykać się, bo mam ochotę”.

ON:

-” Dobrze. Proszę tylko nie zostawaj u niego na noc. Nie chcę żebyś budziła się u  boku obcego. Napisz mi sms, kiedy wracasz do swojego łóżka”

ONA:

-” Okay, ale to mi trochę czasu zajmie. Może być późno, około 2 w nocy! (nigdy nie wie, z kim to będę robiła)”

ON:

-” To nic, ja będę czekał. Pisz o każdej godzinie”.

ONA:

-„A była pani w klubie swingersów? Tam jest ekscytująco. Można się zabawić lub nacieszyć oczy innymi. Najczęściej chodzę sama, ale teraz mąż się wprosił. Chce popatrzeć, jak się będę pieprzyć. On ma już 62 lat i od jakiegoś czasu niewiele może. Uparł się byś obecnym przy tym. Zabiorę go, tylko tyle mu zostało.

Chcę mieszkać w Paryżu, kiedy tam jestem, zawsze mam kochanków z najwyższej półki. Sprzedam nasz apartament w Sopocie i wyjadę do Francji. Tam chcę żyć”.

– A co mąż na to?

ONA:

-„Jego już nie będzie. Zrobię to, jak on umrze”.

-A nie chce pani teraz ułożyć sobie życia z jednym z tych pani „miłości”?

ONA:

-” Teraz to ja mam za dużo do stracenia. Mąż zarabia 40 tysięcy miesięcznie i ja dysponuje kontem. On nie ma czasu na wydawanie pieniędzy. Dobrze, że tak dużo pracuje, widzę go tylko wieczorami. Och, niech pani jeszcze pomasuje mi piersi. kiedy mąż próbuje je dotknąć cała sztywnieję. Są dopiero miesiąc po operacji i jak dotyka je ten” mój …” nie tylko nie boli, ale wznieca nasze żądze. Czasem myślę, że my z „Moim” .., tam w Paryżu zaruchamy się”.

-„Mąż chciał, aby pani powiększyła piersi?”

-„Skądże, dziwił się po co to robię. Dla niego zawsze jestem piękna, ale ja mam teraz dobry czas, jako kobieta, chcę być kochanką z najwyższej półeczki.”

Mówi, to z taką dumą, jakby to był wyczyn życia! Podziwia swój spryt. I nie zakłada, że coś może stanąć na drodze jej planów.  Na początku, kiedy słuchałam tych opowieści, było mi bardzo żal tego mężczyzny, później pomyślałam, że chyba głupi.

Dbajcie o siebie nawzajem. Podejmując różne decyzje myślcie nie tylko o sobie, ale i  o związku z ukochana osobą, jak to wpłynie na wspólne bycie razem.

„Masz to, na co godzisz się”

 

Fajny brat

Wiem, pił! Wiem, miał nałóg, ale był dobrym człowiekiem.

  Moje małe wspomnienia

Zbyszek był dwa lata starszy ode mnie.

Pamiętam go, jako małego chłopca. Nigdy nie położył się do łóżka zanim nie umył nóg w misce zimnej wody (mieszkaliśmy na wsi, woda z pompy) i nie odmówił pacierza, klęcząc przy swojej kanapie.

Miał może z 10 lat, kiedy był świadkiem pewnej tragedii. Nasza cielna krowa złamała nogę idąc z górki do wodopoju. Trzeba było ją dobić!! Widziałam go, jak strasznie płakał, cały skulony. Wtedy nie wiedziałam, o co tak przejmująco płacze. Dowiedziałam się wiele lat później. Nas dziewczynki, młodsze dzieci chroniono przed okrucieństwem tego świata, przed drastycznymi scenami.

Radością młodego chłopaka z podstawówki było kopanie piłki. Jak tylko mógł, biegł na górkę do kolegów rozegrać meczyk. Któregoś razu wrócił z takiej kopaniny piłki z Jerzykiem Ziółkowskim i Pikutowskim z bolącą  ręka, ale nikomu nic nie powiedział. Wstydził się narzekać i chciał być pomocny rodzicom.  Przez kilka godzin z tatą narzucał obornik na wóz, aby zawieźć go na pole i roztrząsnąć. Wieczorem obejrzał rękę. Była strasznie spuchnięta. Jak się okazało pracował ze złamaną ręką. Później źle się zrosła i trzeba było ją łamać.

