Pobaw się ze mną. Coś dla pociech

Zapewne niejednej mamie jest teraz trudno, kiedy wszystkie pociechy w domu. Dzieciom trudno wytrzymać bez ich normalności; przedszkola, kolegów, koleżanek, bez częstych wyjść na podwórko, bez placu zabaw. Znajdą zajęcie w domu, ale często na chwilę. Nie chcą już kolorowanek, zabawy z młodszym płaczliwym rodzeństwem, słuchania czytanych bajek, bo nie uczestniczą w tym ruchowo.

Aby bajka była ciekawszą dla dziecka, warto zaprezentować ją w aktywny dla nich sposób.

„KAPTUREK ”  – aktywnie

Wyznaczamy każdemu członkowi rodziny zadanie, rolę. Wszyscy muszą skupić uwagę, być szybkim i spostrzegawczym. Córeczka,  czy córeczki to -Kapturek. Synek – wilk. Tata – gajowy, a mama czy ciocia czy inny domownik to -Babcia z bajki. Mama opowiada bajkę, a wszyscy uważnie słuchają. W momencie kiedy usłyszą słowo -„Kapturek”, córeczka (córeczki) wstają i podskakują w miejscu udając, że lekko machają koszyczkiem, który mają w rączce, śpiewają przy tym -„lala lala la”. I siadają. Mama dalej opowiada, a wszyscy uważnie słuchają, bo może zaraz będzie ich rola.

Na słowo -„Wilk”, synek wyciąga szyję do góry i wydaje głos wycia np. -” Auuu”. Mama opowiada dalej, kiedy wypowie słowo -„Gajowy”, tata wstaje i w miejscu udaje, że celuje na lewo i prawo ze swojej flinty, mówią przy tym – „Pif-paf”. Siada, a mama opowiada dalej. W momencie wypowiedzenia słowa– „Babcia”, wstaje kolejny domownik do tej roli wyznaczony i trzymając się za plecy zgięty w pół utyskuje – „Aja-jaj, aja-jaj”.  Mama wciąż opowiada, a domownicy do samego końca musza być czujni. Można zmieniać role i osobę, co opowiada. 

Inny pomysł – można spróbować zrobić swój teatrzyk. Jednego dnia przygotowujemy opaski na główki z obrazkiem zwierzaczka, którym będziemy. Innym razem uczymy się swojej roli. I przychodzi czas przedstawienia. Podam Wam kilka przykładów moich wierszyków- ról z waszego zwierzyńca. Pozwólcie dzieciom wybrać swoje zwierzę.

 KOT – Jetem kot pan domu, nie pozwolę tu nikomu rządzić! Lubię po pokojach błądzić. Śpię to tu to tam. Karmią mnie, gdy wołam „miał”. Piję mleko, jem sadełko. Lubię miękki koc, ciepełko.

PIES – Co, kot panem? Jak pies szczeknie, zaraz piecuch precz ucieknie. I nie radzę ja nikomu denerwować stróża domu!

MYSZKA –  myszka, ma okropne życie.  Wszyscy chcą mnie zjeść, lub schwycić.  Ale są tu też ustronie, w których mogą żyć gryzonie.

SIKORKA – Jestem sikorka bogatka, choć uboga moja chatka. Gniazdko małe, daszku brak. Jak ma żyć, tak biedny ptak. 

LIS- Jestem lis i mieszkam w norze. Wśród korzeni moje łoże. Nora ta mi dobrze służy, choć futerko wciąż się kurzy. Pustki w domu  ja nie znoszę.  Kurki, gąski w gości proszę.

WIEWIÓRKA – Wiewióreczka jestem mała. Ruda i puszysta cała. Moją dziuplę na porębie wyposażę i pogłębię. Jakoś zimę się opędzi. Ja po prostu dobrze wiem, co to znaczy własne  M.

ŻUBR – Mój dom, to cała puszcza. Niech drży, kto się tu zapuszcza. Bo niechcący przygnieść mogę. Albo trącić moim rogiem.  Żubrzy dom, to buki dęby. zagajniki i ostępy. Nie zapraszam, bo nie lubię, gdy ktoś moja trawę skubie.

NIEDŹWIEDŹ – Jestem niedźwiedź, mieszkam w gawrze. To jaskinia korzeniowa. Sucha, więc na pewno zdrowa. Tu, na kanapie całą zimę smacznie chrapię.

 To były zabawy i wierszyki pisane na potrzeby mojej pracy z dzieciaczkami. Najmilszej pracy. Jestem wdzięczna losowi, że było mi dane być drugą mamą dla tych dzieci.

Wesołej zabawy, miłego bez kłótni spędzania czasu razem.

