Małe przyjemności

Każdy je ma. Tak myślę. Chyba, że ktoś jest wiecznym umartwiaczem!! 🙂 To wymyśla powody do marudzenia i niecieszenia niczym, nawet gwiazdką z Nieba.

Ktoś powie łatwo ci tak mówić-Tobie prosto cieszyć się życiem, bo nic nie boli, bo nie brakuje ci.. na mleko dla dzieci, bo.. . Zgadzam się, oczywiście fundamenty do radości z życia powinny być, takie jak: dobre samopoczucie- nic uporczywie nie dokucza, żaden ból i nie przeżywamy właśnie tragedii życiowych.

Myślę, że umiejętność doceniania małych przyjemności dnia codziennego pozwala nam być weselszym. Dostrzeganie choćby małych plusów wielu rzeczy dokoła, a nie tylko minusów, jest pomocą w stawaniu się życzliwszym wobec siebie i innych.

Czerpanie przyjemności z prostych rzeczy jest kluczem do szczęścia. Pozwala nam zwolnić tempo i bardziej skoncentrować się na byciu tylko tu i teraz. Jak wiecie mój rozdział życia emerytura daje mi czas dla siebie. Nadal nie mogę przyzwyczaić się, że tak już będzie, że to nie chwilowe, czasowe, tylko spokojne schodzenie ze sceny życia. Z jednoczesnym darowaniem mi zwolnienia tempa i ujęcia obowiązków.

Jeśli wstaję rano, to dlatego, że chcę. Już nie muszę zrywać się do pracy, czy małych dzieci. Energia radosna wciąż płynie we mnie, uśmiech nie odpuszcza sobie mojej buzi. Zdrowie rybki, czy konia, też mam („Zdrowy, jak ryba”, „Zdrowy, jak koń”), to Basi łatwiej cieszyć się życiem. Po za tym, albo przede wszystkim, to moja natura.

Nastawiłam budzik na taką akuratną, dobrą 8 godzinę. Wstałam z myślą, spaceru po plaży o poranku, kiedy ludzi mało. Ale od rana „chodziło” za mną słodkie. Nie jadłam jeszcze śniadania i pomyślałam, że zjem je nad morzem. Szybciutko upiekłam najprostsze ciasto jogurtowe. Zabrałam herbatkę z cytryną w termosie i kawałek ciasta. Zapakowałam w koszyczek piknikowy i wskoczyłam do lazurowej toyotki. I już wkrótce zażywałam przyjemności podziwiania spienionych fal, szumu przybijania do brzegu, z krzykiem mew w oddali. Popijając herbatką, dziękowałam Bogu za życie. A ciasto było tak dobre, że oblizywałam paluszki. Nie wiem, czy to świeże powietrze wzmaga mój apetyt, czy ono naprawdę takie boskie. Oceńcie sami!. Uwierzcie mi, warto znać ten przepis, bo to tanie, proste i wyborne ciasto. Rodzaj deseru sernikowego, tak bym to ujęła.

CIASTO JOGURTOWE

Składniki:

4 duże jajka, pół szklanki cukru, 400 ml jogurtu najlepiej typu greckiego, 3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia.

Polewa według uznania lub posypanie cukrem pudrem. Ja zrobiłam lukier z 2 łyżek śmietany 18 % i 4 łyżek cukru pudru, wymieszałam, do tego wrzuciłam garść malin mrożonych. Może być polewa z białej czekolady, a może kajmakowa. Bez jakiejkolwiek polewy też pycha.

Oddziel żółtka od białek. Miskę z białkami odstaw na bok. A do żółtek wsyp cukier i utrzyj mikserem, dodaj jogurt i ubijaj dalej ale już krótko. Teraz dosyp mąkę ziemniaczaną, proszek do pieczenia i ubijaj dalej, też krótko. Ubij białka ze szczyptą soli i sztywne przełóż do masy, wymieszaj delikatnie drewnianą łyżką. Blaszkę 24 cm. wysmaruj masłem i posyp bułką tartą, wylej masę.

Piecz nakryte folią aluminiową 50 minut w tem.170 stopni. Bez nakrycia spiecze się wierzch ciasta , a jak wyłączysz wcześniej to opadnie bliżej rantów. Studź przy uchylonych drzwiczkach polej polewą lub posyp cukrem pudrem. I niech Wam smakuje, sprawia małą przyjemność.