Pamiętam, kiedy zmarł nasz tata. Zbyszek miał wówczas 18 lat, szybko zaczął pracować, aby pomóc mamie utrzymać młodsze rodzeństwo, swoje siostry. Mieszkałam w mieście na stancji. Było biednie, poprzedniego dnia zjadłam ostatnią cebulę, jaką znalazłam w kuchni (usmażyłam ją). Następnego dnia spotkałam Zbyszka na ulicy Słupska. On wracał z warsztatów na autobus do domu, a ja szłam z liceum na stancję, gdzie mieszkałam u starszej pani. Podszedł do mnie uśmiechnięty, że spotkał siostrę i wyciągnął z kieszeni pieniążek, tak jak na obecne pieniądze 5 złotych. Nigdy mu tego nie zapomnę, tego wieczoru najadłam się. Pamiętam kupiłam puszkę wędzonych szprotek w oleju.

Boże, ciężkie to życie.

Przytulajcie się w rodzinie, wybaczajcie sobie, póki jeszcze jesteście na tym samym świecie.

„Ci których kochamy nie odchodzą. Idą obok nas każdego dnia..”

Zbyszku, wierzę, że tata zaopiekuje się Tobą. Do zobaczenia kochany braciszku.

Piękny czas z mężczyzną

Dzień wcześniej z wiejskiej ciszy wróciła moja córeczka, aby odwieźć mamusię na lotnisko i pomachać chusteczką.

Erlend kupił mi bilety do Oslo i z powrotem. To było na początku sierpnia, trochę czasu minęło. Do wyjazdu nie doszło, bo tego dnia okazało się, że był pogrzeb mojej kuzynki. Erlend zrozumiał sytuację i zmienił datę na 10 września. Obejrzałam bilety, zapamiętałam, że rano skoro świt trzeba stawić się na lotnisku.

Dni mijały. Obserwowałam pogodę i powoli przymierzałam sweterki, co do czego pasuje i żeby było wygodnie, bo w planach mieliśmy zwiedzanie i wędrowanie po Oslo.

Jeszcze wieczorem napisałam w komentarzach, że wstaję o 5.00, bo lecę do Oslo, myśląc że ok 8 wylatuję. Nie wiem dlaczego, czy to z roztargnienia, zakochania, czy braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, czy zakodowaniem danych z powrotnego biletu, ale spóźniłam się na lot!!! 

Koncia, tak jak było ustalone podjechała o 6.00 po mamę, 6.30 byłyśmy na lotnisku. Wchodzę na halę odlotów i nie mogę uwierzyć, nie ma samolotu ok 8, tylko 6.35 i kolejny 12.10. Biegiem, mijając dołem pod pasami barierek do kontroli bezpieczeństwa i dalej do bramki. Gate zamknięty!! (jest 6.30) Błagalnym wzrokiem proszę pracownika, że może jeszcze jest szansa, że może da radę coś zrobić. Nie można!!

Dzwonię do Erlenda, przepraszam, mówię, że chyba jestem głupia, bo pomyliłam godziny z biletów i nie wiem co teraz zrobić. On spokojnie zapewnia mnie, że każdemu może zdarzyć się spóźnienie na lot i to z różnych powodów. A na pewno nie jest to moja głupota. Prosi o 5 minut. Ja cała w stresie i szoku, jak mogło do tego dojść. Czekam dosłownie chwilę. Przychodzi wiadomość od Erlenda, przysyła mi nowy bilet i lecę o 12.10 inną linią lotniczą.

Och dziękuję, że tak zareagował. To jak człowiek zachowuje się w stresujących, niekomfortowych, nagłych sytuacjach ma duże znaczenia, dla tego co na nas teraz patrzy.

  Przed nami oprócz tego porannego stresu, cała moc pięknych chwil!!