„Złodziejka”

Witajcie, zaczynam trzeci tydzień izolacji. I chyba dopiero teraz dociera do mnie, że to nie chwilowe, nie do Wielkanocy, a raczej na najbliższe pół roku, czy więcej. Pierwszy raz w życiu zapomniałam o zmianie czasu, bo czy ma to teraz znaczenie? Godzina w tę, czy tę.. Wychodziłaś z salonu, myślałaś- tak tak, trzeba to przeczekać. Po Wielkanocy, będzie ok. Teraz już wiesz, dochodzi do Ciebie , że pantofelki, żakiecik i jedwabny szal długo jeszcze powisi w szafie zanim nałożysz do pracy. Ludzie zarażają się, umierają.. . A Ty? Ty się starasz. Każdy z nas na swoją możliwość, na swoją miarę, nie podpaść wirusowi, nie spotkać go po drodze..

Okej. Głową muru nie przebiję. Wiem, że oprócz martwienia się o nasze i bliskich zdrowie, wpłynie to tragicznie na gospodarkę, na nasze domowe budżety, bo nie pracujemy. Szef poprosił, abyśmy wzięli bezpłatne urlopy.

Dziwna, nieznana nam sytuacja.  Ale każdy stara się jakoś funkcjonować. Ja też. Wchodzę w nowy okres izolacji. Pierwsze 2 tygodnie zamknięcia w domu, to totalny luz. Zakładanie wygodnego często rozwleczonego, starego ubrania i niezakładanie staników, nieukładanie włosów, niegolenie nóg.. , a objadanie wszystkim co dobre, bo przecież muszę sobie jakoś umilić ten czas.

Teraz wchodzę w okres zwartej postawy. Koniec z objadaniem się. Postanawiam mocno dawkować sobie słodycze z półeczki na ciężkie czasy. Koniec z chodzeniem w byle czym i brakiem pielęgnacji. Już robię kawowe peelingi (z kawy mielonej i oliwy), maseczki na twarz i dekolt oraz stopy. Myję włosy, ale nie suszę suszarką, ubieram się schludnie i czyściutko, stosuje nawet moje ulubione perfumy, dbam o dobre optymistyczne myśli. Ćwiczę rano i wieczorem. Dużo czytam, a kiedy ciężko w zamknięciu zasiadam przy otwarty oknie (nie mam balkonu) na parapecie otulona w koc i patrzę, bardziej w górę na błękit nieba, niż na smutną ziemię. I tak sobie myślę, jeśli to potrwa dłużej niż do lata, jesieni.., to może zacznę biegać. Sama, rano ok.7, ludzi wtedy mało, a i miejsca będę wybierać ustronne. Poniedziałki, środy i piątki, tak co drugi dzień, a w weekendy nie (więcej ludzi). Marzę o tym. Może dziwne, że można marzyć o ruchu.

W szufladzie znalazłam stary wiersz o mnie, o małej biegaczce

„Złodziejka”

Gdy z lotu ptaka spojrzysz na Brzeźno, Plaża ci zda się równiutką bieżnią, A gdy podkręcisz fokus lunet, Dojrzysz sylwetkę drobnej kobiety. Gdy obraz jeszcze przybliżyć da się, Rozpoznasz w końcu biegnącą Basię.

Znak rozpoznawczy – zgrabna sylwetka, Widać że z menu skreślona metka. Skąd ta kondycja, że bez kłopotu Z Brzeźna dobiega w mig do Sopotu I znów do Brzeźna, w końcu do domu Wraca jak gdyby skradła co komu?

A skradła – trochę czasu domowi, Trochę zepsuła humoru mężowi, I trochę tłuszczu darmo zużyła (po drodze marsa w iksie kupiła..). Nogi sterane też protestują, że niepotrzebnie tyle pracują, Kosztowne buty – chociaż pasują – Też się od biegu troszeczkę psują. Ale najwięcej stracą lekarze – Gerontolodzy i aptekarze I w tym ich cała będzie nadzieja, Że w końcu złapią tego złodzieja.

  Bo jak do Basi naród dołączy, To wnet NFZ zdrowiem wykończy!

Trzymajcie się bieżni dobrych myśli! I zdrowia!

Szczypta magii

 Czas sam przyszedł do nas. Na przemyślenia, spostrzeżenia..  Za czym nie warto gnać. Z czym nie warto się męczyć, co zmienić, bez czego, czy kogo żyć trudno.

