Zwykły dzień, ze stomią w tle

Wszystko zmienia się. Co jakiś czas wchodzimy w nowy okres swojego życia. U mnie skończyła się szczęśliwa era z kotkiem Kleosiem, moją wielką miłością. Życiowym ciepłem!

Julia wyprowadziła się, bo trudno jej było pracować online, kiedy w domu zawierucha. A to zastrzyki, płacze przy Kleosiu i kosze pełne treści stomii, wymiana worków, płytek, budzenie obok śpiącej mamy, bo np. o trzeciej w nocy zaczęło przeciekać.. A jej praca w korporacji nie należy do najmilszych, bo bezpośrednia rozmowa z klientem.

Koncia spełnił rolę ukochanej niezwykle pomocnej Córki na szóstkę z plusem. Jest ze mną od miesiąca. Pomagała w najtrudniejszych chwilach z Kleosiem, kiedy odchodził. Była ze mną w mojej żałobie, wspierała, troszczyła, przytulała.. Ale wszystko ma swój koniec, w połowie września wyjedzie, wróci do życia w Wójtówce. I tak powinno być, bo nie o to chodzi, aby nas ktoś ciągle pilnował i poświęcał swoje życie, tylko wsparł, w najtrudniejszych chwilach. Otworzył skrzydła i puścił w dalsze przestworza życia. Nikt nie przeżyje życia za nas.

Ja nauczę się żyć sama w pokoju i nadal będę wspierać, pomagać choremu człowiekowi obok. On przeżywa teraz swoje trudne chwile. I tak sobie myślę, że dobrze jest mieć pomoc w swojej biedzie, troskę, opiekę w chorobie, to ma duże znaczenie, jednak koniec końców jesteśmy z tym sami. On ma pomoc we mnie. Wiem, że to dużo dla niego znaczy, bo zmienię worki, zrobię zastrzyki, zwiozę na badania, na chemię i odbiorę, kupię lekarstwa, powiem dobre słowo otuchy, że jeszcze będzie zdrowo i dobrze, tylko trzeba przetrwać chemię i pół roku noszenia stomii. Ale tak naprawdę to on sam zostaje ze swoim strachem, bólem, lękiem i myślami. – Co będzie dalej, czy wyjdę z tego, czy czegoś życiowo nie zaniedbałem, co mogę jeszcze naprawić… . I marzenia- jak mi się uda, to…

Kochani, oby Wam się zawsze udawało wyjść cało z każdej opresji !!

W tej części opiszę jak radzić sobie ze stomią. Nie czytajcie, jak nie macie potrzeby takiej konkretnej wiedzy. Jedni mówią, że to proste, inni że za żadne skarby nie da rady się tego dobrze nauczyć. Jeżeli znajdziesz się w takiej sytuacji, że czasowo założyli stomię, to moja pierwsza myśl- Tu ogromnie przyda się pomoc drugiego człowieka. Zwłaszcza, jak jesteś otyły i masz utrudniony dostęp do manewrowania na brzuchu. Po za tym na początku jesteś przejęty, przerażony i ciągle masz chorą skórę, bo ona z obecnością tej wydzieliny, soków musi nauczyć się radzić. A taki strach nas paraliżuje i chętnie przyjmujemy pomoc w tym względzie.

Teraz co ty, jako opiekun chorego ze stomią możesz zrobić, aby dobrze pomóc?

Na brzuchu znajduje się coś w rodzaju dużego kobiecego sutka tylko o żywej czerwieni skóry, lekko zakręcony. Tym zakręceniem wychodzi treść, ta masa trochę przetrawiona. Powinna od razu wpadać do worka, bo jeśli otwór płytki przylegającej do brzucha jest za duży to zaogni skórę wokół.

Konkretne rady

-Pierwsze- umyj szarym mydłem i ciepłą wodą: stomię, blizny, rany wokół. Jeśli masz do czynienia z zaczerwienieniem skóry, tam gdzie przykleja się płytkę lub jej mocnej bolesność, bo szczypie, piecze- Po umyciu osusz najlepiej ligniną, ale trudno kupić, to lepszy jest papier toaletowy niż ręcznik papierowy.

-Drugie- posmaruj wokół alantanem maścią lub specjalnym żelem do ochrony skóry wokół stomii Presenta. Nasz pacjent musi tak poleżeć około pół godziny. W tym czasie może wydzielać się treść z jelit, podaj ligninę lub miękki papier toaletowy i ustaw w pobliżu kosz z workiem na te nieczystości.

