Czas pożegnania

Wiecie co ostatnio przeżywam i spodziewacie się, że jest mi bardzo trudno. Te 16 lat temu kupując kotka dla moich małych dzieci nie myślałam o jego starości i odejściu, o tym jak mocno będę to przeżywać. Na co narażam się zawiązując z nim silną więź. Kleoś był moją radością, potrzebą, ciepłem i pewnego rodzaju poczuciem bezpieczeństwa. Wracają bardzo zmęczona z pracy, gdzie różnie bywało, kładłam się na łóżko, a on zaraz był przy mnie, wtulony pleckami lub brzuszkiem. Zamykałam oczy , nabierałam powietrza i chłonęłam jego dobro, leczniczą energię. Przysięgam czułam się jak w niebie, choć nie wiem, jak tam jest. To, co czułam było ukojeniem, oczyszczeniem, uczuciem pewnego rodzaju wtulenia się- dziecka do swojej mamusi. Mówiłam wtedy do niego – „Mój ty NAMILEJSI…” A on zaczynał mruczeć i pocierać czółkiem o moje.

Ostatnio zauważyłam, że miał bardzo dobry apetyt, ale strasznie chudł. Pomyślałam, że to jakieś robaki, może tasiemiec. Wyrok jaki usłyszałyśmy z Konstancją był niedowierzaniem i chęcią krzyku – Nie!!! Guzy nowotworowe, nie ma żadnej szansy. Weterynarz widzi tylko jedną pomoc, uśpienie. My błagamy, prosimy. Dostaje zastrzyki z jadu tarantuli i przeciwbólowy. Chodzimy tam, co dwa dni i robimy zastrzyki. Kleoś nie protestuje, ale i bardzo szybko pogarsza się jego stan. Konstancja zamieszkała ze mną i to jest największy dar w tym okropnym czasie. Przy niej czuję się bezpieczniejsza. Nie zostawiamy Kleosia samego ani na chwilę. Jesteśmy na każde miauknięcie. Ale on jakby nieobecny nie wiem czy widzi, słyszy, bo nie reaguje. Zaczynamy płakać i obie myśleć o tym, że z miłości musimy pozwolić mu odejść. Stawiamy się do weterynarza, ale obie nie możemy nic powiedzieć. On wie i sam mówi, -„Co zdecydowałyście się dziewuszki?” On proponuje, że dziś, my, że jutro, bo Julia też chce się pożegnać i weźmie wolny dzień z pracy. To miał być wtorek, a w poniedziałek popołudniu Kleoś ożywił się, zaczął patrzeć na nas tak świadomie, jeść, mruczeć i chodzić za nami. Płaczemy we trzy, bo Julia jest już z nami. Konstancja poddaje pomysł, że kotek chce dać nam czas na spokojne wzajemne pożegnanie.

Następnego dnia stawiamy się u weterynarza bez Kleosia, on już wie i mówi do nas -„Co walczymy jeszcze” Dostajemy kolejne zastrzyki. I tak przez 10 dni świadome tego, że to nieuchronne, przejście Kleofasa za tęczowy most dajemy mu miłość, ciągłą uwagę, obecność. Zmieniamy się w nocy czuwając pomagając położyć się, bo w brzuszku już zbiera się woda i każde przycupnięcie położenie jest jego bólem. Nosimy go na okienko, aby łatwiej było mu oddychać. Dzień Przed.. Kleoś popatrzył na mnie tak świadomie i lekko groźnie, poważnie. Zamiauczał inaczej niż zwykle, tak żałośnie, ale silnie. Odczytałam, że to jego ponaglająca nas prośba, o pomoc w odejściu, że już dłużej nie może. Całą noc czuwamy, pomagamy mu. Klęczymy przy kuwecie patrząc, czy zrobi siusiu, bo ostatnio bardzo mało siusia.

Piątek rano, Konstancja obejmuje mnie, nic nie mówi. Płaczemy i wiemy, że to trzeba zrobić, bo on za mocno cierpi. Ale nie chcę go pakować do transporterka i nieść na ostatnią drogę w obce miejsce. On tak strasznie nie lubił wyjść do weterynarza. Konstancja mówi:

-„Bądź mamuś z Kleosiem, powiedz mu wszystko, co potrzebujesz, nie wiem: podziękuj, przeproś, czy obiecaj. Wam komunikacja zawsze dobrze wychodziła”.

Uśmiecha się i głaszcze. Oboje nas. – „A ja zajmę się wszystkim”.

