„Będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego”

Jest sobota, poranek. Krzątam się po kuchni a moja Gwiazdeczka z nieba, młodsza córeczka, śpi.  Fajnie było dzisiaj przytulić się do jej plecków. Kiedy się poczęła, usłyszałam słowa lekarza, „pani Basu, proszę traktować to dziecko, jako cud. Z tym zabezpieczeniem, nie powinna  pani być w ciąży, a jest!”. Mój mały cud z nieba. Fajnie jest mieć dzieci. „Fajnie”, to za mało. To wartość najwyższa! I nawet, jak sprawiają kłopoty, kłócą się z nami i kiedyś trzasną drzwiami, Ty i tak kochasz. A mężczyzna zawiedzie Cię,  raz i..,  setny, i serce z automatu, bez Twojej świadomości wyczyściło miejsce, skasowało miłość. Nawet nie wiesz, kiedy to się stało, a może jej nigdy nie było?  Dziecku jest bezwarunkowo dana. Raz osiadła z narodzeniem tej Istotki i zostanie. Zagrzeje miejsce w Tobie do końca, niezależnie od wszystkiego. Można nie lubić dziecka, nie tyle jego, co cech, tych paskudnych, na przykład raptus, choleryk.., ale kochać nadal i zawsze tak samo. Jedne dzieci łatwo się kocha, bo takie proste do kochania, inne trudniej, ale kochasz. A partner, partnerka, jak Ci orze serce latami, przestajesz  kochać i trudno coś na to poradzić. Nawet, jakbyś sobie tłumaczył/a, że to Twoja żona/mąż, żyjecie razem i dobrze byłoby kochać swego bliźniego to i tak  mamy problem z naszym sercem. Ono przestało i żadne tłumaczenia nic mu nie pomogą. Nie życzysz źle, ale już nie umiesz  kochać. Dziecko zawsze, choćby niejeden zły uczynek miało na swoim koncie.

Niejeden ojciec, kocha tak samo mocno, jak matka, ale są sytuacje, kiedy z domu wyrzuci, wydziedziczy, zagniewa na śmierć. Trudno mu z tym żyć, ale mówi sobie, to dla jego dobra. Może kiedyś po wielu latach wrócą ich serca do siebie i stwierdzą, że nie chcą już takiego życia. Dziecka, rodzica nie wybieramy sobie, ich po prostu kochamy, takimi jakimi są, choć czasem bardzo trudno. Troszczymy się, martwimy i chcemy zawsze pomóc, nawet jak rozum mówi, nie wtrącaj się, niech radzi sobie samo, jest dorosłe.

Nie wiem, czy macie tak, że łatwo Wam troszczyć się o wszystkich, poza sobą. Może czas, żeby wsłuchać się we własne potrzeby. Zanurzyć głębiej we własnym życiu!  Poczuć ziemię pod stopami!  I czasem rozkoszować się ciszą i samotnością.

Zróbcie miejsce dla siebie we własnym życiu!

I zacznijcie mówić innym, „nie”!

Często, to najbardziej autentyczna odpowiedź, jakiej można udzielić. Przestańcie być superbohaterami dla wszystkich oprócz siebie. Stawianie siebie na ostatnim miejscu, może wydawać się szlachetne, ale takie nie jest.

Zatroszczcie się o siebie. Już czas!

Ludzie mówią, „nie wiem, skąd bierzesz na to siłę, masz niespożyte pokłady energii..”.  Twoje ego zatrzymuje te pochwały i kumuluje, jako motywację do pędzenia usłużnie dalej.  A może warto przestawić się, pokazać nową wersję siebie?  Wiecie, jak brzmi najważniejsze przykazanie, a słowa te znajdziemy w Biblii? Miłość do Boga, bliźniego, a tym samym siebie samego. To przykazanie miłości, stało się centralnym motywem etyki Jezusa. ” Będziesz miłował pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoja duszą i całym swoim umysłem.., i.. Będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego”. Największe przykazanie, zestawienie miłości do Boga z miłością bliźniego i siebie.