Trzeci krok to – dokładnie zmyj tę maść, czy żel. Najlepiej specjalna pianką do pielęgnacji i ochrony skóry wokół stomii Presenta, ona dobrze odtłuści podłoże do naklejenia płytki, do której umocujemy worek.

-Czwarte- przygotuj płytkę. Ona jest dość sztywna i twarda, powinieneś choremu podać ją wcześniej do ogrzania, np. między nogami, on i tak leży. Teraz wytnij otwór, tam masz zaznaczone kręgi one pomogą i zrób to specjalnymi nożyczkami z zakrzywioną końcówką (choć zwykłymi biurowymi tez śmiało dasz radę). Po wycięciu zdejmij foliową osłonkę (dopiero teraz, bo inaczej płytka będzie się kleić do rąk i „ślimaczyć” w palcach, a wycinanie będzie utrudnione).

-Piąty etap, to posmarowanie otworu płytki (od tyłu) pastą Stomahesive, która działa ochronnie, gojąco i uszczelniająco między płytką, a skórą. To taki „wypełniacz”.

-Teraz następuje kwintesencja, czyli połączenie płytki co już osadzona na skórze brzucha z workiem. Najpierw przyłóż płytkę do ciała tak, aby otwór okalał stomię, przyciśnij paluszkiem dookoła, tam gdzie pod spodem jest pasta. Teraz trudna sprawa, ale tylko dla tych niewprawionych jeszcze – „zatrzaśnięcie” obręczy worka do wierzchu płytki. Usłyszysz dźwięk zatrzasków.

-Pamiętaj o zapięciu na rzepy dna worka. Odklej paseczki papieru, aby połączyć plastrem skórę z brzegami płytki. Zrób to na końcu całego zabiegu. Dla pewności możesz dodatkowo jeszcze okleić plastrem z apteki, takim bez opatrunku. Następnym razem w odklejaniu tych plastrów pomoże nam Niltac – aerozol do usuwania przylepca. Znakomita rzecz, polecam.

Brawo. Gotowe. Taka płytka utrzyma się do 4 dni. Czasem dzień.. i kolejne naklejanie. W nocy taki zabieg też może być konieczny. Pacjent nie śpi dobrze, wstaje kilka razy w nocy i opróżnia worek.

Oby nam miał kto pomóc. Konstancja mówi, że zawsze będzie ze mną, że nigdy nie opuści na starość i w potrzebie. Oby każdy z nas miał swoją Konstancję.

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrację życia. Już mi nigdzie nie spieszno. Czas dla siebie. Oczy przymrużone. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Lubię ludzi, lubię żyć! Piszę o swoim życiu, przemyślenia... Coś z pokoiku masażu, coś z kuchni, z łóżka i dla Okruszków Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

21 myśli na temat “Zwykły dzień, ze stomią w tle”

  1. Wolę nawet nie myśleć, czy byłbym w stanie pomagać komuś ze stomią. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Choć z drugiej strony też zastanawiam się czasem, czy potrafiłbym przewinąć niemowlaka, a jak miałem 13 lat, przewijałem siostrę i to bez skrzywienia. Pewnie tak jest, że myśl bardziej odstrasza od czynu.
    A ja mam nadal chory bark. Zaczął mnie boleć w połowie marca, na początku czerwca wysiadł zupełnie, a teraz mocno pobolewa. Ileż to zabiegów przeszedłem (podwójna rehabilitacja prądem, laserem, światłem, ultradźwiękami; okłady z lodu, rehabilitacja manualna jedna, teraz druga; wcześniej akupunktura, dwa zastrzyki w staw ze sterydów, mnóstwo badań). Nic w życiu tak mi się nie dało we znaki jak ten bark. Średnio co drugą noc budzę się z bólu, muszę wstać i obciążyć zwisającą rękę, bo tak ból ustępuje. Nie to, że się żalę, że mówię, jaki to jestem biedny, ale czasem trzeba wypowiedzieć to na głos. Tak pracuje normalnie (poza 3 tygodniami zwolnienia, kiedy bark wysiadł całkowicie), oszczędzam rękę, a od 6 tygodni non stop ćwiczę. Ale to daje niewiele. Zdaje się, że czeka mnie operacja, tak mówił dobry ortopeda. Ale robię wszystko, aby nie była potrzebna, bo to wycinanie kaletki maziowej i szlifowanie kości (dekompresja stawu).
    Trzymam za Ciebie kciuki. U mnie to najwyżej skończy sie operacją, to nie koniec świata. I żebyś odnajdowała siłę w tych trudnych czasach.

    Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Och Antku dużo zachodu masz z tym barkiem. Wien, że to może zabierac radość życia. Moją Konstancję mocno bolą oba barki. Ale u niej to już tylko wymiana stawów. Jej tata ma oba stawy barkowe wycięte i wymienione. Masaże które jej robię pomagają na krótko. Antku życzę dużo cierpliwości do zniszenia niedogodności i powrotu sprawnej ręki. A ze stomią poradziłbyś sobie, jak by trzeba było. Oby nie było takiej okazji. Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  2. Przeczytałam uważnie i jedno wiem na pewno: w interesie chorego, ktokolwiek by to był, jest znalezienie innej opiekunki 😉 Ja w takich sytuacjach tracę głowę, bo cierpię bardziej, niż pacjent i panikuję. W szpitalu chciałam podać mężowi kaczkę. Niby prosta rzecz, ale złapałam za zły koniec i zalałam całą, pooperacyjną salę, moczem :((( Zdesperowani pacjenci wyławiali swoje kapcie 😉 a ja myłam podłogę jakąś szmatą znalezioną w schowku. Masakra.
    Basiu, bardzo Ci współczuję. Nie masz lekko Kobieto. Nie pocieszam, bo co to da? Przypomnę tylko, że nic nie trwa wiecznie: ani dobre, ani złe. I tego się trzymaj.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Myślę,że wielu czytaczy rozłożyłaś tą opowieścią o stomii.
    Blog o masażach, prawie erotyczne wpisy i nagle taki temat.Taki przypominający o całkiem innej stronie życia.
    I jeśli, chociaż jedna osoba pomyśli,że takich ludzi ze stomią jest naprawdę dużo,chodzą do pracy,do szkół/choroba Leśniowskiego-Crohna/,są małe dzieci,które od urodzenia mają worek,to zrobiłaś dobrą robotę.Nawet te zdjęcia,dla niektórych lekko obrzydliwe,szczegółowy opis uświadamiają że czasami życie jest trudne.
    Zdjęcia to tez chyba zaskakujące.Najczęściej Basia na tle plaży,morza,rozwiany włos itp a tu taki zestaw.
    G.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Małgisiu masz rację, to jest zmiana. Odechciało mi się fikać. Sytuacja wokół mnie tak wpłynęła. A z tą stomią masz rację ludzie żyją radzą sobie i to nawet dzieci. Może one nawet łatwiej niż dorośli. Mus to mus. Po stracie Kleosia nie ma we mnie figlarności. Może wróci .. Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  4. Pan Bóg dał Ci ciężki krzyż do dźwigania, ale wierzę że dasz radę. Jesteś wspaniałym człowiekiem z wielkim sercem i naprawdę wierzę i życzę Ci by los zaczął się do Ciebie uśmiechać. Trzymaj się i pamiętaj że masz też nas 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. Za Kleosiem będziesz tęsknić zawsze. Za moimi kochanymi zwierzakami zawsze tęsknię, ale nie jest to już bolesne, często mam wrażenie ich obecności, śnią mi się czasem. Zapalam im świeczkę wtedy tak samo jak bliskim dwunożnym istotom, które odeszły. Mam takie miejsce w domu, gdzie zapalam właśnie wtedy, kiedy czuję potrzebę kontaktu. Tak jakbym nawiązywała z nimi łączność… I otwórz się na nowe stworzonko w domu, może samo przyjdzie? Moje same do mnie przychodziły, mogę powiedzieć, że mnie wybierały…

        Polubione przez 1 osoba

      2. Aniu chcialabym już tej niebolesnej tęsknoty. Pięknym jest to, co opisałaś, ze palisz mi świeczki. Ja też mam taki kącik Kleosia. Aniu wiem że inne zwierzątko uratuje mnie, ale ogromnie bole się przeżywać tego samego. Może z czasem. Teraz tak bardzo smutno jest wracać do domu. Chociaż tam jest człowiek, ale ja potrzebuję zwierzątka. To jest we mnie. Ta silna potrzeba. Chialam zostać wolontariuszem w lecznicy dzikich zwierząt, ale nie potrzebują. Hospicjum też milczy. Chyba bede musiała zmierzyc się z tymi uczuciami i nie zagłuszać ich różnymi zajęciami. Aniu, pozdrawiam serdecznie

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.