„.. jak się pani boi grzechu, to..”

To wpis z serii wspomnień z mojego dzieciństwa, a raczej początków zaistnienia. Moja kochana mama miała tę samą przypadłość, co ja, albo odwrotnie; ja po niej mam, częste bóle głowy. Napięciowy ból głowy, tak orzekł mój lekarz, a mama nie usłyszała nic o swoim bólu od lekarza, bo i u niego nie była. Jak bolało, brała tabletkę „z krzyżykiem”. Były takie dawno dawno temu. Cóż opychała się nimi, bo i głowa często bolała z przeżyć, a mama, jak ja osoba wrażliwa, wszystko przeżywająca, nawet większe zakupy w mieście, gościnę w domu, niewyspanie, czy załatwianie spraw przed obliczem strasznych urzędników.  Zaznaczam, to dawne czasy, teraz niemiły urzędnik  dinozaurem. Zwłaszcza w Słupsku, gdzie w ratuszu sami współczujący ludzie pracują, życzliwość, empatia,kultura..  na pierwszym miejscu . Ja nie żartuję, sama tego doświadczyłam ostatnio. Jednak, co prezydent, to prezydent! Mają wyjątkowego. Wychował sobie dobrą kadrę. Brawo panie prezydencie Biedroń.

I tak to mamie głowa nie dawała zapomnieć o sobie. Zapasy tabletek w kiosku topniały, bo mamcia kupowała namiętnie. Popsuła sobie nerki, ledwo ja uratowali. Wycięli jedną, bo podobno zgniła, a drugiej kawałeczek. Chudziutka, jak patyczek, przeżyła, wróciła do domu, gdzie mąż i synek (mój brat) czekali na nią.

Mama młoda kobieta, szybko zregenerowała siły i poczęli razem z moim tatą oczywiście, małą Basię. Tata biegał z radości, głaskał po brzuszku i mówił do maleństwa „Moja Bajeczko”. I tak to na tym świecie pojawiłam się ja, wymarzona dziewczynka taty i mamy też, -Bajeczka! Choć mama trochę w strachu była, bo jak tu donosić ciążę, urodzić dziecko, kiedy u niej jedna nerka tylko. Przed opuszczeniem szpitala, po operacji, lekarze przestrzegali przed takim szaleństwem, jak ciąża! I zanim mama udała się do domu wykład niejeden zrobili. Hm, na próżno, dla mojego szczęścia, bo inaczej nie stąpałabym tu po ziemi. A ja się tak z tego cieszę, doceniam życie. Wkrótce udała się na pierwsze badanie i dostała reprymendę, kiedy zrozumieli, że ten wyczuwalny duży guz to mała istotka zaproszona na ten świat. Stoi za drzwiami i czeka pozwolenia spokojnego rozwijania.

  I mama mi je dała. Nacisnęła klamkę i powiedziała w myślach i sercu, „chodź mała Basiu”!!  To jest miłość.

Choć niejeden zgani, bo w domu czekał 1,5 roczny synek. Widzicie ja to jest, przyzwolenie na aborcję wtedy było, a i tak każdy umiał podjąć swoją decyzję. Lekarze krzyczeli, że nie przeżyje, że to lekkomyślność, aż sam ordynator stanął w drzwiach gabinetu i ze srogą miną oznajmił co należy zrobić. Na co mama ze spuszczoną głową, cicho rzekła –  „Nie mogę, boję się grzechu”. Trzasnął drzwiami, a przedtem wykrzyczał słowa,  „jak się pani boi grzech, to niech pani umiera”! Mama zapamiętała i przekazała mi je, kiedy miałam 16 lat. Zmarł wtedy mój tata i jakoś wydoroślałam, może na tyle, że mama poruszyła ze mną ten temat.

Cóż, na pewno bała się też umierania, ale nie umiałaby dalej żyć z takim grzechem, więc zaryzykowała. Urodziłam się siłami natury; zdrowa i podobno bardzo grzeczna, pogodna dziewczynka. Przesypiałam całe noce. Umiałam godzinami leżeć sama w łóżeczku i bawić się swoimi stopkami, rączkami. A za rok urodziła się moja siostrzyczka, kochana Aneczka.  Mama bohaterka! Żyje do dziś, cieszy się zdrowiem, tylko trochę pamięć szwankuje, ale ma prawo coś szwankować w tyk wieku. A nasza Aneczka, zajmuje się mamą najlepiej jak potrafi. Opiekuje się, jak małym dzieckiem.  I powtarza mamie, że jest jej Skarbem. To jest starość. Kto z nas, tak będzie miał? Mieszkają sobie razem i jeszcze z kotem Tadzikiem, coby mamie nie było smutno, jak Ania wychodzi do pracy. My wszystkie jesteśmy kociary. Mama ma piękną starość, bezpieczną u swojego dziecka. Pełną miłości. Całe życie ciężko pracowała i kiedy tata zmarł miała tylko 42 lata. Poradziła sobie z trójka dzieci. Choć wiem, że nie było jej łatwo. Nigdy nie wyszła ponownie za mąż.

