Urodzona w pantoflach i żakiecie? Pójdę boso..

Witajcie, dziś wróciłam ze smażenia brzuszka, boczków, plecków.., czyli urlopu u Madziarów. Było „git”, jak lubi mawiać Marta. To prawda, było wesoło i słonecznie. Odpoczęłam i jutro zaczynam od masażu sportowego, czyli na mocno bez relaksów.

Do wyjazdu jeszcze wrócę polecając to i owo w Egerze. Dziś chcę donieść Wam o uczuciu niezwykłym, które mnie dotknęło tam i nie będzie tu mowy o węgierskim przystojniaku, o nie!

Jak wiecie 10 lat temu rozwiodłam się, można by rzec sprzedałam duszę diabłu, aby być z mężem mym obecnym. Ubrałam błękitną sukienkę i poszłam ostatni raz wyspowiadać się z grzechów całego mojego życia. Pamiętam każdy szczegół z tej spowiedzi (tę sukienkę też), to był dla mnie ważny moment. Miałam świadomość, że coś się kończy i być może zapłacę za tę decyzję, szukania miłości w drugim związku. Do tej pory potrzebowałam spowiedzi i nigdy nie była ona przykrym obowiązkiem, tylko przywilejem, który miałam. Teraz wiedziałam, że już nigdy nie będzie mi wolno przyjąć komunii, a spowiedź bez mocnego postanowienia poprawy nie będzie się liczyć. I raczej będzie pogadaniem sobie dla pogadania, skoro nie opuszczę drugiego nieuświęconego związku. Więc powiedziałam sobie, że za wszelką cenę nie pójdę na samo dno, nie zaprzepaszczę duszy do końca. Będę starała się z całej mocy nie popełniać grzechów. Nigdy przez te 10 lat nie pozwoliłam sobie opuścić mszy świętej. I kiedy wiedziałam, że nie zdążę w niedzielę do kościoła, chodziłam w sobotę wieczorem.

A teraz wyjazd na urlop. Już myślę, czy uda mi się pomodlić nawet po madziarsku, grunt, żeby być na mszy.  Jak tylko przywitała nas gospodyni pensjonatu i wytłumaczyła, jak tu działać, gdzie co jest, ja od razu chwytam się za krzyżyk na szyi i pytam o kościół. Wyszła na ganek pokazała kierunek, gdzie znajdę bazylikę i nawet poinformowała o godzinie porannej mszy. Myślę, -” jestem uratowana”.

Rano po śniadaniu sama brykam do tej bazyliki myśląc, czy ją łatwo znajdę. Już w połowie drogi i  nagle – ukłucie w serce. Jestem nieodpowiednio ubrana! Ostatnio dzień w dzień te 32 stopniowe upały wprowadziły z automatu zwyczaj zakładania krótkich spodenek i pożegnania długich dżinsów.  Miałam na sobie białą bawełniana koszulkę z krótkim rękawem i granatowe, naprawdę kuse spodenki, na nogach sandałki. Od tej pory droga na mszę strachem ogarnięta cała, a po mnie widać było wielkie przejęcie. Nie zdążę wrócić przebrać się. I co ze mną będzie? Nie umiem Wam powiedzieć, jak bardzo przestraszyłam się. Powiedziałam cichutko – „Boże pomóż mi, ja muszę dostać się na mszę”.

Czułam lęk, że teraz przegram. Co ja zrobię?!  Trudno uklęknę za drzwiami i nie odejdę. Już to wiem.

Widzę kopułę świątyni, na ramieniu mam wielką torbę, coś w stylu plażowej, płóciennej, okrywam nogi z przodu i wchodzę bocznym wejściem. Szybciutko przysiadam w ostatniej ławce i przez chwilę nasłuchuję, czy ktoś zbliża się do mnie lub puka w ramię. Udało się!! Jestem w Domu Bożym i nikt nie wyrzucił źle ubranej. Jakaż wdzięczność ogarnęła całe moje ciało, że ludzie pozwolili mi zostać.

