Słowa Ewangelii, a kazanie

Sobota wieczór. Prosto z pracy.

Usiadłam  zmęczona na ławeczce w kruchcie kościoła mojej imienniczki. Lubię do niej przychodzić. Jakoś czuję, że jest „po mojej stronie” i zawsze pomaga. Ubolewam tylko nad jednym. Nad kazaniami tu głoszonymi. Jestem z tych ludzi, co żyją już trochę lat, ale nadal bardzo pragną wiedzieć więcej, potrzebują słów tłumaczących, często trudne w swoim przekazie słowa ewangelii.

Kiedy to straszą, że kamień na kamieniu nie ostanie, że należy wyciąć w pień, zgładzić, spalić na proch.. Siedzę taka przestraszona lub najeżona i myślę – „Bóg nie jest taki okrutny, niemiłosierny, niemożliwe”.

I właśnie na mszy jest czas przełożenia słów Jezusa z danej przypowieści na nasz obecny grunt. I co słyszysz? Albo oderwany od ewangelii polityczny bełkot,  czytanie stękającym tonem, bez właściwej interpunkcji, kazań- notatek, w poblakłym kajecie. Nie przystających do dzisiejszego człowieka, który potrzebuje docenienia jego starań. Pomocy, wiary w jego możliwości i takiej ludzkiej troski o jego duszę, a nie krzyku „Kiedy się nawrócisz”!

Chyba problem ze mną polega na tym, że ja z tej pracy taka umęczona fizycznie, biegnę wręcz, aby zdążyć na czas i posłuchać, jaka dzisiaj będzie ewangelia i jak naświetli ją ksiądz. Na czas jej czytania kamienieję, aby nie przeoczyć żadnego słowa, nie uronić, żadnej wypowiedzianej myśli. I zanim ksiądz zacznie kazanie, czyli objaśnianie słów Boga, w mojej głowie i sercu przelatuje wiele myśli, jak to będzie przełożone z biblijnego języka na realia życia.

No i masz ci los. Na mównicę znowu wychodzi staruszek nad staruszki, otwiera pożółkłe karteluszki i zaczyna stękanie nieczytanych już rok notatek. Słuchać tego trudno, a co dopiero czuć zgodę na jego interpretację. Nie mam na to siły. Chcę chodzić do św. Barbary, ale ten proboszcz wykończy mnie. Chyba jednak nie doczekam się innego duchownego, który głosić będzie kazania. W dzisiejszych czasach, dobie łatwego dostępu do wszelakiej wiedzy, także do streszczeń i objaśnień słowa Bożego, mógłby ten człowiek postarać się, poszukać, poszperać, jechać na jakieś przygotowania do głoszenia kazań, odświeżyć swoje możliwości w tym względzie. On sam lepiej poczułby się, tak pewniej, nie mówiąc o korzyściach wiernych słuchaczy. Przecież to wielka odpowiedzialność wyjść przed tych zebranych i objaśniać słowa Jezusa.  Przepraszam was, ale kipi we mnie rozgoryczenie. A kazanie wysłuchane w sobotę wieczorem dobiło mnie. Była czytana przypowieść o drzewie figowym, co już siedem lat nie wydało owoców i gospodarz rozkazał wyciąć, bo nie ma pożytku. Opiekuńczy ogrodnik uprosił jeszcze rok, oferując wzmożoną troskę nad tym drzewkiem. Na tym kończą się słowa z Ewangelii św. Łukasza. Nie wiem, czy drzewo dostało ostatnią szansę.

Historia o „Nieurodzajnym figowcu” Łk 13,1-9 wzywa słuchaczy do nawrócenia. Do przemiany swojego życia. I teraz jeśli jesteśmy skupieni, następuję nasze spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego.

Jeśli mam coś „za skórą”, coś przygniata moje sumienie, to z lękiem, albo przeciwnie –  „stawianiem się okoniem” przychodzi mi zastanawianie się, jak to słowo odnosi się do mojego życia? Ciężko jest obiektywnie przyjrzeć się sobie samemu i swojemu życiu. Chciałoby się powiedzieć – „Ja! Nie mam się z czego nawracać, nie czynię  niczego niestosownego, a już broń Boże złego”.

