„.. Nie począwszy żyć, przestajem”. Rosół grzybowy.

„Pieśń XV”  –   Jan Kochanowski

„Nie zawżdy Apollo strzela,

Ale łuk z lutnią podziela;

Nie zawżdy Mars hufy wodzi,

Czasem też pod sieć ugodzi.

Nie zawżdy grad z góry leci

Albo burza niebo szpeci;

Chmury czarne wiatr wojuje,

A pogoda następuje.

Takżeć słusze człowiekowi

Odejmać się frasunkowi;

A jako niewdzięczne brzemię

Uderzyć troski o ziemię.

Cokolwiek raz przeminęło,

Niewrócony koniec wzięło,

A przyszły czas Bóg ma w mocy,

Pogrążony w twardej nocy.

Dosyć na rozum człowieczy

Dzień dzisiejszy mieć na pieczy;

Ostatek na Boga wkładaj,

A dobrze żyć nie odkładaj!

 

Żyj dobrze, nie odkładając;

Bo dalszych czasów czekając,

Niepodobnym obyczajem,

Nie począwszy żyć, przestajem”.

 

 Jan Kochanowski przypomina nam o ulotności naszego istnienia i proponuje żyć wesoło, czerpiąc przyjemność tu i teraz. Nie troszcząc się o wiele. Nie odciągając radowania życiem, na późniejsze czasy. Takie epikurejskie podejście. Zażywać przyjemności tego świata, nie odkładając niczego na zaś. A w chwilach ostatecznych zdać się na łaskę i miłosierdzie boskie.

– Wybacz, Panie! Łamałem reguły, aby uzyskać rozkosz, bez adrenaliny, takim niepełnym okazywało się to życie.

My w większości, raczej nie hedoniści, tylko ludzie pracy, nie za często pozwalający sobie na przyjemności. No może czasem meczyk, piwko, ładny ciuszek.. . Za młodu nauczeni obowiązków, powoli weszliśmy w kierat, w spiralę zwaną „haru haru, ni pieniędzy ni towaru”. Ile by człowiek nie pracował, ile by nie nakradł (nie zachęcam) wciąż za mało. Jak przestawić się, zrozumieć, że nie można przegonić, zagonić życia. Tracąc to, co ma wartość. Nie chodzi o znalezienie drugiej przeciwstawnej strony i zaprzepaszczenia się w lenistwie, rozpuście, tylko umiejętnym znalezieniu złotego środka.

Dla jednych z nas nagłe korzystanie z życia, to rzucenie wszystkiego, spalenie mostów zawodowych i zaleganie na kanapie z laptopem, pizzą, colą, zdając się na partnera. Inni robią skok w wir wycieczek zagranicznych, dla drugich karuzela randek. Przehulanie środków z konta na kolejną jeszcze dalszą podróż, czy następną frywolną, ale i kosztowną znajomość.  Dla innych nowy image, totalne odświeżenie garderoby; wyrzucenie z szafy starych, niemodnych ciuszków i szaleństwo wędrówek po sieciówkach, dźwigając niejedną ciężką torbę bucików, sweterków.., a jeszcze inna myśli, – „koniec z poświęcaniem się, nadszedł mój czas” i nawiedza coraz to bardziej renomowaną, droższą klinikę, aby tu ostrzyknąć, tam podciągnąć, no może co nieco napełnić.. . Dokleić, a to włosy, a to rzęsy i zabłysnąć najnowszą generacją implantów w uzębieniu.

A dla skromnych, spokojnych, harmonijnych, tych co wolą „być niż mieć”,  oznacza trochę więcej brać siebie pod uwagę. Swoje zdrowie. Cieszyć się czasem z rodziną, wspólnymi posiłkami.. .  Oni mówią -„dość wyścigowi szczurów”, chcą pożyć  wolniej, mając czas na małe przyjemności. Zapragnęli celebry życia, ale bez szaleństw, wręcz przeciwnie; z rozwagą i koniecznie bliżej natury.  Potrzebują ucieczki z wszelkich dokręconych trybików, nie zatracając się i nie zaniedbując, tylko zwalniając. Więcej ciszy w życiu.