I czy wierzymy, czy nie, warto zastanowić się nad lubieniem także siebie. Zatroszczyć się o swoje ciało, zdrowie, swój czas, odpoczynek, przyjemności, komfort ciała i duszy.

I kiedy koleżanka prosi Cie o pomoc w ostatniej chwili, np. „narysuj mi na jutro planszę na lekcje hospitowaną, do tego 60 kwiatków do nauki tabliczki mnożeni”. A ty w domu masz wyczekiwanego gościa, przyjechała  córka na jeden dzień i zaplanowałyście naukę gotowania pierogów. A wracasz do domu późno, bo jeszcze masz zebranie z rodzicami, to odmów grzecznie swojej koleżance. Nie zarywaj nocy do trzeciej nad ranem, tylko dlatego, że ona tak chce. Jakby traktowała cię poważnie, poprosiłaby o pomoc kilka dni wcześniej. Zrobiłaś grzeczna próbę odmówienia, a ona napiera dalej, jakby nie słyszała, spokojnym głosem powtórz,-  „zrobię chętnie, ale proszę o czas, na jutro nie zdążę”. Ludzie mają tupet i nie słyszą ciebie, bo tak ich nauczyłaś, pokazałaś że można cię nie szanować. I ona dalej „ale to tylko jeden plakat, a kwiatki od szablonu odrysujesz, tylko każdy ma mieć 5 płatków i inny przykład z tabliczki mnożenia, do tego różne kolory brystolu.. . ” O matko, nawet kartek kolorowych nie trzyma pod pachą. Ale wiesz, sama sobie jesteś winna, bo pokazałaś im, że ciebie można tak traktować. Zmień to, nigdy nie jest za późno. Ja  poszłam spać nad ranem, do dziś czuję niesmak.  Coś sobie postanowiłam i chyba idzie dobrze. Zmieniam się. „..Masz to, na co godzisz się..”, śpiewa Kasia Kowalska. Pomyśl o tym.

” Człowiekowi można odebrać wszystko prócz jednego: ostatniej ludzkiej wolności – wyboru postawy w określonych okolicznościach, wyboru własnej drogi”.V.Frankl

Autor: stopociechblog

Przyszedł czas na celebrę życia, bez pośpiechu. Czas dla siebie, a oczy przymrużone na wiele spraw. Bez lekceważenia, ale i bez strachu. Dostrzegać i zatrzymywać się nad tym, co wartościowe. Cieszyć widokiem kotka i pysznym śniadankiem, nie o 6 rano. Z Leszkiem Możdżerem i Yasmin Levi w tle. Lubię żyć! Napisz, jeśli masz potrzebę barba2601@wp.pl

25 myśli na temat “„Będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego””

  1. Rzeczywiście bycie asertywnym niektórym przychodzi z ogromnym trudem, inni powiedzą „nie ” i nie ma dyskusji. Obie niestety należymy do tej pierwszej grupy choć cieszę się, że Tobie już lepiej wychodzi grzeczne aczkolwiek odmawianie. Ja jeszcze tego nie umiem.
    Dzieci, kochamy jest bezwarunkowo. Poświęcamy się ( zarówno matka jak ojciec), dajemy siebie, obdarowujemy wszystkim, co mamy , jesteśmy, wycieramy łzy i przytulamy. Kochamy. Naszych facetów też kochamy choć niejednokrotnie nie lubimy choć kochamy. Może niektórym trudno to zrozumieć, może niektórzy uważają, że jedno wyklucza drugie. Nie. Tak może być. Jestem o tym przekonania, bo jest to moim udziałem niestety.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję, że jesteś. Brakował mi Ciebie na blogu. Wiem, był dzień otwarty w szkole. Podziwiam Twoje kochanie. Ja mężczyzn kocham za „coś”, nie bezwarunkowo. Już to zauważyłam. A może nie była to miłość? Biorę to pod uwagę. Ty swojego kochasz pomimo…., bo może są to małe grzeszki, nie zło wobec Ciebie! Jest niedziela, wstałam wcześnie, bo pierogi zacząć czas. Dziś na obiedzie będzie Włoch, który kocha mój smalec (zrobiłam mu na wyjazd) i polskie pierogi. Miłej niedzieli. Obyś zdążyła odpocząć!