Nie wychodzisz do ludzi, do pracy, tylko w bawełnianej koszulce i dresach wędrujesz po domu. Nareszcie pozwalasz sobie na nienoszenie stanika, który najczęściej uwierał lub po prostu niewygodnym był. Nie golisz nóg.. . Nie farbujesz siwych odrostów.. . I dobrze! Warto poczuć taki spokój bez społecznych kagańców .

Dzisiaj zabawię się we wróżkę. Kota mam :-)))  Szałwię też i ździebko wiedzy.  Mam czas, aby oczyścić mieszkanie, choć nie czuję ciężkiej energii. Ale dawno tego nie robiłam, a dostałam od córki w prezencie pęczek białej szałwii. Napiszę Wam, jak to robię, może ktoś skorzysta, może ktoś uśmiechnie się. Też dobrze, bo teraz uśmiechu nam potrzeba. Może popuka w głowę i też będzie miał rację. Rytuał oczyszczania nie jest dla mnie świętością, ale wiecie, że jestem trochę zafiksowana na punkcie energii.

Wszystko zależy od naszej chęci, nastawienia i intencji z jaką podchodzimy do rytuału. Bo to ona, a nie sposób, są tutaj najważniejsze. Dziś proponuje Wam szczyptę magii i ezoteryki w codziennym życiu.  Jeśli jest pachnąca, a do tego oczyszcza i daje ukojenie to czemu nie. 

Żyjemy w czasach stresu, ale które czasy były bez niego? Niejednokrotnie bywamy rozdrażnieni, zawiedzeni, zrezygnowani, płaczliwi, czy odwrotnie- nastawieni bojowo. Zwłaszcza teraz, kiedy na okrągło cała rodzina stłoczona w domu. Ale tu i oczyszczanie szałwią nie pomoże, tylko więcej przestrzeni, pokój dla każdego i laptop, aby się nie bili o dostęp do internetu. I nie kłócili czyje lekcje ważniejsze. Moja koleżanka jest nauczycielką, ma troje dzieci w wieku szkolnym, a i mąż nauczyciel akademicki. Wszyscy mają lekcje przez internet a i po telekonferencji nadal potrzebują dostępu do wyszukiwania materiałów. Na pewno nie jest im łatwo. I chociaż starają się, ostre słowa lecą, złość buzuje, a ciężka energia osiada. Zaproponuję Wam mój

Rytuał oczyszczania  pokoju białą szałwią

Przygotowuję małą białą świecę, którą wypalę do końca, dlatego małą, ale nie podgrzewacz. I od której odpalę pęczek białej szałwii. To liście zwinięte w miotełkę. Ona zostanie nam jeszcze na 2, 3 razy. Kupić można w sklepie ezoterycznym (nie mam blisko) lub przez internet.  Samemu można spróbować wyhodować w domu i ususzyć. Jeśli są to listki luzem, to ok. 3 biorę. Są mniej wygodne w użyciu. Palę je w większej muszli lub na spodku.

Zamykam okno i drzwi mego pokoju. To miejsce najczęściej oczyszczam, a jeśli całe mieszkanie, to zaczynam od wejścia i kieruję się po pomieszczeniach od prawej strony- przeciwnie niż wskazówki zegara.

W pokoju staję tyłem do drzwi. Zapalam świecę, a od niej miotełkę białej szałwii. Gaszę płomień, jeśli powstanie i teraz zostaje mi ścieżka dymu. Biorę  w prawą dłoń i wypowiadam intencję!!  (to ważne) np. -„Oczyszczam to miejsce z negatywnej energii”. 

Jeśli chcemy coś napędzić, poruszamy szałwią zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara (ROZKRĘCANIE), jeśli chcemy coś odpędzić – w stronę przeciwną (ZAMYKANIE).

I począwszy od prawej strony pokoju przechodzę z dymiącą rośliną i omiatam dymem. W 4 kątach pokoju robię po 7 obrotów wokół własnej osi (w stronę przeciwną niż wskazówki zegara) –  lub bez obracania siebie tylko 7 kółeczek dłonią z kadzidełkiem.  Zatrzymuje się też przy oknie i drzwiach na końcu. Tam też kreślę po 7 kółeczek. Wszędzie szepczę tę samą intencję. Powtarzajcie ją, to ważne.

Po oczyszczeniu otwieram okno i drzwi. Świeca dopala się do końca, ona też ma właściwości oczyszczające. Sama wychodzę na spacer lub biorę prysznic z natarciem się solą ( polecam to drugie). W miseczce mieszam garstkę soli  kuchennej z oliwą. Nacieram się- robię sobie peeling, spłukuję. Możecie wykapać się w wodzie z solą, bez peelingu. W filiżance zaparzam czystek i zasiadam w fotelu. Na ile to pomaga nie wiem, ale na pewno wiele zależy od naszej głowy.