I tu bez groźby, bez karcenia księdza paluszkiem mogłaby nastąpić wymowna chwila milczenia, zastanowienia. Czas bym zatrzymał się i przypatrzył wszystkiemu, co mnie otacza, bym zastanowił się, jakim jestem człowiekiem? Jakie są owoce mojego życia?  Po to jest dzisiejsza przypowieść. Ma obudzić sumienie i chęć powrotu na dobrą drogę.

Wrócę do kazania. Najpierw kilka zdań sloganów nic nie wnoszących, a następnie, została nam przeczytana notatka, opowiadanie, jak to pewne małżeństwo wybrało się na dwutygodniowy urlop. I mąż obiecał sobie, że przez  ten czas będzie dobry, serdeczny i uprzejmy dla żony. No i starał się: nie krzyczał, nie przeklinał, nie denerwował (cytuję dokładnie opowiadanie księdza). Po dwóch tygodniach, w noc przed wyjazdem, żona rozpłakała się. Mąż nie wie, co myśleć. Przecież byłem dla niej dobry, starałem się, zmieniłem, a ona smutna. Więc pyta – „Co się stało kochanie”? Na co żona chlipiąc mówi

-„Czy ty wiesz coś, o czym ja nie wiem”? Jestem chora? Może lekarz spotkał się z tobą i powiedział, że moje dni są policzone, dlatego jesteś taki czuły, opiekuńczy, kochający”?

Zobaczcie, jakie to straszne. Mąż, żona na co dzień powinni być czuli, troskliwi. A my upatrujemy  podstępu, jak nasz bliźni życzliwym jest, a mąż kochającym. I to było smutnym, w tym starym chyba z czasów komunizmu kazaniu. Wiem, że ksiądz przytoczył tę historię, bo zawierała postanowienie zmiany, nawrócenia męża z byle jakiego na dobrego.. .

Ja będąc duchownym, stanęłabym przed ludźmi i powiedziała

Kochani jesteście tu ze mną,  w tym miejscu. A mogliście leżeć na kanapie z pilotem. Jest sobota wieczór, niejeden z was prosto po pracy, nie wrócił zjeść, usiąść spokojnie, tylko przybiegł pokłonić się Panu, wyciszyć, naładować ducha, jak baterię i posłuchać słowa Bożego. A ono dzisiaj upomina nas – Zatrzymajcie się, zastanówcie, czy nie idziecie złą ścieżką?! Nie będę groził palcem, ani grzmiał na was z założeniem, że coś źle robicie, bo zapewne każdy z Was stara się, jak może. Nikt przecież nie chce żyć źle, być złym. Ale jeśli możecie coś zmienić na lepsze, udoskonalić swoje relacje z bliźnimi, zróbcie to, nie czekajcie. Życie jest krótkie. Już czas. Jezus prosi o wydawanie owoców waszego dobra. Wiem, że zmiany nie przychodzą nam łatwo, że boimy się ich. Zadomowiliśmy się w pewien sposób w naszej bylejakości, ale może dziś jest ten czas. Czas waszej odwagi. Nawrócenia z tej obranej, a przecież ciążącej Wam drogi. Bóg jest cierpliwy. On czeka. Na Twoją decyzję też. Pomyśl dziecko, co chcesz zmienić? Ja jestem z Tobą.

Czy to nie byłoby budującym i łatwiejszym w przełknięciu słów o zmianie. W pewien sposób zachęcającym do uczciwego przyjrzenia się sobie i naszym owocom dobra. Czy są, jakie, ile.. ? I samemu podjęcia tej decyzji. Nakazami krzykiem  nigdy za wiele nie zdziałamy. Człowiek lubi czuć, że ma wpływ na swoje życie. Tak bez nacisku, straszenia zagładą. Nie jestem teologiem, ale tego opowiadania o chłopie, co na 2 tygodnie zmienił się i był taki jaki powinien zawsze być dla żony nie przytaczałabym.

