Dziękuję

Dziękuję wszystkim moim czytelnikom za bycie ze mną. Cieszę się, że poznałam Was w świecie wirtualnym – na łamach blogów.

Nie chcemy brać krzyży na swe ramiona, ale najczęściej nie mamy wyjścia. Kochając ludzi, zwierzęta narażamy się także na cierpienie. Nie chcę swoich krzyży, ale nie ucieknę przed nimi. Nie chcę mierzyć się z nimi, z bólem.. . Nie chcę zasypiać, a zwłaszcza budzić w stresie wraz z budzącą świadomością, w jakiej teraz rzeczywistości żyję.

Mój mąż walczy o życie, jest ciężko chory. Ja stałam się znawcą spraw stomijnych. Wprawiłam w zastrzykach domięśniowych, zakładaniu worków. Nie brzydzi mnie ich zmiana, blizny, cieknąca ropa, czy treść jelit.. itd.

Bardzo płakałam, bo nie chciałam kolejnego krzyża. Ale tak jak pisałam, nie ma ucieczki, muszę i to przeżyć. Każdy powie, czy pomyśli – „Takie jest życie”, -„Nikt nie żyje wiecznie”. To wszystko prawda, ale tak po ludzku boimy się rozstania, bólu, tęsknoty, zmiany.. . Nie chcemy czuć się bezsilni wobec bólu najbliższych. Mój kochany kotek Kleoś, odchodzi.

Zrezygnowałam z pracy w MaBe Care. Zostawiam bloga. Choć może kiedyś wrócę do jednego i drugiego. Każdą chwilę chcę spędzić z domownikami, którzy mnie potrzebują. Bardzo im współczuję.

A Wam życzę spokojnego, szczęśliwego życia bez burz, zamieci i krzyży. A jeśli już, wychodźcie z nich cało. Nie zniszczeni!! Do usłyszenia Basia

To nie jest dobra pora, to nie jest dobry czas!

Ile razy w swoim życiu słyszałeś to od innych lub sam tak myślałeś? To nie jest dobra pora, ani czas! Na to, czy na tamto. Muszę poczekać.

Nie rozwiodę się, bo dzieci są za małe, bo nie mam dokąd iść, bo on jest teraz chory, bo kredyt niespłacony, bo teściowa się załamie.. . Czekasz aż dzieci będą dorosłe i lepiej to zniosą. No i przecież powinny mieć dzieciństwo z obojgiem rodziców. Wprawdzie chory dom, toksyczny układ, ale rodzina „cała”. Aż dowiadujesz się od psychologa, że dla dziecka rozwód rodziców, najlepiej kiedy nastąpi póki dzieci małe, góra do ich 10 roku życia. A między 10 i 20 rokiem dziecka lepiej nie, bo to najgorszy czas, najgorsza pora!!

A z urodzeniem dziecka, też często nie pora. A to studia nieskończone, a to w pracy brak umowy na czas nieokreślony, a to wciąż w wynajmowanym kącie, a to doktorat nęci i kariera, pieniądze większe, a to partner jeszcze nie gotowy lub nas po prostu nie stać na dziecko!

Nigdy nie ma dobrego momentu na pożegnanie bliskich. Na odchodzenie, najczęściej też nie pora.

Ani na twoją ucieczkę w głuszę, bo masz dość!!!! Wszystkiego i wszystkich !!! Nie poradzą sobie bez ciebie, bo tak się nie robi, bo to nie jest wyjście, słyszeliśmy, jak nie w swoim życiu, to na filmie. Ktoś komuś wykrzyczał, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. A to że on tak czuje, że tego potrzebuje, nieważne, bo na ucieczkę od ludzi, od obowiązków nie ma dobrego czasu. A czy to i to i jeszcze to… na pewno jest twoim obowiązkiem?!!! Ale podobno nie możesz mieć wszystkiego w dupie. Aaa bo dupa za mała na to wszystko. Tak, jestem trochę zła.

Za mało doceniamy zwierzęta. Te, są teraz pod moją opieką. Nie wiedziałam, że żółwik żółtolicy jest całkiem kontaktowy. Bardzo go polubiłam, a on pokochał moją nogę, ale to przyszło z czasem. Pragnie dostać się do mnie na kolana. Rudy kotek godzinami spałby na moim brzuszku, a ten drugi nazywam go Żbiczkiem jest nieufny, ale błogo zastyga, jak masuję brzuszek (na stojąco). Zwierzęta są ciepłem, radością. Od nich nigdy nie stronię. Przez nie nie płaczę, bo nie traktują mnie źle.