Kiedy skończy się pandemia, pójdę do ludzi, zacznę masować, dotykać ich,  przyjmować w domu gości, sąsiadkę na herbatkę– zapalę świece, by te negatywne energie od razu były spalane ..Ogień świec jonizuje powietrze.
 Negatywną energię sami wytwarzamy burzą emocji: złości, rozpaczy, melancholii.. bądź też przynosimy z zewnątrz, wysłaną przez innych ludzi zwłaszcza wampirów energetycznych, w złym spojrzeniu, uroku, ich myślach. To takie rzepy, które przyczepiają się do naszej aury. Siebie też możemy oczyszczać. Jak będziecie chcieli podam wam następnym razem. Taki prostszy sposób bez akcesoriów lub z użyciem szałwii. 

 Biała Szałwia, inaczej nazywana Białym Mędrcem jest wieloletnią rośliną  wywodzącą się z wysokich ekosystemów pustynnych i rośnie przeważnie w Kalifornii. Składa się z szaro-zielonych liści oraz fioletowych, niebieskich lub białych kwiatów.  Ludzie od wieków dobrze znali i umieli wykorzystywać właściwości lecznicze Mędrca, a także, aby wypędzać negatywną energię i złe duchy. Indianie do dzisiaj używają go również w ceremoniach dla błogosławieństw i dobrobytu. Od pokoleń biała szałwia jest używana do oczyszczenia i ochrony, a wielu uważa, że to roślina święta.

Sól

Rytuałów oczyszczających jest bardzo dużo. Poza okadzaniem dymem można w odpowiedni sposób użyć soli, bryłek węgla i octu winnego z cebulą, które również są bardzo często wykorzystywane do obrządków ochronnych i oczyszczających. Cztery miseczki z garstką soli postaw w kątach pokoju. Zmieniaj ją co jakiś czas. Tę zużytą wyrzucaj do śmietnika, mnie uczono, aby zakopać, tak jak resztki świecy z rytuału. Ale jak nie zakopiesz nie martw się, złe moce nie wrócą. 

Świece

Moje ulubione kolory świec: Biały– rozpraszanie złych mocy, harmonia. Czerwony – siła życiowa, witalność, namiętność, szczęście, energia – Palę po oczyszczeniu, wraz z białą. Fioletowy- wzmacnia każdy rytuał, ochrona w sferze duchowej. Czarny – odpędza złe moce, niektórzy tylko tę świecę palą podczas oczyszczania. Ja uczyłam się, że biała sprawdza się tak samo,jest bardziej uniwersalna i możesz palić ją w czasie oczyszczania i po. Kolor świecy ma być w jej całości, a nie tylko na wierzchu, jako obwoluta.

Proszę potraktujcie ten wpis z przymrużeniem oka i dobrą wolą. Do jednych to przemawia, do innych za grosz. Nic na siłę.

Życzę Wam cierpliwości na ten trudny czas izolacji i siły do przyjmowania tego ogromu złych wieści ze świata!! Oby się polepszyły. Amen. Niech tak się stanie.

 

Zlepek myśli na ten nasz obecny czas

 Spodziewam się, że każdemu z Was jest w jakiś sposób ciężko.  Gdybyśmy znali koniec pandemii, zawzięlibyśmy się, spięli i wytrzymali, ale to zaczyna źle wyglądać i  nasze myśli wędrują.. No jak długo, ile jeszcze i czy to dopiero wstęp do początku? Z czego będę żył? Czy moi bliscy są bezpieczni? .. 

Moja pierwsza myśl po 10 dniach izolacji – nie chciałabym całkiem nie pracować. Potrzebuję wychodzenia do ludzi. Praca zawodowa, to nie tylko zarobek. Już wiem, że jeśli Mabe Care nie przetrwa kryzysu gospodarczego („po..”. Zakładam, że będzie jeszcze coś „po”), to wyjdę do ludzi w innym miejscu. I dziś wiem, że byłaby to pomoc pacjentom w gdańskim hospicjum.  Jak widzicie myślę o wszystkim, plany mam, a co Stwórca na to? Zobaczymy.

Dość dobrze odnajduję się w obecnej sytuacji, bo jestem z natury karną osobą, więc stosuję się do zaleceń, a na co nie mam wpływu to nie utyskuję, nie zadręczam się. A przynajmniej staram się. Nie wychodzę z domu. Z nikim nie spotykam. Nawet koleżanka Marta musiała się z tym pogodzić i od początku izolacji nie widzimy się. Zrobiłam zapasy jedzenia. Sama piekę chleb, tylko drożdży zaraz mi zabraknie. 