Wiecie, co mnie niezwykle ucieszyło? Jazda z Erlendem na jednej elektrycznej hulajnodze. Kiedy stał za mną i kierował, a mi pozostało powiewać rudymi włosami i cieszyć się, jak dziecko. Jeździliśmy dużo po całym Oslo, aż za którymś razem Erend dostał w prezencie kolejny przejazd za częstotliwość korzystania z tego uroczego środka lokomocji. Czułam się młoda, szalona .. .

Jedliśmy przepyszne jedzonko. Wspólny posiłek z ukochaną osobą, to wielka przyjemnością, a to co jedliśmy było przepyszne. Polecam New Deli – indyjskie jedzenie. Już same zapachy i czekadełko z ich cienkimi ziołowymi chlebkami zachwyca.  Ale to, co mnie najbardziej urzekło, to ryba w innej restauracji. Pieczony łosoś w gorącym, niezwykłym  sosie maślanym z pieczonymi małymi ziemniaczkami i warzywami. No coś wyjątkowego, co Basie lubą bardzo. Tak apetycznie zajadałam, że nawet Erlend podziwiał. Ich narodowa Rorbua, czyli z dawnych lat nazwa schronienia dla rybaków. Wybrałam tę restaurację, bo letni domek Erlenda ma taką nazwę! I nie zawiodłam się.

Oczywiście byliśmy w Parku Vigelanda, co zapiera dech widokiem rzeźb nagich, splątanych postaci ludzkich w różnych pozach i konfiguracjach. Kolosy pełne naturalności, a jednocześnie z wielką dbałością o szczegóły.

Niezwykle urokliwą wycieczką była wędrówka po obszarach folkloru norweskiego -„Norsk Folkemuseum” . I zachwyt nad łodziami Wikingów w Viking Ship Museum.

Podczas całego pobytu czułam się zadbana, zaopiekowana bardzo troskliwie i hojnie. Erlend, to opiekuńczy, spokojny, czuły, hojny, wesoły.. mężczyzna. Teraz jeszcze zdradzę Wam, że nigdy podczas żadnego spotkania nie było u nas alkoholu. Co wiecie, że całkowicie zabiera moje serce. Ja, która nigdy nie pije alkoholu i źle patrzy na nadużywanie go. Poza tym cudownie masuje, z takim wyczuciem i płynnością ruchów, że można uznać iż ukończył szkolenie w tym zakresie. Za każdym razem po wędrówce czekała na nas wanna gorącej wody, zimna cola.. i masaż :-))) 

W życiu każdego człowieka są piękne dni, pełne radości, czy dumy. A to zachwyt nad urodzonym maleństwem, a to duma z wyróżnienia na studiach, czy pracy. U mnie były to najpiękniejsze dni spędzone z mężczyzną, który zamieszkał w moich myślach i sercu. Mogło mnie to nigdy w życiu nie spotkać, a spotkało! Jestem wdzięczna losowi! 

Erlend dziękuję! Po tej wycieczce ubyło mi lat 🙂

Po co..?

Nie wiem, po co ja się tak męczę, co chcę tym udowodnić i komu? To że umrę zdrowsza, taka eko bez jednej tabletki. Od 2 dni źle śpię. Organizm jest już tak wyczyszczony z substancji 1/3 tabletki trittico , że wrócił do dawnego łatwego zasypiania i spania najdłużej do 3 w nocy. A później liczę barany, głaszczę kotka.., zasypiam, jak pijana na chwilę nad ranem ok 7.

Może gdybym brała garściami różne medykamenty, to byłoby o co walczyć, ale tak.  No i tyle mojej wygranej. Dzisiaj muszę wziąć ten okruszek tabletki.

A aaa, jest jeden pożytek z niespania w nocy. Zaczęłam czytać cudownie wciągającą książkę Ann Patchett ” Stan zdumienia”. Dostałam ją w prezencie od blogerki Sylwii http://burzatumblemind.wordpress.com/ za zajęcie 2 miejsca w napisaniu wiersza diamentowego. Pierwsze miejsce zajęła nasza Paulinka http://emlodamama.wordpress.com/

Książka wciąga od pierwszych stron. Pracownica firmy farmaceutycznej Marina Singh dostaje propozycję nie do odrzucenia – ma wyjechać do dżungli amazońskiej, aby zbadać okoliczności śmierci swojego kolegi z pracy. No i dzieje się, trochę, tak leciutko, jak „Jądro Ciemności” J. Conrada.