Slow Movement – ruch na rzecz spowolnienia, który walczy z bezmyślnym pośpiechem. Dla większości pośpiech stał się naszą obsesją. I nie dotyczy to tylko młodych wchodzących w życie rodzinne, zawodowe, ale i tych po pięćdziesiątce, którym na spełnienie życiowych marzeń wciąż brakuje finansów. Chcą pomóc młodym, zabrać żonę gdzieś dalej niż na działkę warzywną. Doby nie starcza, aby ogarnąć półtora etatu, pracę na działce, budowę domu syna.. I  gdzie w tym wszystkim; czas dla siebie, dbałość o zdrowie małe przyjemności, rodzinę i wspólny wypoczynek na łonie natury. Wszyscy przywaleni obowiązkami, a młodzi często jeszcze rywalizacją zawodowo, pędzą za rozwojem i podnoszeniem wartość siebie, jako pracownika. Budują pozycję w zespole młodych, silnych, prężnych. A sen, czas na „byczenie”, pasje, spokój ogniska domowego, wspólny na siedząco, nie w biegu posiłek, łączność z naturą. Kto z was i ile razy, ostatnio ot tak poszedł na jesienny spacer, wybrał na grzybobranie, czy łowienie rybek? Może pojechał z synkiem pod namiot i mył w górskim strumieniu poznając krajobrazy i sycąc długimi rozmowami z dzieckiem? Kiedy połazikowaliśmy po górach, pojeździli częściej na rowerze, czy wykupili karnet na basen i używali go?

Wyścig z czasem równa się, samotność, totalne zmęczenie, zawały, depresje.

Spójrzcie na kalendarz, nabity, zapisany do oporu, dzień po dniu.

Pomyślałam teraz o kalendarzu matki wychowującej dzieci, nie pracującej zawodowo. Długo byłam mamą na urlopach wychowawczych. Z jednego wychowawczego wchodziłam w kolejny. Czytałam dzieciaczkom, siedziałam w piaskownicy, plątałam się od kupki do śpioszków i chodzika po śliniaczki. Odwiedziła mnie moja kuzynka. Elegancko ubrana, uczesana pani. Miałyśmy ustalić termin i  wybrać się razem na jakieś wyjście, ale ona najpierw zajrzała do skórzanej torebki, do swego kalendarza, a tam wolnego niewiele, oj czarno od zapisanych kartek! Pomyślałam z nutką zazdrości, że ja też chciałabym mieć kalendarz zapełniony czymś oprócz obowiązków mamy. Ubrać się w żakiecik a nie w dresy i wyjść do ludzi. A teraz tęsknię za brakiem kalendarza, czy też prawie pustym bez zapisów i karteczek porozwieszanych, aby nie zapomnieć. To były piękne spokojne lata z dziećmi, śmiem twierdzić, że najpiękniejsze osiem lat mego życia, bo tyle byłam na urlopach z moją kochaną Trójeczką.

Już pora, nauczyć się celebrować życie. Idea zwolnienia tempa życia nabiera mocy już w wielu krajach. Zacznijmy od posiłków. Jedzmy powoli, dania ładnie podane, bez pośpiechu, delektując się każdym kęsem. Moim marzeniem w tym względzie jest wyjście na śniadanko do ogrodu, choć na małą ławeczkę. Nie mam i pewnie mieć nie będę. Nawet balkonu w żadnym z miejskich mieszkań nie miałam. Trochę mnie to wkurza, ale cóż.

Kiedy byłam młoda goniłam, nie tyle za karierą, co za utrzymaniem dobrej pracy, pozycji w niej. I pogodzeniu obowiązków mamy trójki dzieci z byciem żoną i etatem nauczycielki w szkole. Teraz gonię za pieniędzmi. Pracuję więcej, niż by na małą kobietkę wskazywało. Już nawet trudno umówić się ze mną na randkę. Nie mogę z braku czasu, nie chęci. A może, jak gra będzie warta świeczki, to i czas znajdę.