Wieść spokojne życie

Jak tylko sięgam pamięcią nigdy nie potrzebowała wielkich wyzwań, napędzania mojego życia adrenaliną. Miałam swoje małe marzenia i starałam się brać byka za rogi, aby osiągnąć cel, ale nigdy po trupach za wszelką cenę. Choć przyznaję, że chęć wypełnienia zadania jak najlepiej spinała mnie i moje moce.

Nigdy nie myślałam, że jestem wybrańcem do wyższych celów, raczej do tradycyjnego, spokojnego życia. Trochę radości, zmęczenia i szarpaniny. Odhaczania zadań życiowych. Własny rozwój na początku tyle, ile potrzeba – studia, abym znalazła się w wymarzonej pracy z dziećmi w szkole. A pasje, nowe umiejętności.. później, jak solidnie odhaczę macierzyństwo, jakoś wyklepię relacje partnerskie, aby dojechać do kresu życia. Teraz od kilku lat jestem na etapie zwanym- „JA” i mam nadzieję wieść spokojne życie. Monotonia, ale moja poukładana nie męczy mnie. Lubię SPOKÓJ.

A to dzisiejszy całkiem spokojny spacer nad morzem. Tym ukochanym morzem, gdzie pragnę kiedyś wieźć spokojne, wieczne życie :-)))spocząć na zawsze. Bardzo lubię spacerować sama, bez trajlowania. Mam wtedy czas na wyciszenie, przemyślenie i zwyczajne hipnotyczne przyglądanie się falom. Zabieram kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną. Wsiadam do toyotki. Podjeżdżam do Brzeźna lub Sobieszewa. Siadam na pisku, popijam herbatkę, z lubością przyglądam się falom, mewom z ciekawie uniesionymi łebkami i.. spaceruję plażą. Nagrywam krótki filmik dla Erlenda (o dzisiejszym napisał, że jest taki prawdziwy realny, tęsknię..). Kiedy zmęczy mnie szum morza skręcam do lasu sosnowego i chłonę jego zapach. Nie spieszę się już nigdzie. Kocham ten czas. I Wam życzę dobrego czasu dla siebie. Wiedźcie życie, takie jak potrzebujecie. To, co sprawdza się u innych nie musi u Was. Idźcie swoją drogą. Powodzenia kochani.

Na pierwszy rzut oka

Mój „pierwszy rzut oka” nie był prawdziwy. Należy uważać na schematyczne myślenie.

Odkąd można masować wrócili klienci. Dzieje się.

Czytam w grafiku pracownika Versum, że w sobotę będę miała dwa masaże tantryczne i to te dłuższe wersje po 100 minut i po zawrotnej cenie po 450 zł. Zamówiło ten cud pewne małżeństwo z zaznaczeniem, że pierwsza żona kładzie się na łoże, bo po zażyciu tego uduchowienia udaje się jeszcze do naszej kosmetyczki poprawić paznokietki. Moje pierwsze myślenie

– „Niesamowite, co to za wyluzowane małżeństwo, oboje chyba świadomie zamawiają sobie luksusową wersję tantry i robią to otwarcie, a nie za plecami jeden drugiego. I jacy bogaci, żeby prawie tysiąc złotych wydać na dwa masaże”!!

I widzicie myliłam się. W życiu nie widziałam takiego przeciwieństwa wyluzowania. Mężczyzna zamknął oczy i nie otwierał ich nawet na sekundę przez te 100 minut jego wstydu i zażenowania. Najchętniej zapadłby się pod ziemią. Nie męczyłam biedaka, bo naprawdę żal mi było i mam wielki szacunek do niego, a właściwie dla jego poświęcenia (dla swego biznesu). Ci państwo, to młodzi ludzie. Gdzieś w Polsce prowadzą hotel, spa, organizacja wesel.. . Tam u siebie oferują różne masaże, ale tantry jeszcze nie. Chcieli osobiście na własnej skórze poczuć, czy u nich to przejdzie.

To były najbardziej uduchowione i spokojne tantry, jakie wykonałam. Nie czekałam na zebranie się dużej energii w poszczególnych członkach. Pani dziękowała stokrotnie i napiwek zostawiła (pan też), a najmocniej rozpływała się, że tak pięknie mocno opracowałam plecy. A ja po prostu widziałam tam wielką potrzebę, wiec nie sugerowałam się tym, że w tantrze ma nie być nacisku i wbijanych paliczków. Uściskała mnie, życzyła dużo zdrowia, ja jej też i porozmawiałyśmy trochę o masażach. To wtedy dowiedziałam się po co tu są i że pieniądze wzięli z funduszu szkoleniowego. Coś mi się wydaje, że tego masażu u nich nie uświadczysz. I też dobrze. A dla mnie nauka jest taka -Oducz się Basiu sądzić po pozorach!