      Polubienie

  2. …eh te nasze dzieciaczki…np. moje córeczki są jednoczesnie bardzo do siebie podobne,nie tylko fizycznie ….i diametralnie różne…jedna spokojna,pewna siebie,wiedząca juz czego chce…może dlatego ze starsza…druga uparta,pełna pasji ,czasem gniewu,sporo kompleksow ,jak to u nastolatek….i ogromne pokłady dobroci schowane pod zewnętrzną powłoka…każdą z nich kocham całkowicie i bezapelacuyjnie,całym zyciem…i kazdą inaczej…..tak juz jest………..mysle,ze wiekszosc młodych ludzi ma spory kłopot z samoakceptacją,polubieniem siebie…spoglądamy na siebie dosyc krytycznie,na nasz wyglad i to „jak nas widzą inni”…..chyba jest tez tak,ze wiekszosci dorosłych,a na pewno tym bardziej „wrazliwym” zostaje to na wiekszosc życia……wiec,zeby zostac zaakceptowanym w nowej szkole,pracy,przez partnera ….robimy wiele rzeczy,na ktore do konca nie mamy ochoty i czasu….chowamy nasze ja………a własnie samoakceptacja…polubienie siebie,uznanie PRZeD SOBĄ własnej wartosci jest kluczem do powiedzenia NIE…….z tym zaakceptowaniem siebie jest róznie( sprawy z dziecinstwa odciskają sie czesto pietnem na całym zyciu)…..bywa tez,ze robimy ,juz dorosli cos takiego,co nas łamie…sprawia,ze przestajemy wierzyc w siebie,choc było juz latami ok…..albo ktos ,kto miał byc bliski niszczy nas i całą naszą pewnosc i poczucie bezpieczenstwa…………ale warto o siebie walczyc,bo jesli nie o siebie….to o kogo……jest takie pojecie „wampir energetyczny i emocjonalny”…….sączy nam w dusze zwatpienie i zniechecenie…karmi sie naszymi emocjami,czesto tylko nimi żyje…….trzymajmy sie od takich ludzi jak najdalej……a może uda nam sie dokonac trudnej,ale niewiarygodnie dla NAS WAZNEJ rzeczy….pogodzic sie z sobą…uwierzyc w siebie………..życie nie bardzo pomaga,ale wciąż probuje……..i choc pewnie droga jeszcze długa,to ciesze sie,ze idę dobrą……

    Polubienie

      1. spokojnie nie jest aż tak żle z tym moim ego:-)……po prostu szczerze napisałem ,jak ja widze akceptacje siebie,ze jest to czesto BARDZO skąplikowane………….ciesze sie,ze ci fajni blogożercy mnie lubia(choc nie bardzo wiem skad hi hi,mało ostatnio piszą :-)……..a to zdanie wrzucę do swojego CV!!!

        Polubienie

      2. Z siostrą wczoraj długo rozmawiałyśmy. Nie spodziewała się tego wpisu o Krasuli, popłakałyśmy trochę w słuchawkę, po wspominałyśmy. Rzekła na koniec, żeś oczytany, mądry i ma nadzieję, że szczęśliwy.