Po mszy szybciutko wychodzę, zanim ruszą wszyscy. Idę do głównych wrót i widzę wielkie plakaty z zakazami przekroczenia progu, jeśli mamy odkryte kolana, plecy, ramiona i stąpamy w klapkach, czy japonkach. W drodze powrotnej myślę „Boże mój, czy Tobie zależy na moim przyjściu w szatach, które my, ludzie uważamy na słuszne, czy raczej wolałbyś z ogromem mego pragnienia bycia z Tobą, kiedy ja w ławce, a Ty ukryty w tabernakulum.  Podejrzewam Boże, że Tobie wszystko jedno, czy będę w sukience z odkrytymi ramionami, długim, krótkim swetrze, czy w szpilkach, czółenkach, pantoflach, japonkach, a nawet boso. Kiedy ostatecznie stanę u Twych wrót będę boso. Naga, jaką mnie Panie stworzyłeś. Tylko uczynki, one będą się liczyć. Ty nie spytasz mnie „Basiu, gdzie masz żakiecik i spódnicę po kostki”, tylko – „Basiu, czy kochałaś”? Tylko to, czy kochałaś ludzi będzie się liczyć. Miłość!!

Wiem, nie żyję na bezludnej wyspie i muszę liczyć się z grupą, w której przyszło mi żyć, z obyczajami i kulturą. I nie chodzi mi o to, że mamy na golasa chodzić do świątyni, tylko, aby do wszystkiego przykładać miarę miłości. To Bóg oceni, kto z nas godny znaleźć się w świątyni i nie strój będzie wyznacznikiem. Garnitur, szpilki i szmizjerka nic nie pomogą Bogu, tylko nam. Powiedzcie mi, w czym ubliżają Bogu zgięte kolana w klapkach japonkach? A w sercu pokora i wdzięczność, że kolejną niedzielę mogę pokłonić się memu Bogu. W krótkich spodenkach, z gołymi kolanami na zimnej posadzce kościoła klęczy i w cichości serca przeprasza.., dziękuje.

” W progi Boże w godnym ubiorze”. To słowa z plakatu Akcji Katolickiej informującej odnośnie odpowiedniego ubioru w świątyni. Czytamy; kościelny „dress code”, to ubiór elegancki, skromny i schludny. Rozumiem, każda sytuacja i miejsce wymagają od członków społeczeństwa takich, a nie innych fatałaszków. I kościół, opera, szkoła czy biuro i pogrzeb i ślub, ale bez miłości, to i wiara stanie się fanatyzmem.

Życzę wam kochani, abyście zawsze weszli do Domu Bożego, kiedy macie taką potrzebę i aby nikt wyjątkowo okuty w kajdany „co wypada, a co nie”, nie stanął na waszej drodze do Boga.

PS  Może nie potrzebnie piszę o tym, może nie mam racji. Nie sądziłam, że zagrożenie uczestniczenia w niedzielnej mszy św. wywoła aż tak wielki lęk. Chyba boję się, że jak pozwolę sobie i w tym na luz, prędzej pójdę na dno, zaprzepaszczę się.  Zazdroszczę wam możliwości spowiedzi, a tym samym odpuszczenia grzechów. Dobranoc. Położę się odpocząć, bo jutro kolejny dzień i..

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrację życia. Już mi nigdzie nie spieszno. Czas dla siebie. Oczy przymrużone. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Lubię ludzi, lubię żyć! Piszę o swoim życiu, przemyślenia... Coś z pokoiku masażu, coś z kuchni, z łóżka i dla Okruszków Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

27 myśli na temat “Urodzona w pantoflach i żakiecie? Pójdę boso..”