Polecam serdecznie i dziękuje Sylwii za tak fajny prezent z Anglii przysłany. Społeczność blogerów jest fajna, może wiązać.

A już wiem, kiedy czytamy książki – kiedy mamy czas na to i kiedy nie mamy czasu, ale już nas wciągnęła!!!

 

Małymi kroczkami

Wróciłam do spania bez tabletki na sen. Próbowałam powoli, małymi kroczkami. Odstawiałam różnie, a to jedna, dwie noce w tygodniu, a to dzień na dzień, a to tylko, kiedy męczę się i nie zasypiam. Teraz śpię bez wspomagania. Dużo daje mi conocne spanie z kotkiem  tak blisko, że bliżej nie można. Zawsze mnie usypia, zawsze. Czasami jeszcze coś bym zrobiła, a to odpisała sms, bo słyszę, że przyszedł, a to zamknęła okno, czy wstawiła coś do lodówki, ale żal mi zepsuć tak przyjemnego leżenia z ukochanym zwierzaczkiem. I ta zasypiamy. Po kilku godzinach budzę się na chwilę i widzę, że Kleofas spokojnie leży rozciągnięty na podłodze przy łóżku. A ja zasypiam ponownie, już potrafię. Psychika też ma tu znaczenie, teraz nie mam na głowie obciążenia- ” Śpij Baśka!! bo zaraz budzik zadzwoni o 5.30. Wstaję o której chcę, a raczej, kiedy Kleoś zawoła jeść. To on jest teraz moim kogutem, co budzi o poranku. Nie małe moje dzieci, a przy trójce było co robić, nie moja praca i jeżdżenie tramwajem prawie godzinę, choć w tym samym mieście. Skończyły się obowiązki.

Numer dwa czego potrzebuję na dobry sen, to termofor do rozgrzania ciągle zmarzniętych małych nóżek. Teraz przyszły chłodne noce, a kaloryfery jeszcze zimne, jak głaz. Kiedy mam ciepło i Kleofasa u boku zasypiam. Cieszę się z tego. Wiem, to mała rzecz, a cieszy. A co Was ostatnio ucieszyło z takich małych spraw, a jednak zauważalnych?

„.. Skosztować tak zwanej życiowej mądrości..”

Dobre decyzje biorą się z doświadczenia, a doświadczenie bierze się ze złych decyzji

Mark Twain

 Spaceruję wieczorem po prawie pustej starówce (jaki tu spokój po tym szalonym lecie, kiedy chyba cała Polska tu była) i tak sobie myślę; jak wielu rzeczy i decyzji, tych podjętych i niepodjętych żałuję.

Za to wszystko, co nieudane karzemy siebie w myślach. Nawet, jak wiemy, że mamy prawo popełniać błędy, bo podobno rzeczą ludzką  jest błądzić, złościmy się na siebie i wiemy, że dziś nie postąpilibyśmy tak lekkomyślnie, czy karkołomnie. Och, tak łatwo wejść na niewłaściwą ścieżkę!! Idąc przez życie zbieraliśmy do swojego wora doświadczeń, te dobre i  te złe zdarzenia. Z tego, co nas spotkało wyciągamy wnioski, a przynajmniej staramy się. I złościmy na siebie, że kolejny raz zaufaliśmy i dostaliśmy kopniaka.  Ale wciąż na nowo jednak chcemy „Skosztować tak zwanej życiowej mądrości dopóki życie trwa ” (A.Osiecka). Na błędach innych nie uczymy się.

Wtorek, rozpoczęcie roku szkolnego. Wiecie, pierwszy raz nie było mi smutno, że nie jestem na tej szkolnej uroczystości. Już serce o to nie boli. O to, że nie pracuję, jako nauczyciel, że nie poznaję nowej klasy, nie przytulam małych szkolnych istotek i nie zapewniam, że będziemy się tu nie tylko uczyć, ale i świetnie bawić.