Nie wiem, skąd wziąć pieniądze na studia teologiczne. Ale zaczynam myśleć, że Bóg jest lepszy, niż ksiądz głosi nam. A swoją drogą, czy nie można trochę pożyć na tym świecie, nie czyniąc zła, ale i dobra innym też nie za wiele. Pomyśleć o sobie. Czy nie mogą istnieć takie jednostki, co nie dawały siebie samego w ofierze na tacy drugiemu, ale też i nie wyrządzały krzywdy?? Stały, rosły z boku w cichości i spokoju. Nie wychylając się, ani w prawo ani lewo. Były może za mocno dla siebie, ale nigdy nie umiały skomunikować się z tym światem. Czy trzeba je wyciąć w pień? Czy wszyscy musimy być tacy płodni w dobre uczynki, nie wystarczy żyć nie krzywdząc..? Pewnie niejeden z Was powie, że takie myślenie zahacza o herezję. Cóż teologia mi się kłania. Póki co, zmykam do łóżka. Dobranoc wierni czytacze.

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrację życia. Już mi nigdzie nie spieszno. Czas dla siebie. Oczy przymrużone. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Lubię ludzi, lubię żyć! Piszę o swoim życiu, przemyślenia... Coś z pokoiku masażu, coś z kuchni, z łóżka i dla Okruszków Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

56 myśli na temat “Słowa Ewangelii, a kazanie”

  1. Piękne to Twoje kazanie. Od razu uderzyła mnie taka refleksja, że Kościół wiele traci nie pozwalając kobietom zostawać księżmi (księżyniami?). Przecież to kobiety są bardziej empatyczne, wyrozumiałe. Może to wynika z – wciąż oczekującego od małych już chłopców bycia „twardzielami” – wychowania?

    Ja mam właśnie w większości złe skojarzenia, doświadczenia z mszami i księżmi – za dużo polityki, za dużo straszenia, za mało wiary w człowieka. Dlatego już od dawna nie chodzę do kościoła i otwarcie mówię, że wierzę w Boga, takiego jakim ja go sobie wyobrażam, a nie wierzę w kościół i głoszoną przezeń religię.

    Co do Twoich rozważań na temat osób nie czyniących dobra, ale też nie czyniących zła – mam podobne odczucia. Choć wydaje mi się, że jeśli ktoś nie czyni zła, ale też widząc, że inny wyrządza krzywdę trzeciemu nie przeciwstawia się mu, to trochę jakby tego złego popierał. A to już też jest złe. Wiem, często ludzie wolą udawać, że czegoś nie widzą, by chronić siebie, bądź swoich najbliższych. I tu już trudno w sumie jednoznacznie ocenić ich zachowanie…

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Och, jak ja Ci dziękuję, że mnie rozumiesz. takie myśli o kazaniach i za mocny łomot, akurat na tych co siedzą w kościele, a za mało wlewania otuchy w serca w swoich wiernych. Też uważam, że uniemożliwienie kobietom bycia duchownym to niestety trochę głupota i zarozumialstwo w swoja, męska płeć. Wytłumaczono to, tym, że apostołami byli mężczyźni, bo może kobiet od dzieci Jezus nie chciał zabierać i tyle.
      A nie reagowanie na ludzką krzywdę obok, to zło i tyle! Bardziej myślę o moim chrześniaku,i podobnych ludziach, którzy żyją w swoim świecie, z trudem przychodzi im wychodzenie do ludzi, wchodzenie w interakcje z obcymi. Żyją cicho, spokojnie, dbają o najblizszych, ale nie udzielają się w akcjach, wolontariatach, nie biegną aby koniecznie być pierwszym w pomocy innemu. jednocześnie wrażliwi, wstydliwi, nie chcący nikomu zaszkodzić. Widzisz i tu potrzebnym byłby mądry teolog. Posłuchałabym go najchętniej na świecie.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Wiesz, mi chyba blisko do Twojego chrześniaka, więc tym bardziej wierzę, iż to nie jest nic złego 😉 Wszak na świecie wielu jest introwertyków, a to, że nie „wychodzą do ludzi” bynajmniej nie musi implikować braku pomocy najbliższym, czy innym znajomym im osobom 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. Tak właśnie jest. To dobry człowiek. Jak wielu, których znam. Moje córki też. Nigdy nic nie wadzące nikomu. I chętnie pomogą, jak poprosisz. A sami nie wychylający się specjalnie. Właśnie o popatrzenie na sprawę z tej strony też potrzebuję, a ksiądz ni be ni me. tylko te regułki i slogany nic nie wnoszące. Za hasłem rzuconym powinna iść interpretacja i to taka na dziś i z wiarą w człowieka. Tego mi brakuje.