Ten lód z pozoru pyszny i taki był naprawdę :-))) Erlend osobiście gwarantuje :-)))

Wrócić do korzeni

Kocham morze, jego widok, szum fal, zapach, krzyk mew, powiew wiatru.. Miłuję, tak wręcz miłuję opalanie. Ale spacery w marną pogodę też mnie ciągną. Grunt, żeby nie lało z nieba!

Jestem minimalistką w tym względzie. Nie potrzebuję parawanów, leżaków, parasoli, jadła obfitego.. Zakładam wygodny strój do biegania, na plecy plecaczek, taki malutki. A tam mały ręcznik, butelka wody, też mała i krem z filtrem, no i wiadomo telefon, chusteczka higieniczna 🙂 Już jestem gotowa, biegnę nad morze około 20 minut. Mam swoje miejsca ciche, można by rzec mało używane 🙂 Najczęściej blisko wody, tylko czasami dalej, a bliżej wydm rozkładam się. Leżę przy zgiętych nogach w kolanach i wiercę sobie stopeczkami w piasku. A jak podłożę adidaski pod głowę, pole leżenia mi się powiększa i mogę nóżki wyciągnąć. Zamykam oczy i słucham morza. Uwielbiam wtedy rozmyślać i najczęściej wiele fajnych pomysłów wpada do głowy.

Zastanawiam się, czy mogłaby zostać tu na zawsze, to znaczy, czy można by mnie tu rozsypać. Odkąd weszła możliwość kremacji jestem za taką formą pochówku. A jeszcze, jak wiem, że kościół nie ma nic przeciwko temu rozwiązaniu, to już Basia całkiem happy. Tylko, że zamiast stać w dzbanuszku wolałabym zostać na morzu. No nie całkiem, bo boję się głębi! Plaża by mnie interesowała, ale nie nad samą wodą tylko bliżej wydm, bo ten szum morza może zmęczyć. Powiecie, że nie będę czuła, słyszała… a jeśli będę? Jeśli mój duch zostanie tam gdzie prochy. Nie dusza, a duch. No tak, duch chyba nie będzie słyszał. Chyba! Piszę trochę żartobliwie, mogłoby się komuś tak wydawać, ale ja naprawdę rozmyślam o tym. Odkąd usłyszałam, że w Niemczech jest las dusz, czy też prochów, myślę więcej z nadzieją, że nie będę stała w ściance. Tam podobno można wykupić drzewo, albo miejsce pod drzewem, pod którym zostaną zakopane twoje prochy ( metr od drzewa).

Pomimo, że w naszych Lasach Państwowych jest wiele pięknych dębów, buków.., to chyba jeszcze przez wiele lat nie będzie to możliwe, na wydzielenie takiego sektora cmentarnego, gdyż kościół straciłby pewne udziały w tym rynku. No i co na to Lasy Państwowe, na taką innowację!! A szkoda wrócilibyśmy w przenośni i dosłownie do korzeni.

Co o tym myślicie? Pewnie, że naszym bliskim może być nie po drodze odwiedzać zmarłych gdzieś w lasach, czy nad wodą. Cóż i na to mam swoje myśli- niech mnie dobrze wspominają, nie muszą w miejsce pochówku biec ze zniczem. Zresztą w takim lesie nie można znosić żadnych dekoracji, tym bardziej ognia. I nie ścigalibyśmy się w bogactwie cmentarny. Oczywiście wybór pochówku wciąż należałby do nas, póki co 🙂

Odpoczynek, ładowanie baterii..

Przyszła wyczekiwana wiosna i majówka. Słaba pogodowo, ale do lata coraz bliżej, wierzę, że i ciepło w końcu przybędzie. Obecnie mamy typową pogodę alkoholowo-brydżową. Czyli jeszcze nie dla Basi. W Gdańsku wieje i pada. Ale każdy znalazł coś dla siebie, a to grillowanie pod dachem, wypad na łono natury dobrze ubranym, czy ciekawego miasta, tudzież rodziny. Dla tych co zostali na miejscu, jak ja- filmy, ciekawe książki, czy sprzątanie tu i tam, zwłaszcza tam, gdzie wołało o porządek z dawien dawna, np. w dokumentach, zdjęciach.