Pełna łez wchodzi do pokoju i mówi dziś 18.30 przyjedzie do nas bardzo dobra pani weterynarz Sarah Ivo z Brzeźna. To był anioł człowiek. Jestem jej bardzo wdzięczna. Rozmawiała z nami, głaskała i mówiła do Kleosia, np. że ma małe łaputki. A nami była zaskoczona, mówiąc -„Nie wiem skąd panie miały takie wyczucie, ale to ostatnia chwila na godne odejście Kleosia, bo mamy już wodobrzusze i prawdopodobnie dzisiejszej nocy zalałaby pęcherzyki płucne i topiłby się.

Wierzę, że Kleoś biega po zielonej łące z żółtymi kwiatkami i od czasu do czasu wbiega na pagórek popatrzeć, czy idzie jego kochana ziemska mamusia Basia. Obiecaliśmy to sobie, że poczeka na mnie i kiedyś pójdziemy razem szukać dobrych dróg tamtego świata.

PS Dziękuję Córeczko. Byłaś ze mną w tym ogromnie trudnym czasie. I pomogłaś mi, jak nigdy w życiu. Jesteś prawdziwym Darem z Nieba, moja Konstaneczko.

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrację życia. Już mi nigdzie nie spieszno. Czas dla siebie. Oczy przymrużone. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Lubię ludzi, lubię żyć! Piszę o swoim życiu, przemyślenia... Coś z pokoiku masażu, coś z kuchni, z łóżka i dla Okruszków Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

58 myśli na temat “Czas pożegnania”

  1. Oj, wiem, co znaczy żegnac się z kotem. Całekiem niedawno pożegnałem swoja po 16 latach. Przez ostatni rok był kompletnie niewidoma, a pod koniec to juz tylko na zastrzykach jechała.
    Współczuję i trzymam kciuki.

    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Antku. Trzymam jego kocyk, ten ostatniej drogi, tam posiusiał się. Nie wyprałam, mam go pod poduszką i przytulam mówiąc do niego, to mi pomaga. Łatwiej mi zasnąć. Pozdrawiam Antku i dziękuję, że napisałeś

      Polubienie

  2. Łzy stanęły w oczach… Wiem co przeżywacie, bo sam niespełna rok temu straciłem Kropkę, która była mi przyjacielem przez 12 lat 😦 Najszczersze wyrazy współczucia. Kleoś na pewno gdzieś tam na Was czeka bawiąc się z innymi zwierzakami czekającymi na przybycie swoich właścicieli. Trzymajcie się.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Bajeczko, bardzo mi przykro… że Kleoś musiał odejść. Szczęściem w tym nieszczęściu jest to, że mieliście siebie tyle lat i daliście sobie tyle ciepła, oddania, dobroci. Miłość jest wieczna, więc Kleoś odszedł fizycznie, ale w Twoim sercu i sercu Twoich córek wciąż żyje. I to jest pocieszające…Trzymaj się. J.

    Polubione przez 3 ludzi

      1. To prawda, zwłaszcza, że my – ludzie, jesteśmy przyzwyczajeni do starości ludzi, ale starość zwierząt mnie jakoś dotkliwie przytłoczyła. Pewnie dlatego, że jej wcześniej nie doświadczyłam w rodzinie.

        Polubione przez 1 osoba

      2. I ja. W moim dorosłym życiu, to było pierwsze niezwykle ukochane zwierzątko. Trudno mu wytłumaczyć, że jest chore i dlatego tak źle sie czuje. Ono nie rozumie, co z nim sie dzieje. Ach ta starość, te raki..

        Polubienie

  4. Okropnie, potwornie mi przykro… Ja sama mocno przezywalam uspienie mojego kotka, ktorego mialam ledwo 1,5 roku, ale 16 lat?? Przeciez to jak wychowac prawie pelnoletnie dziecko… Dobrze, ze mial takie kochajace opiekunki. Dalyscie mu wszystko, czego potrzebowal, a nawet wiecej. Tak jak w przypadku mojego kotka mama powiedziala mi pewne slowa, tak Wam dziewczyny przekazuje te same teraz: Mial z Wami dobre zycie.

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Wiem co czujesz- 1 marca poprosiłem naszego weterynarza by zabił naszą osiemnastoletnią Muchę. Cierpiała i nic nie pomagało. Później już tylko myśmy cierpieli. Pusto bez niej w domu, choć zostawiła nam czwórkę swoich dzieci. Trzymaj się. Czas zabliźnia rany. Pozostają ślady na duszy, ale też wspomnienia…

    Polubione przez 2 ludzi

  6. Basiu, współczuję, choć wiadomo, że praw naturalnych nie zmienisz, chorób nie da się przewidzieć. Niedawno odszedł po 19 latach bycia z nami nasz jamnik, więc również wiem, co czujesz, dobra Kobieto.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.