Ta jedna chwila

Z nią zmienić może się wszystko. Nagle świat staje na baczność lub ginie. Innym to się zdarza, słyszałeś! Ale Tobie?

A może być i tak, że uśmiecha, jak mała dziewczynka. Na ten uśmiech losu już nie czekałeś, nie wypatrywałeś i w cynizmie swoim nie wierzyłeś, że się zdarzyć jeszcze może. Obyście już nigdy nie byli postawieni na baczność w swoim życiu, a ciepłe uśmiechy losu zdarzały się Wam jeszcze nie raz.

Zastanawiałam się nad tą ćmą. Nocny motyl, a w takim jasnym kolorze odwiedził mnie w pokoju. Trochę , jak duch i jeszcze usiadł na martwej Barbie. Nigdy takiego nie widziałam, znacie go?

Nigdy nie przestanę marzyć

Aby mieszkać samej. Kocham ludzi, chcę dla każdego, jak najlepiej. Kocham bliskich, nieba bym im uchyliła, ale potrzebuję być sama. Chyba wiem, na czym to polega u mnie. Ostatni tydzień mieszkałam sama. Było mi naprawdę dobrze. To było szczere poczucie wolności. Później pojawiła się córka na dwa dni i zrozumiałam dlaczego jest mi ciężko. Ja mam poczucie winy, że coś robię w domu lub nie robię, że wyjdę lub nie wyjdę, że położę się o tej porze dnia spać, czy że nie robię tego, co według domowników powinnam. Ja to czuję całą sobą. Czasami słyszymy, ze ktoś mówi -„Jestem wolnym człowiekiem”. Tak też myślałam o sobie od jakiegoś czasu. Ale nie jestem pewna, póki jesteś w jakiś relacjach z ludźmi, nie jesteś wolny. Nie umiem patrzeć na siebie, na to czego potrzebuję nie martwiąc się, że córka się naburmuszy, a mąż odbierze moje postępowanie za mało troskliwe.

Od 3 tygodni nie biorę tabletek na sen. I śpię. Lekko, czujnie, ale śpię. Taka Basia bez tabletki budzi się wyspana o 5 czy 6 rano i nie przejmuje się, bo przecież ma swój pokój i może położyć się spać w dzień, np. o 11 do 13 i wstaje pełna życia. Pod warunkiem, że ma swój pokój, a najlepiej mieszka sama. A i nie ma pracy na pełen etat, jak ja.

Teraz chylę czoła przed wszystkimi, co zajmują, opiekują się chorym, czy starym człowiekiem. Aniu, siostrzyczko, pewnie nawet nie zdaję sobie sprawy, jak to naprawdę jest. Brakuje siły fizycznej, cierpliwości, oddechu pełną piersią. Dzwoneczek, który dałam dzwoni, co chwilę w pokoju obok. -„Wynieś talerz, przynieś dzbanek, brzoskwinie twarde, a arbuz za mało soczysty, usiądź tu, przymknij okno, zrób zastrzyk, ale żeby nie bolało, a opatrunek przyklejaj mocniej. Zostaw pracę, nie wychodź z domu, bo możesz mi być potrzebna, siedź przy mnie, czuwaj w nocy. Zdejmij skarpety, załóż skarpety, ugotuj to, to i to. Nieee, nie taki kurczak, na parze nie lubię, mdły..”

Pomyliłam współczucie z miłością. To nie miłość!! Czasami też mylimy głupotę z dobrocią. Bywa różnie. I obyśmy szybko zrozumieli, co czujemy, bo skrzywdzimy siebie i innych.

-„Jajko mogę jeść, ale zrób tak, żeby nie było mdłe..”

-” Już robię”

Może spróbujecie, czy nie wyszło mdłe?

Ugotowałam 4 jaja i rozdrobniłam widelcem w misce z łyżką majonezu, trochę szczypiorku wkroiłam i małego ogórka świeżego w drobną kosteczkę. Szczypta soli, bez pieprzu, bo może zaszkodzić i bez chili. A sobie z połową strączka chili.

Ach, to żółte żelastwo!