A oto odpoczynek Julii na wodzie

Z koleżanką i słodkim Tango, pieskiem który od miesiąca ma nowy dom, po zabraniu go ze schroniska.

A to majowy odpoczynek mojej koleżanki w moich rękach. Umówiłyśmy się, że te 2 godziny masażu przemilczymy, aby każdym zmysłem chłonąć dotyk. Było cudnie. Ogromnie ucieszyła mnie jej radość i odprężenie.
A to najlepszy odpoczynek Erlenda. Tam jest szczęśliwy.
Widoki jego miejsca na Ziemi mogą zachwycać!
Na podwórku Erlenda. Raj z owieczkami.
Szczęście i odpoczynek z Lilo. Konstancja w Wójtówce
A to szczęśliwa mama dwójki chłopców (z mężem trzech). Poświęca wolny czas majowy na treningi. Przygotowuje się do wyścigów. To jej pasja od lat. Podziwiam i kibicuję jej.

A to mój przedmiot zainteresowania na majówkę. Choć przyznam się, że idzie ciężko. Często trafiam na fragmenty, które muszę przebrnąć, ale chcę przypomnieć sobie tę lekturę.

A jak Wam mija ten wolny czas? Co lubicie? Aktywnie, sportowo, czy bardziej z kawusią i dobrą lekturą. Ja zdecydowanie na to drugie się nadaję, choć fajnie od czasu do czasu wyrwać się na większą wędrówkę, niż moje spokojne spacery nad morzem. Ale tylko od czaaasu do czasu.

Basia to zdecydowany domator. Taka mała chatka kryta strzechą by mi pasowała. Może być i z wilkiem, pewnie bym go oswoiła 🙂

„Malina z dłoni”

Dziś słodycz prosto z „malinowego chruśniaka” 🙂

I erotyk, który zawsze zachwycał. Proszę napiszcie mi, jaki jest Wasz ulubiony wiersz. Bardzo chętnie poczytam.

Odkąd znowu można masować, poznaję samych cudownych ludzi. Dzisiaj była Paulina, piękna młoda kobieta i jej narzeczony. Przyjechali ze stolicy do Gdańska na majówkę. Od tych młodych ludzi biła dobroć, uczciwość.. Po masażu długo z nimi rozmawiałam. To było piękne spotkanie bliźniego.

Bolesław Leśmian
W malinowym chruśniaku


W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Rośliny, Zwierzęta
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

Zmy­sło­wy spo­sób przedstawienia namiętności, budzącego się pożądania. Wiersz wyjęty ze zbioru „Łąka” zawiera opis jakże pięknego skrawka przyrody. Zmy­sło­wa na­tu­ra – cie­pła, dusz­na, lep­ka.. po­tę­gu­je pożądanie! Krze­wy ma­lin sta­ją się schronieniem zakochanych przed światem. Para kochanków cał­ko­wi­cie sku­pio­na na so­bie, świat poza nimi jakby nie istniał. Maliny, ach te ma­li­ny!! Sta­ją się przyczynkiem piesz­czo­ty. I ja lubię ten jeden z najbardziej znanych erotyków naszej poezji, a to mój ulubiony fragment.

– „..Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,

A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,

Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni

Owoce, przepojone wonią twego ciała”.

Tym razem czytając widziałam Paulinę i jej narzeczonego. Oby malinowym chruśniakiem był ich dom, ten który stworzą. Dobre schronienie. Gdzie zamieszka bezpieczeństwo i kochanie. Tego im życzę. I dla nich dedykuję to ciasto, pełne soczystych malin. Inspiracją był przepis na Orchideli. U mnie trochę inaczej wykonany biszkopt, mniej sycący środek i inny ganasz.

„Malina z dłoni”

Przygotuj biszkopt swoją tradycyjną metodą – Ubij 7 białek ze szczyptą soli, następnie dodaj 3/4 szklanki cukru i dalej ubijaj, oraz żółtka. Teraz odłóż mikser i drewnianą łyżką połącz z przesianą na sicie mąką pszenną 3/4 szklanki i 2 łyżki mąki ziemniaczanej, oraz 5 łyżek kakao i 1 łyżeczka proszku do pieczenia. Wylej na prostokątną blachę, dno wyłożoną papierem. Ja mam blachę o wymiarach 24 x 35cm. Pieczemy 20 min. w 160 stopniach. Po upieczeniu od razu wyjąć i studzić. (Jeśli chcesz mieć mniej puszysty biszkopt- ubijaj razem całe jaja z cukrem, nie oddzielaj białek).