        Polubione przez 1 osoba

      3. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Chyba księża powinni mieć szkolenia z ciekawego i dobrego głoszenia kazań 😉

        A ta „historyjka”, jaką przytoczył ksiądz – brrr!

        Polubione przez 1 osoba

  2. Gdy jeszcze chodziłam do kościoła miałam dokładnie takie same przemyślenia, jak Ty. Dokładnie takie same, ale rozwiązałam swoją frustrację inaczej: po co mam obrażać Boga zgrzytaniem zębów w jego przybytku? Nie uchodzi. Odpuściłam więc sobie msze. Ewangelię znam, staram się ją stosować, jak umiem. Msze niczego nowego mnie już nie nauczą.

    Polubione przez 3 ludzi

    1. A wiec, nie jestem sama w swoich uczuciach. A bałam się Wam tego wyjawić. Chyba przelała się kropla.. i dlatego napisałam. Bardzo, ale to bardzo interesuje mnie ewangelia, ale potrzebuję wyłożenia, a księża z tym nie spieszą. To doskwiera mi. We mnie siedzi prawdziwy głód głębszego poznania. Póki co czytam w internecie, a na zamknięte rekolekcje z Jezuitami nie czuję się godna

      Polubione przez 1 osoba

    2. Pamiętam o Tobie Szarabajko i tego dnia będę myślami z Tobą. Prześlę Ci moją energię. Wiem, że myślisz o tym ciągle i nie jest to łatwym, ten czas oczekiwania. W sądzie nie będziesz sama. Masz chociażby nas.

      Polubienie

  3. Jak sama nazwa wskazuje „kazanie”… Należę do osób, które nie lubią jak się im każe, jak się ich ocenia, nie będąc blisko i nie znając. Sama wiem co robię źle, sama decyduję czy chcę się zmienić. Bardzo nie podoba mi się w kościele to, że traktuje ludzi z góry jak grzeszników, słabych, wymagających pomocy w powrocie na drogę, z której zbłądzili. I czytając Twój wpis, miałam wrażenie że czytam siebie. Ja też zawsze siedząc w kościele i słuchając mszy mam takie myśli „przecież Bóg nie może być zły, skoro nas stworzył z taką miłością”. Ja w kościele nie odnalazłam spokoju, ale chwała tym mądrym, którzy sami potrafią interpretować słowa Ewangelii i czerpać z nich dla siebie. Brawo za ten tekst 🙂

    Polubione przez 3 ludzi

  4. Ciekawe to jest o tyle, że ja tę przypowieść zupełnie inaczej rozumiem. Gospodarz – śmierdzący leń – chciał mieć pożytek z czegoś do czego nie przyłożył ręki przez siedem lat. Dać drzewko ogrodnikowi a śmierdzącemu leniowi miejsce, które sobie „wypracował” nic nie robiąc.

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Teolodzy tłumaczą tak: gospodarz to Bóg, dał wszelkie przymioty człowiekowi. Ogrodnik to Jezus i jego słowa do człowieka, w efekcie kiełkujące i owocujące dobrymi uczynkami, owocami. On jest cierpliwy, miłosierny, ale i sprawiedliwy. Daje nam szanse, ale nie w nieskończoność. Figa, to człowiek, który dostał opiekę, miłość wychowanie, przekazanie zasad postępowania, poznanie przykazań, zaszczepienie wiary i umiejętności rozpoznawania zła i dobra. Teraz tylko jego wola serce odegrają rolę i pokaże na co go stać. Miał wszystkie możliwości na rodzenie dobra. I jeśli pójdzie ścieżką zła czeka go wycięcie w pień, zagłada. Ścieżka dobra zaprowadzi go do wiecznej szczęśliwości. Ale mi bardziej chodzi o podłoże historyczne tamtych czasów, co miało wpływ na opowiedzenie właśnie taakiej przypowieści, jak to można zobaczyć w naszych czasach, o jakie owoce chodzi i czy bez owoców, ale nie szkodząc innym można żyć, jeśli nie to niesprawiedliwe, a raczej okrutne. Drzewo figowe rozrasta się i kiedy ma tylko liście bez owoców, to zabiera w ogrodzie miejsce, soki z ziemi, daje cień.. Ach brakuje mi wiedzy teologicznej. A ksiądz przy tak ciężkiej przypowieści mógłby wlać otuchy a nie tylko grzmieć na biedaków, co pokornie siedzą w ławkach.