Jak wiecie jestem pracownikiem na telefon. Jest praca, zapotrzebowanie na masaże, to rzucam wszystko i jadę. Tym razem robiłam strucle drożdżową z serem. Przerwałam i popędziłam toyotką. Zaparkowałam na niepłatnym, bo tam u nas w Gdańsku straszne stawki. Od 9.00 do 20.00, w świątek piątek i niedzielę- 5,50 za pierwszą godzinę, 6,60 za drugą i 7, 90 za rozpoczęcie trzeciej godziny, a każda następna po 5,50. Tego dnia wezwano mnie do trzech masaży na 5 godzin. Przycupnęłam obok apartamentowca na Tobiasza za szkółką przerobioną z kościoła. Można by powiedzieć, że nie na widoku, a w kąciku.

Masaże były stresujące, ludzie udziwnieni tylko Norweżka, jak plasterek miodu miła i wdzięczna. Po- musiałam zostać, posprzątać wszystko, kupić proszek świeczki.. . Nastawić pranie, bo szef swoją naprawą kranu wywołał potop. Na kolanach wieloma ręcznikami ratowałam dwa całkowicie zalane gabinety, a za kwadrans miała przyjść pierwsza klientka. Ledwo uratowałam sytuację. Wracam taka spracowana, oklejona, koszulka do pleców się lepi. Nie jadłam, nie piłam od kilku godzin i jeszcze na koniec miałam płaczącego mężczyznę, jak zorientował się na czym polega tantra. Zapisała go siostra, chcąc dobrze, bo ma problemy z erekcją (myślała, że czakry uaktywnię), ale wyszło beznadziejnie. Żal mi go było, przestałam masować, jak zobaczyłam że on autentycznie płacze i ma wyrzuty sumienia. Mówię Wam, masowania też mam dość. Albo ognisty wariat, kozaczek się trafi, albo cnotliwy wrażliwy mężczyzna. Jak bym miała normalną emeryturę nigdy bym już nie masowała, ani świątynnej tantry, ani tanecznego lomi, czy magicznego reiki.

Podchodzę do schowanej toyotki i już z daleka widzę żółte żelastwo na kole- blokada!! Myślę trudno takie życie. Do dziś ciężko zarobionych pieniędzy dorzucę i jakoś to będzie. Już układam w głowie, że teraz sama mieszkam to skromnie się wyżywię, na młodych ziemniakach i mizerii. Ile to ja razy w kryzysowych sytuacjach byłam. Tylko mi wstyd, że zostałam złapana na niewłaściwym, cwaniackim parkowaniu. Dzwonię i mówię, że mam blokadę, czy może ktoś przyjechać, bo chcę zapłacić i wrócić do domu. Miła pani zapytała tylko o nr blokady. Usiadłam na ławeczce nieopodal i myślę poczeka ja zapewne. Nie, byli w 3 minuty chyba. Wychodzi wielka blond kobieta w mundurze, stoi w rozkroku, w ręku dzierży jakiś metal i uderza nim o swoją dłoń, ale to tylko pozory, to miły człowiek w roli stróża prawa. Pan – najmilszy wzrok, uśmiechnięty, życzliwie pyta:

-A dokąd to pani tak się spieszyła, że tak byle jak porzuciła samochód? Wprawdzie nie ma tu napisu „Nie parkować”, ale to teren gminy miasta.

Opowiadam, gdzie pracuję i że jest mi wstyd za niewłaściwe parkowanie, ale przy pracy na płatnym to ja zapłacę połowę z tego, co zarobię.

– A ile dzisiaj pani zarobiła?

– O dużo, wyjątkowo dużo, bo 140 zł.

– No to zarobiła pani 40.

O, myślę sobie już go lubię, że tylko stówkę chce ode mnie. Ja naszykowana byłam na 300, bo tyle kiedyś Kona płaciła, jak zdejmowali jej blokadę. Notuje coś w kajecie służbowym i zadaje różne pytania, a to dlaczego wybrałam taki zawód, bo przecież jestem drobną kobietką. Mówię, że ta praca to kwiatek na dodatek w moim życiu. Przez lata pracowałam na Stogach w szkole z dziećmi i to była moja miłość.

-A jakie dzieci pani uczyła, bo jak mam tak kilku znajomych.