        Polubienie

  3. …wiesz Basiu,masz wielkie szczescie,ze możesz z siostrą dzielic te wspomnienia…nawet jesli troszke łez popłynie….ale takie juz są te PRAWDZIWE wspomnienia…z dna serca i pamięci……….podziekuj prosze siostrze za te miłe słowa….choc te okreslenia sa troche na wyrost:-)…….serdecznie pozdrawiam panią A. i przesyłam DUŻY usmiech do Słupska:-)

    Polubienie

    1. On już to przeczytała. Zaczyna zabawę z blogiem skoro świt, zna każdy komentarz. Pamięta wszystkie zdania z listów. Nie zagięłam jej wczoraj, jest na bieżąco i nigdy pobieżnie.Nadmieniła też, że wyczuwa zapatrzenie we mnie, Twoje. Spokojnie spędzaj czas niedzieli, choć wiem, że nie jest ona wolna od obowiązków.

      Polubienie

      1. …..I dla Ciebie raz jeszcze radosnej i pełnej usmiechow niedzieli z Gwiazdeczką…Okruszkiem…i ..Włochem:-)……..no i Kleosiem…………………zapatrzenie…hmmm…dzis nazwałbym to chyba inaczej………ale też pieknie….

        Polubienie

  4. Witam,
    nadrabiam zaległości i nie wiem od czego zacząc… Wytlumaczenia mojej nieobecnosci czy skomentowania wpisu pani Basi?Dziś wieczorem dostalam od Pani Basi wiadomosc, kiedy wroce do Was, poniewaz kilka osob pytalo, co się ze mna dzieje… Spotkala mnie kara za moje lenistwo, brak czasu dla siebie, myslenie o innych – nie o sobie, probie zaoszczedzenia pieniedzy „przeciez nie boli, po co bede szla”…
    2 dni przed moim weselem zaczal bolac mnie ząb. Poszlam do stomatologa, rozwiercil, wyczyscil, wlozyl i lekarstwo i kazal przyjsc za 2 tyg… i 2 tygodnie przeciagnely sie do 6 miesiecy… Podczas tego czasu odczuwalam delikatny bol, ktory na szczescie szybko mijal… Do czasu… Tak od dobrego tygodnia kochany ząbek nie pozwala mi normalne żyć. Jest strasznie… Na poczatku sama zaczelam się leczyc… stomatalog przed weselem przepisal mi antybiotyk, w razie gdyby… wtedy nie byl mi potrzebny… Był piatek, ja po 3 dawkach antybiotyku… Chwilowo ustepuje ból, ale wraca ze zdwojona siła… Ból nie do zniesienia… Nie mogłam lezeć, chodzic ani siedziec. Myslalam ze glowa mi peknie, ucho rozerwie a gardlo wybuchnie. Bolalo mnie wszystko. Jestem po dwoch proodach (jedno cc a drugie naturalnie) i wolalabym rodzic codziennie, miec skurce, bole parte niz godzine bolacego zeba… Okolo pólnocy czulam ze cos jest nie tak… zaczał puchnac mi jezyk… Meza nie budzilam, nawet w niczym by mi nie pomogl bo byl po spotkaniu z kolegami i nie wiedzial za bardzo na ktorym jest swiecie… Poszlam po siostre, ktora mieszko pietro wyżej… Na szczescie nie spala, ale ciezko bylo nam sie dogadac bo strasznie se plenilam… zawiozla mnie na pogotowie dentystyczne, po 3 godzinach mnie przyjeli… Wyczyscili zeba, kazali brac antybiotyk i do domu… Okazalo sie ze to zapalenie okostnej… We wtorek poszlam do stomatologa, u ktorego zaczy czas sie lecze… Antybityk do piatku i 6 marca na wyrwanie. Czwartek, piatek bylo jak w bajce – nawet zaczelam sie zastanawiac czy w ogole isc go wyrwac – zawsze to 300 zl w kieszeni hihi. Przyszla sobota i jak wszystko zaczelo sie od nowa, bol okropny, ale na szczescie wtorek coraz blizej…
    Wracajac do wpisu naszej kochanej Basi:)