  1. ładnie i mądrze napisane…”bez miłosci to i wiara…..”bardzo dzisiaj aktualne.bo czymze jest fanatyczne podejscie do wiary czy np. patryiotyzmu jesli nie narzucanien drugiemu własnej,oczywiscie jedynie słusznej interpretacji nawet tak intymnej sprawy jak modlitwa.Nawet w sprawie klapek…….Bo dzis chyba zapominamy,po co tak naprawde idzie sie do koscioła,dla wielu to niedzielna rewia mody,okazja do „pokazania sie” w nowych ciuchach,czy co chyba jeszcze gorsze,obgadania i oplotkowania „somsiada”…jak wyglądał…itd. i gdzie tu spotkanie z Bogiem…gdzie duchowosc,gdzie chocby sympatia dla drugiego,o miłosci nie wspomne.Nie oceniaj……
    choc musze przyznac,ze Twoje Basiu opalone nóżki w krotkich spodenkach mogłyby mnie odrobinke rozproszyc hi hi:-)

    ten dress kod jest odrobine potrzebny,zeby różne miłe panie nie zaczeły pojawiac sie w kosciele prosto z plazy np w bikini,a panowie z gołymi brzuchami i klatami ,bo jak znam zycie i tacy by sie znalezli,ale generalnie czepianie sie chocby klapek jest troche bezsensowne.liczy sie to,co w sobie przyniosłas do Boga…….
    bo przeciez i ta boso staniemy….tak mysle….wiec nie bądz tez dla siebie,Basiu az tak surowa,mysle tu tez o tej spowiedzi i „zaprzepaszczaniu” sie…..Ten u góry widzi,jakim jestes człowiekiem,i wierze,ze potrafi dobrze Cie ocenic.Wiec zaufaj Mu………a ja Ci tylko chocby hospicjum przypomne………..gdziez przy tym drobne potkniecia……………..znam Cie dosyc dobrze i z szacunkiem ,sympatią i miłoscią kłaniam sie nisko.

    ps.ciesze sie ,ze wypoczełas,dobrze jest miec Cie znowu wsrod nas…..

    Polubione przez 1 osoba

    1. No, bracie, Tyś to mnie zawstydził. Tym ukłonem! Dziękuję Robi!! Zeszliśmy z drzewa listkiem okryliśmy, tam gdzie zawiewało, a reszta w tym kierunku poleciała, otarła się o Coco Chanel i wszelkie code dress, coby kiedyś zawrócić w popioły. A w kościele możecie dla mnie stać nadzy. Patrzylibyśmy tylko przez pierwszy czas a później opatrzenie, spowszednienie, tak jak na plaży nudystów. A ja jestem, jaka jestem i stoję poza nawiasem, jak to jezuita staruszek powiedział, tylko kibic. I zgadzam się z tym, tak musi być, tylko teraz chciałam zawalczyć właśnie o bycie kibicem, a nie na banicji ostać. Gdybym nie weszła do środka, została na klęczkach przez godzinę za zacnymi murami, wierzę, że Bóg odhaczyłby moją obecność, ale ja tak bardzo chciałam być z wszystkimi. I udało się, nie było nikogo na straży moralności!

      Polubienie

      1. I bardzo dobrze…precz z strozami moralności!….A poza tym,być może Ty jedna modlilas się tam prawdziwie,choć nie po Madziarsku…bo Ci zależało!
        …kibic mówisz….może,choć tenże jezuita raczej moim autorytetem nie będzie….
        …zawstydzilem…hi hi….Ale szczerze napisalem,choć znam i Twojego diabelka zza koszuli:-)
        Dobrego dnia po urlopie Mała.

        Polubienie

  2. Zawstydziła mnie Pani swoim wpisem. Nie, nie zmienię się i swojego postępowania jednak czuje się zawstydzona i odepchnięta dalej, jeszcze dalej od bram . Jedyne na co liczę to okruchy rzucane psom. Daleko, daleko od stołu.