-Najmilsze, najmłodsze. O może nawet pan zna, bo to córeczka pana kolegi z pracy Zuzia.. . Byłam jej nauczycielką i w pewien sposób drugą mamą (dzieci z klasy jej zazdrościły, że ma takie fory, pani robi jej śniadanko, czesze warkoczyki przed pracą i..), bo kiedy chodziła do zerówki, jej mama była w szpitalu z młodszą córeczką ciężko chorą.

-A tak tak, wszyscy trzymaliśmy za nich kciuki. I udało się.

Jeden ruch skreśla wszystko, co notował i mówi – Lubię dobre nauczycielki, a dzieci z panią dobrze miały, bo pani taki miły wesoły człowiek.

-Nie, nie tak nie można, zasłużyłam na karę. Ja nie szukałam żadnej protekcji, ulgi. Gdybym chciała, to od razu zadzwoniłabym do taty Zuzi, który u Was pracuje, ale jestem dorosła, sama odpowiadam za swoje czyny.

-Niech pani zmyka. Ale już!!

I pojechałam

Oswajanie

To, co było strasznym powoli oswajanym jest. Może jeszcze będzie dobrze. Wiem długa droga. Przedziwnie skonstruowany jest nasz organizm. Możemy w jednej chwili zemdleć, czy być bliskim omdlenia na wieści straszne i niespodziewane. Podziwiam ludzi, którzy spinają się w sobie, nie załamują, walczą i jeszcze uśmiechają. Ja z tych, co wyrywają włosy z głowy w rozpaczy, a rano nie chcą wstać, istnieć, nic wiedzieć, nic pamiętać.

Oglądałam kiedyś taki sobie filmik, chyba „Zakochany bez pamięci”, o klinice, co czyściła mózg ze wspomnieć przeżytych w jakimś związku. Był January, Ksawery, Klara, Donata.. i już śladu po nich nie ma. Przypomniał mi się ten film wraz z natłokiem męczących wspomnień. Łapiesz się za głowę i myślisz:

– „Boże nie dam rady, już nie mogę, nie chcę o tym myśleć i tak niczego nie zmienię, nie cofnę, nie naprawię. Proszę uwolnij mnie od wspomnień”.

Gdyby tak można było poddać się zabiegowi usunięcia niepożądanych wspomnień i nie koniecznie o byłej miłości, ale złych obrazów, zdarzeń, decyzji, przeżyć, słów, ludzi, historii rodzinnych.. . Wiem, nie można i może tak musi i powinno być. Nie wiem.

Istnieje też coś takiego, jak –wyparcie. Zdarzyło się i mi. To jest dopiero przedziwne w nas. Jeden z mechanizmów obronnych człowieka, który uaktywnia się automatycznie, bez naszego świadomego udziału. A wszystko po to, aby uchronić naszą psychikę od wspomnień, z którymi z pewnych powodów człowiek nie jest w stanie sobie poradzić. Wystarczyło, że ktoś opowiedział mi jakieś zdarzenie i włączyła się pamięć we mnie. Straszne!!

Te wszystkie światełka kiedyś zgasną!

„-.. Zetrę ten twój słodki uśmiech..”

To był czwartek. Zły dzień, ale kolejny może być gorszy. I był. Zaczął się od 7 rano. Pełno złych zdarzeń, stresu, kolizji, próśb w przychodniach, przekonywania, że muszą wydać te wyniki, w końcu sfingowania upoważnienia. Pomogła jedna z pielęgniarek, która niechcący usłyszała moje skomlenie . Podała świstek papieru i wyszeptała: – Ja pani to daję, a co pani z tym zrobi, to pani sprawa”. Kolejne parkowania w miejscach, gdzie nie można, ale inaczej się nie da, bo tam już czekają – „mędrca szkiełko i oko”. Załatwiłam ile mogłam. Usiadłam i rozpłakałam się.

A w Mabe jeden masaż na 16.00 zapisany. Jadę spokojna, że to pani i że zwykły masaż bez udziwnień, po prostu klasyczny, bo na mężczyzn i ich magiczne czakry (wszystko to o kant stołu) dziś nie miałabym siły. Wchodzi Polka po 50 tce. Ostre rysy twarzy. Witam ją z uśmiechem, zapraszam, a ona już na wstępie.