Teraz przygotuj śnieżne wnętrze z malinami. Na początku rozpuść w kąpieli wodnej 3 tabliczki czekolady białej i odstaw do wystudzenia. Do miski wrzuć 250 g serka mascarpone. Z 2 dużych opakowań śmietanki 30 % odlej pół szklanki na ganasz (polewę). Resztę wlej do miski z serkiem. Miksuj i uważaj, bo na początku pryska, teraz wlej białą czekoladę i miksuj już krótko.

Przystępujemy do składania ciasta. Wyjmij z blachy ciasto i przekrój wzdłuż na pół. Jedną część włóż do tej samej blachy (bez papieru) i posmaruj połową białego kremu, wyłóż mrożone maliny około 30 do 40 dag i przykryj drugą połową kremu. A wierzch przykryj drugą częścią biszkoptu.

Teraz zabierz się za polewę czekoladową. Do miseczki wrzuć drobno pokrojoną 1 tabliczkę mlecznej czekolady i połowę gorzkiej, zalej gorącą śmietanką pół szklanki, tą, którą sobie zostawiłaś i mieszaj cierpliwie. Powstanie piękna masa idealna w konsystencji. Na koniec dodaj łyżeczkę miodu, ponownie wymieszaj. Polej ciasto w blaszce. Przykryj folią i odstaw na noc do lodówki. Na poniższym zdjęciu jest biszkopt naprędce, czyli bez wybijania osobno białej i żółtek, czyli mniej puszysty też ciekawy 🙂

Zatrzymać się..

Już nie marudzę, że czegoś chcę. Nie można mieć wszystkiego. W kuchni ładnie wyremontowanej nie jest źle.

Rano, jak zwykle zbudził mnie Kleoś. Dostał porcję tuńczyka, a ja jego najczulsze przytulanie, po wczesnym śniadanku. Nie umiem z powrotem zasnąć, więc wstałam. Wykąpałam się.

Dla mnie świeżo umyte, ułożone włoski, to połowa sukcesu do dobrego samopoczucia i wyglądu. Spodnie rurki, sportowa koszula koloru ecru i krótka, jasna dżinsowa kurtka. Do tego wygodne butki, które Wam ostatnio pokazywałam i już pomykam toyotką nad morze.

Tam długi spacer i wdzięczność dla Stwórcy, za to, że nic mnie nie boli, za to, że czuje się pełna energii, uśmiechu, że cieszą mnie małe rzeczy.. , że mogę oglądać ten świat każdego dnia.

Wracam, wysiadam z samochodu, a tu przed piekarnią na wózku inwalidzkim młody chłopak w straszny stanie zdrowotnym. Nóżki chude, pewnie od niechodzenia, rączki wykręcone a twarz.., hm taka, że przytuliłabyś i powiedziała- dlaczego…? Obok chyba dziadek, a może taki starszy ojciec. Czekali na babcię, czy mamę (była w sklepie). Już minęłam ich, ale ten chłopiec, jego oczy, wielkie wybałuszone wzniesione ku górze..

Wróciłam, przedstawiłam się i podałam wizytówkę. Zaproponowałam, że mogę nieodpłatnie masować ich syna. Czasem przypilnować, dotrzymać towarzystwa. Nie jestem wielką specjalistką, masuję zwyczajnie, tak z miłością. I pracowałam z dziećmi, a on choć dorosły, ale jak dziecko. Okazało się, że mieszkają kilka ulic dalej, niedaleko. Umówiliśmy się, że jak trochę ucichnie pandemia, to może wtedy. Oni bardzo chętnie skorzystaliby z pomocy, tylko boją się o syna, bo jego odporność krucha. Zobaczymy jak będzie, ruch jest po ich stronie, mają mój telefon.

Czy Wam zdarzyło się wrócić, zatrzymać z jakiegoś powodu?

Co nas uszczęśliwi?

Często tak macie, że jak w czymś się polepszy to najczęściej kosztem czegoś innego. Coś za coś!