Mam czasu w nadmiarze na wszystko. Sprzątane i to w każdym zakamarku.

Gotowanie codziennie lub co drugi dzień. A to zupa ziemniaczana z kiełbaską chorizo, a to sakiewki chinkalini, czy zwykłe pierogi ruskie.

Czytanie i leżenie odłogiem. Teraz mam na łóżku, oprócz kochanego kota Kleosia, cudowną, niezwykle ciekawą książkę M. Bundy -„Kot niebieski” (co ja z tymi kotami mam!).  Autorka znakomitej „Nieczułości”  wraca w rodzinne strony (Kaszuby) , by odkrywać mroczne sekrety klasztoru w Kartuzach.

To prawda nigdy nie miałam tyle czasu dla siebie, co teraz.  Rano, po przebudzeniu nie wstaję tak szybko, jak zazwyczaj. Leżymy z kotuniem, który też zaskoczony brakiem rwetesu, pośpiechu, tuli się i ponownie zasypia najbliżej, jak się da swojej pani.

Wstajemy. Kiedyś trzeba wstać. Podaję lekarstwo Kleosiowi w dobrej mięsnej kuleczce. Czasem zadowolony, że taki spryciarz- objadł wszystko dookoła, a maleńką tabletkę zgrabnie ominął, zostawił pani na śniadanie. Ach! Czasami potrzeba dużo wzajemnej cierpliwości do zgodnego przyjęcia tego, co mądra pani weterynarz zapisała.

Przychodzi czas na ćwiczenia. Zakładam do tych wygibasów specjalny jedwabny, luźny strój. Nastawiam trenera z odpowiednią muzyką i ćwiczę wolno nic nie przyspieszając, bo przecież już donikąd nie spieszę się.

Kleoś idzie w ślady pani i rozciąga się. Zdecydowanie stretching woli od Basi Qi gong.

Wczoraj obejrzałam przepiękny, uważam niezwykle wartościowy film pt. „Sybil”. Serdecznie Wam polecam jest na cda.pl  lub w przedostatnim wpisie blogerki babateam

Teraz pora na codzienne ćwiczenia angielskiego z pomocą aplikacji Duolingo (polecam serdecznie). Mam już 248 dni nieprzerwanej nauki, więc się staram nie stracić ani dnia, bo dorobek przepada i zaczynasz od początku. Nawet, jak odwiedzał mnie Alan, ćwiczyliśmy razem.

Dużo rozmawiam przez telefon z córkami, synem, siostrą (to ona poprosiła, abym w końcu coś nowego naskrobała) i mamą, a i z koleżanką Martą.  Dużo piszemy z Alanem. Śmiejemy się i przesyłamy fotki, filmiki.. .  Jestem z Wami na blogach i czas leci. Kolejny dzień właśnie mija. Trzymajcie się optymistycznych myśli. Nie użyłam  pozytywnych, bo ten przymiotnik teraz kojarzy się z pozytywnym wynikiem badań.

 

Kiedy gryzie, dokucza, uwiera..

Kiedy gryzie, dokucza, uwiera, jak kamień w bucie. Nie daje zapomnieć o bólu. Przysiądź, „zdejmij but” i zrób z tym porządek!!! 

A kiedy to uczynić? Sam poczujesz!!  Będziesz wiedział, że dłużej nie da rady.

I przyszło kolejne pożegnanie! Od jakiegoś czasu pracowałam też w innym salonie, tylko w każdą niedziele. Było to męczące pod wieloma względami. Straciłam swoje święte dni.

Już ostatnio dłuższy czas dokuczało mi to bardzo, uwierało, gryzło, spędzało sen z powiek! Ale, cóż- przynosiło także niezłe pieniądze. Tylko, że ja coraz częściej znosiłam to z trudem. Budziłam się rano i uświadamiałam sobie, że to, np. środa. Och, radosna wstawałam, bo do niedzieli jeszcze daleko. Natomiast kiedy to był  już „ten poranek”, wstawałam milcząca i z „przeciętym” brzuchem na pół, karnie maszerowałam. I tak przez ostatnie pół roku, na niewidocznym łańcuchu zaciągałam się do tej pracy.

Myślę bez sensu, całkowicie bez sensu. Tak nie może być! Będąc w kościele 26 lutego, to była środa popielcowa, podjęłam decyzję. Powiedziałam – NIE!

– Nie chcę, aby tak było! 

-Chcę mieć z powrotem swoje życie!

 Jestem już starsza i nie mam czasu na marnowanie go. Pieniądze, nie są tego warte! Złożyłam wypowiedzenie i pożegnałam  z koleżankami wierszem.

