Domowy smalczyk. Smakować życie..

Gotowanie, mam chyba we krwi. Ono mnie po prostu raduje.

Smalczyk domowej roboty, czasem warto sobie sprawić, jeśli jecie wieprzowinę (wegetarianie z fasoli, tłuszczu koksowego, cebulki). Ja najbardziej lubię zwykły ze słoninki bez boczku i innych dodatków. Podam wam przepis na ten podstawowy, a każdy doda, co będzie chciał. Może jabłuszka (w kosteczkę, najlepiej renety lub antonówki, dodaje się na sam koniec, już po cebulce) boczek wędzony ( jak zeszkli się i trochę wytopi słonina) cebulkę, płatki chili, z przypraw najczęściej majeranek.

Jak nie chcę napracować się i od razu zrobić zapas z 5-6 słoików smalcu, tylko 1-2, to kupuję kawałek słoninki, tak ok pół kilograma (na taką ilość 1 duża cebula, gdyby ktoś chciał). Myję słoninę, wycieram ręcznikiem papierowym i wkładam do woreczka foliowego i do zamrażalnika, tak na przynajmniej godzinkę, aby stężała, zmarzła. Wtedy łatwiej kroi się, nie „ślimaczy”  w dłoniach.. Kładę na deskę, biorę porządny, ostry nóż, kroję na kilka mniejszych kawałków, bo z wielkiego, z całości, jest trudno. Każdy kawałek na plastry, a plaster wzdłuż np. na trzy części, paseczki i teraz w kosteczkę. Ja kroję w drobną, bo nie lubię wielkich skwarków. Robimy to według własnego upodobania. Teraz wrzucam do garnka i smażę. Najpierw na średnim ogniu, mieszam i po pewnym czasie, jak już każdy skwarek zeszklił się, zmniejszam płomień, nich wytapia się powoli i spokojnie, od czasu do czasu mieszając. Nie solę, nie pieprzę. Ładnie wytopiony, zdejmuję z ognia, wsypuję sutą szczyptę majeranku i przelewam do wyparzonych słoiczków. Zakręcam i odstawiam do wystudzenia, schłodzenia. Jak wlejecie gorący, zassie i trzyma długo, nie psuje się. Po odkręceniu przechowuję w lodówce. Stężeje i jest gotowy do smarowania pajdy dobrego chlebka. Ostatnio odkryłam chleb gryczany z dodatkiem cebuli, pasuje mi do smalczyku idealnie. Do tego nieodzownym jest ogórek kiszony, czy pasta chili adżika lub po prostu tylko posypany grubą solą.

Jeśli chcecie smalec z cebulką, należy uważać, bo temperatura gorącego tłuszczu różni  się od zimnej soczystej cebuli i jeśli wrzucicie do mocno nagrzanego tłuszczu zacznie bulgotać, pienić się i wypłynie z garnka. Trzeba zmniejszyć gaz lub na chwilę zdjąć garnek z ognia i wtedy powoli wrzucić cebulkę pokrojoną w kosteczkę.

Smacznego, kochani! Czasem i na smalec możemy sobie pozwolić. Jadam wszystko, co lubię, boczek smażony też, ale mało, malutko. I to chyba jest kluczem. Ta ilość, aby nie tyć i nie zapchać żył tłuszczem. Nie umiem dojeść całego jajka, całego wafelka w czekoladzie, czy całego pączka. Wygląda na to, że dozuję przyjemność jakim jest jedzenie. To tylko tak wygląda, a prawda jest taka, że mam malutki żołądek i nie mogę więcej zjeść. Poza tym jedzenie, to dla mnie najczęściej celebra i radość. Rzadko w pośpiechu połykam kanapkę (chyba, że w pracy, kiedy goni masaż za masażem). Jak nie mam tego co mi smakuje, nie jem wcale, no chyba, że głód przyciśnie, to Baśka zjada, jak pies trawę, ściągając zębami. Zdecydowanie wolę rozkoszować się jedzeniem. Np, jak wygląda zjedzenie jednej z moich ulubionych słodkości – ptasiego mleczka, Wedel w gorzkiej czekoladzie? Biorę kosteczkę, ogryzam dookoła z pysznej twardej czekolady, kładę waniliową kostkę na język, ogrzewam w ustach, przyciskam językiem do podniebienia i pozwalam sobie na przyjemność sycenia kubeczków smakowych. Powoli rozpływająca rozkosz słodyczy napełnia mnie. Jedzenie, to jedna z pociech tego świata. Do tego też potrzeba finezji. Można zjeść, pokochać się.., byle jak lub z wszechogarniającą radością, smakując tych przyjemności!! W pośpiechu, bez zaangażowania, jak to kiedyś pisał jeden z blogerów, starszy pan, że tęskni za zwyczajnym, jak za dawnych lat przeleceniem dziewczyny w krzakach, a nie w ładnym pokoju hotelowym. Ja obie przyjemności lubię w ładnej oprawie. Dla mnie ma to ogromne znaczenie. Wszystko lepiej mi smakuje: i miłowanie i jedzenie, jak robimy to oboje z zaangażowaniem, finezją, staraniem, pietyzmem, a nie na odczepnego, na „odwal”, albo, aby tylko czym prędzej zaspokoić głód seksu, czy żołądka. Bardzo lubię jedzonko ładnie podane, nie kopa na talerzu wszystkiego. Posprzątane miejsce w którym mam jeść. Sposób jedzenia, nie na jaskiniowca: czyli, mocno pochylona i łapczywie zmiatająca z talerza, wiosłująca łyżką, bez unoszenia głowy z nad jadła.  Jeszcze nie daj co zupa ociekająca po brodzie. Choć paluszkami, bez użycia sztućców, jak najbardziej można. Bardzo lubię tak zajadać pizzę, czy frytki lub szarpać kawałeczki bagietki i maczać w oliwie. Paluszkami podane do ust smakuje mi bardziej, to tak, jak wypić zimną colę ze szklanej buteleczki, wolę niż ze szklanki.