    Polubienie

  3. Jak bardzo innym by był Pani tekst, Pani opowiadanie gdyby nie było pod nim żadnego komentarza. Zupełnie inny teatr i inna sztuka ale i widownia…zamyślona bardziej.Gdyby Pani zagrała ten monodram, w lekkim jedynie świetle, które nie dopowiadałoby wiele, bardzo wiele a widzowi pozwalało mówić. Przepraszam, kocham obrazy. W Pani bym się , na tej scenie zakochała i tak trwała do obudzenia z odrętwienia. Można by i element perwersji do monodramu wprowadzić. Zakrycie prowokujące ale postać w kościelnej ławce na klęczkach i rąbek koronki ledwo dostrzegalny ale widoczny …a może oderwanej nagle kawałek koronki na miejscu do brewiarza leżący.

    Polubienie

  4. Nadwrażliwa Dziewczyno, jeszcze i w kościele przeżywać stres? Po co komplikujesz sobie życie? Przecież nie byłaś w stroju plażowym.
    Do kościoła chodzi się ubranym, bo wczasowicze traktowali jak plażę i przychodzili prosto z niej, stąd te ograniczenia.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubienie

    1. Stres był z nieosiągnięcia celu. Bałam się, że stracę to co w mojej głowie jest pomostem i to dokładnie. Stracę to, pójdę na zatracenie powolne. Bo jak zobaczę, że czasem można i nic sie na tę chwilę nie stanie, to zacznę sobie pozwalać. A ja czuję, że póki jestem co niedziela na mszy, to nie wejdę w konformizm. A tym samym odpuszczanie sobie i tego, to i innego, bo przecież nic sie nie stanie. A spodenki moje były rzeczywiście kuse. A tam nawet w koszulce bez rękawów nie wolno wejść, czy w klapkach, to co dopiero całe nogi pokazać. Wiedziałam, że strażnik będzie miał pełne prawo pokazać mi palcem „fora ze dwora”. Dla mnie to bardzo ważne.

      Polubienie

  5. Podpisuje się pod tym, co przyniósł ze sobą wpis Ultry (a)😊
    Najważniejsze, że wróciłaś cała i zdrowa , pełna nowych przeżyć i nowych emocji choć…..faktycznie, jeśli niedzielna wizyta na mszy to dla Ciebie szalenie ważna kwestia i gdyby te ” ciuszki ” spowodowałyby, że przerwałabyś te 10letnia ” tradycje ” to mioniony urlop nie byłby wspominamy przez Ciebie dobrze.
    Więc stres był uzasadniony…

    Polubienie

  6. Wiara to z pewnoscią nie jest posiadanie lub brak krawata czy innej czesci garderoby.
    Z pewnoscia nie jest też Nią stresowanie się w czasie mszy. Boga nie trzeba szukac w kosciele, jest w Tobie bez względu na „przepisy porzadkowe”. A jednak jestem zwolennikiem przestrzegania minimum zasad stanowionych po to aby inni nie czuli sie ograniczeni w swej wolnosci. Wiec jesli juz idę do meczetu(np!) to zdejmuje te buty. A jesli mam wejsc do kaplicy ufundoeanej przez Sykstusa to z pewnoscią nie w kąpielowkach.
    Tym bardziej że znając ludzka glupotę ,wiem że zasada : daj palec a…. jest w „filozofii” życiowej czesci ludzi jedynym uznawanym prawem.

    Pozdrowienia dla Kleofasa,od siedzacej( tym razem ) na kolanach w calosci Fili😺

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kolanka wygrzane, komentarz napisany i jak widzę o świcie. Podoba mi się myśl, że Bóg jest we mnie i nie muszę udawać się po spotkanie z nim do kościoła. Może wynika to z mojej karności (od dziecka). Piszesz, ze jesteś zwolennikiem przestrzegania minimum, ja więcej niż minimum, tylko tym razem niefortunny splot okoliczności i chciałam wepchać się na krzywy ryj, czyli nie tak całkiem uczciwie. Stąd był ten strach, później moja wdzięczność, później myśli o przepisach porządkowych i na końcu list do moich czytelników. Spokojnego dnia Ci życzę. Ja mam dziś do wykonania trzy masaże „Siódme Niebo”. Już szykuje rączki, czyli ćwiczę na drążku i do pracy(a w między czasie zajrzałam do laptopika).