Poszłam dalej. Moszczę się na szkolnej emeryturze.

Raczej zaskoczył mnie smutek i żal, że nie jestem mamą, która odprowadza swoje pociechy do szkoły, nie macha im na pożegnanie i nie zapewnia, że lekcje miną szybko, a mama będzie tu czekała. To było tak niedawno, kiedy stałam w szkolnej szatni i czekałam, aż zejdzie moja córeczka, jedna czy druga, mały synek. Kiedy podbiegnę, przytulę… . Wszystko minęło.  Zostały wspomnienia. Jestem mamą dorosłych dzieci, które jeszcze nie usadowiły się w swojej dorosłości. Choć na jedną małą chwilkę chciałabym powrotu tamtych lat. Nie byłam szczęśliwa w związku, ale byłam młoda i miałam Okruszki malutkie. Czułam się odpowiedzialna za nie, potrzebna im.. . Wiem, na wszystko w życiu jest pora.

Są ludzie, którzy przeżyli wiele, doświadczyli niejednego i mówią, że nie żałują niczego. Ja nie mogę tak powiedzieć. Żałuje niektórych decyzji, tylko niektórych, ale żałuję. Dziś nie postąpiłabym tak. Z innymi trzeba było się zmierzyć. Ale jeszcze raz nie chciałabym przeżywać tego samego.

Darujcie mi. To nostalgia.

Pospaceruję jeszcze. Często mamy ładne miejsca w naszym zakątku świata, gdzie przyszło nam żyć. A to starówka, morze, rzeka, zamek, park, wieża widokowa…, a tak rzadko w nich bywamy. Praca, sklep, dom!

Coś do kawy

Są takie ciasta znane od lat, jak Murzynek. Każdy ma swój sposób pieczenia. Może od mamy dostał, może od koleżanki.. Wszystkie smakują podobnie czekoladowo. Ja mam sprawdzony, taki pyszny wyjątkowo. Spróbujcie mojego.

Składniki: pół kostki masła, 2 jaja, 1 szklanka cukru, 2-3 łyżki kakao, 4 łyżki dżemu, 2 szklanki mąki, 1 szklanka mleka 1 łyżka sody (nie proszku).

Wykonanie: Do głębokiej miski wbij całe jaja, dodaj masło, cukier, dżem i kakao – wymieszaj mikserem. Teraz dodaj mąkę, mleko i sodę. Ponownie wymieszaj.

Formę posmaruj tłuszczem i osyp bułką tartą. Piecz ok 45 minut w temperaturze 180 stopni C.

Ostatnio zrobiłam takie ciasto na urodziny koleżanki, powiedziała -„Jak to zrobiłaś niby zwykły Murzynek, a niezwykły „.  Jak wyjęłam z piekarnika, taki gorący „ponakuwałami” drewnianym patyczkiem (tym samym, co sprawdzam ciasto, czy już upieczone, czyli, czy patyczek suchy) i  polałam syropem z wiśni. Ale bez tego triku też nasze ciasto wyjdzie wyśmienite. Mam małą formę w kształcie serca, odlałam trochę ciasta i upiekłam serduszko na wierzch. Udekorowałam  parzonymi wiśniami (mojej roboty, jakby kogo one zainteresowały to służę przepisem). Polewę zawsze robię tak samo : do kubeczka wlewam trochę słodkiej śmietanki 18 lub 30%, niedużo cukru, masła i tabliczkę dobrej gorzkiej czekolady, zagotowuję. Zawsze się udaje, niezależnie od proporcji.

Życzę Wam smacznego, to naprawdę najlepszy Murzynek. Jak nie ma ciasta, to zjem ulubiony kwadracik czekolady z marcepanem Ritter Sport lub żelki, najlepiej kwaśne!!  To ostatnie opalanie nad morzem i nagle..  przyszła jesień!!