      Polubienie

      1. No ładnie, ładnie … mnie jednak przeszkadza to, co jest baza całej tej historii. Ta szansa jest nam dawana, chociaż jesteśmy winni, bo nasi prawdziadowie byli winni. Plemienne myślenie mściwego ludku. Nie dla mnie.

        Polubienie

      2. A jak to można wytłumaczyć? Cała historia biblijna, łącznie z historią nowotestamentową opiera się na tym, że ludzie dziedziczą grzechy swoich przodków i musza błagać, żeby im to przebaczono.

        Polubione przez 1 osoba

      3. W Nowym Testamencie lubię czytać św. Mateusza. A moją ulubioną Ewangelią jest ta o czystości zamiarów. Dotyczy modlitwy, postu.. ,ale mnie ujmuje modlitwa. Te słowa zawsze czytane są w środę popielcową.

        Polubienie

      4. No ja niczego nie muszę. Jest to moralność plemienna, dla mnie śmieszna i nie do przyjęcia. Nie oceniam żadnego człowieka pod kątem tego, co robił jego rodzic, ponieważ każdy odpowiada tylko za to, co sam robi. A skoro podstawa kultu jest z gruntu dla mnie fałszywa, choćby inne słowa były opakowane w pozłotkę i słodkie jak miód, znaczą niewiele.

        Polubione przez 1 osoba

      5. Masz rację, nigdy nie patrzyłam na człowieka z perspektywy czynów jego rodziców, dziadków. Chyba, że to byli alkoholicy, to bałam się, że chłopak sąsiada też nim może być i jakoś skreślałam z kandydatów do serca. I dobrze, że skreśliłam takiego Jerzyka, bo okazał się strasznym pijakiem. Ale tu to bardziej geny chyba dają znać

        Polubienie

  5. Dokładnie tak jest, duchowni zrażają do siebie zarówno młodych jak i starszych. Człowiek nie przychodzi do Kościoła tylko dla Boga, ale również po to, by wysłuchać, co mądrego i produktywnego mają do powiedzenia księża. Teraz coraz więcej kazań dotyczy narzekania na „złą” młodzież, wręcz zmuszania do chodzenia do Kościoła i modlitwy oraz licznych próśb o pieniądze. Gdzie te zachęcające, dające do myślenia kazania?

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Gdybym miała większą wiedzę napisałabym do każdej ewangelii kazania i dała do druku. może korzystaliby niektórzy duchowni. A z drugiej strony, oni mają swoich uczonych, dla czego księża nie czytają ich, tylko trzymają się swoich starych kajetów? Z lenistwa, ze strachu, że coś nie po ich myśli a trzeba tak mówić. Nie wiem. Na pewno oddalają wiernych.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Kościół coraz bardziej przypomina skamieniałą instytucje, w której nie ma miejsca na reformy. A świat się zmienia, ludzi dzisiaj zastraszyć się nie da. Żeby zrozumieć dzisiejsze problemy trzeba je mieć a oni dalej żyją w jakimś wyimaginowanym świecie, którego my juz nie rozumiemy. Więcej wiesz o życiu niż ten Twój klecha.