      Polubienie

      1. Siódme niebo😊😃brzmi niebiańsko😂conajmniej,w dodatku (jak zajrzałem do ciotki googelki) BIOEMOCJONALNY
        Jestem pod wrażeniem☺

        Polubienie

      2. Właśnie skonczylam masowac – wraz z piersiami mlode kobiety, teraz pół godz.przerwy i przychodzi do „nieba” mężczyzna. I to byloby na tyle. Wiecej dziennie mi nie trzeba obciążania rączek.

        Polubienie

      3. ☺No coź, kiedys mialem w tym duża praktykę. Oczywiscie nie czynną. Róźnego rodzaju masaże lacznicze. Wodne, reczne, ale to bylo dawno. Gdy z trupa znowu , po roku ciężkiej pracy stalem sie czlowiekiem☺
        Odpocznij☺

        Polubienie

      4. Postawiony na nogi? 😃:Tamto dotyczylo sytuacji i „doswiadczeń” sprzed ponad 30 lat. A teraz niewiele poza dziewczynka z kosą już może zmienić. Oczywiscie to nie zmienia moje wiecznej ciekawosci do wszystkiego i wszystkich. Również masażu😂

        Polubienie

      5. Człowiek ciekawy świata, to człowiek, który nadal czegoś od niego chce. Wprawdzie ze spokojem wszelakim, może z mniejszą dozą ekscytacji, ale nadal patrzysz z zaciekawieniem. A na masaż warto wybrać się wtedy, kiedy człowiek wie, czego mu potrzeba, czego chce. Czasem potrzebujemy rozmasowania bólu ciała, czasem duszy. Spokojnego wieczoru, życzę.

        Polubienie

      6. Sądzę, ale to jest złożony temat. Gdy jest coś, jakies porozumienie pomiedzy duszami trudno to ,nazwijmy „spacyfikować” czyli uczynić niezależnym od innych elementow związkow pomiedzy ludźmi. Potem moze dochodzic do konfliktów ,znowu posłuże się uniwesalnym kluczem, INTERSÓW.
        Zbyt wiele jest rodzajow tzw. relacji miedzyludzkich aby nie wywoływały one zamieszania w całosci . Kojący dotyk przyjaznej duszy jest zarowno mily i łagodzący jak i dzialajacy w sposob narkotycznie destabilizyjacy wlasną rownowagę.😜 Cudownie niebezpieczne😂

        Polubienie

  7. Pan Bóg jest wszędzie i powinniśmy podchodzić do niego jak do kochającego rodzica i przyjaciela, do którego możemy przyjść kiedy tego potrzebujemy. Zmęczeni, w ciuchach roboczych, albo zrelaksowani na wakacjach. W dobrych momentach, żeby mu podziękować i w złych, by prosić o pomoc. Bramy świątyni powinny być dla nas otwarte, nie tylko przy okazji mszy, ale i na krotką wizytę bez zapowiedzi. Mam taki zwyczaj gdy jestem gdzieś w podróży, żeby sobie zajść do miejscowego kościoła, ot tak. Generalnie jeśli chodzi o kościelny ‚dress code’ to powinna być zasada: to co dozwolone na ulicy, to dozwolone i w kościele. A jeśli kościelny nie może pohamować popędu i mu przeszkadzają obnażeni ludzie w upalne lato, to niech idzie na terapie albo zmieni prace. Jesli jednak będę mieć pecha i spotkam na swojej drodze takiego nadgorliwca to wyjdę i pójdę się pomodlić gdzieś w polu.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.