Z pamiętnika masażystki – „Czternaste Niebo”

W mojej kuchni kaloryfer nie wisi pod oknem, tylko na ścianie z boku okna. Kilka długich starych żeberek z odrapaną kolejną warstwą farby.  Jak się tu wprowadziliśmy, osłonięty był drewnianą  skrzynią. Tak brzydką, że wolałam nie kierować tam wzroku, ale powoli przywykłam do tego widoku. Chyba wiedziałam że tak musi być, bo żyło nam się biednie i co tu się przejmować takimi szczegółami. Męczyłam się z tym  latami, bo myślałam, że tak ma być. Pan Jakub też tak myślał.

Umówił się na masaż, jechał kawałek, bo ze Stegny, tam od maja sprząta plaże. Niski, korpulentny, po 40 tce z czarnymi błyszczącymi oczyma i szczerym uśmiechem. Zabrałam go na masaż. Już na wstępie wywołał mój uśmiech, jak nie wiedział, gdzie front jednorazowych slipek. Poprosił mnie do pokoju i oglądając męskie stringi ze wszystkich stron, rzekł, że – „wszędzie jest wąsko”. A jeszcze, jak się dowiedział, że ten sznurek to na pupę, ze spuszczonym wzrokiem zapytał, czy pogniewam się, jak zostanie w swoich majtkach bokserkach. Mówił to tak, jak  dziecko, co prosi o kolejnego cukierka, a wie, że limit dzienny, to jedna słodycz. Coś w tym stylu. Już wtedy zobaczyłam, że to niezepsuty, ale dobry człowiek.

On potrzebował masażu, od lat bolą go kręgi szyjne. Od dziecka ciężko fizycznie pracował. Ale na równi potrzebował, albo widząc mnie uśmiechniętą od ucha do ucha dopiero teraz poczuł potrzebę opowiedzenia mi swego życia. Miałam czas, nie ponaglałam. Tego dnia to był jedyny masaż i później moja rehabilitacja, też kręgów szyjnych. 

– „Wie pani kilka lat temu myślałem nawet, że nie chcę już żyć. To był cios. Odeszła żona, a właściwie wystawiła walizki za drzwi”.

 Ożenił się młodo. Założył firmę sprzątającą tereny zewnętrzne. Żona zajmowała się stroną księgową i papierkową, a on nocami sprzątał z kilkoma pracownikami. Niczego nie brakowało żonie, synkowi i  usynowionemu chłopcu z pierwszego związku tej pani. No chyba, że jego obecności, bo on najczęściej nocami pracował. Przed ślubem opowiadał o swoim marzeniu, camperze i tanim zwiedzaniu kawałka świata, ale nigdy nie zrealizował, zawsze było coś ważniejszego, a i żona przestała mieć ochotę na taki sposób spędzania z nim czasu.

Po 15 latach został, bez mieszkania i pieniędzy, nawet firmę stracił. Zaczynał od początku. Pożyczył od taty na jedzenie. Dostał 100 zł.. Myśli kupię coś do lodówki i totka, zawsze grał i mało wygrywał, ale lubił to. Kupił za 106, bo pani w okienku pomyliła się i sprzedała mu 6 kuponów zamiast jednego. Jak się później okazało każdy po 6 tysięcy (wygrzebał drobniaki i dorzucił do tej jedynej stówki). Wygrał 36 tysięcy. I kupił sobie….nie campera …tylko maszynę zamiatarkę. Tak zaczęła się jego druga firma.

I teraz mówi : „Pani ja nie wiedziałem, ale 15 lat byłem w więzieniu. Moje małżeństwo było więzieniem. Razem z teściową, tylko wierciły w brzuchu a to to, a to tamto trzeba kupić. Ja zadaniowy człowiek myślałem że na tym polega małżeństwo i tak należy. Nie sprzeciwiałem się w niczym. Tylko pracowałem, nic z tego nie miałem, ciągle było mało. A jak chciałem jechać na miesiąc do siostry pomóc jej przy budowie domu, to krzyczała, że szkoda czasu, bo nie będę zarabiał” .. itd itd.

Powtarzał jeszcze kilka razy – „Pani, małżeństwo moje, to jakby więzienie było, a ja chciałem się rzucać pod pociąg. Teraz jestem spokojny, szczęśliwy, żyję sam, pracuję i daję pracę ludziom”.

Czasami nic nie zmieniamy, bo myślimy, że tak musi być,  że taka kolej rzeczy, że wszyscy tak mają, przyzwyczajamy się do tego co uwiera, a nowe jest niepewne i przerażające, bardziej od naszej biedy.

Zanim wyszedł powiedział

-„Pani zamówiłem „Niebo”, bo tak ładnie brzmiało, a to okazało się wielką niespodzianką.  Kiedyś na ślubie mojej siostry, spotkało mnie coś podobnego. Siostra pana młodego Niemka odczytała list z Biblii na ambonie po niemiecku, a mnie, jako brata panny młodej wywołano do czytania tego samego, ale po polsku. Nie znałem tekstu, bałem się, ja nie nawykł do wystąpień publicznych, serce biło tak mocno, że chyba cały kościół słyszał. Nie spodziewałem się tego, ale poszło mi dobrze i byłem szczęśliwy. Tak jak dzisiaj nie spodziewałem się, tak życzliwego człowieka, bo ludzie teraz na siebie warczą, a jak dowiedzą się że jestem zamiataczem to i często nie szanują, a pani traktowała mnie jak króla. To nie było niebo, ani siódme niebo, to było czternaste niebo”!!