„O, inna pani” !! I kręci głową

„A muzyki innej nie macie”. Zmieniam na ptaszki i strumyki

-„Zamiast wałka proszę mi dać poduszkę”!! Oczywiście.

Przez cały masaż chrząkała i jakby znudzona wydawała krótkie dźwięki „hm, och”. Dopytałam, czy co nie boli i może ma jakieś życzenie, np. żeby dłużej opracować plecy, ręce.. 🙂 Odpowiadała krótko i ostro- „Nie”.

Widzę że trudny człowiek, to tym bardziej nieba bym jej uchyliła. Starannie masuję każdą część. Zwłaszcza kark, bo widzę, że woła o pomoc. Pracuję przy nim dłużej. Stopami z haluksami też z czułością zajęłam się. Przedłużyłam masaż o 10 minut. I naprawdę wykonałam go najpiękniej, najsolidniej, jak umiałam. Na koniec podeszłam do leżącej pani, położyłam dłoń na ramieniu i z uśmiechem powiedziałam:

-„Wszystkiego dobrego, życzę pani.”

Ta lekko uniosła się, zrobiła duże oczy, zamilkła jakby przygotowując ciężką myśl i rzekła:

„Zrobiłam wiele, aby zetrzeć ten pani słodki uśmiech, a pani życzy mi szczęścia!!? Czy pani dobrze się czuje!!?

-„Jest pani dobrym człowiekiem, tylko zranionym wiele razy, a teraz samotnym, dlatego dobroć, życzliwość drażnią panią. Ja to rozumiem”

(miałam trudny dzień, może dlatego nie zabrakło mi odwagi odpowiedzieć szczerze)

I wyszłam z gabinetu. Pani też chyba ekspresem ubrała się i w milczeniu spieszyła do wyjścia. A kiedy na pożegnanie mówiłam -„Do widzenia”, obróciła się chwytając klamkę, popatrzyła na mnie, moment zastanowienia i nic nie odpowiedziała.

Pomyślałam, a masz Baśka chciałaś kobiety na masażu, to Ci dowaliła tym paskudnym zachowaniem. Wracam do domu i myślę sobie głośno:

„Co ja się tak uparłam z tym kochaniem bliźniego!!”

Cóż jesteśmy różni i w różnych okresach swojego życia spotykamy drugiego człowieka, który też ma problemy, albo szczęście go unosi. Niech tej kobiecie wszystko się ułoży!!

Kochani, obniżę aktywność, zamilknę na jakiś czas, mam niespodziewanie trudny okres w życiu. Ale nadal pozostaję najmilszą Basią, życzliwą każdemu.

Dobrze, że mam Kleosia. Odzyskał cały stół. Julia w Warszawie.

A ja całe łóżko :-)))

..podstępnie szczypie ścięgna, stawy

Bolą cząstki całości, straszna słabość,

Człowiek chyli się coraz bardziej, psiakość!

Już czuć woń kwiatów, już czuć zimno trawy..

Muzyka w samochodzie

Przerzuciłam się na płyty w samochodzie. Znalazłam taką starą z przed ćwierć wieku. Mój syn dostał ją w prezencie komunijnym. Rondò Veneziano – włoska orkiestra kameralna wykonująca muzykę barokową stylizowaną na pop. Może posłuchacie razem ze mną Concerto futurissimo


Dobrej niedzieli Wam życzę! Utwór nr 9 „Mosaico”, ostatnio bardzo współgra ze mną, z moim stanem ducha.

To On

Witajcie kochani!!! To mój 500 wpis( piszę od 3,5 lat. A założyłam 4 lata temu) i cieszę się, że kiedyś zaczęłam pisać dla siebie i powoli dla innych. Zapewne łatwiej zwierzać się obcym, niż rodzinie, czy koleżankom. Od pierwszego wpisu pojawiał się ktoś o nicku „365 dni”. Nie znałam się na blogowaniu nic a nic, myślałam, że to jakiś cenzor, który sprawdza, co piszę:-) On tylko zaznaczał swoją obecność, ale nic nie pisał. W niedługim czasie dołączyła Herne, dziewczyna, która życzliwością zabrała moje serce. Czułam, że rozumie mnie we wszystkim i tak ciepło patrzy na wszystko, co robię. Od tej pory była zawsze i nadrobiła czytanie wcześniejszych wpisów, a z niejednym, co szczypali mnie, np. Meszuge odważnie walczyła! Dziękuję Herne. Później pojawiliście się WY!! Wszyscy, którym teraz zabieram czas :-))) Dziękuję, że jesteście!! 🙂 Zdecydowanie lepiej się pisze, kiedy trafia to do drugiego człowieka. Nie wiem, kiedy zniknę z tej blogowej przestrzeni. Chyba musi mnie coś zmusić, np. wordpress, bo dobrowolnie- nie! A może samo przyszło, samo pójdzie :-)))