Przyznam się, że chciałabym jeszcze doświadczyć wspólnego posiłku z fajnym mężczyzną, który robi to z finezją. Gdzie wspólne gotowanie, a zwłaszcza jedzenie byłoby poezją.  Kuszące, może nie tak, jak seks, ale..  (pewnie wyśmiejecie mnie, ale dla mnie ma to urok, chciałabym i tego zaznać).

Smakować życie.. nadal mam na to ochotę. Chyba to wszystko przez Meszuge. Ten człowiek ma coś w sobie. Odczułam go, jak wyrocznię..  Arti tak, to przez Ciebie. Tak ładnie byłam pogodzona, że piękne rzeczy są, ale już nie dla mnie. I nie było mi z tego powodu smutno, no bo co stawiać się, kiedy widzę 10 metrową ścianę wody, no nie do pokonania, to nawet myśleć nie ma o czym.  Aż tu piszesz.., piszesz.. takie rzeczy.  I może zacznę wdrapywać się na tę ścianę.., może.  Chcę, ale  niebylejakości, tylko warte wspinaczki… Czego i Wam kochani życzę, wspinajcie się po swoje szczęście.

Reklamy

Autor: stopociechblog

Moje życie, to bal. Przyszedł czas na jego celebrę. Więcej czasu dla siebie i oczy przymrużone na wiele spraw. Łatwiej dostrzegać to, co wartościowe. Cieszyć się widokiem kotka i pysznym śniadankiem, nie o 6 rano. Z Leszkiem Możdżerem w tle. Lubię żyć!

19 myśli na temat “Domowy smalczyk. Smakować życie..”

  1. Smakowicie pachnący temat poruszyłas:-)…mnie takze zapach i smak smalcu kojarzy sie z z domem rodzinnym…rozsmarowany na pajdzie chleba z skwareczkami i sola…łza sie kreci! Sam nauczyłem sie od mamy i jesienią i zimą czasem robie,niezwazajac na to ,ze niezdrowy,ale jaki pyszny!.Nikt nie kaze od razu cały słoik oprózniac :-)Tylko jak gotuje,to córeczka zwiewa z domu,bo wege i dla niej to koszmar:-)A Twoj smaluszek przepysznym znajduje…i mowie to znajac sie na rzeczy hi hi…
    coż ,dobre jedzenie,tak jak i dobry sex to jedne z najwiekszych przyjemnosci na jakie sobie pozwalamy….przy czym do jedzenia wliczam gotowanie dla kogos,sprawia mi to ogromną radosc,tak jak i dawanie w seksie rozkoszy partnerce….dbanie o szczegoły,atmosfere,jest b. wazne,tworzy wyjatkowosc chwili,czy to kolacja przy swiecach,czy miłosne igraszki……choc przyznam,ze tak jak lubie czasem z smakiem zjesc na miescie dobrego kurczaka w bułce,tak i szybki,gwałtowny,pełen pożadania i namietnosci sex to jest czasem TO !

    ps.moze następnym razem,gdy bede goscił w Twojej kuchni upichcimy cos pysznego razem?:-)

    Polubienie

      1. zdecydowanie nie chodziło mi o „łapczywosc w krzakach”….raczej o ” predkosc” wynikającą z nagłego głodu czy fali pożadania……czasem…..A swiece,wino czy dobry hotel jak jak najbardziej podniosą atrakcyjnos delektowania sie miłymi chwilami we dwoje.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Ładnie napisane. I ten nagły głód, to zdecydowanie jest Coś Żywego. Raz, że głód, dwa może autobus za kwadrans, tak też mogłoby być. Teraz odpoczywaj dużo, bo i Ciebie przeziębienie dopadło. A „Imbirek” córcia zjadła w dwa dni i mówi, że zjada, jak chce, a nie jak zalecili. Pić w chorobie trzeba dużo.

        Polubienie

  2. uwielbiam domowy smalec, mój wujo dodaje mielone podsmażone mięso, więc ten jego smalec to wersja wypasiona, i połową kanapki można się najeść:) ja najbardziej lubię taki klasyczny, tylko cebulka, skwarki i masa majeranku. I wiejski chleb, najlepiej świeży i chrupiący. I jestem w niebie;)

    Polubione przez 1 osoba

  3. Trochę spóźniona przylączam się do zachwalania smaku domowego smalcu. Choć niezdrowy raczej, a na pewno tuczący to jednak pyszny. Ja także najbardziej lubię wersję na bogato czyli z mięskiem. W domu raczej mama przygotowywala tylko z majerankiem, nawet bez cebuli i też się go z apetytem zjadalo. Smacznego 👌😊

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dla mnie ta podstawowa wersja nie traci zapachu prawdziwego smalcu, już po dodaniu cebulki, a co dopiero boczku wędzonego zmienia się i to nie jest ten z dzieciństwa, a dzieciństwo smakuje najlepiej choć biednym najczęściej było.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.