Jest wyjątkowo dobrym, skromnym człowiekiem, zawsze spiesząca z pomocą. To dzięki niej mogłam wrócić do pracy w szkole, kiedy mama przyjechała ze Słupska do nas, aby pomóc przy mojej trójeczce kochanych dzieciaczków. Rodzina!! Wielka Wartość!!

Nieraz myślę – „jak to dobrze, że mama dała mi życie”!  Potrafię cieszyć się nim. Zachwyca mnie tak wiele, upatruje piękna w najmniejszych sprawach.  Życie, to dar bezcenny! Ja ten dar przekazałam dalej, mojej  Miłości, kochanej trójce dzieci. 

Jestem szczęśliwa. Dziękuję Mamuś!

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrację życia. Już mi nigdzie nie spieszno. Czas dla siebie. Oczy przymrużone. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Lubię ludzi, lubię żyć! Piszę o swoim życiu, przemyślenia... Coś z pokoiku masażu, coś z kuchni, z łóżka i dla Okruszków Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

23 myśli na temat “„.. jak się pani boi grzechu, to..””

  1. Z ciekawością przeczytalam….
    Basiu, powinnaś napisać to jeszcze raz, odręcznie tym razem i przekazać ten list miłości swojej mamie z okazji zbliżającego się jej święta za kilkanaście dni….
    Cudowny prezent dla Twojej Mamy🌷

    Polubienie

    1. Taki jest mój plan i jeszcze 15 maja są imieniny mojej cioci Zosi, siostry mamy, dla niej wydrukuje list „Wspomnienia”. To ona nas tak obszywałai i …Póki żyjemy zdążę. Odpoczywaj Gosiu, ciesz się rodzinką.

      Polubienie

  2. I niech nam Twoja mama żyje 100 lat i dłużej!….za jej mądrość,obawy,dzięki którym jesteś Ty,cudowny człowiek,i Anka,ale też piękna i mądra Koneczka,Omarowo-hiszpańska Julcia i dunsko-rowerowy niezalezny Hubert!
    a i mojej mamusi,20-letniej wtedy,z papierem,ze nie może mieć dzieci (do slubu byl potrzebny) lekarz powiedział,ze nie może odnosić ciąży,bo umrze….uparla się…i .prawie umarła przy porodzie ….,ja wcześniak,1.5 kg wagi,miesiące w inkubatorze…Ale żyje!…dzis mam siostrę,brata i cudowne córki!
    Więc i mojej mamie dziękuję,tak jak i Twojej…..życie i rodzina to,najważniejsze rzeczy,cała reszta jest dalej…..
    Dziękuję Ci za ten wpis,głęboko mnie poruszył,….niedawno napisałem Ci smsa,ze nie zgadzam się z pewnymi Twoimi słowami o sobie…..dzis powtarzam z całą siłą….Nie miałaś racji!!!

    Polubienie

    1. OOOO, jak radosny wpis. Czuję siłę, energię, , radość. Dziękuję za słowa tak piękne o mojej „trójeczce” i za wspomnienie, podzielenie się bardzo podobną historią. Robi JESTEŚMY! Cieszmy się i doceniajmy! Słonka na dzisiejszy piękny dzień odpoczynku.

      Polubienie

      1. nie jestem lekarzem czy kimś podobnym.to tylko moje wrażenie po lekturze bloga……stopień egzeltacji i zachwytu tematami.sposób pisania …..od tak przyszło mi do głowy …wiek powyżęj 40….szczerze napisałem
        pozdrawiam

        Polubienie

      2. Masz rację, egzaltowana zawsze byłam. A świat zachwyca mnie powyżej przeciętnej. Właśnie dziś rozmawiałam z synem, który jest przeciwieństwem w tym względzie. Jemu potrzeba mocnych wrażeń, aby poczuć zachwyt, mnie cieszy bieganie nad morze, mały kotek na parapecie i możliwość bezinteresownej pomocy staruszce.. Może masz rację, powinnam wybrać się do specjalisty. Zanim odpisałeś zastanawiałam się nad Twoim zdaniem i doszłam do wniosku, że to ten częsty ból głowy Cię zaniepokoił, a tu nie, tylko wysoki poziom radości życiem. Obiecuję, że wezmę Twoje słowa pod rozwagę i pójdę się zbadać. Miłego wieczoru.