    „…Dziecku jest bezwarunkowo dana. Raz osiadła z narodzeniem tej Istotki i zostanie. Zagrzeje miejsce w Tobie do końca, niezależnie od wszystkiego….”
    Przeczytalam te słowa i łzy po poliku mi pociekly… W 38 tygodniu ciaży dowiedzialam się, że moj synek urodzi się z wada twarzoczaszki. Szok, rozpacz, szukanie przyczyny, wizyty u roznych lekarzy w celu potwierdzenia, a moze znalezenia rowniez innej wady? Najgorsze 2 tygodnie, czekanie, myslenie, czytanie, dzwonienie… I te glupie mysli w glowie…
    Bylam wtedy na zwolnieniu lekarskim, moj wtenczas jeszcze „konkubent” jezdzil do pracy na 8 godz. A ja siedzialam w domu i ciagle plakalam. Zadawalam sobie pytanie jak moj syn bedzie wygladal, czy ja go pokocham, czy ja go zaakceptuje, jak ja pokaze go swiatu, po co nakupowalam mu tyle ladnych ciuszkow jak nigdzie z nim nie wyjde. Przyszedl zamowiony wozek, nawet nie chcialam go otwierac bo stwierdzilam ze i tak nie bede go uzywac. W ciagu 2 tyg schudlam 4 kg… W miedzy czasie byly dylematy gdzie rodzic, gdzie moje dziecko dostanie najlepsza opieke. Mieszkalam pare dni u Pani Basiu, za co ja i moi rodzice bedziemy wdzieczni do konca zycia. Strachu przeze mnie tez sie Pani najadla jak poszlam pare km do centrum handlowego albo jak zaczelam wieczorem krwawic:) W rezultacie urodzilam w rodzinnym miescie… Po porodzie nie chcialam zeby kladli mi dziecko na piersi… zabrali go… Pielegniarka mnie zszywala, ale w oddali slyszalam dyskusje presonelu czy matka wie o wadzie dziecka i czy bedzie potrzebny psycholog… Zabrali go… Urodzilam o 23.10… Dali mi leki na uspokojenie i nad ranem zasnelam… O 9 przyszla po mnie pielegniarka, zebym wziela ciuszki dla dziecka i pojechala na 1 pietro, tam zobacze syna… Siedzialam z godzine z tymi ciuchami w rekach i zastanawialam sie co mam robic… Balam sie zejsc, balam sie go zobaczyc… Dostalam wiadomosc od partnera, że jedzie do nas i za pol godziny bedzie… Chcialam pierwsza zobaczyc syna, zeby pozniej udawac twarda, ale niestety nie udalo sie. Uczucie straszne! W szpitalu bylam pod opieka psychologa, Pani nawet poinformowala mnie ze jest mozliwosc oddania dziecka do adopcji… Okropne wspomnienia… Lezalam 7 dni w szpitalu, dopiero po 5 dniach dali mi dziecko do pokoju… Male, niewinne malenstwo plakalo a ja lezalam i patrzylam. Nie mialam ochoty do niego wstac, przebrac, nakarmic. Po prostu tego nie czulam… Wrocilam do domu, zaczelo sie szukanie informacji gdzie najlepiej zoperowac syna, pierwsza wizyta w Warszawie, ustalony termin operacji. Ale dopiero za pol roku… Najgorsze to czekanie… Przyszedl czas operacji, cieszylam sie ze w koncu bedzie po wszystkim i bede miala synka z buzka jak kazde inne dziecko. Gdy go zobaczylam po operacji, calego zakrwawionego, opuchnietego i z sonda w nosku to sie poplakalam. Poczulam jakbym dopiero urodzila i pierwszy raz zobaczyla swoje dziecko. Moje macierzysntwo dopiero sie zaczelo. Teraz moja milosc do synka jest bezgraniczna. Potrafi juz pokazac rogi, zepsuc humor z samego rana, zapyskowac ale to moje cudowne malenstwo, ktorego nigdy nie przestane kochac….