    Polubione przez 2 ludzi

  7. Po przeczytaniu posta i tak cieszę się, że kazanie nie brzmiało tak: „jeśli kobieta nie owocuje jak to drzewko figowe to trzeba ją zmienić…”. Ja również nie chodzę do kościoła. Takie głupoty jak się czasami słyszy to trudno wytrzymać, a co dopiero przyjąć i wg tego postępować. Zgadzam się, że Kościół to skostniała instytucja i zraża do siebie ludzi. Czasy średniowiecza się już skończyły, ludzie sami wiedzą co i jak mają myśleć. Dopóki nie będzie reformy i nic się nie zmieni to ludzie dalej będą odchodzić. Nie dlatego, że świat zmierza w stronę zła, ale dlatego, że nieudolni ludzie tworzą tę instytucję. Ale sadzę, że nie wszyscy są tacy, są zapewne ludzie, którzy mają energię, żeby coś robić czy zmieniać. Tylko mam czasem wrażenie, że są przez sam Kościół spychani na margines, bo są niewygodni dla innych. „Jeszcze ktoś zobaczy, że tak można i ode mnie będzie wymagał.” Taka retoryka jaką przyjął Kościół jest dla nich wygodna, chociaż Papież stara się ją zmieniać, więc może jest jakaś nadzieja….? Prawdą jest też, że ksiądz o życiu wie tyle ile dowie się na spowiedzi od ludzi. Dlatego bardziej podoba mi się system protestancki. Pastor zmagający się z trudami codziennego życia, sam wie o czym mówi, daje rozsądne rozwiązania i ma u Ciebie większy autorytet. Kończąc, o Kościele można wiele (jeszcze mówić). Jak zwykle to właśnie ludzie są najsilniejszym i zarazem najsłabszy ogniwem.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Myślę, że wiele osób pozostawia w sercu Boga, a kościół, jako instytucję odrzuca. Inaczej się nie da. Trzeba rozgraniczyć. Gdyby kazano nam wierzyć w księży i cały ten system, to niewielu ostałoby się. Człowiek jest zawodny, a jak już wejdzie w pewien klan, system.. przestaje być tylko sobą, musi podporządkować się. Wiary w Boga nie oddałabym, a jeśli chodzi o Kościół, tłumaczę sobie, że to tylko ludzie.

      Polubienie

    2. O to, to! I kobieta w kościele protestanckim może być chyba pastorem. Pastor mający rodzinę bardziej do mnie przemawia niż żyjący w „celibacie” ksiądz katolicki. No i spowiedź u protestantów też jest dużo lepsza – nie szepczesz nic na uszko człowiekowi, tylko zwracasz się w myślach bezpośrednio do Boga. Wszak to on ma Cię rozgrzeszać, a nie drugi człowiek roszczący sobie prawo bycia pośrednikiem 🙂
      Cały Twój komentarz mi się podoba i zgadzam się z nim całkowicie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Bardzo Ci dziękuję, miło słyszeć takie słowa 😊 Jest jeszcze inna strona tego wszystkiego – wiele z tych rzeczy może nie wynikać bezpośrednio z winy samego duchownego. Postępuje tak, bo tak został nauczony, takie ma doświadczenia, przykład z góry, bo inni tak robią, może nie wie, że można inaczej. I zapewne niejeden ma swoje problemy, zakorzenione, nierozwiązane, to w końcu też tylko ludzie. Dobrze pokazuje to film Kler. To co my widzimy to tylko skutek, przyczyny mogą być zupełnie inne. A co do celibatu to nie jest tak jak nam się wydaje…

        Polubione przez 2 ludzi

      2. Ach, to. Święta racja, dlatego w swoim komentarzu wzięłam słowo „celibat” w cudzysłów. Bo rzeczywiście dla wielu księży jest to wymóg nie do utrzymania.

        Polubienie

    1. To głoszenie przez wiernych swoich przemyśleń. No może i chaos zagościłby w świątyni. Zaczęliby się kłócić. Tak wolność, też nie wyszłaby na zdrowie. A może wielu śpi na kazaniu, jakoś to przetrzymuje i wcale nie chcieliby debat i przedłużania mszy.

      Polubienie

      1. Bardziej miałam na myśli te wszystkie babcie, które uważają to samo, co ci księża…

        Ale jakby tak zrobić mszę bez kazania? Dla tych, którzy chcieliby się pomodlić, ale bez debat i dyskusji. A jak ktoś chce sobie podebatować to po mszy, na radzie katolickiej, kółku różańcowym albo może zaprosić księdza do siebie na obiad hm?

        Polubione przez 1 osoba

  8. Ja przyznaję, kilka razy wyszłam z kazania, nie daję rady niektórych słuchać. Na szczęście w moim parafialnym kościele jeszcze nigdzie o polityce nie było, choć czasem jak ksiądz rezydent zacznie się wymądrzać to końca nie ma- on ma ponad 80 lat i nie pamięta w połowie zdania, co mówił na początku, więc kazanie trwać potrafi i 40 minut, a on w kółko jedno zdanie męczy i przerabia…
    Chodzę sobie na 7 rano najczęściej na Mszę, bez kazania, wtedy skupiam się tylko na modlitwie i to mi pasuje.