Odzyskałam wolność, siebie, mój czas…

Piszę teraz do tych, co noszą się z zamiarem zerwania z czymś, może: złą pracą, relacją ludzką, wkręceniem się w coś na maksa, a dla Was ono nie jest dobrem.  Zostawcie to!

To, co Was niszczy, nie jest warte żadnych pieniędzy, energii, ni każdej innej wymówki.

 Rzuć! Odejdź! Zostaw! Uwolnij się! Od tego, co spędza sen z powiek i przypomina bólem o poranku, a wieczorem uczuciem przegranej. A poczujesz się – WOLNA!! – WOLNY!! I szczęśliwy.

„Życzenia marcowe”

Zdrowia Ci życzę! Ile? – nie zliczę, Niech świadczą rymy: Niech Cię tej zimy Nic nie pokona- Wirus korona, Zwyczajna grypa A nawet chrypa.

Do góry głowa, Bądź zawsze zdrowa Na ciele, duchu…, Zażywaj ruchu, Z życia spacerek Zrób, przygód szereg.

Swoim facetom Powiedz: Kobietom kłaniać się trzeba- Przybyły z nieba, Choć- jak się rzekło- Skrótem przez piekło (Anielsko piękne,Diablo ponętne).

Ogłaszam Panie, Damskie powstanie

Od kuchni, szycia Do pełni życia! 

PS Możecie wykorzystać słowa tego wierszyka, jak do czegoś się przyda. Na dole pod wierszem dałam dopisek, który mi podoba się, ale mężczyznom raczej nie. Podzielę, się nim z Wami

(pisane w roku 2020- w czasie pandemii koronawirusa, w epoce emancypacji rodu kobiecego i upadku dominacji  mężczyzn w życiu publicznym i erotycznym).

 

Structogram

” Natura dała człowiekowi trzy mózgowia, które mimo dużych różnic w budowie, w swoich funkcjach  i zadaniach, muszą działać jak jedno.” Paul D. MacLean

Structogram- Pewnie Ci z Was, którzy pracują w korporacjach, większych firmach zwłaszcza handlowych wiedzą doskonale, co to trójdzielność mózgu i uczestniczyli w takich szkoleniach.  Aby poznać siebie, drugiego i jak wykorzystać taką wiedzę, np. podczas sprzedaży.

Pierwszy raz dowiedziałam się w lutym o czymś takim, jak: mózg zielony, czerwony i niebieski. Kiedy to moimi stopami masowałam niejakiego pana Filipa, jak się później okazało lidera zespołu- Sukces Marketingu. To on zainteresował mnie tematem, iż nasze zachowanie kształtuje się w oparciu o współdziałanie pomiędzy intuicyjnym i instynktownym pniem mózgu( zielony), emocjonalnym i impulsywnym międzymózgowiem (czerwony) oraz kresomózgowiem (niebieski) pozwalającym na chłodną i obiektywną ocenę sytuacji. Po tym, co mówił czułam, że w większości jestem zielona, czyli pień mózgu zawiaduje.  A co okazało się po badaniach zaraz Wam doniosę.

Wróciłam do domu po pracy i dalejże klikać w internecie, gdzie i kto prowadzi takie szkolenia. Znalazłam panią Katarzynę Narloch. Trener structogramu. Jak się okazało cudowna kobietka. Wyważona, pewna siebie, bez potoku i nadmiaru słów, konkretna. Skonsultowałam się z Alanem, czy wtedy akurat 7 marca nie ma w planach przyjazdu do Gdańska. Nie miał, bo koronawirus u nich już bardziej rozrabiał.  Jestem po szkoleniu. Bardzo zadowolona, że mogłam pozwolić sobie wziąć udział i przeznaczyć pieniądze także na swój rozwój, na przyjemność poznawania wiedzy, która mnie zainteresowała w danej chwili życia.

Każdy człowiek ma inne, genetycznie uwarunkowane proporcje wpływu trzech mózgów, które są stabilne u osób dorosłych.  Analiza Biostruktury sprawdza  w jakich proporcjach poszczególne obszary mózgu „dzielą się władzą”.

Na 36 punktów, które posiada tarcza structogramu ja mam po równo komponentu: zielonego i niebieskiego po 15 punktów. W uproszczeniu, tyle samo uczuć, co rozumu! Deficytem jest reszta, czerwonego 6 punktów.

Zielony – pień mózgu, to uczucia, empatia. Ważna jest przeszłość

Czerwony – międzymózgowie, to emocje, dynamizm. Ważna jest teraźniejszość

Niebieski – kresomózgowie,  to rozum, obiektywizm. Ważna jest przyszłość

Kto zainteresuje się głębiej, to poszuka więcej, ja tylko liznę temat.