Jak myślicie, kiedy u Was przyjdzie właściwy, dobry czas na celebrę życia, smakowanie go?

A może w końcu zastosować się do słów Jana Kochanowskiego –

„Żyj dobrze, nie odkładając; Bo dalszych czasów czekając, Niepodobnym obyczajem, Nie począwszy żyć przestajem”. 

Zapraszam do wspólnego gotowania. Razem przygotować i zjeść jest cudownie.

„Zupa grzybowa na rosołku”

Skomponowała mi się znakomicie, zupa grzybowa na bulionie. Dostałam suszone grzyby leśne od Anetki z lasów Słowian. Tak pachnące, aż miło. Mam zaufanie do tej dziewczyny, jako grzybiarza. Do garnka wlałam ok. 3 litrów wody, wrzuciłam włoszczyznę razem ze sporą ilością natki (po ugotowaniu wyjęłam z zupy całą włoszczyznę). Trzy umyte skrzydełka, też wyjęłam po ugotowaniu i największy domownik chętnie je ogryzł. Nie chciałam, aby mi się mięso plątało po zupie, pragnęłam esencjonalnego bulionu. I może to dziwne, ale z tych trzech skrzydełek wyszedł klarowny i bardzo smaczny. Oczywiście listek, ziele angielskie, pieprz kilka ziaren, sól. I przyznaję jedna kostka rosołowa, wołowa.  Garść suszonych grzybów zgniotłam w dłoni nad garnkiem i wrzuciłam w formie okruszków. Grzyby były tak cienko pokrojone i dobrze wysuszone, że łatwo rozkruszyły się.

Gotowałam na małym ogniu ok. 30 min. W tym czasie osobno ugotowałam makaron. Do zgrabnego, mojego ulubionego talerza nałożyłam trochę makaronu i zalałam grzybowym bulionem. Suto posypałam natką pietruchy, mam piękną, dorodną na działce. Uwierzcie mi była znakomita, ta zupka. Lepsza niż moja tradycyjna, czyli zabielana, chłopska grzybowa.

Cieszcie się chwilami, drobiazgami, a przede wszystkim sobą wzajemnie. Budujcie relacje z kochaną, kochanym. Doceniajcie bliskość. Niech Wam zawsze dzwoni wewnętrzny dzwoneczek – „Uwaga, oddaliłeś się”!! „Zwolnij”!!

 

Reklamy

Autor: stopociechblog

Moje życie, to bal. Przyszedł czas na jego celebrę. Więcej czasu dla siebie i przymrużone oczy na wiele spraw. Łatwiej dostrzegać, to co wartościowe. Cieszyć się widokiem kotka i pysznym śniadankiem nie o 6 rano. Lubię żyć!

12 myśli na temat “„.. Nie począwszy żyć, przestajem”. Rosół grzybowy.”

  1. Tak, jak we wszystkim, znalezienie złotego środka jest bardzo istotne. Ja wciąż usiłuję narzucić sobie listy rzeczy do zrobienia, bo bez nich miotam się trochę bezsensownie, a i czas jakby mi uciekał 😉

    Narobiłaś mi apetytu tą zupką!

    Polubione przez 1 osoba

      1. W tym mieście mam wszystko, czego mi potrzeba i tętniące miasto i blisko natury. Nad morzem dziś było cudnie. Mam po drodze las i siłownie pod chmurką. Ćwiczę i cieszę się. Dziękuję mojemu pierwszemu mężowi, to dzięki niemu tu jestem.

        Polubione przez 1 osoba

  2. Pięknie ujęłaś to co jest ważne w życiu. Mądre słowa Kochanowskiego nadal obowiązują: „Żyj dobrze, nie odkładając; Bo dalszych czasów czekając, Niepodobnym obyczajem, Nie począwszy żyć przestajem”. Puenta życia! Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.