Kolejne miłe spotkanie bliźniego, człowieka prostego, ale nie prostaka. Człowieka szczerego, doceniającego to, co ma.

Dziękuję  Panie Jakubie!! Powodzenia. Zbudował pan siebie emocjonalnie i zawodowo. Jest pan pełnią!!

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrację życia. Już mi nigdzie nie spieszno. Czas dla siebie. Oczy przymrużone. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Lubię ludzi, lubię żyć! Piszę o swoim życiu, przemyślenia... Coś z pokoiku masażu, coś z kuchni, z łóżka i dla Okruszków Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

45 myśli na temat “Z pamiętnika masażystki – „Czternaste Niebo””

  1. Niełatwo wyrwać się z okowów „Bo tak powinno być. By się przydało żeby to i tamto, bez względu na Twoje potrzeby. Strach więc lepiej nic nie zmieniać. Może inni mają gorzej, nie narzekaj.” I tak lecą lata, a szczęścia w nich coraz mniej. I samego siebie (wiem coś o tym) . Wielu tak niestety żyje..

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Jakże rozumiesz tego człowieka. A tak wszyscy przemy do tego szczęścia zwanego małżeństwo. Chcemy zakładać te same buty, czasami bez sensu, logiki i miłości, bo tak lepiej, czy tak należy, wypada, taki zwyczaj. Wiadomo razem fajniej tuptać i podskakiwać przez życie, ale to z kimś wyjątkowym dla nas. Powtarzam dla nas! Ściskam mocno. Wyczułam Twoje bolesne doświadczenie. Teraz grzejesz się już w słonku dobra. I niech tak pozostanie.

      Polubienie

      1. O matko literówka błąd się zakradł. Teraz zauważyłam, trochę się uśmiałam. Pisałam z telefonu. Byłam na kolacji urodzinowej mojej przyjaciółki Marty. Oczywiście wiecznej miłości i tego ciepełka obok..

        Polubienie

    1. To prawda. Z samotnością „w pojedynkę” chyba łatwiej walczyć. Natomiast w przypadku tej opisywanej nierzadko jest tak, że wydostanie się z niej jest równoznaczne z wysadzeniem całego dotychczasowego życia w powietrze, razem z fundamentami. Niewielu stać na taką odwagę i nic w tym dziwnego…

      Polubione przez 1 osoba

    1. Witaj, takich osób jest wiele, co zobaczyli, że samemu prościej. Zwłaszcza, kiedy jeszcze jesteśmy czynni zawodowo i bardzo zaangażowani w pracę, pasję.. Pozdrawiam serdecznie. Często czytam Twoje komentarze u u innych i lubię je. Są z tej samej „półeczki”. Pozdrawiam serdecznie. Basia

      Polubienie

  2. Zastanawiające, że pan Jakub nie chciał żyć po tym, kiedy żona wystawiła mu walizki za drzwi, a teraz czuje, że naprawdę żyje, a wcześniej tkwił w więzieniu.
    Wyznaję zasadę: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
    Coś, co wydaje się tragedią i dramatem (rozwód, choroba, strata) okazuje się być impulsem do zmiany, do rozpoczęcia nowego życia, które z perspektywy czasu okazuje się być lepsze od poprzedniego.
    I w tym miejscu przypomniał mi się wiersz ks. Jana Twardowskiego „Kiedy mówisz”…. zacytuję, bo jest piękny, zwłaszcza wyrażenie „małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia”. Pozdrawiam serdecznie. Jola.
    Nie płacz w liście
    nie pisz że los ciebie kopnął
    nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
    kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno
    odetchnij popatrz
    spadają z obłoków
    małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
    a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
    i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Przepiękne. Masz rację panu Jakubowi zamknięto drzwi, a otworzoną okno na świat. Wykorzystał to i jest szczęśliwy. Dziękuję Ci za piękny komentarz. Tak kryzys może być szansą Przytulam Ciebie ciepło, bo za oknem chłodno, deszczowo, ponuro. Taki dziś Gdańsk.

      Polubienie

  3. I całe szczęście ,że wystawiła walizki , bo nie wiadomo ile by jeszcze tkwił by w tej niewoli .Czasami oprawcy nieświadomie pomagają swoim ofiarom i dzięki Bogu .Nauczyliśmy się widzieć w takiej sytuacji raczej kobiety ,ale są też na świecie i może blisko nas tacy wrażliwi i dobrzy mężczyźni ,którym jest chyba jeszcze trudniej wyrwać się z takiej niewoli i to ze względu na opinię publiczną
    Pozdrawiam:))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, masz rację, że częściej w sytuacji ofiary jest kobieta, ale bywa różnie. Dziś widziałam go drugim razem, był na masażu. Tak samo uśmiechnięty, zadowolony z życia samotnie jak poprzednio. Samotnie nie wiem, czy lepiej, ale często łatwiej :-))) Pozdrawiam serdecznie

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.