Z okazji okrągłej rocznicy mam niespodziankę dla Was 🙂 Kilka słów o miłości. Zebranie tego w słowa dało mi spojrzenie na mnie, jaka jestem, jak się zmieniam…

– Mężczyznę Kocham za coś, a nie pomimo. Pomimo potrafię tylko własne dziecko, bezwarunkowo.

Może mi już nie wolno oddawać serca, bo nie mam formalnie uporządkowanych spraw osobistych i niejeden skarciłby mnie za to. I miałby rację, ale nic na to nie poradzę, moje oczy i serce są szczęśliwe.

Umiałam jeszcze raz- więcej, niż tylko życzliwie popatrzeć na mężczyznę. I to daje mi szczęście, ciepło. I z tym ogrzewanym sercem wszystko zdaje się być łatwiejsze, począwszy od wstania z łóżka o poranku, po trudy i niewygody dnia codziennego. 

Kilka lat temu poznałam Erlenda. Ten mężczyzna krok po kroku oswajał mnie, jak w „Małym księciu” -Antoniego de Saint-Exupery. Książę Erlend siadywał coraz bliżej rudego liska zwanego Basią, aż w końcu oswoił go. I wziął odpowiedzialność za nas.

To był czas, kiedy absolutnie nie czekałam na żadnego mężczyznę. Przecież ledwo otrzepałam się po drugim związku i wiedziałam, że relacje z mężczyznami nie wychodzą mi na zdrowie. Przeszłam terapię z mądrą, mi pasującą panią psycholog. Co wlała we mnie więcej pewności i oduczyła myślenia o sobie, że jestem tylko małą, głupią dziewczynką. Podobno powtarzałam to podczas każdej naszej rozmowy. To był czas, kiedy pomyślałam o sobie, że muszę zbudować nowy świat i nie oglądać się na to, czy w nim będzie mężczyzna. Lepiej nie, bo już wiem, czym to pachnie. I ludzkie gadanie „do trzech razy sztuka” w ogóle mi tu nie pasowało. Trzeba byłoby być głupim, żeby kolejny raz pakować się w ambaras, szarpaninę zdrowia, stres.. . Przyznam się, choć to nieładnie z mojej strony, ale już wtedy mężczyzn postrzegałam tylko, jako narzędzie zarobienia pieniędzy na masażach, a nie obiektów westchnień. Chciałam swojego radzenia sobie samej. Zdobyłam drugi zawód, który dał mi dodatkowe pieniądze na utrzymanie siebie i córki w Warszawie na studiach. W nowej szkole masażu poznałam  nowych ludzi i zobaczyłam, że jestem lubiana i doceniana. To wyjście do osób dorosłych dużo mi dało, bo przecież  całymi latami byłam tylko z małymi dziećmi w szkole i żyłam ich sprawami. Kolejny skok to prawko. Zdobyłam je i dopiero wtedy powiedziałam ludziom, co ostatnio zajmowało mój czas. Poruszanie się samochodem odbieram, jako jeden z punktów  niezależności i wygody.

Zapewne nie znam Alana do końca i nigdy nie poznam. Ale nie o to chodzi, aby go zlustrowała na wylot, tylko cieszyć się tym, co jest i doceniać to, co już wiem o nim. A to, co czuję i jak się w tej relacji odnajduję jest piękne i pasujące właśnie mi!!!! Począwszy od jego fizyczności (my po prostu pasujemy do siebie), po wartości, jakie wyznaje. To otwarty umysł, tolerancyjny człowiek. Spokojny, opanowany.., można to zauważyć w stresujących sytuacjach. Jak na przykład Basi spóźnienie na samolot, bo pomyliła godziny. Niejeden powiedziałby trudno, spotkamy się innym razem. A on mówi -” Basiu spokojnie, daj mi 5 minut”. I za chwilę na mój telefon przychodzi nowy bilet na lot inną droższą linią, ale z niedługim czasem oczekiwania na start. Nie poddał się, nie okazał okruszka złości, czy zdenerwowania. Tylko uspakajał mnie, bardzo przejętą, całą sytuacją. A kiedy Konstancja miała wypadek i na szczęście wyszła z niego całkiem dobrze, jak na kilkukrotne dachowanie, tylko samochód poszedł do kasacji, on natychmiast zaproponował dużą pomoc  finansową w kupnie innego autka dla Konci. Podziwia moją córkę za to, że umiała zrezygnować z tradycyjnego pędu do dobrobytu i robi wartościową pracę przy ludziach chorych i zwierzętach z obory. On kocha owieczki, krowy.. to bratnia dusza w tym względzie. I sam tęskni za taką pracą. 