 

Małe myśli z półki „polityka”

Większość z nas żyje polityką, przejmuje się tym dokąd politycznie zmierzamy. Dużo czyta, słucha i tak sobie myśli -.. czy oni wszyscy kształceni na –  „Nowym kodeksie moralnym polityka”? Zwłaszcza podnóżki tych, co na świecznikach, ale i mniejsze płotki oraz męty wokół. Ktoś ich musiał przygotować. Posłuchajcie nowego kodeksu i nie napiszę moralnego, bo z moralnością nie ma nic wspólnego. Nie zaszczepcie tego w sobie! To nie dla nas. My wybieramy uczciwość, choć mówią, że nie popłaca, ale tylko czasami.

„Nowy kodeks moralny młodego polityka” ( a fe!!)

  1. Ucz się od starszych, zwłaszcza starożytnych. Już Rzymianie mawiali: pecunia non olet („pieniądze nie śmierdzą”). Dąż do nich wszelkimi drogami.  Bogaci nie mają problemów biednych, a swoje własne opędzają pieniędzmi właśnie. (Chyba, że choroba, ale bogaty ma wówczas więcej możliwości działania, choć i leczenie w najlepszych klinikach może nie pomóc).
  2. Sukces możesz osiągnąć tylko w dużej grupie ludzi.  Wstępując do niej wyrób w sobie uwielbienie dla przywódcy, żeby nie męczyć się ciągłym udawaniem przywiązania. Powtarzaj z przekonaniem tezy przywódcy, co sprawi, że awansujesz. Na ten czas zagłusz w sobie naturalny instynkt krytyki. Gdy popełnisz błąd wyrzucą cię, a wtedy ulżysz sobie i  powiesz głośno, co myślałeś cały czas o byłym przywódcy i przyjmą cię z otwartymi ramionami do innej grupy. Wtedy cykl powtarza się. 
  3. Nie wierz nikomu i nigdzie. Pamiętając, że inni też ci nie wierzą, będzie ci łatwiej to przeżyć. 
  4. Staraj się, by jak najwięcej ludzi cię znało. Znana osoba budzi respekt, podziwia się w skrytości nawet jej wady, darowuje grzeszki. Znani głośno mówią o swoim alkoholizmie,  orientacjach seksualnych i zdradach i nie odbiera im to szacunku.
  5.  Mało mów, gdy zaczniesz być znany, inni zajrzą do internetu i opublikują twoje wypowiedzi sprzed lat. To na pewno wypadnie fatalnie. 
  6. Kłamiąc patrz rozmówcy w oczy i nie przerywaj. To sprawia, że łatwowierni ci uwierzą, bo nie potrafią sobie wyobrazić, że można kłamać patrząc w oczy i nie wstydząc się. Zwróć uwagę, że wszyscy wielcy tego świata (prawie) opanowali sztukę kłamania do perfekcji i tylko dzięki temu tak daleko zaszli (nadal myślę- czy aby dlatego?)
  7. Nie miej skrupułów w dążeniu do wyższych stanowisk. Większość ludzi wychowana była jeszcze w kulcie wartości, co czyni ich słabymi. Będąc bezwzględnym stajesz się automatycznie silniejszym od nich i możesz zająć stanowisko kierownicze. Siła budzi respekt.
  8. Ucz się zarzucać rozmówców efektownymi szczegółami z historii, ekonomii, polityki. Zyskasz opinię wykształconego erudyty, a to budzi szacunek ludzi. Jeżeli zauważą, że się mylisz, twierdź, że są różne wersje każdego zdarzenia i różne relacje. Wszystko jest względne. 
  9. Podważaj odważnie wszelkie autorytety, których nie ceni Twój przełożony lub przywódca twojej grupy. Miej w gotowości szereg epitetów, którymi określisz tzw. autorytet w celu zohydzenia go lub zdradzenia jego  zaplecza politycznego. Po zmianie grupy przyznaj, że się myliłeś.
  10. Nie kradnij. Łatwo i bez łamania prawa zyskasz pieniądze postępując wg punktów   1-9.

A wy nie bierzcie sobie tego dekalogu do serca. Zapomnijcie! Już!!!