Mój sąsiad ma firmę montażu okien. Obecnie przeżywa jakiś bum zawodowy- bardzo dużo zleceń. Ludzie remontują, budują, próbują sensownie wydać pieniądze, które odkładali latami, bo teraz zjada je inflacja, a banki oferują marne 0,0..%.. . On zarabia więcej pieniędzy, ma więcej zamówień, ale rodzina prawie go nie widzi.

Moja koleżanka jest deweloperem, buduje ładne mieszkania i domy w Redzie. Trochę to jest od Gdańska, ale za to 6 tysięcy za metr kwadratowy, a nie jak w Gdańsku 10 i więcej. Właśnie zaczyna kolejną budowę, a ja w związku z tym bardzo rozmarzyłam się. Pierwsze piętro, z dużym po całości balkonem, strona południowa, dwa pokoje (42 m) w dobrym miejscu tego miasteczka. Całe życie odkładałam z mizernej pensji nauczyciela, ale to co mam nie wystarczy nawet na połowę kosztu takiego mieszkanka. Jeśli wezmę pożyczkę nie wiem, czy zdążę spłacić, czy życia wystarczy. I wprawdzie będę miała moje marzenie – mieszkanko samej sobie, ale czeka mnie głód, dosłownie. A prywatnie masować będę musiała do końca mych dni. Czy znajdę energię, aby rano z uśmiechem wstać i podejść do mojego pięknego balkonu i cieszyć się życiem, kiedy dług gniecie. Zaczęłam myśleć, że porywam się z motyką na słońce. I odpuściłam.

Przyznam się Wam- Och, jak mocno zapaliłam się do tego pomysłu, już prawie diabłu skórę sprzedać chciałam, ale to za duże wyzwanie, jak na mnie- starszą panią. Dożyję do końca, tylko żebym swój pokój odzyskała. Niedługo mija rok mego wygnania w kuchni. Cierpliwa jestem i z uśmiechem znoszę to, ale Wam mogę się przyznać – potrzebuję wiedzieć, kiedy odzyskam azyl- moje drzwi, okno, podłogę.. ? Tęsknię za moim spokojem.

Mam nadzieję, że Wasze marzenia są łatwiejsze do spełnienia i kiedyś powiecie sobie- „Mam to.., spełniło się.. . Jestem szczęśliwa/y”. Czego z całego serca Wam życzę, choć pomna jestem przestrogi -„Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić”. Wielu z nas żyje w przekonaniu, że wie, co ich uszczęśliwi.

Dobrymi chęciami..

Podobno piekło jest wybrukowane. Cóż dobre intencje, zamierzenia, chęci niewiele są warte, jeśli nie pociągają za sobą naszego działania.

A bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami. I tak jest w moim wypadku, a raczej mojej sąsiadki. Pozwólcie ponarzekam sobie, ale damy radę. Ona i ja 🙂

Ona chce dobrze, ale wychodzi źle!! . Starsza, uśmiechnięta pani, która cieszy się, że tu mieszkam. Od czasu do czasu przywołuje mnie do siebie, zaraz zamyka za mną drzwi na klucz i zasuwę. Wyjmuje stare ubrania, buty i „częstuje” mnie nimi, domagając się mierzenia ich przy niej. Twierdzi, że w tej spódnicy, czy sukience będzie mi idealnie. Wciskam się w te rzeczy choć nie mam ochoty. Są brzydkie i nie w moim stylu, ale ona tym błagalnym wzrokiem patrzy i czeka na werdykt. Czasem próbowałam się wymigać, ale ona zaczyna tak długi wywód, że to jest odpowiednie dla mnie, jak mówi do wieku i statusu. Cokolwiek by to znaczyło, wychodzę od niej nieszczęśliwa targając te rzeczy do domu i później wyrzucając do kosza Caritas. Znoszę to, bo myślę, że tak musi być. Nie umiem być asertywna i powiedzieć zdecydowanie -Nie, dziękuję!

To nie koniec męczenia sąsiedzkiego. Jak wiecie córka moja wykupuje sobie dietę pudełkową. Dla mnie to wygodne, bo ona wegetarianka, wielu produktów nie je i kręci nosem na domowe mamine obiadki. A to niezbilansowane, za dużo węglowodanów, cukrów, a za mało białka..