Dalej próbuję uchwycić dlaczego On! Dlaczego serce topniało z żelaznych krat :-))). W tym dniu kiedy poznaliśmy się patrzył na mnie z wielkim ciepłem i podziwem. Widziałam to na pierwszym miejscu!! 

Ma taki piękny dar widzenia  i wyszukiwania dobrych stron czasem trudnych sytuacji, np. rodzinnych, zawodowych.. Stara się rozumieć ludzi.

Jest uosobieniem spokoju, najcudowniejszą harmonią, czyli tego, co ja potrzebuję. Tyle samo ognia, męskiego objęcia, troski, dobrego zorganizowania, co czułości, zachwytu, zrozumienia, uwagi, po romantyzm i melancholię.

To on starał się i latał z daleka do mnie. Nie mieszka w Oslo, więc najpierw musiał kawał drogi jechać samochodem lub pociągiem, później przesiadać się w samolot do Polski i ta sama długa droga powrotna, aby w poniedziałek rano stawić się zmęczonym, niewyspanym do pracy!  Sam organizował miejsce naszego pobytu. Zawsze urocze! Powoli nasze miejsce. Pamiętam, jak zwróciło moją uwagę to, że kiedy tylko zaczęłam wyjmować jedzonko, które dla nas przygotowałam, (a miałam w tym przyjemność), on od razu sam z siebie szybciutko nakrywał stolik serwetą, parzył herbaty.., a po cudownej kolacji, bo jedzenie razem może być magią, a przynajmniej radością sprzątał, zmywał.

On zawsze stara się być pomocny i nigdy nie poddaje się tylko szuka  rozwiązania. I robi to ze spokojem, a to dla mnie bardzo ważne. Zawsze przed wyjściem z pokoju hotelowego ścieli, poprawia łóżko, ogarnia po całości, bardzo mnie to ujmuje.

Co będzie z nami nie wiem, bo czas pandemii nie ułatwia, ale może ten czas jest próbą. I jak na razie znosimy to i wychodzimy obronną ręką. My nie czekamy, my jesteśmy razem, tak, na ile los pozwala. Może nasze razem, to zawsze z daleka, z małymi przerwami na real. Dla mnie ważnym jest to, co dzieje się w moim sercu i głowie. To pierwszy mężczyzna, którego ja chcę, a nie, że należy z jakiegoś powodu chcieć. Obiecaliśmy sobie przynajmniej ostatnie rozdziały życia spędzić razem.

Kochani, pamiętacie swoje pierwsze spotkanie, poznanie się z ukochaną osobą..? Proszę napiszcie, jeśli możecie.

Co z cycuszkami?

Opalać, czy nie?

W obecnie obowiązującym prawie brak przepisu zakazującego opalania topless na plaży. Na placu zabaw dla dzieci, w miejskim parku pod fontanną, czy na ławce przy ulicy już nie bardzo. Można tu zastosować treść art. 51 §1ustawy z dnia 20 maja 1971 r. Kodeksu wykroczeń – „kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Plaża, to doskonałe miejsce opalania. A że bez stanika, aby równo się opalić, dla większości obojętnym jest. Ludzie raczej nie zwracają uwagi, niektórzy uśmiechną się życzliwie, a inni skomentują krótkim -„O Boże!” Nudyści co całkiem na golasa lubią nie tylko leżąc płasko opalać się, ale jeszcze paradować z wdziękami mają wyznaczone kawałki plaży. No ale tu to tylko kobiece cycuszki leżące, jak płastuga, może one nie wywołają palpitacji serca wśród narodu wakacyjnego?