Lepiej radzimy sobie znając swoją i innych naturę. Jej mocne strony -wykorzystanie w pracy zawodowej, w relacji z ludźmi, oraz nasze i bliskich słabości (praca nad tym) Między innymi, aby lepiej radzić sobie i zrozumieć syna wzięłam udział w tym szkoleniu (I trening „Klucz do poznania siebie”- Ciechocinek 9.00- 19.00 cena 780,-).

Garstka wiedzy o naszej dominancie

Zielony- Dąży do bliskości z ludźmi, łatwo nawiązuje kontakty. Ma niezwykłą intuicję,  wyczucie w stosunku do człowieka. Ogólnie sympatyczna istota. Działa na podstawie doświadczeń. Unika konfliktów, godzi się nawet na to, co mu nie pasuje dla świętego spokoju. Zazwyczaj nie umie mówić nie. Lubi pracę zespołową. Ucząc się chodzi po pokoju, mówi na głos. Schlebia innym. Wykazuje niechęć do innowacji, boi się technologicznych nowinek. Realia oddalają się mu. Polega na tym, co znane, unika radykalnych zmian. Ciągle spóźniony, na wszystko ma jeszcze czas. Często wraca do przeszłości, wspomnień, pamiętliwa bestia! Mówi, mówi.. ty już za drzwiami ona jeszcze mówi. Dogłębnie omawia daną kwestię, rozciąga swoje opowiadanie. W konfliktach jak się już znajdzie to szuka sojuszników, usprawiedliwień siebie.

Czynnikiem sukcesu jest empatia. 

Czerwony-  Chwyta chwilę, działa na spontanie, cechuje go dynamizm, bardzo impulsywny osobnik, Potrafi tak dopiec słowem, że ty np. „zielony” leżysz ledwo żywy, zwijasz się z chęci wycia i płaczu, a czerwony dawno wybiegł, aż się kurzy. Wraca po kilku godzinach, jak gdyby nigdy nic. Mówi to i tamto, ale nie przepraszam, to zbyt trudne.  Za grosz nie ma dyplomatycznego podejścia. U niego nie znajdziesz możliwości osiągnięcia konsensusu.  Aktywne eksperymentowanie, działanie i to szybkie, bo nie ma na co czekać. Szybkie rozpoznanie tego, co da się zrobić.  Skłonność do rywalizacji. Konkretne, praktyczne podejście do tematu. Często kompletnie nieprzemyślane i pospieszne reakcje. W niepowodzeniu szuka winnych. Wyciąga ciężkie jak armaty zarzuty względem innych. Może zdobyć posłuch i autorytet. Działa impulsywne, w pracy i rodzinie. Ima się improwizacji, aby wyjść z opresji. Można mu jak najbardziej przypisać: despotyzm, akcjonizm, chaos.

Czynnikiem sukcesu jest dynamizm.

Niebieski – Cechuje go dystans, dążenie do bezpiecznego dystansu. Wykazuje tendencję do skrytości. Systematyczne, analityczne myślenie. Uwielbia działanie zgodne z planem.  Często zastanawia się nad konsekwencjami, tego co chce zrobić. Skłonność do perfekcji, jak sprząta, to na błysk!  Pedanteria! Ukierunkowany na szczegóły (czepia się drobiazgów). Działanie zgodne z planem, dokładne i rozważne!  Preferuje pracę indywidualną w ciszy i spokoju. Zamknięty w swoim pokoju. Analiza i synteza, są mu bardzo bliskie. Nadmierne uzasadnianie. Analizowanie (rozmyślanie), Szukanie błędów, Nie lubi rywalizacji, woli wycofać się. Brak wyrozumiałości dla spontanu, brak gotowości do szybkiego podejmowania decyzji (on potrzebuje czasu na za i przeciw, na analizę). Planowanie, systematyzowanie w każdej dziedzinie nawet osobistej wobec partnera. Rzadko uśmiecha się ot tak! Często czujemy tzw. elegancki chłód. 

Czynnik sukcesu – obiektywizm.

Można udać się na drugi stopień treningu -„Klucz do poznania drugiego człowieka” oraz trzeci i czwarty przydatny w marketingu. Ja mam w planach letnie szkolenie drugiego stopnia. Kolejnych nie potrzebuję.

Alan mówi, że najbardziej urzeka go we mnie moja aura. A dobro w moich oczach całkiem przekonuje, czyli -„Zielona Basia” – Jego Gwiazdeczka.

Jak myślicie, który kolor to u Was dominanta, a który subdominanta i deficyt?