    Polubienie

    1. Anetko, to najpiękniejszy list na tym blogu. Nawet nie wiesz, jak Ci dziękuję. Być może teraz pomogłaś niejednej matce, czy przyszłej mamie. Jesteś dobrym, czułym, wrażliwym, solidnym, pracowitym, zaradnym i szczerym człowiekiem. Przy tym piękną kobietą, z wyjątkowo szlachetnym spojrzeniem Twoich czarnych oczu. Cieszę się, że czujesz bezgraniczną i bezwarunkową miłość do tej swojej Istotki. A jego humorki mogą być odzwierciedleniem gorszego samopoczucia. Odpocznij już i cieszymy się, że wtorek blisko i usuną ból. Tak dokładnie usuną. Przytuliłabym Ciebie teraz za wszystko, co było dane Ci przejść w żuciu. Jesteś silną kobietą i poradzisz sobie ze wszystkim. Dobranoc Anetko.

      Polubienie

      1. Zapalenie okostnej- nie życzę tego nawet najgorszemu wrogowi. Spalam moze z 1.5… ok 2 obudzil mnie tak okropny bol, ze zaczelam krzyczeć… na szczęście ju zaczela dzialac kolejna tabletka ketanolu…
        Pani Basiu dziękuję za mile slowa… musiałam być silna i walczyć o mojego szkraba. Tata bardzo często przychodzac do nas powtarza mi, ze mam cudownego i wspanialego synka a tak się balam i tyle przeplakalam… ciężko było ale to wiem tylko ja… nie wracam czesto do tamtych dni. Szybko skasowalam jego zdjęcia,gdzie byla widoczna jego wada
        Zostawilam jedynie kilka nagrań by w przyszłości pokazac mu dlaczego ma Blizne na buzce…
        Teraz leze na skrawku lozka, i wpatruje mu sie jak slodko spi… Tak tak,spi z rodzicami, maly terrorysta 😉 ilektroc probuje przeniesc go na swoje lozko,wraca do nas jak bumerang;) jest taki troche synus mamusi;)

        Polubienie

    2. Pani Aneto,,,zajrzałem jeszcze raz na blog.ot tak przed snem,jest wpis…dawno Pani nie było…czytam….i tylko oczy otwierały sie coraz szerzej…to jedno zdanie Basi o bezwarunkowej miłosci do dziecka…i życie,ktore jak zawsze układa nam swoj scenariusz…..mam 2 coreczki,przy porodzie jednej uczestniczyłem….myslałem w swym zadufaniu,ze cos wiem…a teraz siedziałem w ciszy i myslałem…o tym czasie przed porodem,o pytaniach czy pokocham …czy zaakceptuje…..a najbardziej wstrząsneła mną mysl o chwilach,gdy siedziała Pani z ciuszkami w reku..i nie mogła wejsc do synka………PANI ANETO JEST PANI JEDNĄ Z NAJDZIELNIEJSZYCH KOBIET,JAKIE POZNAŁEM , samo to,jak Pani opisała swoj bol i rozterki jest dowodem niezwykłej odwagi,i moze ,jak pisze Basia pomoże wielu kobietom…także uporac sie z swoimi lekami czy traumą……a walcząc o malca,i kochajac go bezgranicznie pokazała nam Pani czym jest miłosc mamy,ale nie taka prosta…trudna..ale taka naprawde prawdziwa….jest Pani i bedzie wspaniałą i cudowną matką,NAJLEPSZĄ na jaka mały mogł trafic…wiem to.i choc jestem tylko mężczyzną,wiec nic nie wiem o tej cudownej wiezi,jaką łączy tak fantastyczną mamę z synkiem,to chce pani i małemu pogratulowac…JESTESCIE WSPANIALI……..z wyrazami OGROMNEGO szacunku i podziwu ,życze mnostwo zdrówka i usmiechow..-bert

      ps.a ze pokazuje różki ,to super…wyrosnie dzielny chłopak:-)