    Polubione przez 2 ludzi

      1. Najciekawsze,że ten rezydent przynosi na te Msze z kilkanaście stron notatek, taki przygotowany, ale nie widzi co ma czytać i z głowy mówi ;)Dlatego staram się wstać na 7 rano, ale różnie bywa, czasem sobota późno się kończy i nie da rady iść na tę siódmą 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. Wiesz, co najbardziej mnie ujmuje w Tobie? Luz, wesołość, szczerość, dystans. Spokojnie, bywa różnie z tym czasem. ja od jakiegoś czasu nie mam jak stawić się w niedzielę, więc biegnę po pracy w sobotę. Ale było dwa razy i tak, że w sobotę masowałam do 20 i nie zdążyłam nigdzie na msze, w niedzielę cały dzień pracowałam i wstawałam w poniedziałek na 6.30 pierwszą mszę. Jak człowiek chce, to radzi sobie, a Polacy to naród nauczony nie poddawania się i główkowania, jak to zrobić. Dopiero wróciłam z pracy. Dziś miałam wyjątkowe masaże, bardzo znaczące, kiedyś opiszę. Tak je przeżyłam mocno, że nie możliwe nie podzielić się z Wami. tylko emocje opadną.

        Polubienie

      3. Dziękuję za miłe i ciepłe słowa 😉
        Ja czasami podpinam się pod mamę i idę w sobotę na 18, ale ksiądz zauważył,że ludzie idą na Mszę awansem i bywa dłużej niż w niedzielę i niestety to Msza naszego rezydenta, idzie zasnąć jak zaczyna swoje rozprawy- kiedyś był wykładowcą w seminarium, ale nie przyjął do wiadomości,że jego czas już minął :):)

        Polubione przez 1 osoba

  9. Dlatego nie należę do żadnej organizacji religijnej. Od kościoła katolickiego już dawno się odcięłam. Przez całe dzieciństwo chodziłam tam i wychodziłam z jedną wielką pustką w głowie. Choć wierzę, bo nawróciłam się 7 lat temu. Nawróciłam się sama, kiedy czytałam osobiście Biblię, bez żadnych przekładów ludzkich, tłumaczeń i komplikacji. Znam Twoje rozgoryczenie kościołem, jedyne co mogę Ci zaproponować to, żebyś sama poznała Boga przez czytanie Jego słowa. Ludzie boją się otworzenia Biblii, a przecież jest ona dla wszystkich. Możemy ją czytać, poznawać i uczyć się jej. W końcu o to walczył Marcin Luter.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Och, jakże trudnym do pojęcia jest Stary Testament, np córki Lota, jak zrozumieć? Tak bym chciała, aby ktoś pochylił się i pomógł zrozumieć. Może one musiały tak postąpić, może należałoby poznać podłoże historyczne. Kościół, jak kościół, tylko te kazania mi doskwierają, bo dla mnie ta część mszy jest ważną o tyle, że wytłumaczy, pozwoli być bliżej słowa Boga, ale musi to zrobić mądry duchowny, a on tym skrzeczącym głosem mówi sobie jakieś trzy po trzy i nici z tłumaczenia Ewangelii wychodzą. I tak tego kościółka nie zostawię. Tam jestem z nią, czuję ją tak blisko. I odczuwam jakby była zwyczajna dziewczyną. Mam taka śmiałość mówić jej o wszystkim. Dopiero teraz ją doceniłam, św. Barbarę

      Polubienie

    1. A ja naprawdę chętnie poczytam. Wiem, ze nie opuszczę tej świątyni. Święta Barbara bardzo mocno siedzi mi w sercu, czytam je żywot, poznaję z różnych źródeł i tak bardzo jej współczuję. „Tata” – to taki ciepło wypowiadany wyraz, a co ona czuła?

      Polubienie

  10. I will right away snatch your rss as I can not to find
    your e-mail subscription link or e-newsletter service.
    Do you have any? Kindly let me understand in order that I may subscribe.
    Thanks. Woah! I’m really loving the template/theme of this site.
    It’s simple, yet effective. A lot of times it’s difficult to get that „perfect balance” between user friendliness and appearance.
    I must say you have done a great job with this. In addition,
    the blog loads very fast for me on Safari. Exceptional Blog!

    Greetings! Very useful advice within this article! It is
    the little changes that will make the largest changes. Thanks
    a lot for sharing! http://nestle.com/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.