Leniuchowanie na legalu!

Pewnie odpoczywacie. Mnie też to spotkało na najbliższe 2 tygodnie, a może i miesiąc!

Dzisiaj, jako jedyna miałam pracować w salonie i ze strachu przed wirusiskiem zarządziłam pozostanie w domu. A tych, co chcieli być masowani (Japończyk, Polak z Norwegii, polskie małżeństwo, co stale przebywa w Austrii…) powiadomiłam, iż  z dniem dzisiejszym salon Mabe Care zamyka podwoje. Większość i tak nie miała w planach wychodzenia z domu, hotelu, raczej planowali przekraczać granicę. (szef i tak zarządził wolne, ale  od poniedziałku, ja przedłużyłam o ten jeden dzień)

Moja starsza córka, co to pracę rzuciła i chciała odpocząć, podróżować po świecie, szukać inspiracji,  póki co leży w domu na kanapie i bardzo się z tego cieszy. Warunki światowe nie sprzyjają, to doskonale odnalazła się w zaciszu domowym. Nigdzie nie wychodzi. Jedyne, co spędzało jej sen z powiek, to nierozsądna mama, która pracowała, jak dziki osioł.

W końcu i ja obudziłam się.  Chyba to zasługa dwóch osób: mojej Konstancji, która od tygodnia przekonywała, namawiała, prosiła, starała się jak mogła, abym przestała na jakiś czas wykonywać tak niebezpieczną, bo kontaktową pracę i blogerki Świechny. http://swiechna.wordpress.com/  (Polecam serdecznie, cudownie opisuje uroki i życie w Irlandii, ale nie tylko o tym pisze). Wczoraj wymieniałyśmy komentarze, które dały mi do myślenia. Uświadomiłam sobie, że uciekam w pracę, a przecież pracoholizm, to prędzej zło dla człowieka niż dobro. Ileż mamy zawałów serca …, w wieku 40 lat! Ileż mamy kulejących związków, bo on/ona ciągle w delegacjach, rozjazdach i w pracach po godzinach.

Oczywiście nie cieszymy się, że jest pandemia, że ludzie chorują i umierają. Ale to dla nas wyjątkowy okres na zwolnienie tempa życia. Poczuć na własnej skórze, mało znane  uczucie – mieć czas na wszystko!!! Ile razy w wolny dzień zaplanowałaś wiele robót i w końcu nic z tego nie wyszło, bo oglądałaś seriale, pisałeś ze znajomymi, trajlowałeś z siostrą, mamą…   A później czułaś się źle z myślą i wyrzutami sumienia, że przebumelowałaś, zmarnowałaś ten dzień. My ludzie uważamy, że pracoholizm nie jest zły. To wręcz zaletą jest być pracowitym, a leniuch, co umie odpoczywać, to dla większości egoista, bo dba o to, czego jemu potrzeba. Warto znaleźć złoty środek, bo skrajności nie są dobre, ani pracowita pszczółka, ani leniwiec zwisający całymi dniami i latami.

Teraz możecie leżeć, ile chcecie, możecie sobie „zmarnować” jeden i drugi i dziesiąty dzień. Oczywiście, ci co mają możliwości pracy w i z domu lub ci, którym zakład pracy zamknięto, jak u mnie, bo masaż to zbyt bliski kontakt z człowiekiem, duże narażenie zdrowia obojga! Nie wiem tylko, jak szef to rozwiąże. On chce, abym wzięła wolne dni z urlopu wypoczynkowego.

A jak już skończą się Wam pomysły co robić na tym obowiązkowo wolnym, to polecam Antka do poczytania  http://antekgrycukhome.wordpress.com/ Pamiętam jego „Kapturka”. To był mój pierwszy przeczytany wpis, który rozśmieszył i szybko zabrał serce. Wyraźnie poczułam pokrewną duszę, jeśli chodzi o muzykę.  (Kapturka zostawił chłopak, bo babcia Kapturka słuchała Martyniuka i disco polo. A Wy wiecie, jaka jestem zła na takich, co śpiewają- „Zarosłaś mała, czy majteczki w kropeczki”) Teraz przeczytacie jego -„Tosię”. No no, tu jest moc wyobraźni! Ostatnio tak mam, że jak tylko widzę długaśny post, a czytam zazwyczaj wieczorami padając na twarz, nie mam siły zaczynać i odpuszczam, a tu zawzięłam się i powiem Wam warto było. Czytałam, czytałam, czytałam, chyba bez tchu, bo odetchnęłam na końcu. Ach ta Antonina, zniewalające zło. Polecam Wam serdecznie Antka. Miło zajmie Wam wolne chwile.