      Polubienie

      1. Bert, dziękuję na bardzo mile slowa… kobieta kobiete zrozumie, mężczyzna nie zawsze… okres po porodzie byl bardzo ciezki dla mnie. Najblizszi wspierali mnie jak mogli ale zdarzały sie chwile załamania i chec ucieczki,lęk,obawy czy podolam temu… czesto podczas klotni wypominam mojemu facetowi jak po powrocie z tzw „pepkowego” zaczal mi zarzucać,ze to moja wina, ze pewnie cos zaniedbalam a teraz on sie wstydzi własnego dziecka. Cios okropny… nie pamieta tych słów ale niby po pijaku człowiek prawde powie… mowi co mysli…
        Pamiętam wtedy dodalo mi to troche odwagi..
        Z uśmiechem wychodziłam z nim na spacery,pokazywalam swiatu ale komentarze za plecami byly bezlitosne… szok znajomych,ktorzy zagladali do wozka aby zobaczyć maleństwo a tu taki psikus… mowili wtenczas zw piękny synek,a pewnie w głębi duszy mowili -kurcze co to… szybko powstała plotka na wsi, ze radnego corka urodzila syna, który nie ma pol twarzy… oj bolalo…
        czy jestem jedna z najdzielniejszych matek? Jest ich mnóstwo! Po porodzie mialam zal do wszystkich czemu akurat mojemu dziecku to soe przytrafiło ale jadąc do Warszawy,czekając w klinice na swoja kolej obserwowalam roznce schorzenia u dzieciaczkowm. Wtedy dziekowalam Bogu ze u nas jest tylko mala dziurka z buzce. Zoperuja i pozostanie blizna i wspomnienie…
        Milo Ze istnieja jeszcze prawdziwi faceci… ci z sercem, zrozumieniem drugiej osoby…

        Polubienie

    3. Można by rzec, ze nie sztuką jest kochać zdrowe, śliczne dziecko. Za to sztuką wielką pokochać od pierwszego wejrzenia malutką, chorą istotke 💕💕💕💕💕

      Polubienie

  5. ….na pewno bolało,ale jak juz pisałem,jest Pani wyjątkowo dzielna,a do tego,nawet jesli rodzina czasem zawodziła,to malec sam dodawał otuchy………czasem zamartwiamy sie czyms,jakimis kłopotami,czy gorszym stanem portfela ,pogorszeniem zdrowia…czy nawet tak poważna sprawą jak Pani….wtedy radziłbym każdemu przejsc sie chocby na dzieciecą onkologie,nie w celach ” turystycznych”,np. zawiesc zabawki….to uczy… pokornieje ,potem,jak juz obeschną łzy człowiek dziekuje Bogu,ze ma TYLKO takie problemy….wiem,byłem…a i pani niejedno widziała…..nosek wiec do góry i do przodu,bedzie dobrze,a może i jeszcze lepiej:-)…..pozdrawiam
    ps.gdzies juz chyba pisałem,ze jak na młodą mamę,mało snu:-)

    Polubienie

    1. Malo snu… teraz głównie bez nieustającym bol zęba… ale już nie moge doczekac sie jutrzejszego dnia…
      Jak przespie 5 godzin to jest dobrze… moj problem tkwi w uzależnieniu od napojow energetycznych…. te minimum 4-5 dziennie musi być. Śniadania nie zjem dopoki nie mam tigera….
      Chore uzależnienie,wiem o tym ale ciezkoe do porzucenia….
      Moj maly terrorysta pojechal do przedszkola, corka jeszcze spi a ja biorę się za nadrabianie.zaległości- moze chociaz zdążę przeczytać nowe wpisy Pani Basi 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.