Ja kocham opalanie bez stanika. I podziwianie równej opalenizny cycorków. Błogo wyleguje na słoneczku, jak jaki legwan, oddycham głębiej, pełniej.. . Ale jednak to plaża publiczna, nie dzika. I jakby się kto uparł mógłby znaleźć coś na nas dziewczyny, a właściwie na te nasze piękne jędrne cycki!! Jest też art.140 tego samego kodeksu, który mówi: „kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku podlega karze aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 1.500 złotych albo karze nagany. Dość, że portfel będziesz mieć pusty, a cycki w areszcie, to kto kotu czy dziecku da jeść, jak ty na noc nie wrócisz? :-))) No chyba że władza spojrzy w twe cudne oooczy i tylko pogrozi paluszkiem, ale czy możemy liczyć li tylko na naganę? „Na dwoje babka wróżyła”.

Gdzie jest granica nieobyczajności? Czy odkrycie na plaży tego kawałka ciała obrazi osoby będące w pobliżu? Poczują się zażenowane, zawstydzone, odwrócą głowę, ukąszą słowem, żeby Ci poszło w piety.. Myślę, że zdecydowanie lepiej to wygląda, niż w naszej polityce, bo w niej podzieleni jesteśmy prawie pół na pół. W sprawie cycków wielu zauważy, ale nic nie powie i swobodnie pójdzie dalej, coś tam najwyżej sobie pomyśli. Tych, co obrzucą epitetami, albo postraszą policją niewielki odsetek, ale mogą się znaleźć, dlatego warto zrobić to, co Basia. Ogólnie nie lubię pełno rozpostartych parawanów, wielkich parasoli, namiotów.. zwłaszcza nad samą wodą. Więc boki ciała leżąc na ręczniku okładałam butami, torebką, koszulą.., robiłam takie zapory, ale jednak nadal czułam się niepewnie. I jak ten Pomysłowy Dobromir wpadłam na myśl -mini parawanika. Niskiego, niedługiego, takiego, co by tę newralgiczną część okrywał, ale nie był wysoki i nikomu nie przeszkadzał. I oczywiście rozkładany na końcu plaży przy wydmach, gdzie nikt z otwartej jego strony nie zajrzy.

Kupiłam kawałek dokładnie 180 cm materiału do leżaków ( nie na parawany), szerokości tylko 45 cm, (a nie 75, jak typowy na parawany), do tego 4 patyki bambusowe w kwiaciarni i udałam się do kochanej, pani Igi, profesjonalnej krawcowej (zawsze uratuje każdy Twój ciuszek i naprawdę tanio policzy) na ulicę T. Kościuszki w Gdańsku celem uratowania Basi, bo dziewczę lubi cycki wystawiać do słońca, ale swoim postępkiem nie chce nikogo zgorszyć, co by od tej pory biedak koszmarów nocnych nie miał :-)))

Dziewczyny w razie czego jeśli okaże się, że nasze przekonania są bardziej liberalne niż policjanta, nie mamy obowiązku przyjęcia mandatu. To policja może skierować do sądu wniosek o ukaranie i wtedy toczy się postępowanie sądowe, gdzie znów policja musi wykazać , że doszło do nieobyczajnego zachowania Zazwyczaj w takich sytuacjach zapadały wyroki uniewinniające, gdyż „nieobyczajny wybryk” jest spornym pojęciem.

Każdy z nas ma swój pogląd na to co jest dobre, a co złe, co gorszące, a co naganne. Kierujcie się swoim rozumem. A jakby kto pytał, to bez majtek nie opalam się:-))) I tu przyznam- czułabym się obnażona i zawstydzona. Pamiętam sen z dzieciństwa, który mnie paraliżował i powtarzał się. Idę przez wieś do sklepu, ale jestem w samej koszulce, różowej haleczce, bez majtek!! Ciągnę na dół i ciągnę, żeby nic nie było widać. Matko co za stres!! (Nasze wychowanie i .., ale to temat nie na dziś)

A co Wy o tych cycuszkach na słońcu myślicie?

A widzicie czym wbijam patyki? Znalazłam nad morzem, piękna niewielka cegłóweczka, o opływowych kształtach, służy także jako stoliczek do olejku :-))) Radujcie się latem kochani, jako i ja.