PS  Kochani, to mój 400 wpis. Nie jestem codziennikiem, bo zmęczyłoby mnie to. Po za tym nie lubię wchodzić w zobowiązania, mieć taki bicz nad sobą, że codziennie powinnam coś naskrobać. To nie sprzyja wenie, a i czytelnicy nie mogliby nadążyć czytać. A tak jest akuratnie, nie zostawiam Was na długo, ale i nie zamęczam wyrzutami, że nie nadążacie za Baśką. Zmieniam  Wam tematykę; trochę o masażach,  miłości,  jedzonku, polityce, religii… . Ten kto czyta mnie od dawna zauważył, że przestałam częstować Was erotykami, ale zakochałam się i teraz erotyk mam tylko w cztery oczy. Po za tym starzeję się i może już nie wypada. Śpijcie dobrze.

Na zdjęciu Erlend połączył Basię z oceanem :-)))  Dziękuję  :-*

 

Jestem jaskółką, nie sępem. Miau

Dzisiaj kilka moich myśli, tylko moich, ale może i waszych, może macie podobne odczucia. Nie jestem wyrocznią i mylić się rzeczą ludzką jest, ale ostatnio czuję to bardzo mocno, dlatego piszę o tym do Was. Chcę posłuchać Waszych komentarzy. Potrzebuję.
Często innego człowieka mierzymy swoją miarą. 

Z czego to wynika? A no z tego, co już przeżyliśmy, z tego, co siedzi w naszej główce.

Są ludzie, którzy kradną, zawsze wykorzystują okazję, aby coś komuś zniknęło, nawet małowartościowego, przywłaszczają sobie i z automatu uważają, że inni też tak robią. Są tacy, co zdradzają, nawiązują kontakty z wieloma osobami, piszą, wysyłają serduszka, obietnice, zapewniają o miłości.. i automatycznie świeżo poznaną osobę podejrzewają o to samo, że też na pewno zdradza, ma dziesięciu kochanków, kochanek, bo sam ma.

Dość, że mierzą swoją miarą, to jeszcze uważają że to jedyna, właściwa miara. Dlaczego? Ogranicza ich własna wyobraźnia. Nie zakładają, że ludzie są różni. Skonstruowani, ukształtowani inaczej niż oni. Biedny taki człowiek, on nawet nie ma podejrzeń, że istnieje inny świat, niż jego własny. Co nam pozostaje? Całe życie udowadniać, że jesteśmy inni niż on podejrzewa. Starać się pokazywać swoim życiem naszą uczciwość. Czasami zmęczy nas to tak bardzo, że odpuszczamy, bo ile można udowadniać, że jest się kotem, kiedy on widzi w nas jeża.

Kłamcy, krętacze nie tylko nie uwierzą, że ty nie kłamiesz, ale układają sobie w swojej główce, że Twoje dobre, życzliwe, pomocne podejście  jest tylko przykrywką dla dalszych twoich obrzydliwych planów. Robaczywe myśli wysypują się z worka bez dna i podpowiadają – „Uważaj, on udaje dobrego, abyś stracił czujność, a wtedy wykorzysta ciebie”. Dlaczego tak sądzi, bo to jego tor myślenia. I znowu w swoim związku, zwłaszcza na jego początku starasz się  udowadniać, że jesteś bezinteresowny i wiele rzeczy robisz z miłości, a nie z wyrachowania. Aż się zmęczysz i odpuścisz, albo rozwiedziesz, bo lęk o to, że każdego dnia może być coś nie tak, wykańcza ciebie. Ile można udowadniać, że jest się jaskółką, a nie sępem.

Myślę, że ludzie którzy zakładają dobro w drugim człowieku są szczęśliwsi, spokojniejsi, a ci co wszędzie widzą zdrady, kłamstwa.. są zgorzkniali, cyniczni, niespokojni, z cechami narcyzmu (ja najlepszy, a na pewno lepszy od niej, od niego)!!

Bądź łaskawym sędzią dla innych i siebie!!! Ocena drugiego człowieka świadczy o jakości Twojego życia!!!