I wszystko byłoby dobrze. Ale nie, bo sąsiadka przejawia dobre chęci uchronienia tych pudełek przed złodziejami. Pudełka dostarczane są w papierowej torbie lub kartonie, stawiane pod drzwiami mieszkania w godzinach między 3 a 6 nad ranem. Dostawca ma kod domofonu. Ja słyszę albo i nie, malutkie cichutkie pikpik na dole.

Jak zaśpię i nie odbiorę do 6 rano, to zaraz mam stawiający na nogi umarlaka, czyli długi przeciągły głośny dzwonek do drzwi. A za nimi sąsiadkę, która dzierży te nędzne pudełka (bo smaczne to one nie są za grosz) i uśmiechnięta wita mnie słowami -„Udało mi się, zabrałam pani pakunek, bo tu złodzieje mogliby ukraść”. Kiwa głową i patrzy na moją skąpą pidżamę, kuse majtki i koszulkę, gdzie piersi hulają, zażenowana spuszcza wzrok.

I tak wyścig do drzwi trwa dzień po dniu. Jak przegrywam, ona budzi cały dom zaraz po 6 rano. Ja emerytka mogłaby smacznie spać do 8, ale nie!! Jak nie Kleofas, to starsza pani robi budzenie.

Ja wiem, ona ma dobre chęci sąsiedzkiej pomocy, a ja cierpliwą istotą jestem i znoszę to. Aż któregoś razu poczułam kres wytrzymałości i dziarskim krokiem ruszyłam zrobić z tym porządek. Staję w drzwiach i tłumaczę, że ciężko w nocy śpię i proszę, aby nie pilnowała tego jedzenia, bo temu nic się nie stanie. Jak się wyśpię, to odbiorę.

O nie, nie. Nie myślcie, że to się udało. Wzburzona pani z powodu mojej lekkomyślności rozpoczęła wywód, jacy to ludzie tu mieszkają i zapewne ukradną, albo zrobią psiusa i coś wrzucą, zajrzą, powąchają… Na co ja, że jak czasem zniknie moje jedzenie, to znaczy, że ktoś był bardziej głodny niż ja tego dnia. I daruję mu. Choć wątpię, aby to miało miejsce, bo tu naprawdę mieszkają zwyczajni ludzie.

I tu zaczęło się z innej beczki, że tam u góry zamieszkali Ukraińcy (dla mnie mili ludzie), a oni… .. i jeszcze… . Na co ja twardo, że wszystko to nic i niech stoi sobie ta uczta jedzenia, dopóki nie wstanę.

-„O nie, nie mogę do tego dopuścić, będę je pani odbierała rano o 6 bo na tę godzinę mam zawsze budzik nastawiony, a pani będzie odbierała ode mnie”.

Poklepała podłamaną Basię i na koniec rzekła

– „Sąsiadom należy pomagać”

Był kiedyś taki filmu o starszej, uprzykrzającej życie pani, co musiała zniknąć. Jakoś ni z tego ni z owego nasunął mi się tu :-))) Ja pewnie będę taka sama. Nadopiekuńcza… wobec moich dzieci zawsze byłam, to dlaczego na starość miałabym zmądrzeć 🙂 A może? bo jestem szybko wycofująca się, jak zobaczę coś nie tak

Mała rzecz, a cieszy

Czekam na ładną pogodę, czyli słoneczną bez deszczu, aby pierwszy raz założyć małe butki na sportowym spodzie, a dalej coś jak przylegająca skarpeta. Kupiłam je w ostatnim dniu przed zamknięciem sklepów. Ja z tych, co nie bardzo potrafią dobrze kupować przez internet . Lubię przymierzyć, dotknąć..

Jak wiecie mam dziwnie małą stopę 33 rozmiar dziecięcy. Do tego wąski „śledzik”. Dość często, albo najczęściej kupuję na dziecięcym dziale. I ostatnio odkryłam Zarę dla dzieci, tam mają dużo ładnych butów i bez ozdobników typu motylki, kwiatki.. . Taka mała rzecz, a może cieszyć. Przymierzyłam jeden drugi i.. wybrałam 34, ten fason do skarpety, sportowy lepszy był o jeden rozmiar większy. No i kup tu bez mierzenia!

A jak Wam udają się zakupy przez internet? Kupujecie i oddajecie (te zwroty są męczące, choć moja młodsza córka mówi, że nie, jak kupuje się w Zalando), czy trafiacie w sedno w dziesiątkę za pierwszym razem? A może przeczekujecie, jak ja do lepszego czasu, czyli sklepu otwartego 🙂