        Polubienie

    1. Brawo Panie kolego,cóż za pierwszy komentarz na blogu!…taki psychiatra amator?
      To może ja też pokusze się o diagnozę po pana wpisie…..”wysoki” poziom kultury osobistej ,a do tego niechęć do wszelkich przejawow radości życia.wnioski prosze wyciagnac samemu.nie wszyscy sie na tym blogu zgadzamy,ale tak chamskie i idiotyczne komentarze na pewno nie przejdą. Nie pozdrawiam.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Robi, Ty mnie znasz doskonale i podziwiasz za moją dziecięcą egzaltację światem, nawet na warkoczyk w łóżku, stópki 33 do całowania, ale i znasz mnie klęczącą na kolanach w kruchcie, bo nie śmiem przekroczyć progu świątyni, znasz mnie jako oddaną matkę i nieskromnie mówiąc, jesteś szczęśliwy, że kiedyś stanęłam na Twojej drodze, a ten człowiek, tylko przeczytał wpisy moje i jeden pomyślałby tak, jak on szalona, żeby ta cieszyć się byle czym, nawet biegiem o świcie 15 km i mówić, że młody bóg z niej, a inny powie ta kobieta jest do tańca (moje wyczyny przed 9 panów) i do różańca (wpis o psalmie 139 moim ulubionym). Ja rzeczywiście jestem dziwna, dobroć połączona z wulkanem dobrego patrzenia na świat i ludzi. I Ty za to mnie bardzo lubisz. Inni również. Ja nie obraziłam się na tego komentatora i nawet pochlebia mi, że poczytał moją pisaninę. A Tobie bardzo dziękuję, zawsze będziesz moim rycerzem, żołnierzem Pamiętasz?

        Polubione przez 1 osoba

      2. Pamiętam ,bardziej niż myślisz,ale nie usprawiedliwia nic tego czlowieka,jego podejścia……..
        I to prawda,ja miałem szczescie,spotkałem Ciebie,wiem kim jesteś,i jaka jesteś…..to jedna z najwspanialszych rzeczy,jakie mnie spotkały,ale pewne granicę chyba trzeba mieć.Ale dobrze,będę już spokojniejszy:’)…choć u mnie to nie takie latwe……..

        Polubienie

      3. Och Robi tę niespokojność i rycerskość uwielbiam w Tobie. Wiem, że zawsze staniesz po mojej stronie. A ja teraz jak sarenka biegłam pod Twoimi oknami. Tylko 8 km przed snem. To bieganie jest radością. Fajnie, że jesteś! Dobranoc

        Polubienie

    1. Ależ Ty już mnie trochę znasz, ja naprawdę jestem przemiłym skowronkiem i wszystko co napisałam do Ciebie było dobrocią. Ja cieszę się i to bardzo, że zadałeś sobie trud poznawania moich myśli. Ja na blogu jestem bardzo szczera, zauważyłeś że nie mam kłopotu z komunikatywnością, sama jestem często krytyczna wobec siebie, np.często powtarzam, że moja moralność jest wątpliwa, a córka śmieje się, bo byłam szykowana na zakonnice. Choroba psychiki jest tak samo ważna, jak ciała fizycznego. To nic złego, ani wstydliwego. Nie wiem, jak trafiłeś na moją pisaninę, ale coś wciągnęło Cię, skoro postudiowałeś niejeden wpis. Proszę komentuj i zostań ze mną na blogu, tyle ile wytrzymasz moje cieszenie. Ja naprawdę nigdy nie doceniałam tak mocno życia, jak teraz.

      Polubienie

      1. Och, już spałam. Teraz przestawiam się na mój właściwy tryb,, czyli spać ok.22.30, a wstać ok 6.00. Zaraz ruszam nad morze. Pobiegam, pobiegam jak piesek i od razu lepiej. Miłego dnia, Żołnierzu!

        Polubienie

    2. Jeszcze jedno, proszę przeczytaj wpis pt.”Bieg z życiem”. Tam na samym początku piszę, że chyba cierpię na przeciwstawną chorobę niż depresja. Widzisz sama też zauważam, że ze mną coś nie tak. Mojego syna wkurza, moje szczęście, choć wiele nie mam. Ale mam to co dla mnie ważne. Moją wielką miłość i sens życia – trójkę dzieci. To prawdziwy dar z nieba. A ciepłe, pełne tolerancji i empatii usposobienie mam po moim tacie.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.